Z ogromnym bólem serca, wchodziła przez jedne z bocznych drzwi, które wiodły na bardziej zakulisowej części hiszpańskiej estrady, na której od kilku godzin trwały przygotowania do zbliżającego się koncertu, oraz występu grupy wspierającej. Wiele ludzi krzątało się po strefie zaplecza, która została urządzona na stadionie piłkarskim.
Poczucie niechęci oraz tęsknoty wypełniło jej serce, gdy wciąż w swojej pamięci miała niedawne pożegnanie ze swoim mężem. Starała się go nakłonić, by przełożyć swój lot, by poleciał nocnym samolotem, jednak nie był w stanie nic zrobić i musiał wrócić do San Sebastian, zostawiając ją w Madrycie.
Zaczęła coraz bardziej żałować, że jednak zdecydowała się mu pokazać i spotkać się, chociaż na ten jeden dzień teraz gdy musiała się z nim rozstać, odczuwała coraz bardziej jego brak. Odejście, które tak mocno przeżywała.
Z drugiej jednak strony to spotkanie jednak uszczęśliwiło ich obojga i nie dało się tego ukryć, jednak jak o poranku sama mu wspomniała, czy jednak był to rozsądna decyzja na myśl o właśnie tych chwilach, które oboje teraz przeżywali, musząc się znowu rozstać.
Mogła czuć żal i rozgoryczenie jednak nie mogła nic zrobić.
Jego wyjazd na konferencje nie uwzględniał tego, że spotka się z nią i nie mógł poświęcić jej więcej czasu.
Była jednak pewna rzecz, która ją pocieszała i sprawiała, że nie odczuwała, aż takiego smutku na myśl o jego wyjeździe a był to fakt, że wróci do krajów praktycznie równo z nią. Lot miał zaplanowany na wczesny poranek dnia gdy trasa miała dobiec końca, a oni mieli wrócić do Stanów, to sprawiało, że na jej ustach pojawił się nieznaczny uśmiech, a ona nie uroniła ani jednej łzy.
Nie należała do osób jednak które poruszały takie drobnostki, jednak rozstania były dla niej zwyczajnie ciężkie, by je znieś i nawet jeśli mówiła i powtarzała, że romans z muzykiem sprawił, że nauczyła się jakoś przezywać te dni rozłąki gdy wyjeżdżał, to nawet jeśli by się, w jaki sposób na to przygotowała, psychicznie zawsze będzie czuła tą przepełniające jej ciało pustkę i poczucie samotności.
Upiła łyk swojej kawy, którą kupiła tuż po wyjściu z lotniska, na które pojechała wraz z Ricardo, by go odwieść. Mogła zostać w hotelu i tam mogli się pożegnać, ale każda minuta była ważna, by jak najdłużej z nim być.
Musiała jednak wrócić do realiów trasy i jedno było pocieszające przez jeden wieczór, nie musiała zaprzątać sobie głowy problemami Shinodów. Nic ją bardziej nie frustrowało niż to, że przyjechała tutaj dobrze się bawić, a sama wplątała się w dość niekorzystną dla siebie sytuacje i to nie tak, że teraz się obawiają, bo w innym przypadku zrobiłaby to samo nie ważne, jaką by nienawidzą, darzyła Michaela, czy starała się uchronić dziecko swojej rywalki, przed gniewem i agresją matki zrobiłaby to samo, jednak bardziej było dla niej drażniące, ta wręcz niechęć jej byłego pomimo jej uległych prośby do odesłania jego żony i pozbycia się jej z jego życia.
Owszem jednak rozumiała również, co nim kierowało, jak postrzegał swoje obecne życie, w jakich obawach wręcz strachu żył. Nie było jej to obce uczucie i mogła wczuć się w jego sytuacje. Wiedziała jaką motywacją się kieruje, będąc, z nią, ona sama miała podobne przekonanie, jednak było ono niezwykle mylące i przywiązujące ofiarę do swojego oprawcy. Mylące było poczucie właśnie osoby, która tkwiła przy osobie, która ją prześladuje, że sobie nie poradzi sam, że próbuje sobie wmówić miłość, jaką może go darzyć, bo to tylko naiwne myślenie w obawie i strachu przed gniewem tej drugiej osoby.
Wtedy zawsze myśli się że jeśli zostawi się, tę osobę będzie gorzej, nie tylko sobie nie poradzi, ale spotka się z większym gniewem.
