— Nie myślałem, że na torze potrafisz być taką cwaniarą Bella.
Zdejmując ze swoich upiętych włosów kask, popatrzyła z rozbawieniem na młodszego mężczyznę niespełna kilka kroków dalej który zupełnie jak ona zsiadł ze motoru, który dzisiaj wypożyczył właśnie na rzecz dzisiejszego wieczoru. O poranku dowiedziała się ze ekipa organizowała kolejny trening i postanowiła to zwyczajnie wykorzystać i zaprosić na niego swojego chłopka.
Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem na myśl, że znowu została usidlona przez kolejnego faceta, lecz absolutnie nie widziała w tym nic złego, zwłaszcza że sama była w nim cholernie zakochana i pomimo że zauroczyła się w nim, już dużo wcześniej to jednak postanowiła, że nie będzie stać na drodze wieloletniego związku i w końcu wyjechała, bo tak naprawdę musiała wrócić do Los Angeles i to było potrzebne całej ich trójce. Oderwanie się od siebie.
Czy bolało?
Tak i to cholernie. Jednak przyzwyczajona do wiecznych porażek życiowych czy po prostu uczuciowych wróciła do miasta i zaczęła żyć własnym życiem, wypierając ze swojej wspomnień te niezapomniane chwile, które przeżyła w Hiszpanii, a co ważne pragnęła zapomnieć o nim. Nie do końca się to udało, można to dostrzec nawet teraz gdy wręcz stanął przed jej maszyną z bardzo zadziornym uśmiechem.
Chyba jednak los zdecydował skrzyżować ich wzajemne drogi i przywrócić radość z bycia zakochanym, z czucia tej bliskości drugiej osoby darzeniem ogromnym uczuciem ukochaną osobą.
Z kochanków stali się parą.
I nikt z nich nie mógł temu zaprzeczyć. Może ich relacja czy obecnie związek nie odbywała się w ten bardziej tradycyjny sposób jednak co tak naprawdę związek to inna historia. Oni mieli mieć pisaną taką historię, jaką przezywali, lecz ani ona, ani tym bardziej Ricardo nie odczuwali z tego powodu rozczarowania.
— Od razu ze cwaniaku — odgryzła się mu — Mogłeś ze mną nie zadzierać. W Hiszpanii wygrałeś, ale wtedy nie pokazałam, na co mnie stać — odparła nieco wojowniczym głosem.
— Albo... — zaczął nieco przeciągłym tonem.
Niemal czuła jak wbija w nią swoje spojrzenie, lecz ani na moment nie drgnęła, wręcz podparła dłonie na bokach wpatrując się w niego wyzywająco gdy on w tym momencie podparł swoje dłonie na krzesełku jej motocykla ani na moment nie spuszczając z niej swoich cholernie hipnotyzujących oczu.
— Dałaś mi po prostu fory, bo zależało ci na tym, bym to ja wygrał, bo ci zależałoby iść ze mną na drinka — powiedział bardzo sugestywnym głosem.
W momencie gdy usłyszała te dość absurdalne stwierdzenie, furknęła pod nosem i nawet nie odpowiadając na wcześniejszą zaczepkę, wsunęła kluczyki do kieszeni kurtki i nie odwracając się do niego, powędrowała w stronę wind. Stukot jej obcasów odbijał się echem po podziemnym parkingu, wcisnęła guzik windy, która wręcz natychmiast się otworzyła. Gdy stanęła pod ścianą, naprzeciw wejścia zobaczyła, jak wręcz jej partner biegiem wpada do środka. Praktycznie wpadając na nią, jednak doskonale widziała, że było to jego celowe zagranie, gdy ujrzała kątem oka, jak opiera swoją dłoń o ścianę tuż przy jej głowie, a swoim drugim ramieniem objął ją w talii, gdy ona sama stała z założonymi rękami na piersiach. Wywróciła oczami gdy poczuła jego znaczącą bliskość przy sobie, a w chwili gdy ujął jej podbródek i wolnym, ale stanowczym ruchem zwrócił w swoją stronę, patrząc na nią tym swoim głębokim brązowym spojrzeniem, nie potrafiła powstrzymać się, by kącik jej ust nie drgnął.
