Thursday, December 12, 2024

IV 12 (P.2) — WILK I WILCZYCA

    — Bella.
    Cichutki i bardzo natarczywy głosik usłyszała nagle w głębi swojego własnego umysłu. Pochłonięta jednym ze swoich pięknych marzeń sennych, gdzie widziała oczami wyobraźni jednej z piękniejszych dni, a jak nie chwil swojego życia, nie chciała, by ten natrętny głos do niej zaczął docierać. Nie chciała się budzić, gdy ujrzała przed sobą obraz mężczyzny przy pięknym kwiatowym łuku w dopasowanym garniturze, który czekał tam na nią i…
    — Señorita…
    Znowu usłyszała ten sam ton głosu, tak spokojny pełen subtelności i ciepła, który wręcz ją przyzywał. Zamruczała cicho pod nosem, by wtulić się bardziej w puch poduszki, na której spała, mocniej ściskając powieki, gdy do jej zaspanego umysłu zaczęło przedzierać się coraz więcej bodźców, co ją wręcz zaczęło nie zadowalać, a gdy wyobrażenia tak urokliwej chwili prysnęły w jednej chwili niczym bańka mydlana, jęknęła marudnie, a puch pierza zdusił jej marudny jęczenie.
    — Wiem, że mnie słyszysz Bella… — rozbrzmiał ponownie ten troski i uczuciowości męski głos.
    — Spać…
    Czuła jak ktoś pochyla się nad nią, czuła jak do jej nozdrzy dotarł dość wyraźny, zapach mięty co sprawiło, że zmarszczyła lekko nosek gdy czuła tę intensywność czyjegoś świeżego oddechu. Nie musiała nawet otwierać oczu, by wyczuć, że ktoś od dłuższej chwili pochyla się tuż nad nią, po chwili poczuła dość znajomy dotyk dłoni, który sprawił, że zupełnie się wybudziła ze swojego i tak bardzo płytkiego snu, w którym tkwiła od dłuższej chwili.
    — Wstajemy ślicznotko — odezwał się ten uporczywy głos nad nią.
    — Nie chce — mruknęła, gdy czuła jego dłonie, wzdłuż swoich boków by wplotły się między nią a materac.
    — Bella — rozbrzmiał znowu ten sam ton, a po chwili na swoim nagim barku poczuła drobny pocałunek, by ponownie je poczuła wzdłuż swojego ramienia — Wstajemy — mówił między pocałunkami.
    — Idź ty natręcie — wymamrotała.
    Odnalazła dłonią, na drugiej krawędzi łóżka, jedną z porzuconych tam poduszek i nieco ospałym ruchem, rzuciła ją w osobę zwisającą tuż nad nią. Momentalnie rozbrzmiał jego cichy pomruk niezadowolenia, a tuż po chwili rozbrzmiał jego dość oburzony głos:
    — Za co mnie tak karzesz — spytała naburmuszony.
    — Señor czy nie nauczyłeś się nadal jednego przez ostatnie miesiące — odezwała się, w końcu otwierając oczy.
    Odwróciła się na plecy, a nad sobą ujrzała nie kogo innego, jak swojego ukochanego męża, który spoglądał na nią z grymasem na twarzy, poduszka, którą go uderzyła leżała porzucona z boku, a on wręcz spojrzał na nią swoim przenikliwym ciemnym spojrzeniem, w którym dostrzegła lekki niesmak.
    — Że mnie nie wolno budzić — dokończyła swoją wcześniejszą myśl.
    — Owszem Bella, zdaje sobie sprawę — odparł, lecz zanim zdołała nawet otworzyć usta, by wyrzucić mu w takim razie, czemu ją budzi i to tak wcześnie, widział, jak podnosi dłoń do góry z tekstem — Jednak im dłużej będziemy zwlekać, a tym bardziej ty moja droga Señorita to się spóźnimy — oznajmił.
