Friday, December 27, 2024

IV 27 (P.2) — PRAGNĘŁA JEJ POMÓC

    — Co według ciebie powinnam zrobić? — pytała, czując się zupełnie bezsilna.
    Popatrzyła z nieukrywaną frustracją i poczuciem niemocy na siedzącą przed nią kobietę. Owszem nie powiedziała jej całej prawdy i raczej nie zamierzała, jednak potrzebowała z kimś porozmawiać na dręczący ją wciąż problem, a raczej co miała zrobić. Miała zupełny mętlik w głowie i nie zamierzała tego w żaden sposób ukrywać. Poczucie, że dosłownie tkwi w jednym punkcie i nie wie, jak ruszyć w dal było dla niej tak frustrujące, że nie miała pojęcia co zrobić.
    Alice doskonale zdawała sobie sprawę jak pozostałe dziewczyny czy większa część zespołu co się dzieje, a tak naprawdę obserwowali rozgrywająca się na ich oczach tragedie i mimo że nie znali całej prawdy, bo nie wiedzieli, co kryje sekret Shinody i jego żony oraz jej córki, jednak nie potrafili być obojętni na to, że nie dostrzegali tego, że w pewnym momencie została obarczona odpowiedzialnością nad małym człowiekiem. Jej własna matka nie poczuwała się do wykonywania własnych obowiązków względem córeczki.
    Bezczelnie wykorzystała fakt, że młoda dziewczyna, będąc tak naprawdę, jedyną osobą wolną tutaj uznała ją za idealną niańkę dla własnego dziecka, nie byli jednak świadomi tego, że również ona sama wzięła to na siebie, by chronić tę małą dziewczynkę przed szaleństwem jej matki.
    Nie zamierzała tego nikomu mówić, bo nawet gdyby próbowała, to obiecała milczeń i to było najgorsze, że zdeklarowała się przed Michael’m, że nie ujawni prawdy o dramacie, który rozgrywał się u nich i tak naprawdę związał jej ręce, jednak nie mogła dłużej pozwalać na to by to Summer cierpiała na tym. Musiała z tym coś zrobić i tutaj już nie maiło znaczenia czy zdeklarowała się milczeć, czy nie. Naprawdę ją niesamowicie drażniło, widząc, co się dzieje, fakt, że nie mogła nic zrobić, jednak chciała uchronić pięciolatkę przed losem życia przy matce, która się nad nią znęca.
    Nie zasługiwała na to i chciała coś z tym zrobić.
    Jednak prócz Taylor nie wiedziała, czy ta mała ma jakąś rodzinę. I tak jedyną osobę, z którą mogła, by pogadać, to był Michael, ale nie była pewna czy zechce z nią rozmawiać o rodzinie swojej żony.
    To nie mogło jednak trwać w taki sposób dłużej, bo było to już męczące, a poczucie życia w strachu przez małą to nie jest życie dla dziecka, które miałoby skazane na życie z taką matką?
    — Nie wygląda to wcale ciekawie — mruknęła nieco do siebie.
    — To mnie pocieszyłaś — rzuciła ironicznie.
    Słyszała, jak w następnej chwili ona wzdycha i spojrzała na nią:
    — Julio, powinnaś dowiedzieć się, czy ona ma rodzinę, czy nie, bo jednak nie wygląda to zbyt dobrze. Nie chce oceniać, ale sama widzę, że coś jest na rzeczy i zapewne nie będziesz chciała powiedzieć prawdy, jednak na twoim miejscu poszukałabym jakieś kontaktu z dalszą rodziną małej. Zostałaś zobowiązana przez tą…
    Urwała momentalnie, wręcz gryząc się w język, chcąc sobie oszczędzić przekleństw, które cisnęły się jej na usta na temat żony Shinody, jednak obie doskonale wiedziały co myślą na jej temat. I tak naprawdę jakie zdanie miały na temat tej kobiety i nie było ono wcale zbyt pochlebne.
