Sunday, October 27, 2024

IV 33 (P.1) — ZNIENAWIDZIŁ JEJ

    — Kto to jest!? — usłyszała nagle za sobą głos wręcz do granic możliwości wściekłego faceta.
    Było wręcz nie do pojęcia, że przychodzi rozmówić się ze swoją byłą narzeczoną, a on dostrzegł u niej jakieś nagiego faceta. Mógł dojrzeć, jak odwraca się ku niemu, a na jej ustach pojawił się bardzo ironiczny uśmieszek pełen wręcz pogardy w jego kierunku.
    — Chyba już na ciebie pora!
    — Pytałem, kto to jest!? — rzucił wściekle.
    — Święty Mikołaj — rzekła wręcz, z rozbawieniem na niego patrząc — Miał dla mnie wczesny prezent — jawnie sobie żartowała — Jednak na ciebie już Michaelu pora. Wiesz, gdzie są drzwi? Chyba że chcesz, bym zadzwoniła po ochronę budynku, która z przyjemnością cię wyprowadzi… — widział, jak mężczyzna podchodzi i staję tuż za nią, co niesamowicie go zirytowała go, objął ją w pasie.
    Niemal zazgrzytał zębami gdy na to patrzył, jednak ona pozostała nieustępliwa i wskazała ruchem ręki w stronę drzwi.
    — Żegnam ozięble i nie zapraszam ponownie! — rzuciła ozięble.
    — Jeszcze mnie popamiętasz! — mruknął wręcz przez zaciśnięte zęby.
    — Nie strasz, chyba że chcesz, bym powiedziała twojej żonie, gdzie się wałęsa jej mąż i że przychodzi do swojej byłej. Zmiataj Sanders i nie pokazuj się na oczy. Mam dużo ciekawszy plan na tę sobotę niż użeranie się z natrętem, który myśli, że pozjadał wszelkie rozumy i myśli, że wszystko mu wolno.

    — Jak mogłaś mi to zrobić!
    Rozwścieczony głos mężczyzny rozdarł do tej pory spokojne pomieszczenie jego domowego studia. Z głuchym trzaskiem, zrzucił jedną z ramek wraz ze skrytym we środku zdjęciem, urokliwej dwudziestoparolatki, której uśmiech niegdyś sprawił, że potrafił cieszyć się dniem. Radowała go każda chwila, którą mógł z nią spędzić. Mógł nazywać się szczęściarzem, na samą myśl o tym, że ta cudowna dziewczyna z nim była, teraz nie czuł nic więcej prócz niechęci i pogardy.
    Na samo wspomnienie jej głosu, czy jej oczu wzbierało w nim ogromna wściekłość, której nie potrafił okiełznać, chociażby naprawdę próbował i chciał. Nie potrafił czuć przeszywającej go złości, gdy przypominał sobie jej wręcz szyderstwa.
    Nie umiał jej podarować tego, jak bardzo z niego szydziła. Jej pełen kąśliwości i ironii głos wręcz drwił w jego głowie. Brak szacunku, który w stosunku do niego okazywało, było ujmujące, na jego męskim honorze. Jak w ogóle śmiała, tak go traktować.
    Stłumione warkniecie wydobyło się z jego ust w chwili gdy do jego umysłu powróciły obrazy ich ostatniego spotkania. Nadal miał przed oczami jej wręcz wyrachowany uśmiech przed twarzą gdy wręcz kpiąc z jego prób wymuszania na niej zasłużonych przeprosin względem jej małżonki. Ona zupełnie nic sobie z tego nie zrobiła, jeszcze bardziej z niego śmiała żartować i jawnie się z niego śmiać, gdy usłyszała, że przyszedł tam by odebrać, co uważał za słuszne.
    Nikt absolutnie nikt nie miał prawa krzywdzić jego rodziny!
    Stawiał sobie za punkt swojego honoru obronienie osób, na których mu zależało czy były mu bliskie w tym przypadku bronił własnej żony i nie zamierzał pozwolić by jakaś główniara, szargała jej honor. Jakim w ogóle prawem śmiała wypowiadać się na temat jego związku z Taylor!
    Kto jej pozwolił wątpić w to, że ich miłość nie jest szczera. Naprawdę uważała go za osobę, która nie mogła ponownie pokochać kobiety, z którą kiedyś łączyły go naprawdę cudowne lata, a ich relacja była niezwykle zażyła. Nie potrafił wymazać z pamięci wręcz jej szyderczego głosu gdy mówiła

