Friday, December 13, 2024

IV 13 (P.2) — NA MOMENT BY OCHŁONĘLA

    — To jest jawne wykorzystywanie, a nie praca! — wykrzyknęła ze wściekłością.
    — Czy pani pragnie jeszcze ze mną dyskutować — po drugiej stronie usłyszała nieco gburowaty, lecz ostry ton głosu.
    Nie potrafiła opanować swoich emocji, gdy słyszała ten przepełniony fałszywością ton głosu. Tak obrzydliwy i paskudny, który wywoływał u niej wstręt i niechęć. Jeszcze bardziej poczuła się zirytowana to wręcz mało powiedzieć wściekła, po tym co właśnie usłyszała nie potrafiła zachować spokoju nawet jeśli by tego chciała w obecnej sytuacji ostatnie, o czym nawet mogła pomyśleć to, by uspokoić swoje nerwy.
    To było wręcz absurdalne i nie dorzeczne, na co on sobie w ogóle pozwalał. Nie zamierzała pozwalać się w tak podły sposób wykorzystywać! Jeśli uważa, że trafił na naiwniaczkę, która bojąc się utraty posady i tak na dość niskim stanowisku będzie pozwalać się w tak podły sposób traktować, to bardzo grubo się mylił.
    I nie miało dla niej znaczenia to, że obecnie próbuje ją zastraszyć, grożąc, że straci pracę, jednak nie zamierzała w żaden sposób pozwalać sobie na to, by pracować dla tego kretyna jeszcze w weekendy.
    A od czego zaczęła się ta cała awantura, a nie bardziej kłótnia?
    Wszystko zaczęło się od tego jednej cholernego telefonu, który odebrała. Nie patrząc, nawet kto do niej dzwoni, odruchowo przysunęła słuchawkę do ucha i ku swojej ogromnej niechęci usłyszała po drugiej stronie głos swojego pracodawcy, a raczej kierownika jej działu, pod którym pracowała, który zarządzał od niej wykonania projektu w dosłownie dwie godziny. Gdy to usłyszała, nie potrafiła pohamować frustracji i złości, bo doskonale zdawała sobie sprawę, jaką umowę podpisała z tą firmą, w której jasno było zapisane, że jej czas pracy jest ograniczony od poniedziałku do piątku, w soboty i niedziele nigdy nie pracowała, a teraz jej kierownik dzwoni do niej tylko po to, by kazać jej wykonać pracę, którą miał wykonać inny grafik w jej dziale, ale nie zrobił tego na czas i pragnął zrzucić na nią odpowiedzialność za wykonanie tej części projektu, myśląc, że bojąc się o utratę zatrudniania, podejmie się tego nawet w swoje dni wolne. Jednak niestety trafił na nie odpowiednią osobę, może i pracowała w korpo, czego naprawdę nie chciała, to nie będzie pozwalała sobie na to, by pracować, jeszcze w tak nieliczne dni gdzie nie miała ani zajęć czy pracy. Miała prawo do wypoczynku, o którymw ostatnim czasie i tak mogła jedynie pomarzyć, bo wcale nie miała łatwego życia w pracy, a on był jednym z tych powodów, dlaczego z całego serca gardziła tą firmą i stanowiskiem i miała nadzieje znaleźć coś zupełnie innego, dodatkowo na studiach również wymagały sporo pracy zwłaszcza, patrząc na wzgląd na pracę licencjacką, nad którą pracowała.
