— Zęby wyszorowane słoneczko? — zapytała.
Weszła do maleńkiej łazienki w jednym z hotelowych pokoi, które dzieliła wraz z pięciolatką, którą wzięła pod własną opiekę. I mogło pewnie dziwić czemu, podjęła się opieki nad córką swojej bądź co bądź rywalki. Kobiety, która zniszczyła jej wieloletni związek, jednak winą mogła obarczyć nie tylko ją, ale również swojego niewiernego narzeczonego.
Tak wiele ma żalu do nich obojga a wręcz wściekłości i może przez jakiś czas miała usilną chęć zemszczenia się na nich. Jednak uznała, że to nie jest warte zachodu poza tym, nie zamierzała rozpamiętywać tego, co się stało. Poszła w przód, pozostawiając to wszystko za sobą.
Ironią sytuacji był fakt, że znalazła się wraz z nimi na jednej trasie gdzie tak naprawdę z trudem szukać miejsc bardziej prywatnych z dala od obojga małżonków, jednak w ostatnich dniach działo się tak wiele. Dowiedziała się wręcz prawdy, która sprawiła, że nie mogła zostawić niewinnego dziecka pod opieką agresywnej matki i mimo swoich szczerych uprzedzeń do byłego partnera odkąd dowiedziała się, w jakim koszmarnym związku tkwi, że stał się ofiarą swojej własnej żony na moment zapomniała o tym co było a skupiła się na tym, by mieć oko, nie tylko na Summer którą jak tylko mogła, zabierała z dala od kobiety, która potocznie nazywała się matką, jednak jej samej było to na rękę, bo nie musiała za bardzo przejmować się tym, że musi się zajmować córką. Owszem po części czuła, się jakby zabrała sobie własne czas i przestrzeń, którą mogła poświęcić samej sobie i reszcie jednak w przypadku właśnie tej uroczej pięciolatki nawet nie zamierzała mieć do siebie żadnych pretensji o to, bo mogła mieć ją na oku i chronić przed szaleństwem Taylor.
W przypadku Mike jednak sytuacja była bardziej skomplikowana, bo biernie trwał przy tej kobiecie. Zamiast wyrzucić ją z tej trasy, on poddawał się jej tak jak wcześniej i z tym nie mogła nic zrobić, jedynie mogła mu po kryjomu pomagać lub tuszować oznaki kolejnych furii jego żony pod makijażem, który starała się mu robić tuż przed występami, by zakryć mu sińce na twarzy czy poranione miejsca.
Nie było to dla niego przyjemne, sama nie mogła za wiele zrobić, póki on nadal z nią jest i pozwala jej na krzywdzenie samego siebie, tak naprawdę była teraz jego dobrym aniołem stróżem jakby to absurdalnie nie brzmiało.
Jednak sama na to się pisała, podczas gdy była świadkiem czegoś, czym tak bardzo gardziła jak przemoc wobec innych.
— Tak — nagły głos Summer wyrwał ją z głębszego przemyślenia.
Zobaczyła, jak odwraca się w jej kierunku i uśmiecha się do niej, by pokazać, że umyła ząbki, o co ją ówcześnie prosiła. Sama poszła po piżamę dla małej, którą leżała w jej walizkę, która miała ze sobą.
Ktoś uznałaby, że porwała dziecko, może i tak, ale jej matka sama bez żadnej prośby wciskała wcześniej ją pod jej opiekę i specjalnie się nie przejmowała tym, że jej własna córka jest w obcych rękach, jednak odkąd była częściej, z nią niż z tą niezrównoważoną kobietą można było dostrzec znaczącą zmianę w jej zachowaniu.