    — Ty sobie ze mnie teraz żartujesz? — furknął na nią.
    Lekko wystraszona, odwróciła się na pięcie i spojrzała na niego z wręcz zastygłym wyrazem twarzy. Nawet nie otworzyła ust, by coś powiedzieć. Widziała po nim jak wręcz ma ochotę napluć jej w twarz gdy dotarły do niego jej ostatnie słowa.
    — Miałem rozpaczać po takiej gówniarze jak ty!? — wręcz krzyknął oburzony.
    — Stary nie przesadzaj... — zaczął powoli Robert, gdy widzieli jak za plecami Shinody pojawia się Chester — Uważaj na słowa! Możesz mieć żal tylko do siebie.
    — Stajesz w jej obronie...? — spytał z wyrzutem Shinoda zwracając się do przyjaciela — Przynajmniej moja żona, w porównaniu do niej — wręcz popatrzył na nią z obrzydzeniem — Myśli poważnie o życiu a ona, wiecznie tylko myśli o imprezach i bzykaniu...
    — Mike! — wtrąciła się już bardzo poirytowana — Jeszcze jedno słowo a dostaniesz po twarzy! — powiedziała wściekle — To ty się przespałeś z tą... — ruchem ręki wskazała na jego małżonkę — To ty zniszczyłeś to co było, nie ja. I jeśli masz do mnie żal o to, że nie wybaczyłam ci zdrady, możesz mieć pretensje do siebie. Bo zamiast nie zachowywać się jak pieprzony egoista, który chciał mnie kontrolować i by zapomnieć o kłótni, poszedłeś się do baru nachlać i uprawiałeś seks ze swoją byłą świadomy, że miałeś narzeczona przykro mi, ale to twoja wyłącznie wina i nie obwiniaj innych, że dostrzegają, że to ty zjebałeś. I tak mogę być gówniarą, mogę, być nie dojrzała, ale z nas dwojga to ja pogodziłam się, z tym że my to przeszłość a ty nadal nie...
    — Nie kocham cię! — wręcz wykrzyknął jej w twarz — Mam żonę...
    — Którą poślubiłeś po paru tygodniach — zauważyła — Bo uwierzę, że nagle laska, która cię zdradzała i... w sumie dobrze wiesz co, ci zrobiła, nagle się zmieniła, a tak jej nienawidziłeś. Teraz to ja jestem obiektem twojej niechęci. Ale jeśli szukasz winy, poszukaj jej w sobie. Bo ja ci dawałam szansę, to ty świadomie ją zmarnowałeś i przestać wciskać kit ze nic nie pamiętałeś, bo to jest tak oklepana wymówka przez facetów, którzy przespali się, z inną za plecami dziewczyn ze wręcz trąca o ironie. Mike my to już przeszłość. Ja i ty nie istniejemy! Przelań się zgrywać, odstawiać szopki, bo ja się twoim życiem nie interesuje. Mam gdzieś twoje życie i Taylor, żyjcie szczęśliwie, jak chcecie, zakładajcie rodzinę, mnie to nie obchodzi. Ja mam własne życie i własne problemy co mnie obchodzi życie mojego byłego. To tak jakbym się interesowała co u Justina czy tego zjeba Clarka, a to mnie w ogóle nie obchodzi teraz i ty mnie też nie obchodzisz!