    I dzisiejsze ranek czy popołudnie nie było inne, gdy Ricardo mógł spokojnie wypoczywać po i tak też dla niego stresującym i bardzo nerwowym tygodni na wzgląd na sprawy firmowe i problemy z kontraktem, z którym zmaga się jego wspólnik i zaczyna coś wspominać, że będzie musiał wrócić do kraju, by skupić się na tym problemie, na miejscu to ona zamiast iść z nim na plaże czy do jakieś restauracji siedziała w gabinecie i od rana pracowała nad swoim licencjatem. Z racji, że miała praktycznie dwa miesiące wyjęte z życia na przełomie grudnia i stycznia teraz musiała dużo więcej uwagi poświęcić jednemu z ważniejszych zaliczeń na swojej uczelni. Nie był to dla niej łatwy okres i mimo że się nie skrążyła, to jednak czuła się przemęczona, pracą i studiami, które wyciskały z niej ostatnie dawki energii, jakie posiadała, jednak musiała się na tym skupić, ponieważ musiała to wysłać swojej pani promotor, by przejrzała, by mogła na czas dokonać poprawek jeśli takie będą. Wcale nie pocieszało ją siedzenie nad książkami czy artykułami w Internecie, gdy inni wypoczywali, ona pracowała, jednak ten telefon wręcz sprawił, że jak zazwyczaj starała się być opanowana względem tego faceta, to teraz wybuchła, bo wiele emocji skumulowało się w jednej chwili i nie potrafiła nad tym zapanować.
    — A owszem — rzuciła kąśliwie — I zanim zacznie mnie pan straszyć, że mnie pan wyrzuci mnie oraz pana obowiązuje umowa, którą podpisałam z firmą, pod którą pan jest. Póki nie skończy się mój okres próbny, nie może mnie pan zwolnić. Przeczytałam także dokładnie umowę i nie dojrzałam w niej, bym miała pracować jak niewolnik w soboty i niedziele. Nie należę do tych naiwniaczek, które nie znają swoich praw. Pan nie może mnie do niczego zmusić! — wręcz krzyknęła sfrustrowana.
    — Pani brak kompetencji sprawia, że nie będziemy rozpatrywać dalszego podpisywania z panią umowy już na okres stały.
    — To, że pana pracownik nie wykonał swojego służbowego polecenia i nie dostarczył, projektu na czas nie oznacza, że musi pan to zrzucać na osobę, którą pan gardzi, by zniszczyć jej weekend. Oświecę pana, nie będę pachołkiem do popychania i ja również mam prawo do odpoczynku, tak samo jak pan. Nie będę się podlizywać takiemu zapatrzonego w siebie egoiście tylko po to, by utrzymać się na tym stanowisku. Ja pracy się nie boję, po rozwiązaniu naszej umowy, bo zapewne i tak nie będziemy jej kontynuować, będę szukać czegoś innego.
    — Nie zamierzam wystawić takiej pyskatej smarkuli dobrej opinii.
    — Pani Stevenson, pominę pana wręcz niedorzeczną wypowiedź w moim kierunku, która jest wręcz absurdalna i wręcz nie przystoi osobie na pana stanowisku, jednak powiem to po raz ostatni, niech poszuka sobie pan innego niewolnika. Bo ja nim nie zostanę! — zagrzmiała do telefonu — Mam dużo ciekawsze zajęcie, niż siedzenie nad projektem, który zwalił Eric. Ja ze swojej części zlecenia się wywiązałam. Niech szuka pan sobie innego kozła ofiarnego, którym może pan pomiatać, bo pana ulubiony pracownik nie wywiązał się ze swoich służbowych poleceń. Nie będę z panem dyskutować. Zobaczymy się w poniedziałek i proszę do mnie nie dzwonić! — dodała wściekle.
    Nie czekając nawet na jego odpowiedź, prędko się rozłączyła i rzuciła telefon na biurko. Słyszała, jak uderzył, przeturlał się między rozłożonymi przed nią notatkami i gdyby nie otwarta książka, która go zatrzymała, zapewne teraz już leżałby na podłodze. Mimowolnie skryła twarz w dłoniach, starając się ze wszelkich sił pohamować pomruk niezadowolenia, jednak jej głośny jęk przedarł się przez jej ręce, które przycisnęła do twarzy.
    — Co za debil! — jej krzyk potoczył się echem po ścianach gabinetu — Kretyn… — nie zamierzała absolutnie gryźć się w język.
