Saturday, December 21, 2024

IV 21 (P.2) — ŻYCIE W WIECZNEJ PODRÓŻY

    — Jak długo to już trwa? — jej głos był spokojny, lecz nieustępliwy.
    Obecnie nie miało dla niej znaczenia, czy zarzucono by jej, że nie jest to odpowiednia chwila, by pytać o tak poważne sprawy, jednak zupełnie ją to nie obchodziło, jedyne co się dla niej teraz liczyło, prócz otarcia krwi, która powoli skapywała mu z łuku brwiowego, dociec prawdy.
    Nie dość, że była świadkiem tak okropnych rzeczy, krzywy, którą wyrządziła jedna osoba nie drugiemu człowiekowi a własnemu mężowi oraz dziecku było dla niej wręcz powodem do tego, by zainterweniować.
    Naprawdę gardziła każdą osobom, które ośmielił się, nawet unieś na kogoś rękę, a co dopiero gdy zobaczyła na własne oczy widok, który w młodości towarzyszył jej bardzo często. Czuła taką pogardę do wszelkiej maści przemocowców, którzy w swoich chorych urojeniach uważają, że mają jak najbardziej prawo, podnieś rękę na inną osobę.
    Nie!
    Nikt nie ma prawa być krzywdzony i będzie tego jak najbardziej bronić. Nie było to istotne czy to kobieta padała ofiarą swojego prześladowcy, jednak sprawy z przemocą wobec mężczyzn jak widać, również są bardzo poważne.
    — Julio, to nie jest, tak jak myślisz — próbował się tłumaczyć, gdy powoli otarła jego zakrwawioną twarz mokrym ręcznikiem — Ona...
    — Nie broń jej! — przerwała mu w porę — Doskonale wiem, co teraz powiesz, że był to pierwszy raz. Zezłościła się, puściły jej nerwy i będzie nieudolnie próbował wmówić mi, że to był ten jedyny moment gdy podniosła na ciebie rękę czy na małą?
    Pomimo targających ją emocji wręcz frustraci i gniewu i jak najbardziej starała się, nie unieś głosu, by nie przebudzić maleńkiej dziewczynki, która zmęczona zasnęła na jej łóżku, jednak słysząc próby wypasień Michaela, jak bardzo pragnęła, być spokojna nie potrafiła. Może była świadkiem tylko raz tego, jednak widziała od samego początku trasy, że jest coś na rzeczy. I jeśli naprawdę uważał, że tak tanimi tekstami, zwiedzie ją i sprawi, że nie będzie pragnęła dociec prawdy, to naprawdę chyba zapomniał z kim ma do czynienia. Sam doskonale wiedział, że ona również była ofiarą związku, gdzie partner się nad nią znęcał, więc zna techniki manipulacji, wie, jak pokrzywdzone osoby próbują wybielić swoich oprawców.
    Ona sama to robiła!
    Podczas wielu rozmów z Anthonym który wciąż starał się, ją bezskutecznie przekonać by przerwała tą bardzo szkodliwą dla niej relacje, również mówiła to samo, czym właśnie Mike starał się wybronić kobietę, która go skrzywdziła. To było tak klasyczne zachowanie, że przypominało jej własne postępowanie w młodości, dlatego uwierzenie w słowa, które dosłownie przeczyły wszystkiemu, było dla niej niedorzeczne.
    — Julio, ale ona naprawdę tego nie chciała — mówił pośpiesznie.
    Z trudem wręcz pohamowała się przed wybuchem złości, gdy przyłożyła mu plaster nad brwią i spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała z powagą:
    — Mike mówiłam to samo — odezwała się, gdy tylko ujrzała, jak spogląda z nieukrywanym uczuciem na nią — Broniłam tego skurwysyna, tego diabła w ludzkiej skórze, podobnymi frazesami. Naprawdę masz mnie za tak naiwna, że zwiedziesz mnie tekstami, którymi ja częstowałam Tony’ego gdy próbował mnie odwieść od w związku z tym demonem? Wiem, co mówią ofiary przemocy domowej, bo sama byłam jedną z nich, dlatego nie wierzę, jak możesz uważać, że w tej chwili uwierzę ci w teksty, które sama wygadywałam. Widziałam, co się działo. Słyszałam przez ścianę, że rozgrywał się tam koszmar. Dlatego, zamiast próbować ją tłumaczyć i wybielać, powiedz mi prawdę — dodała z pełnym troski głosem.