Nie chodziła wiecznie wystraszona, nie lękała się każdego szmeru. Stała się dużo spokojniejsza i pogodna, bo jak sama wspomniała, czuła się przy niej znacznie lepiej niż przy mamie, a ona mogła od razu, mogła się domyśleć, że czuje się znacznie bezpieczniej przy niej. Cały czas zastanawiała się co z tym fantem zrobić. Jak pomóc małej i uchronić ją w stanach przed Smith. Musiała się zorientować jak wygląda jej sytuacja rodzina. Ona naprawdę, chociażby chciała, nie mogła się nią zajmować. Nie była też gotowa na chwilę obecną, by zostać matką własnych dzieci a co dopiero być zastępczą. Nie chciała także, by trafiła do domu dziecka. Musiała nad tym się zastanowić i pogadać z kim trzeba.
— W takim razie się ubieramy i idziemy spać — powiedziała z uśmiechem.
— Ale będzie bajeczka? — spytała, spoglądając na nią z nadzieją w swoich szmaragdowych oczkach, do których miała ogromną słabość.
— Pewnie ze tak — zapewniła ją.
— A opowiesz mi ciociu o tej dziewczynce co zawsze?
Miała ochotę się roześmiać się w głos, jednak na jej ustach pojawił się ciepły uśmiech. Odkąd opowiedziała jej pewną dość zmyśloną historie, wprost uwielbiała, jak ją opowiadała każdego wieczoru. Może to był jej wymysł stworzony na szybko, jednak to nie było istotne dla dziecka ważne, że się podobała wieczorynka.
— Oczywiście — zapewniła ją, gdy pomogła jej przełożyć bluzeczkę przez głowę.
— Tak! — ucieszyła się, wręcz skacząc na małym taborecie.
Tylko jej szybki refleks sprawił, że nie upadła na już nieco mokrą podłogę po jej łazienkowych szaleństwach. Złapała ją pod ramiona i ponownie postawiła na krzesełku, mówiąc:
— Chyba się umawiałyśmy na coś? — zaczęła nagle — Nie skaczemy gdy jest mokro w łazience, bo nóżkę skręcić i wylądujesz w szpitalu — upomniała ją w stanowczy, ale przyjazny sposób
— Przepraszam ciociu — powiedziała, spoglądając na nią skruszona.
— Nie gniewam się, ale chyba nie chcesz mieć nóżki złamanej? — powiedziała z lekkim uśmiechem — Wtedy nie będziesz mogła tak szaleć jak teraz — mówiła żartobliwie.
Zobaczyła, jak spogląda na nią tym uroczym spojrzeniem, gdy po chwili sięgnęła po szczotkę do włosów i delikatnie zaczęła przeczesywać jej jeszcze mokre pasma brązowych włosów. Chwyciła suszarkę leżącą na umywalce i włączyła ją. Po dość dłuższej chwili wysuszyła je zupełnie i przeczesała je po raz ostatni, gdy widziała, jak mała przegląda się w lusterku.
— No mała piękność — powiedziała tuż przy jej buźce.
— Dziękuje cioci.
Mówiąc to, odwróciła twarz wprost do niej i pocałowała ją w policzek. Nie potrafiła pohamować uśmiechu na ten dość czuły gest. Po krótkiej chwili niemal czuła jak ją obejmuje za szyje i naprawdę nigdy nie zrozumie, jak można krzywdzić dzieci, one nigdy nie były niczemu winę i zawsze będzie to powtarzała a ręka temu kto podnosi w ogóle na nie rękę powinna zostać odrąbana.
— No to czas do łóżka księżniczko — powiedziała czule, chwytając ją na ręce.
— Lubię, jak tak mówisz ciociu — wyznała nagle gdy przechodziła z nią przez łazienkę — Mamusia nigdy tak nie mówiła — powiedziała ze smutkiem — Tylko wujek Mike tak mówił.
— Wujek tak cię nazywał? — zainteresowała się.
— Tak — powiedziała gdy usadziła ją na łóżku — On mnie bronił gdy mamusia była zła i się ze mną bawił — mówiła ze szczerością.
Przykucnęła tuż przy niej i delikatnie położyła dłoń na jej kolanie i zapytała:
— Lubisz wujka Mike’a?