Gdy spoglądała na jego obecna sytuacje i to jak ona postrzegała swój toksyczny związek, zrozumiała ile błędów, zrobiła, jak wtedy o wszystkim myślała, dlatego wolała odepchnąć od siebie wszelkie odczucia wobec niego i zwyczajnie mu pomóc.
Ktoś by stwierdził, że jest po prostu głupia, bo pomaga komuś, kto ją skrzywdził, jednak to inna sytuacja. Zdrada boli i nie da się temu zaprzeczyć gdy zostaje się oszukanym, bycie jednak ofiarą przemocy domowej jest dużo gorszym życiem w opresyjnym związku z osobą, która cię do siebie przywiązuje.
Zrozumieją to tylko te osoby, które były w takiej relacji. Niestety ona doświadczyła na własnej skórze, jak to jest i co najgorsze był to jej pierwszy związek w wieku trzynastu lat. Dopiero dorastała, a wpadła w sidła bardzo apodyktycznego chłopaka, który zupełnie ją zniewolił, teraz Mike znalazł się w takiej samej sytuacji, tylko że jego oprawczyniom była kobieta i wcale nie zamierzała tego wyśmiewać, bo przemoc względem kobiet była tak samo straszna co wobec mężczyzn i nie zamierzała z tej sytuacji absolutnie żartować.
Będąc zupełnie pochłonięta w swoich przemyśleniach, na moment straciła poczucie orientacji i rozejrzała się wokół siebie, te korytarze czasami były tak bardzo podobne, że można było się pogubić i może się to nie wydawać, ale zdarzało się jej kilka razy zabłądzić na poprzednich stadionach. Trwało trochę gdy znalazła odpowiednie wyjście i chyba znowu wpadła w podobną pułapkę i rozejrzała się wokół, widząc dwa korytarze i nie mając pojęcia, w którą stronę miała pójść, jednak niespodziewanie dobiegł ją dość dziwny dźwięk.
Odruchowo spojrzała w kierunku rozbrzmiewającego hałasu, myśląc ze to jakiś odgłos z płyty boiska, miała już machnąć na to ręką i sobie pójść gdy rozbrzmiał nieco głośniejszy jęk.
— Co jej powiedziałeś!? — rozbrzmiał, wręcz syczący głos mógł brzmieć jak odgłos bazyliszka.
Nie było jednak to stwierdzenie dalekie od prawdy gdy po krótkiej chwili przysłuchiwania się rozpoznała ten głos. Był jej on dobrze znany i nie mogła go pomylić z żadnym innym, jednak nie zdążyła nawet nic pomyśleć gdy usłyszała bardzo zlękniony męski głos:
— N…nic — rozbrzmiał drącym głosem — Przysięgam, nie powiedziałem jej nic — próbował się bronić.
— Nic! — kobiecy krzyk wręcz przeszył okolice.
Nie minęła chwila gdy usłyszała mrożący krew w żyłach krzyk przepełniony bólem. Nie mogła, wręcz tego znieś! Słyszenie jak ktoś cierpi i to w okrutny sposób zawsze było dla niej czymś, nie potrafiła sobie radzić.
Właśnie dlatego zdecydowała się mu pomagać.
Była altruistką i gardziła każdą osobą, która zdecydowała się na to, by ktoś cierpiał. Nikt nie ma prawa być krzywdzony i nie obchodziło ją to, że wtrącała się do obecnego małżeństwa, pragnienie i poczucie pomocy skrzywdzonej osobie było zbyt silne, by je zignorować.
— Ja ci mam wierzyć! — darła się — Jesteś cholerną pizdą, a nie facetem! — poniżanie słowne czego mogła spodziewać się po tak odrażającej kobiecie.
Nie mogła już tego dłużej słuchać, mimo że miała, iść poszukać reszty nie zamierzała, przejść obok tego obojętnie. Niemal od razu pokierowała swoje kroki w stronę rozbrzmiewających w oddali hałasów.
— Proszę… nic jej nie mówiłem… — błagalny głos, wręcz był przesiąknięty strachem i łzami.
