Tuesday, December 17, 2024

IV 17 (P.2) — NIE MIAŁA TEGO WIDZIEĆ

    — Skąd zaczynacie swój podbój?
    Czuła jak kącik jej ust podrywa się nieznacznie do góry, gdy po drugiej stronie rozbrzmiał przepełniony ciekawością i zainteresowaniem, męski głos, ton, który kojarzył się jej tylko z jedną osobą, za którą nie zamierzała ukrywać, powoli już tęskniła i nie zamierzała absolutnie tego ukrywać.
    Pomimo że minęło zaledwie dwa tygodnie od jego wyjazdu, to jednak gdy spędzała z nim praktycznie każdy dzień i mogła się z nim zobaczyć. Gdy wracała każdego dnia czy to z uczelni, czy z nagłych niezapowiedzianych spotkać w firmie, zawsze na nią czekał w mieszkaniu, a nie było chyba takiego wieczoru, by nie zasypiała wtulona w jego ramionach to nagle gdy tak zwyczajnej obecności bliskiej osoby zabraknie przy tobie, ma się poczucie, że coś się straciło.
    I oczywiście nie było jej obcym to, że nagle jej partner wyjeżdżał czasami na dłuższy okres czasu, bo przeżywała podobne czasami częstsze wyjazdy z poprzednim partnerem gdy nie mogła wraz z nim wyjechać, to jednak poczucie samotności dopada człowieka w chwilach, które wcześniej wydawały się normalnością gdy przeżywa się, je samemu czuje się, że czegoś brakuje.
    Jednak liczyła się całkowicie z tym, że gdy zdecyduje się na związek z Ricardo i tym, że prowadził interesy na starym kontynencie, będzie musiał wrócić, by przypilnować spraw firmowych. Mimo wszystko, jak bardzo się na to nie przygotuje psychicznie, jednak odczuwa się brak tej ukochanej osoby, przy swoim boku.
    Jak na ironie losu, może to wydawać się nieco abstrakcyjnie, mimo że wcześniej dzielił ich ocean wręcz ogromna przepaść, która dzieliła Amerykę i Europę teraz gdy jednak gdy postawiła stopy na starym kontynencie, nadal byli podzieleni, bo między Londynem, w którym była od zeszłego popołudnia wraz z zespołem i pozostała ekipą a Hiszpanią, a konkretnie rodzinnym miastem jej męża dzieliły ich dwie godziny lotu. I to było to znacznie krócej niż praktycznie ponad dnia, który spędzili wczoraj w samolocie. Był to długi i bardzo wykańczający lot i można pomyśleć, że od razu po przylocie kapela miała rozplanowany pierwszy występ.
    Jednak absolutnie nie!
    Wszystko jednak wymagało czasu i przygotowań, z racji, że ekipa przyleciała wraz z nimi i nie podąża dwa kroki przed nimi, by w kolejnym mieście rozłożyć sprzęt, gdy oni dotrą w tym czasie, również spotykają się z dziennikarzami lokalnych gazet na wywiady. Udzielali tym razem wszyscy, pojawili się w tym samym czasie i by zwyczajnie przygotować się i odpocząć po podróży występ miał odbyć się dziś.
    Pomimo poranka ekipa już pracowała na stadionie, w którym miała odbyć się wcześniej próba, a potem koncert i z tego co słyszała bilety, wyprzedały się dosłownie za pierwszym rzutem i zapewne będą pełne stadiony ich wiernych fanów. Jednak absolutnie nie można im ująć ambicji i ogromnej pracy, jaką się podjęli, by znaleźć się w obecnym miejscu, gdzie nie musieli już być suportami znanych grób, grywali koncerty praktycznie kilka miesięcy, teraz to oni byli jedną z głównych grup muzycznych. Stworzyli niesamowitą społeczność oddanych fanów, którzy za nimi podążali. Porywali swoją muzyką tysiące jak nie miliony słuchaczy.