    Momentalnie zgubiła i spojrzała na niego dość niezrozumiałym spojrzeniem, bo zupełnie nie rozumiała, o co mu chodzi. Widziała, jak młody mężczyzna pochyla lekko głowę do przodu z miną zrezygnowania, a po chwili usłyszała jego ciche westchnienie. Nie rozumiała jego zachowania. Spojrzała przelotnie na zegarek, który wskazywał parę minut po ósmej rano i wręcz jęknęła z niezadowoleniem, by kotem oka dostrzec, jak Hiszpan podnosi głowę i spogląda na nią, mówiąc:
    — Zapomniałaś — stwierdził rzeczowo.
    — Ale o czym? — pytała, nadal czując się nieco zagubiona.
    Może i była ignorantką, ale zwyczajnie nie do końca rozbudzona, jednak zupełnie nie miała pojęcia, o co chodzi jej ukochanemu. Budzi ją tak wcześnie rano, gdy doskonale wie, że uwielbia w wolne dni dłużej pospać, a i tak próbuje ją zwlec z łóżka. Może to fakt, że była przed poranną kawą i nie do końca wiedziała, co się wokół niej dzieje i póki nie wypije chociaż trochę napoju bogów, nie jest w stanie funkcjonować normalnie, bo czuła się niezwykle ospała.
    — Bella, czy naprawdę nic nie pamiętasz? — wiedząc jej nieco ogłupiałą minę, powiedział — Julio, dziś jesteśmy umówieni do studia tatuaży, pamiętasz nasz wspólny prezent ślubny?
    Gdy to powiedział w końcu do niej, to dotarło. Faktycznie jeszcze przed ślubem wspólnie umówili się, że nie zamierzają się wybrać w podróż poślubną, jak zazwyczaj to mają pary w planach, jednak oboje wspólnie pragnęli to, uczcicie w zupełnie inny sposób. Z racji, że oboje wręcz uwielbiali tatuaże i lubili je, robić uznali, że najlepszym prezent będzie zrobienie symbolicznego wizerunku, który mógłby ich upamiętnić i to nie było coś w formie napisu z imieniem, ale raczej czegoś owszem powtarzalnego, ale czegoś im obojgu tak bliskiego.
    Tworzyła ten projekt wspólnie z tatuatorem dla nich obojga, a dziś mieli iść na pierwszą sesję jego tworzenia. Tak naprawdę wszystko było już umówione wraz ze studiem oraz zgodny projekt, który również zaakceptował jej mąż, który oczywiście miał wgląd do niego podczas gdy ona konsultowała to z mężczyzną, który miał jednemu z nich stworzyć wizerunek na ramieniu, bo oczywiste jest, że nie zrobi dwóch dość skomplikowanych tatuaży, dwóm osobom to było wręcz nie do pomyślenia.
    Na samą myśl poczuła niemałą satysfakcję, że wkrótce zobaczy na swoim ramieniu, tatuaż, na którym tak bardzo jej zależało. Pracowała nad nim przez ostatnie tygodnie i tak naprawdę również to szczęście było pokierowane tym, że w przeciągu ostatniego czasu gdy musiała się zmagać z wieloma zmartwieniami, właśnie ślub czy zrobienie tatuażu były formą takiego małego szczęścia. Problemy w pracy, pisanie licencjatu oraz zmartwienia finansowe, z którymi się zmaga w ostatnim czasie, wcale nie polepszały jej sytuacji.
    Zanim jednak zdecydowali się na, że jednak zwiążą swoje drogi razem to ona, wyszła z inicjatywą, by oboje poszli do prawnika i podpisali intercyzę. Ona dla nich obojga będzie korzystna, bo każdy z nich ma oddzielny majątek, za który odpowiada. Mimo że Ricardo był młodym milionerem, to jednak jako jego żona nie chciała żyć za jego pieniądze, dlatego od razu pragnęła, by oboje podpisali ten dokument. On nie robił jej problemu a wręcz był dość zaskoczony gdy wyszła z tą propozycją. Nie sprzeczał się z nią w tym kierunku, bo oboje widzieli wiele korzyści w razie gdyby jednak coś złego się wydarzyło czego, oczywiście nie przewidują, ale będą przynajmniej zabezpieczeni, że młody biznesmen może odejść zabierając swoje pieniądze tak samo jak i ona i żaden z nich nie będzie sobie rościł prawa do pieniędzy drugiego. Może i nie miała najlepszego czasu w karierze to, jednak nie zamierzała żyć na koszt męża i być jego utrzymanką. Zawsze była niezależną kobietą, która potrafiła na siebie zarobić, dlatego chciała takiego rozwiązania dla nich obojga.