W końcu przeszła parę kroków i weszła za róg i momentalnie stanęła jak wryta, niemal zesztywniała gdy zobaczyła przed sobą wręcz przerażający widok. Mogłoby się wydawać, wręcz nie realny, bo jak dość drobna kobieta może pomiatać nieco wyższym i zdawać się mogło silniejszym mężczyzną jednak gdy jest się ofiarą, przemocowcy to nie ma znaczenia. Gdy wpadnie w szał albo furie nie ma znaczenia, co nim kieruje, potrafi wykrzesać w sobie potężną siłę i to, co zobaczyła, co rozgrywało się na jej oczach, wręcz sprawiło, że osłupiała.
Patrzyła z przerażeniem, a jednocześnie wściekłością, jak Taylor rzuca swojego małżonka o pobliską ścianę i to z ogromnym impetem. Mogła tylko obserwować, jak dosłownie zjeżdża po kafelkach, na których można było dostrzec ślady krwi. Nie mogła na to patrzeć, gdy ta pochylała się nad nim, trzymając go za kraniec koszuli i wręcz unosiła do góry rękę z zamiarem ponownego zadania mu dość bolesnego ciosu.
Nie mogła tego tak zostawić!
— Taylor! — odezwała się bardzo surowym i pełnym nienawiści głosem.
— To znowu ty! — momentalnie zobaczyła, jak spogląda w jej kierunku — Spierdalaj małolato! — odezwała się wrogo, ani na moment nie spuściła dłoni.
— Tknij go, a mnie popamiętasz! — zagroziła jej, robiąc kilka kroków do przodu.
Może wydawać się, że postępuje naprawdę nie właściwie, bo jedynie prowokuje ją do dalszej agresji. Nie liczy się z jej zdaniem jednak jak miała to robić gdy na własne oczy musiała patrzeć jak znęca się nad własnym mężem tu absolutnie nie można było nic bronić, ani nie wchodzić w paradę. Owszem mogłaby sobie stanąć z boku i to obserwować, ale jakim kosztem dla ofiary, która cierpi na jej oczach, nie pozwoliła, by sobie na to. Inaczej również nie uchroniłaby go przed szaleństwem tej kobiety.
— Ile razy ci mówiłam, masz się nie wpieprzać do naszych spraw! — próbowała być groźna.
— Czy ty jesteś poważna? — spytała, jeszcze bardziej zbliżając się do nich — Czy tak to wygląda, załatwianie spraw między małżonkami — ruchem ręki wskazała na półprzytomnego Michaela, którego wcześniejsze rzucenie o ścianę oszołomiło — Przemocą i biciem? — dodała, mierząc ją nienawistnym spojrzeniem.
— Nie powinno cię dochodzić, co robię z własnym mężem!
— Kurwa kobieto, on ledwo żyje, mdleje na naszych oczach, a ty uważasz, że traktujesz, własnego męża ja powinnaś? — nie potrafiła już poskromić własnych emocji — Puść go! — rozkazała.
— Wynoś się albo tobie uszkodzę tą twoją Bużkę gówniaro! — odgrażała się.
— Powiedziałam, zostaw go! — powiedziała nieustępliwie.
Nie zamierzała być uległa ani się zlęknąć, bo właśnie jeśli to zrobi i odejście nie chciała nawet myśleć co by się dalej stało z Mike który i tak teraz był półprzytomny. Nie miała pojęcia, co siedzi w jej chorej głowie, by atakować go przed występem, który ma za parę godzin.
— Jeszcze jeden krok, a pożałuje tego, że się wtrąciłaś! — zagrzmiała.
W powietrzu dało się wyczuć ogromne napięcie między nimi. Obie stały naprzeciw siebie, niemal mierząc się wrogim spojrzeniem, jednak najgorsze było, że starsza z nich nadal trzymała swojego męża za koszulę, którą miał na sobie, jednak przesiąkła od krwi w kilku miejscach i mogła dosłownie zrobić wszystko.
— Taylor czy zapomniałaś o jednym dość kluczowym fakcie? — zapytała nagle.
— O czym ty mówisz suko!? — rozbrzmiał jej srogi głos.
Ona mimowolnie popatrzyła na sufit, na którym co kilka metrów rozmieszczone były kamery. Widząc jej wzrok, kobieta podążyła za nim i wręcz przeklęła siarczyście, puszczając ubranie swojej ofiary i podeszła do niej wręcz podchodząc tak blisko, że niemal czuła jej paskudny oddech na sobie.
— Piśnij słowo, a obiecuje, że nie przeżyjesz kolejnego dnia!
— Wynoś się stąd i się nie pokazuj! — powiedziała, nawet się nie lękając — Albo wezwę policje a ochrona będzie mieć nagrania, jak pobiłaś własnego męża. Zjeżdżaj stąd.
