— Skąpisz dane — rzuciła nieco ostrzejszym tonem Anais.
— Upierdliwa jesteś — odparła zgryźliwie.
— Czemu nic nie chcesz powiedzieć — pytała nieustępliwie i nieugięta jej brakiem uległości.
— Julio! — prosiła kolejna z dziewcząt.
Słysząc kolejną z nich, niemal wywróciła teatralnie oczami, słysząc, jak bardzo bywając w tej chwili wścibskie, bo inaczej tego określić się nie da. Sama nie rozumie, czemu ten konkretny temat ich tak bardzo ciekawi. Dla niej nie był to powód do dyskusji czy jak one uznawały za ploteczki.
Owszem zdawała sobie sprawę, że temat jej nowego związku mógł ich zaintrygować, zwłaszcza że praktycznie był owiany tajemnicą i wcale się tego nie wypierała. Nie mówiła zbyt wiele na temat swojego związku z Ricardo, ponieważ nie czuła potrzeby, by siedzieć i roztrząsać tę sprawę. Po zakończeniu związku z byłym narzeczonym uznała, że nie zamierza dyskutować albo mówić swojemu obecnemu partnerowi o poprzednich związkach, ale również nie chce chodzić i mówić wszem wobec, że jest szczęśliwa.
Nie zamierzała ukrywać, miała niezbyt udane życie miłosne, gdy już myślała, że wszystko jest na dobrej drodze. Praktycznie przez kilka lat żyła w związku opartym na fundamentach zdrowej relacji i była gotowa przyjąć oświadczyny, nie sądziła, że nagle wszystko, w co wierzyła i przekonanie, jakie miała o zdrowym związku partnerskim, legnie niczym domek z kart, a wszystko przez zachowanie muzyka, z którym była. Sama nie potrafiła zrozumieć jego zachowanie, z dnia na dzień stał się osobą bardzo kontrolującą, cenioną sobie jej bezpieczeństwo ponad wszystko, pomimo że doskonale wiedział, jak bardzo uwielbiała się ścigać.
Myśląc, że się zmieni, że zejdzie z tej merytorykę, jednak było to złudne przekonanie i niezwykle mylące. Niszczył ich to, co zbudowali przez lata krok po kroczku i gdy już mieli szansę to odbudować, pojawił się ogromny cios, który zniszczył sumienie budowany dom, który legł w gruzach. Może i było to metaforyczne przedstawienie całej sytuacji, jednak była ona jak najbardziej adekwatna.
Dla niego była to jedna noc, z której twierdził ze niczego nie pamiętał i uwierzenie w te kłamliwe słowa powtarzane przez wielu mężczyzn, którzy zdecydowali się na skok w bok, było dla niej dosłownie strzałem w policzek. Splunięciem w jej twarz gdyby mu uwierzyła i znowu naiwnie dała się mu nabrać. Nie mogła uwierzyć, jak mógł dopuścić do takiego niskiego poziomu ich dyskusje i swoje próby przekonania jej do tego by uwierzyła mu pomimo dostarczonych dowodów na zdradę.
Miała ogromne doświadczenie i pomimo że nie chciała nikogo szukać, dać sobie czas albo po prostu się nie angażować, to nie umiała przejść obojętnie wobec uczuć, które zagościły w jej sercu w stronę tego Hiszpana, który porwał jej zmysły i ciało. Miała to być tylko przygoda, lecz zakończyła się obecnie pierścionkiem na ich palcach i pragnieniem wspólnej przyszłości. Może było to bardzo prędkie, jednak nigdy tak naprawdę nie wie się kiedy miłość zawładnie twoimi sercem i zmysłami.
— Słucham? — pytała, bez cienia zainteresowania.
— Czemu nie chcesz nic powiedzieć na jego temat? — ciekawiła się Alice, gdy tylko spojrzała w jej stronę, wręcz mrużąc na nią spojrzenie swoich jasnych oczu — Czy to wina mojego faceta, a twojego brata, że nie wiele się wypowiadasz na temat tego… Ricardo, czy dobrze pamiętam?