    — Wyleciało mi to z głowy — przyznała szczerze, w końcu przerywając milczenie — Wybacz Señor — uśmiechnęła się dosyć nieśmiało od niego.
    — Bella po prostu wstawaj i idź się szykować. Śniadanie już czeka, z twoją psinką już wyszedłem na spacer, kociaki tak samo zabawione i wszyscy nakarmieni więc możesz się zając sobą, ale się pośpiesz za godzinę, musimy tam być — pośpieszył ją.
    — Jesteś cudowny — rzekła, wstając.
    Zanim jednak wyszła z łóżka, uchwyciła jego twarz w dłoni i namiętnie pocałowała. Czuła jak odwzajemnił tę czułość, jednak im bardzo bardziej oboje chcieli, by ta subtelna chwila trwała nadal, to jednak musiała przerwać tę zmysłowość i wstać. Wystarczyło, że wstała, a poczuła momentalnie delikatnego klapsa na swoim pośladku. Odwróciła się przez ramię, by spojrzeć na lekko uśmiechniętego mężczyznę:
    — Zbieraj się Bella — pogonił ją — Wieczorem się z tobą zabawię — powiedział dość bezczelnie.
    — Sugerujesz, bym była nieco niegrzeczna — odezwała się niezwykle kuszącym głosem.
    Milczał jednak w chwili gdy tylko spojrzała w jego oczy, wystarczyło jej, by domyślić się, co chodzi mu po głowie. Mimowolnie uśmiechnęła się do niego, lecz już nie zamierzała przedłużać i zwyczajnie pognała w stronę łazienki, zamykając za sobą drzwi.
    Pomimo kilku ostatnich dni nadal do niej nie docierało, że obecnie jest już mężatkom. I mimo że czekała na zmienione dokumenty, które miały jej przejść, to wydawało się, jej nieco surrealistyczne, że mając dwadzieścia parę lat, będąc studentką, wzięła ślub, chociaż deklarowała się, że chce go wziąć, dopiero jak skończy wszystkie semestry na uczelni, ale jednak los zdecydował pokierować zupełnie jej torami losu.
    I czy żałowała?
    Na obecną chwilę nie, bo to zaledwie minął tydzień, więc tak naprawdę nie minęło zbyt wiele czasu. Jednak oboje cieszyli się chwilą w końcu i tak tylko sfinalizowali to co ich łączyło a perspektywa założenia rodziny to kwestia kolejnych lat, a nie najbliższego czasu. Prawdę mówiąc, na razie nikt prócz Anthony’ego i Courtney o tym nie wiedział i chociaż liczyła się, z tym że będą musieli o tym powiedzieć na razie, chciała się nacieszyć chwilami tylko wyłącznie z nim.
    Po dłuższej chwili wyszła spod prysznica, stając przed lusterkiem. Nie zamierzała się stroić skoro i tak spędzi kilka godzin na fotelu u tatuażysty. Wysuszyła w pośpiechu włosy, które potem związała w kucyka i w samym ręczniku, którym się okryła, wyszła do sypialni, gdzie nie zastała Ricardo, lecz prędko przeszła do garderoby gdzie zabrała bieliznę i dość wygodne szorty i szerszą bluzkę, w której miało jej być wygodnie i prędko założyła to na siebie. Nie dbając o makijaż, z toaletki jedynie wzięła buteleczkę z perfumami, którymi się spryskała. Stanęła potem przed jednym z ogromnych lusterek i poprawiła się po raz ostatni i uśmiechnięta wróciła do sypialni, podchodząc do toaletki, zgarnęła stamtąd telefon i podeszła do uchylonych drzwi pchnęła je mocniej i wyszła na korytarz, gdzie poczuła zapach jajecznicy. Momentalnie poczuła, jak burczy jej w brzuchu i prędko zeszła na dół.