Widziała, jak kątem oka unosi dłoń, to był moment gdy złapała ją w locie, nie doprowadzając do tego, że ją nawet tknęła. Opuściła jej ramię, delikatnie wykręcając, patrzyła, jak zaciska zęby.
— Poradzę ci jedną dobrą radę. Wsadź swój paskudny tyłeczek w najbliższy lot do Ameryki albo trafisz za kratki. Nie zamierzam żartować! Jeszcze raz zobaczę, że chociażby podnosisz głos na Summer albo tkniesz Michaela, to pokaże ci, dlaczego nie warto mnie drażnić! Jeśli naprawdę jesteś tak nawiana, by mnie prowokować, bo uznajesz mnie za żadne zagrożenie, to się bardzo mylisz, chętnie ci tą twoją Bużkę przyozdobię i zapamiętasz raz na zawsze by nie podnosić ręki na dziecko! — mówiąc to, wręcz wbiła jej mocniej łokieć, pomimo że słyszała, jak jęczy z bólu — Będziesz cierpieć bardziej niż Mike i Summer przez te wszystkie tygodnie. Zrobię wszystko, byś mnie popamiętała. Jak bardzo przemocy się brzydzę to nie, zawaham się zrobić z tobą co, tylko zapragnę. Nie będę się powtarzać! Won! — powiedział, puszczając.
— Ty jesteś popierdolona! — widziała, jak stara się rozmasować bolące miejsce — Chora…
— Ochro…!
Nie zdążyła nawet dokńczyć gdy zobaczyła, jak prędko umyka. Patrzyła na to, z zawiera miną i gdy tylko patrzyła, jak znika, mruknęła do siebie:
— Pieprzona suka — zamuczała.
Jej rozmyślania jednak zostały prędko przerwane, gdy usłyszała za sobą dość jękliwy głos. Odwróciła się niemal natychmiast i zobaczyła, jak Mike stara się, z nie małą trudnością podnieś na równe nogi, jednak ugiął się pod swoim własnym ciężarem i znowu wylądował na podłodze.
Nie zastanawiając się nawet dłużej, podeszła do niego i przykucnęła przy nim. Ujęła delikatnie jego brodę i zwróciła ku sobie. Widziała, jak spogląda na nią nieco zamglonym spojrzeniem, jego oddech był płytki a twarz pełna sińców. Koszula, jaką miał na sobie skrywała zapewne więcej znamion szaleństwa jego żony.
— Dobrze się czujesz? — spytała, widząc, jak blednieje w jej oczach.
— T… tak — powiedział słabym głosem.
— Przestań mnie oszukiwać — odezwała się stanowczym głosem — Przecież widzę, że nie jest dobrze. Idziemy do łazienki! — zdecydowała.
Mógł ją oszukiwać czy okłamywać, że czuje się całkiem dobrze, jednak prawda skrywała się w jego oczach. Patrzyła jak wręcz zielenie na twarzy i jest bliski, by zwymiotować, jednak czemu miałoby ją to dziwić, skoro został wręcz rzucony na ścianę. Moment gdy o tym pomyślała, wręcz przeszył ją niepokojącym dreszczem, bo miała naprawdę złe przeczucia.
Od takiego upadku mógł połamać kilka żeber, a nie było to nic normalnego.
— Julio, naprawdę ja się czuje dobrze — wykrztusił.
— Dzwonię na pogotowie! — powiedziała pewnie, sięgając po swój telefon.
— Błagam nie! — odezwał się spanikowany głosem — Nie rób tego, proszę! — błagał ją.
— Mike czy ty jesteś poważny? — spytała poruszona — Ona uderzyła tobą o ścianę, możesz mieć złamane żebra! To nie jest normalne!
— Proszę cię… — próbował ją przekonywać — Naprawdę czuje się dobrze! Proszę, pomóż mi tylko dotrzeć do łazienki, doprowadzę się do pionu — widział, jak dosłownie nie jest w stanie, się podnieś.
— Nie Mike nie pozwolę na to, byś w takim stanie stanął na scenie. Jesteś ledwo żywy, na pewno masz jakieś…
— Julio proszę. Nie rób tego! — dodał, a w jego oczach zobaczyła łzy — Nikt nie może wiedzieć! — powiedział.
— Ale…
— Po prostu daj mi spokój! — nagle jego merytorykę diametralnie się zmieniła.