Przytaknęła delikatnie głową, gdy niepewna pytała o imię jej już małżonka.
— Alice będę z tobą absolutnie szczera — zwróciła się do wieloletniej przyjaciółki i sąsiadki — Zdawałam sobie sprawę, że owszem mojemu bratu może się nie spodobać mój nowy partner, jednak pomimo że widzę po nim wyraźną niechęć i zdystansowanie się do niego, również wiem, bo do tej pory nie wykazał się żadnym takim zachowaniem, że każe mi to zakończyć. Rozumiem doskonale, że chce dla mnie dobrze, nie zna Ricardo tak dobrze jak ja z Mike sytuacja była zupełnie inna, ponieważ znał go dłużej ode mnie i miał pewność, że nic się nie stanie — ostatnie słowa rzuciła z pewną ironią w głosie — Wiem również, że kieruje nim troska o mnie, bo umówmy się obie, że jemu najbardziej zależy na tobie jako jego wieloletniej partnerce i na mnie jako jego rodzinie. Doskonale mogę wczuć się w jego sytuacje, że widzi obcego faceta obok własnej siostry, którego nie zna, również dzieli go bariera językowa z nim i ma doskonałe prawo nie mieć takiego zaufania jako wobec swojego wieloletniego przyjaciela. Jednak póki co, nie wykazuje się typowym dla braci zachowaniem i nie chce zniszczyć mojego związku. Ja to doskonale rozumiem. Czy on jest powodem mojej niechęci do wypowiadania się na temat mojego partnera raczej nie?
— Jednak bądźmy ze sobą szczere — odezwała się Nicole — Bronisz się przed dyskusją na temat tego faceta — powiedziała.
Westchnęła cicho, odchylając głowę lekko do tyłu, widząc, jak bardzo dziewczęta były uparte. Rozumiała ich ciekawość, bo pojawiła się z nim tylko raz, wiedziały, że spotyka się z nim, jednak niczego poza tym nie wiedziały.
Zastanawiała się przez moment czy nie wspomnieć im, co więcej, na jego temat, jednak tak naprawdę nie miała za wiele do stracenia. Nie musiała od razu wspominać im, o ślubie a opowiedzieć co nieco. Sama nie rozumiała, czemu tak bardzo nie chce mówić na jego temat jednak prawdę mówiąc, miała pełne zaufanie do dziewcząt i wiedziała, że może im ufać. Może z jednymi znała się dłużej z innymi krócej, bo, prawdę mówiąc, zależało od czasu gdy inni chłopacy poznawali całą resztę ze swoimi partnerkami, jednak ufała im i w sumie mogła im co nieco powiedzieć.
Wie, że jej decyzja była nagła i bardzo szybka, jednak miała wpływ na to co powie i co im zdradzi.
— Dobra — odpuściła w końcu — Co chcecie wiedzieć?
Widziała, momentalnie jak dziewczęta spoglądają po sobie, a na ich twarzy ujrzała szczery uśmieszki gdy tylko zrozumiały, że mogą się coś więcej dowiedzieć o nieco jej tajemniczym w związku z Hiszpanem.
— Standardowe pytanie. Kiedy się poznaliście i gdzie? — spytała Lara, która wtrąciła się do ich dyskusji.
Siedziały wspólnie całą piątką prócz partnerki Michaela w garderobie zespołu, który obecnie miał spotkanie z fanami ich fanklubu. Zostały tylko one w garderobie, bo nawet nie były zaciekawione gdzie była Taylor wraz z córką. Widoczny dystans, który dzielił ją wraz z dziewczynami, między partnerką Shinody był dostrzegalny na każdej chwili. Kobiety nie zapały do siebie zbytnią sympatią jeśli można to w ogóle tak ująć. Mówiły jej, że początkowo chciały zbliżyć się do tej kobiety, jednak sposób bycia pani Shinoda sprawił, że zniechęciły się do niej, sam fakt, że słyszały z napomknięć swoich partnerów, że nie była to osoba godna zaufania i nie wykazywali się wobec niej jakaś ogromną sympatią, sprawiły, że praktycznie państwo Shinodowie byli oddzieleni od reszty grupy.
