Monday, December 23, 2024

IV 23 (P.2) — MADRYCKA NOC

    Przystanęła z boku, nie potrafiąc ani na moment pohamować cisnącego się na jej usta uśmiechu. Wciąż wydawało się to jej wręcz niedorzeczne, jakby otrzymała głupi traf od losu, który zdecydował o takiej szansie, jaką właśnie dostała.
    Co ją tak bardzo cieszyło?
    Nie potrzebowała długo szukać odpowiedzi, wystarczyło, że spojrzała przed siebie, gdzie można było ujrzeć grupę eleganckich mężczyzn w garniturach, którzy rozmawiali tuż po wyjściu z Sali konferencyjnej w hotelu, w którym właśnie się zatrzymała wraz z zespołem. I mogło wręcz dziwić, czemu im się tak przyglądała, pewnie to jacyś ważni panowie, którzy omawiali jakieś istotne rzeczy i owszem byli nimi, jednak pośród nich znajdowała się osoba, której nie widziała od tygodni i nie zamierzała ukrywać, ogromnie się za nim stęskniła.
    Prawdę mówiąc, gdy tylko dowiedziała się o tym, że firma jej męża organizuje spotkanie właśnie w tym miejscu, nie mogła uwierzyć w dosłownie własne szczęście szczególnie gdy dowiedziała się konkretnie kiedy miała odbyć się ta konferencja.
    Nie musiała nawet się za wiele wysilać, by wyciągnąć jakieś informacje, bo jej własny małżonek zdradził jej to, nie spodziewając się nawet, że za jego plecami szykowała dla nich obojga niespodziankę.
    Mogło się wydawać, że miała ogromne szczęście od losu i owszem nie zamierzała zaprzeczać, że tak nie było. Jednak nie sądziła, że wydarzy się to tak, że zespół pojawi się dzień przed koncertem w Madrycie, a właśnie podczas tego wyjazdu gdy rozmawiała z ukochanym, wspomniał, że musi wyjechać do stolicy kraju w ramach bardzo ważnej konferencji i data niemal pokrywała się, z przybyciem właśnie ich do Madrytu gdzie miał odbyć się jutro kolejny występ zespołu.
    I miała nie wykorzystać tej okazji?
    Żałowałaby tego gdyby faktycznie, zaprzepaściła szansę spotkania się ponownego z mężem, chociaż na krótko jednak liczyło się to, że mogła się z nim zobaczyć i nie zamierzała tego marnować. Oboje i tak mieli wrócić w podobnym czasie do Stanów, jednak im obojgu brakowało siebie nawzajem i ta rozłąka, mimo że nie była dla nich wcale łatwa i prosta, to jednak wiedziała, jak ją przetrwać.
    Związek z muzykiem i jego czasami częste wyjazdy sprawiły, że potrafiła sobie poradzić gdy nie miała bliskiego sobie mężczyzny przy sobie. Chociaż za każdym razem odczuwała jego brak czy odczuwała głęboką tęsknotę, jednak umiała sobie radzić.
    I podobnie było również teraz gdy Ricardo musiał wyjechać w sprawach biznesowych, a ona musiała zostać w kraju, jednak dała sobie radę i naprawdę nie zamierzała narzekać i marudzić. Ważne, że mogła się z nim zobaczyć.
    Widząc, jak elegancji odchodzą, jeden po drugim, rozchodzą się we własne kierunki, część poszła w stronę pobliskich wind, a inni skierowali się do wyjścia, ona zobaczyła, jak jej mąż stoi z innym z mężczyzn i z nim rozmawia, jednak po ich posturze można było od razu wywnioskować, że była to dość swobodna rozmowa, która nie dotyczyła już spraw biznesowych.
    Nie miała pojęcia, kim on jest, jednak nie zamierzała już stać z boku i zamierzała się po prostu z nim przywitać. Widząc, jak stoi, odwrócony do niej plecami, zamierzała wykorzystać element zaskoczenia. Podeszła wręcz niezauważona do niego, widziała jak jego rozmówca, nawet nie zwrócił na nią uwagi, zbyt skupiony na rozmowie z jej mężem.