    Wiedziona tak pysznymi zapachami, które wręcz łaskotały jej nos i podniebienie, zeszła powoli na dół, lecz przystanęła na ostatnim stopni, by spojrzeć na trójkę swoich futrzaków. Widziała Waltera i Cindy, który zaczepiali się wzajemnie i urządzali sobie kocie zapasy, jej ukochana psinka, wgryzała się w jedną ze swoich zabawek, była tak tym zajęta, że nawet nie dostrzegła obecności swojej ukochanej pani. Uśmiechnęła się delikatnie i wyprostowała się i zeszła do salonu, lecz nie zatrzymała się nawet na krok i powędrowała w stronę paru stopni, które prowadziły ja na podwyższenie i niemal nogi same je prowadziły gdy weszła do kuchni, gdzie ujrzała cudowny widok.
    Ricardo krzątał się przy blacie i zdawał się nawet nie zauważyć jej obecności. Uśmiechnęła się czule na jego widok i cichym krokiem podeszła do niego i zaszła od tyłu, objęła go dwoma dłońmi w pasie. Nie drgnął nawet wtedy gdy przyłożyła policzek do jego łopatki.
    — Wiem, że byś jeszcze pospała — odezwał się nagle — Ale sama ustawiłaś taką godzinę — dodał, odwracając się ku niej i po chwili mogła znaleźć się w jego bezpiecznym uścisku.
    — Niestety dobrze wiesz, że i tak posiedzimy tam parę godzin, nie mieliśmy innego wyjścia. Nie da się ukryć, że dość wymagające są te tatuaże. Zresztą sam wiesz, jak to wygląda — mówiła z westchnieniem.
    — Ale są tego warte — odezwał się z powagą — Stworzyłaś dwa małe arcydzieła — chwalił ją.
    — Starałam się w końcu, nie da się temu zaprzeczyć, że zostaną one z nami na całe życie, więc nie mogłam pójść na półśrodki. Wyobraź sobie jakby to wyglądało gdybym z tatuażystą się nie przyłożyła do tego projektu, a jednak ma dla nas symboliczne znaczenie — powiedział słusznie.
    — I tak stworzyłaś dwa małe dzieła — komplementował ją.
    — Nie zaprzeczę temu kochanie, mogłam to oddać projekt w ręce fachowca, ale jednak wolałam to zrobić sama w końcu to nasza pamiątka ślubna i jest ona ważna — powiedziała z radością w głosie — No nadal nie dociera do mnie, że już jesteśmy po ślubie — rzuciła.
    — Już nie panna Bennington a pani Armando — odezwał się z czułością.
    Delikatny rumieniec skradł się na jej policzki gdy to mówił, chociaż z całej siły starała się nad tym zapanować. Widząc czerwień na jej twarzy Hiszpan, ujął jej podbródek i delikatnie zwrócił jej twarz ku sobie, z czułym uśmiechem patrząc wprost na nią.
    — Nie miałaby absolutnie żadnych pretensji nawet wtedy gdybyś jednak zdecydowała się zostać przy panieńskim nazwisku. Nie zamierzam wymuszać czegoś, tak może się wydawać ważne dla mężczyzny, jednak nie przykładam do tego takiej wagi.
    — Tak, ale wiem, że i tak zrobiło ci się miło, że jednak zdecydowałam się nosić twoje nazwisko, mimo że mówisz, że to bez znaczenia, jednak dla większości facetów to jednak sprawia radość, że jego partnerka przejmuje jego nazwisko — delikatnie ukuła go palcem w pierś, a kącik jej ust uniósł się do góry.
    — Rozgryzłaś mnie Señorita — mruknął z delikatną podpuszczką, lecz nim zdążyła zareagować, poczuła jego zmysłowa usta w dość namiętnym pocałunku, który jednak nie trwał zbyt długo, gdy po chwili on odsunął się od niej, mówiąc: — W końcu dojdzie do tego że pojedziemy spóźnieni — oznajmił.