— Tak! — wykrzyknęła ucieszona — On jest taki fajny, lubi się bawić ze mną albo kolorować, ale nie lubię, jak mamusia go krzywdzi — dodała ze smutkiem w głosie i łezka, która popłynęła po jej policzku.
Delikatnie otarła jej łezkę i może nie powinna teraz o to pytać jednak mimo że wiedziała już co nieco, to dzieci miały niezwykłą cechę.
One nie potrafiły kłamać!
Zawsze mówiły prawdę. I może to zaskakiwać, ale one nie są nauczone mówienia kłamstw, w takim wieku często mówią prawdę i są bardzo dociekliwe, dlatego pragnęła wykorzystać to i dopytać o coś Summer, mimo że wiedziała, co nieco, to mogła wręcz być pewna, że ona powie znacznie więcej.
— A powiesz mi od kiedy tak złe rzeczy robi wujkowi? — zapytała spokojnie.
Nie odpowiedziała od razu. Widziała, jak się waha przez moment czy może mówić, jednak odezwała się ponownie i powiedziała:
— Mamusia o niczym się nie dowie, to będzie tajemnica między mną i tobą — uspokoiła ją.
— Nic jej nie powiesz? — spytała z nadzieją.
— Absolutnie nie — zapewniła ją — Chce pomóc wujkowi, ale muszę wiedzieć jak długo tak, że jest traktowany.
Zapadła cisza tuż po jej słowach, jednak po krótkiej chwili namysłu odezwała się Summer i powiedziała:
— Bardzo długo — odparła wystraszona.
Nie zamierzała jednak już dalej jej męczyć, wiedziała, że to jest dla niej bardzo trudne dlatego, prędko zamierzała zmienić temat i powiedziała:
— No to czas na twoją ulubioną bajkę — oznajmiła.
Widziała, jak momentalnie dziewczynka się rozchmurzyła. Nawet nie zdążyła nic więcej powiedzieć gdy zobaczyła, jak podchodzi do poduszek i kładzie się tuż na jednej z nich i przykrywa kołdrą i było to bardzo urocze, że nawet nie musiała jej nakłaniać do spania, jednak doskonale wiedziała, na co czeka.
Podniosła się niemal od razu i usiadła tuż obok niej, momentalnie dziewczynka przytuliła się do jej boku, a ona objęła ją ramieniem. Przygasiła delikatnie światło w pokoju i zaczęła swoją opowieść.
— Dawno, dawno temu żyła raz piękna dziewczynka… — zaczęła snuć swoją opowieść.
Po dość dłuższej chwili w końcu zakończyła opowiadanie swojej zmyślonej historii, jednak czuła maleńki ciężar, który opadł na jej ramiona i gdy tylko popatrzyła w dół, zauważyła, że Summy śpi pogrążona w głębokim śnie. Ostrożnie ułożyła ją na poduszkach, tak by jej nie obudzić gdy wyswobodziła się z jej uścisku i przykryła kołdrą. Wychodząc z łóżka, pocałowała ją w czółko i chwyciła telefon, który leżał na szafce, który podświetlił się nagle.
Weszła do łazienki i spojrzała na ekran gdzie znajdowała się wiadomość od Ricardo. Przeczytała ją i niemal od razu się uśmiechnęla gdy zobaczyła, jak wspominał, że za dwa dni będzie w Barcelonie, co niezwykle ją ucieszyło z dość prostej przyczyny. Kolejnym miejscem ich trasy miała być właśnie stolica Hiszpanii, a ona nic nie wspomniała własnemu mężu na ten temat i miała nadzieje, że uda im się tam spotkać, bo czuła się za nim niezwykle stęskniona i brakowało mu go jej. Odpisała pośpiesznie wiadomość i wkrótce sama się przygotowała do spania.