    Ona sama mimo ogromnej zażyłości z chłopakami w prywatnym życiu nadal postrzegała się jako jedna z ich fanek. Słuchała ich od trzynastego roku życia i mimo tego, że znała ich już doskonale, to nadal uwielbiała wsłuchiwać się w ich muzykę, która nadal stanowiła dla niej kluczowy element w życiu. I mimo poróżnienia jakie dzieliło ją z Michael’m i tego, że odczuwała do niego żal, w jaki odrażający sposób zniszczył ich wzajemną drogę, nie potrafiła wykazać się taką ignorancją i zachować się jak nie dojrzałe dziecko i nadal był jednym, z których muzyków wprost uwielbiała słuchać. Nie ujmowała w żaden sposób swojemu bratu, bo był genialny w tym co robił. Miał niesamowity wokal, który nie zdarza się często, jednak był świadomy tego, że najbardziej z nich dwojga z ich znanego duetu jednak bardziej przemawiał do niej wokal Shinody. Jednak byli duetem nie do pobicia. Wielu mogło próbować, ale w jej subiektywnej opinii byli naprawdę dobrze zgraną parą wokalistą, którzy połączyli rap i rock w jedną spójną całość.
    — Wyspy Brytyjskie — stwierdziła, wrzucając do torby swoją kosmetyczkę.
    — I jak chłodno? — zapytał, znając doskonale specyfikę tego kraju.
    Nie od dziś było oczywiste, że jednak Anglia nie należała do zbyt ciepłych państw. Z racji, że mimo że leży w strefie klimatu umiarkowanego, to jednak często było tam więcej chłodu, deszczowych czy ponurych dni. Mogłoby się wydawać ze w lecie, powinno się ocieplić jednak nieliczne były dni gdy były one naprawdę ciepłe. Wpływ prądów morskich i to dość chłodnych sprawiało poczucie, że ma się do czynienia przez większość roku z bardzo jesienną ponurą aurą.
    — Ja nie myślałam, że tu będzie aż tak wiać — stwierdziła, ubierając na swoje ramiona dość grubą bluzę jedną z nielicznych, które ze sobą zabrała.
    — Kalifornijka nieprzyzwyczajona do chłodu Anglii    
    — Ściślej Señor to jestem Arizonką. Wychowałam się w Arizonie nie w Kalifornii — zaznaczyła.
    — Ale mieszkasz w Los Angeles, więc można cię określić już mianem Kalifornijki — zasugerował.
    Zignorowała te słowa, nie zamierzając nawet na nie odpowiadać, bo prawdę mówić nigdy nie odczuwała jakieś przywiązania do rodzinnego miasta. Prawdę mówić pragnęła się z tamtą wyrwać. Nienawidziła Phoenix i to jak wiele negatywnych wspomnień wiązało się z tym miejscem, teraz było jej to miejscem zupełnie obojętnym. Pomimo odczuwalnego żalu do tego, że wychowała się w takim, a nie innym miejscu, to tak naprawdę przyjeżdżała tam głównie na wzgląd na Anthony’ego, który zdecydował się tam zostać i nie mogła porzucić przyjaciela. Gdy miała okazje, to go odwiedzała w rodzinny mieście, dużo lepiej czuła się nad brzegami Santa Monica.
    — Ale muszę przyznać, że też nie jest za ciepło na termometrach. Czternaście stopni w lecie, dla mnie był to szok, gdy przyjechałam z upalnego miasta do aż tak chłodnego, bo nie możemy tego powiedzieć, że San Sebastian to zimne miejsce, a raczej ciepłe. Uprzedzając twoje pytanie, tak jestem po raz pierwszy w Anglii.
    — I udało ci się coś zwiedzić przynajmniej? — zagadnął.