Przyznać musiała, że nic z tego nie rozumiała. Nie rozumiała czemu, tak się zachowuje. Co się zmieniło w przeciągu kilku sekund. Patrzyła na niego wprost oszołomiona, gdy bez jej pomocy udało mu się wstać, a ona wciąż klęczała na płytkach i nie dało się ukryć, że za ścianą tuż za nim dostrzegła czerwone smugi.
— Mike czy ty jesteś poważny? Ty krwawisz i chcesz w takim stanie występować.
— Absolutnie tak — powiedział pewnie — A tobie bym radził, byś nie wtrącała się do naszego małżeństwa!
— O czym ty mówisz? — odezwała się wprost oszołomiona.
Poderwała się na równe nogi, zupełnie nie pojmując, co się z nim nagle stało i czemu wobec niej wykazuje się taką niechęcią i wręcz agresywnością. Ona wręcz pragnie mu pomóc, odciąga żonę, która się nad nim pastwi a on, zamiast dać sobie pomóc, to naraża własne życie i zdrowie na to, by iść pracować, mało tego wykazuje się wobec niej sporą nienawiścią.
Było to zaskakujące, bo jeszcze przed kilkoma dniami, nie miał nic przeciw temu, jak chroniła go przed agresją Smith.
— Mike co się z tobą stało? — zapytała wprost, podnosząc się na równe nogi.
Widziała, jak zaczyna od niej odchodzić, jednak wciąż pootrzymywał się pobliskiej ściany co utwierdzało ją jedynie w przekonaniu, że jednak czuje się źle i mogło dojść do jakiegoś poważnego złamania.
— Radziłbym ci wrócić do tego lowelasa! — powiedział wręcz z obrzydzeniem.
— O czym ty do cholery mówisz? — zapytała.
Widziała. jak w następnej chwili zatrzymuje się nagle i odwraca w jej kierunku. Na jego twarzy nie dostrzegła nic poza obojętnością i próbami ukrycia bólu, który go niszczył od środka. Nie chciał pokazać nic po sobie.
— Fajnie się bawiłaś co? — spytał wręcz z nieukrywanym sarkazm.
— Mike raczej to moja sprawa, a poza tym, jakim prawem mnie śledziłeś? — spytała z pretensją w głosie.
— Nie musiałem — rzucił kąśliwe — Obściskiwałaś się z nim na środku korytarza, wielu to widziało w tym i ja — powiedział z lekko ironicznym uśmiechem — A po drugie jakbyś zapomniała mam pokój obok ciebie. Doskonale słyszałem. co wyprawiałaś wczoraj.
— Raczej to moja sprawa co robię…
— Tak jak to, co dzieje się między mną i moją żoną jest tylko moją sprawą — zbeształ ją — Nie powinnaś się w to wtrącać.
— Nie przeszkadzało ci to jakoś gdy pomagałam ci przed kilkoma dniami, wręcz mi dziękowałeś — odparła kąśliwe.
— Bo nie wiedziałem, jaką jesteś szmatą! — rzucił.
Stanęła, jak wryta nie mając nawet słów, by to w jakikolwiek sposób skomentować. Patrzyli na siebie w milczeniu i żaden z nich nie chciał się odezwać, między nimi zapanowała dość napięta atmosfera.
— Wiesz co Michael? — odezwała się nagle — Wykazałam się wobec ciebie dobrym sercem i odepchnęłam na bok to, co mi zrobiłeś i skrzywdziłeś. Chciałam ci pomóc, byś nie przechodził przez to samo co ja. Bo doskonale wiem, jak kończy się życie z własnym oprawcom, ale widocznie nie potrafisz, pogodzisz się z tym, że mam własne życie i nazywanie mnie w tak odrażający sposób, mając mi umniejszyć, sprawiło, że możesz się pożegnać z dalszą pomocą. A co do nazewnictwa, spójrz na siebie i swoją małżonkę. W takim razie życzę ci Michaelu powodzenia i naucz się tuszować własne siniaki, bo ja ci już nie zamierzam pomagać!
Może to się przeczuło z jej sumieniem, jednak nie zamierzała pozwalać na to by po tym wszystkim, co zrobiła nadal być traktowana jak wróg i wyzywana od pań lekkich obyczajów tylko dlatego, że spędziła noc z ukochanym. Jednak doskonale wiedziała, czym również go kieruje ta nieuzasadniona nienawiść.