    Nie cierpiała tego faceta jak nikogo innego. Jeśli miała być szczera, to samo wspomnienia na temat jej byłego narzeczonego nie wywołuje u niej takiej frustracji, niż to gdy widziała nazwisko tego kretyna, czyli kierownika działu, na którym pracowała czy samo zobaczenie go w filii firmy. Jedna osoba, która działa, tak dotkliwie na jej emocje był Clark, o którym nawet nie chciała myśleć.
    Naprawdę nie pojmowała, co ten facet ma w głowie i tak wiedziała, że musi go słuchać, jednak ich obojga również obowiązuje umowa i to, że ona ma prawo do wypoczynku. Starała się początkowo wykazać w tej pracy, obecnie robiła, co musiała, jednak nawet ona podchodziła, z niechęcią do przedłużenia umowy, której i tak nie dostanie. Może sobie dać rękę uciąć, że prędzej dostanie od niego telefon, gdzie zadowolony wręcz wykrzykuje jej, że zostaje zwolniona, niż zdecyduje się złożyć podpis na przedłużeniu kontraktu. Nawet jeśli miałoby, się to stać nie zrobiłaby tego.
    — Nienawidzę go! — mruknęła gdy jej dłonie opadły.
    — Bella?
    Nawet nie drgnęła w chwili gdy rozbrzmiał w całym gabinecie pełen ciepła jednak zatroskany głos pewnego Hiszpana. Czuła jak delikatnie kącik jej ust podrywa się do góry gdy tylko usłyszała jego ton głosu. Zobaczyła, jak staje nagle na progu drzwi i z dozą zaintrygowania oraz zmartwienia spogląda wprost na nią, momentalnie jednak spoważniał gdy zobaczył jej dość żałosny wyraz twarzy.
    Nie zdawała sobie nawet sprawy, że była cała roztrzęsiona po dopiero co zakończonej rozmowie. Widziała, jak zrobił kilka kroków w przód, zanim się zatrzymał i zapytał wprost:
    — Co się stało Julio? — zapytał już z powagą.
    Doskonale go znała i wiedziała, że jak zazwyczaj uwielbiał mówić do niej Bella czy Señorita, wręcz ubóstwiała, jak tak do niej mówił, to rzadkością dla niego było zwracanie się do niej po imieniu. Robił to tylko wtedy gdy widział, że sytuacja jest na tyle poważna ze tak dość pieszczotliwe sformułowania są zupełnie nie na miejscu.
    — Słyszałeś mnie? — spytała nieco zawstydzona, patrząc wprost w jego oczy.
    — Ciężko nie odpowiedzieć tak, skoro wręcz krzyczałaś — odparł, na co westchnęła cicho — Co tak bardzo cię zbulwersowało?
    Nie odpowiedziała od razu, jednak westchnęła głęboko, tak naprawdę zastanawiając się, czy powiedzieć mu o tym absurdalnym telefonie i tym, czego od niej zaczął wymagać kierownik, z drugiej jednak strony nie miała sensu tego ukrywać, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że nie miała w pracy zbyt dobrej sytuacji i jawnie wręcz przeklinała tę firmę a najbardziej Stevenson, bo on był głównym powodem jej frustracji i niezadowolenia
    — Co mam ci powiedzieć?
    — Prawdę — rzucił twardym tonem.
    — Nienawidzę tej pracy — wymruczała pod nosem.
    Oparła głowę na oparciu fotela i przymknęła delikatnie oczy. Słyszała jednak odgłos kroków i po kilku krótkich momentach mogła wyraźnie wyczuć obecność jej ukochanego. Nie musiała otwierać oczy, by wiedzieć, że stał tuż przed nią i nawet nie było w tym nic mylącego gdy uchyliła jedną z powiek i zobaczyła go opartego o krawędź biurka. Widziała, jak oparł dłonie na bokach ciemnego drewna ani na moment nie spuszczając z niej wzroku.
    — To nie jest nowość — rzekł tonem, jakby to nie było dla niego żadnym zaskoczeniem — Narzekać na nią od dwóch miesięcy. Jedynie dwa pierwsze tygodnie w miarę nie marudziłaś na nią.