    — Jeśli mam być szczera, nie — odparła szczerze — Wczoraj gdy przylecieliśmy i zameldowaliśmy się w hotelu jedyne, na co miałam ochotę to pójść spać. Wspomniałam ci, że nie spałam cały dzień przed podróżą, więc tak naprawdę poszliśmy tylko walizki zostawić, coś zjeść i wróciliśmy, by odpocząć. Teraz… — rzuciła okiem na zegarek na swoim przegubie jednak ruchem ręki osunęła skraj bluzy — Dochodzi dziewiąta rano i idę na śniadanie, bo umieram z głodu — wyznała.
    — Poleciłabym ci klasyczne angielskie śniadanie, ale jest ono bardzo kaloryczne, jednak jak dla dorosłego faceta potrafiło mnie trzymać nawet pół dnia. Warto jednak spróbować lokalnych rzeczy.
    — I taki mam zamiar — odparła szczerze i stanęła tuż przed lustrem, poprawiając bluzkę, która się jej przekrzywiła na ramieniu — Występ jest wieczorem, a do tego czasu tak naprawdę ja z dziewczynami mam wolne. Zespół ma po południu próbę dźwięku, a ja chyba się pokrzątam po Londynie i tak nie mam nic ciekawszego do roboty — przyznała szczerze.
    Podejrzewała, że reszta dziewczyn nie nadmieniała oczywiście żony swojego byłego zapragnąć, być również i wtedy ze swoimi partnerami nawet za kulisami, ale ona może przyjechała tutaj jako przyjaciółka zespołu i siostra Chestera jednak ona doskonale wiedziała, jak to wygląda, a miała dużą chęć pozwiedzania tego miasta i spróbowanie tego, z czego znani są Brytyjczycy.
    — W tamtym toku większość wakacji spędziłam z tobą i Courtney w jednym miejscu teraz zapowiadają się wakacje w ciągłej podróży, ale nawet lepiej, bo poznał nieco Europę, co naprawdę pragnęłam.
    — Widzisz, jakie to są korzyści, mając brata muzyka — stwierdził z rozbawieniem Hiszpan.
    — Nie mogę temu zaprzeczyć…
    — Bella, wybacz najdroższa, ale muszę już kończyć — wyjaśnił nagle pośpiesznie — Właśnie przybył mój klient i nie wiem ile potrwa nasze spotkanie w razie czego dam ci znać kiedy będę mógł z tobą porozmawiać.
    — Nie tłumacz się Señor, ja też powoli miałam kończyć. Do zobaczenia — rzuciła na pożegnanie.
    — Żegnaj piękna Señorita.
    Wkrótce po drugiej stronie rozbrzmiał ten charakterystyczny sygnał zakończenia sygnału, a ona westchnęła cicho, odsuwając telefon i delikatnie rozmasowała nieco już zmiażdżone ucho i wsunęła go do kieszeni bluzy. Chwyciła ze szafki kluczyk do pokoju hotelowego i będąc pewną, że ma wszystko, co potrzebne przy sobie wyszła na korytarz, na którym zobaczyła starszego mężczyznę, który wychodził do jednego z dalszych sypialni. Przymknęła drzwi i powędrowała w stronę wind, wsuwając ręce do kieszeni.
    Musiała przyznać jednak oczywistą prawdę swojemu mężowi. Jako osoba, która wychowała się wręcz w spalonych słońcem Arizonie czy teraz Kalifornii gdzie wręcz normą były temperatury powyżej osiemdziesięciu stopni Fahrenheita, a przekładając na europejską miarę dwudziestu pięciu stopni Celsjusza, dla niej było naprawdę chłodno gdy temperatura spadała. Była zbyt przyzwyczajona do ciepła i właśnie to odczuwała, mimo że dla wielu mieszków wysp była to dość ciepło.
    Wchodząc do środka windy, zobaczyła jakieś starsze małżeństwo, które jechało z któregoś powyżej pięter i skłoniła się delikatnie w ich kierunku, na powitanie widziała ciepły uśmiech na ich ustach, gdy stanęła tuż za nimi.