Musiałaby być naprawdę nierozsądna, by się nie połapać.
Zazdrość, która skrywała się głęboko w nim, dała o sobie znać. To wręcz dało się wyczuć. Mimo toksycznego związku przemówiła przez niego wobec niej coś tak negatywnego jak poczucie zazdrości, bo zyskała spokój i miłość przy boku innego. Winnym jednak może czuć się tylko wyłącznie on, ponieważ gdyby nie popełnił tak głupich kroków i decyzji, zapewne tak ich życie się nie potoczyło, jednak przekonała się po raz kolejny i udowodnił jej, że jednak nadal czuje wobec niej nienawiść za to co się stało, że go zostawiła.
Po tych słowach minęła go bez najmniejszego słowa, mimo że jej altruistyczna natura krzyczała, by mu pomóc, to zignorowała ją, jak tylko mogła i przeszła obojętnie nawet nie spoglądając na niego. Musiała jednak zagłuszyć ten głosik i zapomnieć ze kiedykolwiek ma już mu pomagać i naprawdę nie miało dla niej znaczenie, jakie będą tego konsekwencje. To on zapłaci za ten związek nie ona! Nie obchodziło już ją, co się z nim stanie niech robi, co tylko zechce, a Taylor niech go krzywdzi, jak tylko bardzo tego chce.
Zaprzepaścił swoją jedyną szansę na pomoc i osobę, która najbardziej mu do tej pory pomogła.
Ironia, że ona z nich wszystkich połapała się w całej sytuacji wcześniej niż wszyscy, jednak od dziś nie zamierzała się już wtrącać do życia tej rodziny, jedyne co zrobi to, pomoże małej, bo dziecka nie pozwoli skrzywdzić. Michael niech radzi sobie sam!
— Gdzie ty byłaś? — rozbrzmiał nagle głos gdy weszła do garderoby zespołu.
Otrząsnęła się z głębszego zamyślenia i poderwała głowę, by zobaczyć tuż obok siebie swojego brata.
— Na mieście — mruknęła, odchodząc od niego.
— Nie było cię na śniadaniu — zauważył Brad.
— Wyszłam rano z hotelu i byłam w restauracji coś zjeść — powiedziała zgodnie z prawdą.
Nie zamierzała go okłamywać, prawdę mówiąc, po porannym prysznicu zebrała się z mężem i wyszli na miasto, by spędzić ze sobą te ostatnie godziny przed wyjazdem i zahaczyli o lokalną restaurację, gdzie zjedli przepyszne śniadanie, dlatego nie skorzystała z oferty hotelowej.
— Zanim cokolwiek zapytacie — odezwała się do Chestera — Zapewne wiesz doskonale o tym, bo cwaniaku podglądałeś mnie z Shinodą — zobaczyła momentalnie dość zaskoczoną miną, zanim powiedziała — Byłam z moim facetem, którego wczoraj spotkałam w hotelu i to z nim spędziłam czas do tej pory. Wróciłam do was, bo odprowadziłam go przed godziną na lotnisko, bo musiał wrócić do siebie.
— Co on tu właściwie robił? — spytał zaciekawiony Bennington.
— Miał konferencje w hotelu, gdzie się zatrzymaliśmy i musiał na niej być. Naprawdę muszę wam się spowiadać. Miałam nie skorzystać z tego, że spotkań się z własnym facetem po tygodniach rozłąki?
— Akurat tutaj ją popieram, bo sama bym z takiej sytuacji skorzystała — zauważyła Alice — Chester przestań dociekać, ona jest dorosła i miała prawo się z nim spotkać.
— Po prostu byłem ciekaw — stwierdził.
Westchnęła cicho i usiadła na kanapie i niemal w tej samej chwili na jej kolana wdrapała się Summer, która uśmiechnęła się szeroko na jej widok i objęła ją za szyje swoimi rączkami.
— Tęskniłam cioci — wyznała szczerze, przytulając się do niej.
— Ja też słonko — powiedział, obejmując ją.
Widziała, jak w następnej chwili do garderoby wchodzi poturbowany Shinoda. Ich oczy momentalnie się spotkały i wręcz przez moment mierzyli się spojrzeniami, jednak szybko odwróciła wzrok, bo nie zamierzała już mieć z tym facetem nic do czynienia.
Nie widziała, jednak jak bardzo się myliła.
No comments:
Post a Comment