    Gdy tylko podeszła, objęła go ramieniem w pasie i czuła jak momentalnie drgnął niemal wystraszony gdy ona wychyliła się w jego kierunku z ciepłym uśmiechem na ustach i powiedziała:
    — Buenos días señor Armando — przywitała się wraz z nim.
    Widziała, jak momentalnie odwraca się w jej kierunku, a na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie, a w spojrzeniu jego ciemnych oczu dostrzegła zdziwienie, a jednocześnie radość gdy wręcz wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
    — Julia — odezwał się ucieszony na jej widok.
    Niemal w następnej chwili porwał ją w ramiona i nie potrafił pohamować radości na widok swojej ukochanej żony. Niczego się chyba bardziej by nie spodziewał niż tego, że zobaczy ją, tak wcześniej wręcz nie miał pojęcia, co ona tutaj robi. Doskonale wiedział, że podróżowała wraz z zespołem brata po Europie jednak ostatnie co pamięta to jak wspominała, że była w Niemczech na dwóch koncertach, najmniej oczekiwał, że spotka ją akurat wtedy gdy wraz ze wspólnikiem przybył na jedną z ważniejszych technologicznych konferencji, na których musieli być.
    A tutaj po dość długim spotkaniu spotkała go taka niespodzianka, w której jego ukochana pojawiła się dość tajemniczo. Zupełnie nic z tego nie rozumiał, jednak nie zamierzał ukrywać, że wcale go to nie cieszyło. Nie sądził, że teraz te tygodnie rozłąki z nią będą dla niego jeszcze trudniejsze niż wcześniej, gdy oboje byli jedynie parą i nie sądzili, że wydarzy się tak wiele w ich życiu czy wcześniej gdy odeszła po tym gdy musiała wracać z wakacji.
    Trudno było mu pozostawić ją w Ameryce na tak długi czas gdy wcześniej miał ją obok siebie każdego dnia. Jednak pocieszające dla niego była perspektywa powrotu do kraju i ponowne zobaczenie ukochanej to sprawiało, że było mu nieco lepiej znosić te dzielące ich kilometry.
    Owszem mógł zobaczyć się z rodziną, jednak wciąż myślami był właśnie przy niej, jego ukochanej studentce, którą na wzgląd na studia i pracę musiała zostać w kraju.
    Jak bardzo by się nie starał, nie potrafił się powstrzymać i ujął jej usta w dość długim, ale bardzo namiętnym pocałunku. Czuć było jak atmosfera, wokół nich gęstnieje i przesiąknięta jest wręcz dziwnym zapachem, jakby afrozydiakiem, który otulił ich w przyjemności tej jednej chwili, o której marzyli od dłuższego czasu. Zagłębić się w czułości pocałunku drugiej osoby, a wokół nich przestało się cokolwiek dla nich liczyć, ważne było jednak ten jeden moment, w którym tkwili w swojej własnej namiętności.
    Opamiętali się jednak po krótkiej chwili, wiedząc już, że tę noc będą mogli spędzić ze sobą, gdy dało się usłyszeć delikatne chrząknięcie, co sprowadziło Ricardo na ziemie i odsunął się od swojej żony, tylko na odrobinę, po krótkiej chwili obejmując ją w pasie i rzucając do niej
    — Zaraz będziesz mi się spowiadała Señorita — ostrzegł, po czym powiedział już łagodniejszym tonem — Pozwól, że przedstawię ci to Paul, mój wspólnik — przedstawił stojącego koło niego od dłuższej chwili mężczyznę.
    Wyciągnęła ku niemu dłoń, którą delikatnie, lecz pewnie złapał i nachylił się lekko i pocałował skraj jej dłoni, mówiąc:
    — Paul to moja żona Julia — powiedział dumnie.