    — Jak mam nie kręcić nosem, skoro ten debil próbuje mnie na każdym kroku wykorzystywać czy dyskredytować w oczach innych? Owszem jestem nową pracownicą, jednak ja też mam swoje prawa, sam to mówiłeś. A ten skurwysyn wyraźnie pragnie ze mnie zrobić takie popychadło, co będzie robiła jak głupia nawet w wolne dni. Ale ja sobie na to nie pozwolę. Czytałam umowę nawet przy tobie i widziałam, co w niej jest, nie będę zgadzać się na to, by mnie tak traktowano.
    — Tutaj akurat w żadnym wypadku nie popieram działań tego faceta. Wiem, że bywają tacy złośliwi kierownicy czy szefowie, którzy chcą, mówimy sobie szczerze, ujebać pracownika tylko dlatego, że mu się nie podoba i w pełni popieram twoje stanowisko. Znasz swoje prawa i o nie walczysz.
    — Ricardo, ja sama prowadziłam firmę, wiem, jak to jest to, że ona upadła i teraz stałam się zwyczajnym pracownikiem, nie przedsiębiorcą nie znaczy, że nie znam kodeksu pracy, a przede wszystkim nie zapoznałam się z treścią umowy, którą podpisałam, bo akurat zawsze takie rzeczy wolę przeczytać z dwa razy byle by wiedzieć, czy nie ma jakiś nie prawidłowości — wyjaśniła z westchnieniem — A on praktycznie nie chce szanować tego, że mam prawo do wypoczynku. Nie godziłam się na pracę w weekendy. Absolutnie nie pozwolę sobie na to zwłaszcza teraz. I jeszcze mam na głowie to... — mruknęła i chwyciła notes, w którym spisała najważniejsze wątki i delikatnie nim rzuciła o biurko — Pisanie licencjatu i pracowanie dla tego dupka w jednym chyba nie miałam, aż tak poważnego i złego okresu w życiu od paru lat a bywało ciężko, a teraz wszystko zaczęło się walić jak domek z kart.
    W ostatniej chwili ugryzła się w język, bo na jego koniuszku cisnęła się jej kąśliwa wypowiedź na temat jej pierwszego chłopaka, który od dłuższego czasu był niepokojąco milczący i nie uaktywniał się, co ją naprawdę zaczynało poważnie martwić, bo nie było to do niego zupełnie podobne. Jednak gdyby spojrzeć na to z tej pozytywniejszej strony jeśli w ogóle może tak powiedzieć o tym skurwysynie i o obecnym życiu to nawet lepiej, że siedzi w swojej dziupli i się nie wychyla, jednak nadal będzie czuła się zmartwiona i spokojna, bo zdawała sobie sprawę, że o ile policja wcale jej nie pomogła i nie przyskrzyniła go nawet gdy złożyła zeznania to musiała mieć się na baczności teraz jednak szczególnie musiała wykazywać się czujnością z racji na Ricardo, który nie miał bladego pojęcia o tym, że od lat zmaga się z problemami z pierwszym partnerem i o samym fakcie, że on pragnął ją zniewolić i zniszczyć. Chciała zachować to dla siebie tak samo jak nie chciała mu wspominać czy to o Justinie, czy Mike, bo wolała jednak nie mówić na temat swoich byłych związku. Zdecydowała, że tak będzie po prostu lepiej dla nich obojga i nie dlatego że miała przed nim coś do ukrycia, ale uważała ze nie ma sensu poruszać ich tematu. Prędko jednak odepchnęła te myśli na bok, bo nie chciała o tym wspominać i wręcz z jękiem niezadowolenia spojrzała na panujący przed nią mały rozgardiasz i otwartą pracę licencjacką i wręcz momentalnie poczuła zniechęcenie do dalszej nauki, co wyraźnie dostrzegł jej ukochany, który widząc jej minę męczennika. Zamknął stojący i tak już wygaszony komputer przed nią co spotkało się z jej oburzeniem i momentalnie spojrzała na niego.