    Gdy w końcu stanęli, staruszkowie wyszli jako pierwsi, a ona wyszła tuż za nimi i rozejrzała się po holu z czystej ciekawości czy natknie się na jakąś znajomą twarz, jednak nikogo praktycznie nie dostrzegła więc podeszła do recepcji, gdzie stanęła kobieta w średnim wieku i zapytała, jak dojść do hotelowej restauracji. Prędko wskazała, w którą stronę ma pójść i podziękowała prędko i niemal od razu powędrowała w tamtą stronę. Gdy jednak przechodziła przez dość opustoszały korytarz, nagle do jej uszu dotarł dziwnie napięty i pełen surowości kobiecy głos.
    — Mam nie być podejrzliwa?
    Przystanęła w jednej chwili, nie była z natury osobą, która lubiła, podsłuchiwać wręcz od tego stroniła, jednak ten ton głosu był dla niej podejrzanie znajomy, tak jakby gdzieś go już słyszała. Wręcz miała poczucie, przekonanie, że to mówiła Taylor. Może to znad by oczywiste przekonanie, jednak spotkała ją już ją kilkukrotnie i doskonale mogła rozbrzmieć jej barwę głosu.
    Pragnęła pójść dalej, jednak coś z tyłu głowy ją powstrzymywało. Jakiś natrętny głosik, mówił jej by na razie. nie robiła kolejnego kroku. Chciała się mu postawić, jednak niespodziewanie ponownie rozbrzmiał bardzo rozzłoszczony kobiecy głos.
    — Nie byłam ślepa — podkreśliła swoje słowa — Nie rób ze mnie naiwniaczki i idiotki, bo doskonale widziałam, jak się gapiłeś na tę wstrętną gówniarę!
    — Nigdy bym na nią nie spojrzał — odezwał się dość cichy przepełniony dziwnym strachem wręcz lękiem męski głos — Ona mnie już nie obchodzi! Kocham tylko ciebie — te ostatnie słowa brzmiały jak strachliwa próba przekonanie kobiety.
    — Nie łżyj! — niepokojący dźwięk rozbrzmiał nagle po korytarzu — Jeszcze raz dostrzegę, że się na nią gapiłeś, a zapewnię ci wieczór pełen wrażeń! — rozbrzmiał dość agresywny ton.
    Uznała, że dosyć tego szpiegowanie i przysłuchiwania się dość niepokojącej rozmowie obcych sobie osób. Pomimo dziwnego poczucia, ze gdzieś już je słyszała, zdecydowała, jednak żenie będzie sobie tym głowy zawracać i dalej się stała i ruszyła pewnym krokiem w przód, by dojść do restauracji.
    I jakie było jej wręcz zdumienie, gdy wręcz wpadła na Taylor, która wręcz szła w jej kierunku. A tuż za nią ujrzała Michaela, jednak nie wyglądał tak jak go zapamiętała. Stał wystraszony w kącie ze spuszczoną głową, co było dosyć podejrzliwe i dziwne. Jednak jak sobie już wcześniej obiecała, nie zamierzała, w to ingerować.
    — Przeszkodziłam w czymś? — spytała grzecznie, gdy zobaczyła jak kobieta, widząc ją, odskakuje, od niej o dwa kroki.
    — Co ty tu robisz? — rzuciła dość złośliwe w jej kierunku.
    — Idę na śniadanie — odpowiedziała zgodnie z prawdą — Czy wszystko dobrze? — zapytała, spoglądając to na jednego małżonka to na drugiego.
    Zapadła chwila milczenia, jednak pani Shinoda się zreflektowała i pośpieszyła prędko z odpowiedzią:
    — Absolutnie tak, nie będziemy ci przeszkadzać — powiedziała, siląc się wręcz na uprzejmości ze swoje strony.
    I doskonale dało się wyczuć wręcz sztuczność jej wypowiedzi. Miały ze sobą kilka dość nieprzyjemnych spotkać, podczas których mogła usłyszeć wręcz ten teatralny udawany głos. Bo doskonale wiedziała, że jednak ani ona, ani tym bardziej Michael nie pałali jakąś sympatią do niej, co jednokrotnie jej okazywali wręcz pogardliwość w jej kierunku.
