Tuesday, December 24, 2024

IV 24 (P.2) — NIE CHCIALA WRACAĆ

    Zamruczała rozkosznie, wtulając twarz w puch poduszki, gdy z każdą chwilą zaczęła odczuwać coraz mocniej, dość subtelne pieszczoty. Drobne pocałunki, które delikatnie zaczęły ją łaskotać i przywodzić do świata rzeczywistego, z subtelnością i lekkością. Czuła przedzierający się do jej nozdrzy zapach, ten charakterystyczny aromat, który kojarzył się jej zawsze z namiętnością i zmysłowością poprzedniej nocy, która przeżyła, było to dość specyficzne jednak mieszający się z przedzierającym się przez otwarte okno chłodem, który powiewał do środka.
    — Wstajemy — usłyszała tuż obok siebie dość cichy męski głos.
    Nie chciała jednak się budzić, było jej zbyt dobrze i jedyne, o czym marzyła to powrócić do swojego własnego świata, który mogła kreować w głębi swojego umysłu. Tworzyć tam swój wręcz idealny obraz własnego życia, który nie mógł i nigdy nie był tak perfekcyjny w zwyczajnym życiu, jednak nie mogła narzekać, że i w nim mogła czuć się niezadowolona, bo zaprzeczyłaby samej sobie.
    Nie było ono idealne, ale było cudowne, dzięki pewnemu mężczyźnie, który od dłuższej chwili z małym skutkiem starał się ją przebudzić, chociaż doskonale wiedział, że zbudzenie jej albo graniczyło z cudem, albo z wybuchem jej gniewu, bo nie znosiła bardzo wcześnie wstawać, jednak miał swoje sposoby, jak sprawić by nie była aż tak pozłoszczona o poranku.
    — Bella — wymruczał do jej ucha.
    — Zostaw mnie! — wyjęczała wprost w puch poduszki — Chce spać — marudziła.
    — Czy ja ci mam przypomnieć Señorita — odezwał się głos tuż nad nią — Byś mówiła po hiszpańsku, zapomnisz wiecznie rano, by nie mówić po angielsku, który znam zaledwie małe podstawy — mówił.
    — Czas się w końcu nauczyć Señor — wymruczała, nawet się nie podnosząc — Jeśli chcesz prowadzić interesy między narodowe, angielski to podstawa — mówiąc to, przytuliła się do puchu, na którym spała.
    — Kąśliwa, ale trafna uwaga — przyznał.
    — Nie byłam ironiczna, tylko stwierdziłam fakt — dodała, przymykając oczy — A teraz daj mi spać! — dodała, pragnąc znowu powrócić do krainy własnych marzeń.
    — Ani mi się śni!
    To był moment gdy jednym dość płynnym ruchem odwrócił ją na plecy, a ona mogła już zupełnie zapomnieć o tym, że będzie mogła pójść spać. Zobaczyła go wkrótce tuż nad sobą. Włosy, które zazwyczaj miał ułożone teraz żyły własnym życiem, widziała, jak uśmiecha się nad nią z błyskiem w swoich ciemnych oczach, za którymi tak się stęskniła. Chociażby chciała, to nie potrafiła, być teraz marudna ani zła, widząc go, nie potrafiła pohamować cienia uśmiechu, który pragnął przedrzeć się na jej usta gdy tylko na niego patrzyła.
    — Moja Bella uśmiechnięta z rana, to chyba nazywa się cud — odezwał się, zaskoczony widząc dość nietypową minę swojej ukochanej żony tuż po przebudzeniu.
    Poznał ją już na tyle, że ujrzenie u niej radości tuż po tym gdy otworzyła oczy, to było wręcz niemożliwe. Radość można było u niej zobaczyć gdy wybiła kawę, dopiero wtedy się przebudzała i zaczęła normalnie funkcjonować, teraz było zupełnie inaczej, co nie ukrywał, go zaskoczyło.
— Uśmiechnięta Bella z rana, to niewiarygodne — rzucił z niedowierzaniem.
    — Tym razem to ty bywasz uszczypliwy Señor Armando — rzekła z lekkim przekąsem.
    — Bo nie wierzę w to co widzę moja droga Señorita Armando — powiedział słusznie — Zobaczenie cię w takim stanie to praktycznie niespotykane.
    — Nie zamierzam zaprzeczać, ale widok ciebie po tygodniach rozłąki jednak sprawia, że nie potrafię się nie uśmiechnąć nawet jeśli to blady świt. Stęskniłam się za tobą.
    — Ja również Bella, nie będę kłamał, brakuje mi ciebie — westchnął.
    — Prawdę mówiąc nie wiem, czy dobrze, że zdecydowałam się na tak nagłe, spotkanie po południu będzie nam jeszcze trudniej się rozstać — zauważyła.
    — Nawet o tym teraz nie myślę — powiedział pewnie — Na razie pragnę pójść pod wspólny prysznic wraz z żoną.
    Nie była w stanie nawet zareagować gdy niespodziewanie poczuła, jak została dosłownie poderwana z miękkiej pościeli. Krzyknęła wystraszona jednak po krótkiej chwili zdała sobie sprawę, jak ląduje na ramieniu męża, który przerzucił sobie ją przez bark i powędrował w stronę łazienki

No comments:

Post a Comment