— Sugerujesz, że celowo chciałam przegrać dla swojej drużyny, by się z tobą umówić, za kogo ty mnie masz Señor? — przymrużyła lekko oczy, patrząc na niego — Za oszustkę!? Rozczarowujesz mnie kochanie — powiedziała z wręcz udawanym smutkiem i rozpaczą w głosie.
— A to może zechcesz mi Bella wyjaśnić, co to dziś było przed godziną?
— O co ci chodzi? Rywalizowałam z tobą jak i innymi w uczciwym wyścigu więc nie uważam się, żebym zrobiła coś złego — mruknęła nieco lekceważącym głosem.
Nie otrzymała od niego odpowiedzi, jednak jego wręcz przenikliwy wzrok sprawił, że poruszyła się nieco pod naporem jego spojrzenia. Zanim jednak cokolwiek innego nie powiedzieli czy zrobić. Drzwi rozsunęły się przed nimi, a ona wykorzystała chwile jego nie uwagi i wręcz przemknęła pod jego ramieniem, wychodząc na korytarz.
— A ty dokąd Señorita!? — krzyczał za nią.
— Z dala od ciebie — odkrzyknęła w żartobliwy sposób.
Jednak nie zdążyła przejść kilku kroków gdy nagle para męskich silnych ramion, zatrzymała ją nagle. Odwróciła się, momentalnie przez ramię patrząc, z lekkim rozbawieniem na swojego partnera, który nie zamierzał poprzestać na tym co nagle im przerwano.
— Oczekuje odpowiedzi Bella — dociekał.
Roześmiała się lekko, co naprawdę było zabawne ten jego upór. Dociekliwość, by dowiedzieć się, czy była uczciwa, czy zwyczajnie dała mu wygrać. Wszystko dotyczyło tego jednego zakładu wręcz wyzwania, które jej rzucił na zawodach w San Sebastian. Miał to być jedynie sprawdzenie swoich umiejętności, lecz czyżby zaczął doszukiwać się jej małego oszustwa, które nie było. Tak ona jak każdy miał lepsze i gorsze dni, jednak na tych zawodach nie oszukiwała. Wtedy wygrał lepszy. Wtedy on.
Dziś dopisywało jej szczęścia i forma i sama perspektywa, że była na torze, które doskonale zna, jednak nawet na nim zdarzało się jej przegrać. Zawsze wyznawała zasadę zdrowej konkurencji i nie chciała być także osobą, której wręcz wszystko wychodzi. Bo taka nie była popełniała swoje błędy, miała lepsze i gorsze chwile, to czyniło ich po prostu ludzkimi.
Dziś był jej dzień, jak mówiło się to w potocznej formie. Dopisywało jej dobra passa, ktoś może nazwać głupim fartem, ale nie tak to nie działa w ten sposób. Wygrała nie tylko ze swoim facetem, ale także członkami, jak na poprzednich treningach szczęście dopasowało Ivy to dziś jej i to było normalne. Każdy zgodnie stwierdził że gdyby dziś odbywały się zawody, wygrałaby je bez problemu i nie może być to odebrane jak popisywanie się nie nigdy, nie była taką osobą. Jechała uczciwie i zwyciężyła, bo miała swój dzień.
— Ale ci już mówiłam — odparła z lekkim śmiechem, bawiło ją, jak bardzo pragnął dociec czy na ich pierwszych wspólnych zawodach celowo przegrała, by się z nim umówić — Dziś był mój dzień nic innego.
— I wcale się nie popisywałaś? — spytał, całując ją po szyi.
Mimowolnie zamruczała na ten gest, czując jego zmysłowe usta wzdłuż swojego obojczyka, chociaż nie chciała mu przerywać. Odwróciła się w jego ramionach, momentalnie mu przerywając. Słyszała, jak mruczy rozgniewany, co ją rozbawiło. Odsunęła się od niego, co jeszcze bardziej doprowadziło go do wręcz niesmaku, który malował się na jego ustach.