    Mimowolnie mruknęła niezadowolona, że przerwał tę subtelną chwilę, jednak musiała jednak się z nim zgodzić im dłużej będą zwlekać, tym gorzej przyjadą spóźnieni, dlatego pomimo tego, że nie chciała, odsunęła się z jego bezpiecznych ramion i pozwoliła dokończyć śniadanie.
    Mogli tak naprawdę zapomnieć o wspólnym dość spokojnym poranku, który mogli spędzić, jedząc spokojnie i rozmawiając, bo w tym przypadku czas ich naprawdę naglił. Mieli tak naprawdę niecałe czterdzieści minut, by dotrzeć do studia w centrum miasta. Owszem były bliżej pracownie tatuażu jednak żaden z tatuatorów nie podjął się takiego wizerunku i musiała znaleźć, który specjalizuje się w tym konkretnym charakterze.
    Wychodząc z mieszkania, praktycznie widziała swoją ukochaną psinkę, która szła ku niej z jedną z zabawek w pyszczku i wiedziała, doskonale czego chce. Przykucnęła przy niej i delikatnie głaszcząc ją po głowie, powiedziała:
    — Misia pobawię się, z tobą jak wrócą, na razie muszą wyjść — powiedziała spokojnie do psa, który spojrzał na nią swoimi ciemnymi oczkami.
    Widziała, jak kładzie zabawkę przed nią, a ona westchnęła wstając a Junka widząc jak odchodzi chciała pójść za nią, jednak zatrzymała ją w porę. Niechętnie ją odsunęła po tym gdy ukochany wyszedł. Przymykając oczy, widziała ten mały pyszczek, który się w nią wpatrywał. Z cichym westchnieniem przyłożyła kartę do zamka i odeszła na czekającą na nią mężczyznę tuż przy windzie.
    — Przywiązana jest do ciebie mała cwaniara — rzucił gdy weszli do środka, a on wcisnął guzik z ostatnim piętrem.
    — Mam ją od szczeniaka — odparła spokojnie — Jak ci wspominałam, dostałam ją na osiemnaste urodziny i pomimo lat traktuje ją czy kociaki jak rodzinę, mimo że to zwierzaki, to i tak nie da się ich nie kochać. Walter indywidualista mimo tego widać, że jesteś jego ulubieńcem.
    Zatrzymała jednak dla siebie fakt, że i jej poprzedni partner miał większą relację z tym czarnym Kocurkiem niż ona. Nie miała pojęcia, z czego to wynika, że ten kociak tak bardzo lgnął do jej mężczyzn bardziej niż do niej, jednak mimo wszystko i tak wiedziała, że ją kocha, jednak zwyczajnie wolał ich towarzystwo niż jej i to powinno być zrozumiałe. Jednak mimo wszystko nigdy nie pozwoliłaby sobie go oddać czy porzucić. Nigdy nie zrobiła, by tego żadnemu z nich. Potrafiła zapewnić im opiekę nawet wtedy gdy wyjeżdżała, więc nie należała do właścicieli nie odpowiedzialnych, lecz które dbają o dobro swoich futrzaków nawet podczas jej nie obecności.
    Weszli na parking chwile potem i podeszli do jej samochodu, a Ricardo, który ubiegł ją i chwycił tuż przed wyjściem kluczyki, podszedł od strony kierowcy z dość zadowalającym uśmiechem:
    — Ja miałam prowadzić — rzuciła do niego.
    — Jak sama podkreśliłaś, miałaś — odparł z nieco bezczelnym uśmiechem — Wsiadaj Bella, ty będziesz wracać — rzucił do niej.
    — Mam taką nadzieję — powiedziała, wsiadając do samochodu — Bo za bardzo się rządzisz moim samochodem, musimy w końcu podjechać do jakieś salonu i zaopatrzyć cię w swój pojazd. Bo w tym kraju jednak trudno jest żyć bez auta. Wszystko tutaj kręcił się wokół nich, a sam z resztą widzisz.