Wzięła dość szybki prysznic by się ochłodzić po dość upalnym dniu i by nie budzić małej, jednak zauważyła, że miała dość mocny sen, więc trudno było ją przebudzić. Gdy stanęła przed lustrem owinięta w ręcznik, znowu zobaczyła powiadomienie od niego i przeczytała ją, a pod nosem pojawił się jej nieco chytry uśmieszek:
— Ja jestem bardziej cwana Señor — mruknęła cicho do siebie gdy ujrzała treść jego wiadomości.
Odpisała mu, po czym odłożyła telefon i odsuszyła jedynie włosy ręcznikiem, bo tak naprawdę włosy i tak same jej wysłał. Przebrała się w piżamę by po dość dłuższej chwili wrócić do pokoju.
Położyła się tuż obok Summer, która nawet się nie poruszyła. Spała słodko tuż obok niej i nie mogła pohamować się przed stwierdzeniem, że nie było nic bardziej ujmującego niż widok takich maluchów. Nie od dziś marzyła o tym, by w przyszłości posiadać własne dzieci. Pragnęła ich, jednak miała swoje cele i ambicje, które pragnęła spełnić, zanim zdecyduje się na założenie rodziny i miała nadzieje, że wszystko w końcu Pójdzie po jej myśli, jednak widząc takie maleństwa, coraz bardziej była przekonana, że w przyszłości chce zostać matką i zapewnić im to, czego ona nie mogła nigdy mieć.
Miłość i poczucie bezpieczeństwa a co ważne obojgu rodziców tuż przy swoim boku. Wraz z tą myślą zaczęła powoli odpływać w sen, zmęczona po całym dniu szaleństw. I myślała, że będzie mogła odpocząć i wyspać się na kolejny dzień.
Otuliła ją spokój, harmonijna cisza, która sprawiła, że już praktycznie zasypiała. Czuła jak wędruje wprost do swojej własnej krainy wiecznych marzeń, by śnić swoje własne sny. Mogło, by się wydawać, że nic nie mogło zakłócić tego spokoju, prócz nocnego gwaru miasta, który nie był tak uciążliwy, by nie zasnąć.
Krzyk.
Niespodziewany wrzask, sprawił, że poderwała się momentalnie i rozejrzała po zaciemnionym pokoju. Wszystko wydawało się na pozór zwyczajne i normalne Jednak jedyne co słyszała to odgłosy przejeżdżających aut czy szumu miasta, nie zdawało się, jakby coś mogło ją zaniepokoić.
Wzruszyła delikatnie ramionami tylko po to, by znowu się położyć. Zdążyła jedynie przymknąć swoje powieki gdy znowu rozbrzmiał ten sam obezwładniający wrzask.
— Nie! — to był głos przepełniony paniką i strachem.
I tym razem nie było to odczucie ani wrażenie ze jej się to jedynie wydawało gdy ponownie usłyszała ten sam przerażony głos:
— Zostaw mnie!
Nie zamierzała się zastanawiać, nawet przez myśl jej nie przeszło, by się zawahać gdy poderwała się nieco gwałtownie z materaca, wystraszona spojrzała jednak na Summer, bojąc się, że tym nagłym wstaniem ją przebudziła, lecz ona zdawała się nawet nie zauważyć, że dopiero co się położyła i wstała, a krzyki nie przebudziły ją z głębszego snu, który wpadła.
Nie wiele myśląc, szybkim krokiem podeszła do drzwi i przekręcając klucz w zamku, wyszła na oświetlony korytarz, który zdawał się być pusty aż ją to dziwiło czemu nikt tego nie usłyszał, ale pewnie nie zwracali uwagi, myśląc, że ktoś się dobrze zabawia, jednak nie zamierzała ona tego ignorować i od razu podeszła do pokoju obok jak na złość i w tym przypadku szczęście dzieliła pokój z pewnym małżeństwem.
Zastukała mocniej w drzwi, gdy usłyszała ponownie ten sam wystraszony męski głos. Zahuczała w nie po raz kolejny pragnąć w końcu jej otworzona i owszem spodziewała się, że może zostać zignorowana albo spławiona jednak nie zamierzała odpuścić gdy przez ścianę słyszała, że jej byłemu dzieje się krzywda.