Ona jednak nie zamierzała sobie zaprzątać nimi głowy. Pomimo swojej ogromnej niechęci do nich, uwielbiała wprost małą Summer, która była niezwykle pociesznym dzieckiem, które skradło jej serce. Uwielbiała się nią opiekować, gdy jej matka nie wykazywała chęci do zajęcia się własną córką. Sama pięciolatka wprost przez te kilka dni trasy pokochała ją jako nową ciocie, której jak mówiła, nigdy nie miała.
— Można powiedzieć, że mamy na swoim koncie dwa spotkania — wspomniała, bo, pomimo że jedno z nich było jedynie chwilowe, to jednak po części nadal uwielbiała je wspominać.
— Dwa? — potworzyła Anais — Opowiadaj — zachęciła ją.
Westchnęła cicho, tak naprawdę powracając wspomnieniami do wydarzeń sponad roku, które wręcz były kumulacją sytuacji rozgrywających się na przestrzeni ostatnich tygodni między nią a Michaelem. Ich przeciągający się wciąż konflikt, był powodem dlaczego, tak nagle zrezygnowała ze wspólnego mieszkania i wróciła do siebie. Nieustępliwość mężczyzny i zbytnia nachalność i zbytnia kontrola była dla niej zbytnio dławiąca. Czuła się pod koniec, ich miłosnych perypetii jakby utkwiła w miejscu i nie mogła pójść dalej. Więziona w sidłach niszczącej ją miłości. Właśnie to, co czuła, pod koniec swojego w związku z Clarkiem gdy zaczęło do niej docierać, w jakiej relacji tkwiła i jak bardzo ona była dla niej szkodliwa. Jednak w tym przypadku było to zwyczajna chęć zniszczenia jej pasji. Nie zamierzała walczyć z kimś, kto tak bezczelnie pragnął ją, zgnieć, jej zamiłowanie do prędkiej jazdy. I nic nie mogło tłumaczyć jego zachowania. Nawet to gdy próbował się zasłaniać jej dobrem, wywierając na niej coraz większą presję.
— No mów — ponagliła ja Alice gdy nagle rozbrzmiało wokół nich cisza.
— Po raz pierwszy spotkałam go, gdy on odpowiadał na ofertę sprzedaży mojego obecnego mieszkania. Zapewne pamiętacie, chciałam się go pozbyć, po przeprowadzę do Shinody — widziała jak kilka, z nich skinęło głową i mówiła dalej — Po jednej z kłótni z nim, wróciłam do siebie. Ricardo przyszedł kilka minut potem, bo znalazł ofertę w Internecie wraz ze swoją przyjaciółką. Musiałam mu jednak odmówić, ponieważ przez mój konflikt z Mike pragnęłam wycofać ze strony, że sprzedaje mieszkanie. Zapomniałam o tym spotkaniu całkowicie. Nie myślałam i nadal nie uważam, że było ono jakieś ważne. — stwierdziła wprost — Spotkaliśmy się ponownie gdy ja wyjechałam na zawody w Hiszpanii. Byłam wolna, mogłam robić, co chciałam. On był jednym z zawodników tego turnieju i startował przeciwko mnie. Weszliśmy w naprawdę idiotyczny zakład, który skończył się tak naprawdę na wspólnym drinku w klubie — opowiedziała.
— A spotkanie skończyło się w łóżku — dokończyła jej sąsiadka.
— Alice! — upomniała ją — Niczego takiego nie powiedziałam.
— Bo nie musiałaś — stwierdziła Lara — To rozumie się samo przez siebie. Nie jesteśmy ignorantkami. Same miałyśmy szalone pomysły w twoim wieku, bo chodziło się po zabawach i zaliczało się noc z nieznajomym — powiedziała ze słusznością starsza kobieta — Więc tak naprawdę nie musisz ukrywać, że spędziłaś z nim noc, bo nie jest to w żaden sposób zaskakujące czy odkrywcze.