    — Witaj Señorita — powitał ją.
    Skinęła mu delikatnie głową na powitanie gdy się wyprostował. Widziała, jak splata dłonie za plecami i spogląda na nią:
    — Czekaj jak to żona? — zapytał, wprost nie kryjąc swojego zaskoczenie — Ostatnio sypiałeś z Courtney kiedy ty wziąłeś ślub? — dziwił się.
    — Nie sypiam z nią od praktycznie roku, a poślubiłem ją przed kilkoma tygodniami. Kiedyś ci opowiem tę historię, bo jest ona dość szalona — mówił.
    — Zaskakujesz mnie przyjacielu — odezwał się Paul — Przekonany byłem, że nadal ciągniesz ten sam układ z Courtney od lat, a ona o tym wie? — spytał, delikatnie skinął głową w jej kierunku.
    Roześmiała się delikatnie, bo gdyby ktoś dowiedział się jakie relacje łączy ją kiedyś z dwójką przyjaciół, czuł, by się zaskoczy, tym, że weszła w układ między dwojgiem oddanych druhów, by potem tak naprawdę obić kochanka panie Gilbert. Doskonale jednak wiedzieli, że kiedyś w końcu przyjdzie czas gdy w końcu to przerwą i tę osobę, która przerwała ich romans, było to właśnie ona, bo młody biznesmensię w niej zakochał ze wzajemnością. Jednak wiedziała doskonale, że hiszpanka nie miała do niej absolutnie żadnej urazy, wręcz sobie żartowały jak stare przyjaciółki gdy tylko się spotykały czy rozmawiały i miały dość dobry kontakt.
    — Pewnie cię to zaskoczy, ale tak, wiedziała od samego początku — przyznał Ricardo — Właściwie to dzięki niej w końcu zakończyliśmy ten układ i muszę przyznać, że nie mam czego żałować i nie mówię tutaj tylko o tym co mnie łączyło z Courtney, bo nadal się przyjaźnimy, czy tego, że wszedłem w stały związek. Ona jest cudowna — dodał nieco flirciarsko, spoglądając na nią kątem oka.
    — Czyli w końcu się ustatkowałeś — stwierdził drugi z mężczyzn.
    — Można to tak ująć — przyznał i spojrzał wprost w jej oczy — Chyba szukałem odpowiedniej kobiety i znalazłem pewną turystkę, która wpadła do San Sebastian.
    — Turystkę, która ci nie skopała tyłka na zawodach — przypomniała mu ich praktycznie pierwsze oficjalne spotkanie.
    — Widziałaś, na co szłaś, więc wybacz słonko, byłem lepszy — powiedział zadowolony z siebie.
    — Dalej nie mogę tego przeboleć, jak mogłam z tobą przegrać — rzuciła z lekkim niezadowoleniem.
    — Chyba już na mnie pora. Idę do pokoju, spotkamy się jutro po południu — powiedział, pragnąc zostawić parę samą — Pamiętaj, że mamy samolot powrotny po południu — przypomniał mu gdy odchodził.
    — Będę na czas — odkrzyknął, jednak już nie spoglądał na niego, jednak odwrócił się do niej i objął ją i mocniej przyciągnął ja do siebie.
    Niemal po chwili poczuła jego zmysłowe usta na swoich i nie mogła się pohamować, by nie odwzajemnić oraz nie pogłębić pocałunku. Ujęła jego twarz w dłonie, przymykając delikatnie oczy, nie byli zbytnio przejęci tym, że stali pośrodku holu a ich mijali, przechodzenie rzucając im tylko zdegustowane spojrzenia, lecz nie było tych osób wiele, zazwyczaj po prostu obchodzili obok nich.
    W końcu oderwała się niechętnie od jego ust gdy znowu się odezwał i zapytał wprost:
    — Nie uważasz ze jednak należą mi się wyjaśnienia? — zapytał nagle z powagą — Ciekaw jestem, co tu robisz — dopytywał.