Wręcz z zaciętą miną ponownie wręcz z rozmachem uderzyła pięścią o ciemne drzwi, gdy nagle po drugiej stronie rozbrzmiał głos:
— Kto znowu się dobija!? — wręcz bez trudu poznała głos Taylor.
Jednak nie brzmiał on tak jak zwykle, był bardzo agresywny i przepełniony jadem. Słyszała po chwili szczęk klucza w zamku, a wkrótce zobaczyła po drugiej stronie kobietę, którą tak szczerze pogardzała:
— Czego?
Ona wręcz bez słowa, pchnęła ją w bok i weszła do środka i zdążyła jedynie przejść parę kroków gdy poczuła na swoim ramieniu dość silny uścisk dłoni jej rywalki, która momentalnie odwróciła ją w swoją ze wściekłością wymalowaną na twarzy:
— Jakim prawem wpraszasz się do mojego pokoju!? Wynoś się! — zażądała.
Niemal z każdym wypowiedzianym słowem czuła fetor, który od niej leciał, a jej oddech śmierdział nie tylko papierosami, ale alkoholem. Nie musiała się nawet wczuwać, by wyczuć ten charakterystyczny zapach procentów zmieszanych z dymem tytoniowym.
— Idź wytrzeźwieć alkoholiczko! — rzuciła ostro w jej kierunku.
Może to były zbyt ostre słowa jednak, z takimi ludźmi należy postępować dość stanowczo. I sama nie zamierzała również być miła dla niej, bo nigdy na to nie zasługiwała. Postrzegała ją jako nic nieznaczącą osobę. Zdążyła jedynie się odwrócić gdy poczuła mocne szarpnięcie za koszulkę, którą miała za sobą i usilną próbę wyrzucenia jej, jednak nie dała się i wręcz wykorzystała moment i przycisnęła ją do pobliskiej ściany, uruchamiając jej ręce:
— Nie zamierzam być miła, trzymaj łapy przy sobie, albo w końcu każdy pozna o tobie prawdę i co robisz własnemu dziecku i mężowi, gwarantuje ci długą odsiadkę za to — wyszeptała z jadem tuż do jej ucha — Twoim błędem jest, to, że jesteś nie trzeźwa, ja znam twoją okrutną tajemnicę i mogę cię sponiewierać, ale nie zrobię tego. Nie zamierzam być takim wstrętnym człowiekiem jak ty. Ostrzegałam cię, byś trzymała łapska przy sobie i nie próbowała tknąć Mike, ale widać, że nie posłuchałaś — powiedziała groźnym głosem — Wytrzeźwiej, potem pogadamy szmato!
Chwyciła ją za kark i wręcz wepchnęła ją do łazienki i nie zastanawiając się, czy stanie się jej krzywda gdy usłyszała wręcz rumor, zatrzasnęła drzwi butem i weszła, głębiej szukając spojrzeniem mężczyzny.
Zobaczyła go, siedział skryty za łóżkiem, zwinięty niczym kłębek i to nie wiarygodne jak może wyglądać zupełnie zastraszony facet, pobity i roztrzęsiony. Nie był jednak to powód ani do śmiechu, ani żartowania, bo była to bardzo poważna sprawa. Widziała jak skrył swoją twarz w zgiętych kolanach gdy ona przykucnęła tuż przy nim:
— Mike — powiedziała ostrożnie.
Widziała, jak drgnął wystraszony, na dźwięk jej głosu. Widziała, jak chwile później podnosi niepewnie swoją twarz, a ona zobaczyła czerwoną szramę tuż pod jego okiem, z której spływała krew.
— Co ona ci zrobiła? — pytała z przejęciem, widząc jego okaleczony policzek.
— Julio, proszę…
— Nie zostawię cię tutaj z tą wariatką — przerwała mu, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
— Chce tu zostać.