    W tej chwili wszystko to, co ich podzieliło i jej własne odczucia wobec niego zeszły na dalszy plan. Nie miały one w tej chwili zupełnie znaczenia, dla niej liczyło się to, by w końcu zrozumieć. I nikt nie miał prawa jej zarzucić, że widziała to tylko raz i powinna to zupełnie olać. Takich sytuacji nigdy nie powinno się bagatelizować, nawet po pierwszym razie jest to coś, co sprawia, że osoby takie jak Mike czy inni w jego sytuacji, czy co gorsze dzieci, które są świadkami i często również padają ofiarami, takich ludzi żyją z ludźmi, którzy mają na nich wpływ, bo czują się na tyle zastraszeni, że nie odważą się przeciwstawić. Było to niezwykle przykre, ale taka właśnie była prawda.
    Zignorujesię to raz, a potem będzie trudno takie osoby uwolnić z tak toksycznej relacji, dlatego nie miało dla niej znaczenia, że to był tylko raz. O jeden raz zdecydowanie za dużo.
    — Od jak dawna to robi? — spytała już bardziej spokojnie.
    Przykucnęła przed nim, bo od razu mogła zobaczyć, jak spuszcza głowę. Doskonale wiedziała, że czuł się w pełni zażenowany i uciekał od niej spojrzeniem. Mogła się domyśleć, że próbuje panicznie coś wymyślić, by uniknąć odpowiedzi. Jednak ona nie pozwoli siebie tak zwodzić.
    Upokorzenie to również jedno z uczuć, które towarzyszy osobom, które doświadczają przemocowych partnerów, jednak to jest jak najbardziej absurdalne, bo nie mają nawet prawa czuć się zawstydzeni, tym, że są w opresyjnych i pełnych agresji związkach. Ona zrozumiała to po latach i po wielu godzinach terapii i doskonale widziała swoje zachowanie obecnie w Mike’u.
    Wystraszony, bardzo zlękniony i po części wycofany, pamiętała dobrze tego pełnego energii faceta, którym był, teraz był swoim własnym zaprzeczeniem. Miała wrażenie, że spogląda na tego młodego chłopaka, którego poznała przed paroma laty, który nie potrafił pozbierać się po rozwodzie, z byłą żoną jednak tutaj był przepełniony lękiem i ogromnym strachem. Wystarczyło popatrzeć w jego oczy, by ujrzeć, jak wiele emocji musi maskować, nie zawsze się to udaje.
    — Julio ja… — zaczął, jednak momentalnie urwał, rozglądając się na wszelkie strony.
    Ona jednak delikatnie chwyciła go za szczękę i zwróciła w swoim kierunku, stanowczym ruchem wręcz zmuszając go, by popatrzył na nią:
    — Mike pytam jeszcze raz. Jak długo ta suka ci to robi, od jakiego czasu znęca się nad własnym dzieckiem? — pytała nieustępliwa.
    Wkrótce jednak zobaczyła, jak ulegała, ujrzała po krótkiej chwili pojedynczą łzę, która zsunęła się z jego policzki. Starał się jak mógł przez ten czas powstrzymać łzy, jednak nie potrafił, dłużej ukrywać i udawać, że wszystko jest dobrze, gdy czuł się kompletnie rozbity. Był człowiekiem, który kłamał, oszukiwał na każdym kroku, bo mu kazano, jednak nie chciał tego. Ukrywał prawdę, by nikt nie poznał najmroczniejszego sekretu z jego życia, czegoś, co doświadczał przez ostatni czas. Myślał, nawinie, że się to nie wyda, jednak tej nocy wszystko się zmieniło, wszystko dlatego, że nie potrafił być cichszy.
    Jego dawna miłość, dostrzegła coś, czego nie powinna.
    — Kilka miesięcy — wyznał szczerze.
    Mógł dalej milczeć, jednak wiedział, że to mu nic nie da i ona miała racje. Poznała się na samym zachowaniu, które na pierwszy rzut wydawało się, jak najbardziej naturalne przynajmniej starał się jak mógł udawać, że wszystko gra. Nie brał jednak pod uwagę, że ktoś może w tym dostrzec coś niepokojącego.