    — Ona niczego mi nie powie — odezwała się dość sugestywnie na myśl o swoich ciągłych sprzeczkach z kobietą.
    — To prawda, widać, że za sobą nie przepadacie, a raczej daje się wyczuć tę nienawiść i nie jestem zdziwiona ani zaskoczona, że trzymasz się tak zdystansowana do niej oraz jej męża i uważam raczej, że to najlepsze co robisz. I w tym przypadku nie zamierzam stać po ich stronie, bo wiem, jak podle cię potraktowali, a obecnie postawili cię w sytuacji, gdzie musisz się zajmować, tak naprawdę ich dzieckiem skoro Mike deklarował się, że chce być jej ojczymem czemu się nią nie opiekuje gdy ma na to czas a zwala to na ciebie? — pytała wprost.
    Bo tak naprawdę nie mógłby tego robić — ta jedna myśl przeżuła przez jej głowę. On sobie nie radził obecnie sam ze sobą a co dopiero zająć i wziąć odpowiedzialność za małego człowieka jednak tylko ona o tym obecnie wiedziała.
    — Ale tylko on wie, czy jego zona ma dalszą rodzinę — westchnęła po krótkiej chwili ciszy — Nie zbyt jednak jest mi na rękę rozmowa z nim na ten temat — przyznała.
    Jednak im dłużej o tym myślała, rozumiała, że musiała, jednak zacząć działać nie długo trasa miała dobiec końca, a nie mogła pozwolić na to, by to dziecko było znowu pod opieką tej paskudnej kobiety.
    
    Od jej rozmowy z Alice minął dzień, a ona w końcu podjęła jedną z najbardziej słusznych decyzji, jaką mogła podjąć. W tym przypadku musiała zepchnąć na bok swoją cholerną dumę i pomimo tego, że owszem w dalszym stopniu, chociaż bardzo niechętnie pomagała Michelowi uchronić go przed szaleństwami żony czy opatrywaniem jego ran, czy tuszowanie toksycznego związku, w jakim żył, pudrując jego siniaki, które wciąż się pojawiły po kolejnych szałach furii, jego małżonki to praktycznie nie zamieniali ze sobą ani jednego słowa w tym przypadku jednak musiała z nim pomówić.
    Tutaj chodziło o dobro Summer. Zależało jej na dotarciu do dalszej rodziny jeśli ją ma i wyjaśnienie całej sytuacji i ewentualnie poproszenia o to by się zajęli nią, bo jako była już wychowanka domu dziecka, nie chciała by trafiła do tak paskudnego miejsca. Żadne dziecko nie zasługuje, by się tam znaleźć, a naprawdę wolała tę sprawę załatwić bez angażowania odpowiednich służb i mieszania się w to, tak naprawdę potem czy zostanie odebrana Summer swojej matce przez kogoś z bliskich dziewczynki ją nie obchodziło, bo to będzie ich decyzja, ale obecnie musiała się dowiedzieć o tym czy faktycznie ją ma.
    Dlatego umówiła się z Michaelem, który miał do niej przyjść i z nią porozmawiać. Miała być to tylko rozmowa ściśle nawiązująca do problemu małej i nic więcej. Nie zamierzała się z nim angażować w inne dyskusje. Pała do niego i tak niechęcią i chociażby chciała trzymać go na dystans to, że mu pomagała nie mogła.
    Westchnęła cicho i spojrzała na pluszaka, który zostawiła Summer, ona sama została zabrana przez Alice i pozostała dziewczyny by dać jej czas na dyskusje z byłym partner.
    Tak naprawdę od dłuższego czasu od momentu gdy dowiedziała się o przemocy domowej, której doświadczał on i jej małe słoneczko, nie rozmawiała, z nim dłużej niż było to potrzebne, bo nie czuła potrzeby, a zarazem sam pokazał, że raczej nie powinna utrzymywać z nim zbyt głębszych kontaktów.