    Widziała, jak odchodzi na bok, wręcz ramieniem zasłaniając, wydawać się mogło przestraszonego mężczyznę. Odeszła na parę kroków, jednak idąc w stronę otwartych drzwi, delikatnie odwróciła się przez ramię i to, co ujrzała ją naprawdę, zdumiało. Ujrzała jak w jednej chwili kobieta, chwyta wręcz za szmaty swojego męża i ciągnie go za sobą, jakby była pewną, że nie widzi, co robi, już zdjęła maskę. Nie dostrzegła jednak miny ani zachowania byłego partnera jednak to było dość zaskakujące, czego była tak naprawdę świadkiem.
    Wzruszyła w końcu ramionami i odwróciła głowę i weszła do restauracji, gdzie dostrzegła już pełno ludzi. Widząc typowy szwedzki bufet, przy barze chwyciła tace oraz dwa talerze i po trochu zaczęła sobie nakładać jedzenia, jednak głównie to były kanapki z warzywami oraz jajecznicą a na drugim talerzu położyła z trzy słodkie ciasta, na które miała ochotę w tym czekoladowe Brownie i oraz mafinkę, oraz croissanta z nadzieniem.
    Zdążyła się jedynie odwrócić gdy rozbrzmiał z dala głos Brada:
    — Julio tutaj! — zawołał.
    Mimowolnie uśmiechnęła się i przechodząc obok wszystkich stolików, wkrótce usiadła na jednym, z kilku wolnych miejsc przy okrągłym stole gdzie siedziała już większość ekipy głównie zespołu i ich partnerek, które w większym czy mniejszym stopni zjedli to co sobie zabrali na śniadanie.
    — Wyspałaś się śpiochu? — zagadnął ją Chester.
    Nie starała się nawet pohamować cisnącego się na jej usta radości. Nie miała sensu się obrażać o to stwierdzenie, bo każdy wiedział, że była z natury leniuszkiem i nigdy się tego specjalnie nie wypierała. Mimo jej pracowitości, ambitności i starania się bycia lepszą wersją siebie, to jednak bywały rzeczy, na które nie miała wpływu czy momenty gdzie nie miała chęci nic robić. Mogła się tego wypierać, ale jaki to miałaby w ogóle sens? Mieszkali razem i on dobrze wie, że uwielbiała sobie pospać, jak tylko miała okazje.
    — Można powiedzieć, że tak — przyznała szczerze — Chociaż pewnie każdy z was padł po tak długiej podróży — zauważyła, biorąc kęs kanapki do ust.
    — A z tym kłócić się nie można — stwierdziła Lara — Dave padł od razu gdy tylko się położył, nawet mi się nie poszedł odświeżyć. A dobudzić go czasami jest trudno — dodała, co sprawiło, że cała grupa się roześmiała.
    — Tak mówmy na Julie, że to śpioch, a innym także się zdarza poleniuchować — rzucił Joe, spoglądając na przyjaciela.
    — Ale ja z naszej dwójki się tego absolutnie nie wypieram a David… — stwierdziła z przekąsem — Cóż to wie tylko twoja dziewczyna — dodała, spoglądając na towarzyszącą mu wybrankę serca.
    — W punkt Julio, nieraz sam mi kłamie w oczy, ale i tak nie zmienia to postaci rzeczy, że tak jak ty i on jesteście bardzo ambitni i pracowicie i nie raz siedzenia nad późno nad pracą może przebaczyć to, że chce się potem to odespać — mówiła, upijając łyk herbaty.
    — Ale i tak go kochasz — stwierdziła z uśmiechem.
    — Owszem temu nie zaprzeczę, bo kocham tego rudzielca — dodała, spoglądając na niego z czułością i miłością — A jak ten twój znajomy, z którym byłaś na urodzinach Chestera?