    — Mike — powiedziała z cichym westchnieniem — Czemu sobie na to pozwalasz? — spytała wprost — Wydam ci się teraz nietaktowna albo pozbawiona empatii, jednak czemu jej na to pozwalasz? Pomińmy to co się między nami stało, dlaczego zdecydowałeś się na związek z nią, wiedząc, jak traumatycznie przeżyłeś rozstanie z nią i to, co ci zrobiła. Tacy ludzie się nie zmieniają — powiedziała dobitnie.
    — Wmówiła mi, przekonała mnie, że żałuje tego co zrobiła i…
    — Wziąłeś z nią ślub — westchnęła cicho — Mike naprawdę nie chce się bawić w moralizatorkę, ale po takich związkach gdy się partnerzy rozstają nawet jeśli decydują się, ponownie być ze sobą muszą potrzebować czasu, by znowu sobie zaufać, ty ją poślubiłeś…
    — Po kilku tygodniach — przerwał jej — Ale była taka jak kiedyś, czuła, troskliwa i kochana a ja…
    — Chciałeś wypełnić po mnie lukę i nie czuć się samotnym — dopowiedziała.
    Widziała, jak skinął głową, co dało jej jedynie potwierdzenie jej wcześniejszych przemyśleń, że nie był to związek przemyślany a jedynie pod wpływem emocji. Nie chciała jednak już go bardziej dręczyć i tak dużo już przeżył przez te ostatnie godziny. Opatrzyła mu ostatnie rany i powiedziała:
    — Połóż się koło Summer a ja pójdę do waszego pokoju i zabiorę wam jakieś rzeczy i absolutnie nie będziesz wracać do tej szmaty, nie pozwolę na to. Dla pewności was zamknę i zabiorę klucz. Nie pozwolę, by ona was tknęła. Proszę, byś się położył i przespał — powiedziała, prostując się i wstając.
    — A co z tobą, to twój pokój i…
    — Owszem mój, ale zasnąć już nie zasnę, a ty potrzebujesz odpoczynku, zwłaszcza ze jutro znowu koncertujesz. Kładź się bez dyskusji…

    — Wychodzicie za piętnaście minut!
    Głos Jima momentalnie sprowadził ją do rzeczywistości. Mrugnęła pośpieszenie, rozglądając się po garderobie, w której praktycznie cały zespół przygotowywał się do występu wraz z towarzyszącymi im partnerkami i nią oraz Summer.
    Popatrzyła w kierunku dziewczynki, która wesoło się śmiała, z głupich min robionych przez Susan która posadziła sobie ją na kolanach, matki dziewczynki nigdzie nie było i nie zamierzała ukrywać była z tego powodu bardzo zadowolona. Ona była tutaj osobą najmniej pożądaną, a po wydarzeniach z zeszłej nocy, gdyby tylko ją zobaczyła, to by ją rozniosła.
    Pomimo że zdeklarowała się i obiecała Mike’owi że zachowa wszystko, czego się dowiedziała w sekrecie, to nie mogła zrozumieć czemu po prostu milczeć. Pozwalać na obecność tej kobiety, mimo że doskonale wiedziała, do czego jest zdolna. Nie mogła, znieś myśli, że znowu będzie krzywdziła Summer czy jego.
    Nie chciała na to pozwolić!
    O ile mogła zrobić cokolwiek by pięciolatki nie posyłać do pokoju matki, którą dzieliła z partnerem i się nią zająć to nie wiedziała, co zrobić, by uchronić Mike’a. I tak brzmiało to jak najbardziej niedorzecznie, że myślała o tym jak pomóc swojemu byłemu facetowi zwłaszcza po tym jak bardzo czuła się pokrzywdzona przez niego. Ale w tym przypadku wolała schować dumę głęboko do kieszeni, zepchnąć na dalszy plan swoje odczucia i postarać się ja tylko mogła uchronić go przed dalszymi potencjalnymi atakami agresji jego żony.
    Serce mocniej jej zabiło, na samą myśl, że musiałaby być na to bierna.
    Jak?