    — Prawdę mówiąc, zatrzymaliśmy się tutaj, bo jutro zespół gra wieczorem koncert, rano przylecieliśmy z Niemiec, więc mamy jedną noc dla siebie — powiedziała nieco uwodzicielskim głosem i spojrzała na niego swoim przenikliwym bladoniebieskim spojrzeniem.
    — Przebiegła jesteś Bella — powiedział z lekkim uśmieszkiem.
    — Nie musiałam nawet robić żadnych podstępów mój drogi Señor — odezwała się nagle.
    Widziała, jak momentalnie spogląda dość zaskoczony w jej kierunku, nim pośpieszyła z wyjaśnieniami:
    — Prawdę mówiąc sam wspomniałeś mi kiedy masz tutaj być. Zdradziłeś mi, też hotel gdzie masz się zatrzymać i akurat los postanowił, że również tutaj zatrzymał się zespół wraz z ekipą i wszystko było tak banalnie proste. Nie musiałam komponować, wystarczyło tylko zejść w odpowiedniej chwili, by cię zobaczyć — wyjaśniła, uśmiechając się do niego uroczo.
    — Cwaniara — rzucił kąśliwie.
    — Jednak mam sugestie kochanie — rzekła delikatnie, przesuwając swoim palcem po jego karku i zahaczając już o rozpiętą delikatnie koszulę — Co powiesz, byśmy wykorzystali ten czas, zanim znowu się nie zobaczymy — zasugerowała.
    Odpowiedzieć w jego przypadku wydawała się być zbędna, gdy pochwycił pewnie jej dłoń, którą mocniej ścisnął i porwał ją w stronę hotelowych wind. Nie byli nawet świadomi, że przez ten cały czas byli z boku obcerowani przez pewnego mężczyznę, który patrzył na to wręcz z trudem, hamując się przed tym, by nie podejść i tego nie powstrzymać.
    Stał w bliskim oddaleniu, zdawać się być nawet niedostrzeżony przez zakochaną parę, która była zbyt skupiona na sobie, by na niego zwrócić uwagę, co pozwalało mu wręcz mieć idealny widok na rozgrywającą się przed nim scenę. Obrazy, które widział i wywoływały u niego dość sprzeczne i negatywne emocje i mógłby się oszukiwać i próbować przekonać sam siebie, że nic nie czuje jak to sobie, próbował wmówić do tej pory, jednak im dłużej to robił, tym bardziej wiedział, że ona nie była mu tak obojętna jak mogłoby się wydawać. Im dłużej na nią patrzył, za każdym razem gdy spoglądał na nią, nie mógł się pohamować przed tym, że jego uczucia dawno wygasły, bo w ten sposób oszukiwał sam siebie.
    Chociaż starał się to stłamsić, jak tylko potrafił, pomimo wcześniejszego gniewu czy frustracji, jaką odczuwał, będąc wtedy pod zbytnim urokiem kobiety, z która obecnie był, jednak teraz gdy tak wiele się zmieniło w jego życiu gdy ponownie ta młoda dziewczyna w jakiś sposób wtargnęła znowu do jego marnej egzystencji, musiał sam przed sobą przyznać, że nie była mu tak obojętna jak mogło się to wydawać.
    Zależało mu na niej, pomimo że nie powinien tego odczuwać. Przecież kochał inną prawdą? No właśnie nie! Uczucia nagle prysnęły gdy zrozumiał, w jakie szmabo się wpakował, ale na swoje własne życie. Nie mógł nikogo za to winić poza własna głupotą, zrobić coś, co obiecał, że nigdy nie zrobi. Zaprzeczył wszystkim swoim przekonaniom oraz deklaracją.
    Brzydził się sam siebie, a raczej własnego postępowania.