    — Spotykamy się — stwierdziła z lekkim przekłamaniem — Obecnie jest w Hiszpanii, bo musiał wrócić, przypilnować firmy, a ja dobrze się bawię z wami — stwierdziła.
    — I nie miał nic przeciw twojemu wyjazdowi? — zainteresowała się Nicky.
    — To nie jest Shinoda, któremu pod koniec związku odwaliło — zauważyła słusznie.
    — A właśnie gdzie oni są? — zastanawiał się na głos Brad — Siedzimy tutaj od dłuższej chwili, a oni nie zeszli na śniadanie — zauważył.
    Zamilkła, bo tak naprawdę nie chciała mówić, że widziała obojga małżonków. I mimo że nadal ta sytuacja, której była świadkiem, nie mogła wyjść jej z głowy, to postanowiła ją zachować dla siebie. Nie chciała rzucać dziwnych podejrzeć, bo doskonale wiedziała, że w każdym małżeństwie zdarzają się wzloty i upadki czy kłótliwe dni. Nie wiedziała, od czego się zaczęło i nie chciała nawet dociekać. Wpadła w najmniej oczekiwanej chwili, natknęła się na ich sprzeczkę i na tym powinna zakończyć.
    Ona sama wręcz od razu zainteresowała się jedzeniem, bo poczuła ogromną głód, że miała ochotę to pochłonąć za jednym razem. Upijając łyk kawy, którą ze sobą zabrała, chwyciła widelec i nabrała trochę smażonych jajek i była gotowa wsunąć sobie do buzi gdy nagle po całej restauracji rozbrzmiał dziewczęcy krzyk:
    — Ciocia Julia!
    Był to głos małej Summer, z którą wczoraj spędziła praktycznie całą podróż. Tylko dwukrotnie pojawiła się Taylor przy własnej córce, a Mike praktycznie nie ruszał się z miejsca. Poderwała spojrzenie i popatrzyła na przyjaciół, którzy utkwili wzrok w jakimś punkcie za nią.
    Odwróciła się w krześle i zobaczyła biegnącą między stolikami małą dziewczynkę o długich brązowych włosach i zielonych oczach, które gnała truchtem w jej stronę. Ubrana w jakieś dresy i cienką bluzkę podbiegłą do niej i chwyciła łapkami skraj krzesła, na którym siedziała:
    — Dzień dobry ciociu — przywitałasię i spojrzała na nią swoimi uroczymi szmaragdowymi oczkami.
    — Cześć słoneczko — powitała ją.
    Może i nie powinna, ale nie potrafiła się pohamować i chwyciła ją pod ramiona i uniosła i posadziła sobie na kolanach i spojrzała na nią z uśmiechem:
    — Jak się spało Summy? — zagadnęła ciepło, opierając swoją dłoń na jej pleckach, a drugą objęła w pasie, by nie zjechała z jej ud.
    Widziała niezadowolenie na twarzy małej dziewczynki, jednak po jej spojrzeniu dało się zauważyć, że nie była wyspana. Jednak najwyraźniej jej przeciągające się milczenie sprawiło, że nie chciała się do tego przyznać w końcu uległa i wyznała:
    — Nie bardzo — pożaliła się — Nie mogłam spać — wyznała.
    — Nowe miejsce? — spytała z troską.
    Widziała, jak delikatnie skinęła głową, jednak coś dostrzegła dziwnego w jej spojrzeniu, jakiś błysk co sprawiło, że miała poczucie, że było coś, czego nie chciała powiedzieć i zapewne będzie to ukrywać. Jednak wiedziała ze głupotą jest ciągnąć kogoś dorosłego za język, a co dopiero małe dziecko, dlatego nie zamierzała drążyć tematu.
    — Koszmary ci się śniły? — spytała delikatnie.