    Jak miała to zrobić, by być obojętnym na ludzką krzywdę. Nie umiała być taką osobą. Zawsze gardziła krzywdzeniem innych, ale teraz jeszcze bardziej nią to wszystko wstrząsnęło jeszcze bardziej, bo sama wiedziała, jak bardzo wystraszona i zlękniona jest Summer, a jak bardzo zastraszony jest Mike. Bazowała teraz na doświadczeniach własnych oraz innych dzieciaków, jednak potrafiła zrozumieć ich ciężką sytuację i postarać się pomóc. Tak jak młodszym wychowankom bidula starała się pomagać jak tylko mogła. Wobec toksycznego partnera mogła jedynie prosić i nalegać muzyka, by porzucić swoją żonę i nieważne czy czuł coś do niej, czy ją kochał.
    Uczucia były mało istotne podczas gdy komuś działa się krzywda. Sama doskonale pamiętała, jak mówiła samej sobie, że nie poradzi sobie bez Clarka, że jest z nim szczęśliwa, jak bardzo to było głupie.
    Przywiązała się do chłopaka, który po prostu ją krzywdził i podobne zachowanie już wczoraj słyszała podczas jej rozmowy z byłym narzeczonym. Próbował ją bronić, wybielić a gdyby go nie powstrzymała, gadałaby to samo, co ona przed kilkoma laty.
    To było straszne, ale tak właśnie działają takie związki i jedyne, co można było zrobić to się z niego wyrwać. Jest to trudne, ale nie jest niemożliwe do zrobienia.
    — O czym tak myślisz? — nagle usłyszała tuż obok siebie głos Chestera.
    — O niczym — mruknęła, wiedząc, że i tak go okłamuje.
    Prawdę mówiąc, Mike nie dał jej wyboru, wymusił na niej zatajenie prawdy i niewtrącanie się dalsze, ale jak miała to niby zrobić. Pozwalać na to by Taylor w dalszym ciągu go katowała i mieć dosłownie klapki na oczach i doprowadzić do tego by stała się jakaś tragedia?
    Mimo że doskonale rozumiała, że chciał ją bronić to teraz gdy znalazła się z boku takiej sytuacji i stanęła na miejscu swojego wieloletniego przyjaciela, zrozumiała, ze tak jak teraz on czuł się sfrustrowany i wręcz niemocą, bo tak naprawdę nie mógł za wiele zrobić tak jak ona teraz.
    — Pewnie o tym twoim Ricardo — odezwał się nagle jej starszy brat.
    — Tak — wymruczała nawet nie zwracając uwagi na to co powiedział.
    — Czy ty mnie w ogóle słuchasz? — spytał nagle.
    — Pewnie — odparła, spoglądając na niego — Ale doskonale wiem, że za bardzo nie go nie lubisz.
    — Co ty mówisz?
    Widziała, jak spogląda na nią zaskoczony, a ona nie potrafiła pohamować dość ironicznego uśmiechu, który cisnął się jej na ustach, zanim powiedziała:
    — Chester nie jestem ślepa — odezwała się — Wiem, że mój partner nie przypadł ci do gustu. Rozumiem to całkowicie, mogę też zaakceptować uprzedzenie, bo zdaje sobie sprawę, że nie masz do niego takiej ufności jak do Mike, bo go nie znasz. Wiem, że nie łatwo jest wam rozmawiać, bo on dopiero uczy się angielskiego, a ty nie znasz hiszpańskiego, jednak mogę jedynie cię zapewniać, że nie musisz mieć żadnych złych przeczuć wobec niego. Naprawdę zależy mi na tym facecie i go kocham i potrafię uszanować twoje stanowisko. Wiem, że jako starszy brat kierujesz się troską, ale również wiedz ze doskonale sobie radę i jestem z nim naprawdę szczęśliwa.
    — Zgodzę się z tobą młoda, ale zaskakuje mnie, to, że zdecydowałaś się tak prędko wejść w związek, zwłaszcza że deklarowałaś się, że dajesz sobie spokój z miłością — zauważył.
    — Życie pisze różne scenariusze i tak mówiłam tak, ale ktoś mi w głowie znowu zawrócił. Wcześniej bym pewnie zaprzeczała, że nie chce kolejnego faceta, ale postrzeganie tamtej dawnej mnie się zmieniło. Chce być szczęśliwa i zakochana a jeśli odnajduje to przy Ricardo, dlaczego mam siebie samą ranić i nie pozwolić sobie na ten związek? — zauważyła słusznie.