    — Są wady i zalety, bo nie da się ukryć nawet w Hiszpanii, która jest ogólnie dobrze skomunikowana pod różne transporty publiczne, jak większość starego kontynentu też jeździłem samochodem. Masz racje Bella, musimy o to zadbać, w najbliższym czasie.
    — Tym zajmiemy się za parę dni, na razie jedziemy do salonu — rzekła.
    Wyjechali za bramę apartamentowca, ówcześnie wpisała adres studia, wkrótce nawigacja zaczęła ich prowadzić, i ani na moment nie można było zaznać spokoju. Nie wiele trzeba było, by wkrótce się rozgadała na dobre, trzymając w dłoni kubek ze zmrożoną kawą, którą zrobił jej mąż przed wyjazdem, nie mogła pohamować się już przed rozmową.
    — I oczywiście usta mojej małej gadule się nie zamykają — rzucił żartobliwie.
    — Nie tak szybko Señor — rzuciła w jego kierunku — Mała to częsty zwrot używany przez mojego brata dziwnie się czuje gdy ty go używasz.
    — Mam rozumieć Bella, że sobie tego nie życzysz? — zagadnął spokojnie, w jego głosie nie można było usłyszeć złośliwości czy uszczypliwości jednak rozbrzmiała dziwna ciekawość — Mówisz, że braciszek tak mówi i nie czujesz się z tym dziwnie? — spytał zaintrygowany.
    — Szczerze? — spytała.
    Widziała, jak nieznacznie skinął głową, a ona na moment umilkła, zanim odpowiedziała.
    — Jeśli mam być absolutnie szczera, to wcale mi to nie przeszkadza — oznajmiła, z lekką zadumą w głosie — Prawdę mówiąc, jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by ktokolwiek tak na mnie mówił niż on. Zaczął tak się do mnie zwracać jak z nim zamieszkałam. Przyjęło się to między nami i nawet jeśli może brzmieć to nieco uszczypliwie, to jednak tak tego nie postrzegam, uważam, że jednak najlepiej jak on tak mówi, nie czuje takiego dyskomfortu, bo to mi się kojarzy tylko wyłącznie z Chesterem — odparła spokojnie.
    — Wspomniałaś mi, że nie poznaliście się od razu, jednak ciekawi mnie kiedy dowiedziałaś się, że masz rodzinę. Wiem, że nie wiele chcesz mówić o sobie, ale zwyczajnie ciekawi mnie ten temat, bo wiem, że wychowałaś się w bidulu, ale musiałaś się jakoś o tym dowiedzieć.
    — Nie jestem zaskoczona twoją ciekawością Ricardo — odezwała się z dozą spokoju — Liczyłam się z tym, że będziesz o to pytać. Prawdę mówiąc, dowiedziałam się, jak miałam piętnaście lat — wytłumaczyła.
    — Ale czekaj, mówiłaś, że trafiłaś do niego, jak miałaś piętnaście lat…
    — Procedura adopcyjna trwała ponad półtora roku, przed tym i tak musieliśmy wykonać badania genetyczne, by on mógł potwierdzić, że dziewczyna, której szuka, jestem nią ja. Prawdę mówiąc, dowiedziałam się niespodziewanie, bo zostałam wezwana do dyrektorki, spodziewałam się ze ponownie chce wlepić mi naganę byłam bardzo niefrasobliwym dzieckiem tam, ale to temat na dłuższą i poważniejszą rozmowę — wyjaśniła pośpiesznie, zanim zdołał o coś więcej zapytać — Jednak prócz dyrektorki był właśnie on. Twierdził, że szuka zaginionej siostry i jestem osobą, która bardzo odpowiada potencjalnemu wyglądowi tej dziewczynie. Wspomniał mi, że zatrudnił rysownika, który na bazie zdjęcia narysował mój potencjalny porter i okazało się po wykonaniu testów, że rzeczywiście jestem tą dziewczyną, której szukał. Po paru miesiącach przyznał, jednak że gdy mnie zobaczył, ujrzał we mnie wiele cech wspólnych z matką. Podobno jestem, byłam do niej