— Pragniesz, by w końcu cię zabiła? Zwłąszcza teraz gdy jest pijana, najgorsze rzeczy mogą przychodzić ludziom do głowy — powiedział bardzo poważnie — Mike proszę cię, nie chce, by cię bardziej skrzywdziła, dlatego proszę cię, choć ze mną dla swojego własnego dobra. Wiesz, że u mnie nic ci się nie stanie — dodała stanowczo.
— Ale ja…
— Wiem, co powiesz i nie chce tego słuchać. Jesteś zakochany w swoim oprawcom, to nie jest dobra relacja a wręcz chora — powiedziała — Chodź, zabiorę cię i opatrzę nie wyjdę z tąd…
Jednak momentalnie zobaczyła, jak zbladł i spogląda tuż nad nią, a w jego oczach zobaczyła czystą panikę, której nigdy wcześniej nie widziała, a ona wyczuła, że ktoś wyraźnie nad nią stoi.
Nawet nie zadrżała ze strachu, gdy odwróciła się i zadarła głowę do góry, by zobaczyć nad sobą Taylor, która uśmiechała się w bardzo obłąkany sposób, a w swojej uniesionej dłoni trzymała nóż scyzoryka.
— Nie no ty sobie, żartujesz prawda? — zapytała nie dowierzając w to co widzi.
Może teraz wyglądała, jakby wszystkiemu pobłażała, że zgrywała bardzo pewną siebie dziewczynę, która się nie lęka tego, że jakaś pijana kobieta stoi nad niż z nożem, ale wiedziała doskonale, że najgorsze co można zrobić w takich sytuacjach, to okazać swój strach by dać satysfakcje przeciwnikowi w tym przypadku jednak musiała pomóc Michaelowi i nie umiała traktować jej poważnie. Widziała, jak ledwo stoi na nogach, mimo to próbowała ją zaatakować ją trzeźwą osobę i dziewczynę, która od lat ćwiczyła na siłowni.
Wyprostowała się niemal od razu wręcz ze złością wymalowana na twarzy i widząc, jak jej dłoń podąża w jej kierunku, prędko ją złapała w locie, bo wiedziała, że może to się dla niej źle skończyć i jednym ruchem wykręciła jej rękę i odwróciła do siebie plecami i powiedziała groźnie:
— Jesteś poważna? Na mnie z nożem! — wściekła się — Nie będą z tobą się tak bawić Smith! — powiedziała wściekle.
Prędko wytrąciła jej scyzoryk z rąk, by nie mogła jej zaatakować, trzymając nadal wyszarpującą się kobietę. To był wręcz moment gdy sięgnęła po leżący na łóżku pasek i zawiązała go na jednej ręce kobiety. Może zbytnio chojrakowała może to prawda, jednak wiedziała, że jak szybko czegoś nie zrobi, źle się to skończy, dlatego chwyciła jej drugie ramię i wykręciła do tyłu pomimo syków bólu, które padały z jej ust i związała jej drugą rękę i wręcz rzuciła na łóżko z tekstem:
— Wytrzeźwiej! Może cię ktoś rano odwiąże — powiedział sucho.
Po chwili zwróciła się z powrotem w stronę Mike i podeszła do wystraszonego muzyka, który widząc, co zrobiła, powiedział:
— Nie powinnaś tego robić, ona…
— Ona jest pijana i nienormalna. Rzuca się na kogoś z nożem, zamiast pomyśleć, co robi, ale i tak ludzie po alkoholu nie myślą. Nie zostawię cię, tutaj dlatego proszę cię, choć ze mną — powiedziała, wyciągając do niego dłoń.
— Pożałujesz tego ty pieprzona suko — rozbrzmiał dość wrogi głos Taylor z łóżka gdy pomogła Mike wstać.
— Wytrzeźwiej pijaczko i przestań brać, potem pogadamy — dodała dobitnie gdy wychodził z pokoju
Wyszli, zatrzaskując za sobą drzwi.
No comments:
Post a Comment