    A teraz wpadł w najbardziej toksyczna relacje, w jakiej tkwił, jednak tym razem było jeszcze gorzej i nie mógł temu zaprzeczyć. Było wręcz tragicznie, a on nie mógł zrobić niczego, by z tego się wyrwać.
    Mocniej zacisnął pięści, które skrył w swojej bluzie, spoglądając jak dziewczyna, odchodzi wraz ze swoim partnerem.
    Na jego usta wciąż cisnęło się jedno pytanie:
    — Kto to jest? — wymruczał do siebie.
    Nawet nie dostrzegł momentu gdy tuż obok niego pojawił się jego wieloletni przyjaciel, który zupełnie jak, on był świadkiem po części spotkania jego siostry z facetem, który skradł jej serce.
    — Jej nowy facet — odpowiedział przyjacielowi.
    Widział, jak Michael momentalnie drgnął na dźwięk jego imienia. Dostrzegł, jak odwrócił się ku niemu, a w spojrzeniu jego oczu dostrzegł nagły strach, jednak szybko został zastąpiony obojętnością, a on usłyszał, jak cicho wzdycha, po czym znowu popatrzyli w miejsce, gdzie przed momentem stała jego dawna miłość.
    — Wiesz coś więcej na jego temat? — spytał.
    Pomimo jak bardzo starał się zabrzmieć, jakby to zupełnie go nie obchodziło, to wiedział, że jego najgorszym błędem było rzucenie tego pytania, które niemal ukazywało drugiemu z mężczyzn jego zainteresowanie sprawami sercowymi jego siostry, a jego byłej partnerki.
    Coraz bardziej zaczął żałować sam przed sobą swoich dość lekkomyślnych i głupich posunięć w jej kierunku. Wiedział, że to w nim leży wina, że robił coś, co wydawać się mogło być idealne i mimo że nadal nie potrafił przypomnieć sobie tamtej nocy, jednak nie mógł zaprzeczyć temu, że poranka był mu obcy, bo doskonale go pamiętał, jednak nie mógł przyznać się do pracy. Wiedział, jakby to się skończyło.
    I tak cię zostawiła.
    Usłyszał momentalnie ten natrętny głosik z tyłu głowy, który przypomniał mu o najgorszym dniu jego ostatnich lat. Tak naprawdę gdyby nie spławił swojej obecnej żony, może udałoby mu się to zatuszować. Niestety nie potrafił, sprawić by ona odeszła, a Julia dowiedziała się o jego nocy z nią.
    Mógł sobie pluć w brodę, bo teraz tkwił tak naprawdę w jeszcze gorszej relacji. Nie dało się porównywać wcześniejszego małżeństwa z Taylor do tego. Obecnie stała się istnym potworem, z jakim przystało mu żyć i musiał znosić wszelkie jej wybryki, frustracje czy pragnienie wyładowania agresji. Sam sobie na to zapracował. Wydaje się ze kiedyś jej zdrady są niczym w porównaniu z koszmarami jego dotychczasowego życia z nią. Nawinie, jej uwierzył i jakim tak naprawdę kosztem.
    Uwierzył w coś, czego nigdy nie było.
    — Nie wiele — przyznał Bennington, po dość dłuższej chwili.
    Spojrzał na niego, gdy on stał wpatrzony w jeden punkt przed sobą, zanim odezwał się dalej:
    — Jest Hiszpanem, podchodzi podobno z San Sebastian, tam go poznała. Mówi, że spotkali się na zawodach, w jakich brała udział rok temu gdy wyjechała z ekipą do Hiszpanii — wyznał, przypominając sobie jedną z rozmów z siostrą — Prawdę mówiąc, podobno są ze sobą od grudnia, mówiła, że zaczęli się spotykać w jej urodziny, a wcześniej zatrzymała się na wakacjach właśnie dla niego.
    Ugryzł się w koniec języka gdy na usta cisnął się mu dość niepochlebny komentarz jednak wolał sobie to oszczędzić tak naprawdę nie wiedział jak jego przyjaciel na to zareaguje, jednak im dłużej patrzył na jego dość nietęgą minę, miał dziwne poczucie, że nie był z tego związku zadowolony.