— Nie da się przed wami nic ukryć — mruknęła z lekką pretensją w głosie.
— A co tu ukrywać — zapytała wprost Lara, rozkładając ręce — Wszystkie raczej wiemy, jak wygląda życie studenckie. Nie ty jedna kończyłaś z romansem na jedną noc po zabawie w klubie.
— Romans, który znacznie się przedłużył — skomentowała pod nosem Susan.
Nagle rozbrzmiał wśród nich cichy śmiech, ona starała się, jak mogła, zachować poważną twarz, jednak nie potrafiła, gdy czuła jak kącik jej ust podrywa się delikatnie do góry i wkrótce na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.
Prawdę mówiąc, nie miała się czego tak naprawdę wypierać, bo tutaj była prawda, to miała być wakacyjna przygoda, która nie miała być w żaden sposób zobowiązująca, jednak pan jej losu zdecydował się napisać dla niej oraz jej męża znacznie inny scenariusz i w pewnym momencie skrzyżować ich wspólne drogi by mogli ją dzielić w jedną. Nie zamierzała się tego wypierać, bo nawet mało spostrzegawcza osoba dostrzegłaby to co widziały dziewczęta. Perspektywa, że zdecydowała się również, przedłużyć wakacje mogło, być nieco zastanawiające dlatego nie zamierzała się wypierać. Wszystkie tutaj były dorosłe i na tyle bystre, by połapać się we wszystkim. Nikt nie przedłuża wypoczynku, tylko dlatego, że się mu tam podoba, jak to wmawiała przed rokiem wszystkim, więc oczywiste było, że ktoś inny był powodem, dlaczego została tam nico dłużej.
— Wybaczcie dziewczęta, że wam przerywam — odezwał się nagle głos tuż za nimi.
Momentalnie odwróciły się w tamtym kierunku, by zobaczyć stojącego na progu drzwi starszego mężczyznę. Popatrzyła w jego kierunku wychylając się obok siedzącej przed nią Larą, która odwróciła się przez ramię, by popatrzeć na stojącego na progu drzwi głównego technika zespołu.
— Co się dzieje Jim? — spytała Alice.
— Widzieliście może Mike’a? — spytał wprost.
— Nie ma go na spotkaniu z fanami? — spytała Susan.
— Właśnie go tam nie ma — odezwał się wieloletni współpracownik kapeli — Nie mogę go znaleźć od dłuższej chwili, a telefon ma wyłączony. Oni za dwadzieścia minut wychodzą, a z nim nie mam kontaktu — powiedział, czując się nieco zaniepokojony.
— Nie widzieliśmy go — odparła szczerze Adkins — Prawdę mówiąc od próby dźwięku nikt go nie widział. Zniknął gdzieś z żoną i córką — dodała.
— Możecie mi pomóc go poszukać. Oni nie mogą wyjść bez niego — powiedział pośpiesznie — Już przymknąć oko na to spotkanie, ale za chwile zaczynają koncert. Nie chce wysyłać chłopaków, bo musimy ich podpiąć do nagłośnienia, ale proszę was, poszukacie go, tylko o to was proszę.
— Ochrona nic nie wie — odezwał się głos za inżynierem dźwięku.
— Dobra poszukamy go — odezwała się jedna z nich.
Jeśli miała być szczera, to zachowanie Michaela od samego początku było dosyć zastanawiające. Zapewne nie tylko ona dostrzegła to co się działo, jak bardzo przycichł i przygasł i z perspektywy ostatnich dni dało się wyraźnie ujrzeć, że trzyma się niezwykle blisko swojej żony i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w takich właśnie sytuacjach powinien być wspólnie z kapelą, a jak wspomniała jej wieloletnia przyjaciółka, nie widzieli go od paru godzin, zupełnie tak samo jak jego żony czy jej córki. Nie zwrócili na to uwagi, bo, prawdę mówiąc, byli ludźmi dorosłymi i wiedzieli, co robią, jednak była to sprawa niezwykle zastanawiająca.