    Czasami tak siedziała i się zastanawiała, szczególnie po sytuacjach, w których doświadczyła od Michaela objawów czystego chamstwa i bezczelności w jej kierunku, gdzie tak naprawdę był ten troskliwy pełen uczuciowości facet, który skradł jej serce przed laty. Teraz zupełnie go nie poznawała i nie chodzi o pryzmat tego, że tkwił w dość szkodliwym dla siebie związku a on sam był zastraszonym facetem podległym woli własnej żony jednak tak naprawdę jej rozmyślania były skierowane na kilka miesięcy wcześniej gdy jednak wydawało się, że ich małżeństwo jest udane, bo sam przyznał się, że do końca ubiegłego roku było dobrze, gdzie zatracił wartości, którymi się kierował. Naprawdę aż porażające było jego wręcz pełne prymitywizmie zachowanie w obrażaniu jej na jedynych spotkaniach, na które zapraszali chłopacy z zespołu, nie pojmowała, co się z nim stało. Patrząc na niego, z tamtego okresu zaczęła myśleć, czy mogła tę zmianę zaobserwować już wtedy gdy byli jeszcze razem a jemu zaczęło, delikatnie mówiąc odbijać. Czy był to moment, który był powodem, czemu tak diametralnie się zmienił?
    I tak wiedziała, że teraz zastanawianie się nad tym i analizowanie nie ma najmniejszego sensu, bo się stało. Rozwalił ich związek i absolutnie nie czuła żadnych wyrzutów sumienia względem własnego postępowania, bo ona nie zrobiła zupełnie nic, co mogło doprowadzić do aż tak absurdalnej sytuacji. Nie zamierzała pozwolić sobie na to, by w taki dość znaczący sposób wpłynął na jej życie. Poczucie, że pragnął odebrać jej coś, co kochała, to przejęcie kontroli nad życiem innego człowieka i absolutnie nie zamierzała tego akceptować, szczególnie że nie zamierzała przechodzić przez podobne etapy, które doprowadziły ją do istnej ruiny przy związku z Clarkiem.
    W tej sytuacji winą obracała tylko jego a ona ani przez jedną chwilę od zerwania z nim nie miała wyrzutów sumienia, że robi źle.
    Niespodziewanie postukiwanie w drzwi jej pokoju, sprawiło, że wyrwała się z głębszego przemyślenia i podniosła się z łóżka i przeszła przez pokój. Chwyciła za klamkę i przekręciła klucz w drzwiach i otworzyła je, a po drugiej stronie zobaczyła Michaela. Jak zawsze ubrany w bluzę a na głowie miał zarzucony kaptur. Nie było wręcz już zaskakujące, że tak się ubierał, a ona wiedziała, że w ten sposób chce się ukryć przed ciekawskimi spojrzeniami innych, a co ważne by nikt prócz niej nie połapał się, że ktoś się nad nim znęca, a raczej własna żona.
    — O czym chciałaś pogadać? — zapytał praktycznie pozbawionym emocji głosem.
    — Wejdź — zaprosiła go do środka.
    Ustąpiła mu miejsca w przejściu, a on dość niepewnie wszedł do środka. Patrząc na niego i jego zachowanie nie mogła pohamować wspomnień, które do niej powracały, bo jego postura osobowość, którą obecnie mogła zaobserwować, idealnie pokazywała typowe odruchy osób, które były prześladowane. Żyły tak naprawdę w ciągłym strachu, jednak to nie po to go tutaj zaprosiła.