— Chyba nie chcesz mnie rozbierać na korytarzu, opanuj się — stwierdziła ze śmiechem,
— Nikogo nie ma...
Niespodziewanie jednak los postanowił, że zaśmieje im się prosto w twarz gdy dobiegło ich głośniejsze skrzypienie i dźwięk otwierających się jednych z drzwi.
— Mówisz, że nikogo nie ma Señor?
— Julia?
W chwili gdy usłyszała wręcz za swoimi plecami ten głos. Rozpoznała go niemal od razu. Nie miała najmniejszego prawa pomylić go z kimkolwiek innym. Wolno odwróciła się przez ramię i wręcz stanęła twarzą w twarz ze swoim bratem oraz Alice. Zlustrowała ich spojrzeniem swoich bladoniebieskich tęczówek. Przyjrzała się im uważnie i zobaczyła, że oboje byli wręcz w imprezowym nastroju. Młoda kobieta miała na sobie czarną krótką sukienkę z błyszczącymi ornamentami, na stopy wsunęła pantofelki na wysokiej szpilce. Swoje długie czarne włosy pokręciła w lekką falę a makijaż, pomimo że był bardzo delikatny, widział, że na powieki nałożyła słyszący cień albo brokat tak jak szminka, która zawsze była matowa, teraz postawiła na nieco błyszczyka. Chester sam ubrany był w dość luźny strój, ciemny jeansy i czarna koszula idealnie podkreślały jego oczy. Nie musiała się wiele zastanawiać, by widzieć, że wybierali się do klubu, z resztą była to godzina, gdzie były najlepsze zabawy zwłaszcza w sobotni wieczór. Wykorzystywali to, że byli młodzi i mogli poszaleć. Ona sama z Ricardo wróciła z zawodów dość wcześniej, bo każdy z grupy powoli zaczął się rozjeżdżać, bo mieli inne plany na resztę wieczoru.
— Zanim mnie zapytasz — zaczęła, uprzedzając jego pytanie, które mógłby zadać — Przypominam ci Chester, że ja tutaj mieszkam, więc daruj sobie takie głupowate pytanie — dodała, delikatnie unosząc dłoń, gdy ujrzała, jak mężczyzna otwiera usta gotów coś powiedzieć.
— Bardzo zabawne młoda! — skomentował jej ostatnie słowa z przekąsem — Jakbym wcale nie zdawał sobie sprawy, że moja dziewczyna i siostra mieszkają po sąsiedzku — dodał z przekąsem.
— Ja tylko uprzedzam twoje pytanie Bennington — odezwała się nieco ostrzegawczym głosem — Potrafisz mieć naprawdę durne pomysły.
— Czy ja ci mam zacząć wypominać twoje głupie akcje, które robiłaś? — spytał dosyć wyzywającym głosem, spoglądając na nią kątek — Dzień, w którym stałaś się gorszą wersją mnie, był…
— Tak, tak wiem, najgorszym dniem życia, bo być bardziej irytująca od ciebie — weszła mu niespodziewanie w słowo. — Taka natura — dodała z szyderczym uśmiechem, rozkładając ręce i spoglądając na muzyka.
— Czy ktoś ci mówił, że jesteś…?
— Wredna — skończyła za niego — Owszem nie jednokrotnie. Sam zacząłeś mnie tak nazywać — rzuciła.
— Chester… — odezwała się za nim Alice.
Widziała, jak spogląda na nią przelotnie i nie dało się nie dostrzec, jak delikatnie skinął głową, po czym ponownie zwrócił się bezpośrednio do niej. Czuła nadal za sobą spojrzenie oczu Ricardo i niespodziewanie, poczuła, jak chwyta jej dłoń i lekko splątał ich place ze sobą i ścisnął nieco mocniej. Raczej nie postrzegała tego, jako że się obawiał, Ricardo raczej nie należał do mężczyzn strachliwych, a ona tym bardziej nie miała obaw się niepokoić. Jednak poczucie jego obecności sprawiło, że kącik jej ust delikatnie uniósł się do góry w lekkim uśmiechu.