Doskonale pamiętała zachowanie jego gdy był jeszcze z nią, a teraz był zupełnie kimś innym. I może to było dziwne, ale wciąż widziała, jak krył się pod bluzami, z kapturem. I nie byłoby to dla niej dziwne gdyby sama nie wykazywałaby podobny zachowań podczas w związku z Clarkiem. Często pod bluzami ukrywała sińce czy jego napady gniewu. Oczywiście nie zamierzała, posądzać ze w związku u Shinodów może się coś dziać niepokojącego, jednak dziwne było to, że praktycznie nie odstępował kroku swojej żonie. Ciągle był z nią, rzadko spędzał czas z chłopakami.
Prędko jednak pokręciła głowa, nie zamierzając roztrząsać tej sprawy i się nad nią zastanawiać. To ich sprawa a ona nie zamierzała się mieszać. Widziała, jak dziewczęta wstają, jednak ona nawet się nie podniosła. Zobaczyła, jak Alice zrobiła kilka kroków do przodu, jednak zatrzymała się i odwróciła się przez ramię.
— Nie idziesz?
Pokręciła w zaprzeczeniu głową. Nie miała specjalnej chęci szukanie osób, do których nie pałała tak ogromną sympatią. Może i była ignorantką, ale miała prawo odmówić.
— Nie — powiedziała szczerze.
— Dobrze, nie będę naciskać — odparła.
Widziała, po chwili jak wychodzi, a ona została zupełnie sama. Nie dało jednak jej ta sprawa spokoju i mimo że już wyciągała telefon, by zadzwonić do ukochanego, może była ignorantką i bez serca, ale nie zamierzała szukać żadnego z Shinodów. Odblokowała telefon i wchodziła już w kontakty gotowa zadzwonić do męża gdy nagle usłyszała odgłos kroków na korytarzu.
Poderwała głowę, będąc wręcz pewną, że to zapewne zespół, który wrócił ze spotkania, jednak zamiast nich w przejściu ujrzała pojawiającego się Michaela. Momentalnie ich spojrzenia się spotkały, czuła jak momentalnie wokół nich pojawiła się bardzo napięta atmosfera i szczerze nie wiedziała dlaczego, może chyba zaważył fakt, że od dłuższego naprawdę czasu, oboje nie spotkali się ze sobą w cztery oczy. Po sytuacjach, które doświadczyła z jego strony pod koniec ubiegłego roku i jego dość paskudnych próbach zastraszenia jej, nie widziała się z nim w cztery oczy. Teraz można było spodziewać się wszystkiego. Mógł nadal prowadzić tą merytorykę, jednak jego ostatnie zachowanie przeczyło temu pewnemu siebie Michaelowi bardzo ostrym w języku i nieprzebierającym w słowa, stał się zupełnie kimś odwrotnym do tamtego mężczyzny, jakim był.
— Czy… czy chłopacy już wyszli? — zapytał z niepewnością.
— Nie — odparła bez cienia emocji — Kończą spotkanie z fanami, na którym się nie pojawiłeś — podkreśliła, a ona widziała, jak jego mina nagle spokorniała.
— Zapomniałem o tym — odparł cicho.
— Jim cię szuka — rzuciła, oprószając wzrok na swój telefon i wybrała grupę z dziewczynami.
— Julio… ja chciałabym…
— Mike! — nagle rozbrzmiał głos technika — Wszędzie cię szukałem — dodał z powagą — Musisz się przygotować, za dziesięć minut wychodzicie! — oznajmił.
— Właściwie gdzie ty byłeś? — nagle rozbrzmiał nieco poddenerwowany głos Chestera — Ominąłeś spotkanie z fanami, od dwóch godzin cię nie można nigdzie znaleźć. Mike co się z tobą ostatnio dzieje? — pytał wprost.
Rozbrzmiała nagła cisza, a ona nawet nie wykazywała cienia zaciekawianie toczącą się dyskusją. Niemal od razu napisała na grupie do dziewcząt, by wracały, bo zguba się wreszcie znalazła.