    Zatrzasnęła drzwi za nim, a ona zobaczyła jak w pewnej chwili, drgnął wystraszony, a ona bez słowa podeszła bliżej i widziała, jak otwiera usta i mówi wystraszony:
    — Proszę cię jeśli, znowu chcesz prosić, mnie bym z tego zrezygnował…
    — Mike — zatrzymała w pół zdania, spoglądając na niego ze stanowczością — Nie zamierzam absolutnie już wpływać na twoje decyzje dotyczące twojej relacji z Taylor i życia w obsesyjnym i bardzo toksycznej relacji. To twój wybór, pragnę jedynie podkreślić, że gdy trasa dobiegnie końca, moja pomoc się skończy — wiedziała, jak spogląda na nią z dziwną obawą — Ja wracam do swojego życia, ty robisz z własnym, co tylko zadecydujesz — podkreśliła swoje wcześniejsze słowa.
    — Ale…— słyszała jego dość cichy głos.
    — Michael! — powiedziała surowo — Powiedziałam, pomogę ci do końca trasy, potem mnie twój los nie obchodzi. Dobrze wiesz, co musisz zrobić, by to się skończyło, ja nie zamierzam dalej być twoim aniołem stróżem — dodała twardo — Jeśli chcesz, by to się zakończyło, wiesz, co masz zrobić.
    — Ale ja nie mogę! — odezwał się nagle sfrustrowany — Nie mogę od niej odejść — powiedział wystraszony.
    — Wmawiasz to sobie — stwierdziła rzeczowo — Klasyczne uzależnienie ofiary od oprawcy. Moje teksty były takie same jako trzynastolatki i wiesz, jak to się skończyło? Doskonale zdajesz sobie sprawę, jestem przez tego psychopatę ścigana po dzień dzisiejszy. Ale zrobiłam dobrą rzecz dla siebie i niestety ja ci nie pomogę w podjęciu takiej decyzji, bo ona powinna być uzależniona od ciebie. Jeśli ci zależy być nadal ofiarą kobiety, która jak widać nigdy cię nie kochała proszę bardzo a jeśli tak wiesz, co zrobić. Wyrzucić ją z domu i złożyć papiery rozwodowe i zanim powiesz, że to wydaje się łatwe, to miej na uwadze, że sama uciekłam z takiej prześnionej toksyczności relacji i jeśli to ci nie pokazuje ze jednak można zawalczyć o siebie, to nie wiem, jakie argumenty mają do ciebie, trafić byś zrozumiał, w jakim związku tkwisz.
    — Jednak dobrze wiesz, jak można być wtedy zastraszonym — odrzekł.
    — Owszem, ale to od nas zależy czy pokonany nasze obawy, czy im damy się pokonać — odparła — Jednak nie chciałabym, jak wspomniałam wcześniej rozmawiać na temat twoich problemów, bo jesteś dorosłym facetem, który podejmuje decyzje sam za siebie — rzuciła.
    Może nie wykazywała się teraz jakąś emfatycznością względem niego czy współczuciem i owszem nie zaprzeczała, co wręcz się kłóciło, z tym że mu pomaga, jednak miała na uwadze to, by nie doszło do jakieś tragedii, a to, co odczuwała, względem niego to było zupełnie coś innego. Robiła, co uważała zgodne z jej sumieniem i by potem nie czuła, że zawiodła siebie, że nie pomagała, mimo że wiedziała, co się dzieje. Jej oziębłość tak była pokierowana jego obraźliwymi tekstami w jej kierunku. Powinna raczej po tym zostawić go, na pastwę losu tej kobiety jednak nie zrobiła tego i dalej go chroniła.
    — Mike prosiłam cię o rozmowę, ale z powodu Summer — powiedziała spokojnie.
    Widziała, jak momentalnie spuszcza z niej spojrzeniem, a ona mogła zobaczyć ukradkiem, jego dosyć zawstydzoną minę. Tak naprawdę nie czuł się dobrze z myślą i poczuciem, że jego żona krzywdziła własne dziecko, jak tylko mógł, chronił małą, ale po drugie wstyd mu było, że Julia się o tym dowiedziała. Doskonale znał jej negatywny stosunek do krzywdzenia dzieci, bo sama widziała krzywdę u maluchów, jako wychowana domu dziecka dlatego tak bardzo wręcz była wyczulona na ten aspekt.