— Kończąc tą naszą dziedziną dyskusje — skrócił Chester — Młoda czy mogę, wiedzieć kim on jest? — zwrócił z ciekawością do siostry.
Zdał sobie doskonale sprawę, że Julia była na tyle atrakcyjną dziewczyną, że to była wręcz kwestia dłuższego lub krótszego czasu gdy ponownie zainteresuje się chłopakami czy dziewczynami, jak ostatnio mu się przyznała. Owszem mimo tego, że nadal traktował Mike jako przyjaciela pomimo tego co zrobił jego siostrze i całkowicie potępiał jego zachowanie odnośnie jej to, jednak nie pragnął, zachowywać się jak nie dojrzały nastolatek i obrażać się na kolegę tylko dlatego, że złamał serce jego siostry i mógłby być teraz nazwany hipokrytą, że powinien całkowicie stać po stronie Julii i owszem popiera ją całkowicie w kwestii podjętej przez nią decyzji i krytykował Shinodę, za zranienie jego ukochanej siostry to jednak w jednym Julia miała racje, że to, co zadziało się między nią, a Michael’m nie powinno mieć przełożenia na nich czy zespół. Uważał to za najbardziej rozsądną rzecz i kierunek, w jakim mogli podążyć. Bo wybór między rodziną a najbliższym przyjacielem nie był prosty, bo oboje dla niego znaczyli naprawdę dużo. Jeśli Julia miała takie stosunek, to Mike nie chciał się wypowiadać, odnośnie tego tematu. Nie dali mu wyboru, z czego był niewątpliwie zadowolony, kogo wybiera, bo to byłoby naprawdę trudne.
Ujrzenie jednak innego mężczyzny u boku jego siostry było dość zaskakującym widokiem, bo od miesięcy nie widział, by ktokolwiek przy niej był i chociaż nie mówiła o tym głośno, to nie był na tyle głupi, by nie zdawać sobie sprawy, że zostając na dłuższej w Hiszpanii tak naprawdę, że miała romans. Głupstwem było sądzić, że to jedynie chęć poznania kraju, a raczej ktoś sprawił, że te wakacje znacząco przedłużała.
— Więc? — dopytywał z delikatnym uśmiechem — Domagam się więcej szczegółów.
— Czy nauczono cię, by nie wciskać nosa w nieswoje sprawy — skomentowała jego ciekawość.
— Może i nauczono, jednak jestem ciekaw, kim jest ten pan obok ciebie — rzucił spojrzenie na stojącego nadal przy niej Hiszpana.
Odwróciła się delikatnie w jego stronę i delikatnie skinęła głową, gdy dostrzegła jego spojrzenie. W następnej chwili poczuła jak puszcza jej dłoń i wkrótce zniknął za drzwiami jej mieszkania. Alice wyczuwając, że rodzeństwo potrzebuje chwili dla siebie, rzuciła cicho do swojego partnera.
— Zostawię was samych — oznajmiła — Będę czekać w samochodzie — dodała, robiąc parę kroków w tył.
Wkrótce i ona zeszła im z oczu, pozostali wręcz pośrodku korytarza zupełnie sami. Może to było najmniej odpowiednie miejsce to rozmowy, jednak nie mieli praktycznie innego wyboru. Ona gdyby zaprosiła go do środka, musiałaby w końcu go przedstawić Hiszpanowi, który w tej chwili właściwie się ukrył w jej mieszkaniu, więc to było jedyne miejsce, dopóki ktoś nie zachce wyjść ze swojego mieszkania i się na nich natknie.
— Skoro jesteśmy sami, może zapragniesz mi, zdradzisz kilka szczegółów? — dopytywał.
— Chester czy jest to aż tak ważne? — spytała z powagą.