— Przepraszam, zasiedziałem się z Taylor i Summer — powiedział, a ona wyczuła szczerości w tych słowach.
— Mike doskonale wiesz, jak działa nasz harmonogram i kiedy odbywają się spotkania czy próby. Nie możliwe byś ty je tak olewał — odezwał się Brad.
Poderwała momentalnie głowę, by spojrzeć na to, co się rozgrywa, mimo że nie chciała, się tym interesować to jednak nie dało się ukryć, że zachowanie Mike było odrobinę podejrzliwe i niepokojące jednak pomimo jej obaw, które zaczęły się rodzić, nie chciała się mieszać w tę sprawę. A tym bardziej jeśli jest ona związana z osobami, które zniszczyły jej ubiegły związek. Musiała zdusić w sobie te niepokojące odczucia i zupełnie zapomnieć o pytaniach, które w przeciągu ostatnich dni zaczęły rodzic się w jej głowie.
— Wybaczcie, postaram się już tego nie robić — mówił przepraszającym tonem.
— Dobra podyskutujecie o tym po koncercie — rozbrzmiał głos Jim — Musimy was przygotować — dodał — Julio napisz do dziewczyn — powiedział do jedynej z nich która nie poszła w poszukaniu zguby.
— Napisałam — rzuciła.
Ponownie wlepiła spojrzenie w swój telefon i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że przez dłuższą chwilę jest wciąż obserwowana. Mimo że było to nieco niepokojące, nie zamierzała się tym przejmować i po prostu napisała do Ricardo krótką wiadomość. Nie ukrywała, bardzo się za nim stęskniła. Mimo że rozmawiali wczoraj, to jednak fakt, że nie widzieli się od dłuższego czasu, realnie doskwierał jej jego brak i nie zamierzała się z tym absolutnie kryć. Brakowało jej tego, że mogła się do niego przytulić, długich rozmów, które sobie nie raz urządzali po nocach czy poczuciem pragnienia bliskości, które najbardziej odczuwała i zapewne on również. Westchnęła cicho, opierając łokieć na swoim kolanie i widząc jak odpisuje gdy nagle usłyszała tuż obok siebie dość ostry kobiecy głos:
— Gdzie jest Mike?
Niemal miała ochotę jęknął porityuwoana gdy usłyszała głos Taylor. Była ona ostatnią osobą, z którą się chciała widzieć. Mimowolnie opuściła zgiętą rękę, by popatrzeć na nią. Stała na progu przejścia a tuż za jej nogą skrywała się Summer co było dosyć dziwne, zamiast stać obok niej, ona ukryła się tuż za nią. Widziała, jak wychyla się za jej nogi i spogląda wyraźnie wystraszonym spojrzeniem w jej kierunku.
— Jak to gdzie? — odpowiedziała wprost — Zaczynają za parę minut koncert. Jest pod sceną — oznajmiła.
— Słucham?
— Czy ty nie słyszałaś, co mówiłam. Przygotowuje się do koncertu. Pracuje — podkreśliła — Powinnaś jako jego żona o tym wiedzieć. Mieć świadomość gdzie twój partner poszedł — skomentowała, starając się zachować spokój, a jednocześnie dystans.
Nie odezwała się na jej słowa, jednak dało się zobaczyć grymas na jej twarzy, jednak zanim jednak zdarzyło się cokolwiek, zdarzyć rozbrzmiał ponownie jej głos i powiedziała do swoje córki.
— Summer idziemy, wujek nam uciekł — rzuciła do dziecka.
Widziała, jak Taylor odchodzi, a mała przez moment zatrzymała się w miejscu, tak jakby chcąc zostać z nią. Patrzyła w jej kierunku a w jej zielonych oczach dostrzegła cień nadzieii gdy nagle rozbrzmiał głos kobiety:
— Summer! — ponagliła ją.
Patrząc, jak dziewczynka zwiesza głowę i odchodzi, zrobiło się jej autentycznie przykro, a pytania nadal nie dawały jej spokoju:
Co się w tej rodzinie dzieje?
No comments:
Post a Comment