    — Wiele się zmieniło od tego czasu co? — spytał, na wspomnienie pewnego lata.
    Dwóch miesięcy wakacji, w których wreszcie trafiła pod jego opiekę, po miesiącach i latach walki z sądami i ośrodkiem adopcyjnym. Zmiana, jaka zaszła w tej młodej dziewczynie była ogromna i doskonale widział, że był jedną z osób, które przyczyniły się do tego, bo sama to przyznawała wielokrotnie. On zyskał coś celniejszego niż młodszą siostrą, ale również przyjaciółkę.
    — Zdecydowanie tak, zestarzeliśmy się — skomentowała z rozbawieniem.
    — Mów za siebie, nie czuje się stary — odparł na jej zaczepkę.
    — Pamiętasz? — spytała momentalnie.
    Wspomnienie pewnej małej przepychanki słownej wróciło do ich wspomnienia, niczym bumerang, teraz wszystkie te chwile z ich wspólnych początków były czym do czego lubili oboje powracać. Niemal od razu nasunęła się jej obraz tamtych chwil:
    
    — Czekaj… — postukała w zamyśleniu palcem o brodę — Odgrażałeś się tak mi po raz drugi gdy cię zmiażdżyłam na twojej ulubionej trasie — komentowała ze śmiechem — Przyznaj to, powiedz, że jestem lepsza od ciebie stary.
    — Stary? — wyłapał jej ostatnie słowa — Ja nie jestem staruszkiem! — oburzył się, co doprowadził nastolatkę do większej fali śmiechu.
    Siedząc przy barku, niemal popłakała się ze śmiechu, widząc jego wręcz wściekły wyraz twarzy, jednak miała przeczucie, że jego złość było tylko jego aktorską miną i zwyczajnie pragnął ją bardziej rozśmieszyć. Nie dało się zauważyć, że na przestrzeni ostatnich dni, miała coraz więcej powodów, by się uśmiechać i często to Chester doprowadzał właśnie do tych sytuacji. Była świadoma, że był typem komika, że lubił się śmiać, żartować, robić dowcipy swoim kolegom z zespołu a ona poznawała także jego prywatną twarz, która nie wiele się różniła o tej, którą kreował w filmikach, które nagrywali na swoją stronę. Jednak co dla nich obojga najważniejsze wspólnie się zaczęli bardziej poznawać, co było ważne w budowanie ich wspólnej relacji bratersko — siostrzanej.
    — Ja mam…
    — Dwadzieścia siedem lat — dopowiedziała za niego — Za trzy lata trójka na karku — komentowała.
    — Równocześnie ty moja droga otrzymasz magiczną dwójeczkę z przodu — skomentował.
    — Cholera… ja miałam zaledwie trzynaście lat, gdzie ten czas mi uciekł, kurde za pół dorosnę — dramatyzowała — Kurde jak tu znowu stać się dzieckiem? — zastanawiała się na głos — Chociaż nie! Nie chce być znowu dzieciakiem, coś okropne bycie gówniarzem w domu dziecka. Nie pytaj, może kiedyś ci opowiem.

    — No i już trójeczka z przodu — skomentowała żartobliwie gdy im obojgu przypomniała się tamta dyskusja — Wybacz trzydzieści trzy na karku.
    — Ale jesteś zgryźliwa młoda — rzucił kąśliwe — Moja ty dwudziestotrzyletnia prawie czterolatko.
    — Błagam, ja już taka stara jestem? — pytała.
    Słyszała jego śmiech gdy tylko to powiedziała wkrótce to i ona roześmiała się w głos. Nikt nawet nie zwrócił na nich uwagi, jednak długo nie mogła trwać ta dość wesoła atmosfera gdy obok drzwi dostrzegli głównego technika zespołu, który się przechadzał, a czas nad drzwiami wyznaczał już pięć minut do wejścia na scenę.
    — No to czas iść popracować — powiedział wokalista, odchodząc.
    — Raczej się powycierać — rzuciła uszczypliwe.
    — I tak kochasz słuchać tego krzyku — powiedział, odwracając się w jej kierunku, po czym ponownie się odwrócił i wyszedł tuż za Brad’m.
    — Ale i tak wolę rap Shinody — stwierdziła głośniej.