— Ukrywasz coś? — zauważył słusznie mężczyzna — Doskonale o tym wiem, Julio, że jesteś osobą dorosłą i możesz robić, co tylko zechcesz. Ufam ci na tyle, że jestem świadom, że nie zrobisz głupot, ale po prostu intryguje mnie twoja ostatnia tajemniczość. Tak naprawdę nie wiele mówisz, a teraz widzę cię na korytarzu z jakimś facetem. Nie uważasz, że może być to w pewien sposób po prostu ciekawy.
Słyszał, jak cicho wzdycha na jego słowa, na moment spuściła wzrok, po czym podniosła go, by na niego spojrzeć i rzecz:
— Zgodzę się z tobą braciszku, owszem nie wiele mówię, bo tak naprawdę co mam powiedzieć? — spytała, delikatnie rozkładając ręce — Moje życie nie jest ciekawe, poza tym nie chce na razie nic mówić.
— Na razie? — zainteresował się.
— Chester bywasz zbytnio wścibski — zauważyła słusznie — Naprawdę uważasz, że po paru miesiącach od zerwania byłabym w stanie pokochać kogoś innego. Michael nie da się zaprzeczyć temu, zranił mnie i złamał mi serce. Może i od momentu gdy go rzuciłam, nie wyglądam na osobę, która by się przejmowała, jednak to zabolało, bo ponownie zostałam okrutnie doświadczona przez los. I nie zamierzam się w żaden sposób uskarżać, jednak czy byłabym gotowa na nowy związek?
Pytanie, które niby padło w stronę Chestera tak naprawdę zadała sobie właściwie sama i spoglądając na to, że i owszem, obecnie była w związku, lecz nie chciała zwyczajnie o tym mówić. Nie chciała zdradzać swojej słodkiej tajemnicy oraz Ricardo. I nie chodziło tu wcale o fakt, że zupełnie nie ufała bratu, bo to była absurd. Był jedną z najbardziej zaufanych jej osób, jednak doświadczona poprzednimi związkami nie chciała od razu mówić wszystkiego, że znalazł się ktoś, kto poskromić jej duszę oraz zawładnął znowu jej sercem. Byli jedynie kochankami, na jej wakacjach a teraz na ironie losu stali się parą.
— Julio nie będę kłamać, po tobie można spodziewać się dosłownie wszystkiego — powiedział rzeczowo — Sam fakt, że nie rozpaczałaś tak mocno po zerwaniu związku z Shinoda, jeszcze bardziej pokazuje, że owszem dotkną cię to, co ci zrobił, jednak prędko się po tym podniosłaś i zrozum mnie, ja nie mam nic przeciwko temu, że znowu się zakochałaś, bo to wręcz oczywiste, że ktoś w końcu poskromi takiego małego diabełka — dodała, a ona zobaczyła jak na jego ustach, pojawia się delikatny uśmiechem.
Sama nawet nie dostrzegła jak kącik jej ust, poderwał się do góry w radosnym uśmiechu.
— Rozumiem twoją ciekawość jednak czy nie uważasz, że to powinno być moją sprawą, z kim się spotykam. Prawdę mówiąc, nie powiedzieliśmy od razu z Michael tobie czy reszcie o tym, że spotykamy się w ten sam dzień, to minęło parę dni. Potrafię też dojrzeć twoje inne spostrzeżenia a wręcz obawy czy ktoś może mnie nie zranić, jednak mogę cię zapewnić, że on tego nie zrobi — odezwała się.
Jednak jak mogła wręcz być naiwną, by nie sądzić, że Chester jednak nie będzie chciał dalej ciągnąć tego tematu i wcale nie była tym zdziwiona.
— Julio chce chociaż jedno wiedzieć — odezwał się twardo — Czy to on był powodem, dlaczego postanowiłaś zostać w Hiszpanii na dłużej? Może nie widziałem go zbyt długo i mogę spekulować, jednak ten chłopak ma dość latynoską urodę.
Westchnęła cicho, bo wiedziała, że łatwo nie odpuści tej rozmowy.