    — Ricardo…
    — Zanim zaczniesz na mnie krzyczeć, to powiem tak, widzę po tobie, że potrzebujesz odpocząć i się zrelaksować ja wiem, ze licencjat jest dla siebie bardzo ważny, jednak niczego nie napiszesz, będąc zestresowana i zdenerwowana zwłaszcza teraz gdy widzę, jak dygoczesz, z nerwów po telefonie, z tym twoim się szefem — jednak ostatnie słowa wręcz powiedział z niechęcią.
    Dbał o dobro swojej ukochanej i mimo wszystko poznał ją na tyle, że był świadom, że w takim w stanie nic zupełnie więcej nie zrobi. Tym bardziej będzie się frustrować sama na siebie i swoją wręcz nie moc dlatego najlepsze co teraz mógł zrobić to ją od tego zwyczajnie odciągnąć i zabrać gdzieś by się odstresowała i przede wszystkim wyluzowała. On sam nie miał najlepszego czasu w pracy na wzgląd na problemem z kontrahentem i umową, którą mieli podpisać, czuł się zestresowana jednak Julia była przy nim i gdy widziała, że potrzebował odciągnąć od tego myśli, zrobiła to, pomimo jego stanowczych odmów to jednak zrobiła dokładnie to samo co on teraz z nią. Pragnął ją zabrać ze sobą i dość prędko wpadła mu myśl do głowy, by poszli na miasto do jakieś restauracji i może do kina. Musiała przestać wciąż o tym myśleć a poczuć odrobinę przyjemności z życia.
    — W takim razie co proponujesz? — zapytała z cichym westchnieniem, spoglądając na swoje zapiski z niechęcią.
    — Restauracja? — zapytał, nawet się nie zastanawiając.
    Momentalnie zobaczył, jak podnosi na niego swoje pięknie przenikliwe niebieskie spojrzenie. Błękit jej oczu był tak zachwycający i mimo że ujrzał w nich zmęczenie i brak takiej radości jak dawniej to wciąż jego serce mocniej biło na widok tego urokliwego wzroku. Miał słabość do tego pięknego lazurytowego koloru jej tęczówek. Mógł w nie spoglądać bez końca i nadal czuć tą samą poczucie zachwytu jak wtedy gdy zrozumiał, że przelotny seks z nią nie był dla niego już na tyle wystarczający i mimo że nie chciał do siebie dopuścić tej myśli to jednak pokochał tę dziewczynę jednak pojął to już gdy wyjechała i wróciła do siebie. Los jednak postanowił dać im jeszcze jedną szansę, z czego zrezygnować i nieważne czy mieli długi, czy krótki staż bycia ze sobą. Kochał tę dziewczynę do szaleństwa i wiedział, że nigdy nie pożałuje tego, że pomimo kilku miesięcy bycia z nią zgodził się ja poślubić. Papiery w tej sytuacji były mało istotne ważne, że mógł spędzić więcej czasu z nią.
    — Intrygująca sugestia — odezwała się, nagle przerywając cisze.
    — A co powiesz na kino przed tym? — rzucił w momencie gdy ona wstała i stanęła tuż przed nim. — Słyszałem, że ostatnio wyszła kolejna część Transformersa i chętnie bym obejrzał.
    — Ale zdajesz sobie sprawę, że to na razie amerykańska premiera więc będzie tylko po angielsku. Nie będzie tłumaczeń na hiszpański.
    — A od czego mam żonę amerykankę, która zna angielski — powiedział dość sugestywnie, obejmując ją ramieniem — Pobawisz się w moją prywatną tłumaczkę — dodał, po czym skradł jej gorący pocałunek.
    — W takim razie ja stawiam kino ty kolacje co ty na to? — zasugerowała.