    Prosił Taylor, wręcz błagał, tyle razy by nic nie robiła córce, bo nie jest niczemu winna, jednak ona go nie słuchała, mimo że wyładowywała na nim swoją agresję, nie pohamowało ją to przed uderzeniem własnego dziecka. Jednak ona sama przyznała w jednym ze swoich napadów szałów, że nigdy jej nie chciała, a została zmuszona do urodzenia, a ona sama była wpadką na jakieś imprezie, na której była.
    Ojciec był nieznany tak naprawdę, tylko pierwsze miesiące ich związku wydawały się wręcz cudowne. On nabrał się jak głupi naiwniak, na nagłą zmianę nie wiedząc, że to tylko maska, którą ubrała. Wszystko wydawało się, wręcz takie jak sobie wymarzył. Idealna żona, dom, plany na powiększenie rodziny i był skłonny nawet adoptować Summer jednak jedna sytuacja to wszystko diametralnie zmieniła w piekło dla niego i małej księżniczki.
    Wiedział, że najgorszym błędem, jaki zrobi, będzie zabranie Taylor na trasę, jednak wymusiła to na nim. On tego nie chciał. Pragnął uciec na te kilka tygodni od niej, jednak mu się to nie udało. Został wręcz przymuszony siłą do tego, by ona wraz z córką jechały i tak naprawdę nie miał pojęcia o tym, że chłopacy wybłagali Julie, o to by leciała wraz z nimi. Gdy zobaczył ją na lotnisku, był zaskoczony i zdumiony i mimo że starał się nie okazywać emocji, to jednak zobaczenie jej po takim czasie w jakiś sposób go ucieszyło.
    I musiał przyznać, że naprawdę żałował, z całego serca tego jak jej w emocjach powiedział dość obraźliwe słowa. Wiedział, że teraz jej oschłość w stosunku do niego była pokierowana jego własnym błędem, mimo że starał się ją przeprosić, nie chciała go słuchać, ale, czy gdyby był na jej miejscu, zachował, by się podobnie?
    Pewnie też by się wściekł i trzymał wobec niej urazę.
    Zaczął pojmować wszystkie swoje błędy i pomyłki gdy było już za późno. Bo nie mógł już nic zrobić, by odzyskać dawne życie wraz, z które Julią teraz wydawało mu się istnym rajem, o którym mógł tylko śnić i wspominać. Nie czuł tego przy Taylor od samego początku tego samego gdy był z młodą Bennington. Zauroczył się to fakt, ale szybko to minęło gdy jego żona pokazała, że nigdy się nie zmieniła.
    A Julia?
    Ona była idealną partnerką, którą stracił. Nawet swojego cholernego zachowania i zaborczości zaczął żałować i tej narracji, którą wiódł pod koniec ich związku. Teraz oddałby wszystko by znowu z nią być. Niestety nie mógł, bo musiał tkwić w cholernym związku z Taylor a dziewczyna, którą nadal kochał w głębi serca, była już z innym co nie ukrywał, było dla niego frustrujące.
    — Zawiodłem, wiem…
    — Mike — przerwała mu stanowczo — Powiedz mi, ale szczerze, czy Taylor ma jakąś rodzinę. Nie wiem rodziców, wujków, ciotki? — zapytała.
    — Co chcesz zrobić? — spytał wprost.
    — Zapewnić małej dużo lepszą opiekę niż gdy jest pod nieodpowiedzialnymi rękami tej twojej sukowatej żony dlatego ponawiam pytanie. Czy ma dalszą rodzinę, z którą można byłoby się skontaktować? — jej głos był pewny, lecz nie wykazywał się wrogością czy jakimiś złymi emocjami.