    — Akceptujesz go? — zapytał wprost.
    Milczał.
    Nie odpowiedział od razu, widział jak przez dłuższą chwilę zaczyna się zastanawiać nad tym co mu powiedzieć, zanim się odezwał ponownie:
    — Szczerze? — spytał.
    Skinął delikatnie głową, by jednak przyznał, co tak naprawdę czuje. Mogło wręcz to dziwić, że pomimo tego co go podzieliło z Julią i fakt, że Chester był jej bratem, powinni siebie nienawidzić a on odczuwać złość do niego, jednak nie odczuwał od niego jakieś nienawiści. Jednak jak sam stwierdził, to są ich sprawy i nie zamierza się w to mieszać, jednak nie miał pojęcia o odczuciach jego wobec jej nowego partnerką.
    — Nie będę cię oszukiwał — przyznał ze szczerością — Sympatią do niego nie pałam, praktycznie go nie znam. Nie czuje do niego zaufania. Nie wtrącam się, jednak nie uważam, by ten związek był dla niej dobry.
    Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, więc nie tylko on miał jakieś dziwne odczucia wobec tego mężczyzny, który kręcił się wokół jego byłej narzeczonej.
    — Mówiłeś to jej?
    — Nie musiałem — odparł krótko.
    Popatrzył na niego zaskoczony, dopiero wtedy wokalista popatrzył mu w oczy:
    — Dobrze wiesz ze to bystra bestia, więc trudno nie było jej się połapać, że jakoś nie darzę głębokim uczuciem jej nowego faceta. Uznała, że mogę za nim nie przepadać, ale to wcale nie sprawi, że z nim zerwie. Dobrze niech tak uważa, jednak wolę być wobec niego jednak ostrożny. I tak to racja nie znam go, bo za bardzo z nim nie pogadam — rzekł nieco ironicznie.
    — Co masz na myśl?
    — On zna tylko hiszpański. Nie zna angielskiego, Julia wspominała, że ostatnio stara się uczyć go, ale sama poznała go gdy był zupełnie blady. Oni się dogadają, doskonale to wiesz, bo młoda zna perfekcyjnie ten język, więc jak pewnie słyszałeś, nie ma problemu z nim rozmawiać. Jednak wole zachować jednak jakiś dystans. Nie chce go oceniać, ale po prostu…
    — Nie akceptujesz go — stwierdził wprost — Tego się nie da ukryć.
    — Ale każdy ma prawo kochać.
    Nagle drgnęli oboje wystraszeni gdy za sobą usłyszeli kobiecy głos. Odwrócili się za siebie, by zobaczyć Alice, która podążała w ich kierunku. Ubrana w zwykłą letnią sukienkę, podeszła znacznie bliżej i stanęła tuż obok nich.
    — Chester, Julia w pełni rozumie twoje odczucia i wcale nie zabrania ci mieć uprzedzeń, jednak doskonale wiesz, co mówiła, chce być szczęśliwa a skoro przy tym facecie jest szczęśliwa nie można jej tego zabronić po tym gdy zawiodła się na długoletnim związku — powiedziała i niemal obrzuciła pogardliwym spojrzeniem stojącego przy nich Shinody — Zrobiłeś coś naprawdę obrzydliwego i paskudnego. Ona ci zaufała dała szansę, mimo że cię rzuciła a ty. Gdzie miałeś rozum gdy polazłeś, z tą szmatą do łóżka wiedząc, że jesteś z Julią — dodałaostrzej.
    Nie dało się ukryć, że dało się wyczuć, że Alice jak i reszta dziewczyn nadal ma do niego żal o sytuacje, które się rozegrały ponad rok temu. Doskonale o tym wiedział, jednak nie mógł cofnąć czasu, by to naprawić.