    Nie znosiła gdy to mężczyzna płacił wciąż za nią, czuła, że wtedy wykorzystuje tę osobę a dopóki pracowała i miała pieniądze była w stanie opłacić bilet na film czy jakieś przekąski, czy postaci kolacje. Była z tych kobiet, które uważały, że podział czy to obowiązków, czy wydatków jest najlepszy rozwiązaniem. Bo naprawdę kiepsko się by czuła gdyby była utrzymanką jakieś mężczyzny. Nie uważała za uwłaczające postawić swojemu mężowi kolacji niż zmusić go do ponoszenia wszelkich kosztów. Wyznała tę zasadę w poprzednim związku i obecnym i doskonale się wtedy czuła gdy wiedziała, że mimo że Mike czy Ricardo stać na utrzymania całego domu, czy ich obojga to jednak czuła, się lepiej psychicznie widząc, że jest niezależną kobietą, którą stać, dołożyć się do rachunków czy zakupów i opłacić rachunek w restauracji na zmianę z partnerem. I chociaż w pewnym okresie Michael starał się ją przekonać do tego, że sam wszystko opłaci, nie przystała, absolutnie na te warunki.
    — Czyli to ja wybieram, do jakiej knajpy idziemy? — zapytał zaintrygowany.
    — Masz wolną rękę, zgodzę się na wszystko — odparła, obejmując go za szyje — Masz jakieś pomysł? — spytała z ciekawością.
    — Owszem — przyznał — Mam ochotę na prawdziwą włoską pizzę.
    Mimowolnie aż zamruczała na samą sugestię i musiała przyznać, że ona sama wręcz poczuła smak na prawdziwy włoski placek, z paroma dodatkami a znała bardzo dobrą restaurację w mieście, która serwował bardzo dobrą kuchnię z Włoch, jednak potem dowiedziała się, że ten niesamowity smak czy to przeróżnych makaronów, czy właśnie tych placków zawdzięcza Włochowi, który założył tę knajpę. Jeździła tam czy to z poprzednim partnerem, czy z przyjaciółmi i mimo że było pełno Fastfoodowa serwujących, to włoskie danie to jednak były to interpretacje i było warto spróbować jednak tego oryginału, który bywał dużo lepszy od pizzy na szybki dowóz, raz na jakiś czas można było sobie pozwolić na to. Ona jednak była osobą, którą uwielbiała poznać nowe smaki, czy kuchnie nie ograniczała się do jednej, bo uważała, że warto wiedzieć więcej nawet sam fakt, że lubiła podróżować. Była ciekawska otaczającego ją świata i nie ograniczała się jak przeważnie wielu amerykanów do ich kraju, który i tak był duży, ale była spragniona ciekawości na temat innych krajów czy kultur. Tak naprawdę życie miała jedno i nigdy nie wiedziała kiedy się skończy zwłaszcza gdy Clark był na wolności, dlatego korzystała z życia, póki mogła i cieszyła się nim. Nie była już zgorzkniałą zamkniętą w sobie nastolatkom a pełną ciekawości młodą kobietą, która miała plany na przyszłość i wiedziała, że pomimo trudności, z którymi teraz się zmaga w końcu, przyjdzie lepszy czas. Przechodziła nie jeden kryzys, po którym się podnosiła teraz i tak będzie.
    — Widzę Bella, że moja sugestia ci się spodobała — odezwał się nagle, przerywając chwile ciszy.
    — Owszem — przyznała — Znam też bardzo dobry lokal prowadzony przez Włocha, jeżdżę tam nie raz ze znajomymi i ma typową włoską pizzę, a makarony są wręcz wyśmienite — powiedziała z uznaniem — Ale zawsze możemy poszukać czegoś innego…
    — Absolutnie nie skoro masz sprawdzony lokal, pojedziemy tam, ale na razie idziemy do kina — podkreślił
    — W takim razie idziemy się szykować — oznajmiła.
    Nie zdążył nawet zaregować gdy chwyciła go za skraj koszulki, którą miał na sobie i pociągnęła za sobą.
    Ten wieczór mieli spędzić tylko we dwoje.














No comments:

Post a Comment