    Teraz bardziej myślała o zapewnieniu lepszej opieki nad małym słoneczkiem, niż przejmowanie się swoimi odczuciami. Nie musiała nawet długo czekać na odpowiedź co ją wręcz zaskoczyło gdy ponownie się odezwał:
    — Owszem ma — przyznał szczerze — Rodzice Taylor nadal żyją — wyjaśnił spokojnie — Nadal mieszkają na przedmieściach, gdzie się wychowałem. I gdy rozmawiałem z Summer przyznała, że tak brakuje jej dziadków i tęskni jednak z tego co powiedziała, moja żona zabroniła się z nimi jej widywać. Dlaczego tego ci nie powiem, bo nie wiem? — skończył swój monolog.
    Słysząc te słowa, tak naprawdę napełniło ją swego rodzaju nadzieją, jeśli Summy tęskni za swoimi dziadkami, może tam mogłaby złapać punkt zaczepienia.
    — Masz do nich kontakt? — spytała wprost.
    — Owszem, ale powiedz, co zamierzasz — błagał.
    Widział jego pełną przejęcia twarz i tak naprawdę przypomniała sobie słowa Summer, która naprawdę pochwalała wujka Mike, jak to o nim wciąż mówiła. Jeśli ani on, ani mała nie oszukują jej, to znaczy, że on starał się chronić pięciolatkę przed szaleństwem matki. Brał wszystko na siebie, tylko by dziecku nic się nie stało. Dlatego pragnęła zapewnić jej lepszą opiekę jeśli będzie to możliwe, dlatego potrzebowała się z nimi jakoś skontaktować.
    — Mike nie będę cię okłamywać. Chce by Summer trafiła pod lepszą opiekę, dlatego proszę cię o jakiś numer do rodziny Taylor, bo nie chciałabym, żeby Summy została skazana na życie w bidulu. Wiem, jak tam jest i chce tego uniknąć dla niej, ona naprawdę jest cudownym dzieckiem, które nie zasługuje na skończenie w tak patologicznych miejscach dlatego jeśli ktoś z rodziny zapragnie mi pomóc i ją ulokować u najbliższych to będzie dla niej najlepsze rozwiązanie.
    — Wydaje mi się, że mogłabyś porozmawiać z moimi teściami, to osoby, które naprawdę przejmują się losem, małej ja nie wiem, czemu moja… — urwał, bo te słowa wręcz nie chciały mu przejść przez usta — Żona urwała kontakt małej z dziadkami ale jeśli to pomoże to chętnie, ci to ułatwię — powiedział, wyciągając telefon.
    Nie sądziła, że pójdzie aż tak łatwo. Myślała, że będzie musiała go dłuższej nakłaniać a tu tak naprawdę po dość krótkiej dyskusji zapragnął dać jej tego czego naprawdę chciała. Wyciągnęła swojego smartfona i spojrzała na Michaela, który powiedział:
    — Poddam ci obojga numery i do Harolda i do Elizy — rzekł — Nie powinnaś mieć problemu ze skontaktowałem się z nimi.
    Wkrótce miała w telefonie zapisane nie dwa numery a trzy, bo poddał również bardziej domowy numer, co niezmiernie ją zadowoliło i zanim tak naprawdę zadzwoniła, bo nie zamierzała, z tym zwlekać spojrzała na Michaela i powiedziała:
    — Mike ty też pomyśl o sobie — rzekła, spoglądając na niego z powagą.
    — Julio to nie jest tak proste…
    — Owszem i nie zaprzeczę temu — przyznała — Ale pomyśl, czy twoje zdrowie nie tylko fizyczne, ale psychiczne jest warte tego, byś tak cierpiał. Nie mówię tego jako osoba, która doświadczyła podobnego życia w podobnym związku, ale jako twoja już była przyjaciółka czy zależy ci na relacji bez perspektyw, czy na samym sobie — zadała wprost to pytanie.
    — Julio, ja się po prostu boję.