    Patrzyła, jak przytaknęła główką, po czym oparła głowę na jej piersi, co ją niesamowicie rozczuliło. Zawsze miała słabość do dzieci, odkąd pamiętała, miała z nimi dobry kontakt, uwielbiała się nimi zajmować nawet jako nastolatka. To było jedno z tych zajęć w bidulu, które naprawdę ją uszczęśliwiało to zajmowanie się młodszymi dzieciakami i nadal to w niej tkwiło. Nie wiedziała, z czego to się wzięło, ale po prostu już tak miała. Wiele osób mówiło, że miała podejście do dzieci, a raczej zrozumienie tych małych ludzi.
    — Summer usiąść normalnie — ponagliła ją Taylor.
    W końcu i ona wraz z Michael pojawili się przy stole. Wydawać się mogło, że nic nie wzbudzić, podejrzeć a oni zachowywali się, tak jakby nie przeżyli z nią tego niespodziewanego spotkania. Patrzyła jak kobieta, stawia tuż obok niej jedna, z dwóch tac gdzie był talerz z jakimiś kanapkami, a ona usiadła tuż obok męża, który nawet się nie przywitał.
    — Ale ja chce z ciocią — powiedziała pewniej pięciolatka.
    — Sum…
    — Niech siedzi — nagle dobiegł ją głos Michaela.
    Spoglądała, jak momentalnie kobieta odwraca się w jego kierunku, a ten momentalnie zamilkł i wbił spojrzenie w talerz przed sobą. Widziała, jak dziewczynka spogląda na nią ze smutną minką, po czym zsunęła się z jej kolan i na polecenie matki z jej drobną pomocą usiadła tuż przy niej. Widziała, jak chwyta kanapkę i gryzie kawałek, po czym zaczyna machać nóżkami.
    Gdy ponownie nakłada porcje jajecznicy na widelec, odniosła bardzo dziwne wrażenie, że nagle atmosfera między nimi stała się bardziej napięta. Co było dość zaskakujące, bo przed momentem doskonale się bawili i wręcz sobie żartowali, a nagle wszyscy zamikli gdy tylko pojawiła się ta trzyosobowa rodzina.
    Tknęło ją i podniosła spojrzenie i popatrzyła na swojego brata, który siedział po drugiej stronie. Niemal w następnej chwili ich spojrzenia się spotkały i miał zupełnie taką samą minę jak ona obecnie też to wyczuł. Popatrzyła po reszcie, która bardziej niż rozmową zajęli się tym, co mieli do jedzenia. Najwyraźniej każdemu z nich odeszła chęć do dyskusji gdy pojawili się Shinodrowie.
    Oczywiste było, że jej stosunki z nimi nie należały do zbyt dobrych, a raczej nie istniały a jeśli tak były one dość wrogie, ale z resztą również nie trzymali się tak dobrze, co mogło dziwić. Nie chciała wnikać, jednak nie zamierzała dłużej, przebywać w tak wręcz toksycznej atmosferze i prędko zjadła, co miała na talerzu i po dziesięciu minutach, wstała i powiedziała:
    — Idę na miasto, jakby co będę pod telefon — oznajmiła.
    — Mogę iść z ciocią? — nagle rozbrzmiał pytający głos Summer.
    Mimo że nie patrzyła w ich kierunku, do mogła się domyślić, że zwraca się do mamy, która odpowiedziała niemal od razu i bardzo stanowczo:
    — Nie! — zagrzmiała gniewnie — Nie zjadłaś śniadania, a tej cioci nie lubimy — oznajmiła.
    Uśmiechnęła się pod nosem dość ironicznie i prędkim krokiem odeszła jednak usłyszała jeszcze dość kąśliwy komentarz za sobą:
    — Wreszcie gówniara się zmyła…
    — Wyrażaj się Taylor! — zagrzmiał głos Benningtona — Mówisz o mojej siostrze! — dodał ze stanowczością.
    Wkrótce jednak podeszła do bufetu gdzie zostawiła brudne naczynia i wyszła z restauracji i niemal odetchnęła z ulgą gdy przekroczyła jej próg, bo poczuła, jak atmosfera staje się znacznie swobodniejsza.

No comments:

Post a Comment