    — Też cię kocham siostra — słyszała z korytarza głos starszego Benningtona.
    Uśmiechnęła się na te słowa. Nie od dziś było oczywiste, że oboje wręcz uwielbiali, sobie dogryzać jak tylko mogli, lecz to nie oznaczało, że ciągle to robili, jednak było to tak bardzo typowe zachowanie wśród rodzeństwa i nie dało się zaprzeczyć, że mimo że poznali się późno, to zbudowali dość trwałą relację.
    — Ciociu? — nagle rozbrzmiał głos Summer.
    Czuła jak mała rączka ciągnie ją za nogawkę spodni, które na sobie miała. Popatrzyła w dół, a tam zobaczyła córkę Taylor. Uśmiechnęła się do niej i przykucnęła tuż przed nią, by lepiej się z nią rozmawiało:
    — Tak słoneczko? — zapytała.
    — Mam pytanie.
    Skinęła lekko głową, nawet nie przerwała jej gdy dziewczynka zaciekawiona zapytała:
    — Czy wujek Chester to jest twój brat? — ciekawiła się.
    — Trudno by nie był — stwierdziła z lekkim uśmiechem — Jest — zapewniła.
    — Czyli bawiliście się, jak byliście mali? — zapytała.
    Nie odpowiedziała od razu, przez moment zastanawiała się jak to jej wyjaśnić, ale odezwała się po dłuższej chwili:
    — Nie skarbie, nie bawiliśmy się gdy byliśmy młodsi.
    — Dlaczego?
    — Bo się nie znaliśmy — wyjaśniła pośpiesznie.
    Widząc zaskoczenie na twarzy małej, podniosła się i chwyciła ją za rączkę i usiadła z nią na kanapie i wzięła na swoje kolana:
    — Nie bawiliśmy się razem, bo tak naprawdę ja wychowywałam się zupełnie gdzie innej. Jednak nie chce opowiadać, czemu tak się stało. Poznaliśmy się kilka lat temu i od tego czasu tak naprawdę wiemy o sobie. Może kiedyś opowiem ci całą historię, ale na razie to nie jest temat na opowieści dla ciebie.
    — Ale kochasz go?
    — Oczywiście, w końcu to mój brat — powiedziała spokojnie.
    Tak naprawdę mogła kłócić się czy z nim sprzeczać, ale nic nie sprawi to, że kiedykolwiek czy cokolwiek zniszczy to co ich połączyło. Może nie mieli ze sobą tylu lat, jednak ceniła każdą chwilę, którą mogła spędzić właśnie z nim. Właściwie gdyby nie on nie poznała, by tajemnicy, która ją dręczyła w młodości a tak, wiedziała, kim jest i kim są albo byli jej rodzice.
    — Dobra mam propozycje dziewczyny — odezwała się nagle Alice — Co powiecie na to byśmy poszli coś przekąsić.
    — A co z małą? — spytała nagle Susan.
    — Przecież ją nie zostawimy — odpowiedziała jej sąsiadka — Bierzemy ją ze sobą, przynajmniej w porównaniu do jej matki, która porzuca swoje dziecko, potrafimy być odpowiedzialne.
    Ona jednak musiała się ugryźć w język, by niczego nie powiedzieć. Prawdę mówiąc, nigdy nie pozwoliłaby zostawić Summy pod opieką tej kobiety. Nie ważne gdzie znowu chodziła czy się szwendała, im dalej była od własnego dziecka, tym lepiej. Nie wiedziała jednak co z tym wszystkim zrobić. Mike jej związał jednym słowem ręce, ale musiała coś wymyślić, by im obojgu pomóc w tej trudnej sytuacji.
    Nie zauważyła nawet momentu gdy Summer zeszła z jej kolan i już znalazła się między ciocią Alice i Larą, które chwyciła za rączki. Dziewczęta były gotowe już wyjść a ona nadal siedziała na kanapie gdy nagle rozbrzmiał głos Nicole:
    — Julio idziesz? — zapytała.
    Otrząsnęła się z wewnętrznych przemyśleć i spojrzała dosyć nieprzytomnym wzrokiem na nią i wstała i wraz z pozostałymi dziewczynami wyszła z garderoby, a po chwili opuściły stadion, na którym od kilku minut rozbrzmiewał koncert zespołu.

No comments:

Post a Comment