    Nikomu tego nie mówił, jednak to była szczera prawda, strach i obawy, które sprawiły, że tkwił w tej wyniszczającej go relacji, sprawiły, że nie potrafił znaleźć w sobie odwagi do tego, by to przerwać, chociaż wiedział, że to będzie dla niego jak najlepsze nie umiał tego przerwać.
    — Wiem — powiedziała to z pełnym współczuciem — Bo tak naprawdę kierują nami obawy, którymi boimy się sprostać, jednak czasem warto to pokonać dla samych siebie. Proszę tylko o jedno, byś zawalczył sam dla siebie, bo nie warto tkwić w czymś, co nas wyniszcza. Nie popełniał takich błędów jak ja. Obudziłam się gdy było za późno, dla ciebie jeszcze nie jest, dlatego zrób to. Ja pomogę Summer, ale ty zawalcz o siebie.
    Wiedziała, że teraz może jej zachowanie było zaprzężeniem jej wcześniejszych przemyśleń i to racja, jednak naprawdę nie chciała, by cierpiał. Nie ważne to, co zrobił, ale nikt nie może żyć w relacji, która jest toksyczna, pełna przemocy i gróźb to nie jest związek oparty na prawdziwych uczuciach, a jednak na strachu i życie owładniętym w obawie przed tym co zrobi druga połówka.
    — Mike, nie zmienisz tego co było, ale możesz zrobić coś dla ciebie. W tym przypadku zerwij ten chory układ, w jakim żyjesz. Naprawdę ja ci źle nigdy nie życzyłam, mimo że potrafiłeś zranić, dlatego zrób dla siebie jedną dobrą rzecz i wyrwij się z tego!
    Nie odpowiedział na jej słowa, jednak widziała, jak spogląda na nią i wyglądał przez moment, jakby chciał coś powiedzieć, w końcu po dłuższej chwili odezwał się skruszonym głosem:
    — Ja naprawdę cię przepraszam.
    Popatrzyła na niego, zaskoczona nie rozumiejąc zupełnie, o co mu chodzi, jednak wkrótce pośpieszył z wyjaśnieniami:
    — Przepraszam cię, że tak okropnie cię traktowałem, szczególnie za wyzwiska w twoim kierunku. Nie zasługiwałaś na to nigdy, a ja mogłem ugryźć się w język, ale tego nie zrobiłem i za to cię serdecznie przeprasza — dodał, a w jego spojrzeniu wręcz zobaczyła taką skruchę, której się nie spodziewała.
    — Dobrze, mogę ci wybaczyć ostatnią akcję, ale prócz tego nic więcej, a teraz wracaj do siebie i przemyśl co ci powiedziałam, a ja zajmie się szukaniem nowego domu dla Summy. — powiedział.
    Widziała, jak przez chwile spogląda na nią, jednak po chwili odwrócił się i odszedł bez najmniejszego słowa. Gdy tylko usłyszała trzask zamykanych drzwi, westchnęła cicho i mruknęła dla siebie:
    — Chce, tylko byś sam się uratował z tego bagna, w który się wpakowałeś, ja ci już nie będę w stanie pomóc.
    Odwróciła się, tak by spojrzeć na łóżko, jednak ona skupiła spojrzenia na ekranie swojego telefonu i pośpiesznie wybrała numer do teścia Michaela i wkrótce przyłożyła telefon do ucha i nie czekała długo, bo po drugim sygnale odezwał się dość mocny głęboki męski głos:
    — Dzień dobry z kim mam przyjemność?
    — Dzień dobry z tej strony Julia Armando i dzwonię w dość, niepokojącej sprawię. Czy mam przyjemność z panem Haroldem Smith?
    — Tak — odparł zaskoczony.
    — Dzwonię w sprawię pana wnuczki Summer Smith…
    Ich rozmowa była naprawdę długa i bardzo ciężka, jednak była pokierowana dobrem pięciolatki.    

No comments:

Post a Comment