— Chester, tak to prawda, on pochodzi z Hiszpanii. Mogę przyznać, że poznałam go na moich wakacjach.
— Czyli to on…
— Owszem, ale nie chce za wiele zdradzać, gdy będę gotowa to, z pewnością powiem ci więcej. Zapewniam cię, że na pewno pozwolę wam się poznać. Jednak na razie daj mi i jemu czas.
Zapadła krótka chwila ciszy, przez którą starszy Bennington przez dłuższą chwilę przyglądał się jej i musiał przyznać siostrze racje. Oczywiście to było normalne, ze się martwił czy niepokoił, bo w końcu poza Alice to ona była mu najbliższą osobą i nie chciał, by został ponownie skrzywdzona.
— Nie pozostaje mi nic innego niż ci zaufać i mieć nadzieje w tym, że znowu nie zostaniesz oszukana, bo nie zasługujesz na to. Dam wam obojgu czas nie będę na was naciskać, skoro nie chcesz na razie nic o nim mówić — rzekł z powagą — Jednak zanim sobie pójdą, zdradzisz, chociaż jak ma na imię? — zapytał z dozą zaciekawienia.
— Ricardo — powiedziała z delikatnym uśmiechem.
— W takim razie idź do niego, ja też uciekam, bo idziemy na randkę z Alice.
— Do zobaczenia, miłego wieczoru — zwołała za nim, widząc, jak odchodzi.
Widziała, jak w następnej chwili znika w windzie, a ona nie chcąc dłużej stać na korytarzu, wróciła do mieszkania. Gdy przeszła przez próg, zatrzasnęła drzwi, a tuż obok jej stóp pojawiła się Junka, która zaczęła wesoło merdać ogonem na jej widok.
— Jesteś Bella? — usłyszała głos z kuchni.
— Tak — zawołała, chwytając małą psinkę na ręce — Tak zaraz wyjdziemy na spacer — obiecała.
Przeszła przez mały korytarz i weszła do kuchni, gdzie zastała mężczyznę, który już się rozgościł tutaj i wyczuła wręcz pyszne zapachy, które zaczęły, nieś się po całym mieszkaniu. Gdy tylko przekroczyła próg, widziała, jak odwraca się w jej kierunku i spogląda w jego kierunku.
— Z kim sobie pogawędkę ucięłaś co? — zapytał zaintrygowany.
— Pamiętasz, jak mówiłam ci, że mam brata? — dopytywała.
Skinął delikatnie głową, po czym się znowu odezwała.
— To właśnie był on wraz z dziewczyną. Tak naprawdę rozmawialiśmy o tobie — rzuciła.
— O mnie?
— A raczej o tym, że na razie nie chce mówić, że jesteśmy w związku. Chce się na razie tobą nacieszyć — uśmiechnęła się do niego — Powiem mu po Nowym Roku, potem na razie zamierzam mieć cię tylko dla siebie.
— Co za komplemenciarz z ciebie — rzucił.
Niestety ich dyskusje przerwało szczekanie małego maltańczyka w jej ramionach. Popatrzyła na nią z lekkim uśmiechem, po czym zwróciła się do partnera, odstawiając małą psinkę na podłogę, mówiąc:
— Ja tylko z nią wyjdę na spacer, a tobie nie przerywam, bo widzę, że rozporządziłeś się w mojej kuchni — mruknęła rozbawiona.
— Zupełnie jak ty to robiłaś, będąc u mnie — odparł nieco zgryźliwie.
Uśmiechnęła się jedynie i podeszła do niego i skradła mu ostatniego całusa, po czym zawołała małą psinkę, która wręcz pognała za nią do przedpokoju. Niemal od razu stanęła przy jej stopach grzecznie, czekając, aż przypnie jej smycz do obroży i wyjdą na wieczorny spacer.
Po chwili ponownie w całym mieszkaniu rozbrzmiał dźwięk zatrzaskiwanych drzwi.
Serce jego siostry zostało już zajęte.
No comments:
Post a Comment