bardzo podobna, jak ci mówiłam, moja matka i Chestera nie żyje. Kiedyś jednak spojrzałam na jej zdjęcia, czy to była ciekawość, czy chęć dowiedzenia się jak wyglądała, ale akurat muszę poprzeć, słowa mojego braciszka bardzo ją przypomniałam. Wracając do mojej myśli, to on dał mi potem wybór czy ma ruszyć z całym procesem, czy też nie, czy pragnie, bym do niego dołączyła. To była dość trudna decyzja, jak dla piętnastolatki to jednak zgodziłam się, bo nie miałam nic do stracenia. W tym wszystkich tajemnicach rodzinach tak naprawdę ja i on o niczym nie wiedzieliśmy. On poznał prawdę na parę miesięcy przed naszym spotkaniem, tuż przed śmiercią matki. Nie miałam powodu mieć do niego żalu, bo jak sam mówił, nie dostrzegł czegoś niepokojącego, był dziesięcioletnim gówniarzem, który wolał się bawić z kolegami i nie wydawało mu się podejrzane, że coś się zmienia skoro mama mówiła ze nic się nie dzieje skąd mógłby wiedzieć, że ukrywa ciąże razem ze mną. Jego nie winie, bo był dzieckiem, który to się stało, owszem jedyną osobą, którą obwiniał o ten stan rzeczy to moich rodziców. Ojca, którego nie chce znać, i matkę i nikogo. To do nich mam żal, a Chesterowi jestem po prostu wdzięczna za podarowanie mi drugiego życia.
    — Muszę przyznać, że to jednak wymaga poświęcenia. Był praktycznie w moim wieku gdy zdecydował się zająć i zaadoptować niepełnoletnią siostrę to jednak wymaga poświęcenia i uwagi i nie każdy chłopak byłby zdolny na taki krok, by pomóc kogoś, kogo zupełnie nie zna.
    — To prawda dlatego jestem mu cholernie wdzięczna, bo dzięki niemu mogłam mieć lepszy start w już dorosłe życie, mimo że do wszystkiego doszłam, sama pomijając kwestie, że ostatnio mam jakąś farsę, nie powodzeń to jednak perspektywy na lepszą przyszłość w nowym miejscu to wiele znaczy. Bo byłam tak naprawdę sierotą, która dostała lepsze życie. Nie zamierzam kłamać, kocham tego wariata jak nikogo innego i jego do tej pory mogłam nazywać jedyną rodziną, teraz również i ty stałeś się mi najbliższy — dodała z lekkim uśmiechem — Na razie to mi wystarczy, ty oraz ten mój zwariowany braciszek.
    — Pochlebiasz mi Bella, szczerze chętnie bym go z takiej strony poznał. Wiem, że dzieli nas bariera językowa, jednak może za bardzo spekuluje, ale czuje dystans między nimi.
    Zamilknęła, bo nie wiedziała, co na to odpowiedzieć, bo niestety w słowach Ricardo była prawda, sama to dostrzegła. Nie miała pojęcia, czemu Chester jest tak do niego uprzedzony, jednak widziała to i mimo że nie chciała go do niczego zmuszać to, jednak nie rozumiała czemu, nie daje szans sobie poznać jej nowego partnera. Wiedziała, jednak że nie chodzi tutaj o to co zaszło między nią a jego najbliższym przyjacielem, bo jednak pojmował powagę sytuacji i wiedział, czemu go zostawiła i w pełni ją popierał, ale czemu czuje niechęć do Ricardo skoro z nim nie rozmawiał nawet przez nią.
    Zanim jednak zdołała cokolwiek więcej pomyśleć. Znaleźli się niedaleko salonu tatuaży, w którym dziś byli umówieni. Mężczyzna prędko odnalazł jedno z wolnych miejsc i zaparkował. Wysiedli z samochodu i niemal od razu podeszła do niego, gdy on wyciągnął ku niej dłoń, którą prędko złapała i wzajemnie poszli w stronę drzwi salonu, gdzie mieli spędzić kolejne godziny.
    Wszystko wydawało się takie spokojne.


No comments:

Post a Comment