    — Mike proszę cię, nie próbuj wmawiać wszystkim, że nie pamiętasz tej nocy, bo nawet jeśli masz luki w pamięci, to jednak głupia Julia nie jest i szybko wystarczyło się połapać, że na pewno pamiętasz, poranek z twoją obecną żoną więc wciskanie kitu jest najbardziej dziecinnym zachowaniem — dodała stanowczo.
    — Alice oceniasz mnie, nie znając sytuacji — upomniał ją.
    — Znam — powiedziała oschle — Zacząłeś ją ograniczać, wręcz kontrolować. Stałeś się złodziejem tylko dlatego ze ci się przeciwstawiała a na sam koniec po prostu poszedłeś w bok tego nie da się tłumaczyć. Jesteś sam sobie winien ze porzuciła cię naprawdę wspaniała kobieta i jesteś ostatnią osobą, która ma prawo być zazdrosna o nią. Pragnę cię uświadomić, że na trasie jesteś z własną małżonką, która bardziej szkodzi. Jest niechcianym natrętem, będę z tobą brutalna, ale prawda jest taka, że twoja eks musi zajmować się dzieckiem twojej żoneczki, która woli się szlajać i imprezować. W końcu kogo to dziecko Taylor czy Julii? — zapytała wprost.
    Mogła się pohamować to owszem, ale nie potrafiła, już dawno chciała mu to wyrzucić i skoro zaczęli już dyskutować, to nie zamierzała, z tym się kryć tylko powiedzieć mu prawdę. Nic ją bardziej nie irytowało niż to, co się ostatnio rozgrywało. Ani Mike, ani tym bardziej Taylor, nie przejmują się małą, która wpadła pod opiekę Julii, która przyjechała, się dobrze bawić, a nie być niańka.
    — Twoja żona jest na tyle bezczelna — zaczęła oschle — Byłam świadkiem, gdy wręcz wciskała własną córkę pod jej opiekę, a gdy ta zarządza, pieniędzy wyśmiała ją? Myślisz, że to nie jest fajne? Chester zaprosił własną siostrą, by dobrze się bawiła tutaj, a kim została darmową niańką do dziecka twojej żony — powiedziała z zaciętą miną — Gdybyście oboje z Taylor pomyśleli to byście, się z nią dogadali i zapłacili za to, że zajmuje się Summer. Zapytam wprost kto, wpadł na ten szalony pomysł. Ona czy ty Michael?
    Zapadło dziwne milczenie między nimi, nawet starszy Bennington musiał przyznać racje swojej ukochanej. Owszem nie zapraszał wraz z chłopakami Julii jako darmową opiekę do dziecka, ale jako osobę, która miała im towarzyszyć i w tym absolutnie ją popierał, bo było to zupełnie nie na miejscu.
    — Ja… Nie wiedziałem o tym — odezwał się skruszonym głosem.
    — Mike czy ty udajesz idiotę, czy nim jesteś — rzuciła ostro Adkins — To nie jest dziecko Julii i jakim trzeba być bezczelnym człowiekiem, by śmiać się komuś w twarz gdy zażądał pieniędzy nad opieką nad dzieckiem. Owszem mała się do Julii przywiązała, ale to walce nie sprawia ze można Julie wykorzystywać. To my musimy jej pomagać, a Taylor się bawi w najlepsze. Dam ci radę ogarnij własną żonę a po drugie skoro chcesz być ojcem dla Summer zajmuj się nią, a nie zwalaj opiekę na byłą narzeczoną.
    — Właściwie gdzie jest Summy.
    — I to pokazuje, że nie macie zupełnie kontroli nad małą, bo nawet nie wiecie, gdzie jest — stwierdziła oschle — Jest z Bradem i Anais, bo Julia musiała ich prosić o pomoc, bo ciągle tylko dzieckiem się zajmuje i nie ma czasu dla siebie.
    A ta noc wydawała się długa dla panny Armando i jej męża.

No comments:

Post a Comment