    — Ośmieszyłaś mnie na oczach wszystkich! — wrzeszczał wściekle.
    Nie miał obawy, że ktoś może go usłyszeć. Ściany były wygłuszone, a on mógł jedynie tutaj wyładować nadmiar swojej frustracji i złości i właśnie zamierzał to zrobić. Widząc pod swoimi stopami połamane szkło wraz z nadal tam skrytym zdjęciem, uderzył z całą siłą o i tak już połamane szkło, które rozsypało się na mniejsze kawałki.
    Przez moment działał jak w amoku, gdy pochylił się tylko po to, by wyjąć, spomiędzy rozbitego drobinek szkła fotografię gdzie widniało ta przeklęty wizerunek dziewczyny, której teraz tak bardzo gardził i nienawidził. Nie potrafił przebaczyć jej tego co zrobiła mu oraz im. Wcześniej nie mógł pogodzić się z myślą, że go zostawiła. Nie pozwoliła się wytłumaczyć, zaprzepaściła cały ich związek, dla jakieś swojej głupiej fanaberii.
    Czuł się wtedy zdesperowany, że ona go porzuciła. Zostawiła, porzuciła jak śmiecia, którym go wtedy potraktowała. Nadal zamierzał podtrzymywać swoje stanowisko. Nie pamiętał zdarzeń tamtego wieczoru, jak próbowała mu wmówić młodsza z Riverów. W jego głowie panowała zupełna pustka i zupełnie nie mógł sobie przypomnieć, co się działo. Może i tak pamiętał, co działo się o poranku, jednak nie zamierzał w żaden stopniu jej mówić o tym.
    Teraz po czasie to nie miało znaczenia!
    On i Julia byli już przeszłością!
    A on mógł cieszyć się w końcu stabilnym związek z najbardziej kochaną kobietą, jaką mógł znaleźć. Nie miało takiego znaczenia, co się kiedyś wydarzyło między nimi. Przebaczył jej to bo dostrzegł to, że naprawdę tego żałowała. Tak naprawdę wtedy oboje się nieco pogubili i nie zamierzał jedynie zwalać win na swoją żonę, ale wiedział, że sam sobie był tego winy. Jego wieczne wyjazdy odbiły się na ich relacjach w związku i nie dało się tego w żaden sposób ukryć. Rozkręcanie kariery podczas nie było łatwe i nie zdawali sobie oboje sprawy z tego jak wiele będą musieli poświęcić i ile potrzebowali, cierpliwości by to znieś. Nie byli przygotowani na praktycznie kilkumiesięczne trasy z dala od siebie. Nie mogli przewidzieć tego, że sprawy potoczą się w takim kierunku. Oczywiście mógłby zarzucić również to, że oboje byli dosyć młodymi ludźmi, którzy wtedy od jakiegoś czasu byli już małżeństwem. W pewnej chwili zatracili się, zagubili w tym wszystkim. I nie tylko ona była, ale również on i teraz nie zamierzali popełniać tego samego błędu.
    Gdy teraz o tym wszystkim myśli to związek z tak niedojrzałą dziewczyną znacznie młodszą od niego było jednym wielkim głupstwem, jakie mógł zrobić. Pokochał młodszą kobietę ze złudnym przekonaniem, że jest przy niej, wreszcie sobą odczuwa szczęście, jakie nie czuł do tej pory. Wszystko jednak było mylącym przekonaniem, w które po prostu uwierzył.
    Nie powinien podejmować się związku z wręcz nastolatkom.
    Nie zamierzał tego ukrywać gdy zaczął spotykać się z Julią, ona miała jeszcze osiemnaście lat, mimo że rocznikowo miała już dziewiętnaście, ale on sam był już blisko trzydziestki. Do tego związku nigdy nie powinno dojść! Jednak dał się nabrać, że z nią będzie mu dużo lepiej.
    Czy było!?
    Nie!
    I nie zamierzał temu w żaden sposób zaprzeczać. Może z pozoru, wydawać się mogło, że oboje byli jednymi z najszczęśliwszych ludzi, to jednak było to niezwykle mylące przekonanie.
    Zacisnął mocniej zęby i jednym pełnym ruchem rozdarł trzymane przez siebie zdjęcie, by nie patrzeć już dłużej na tę parszywą wręcz twarz studentki. Kolejny powód czemu ten związek był niewłaściwy. Powód wydawał się nader prosty. Ona była w wieku gdzie jedyne, o czym człowiek myśli to wiecznej zabawie. Okres studentki to czas wiecznych imprez i życia w pośpiechu, a on potrzebował już stabilizacji, a nie bieganiny za wiecznie rozbrykaną dziewczyną. Teraz pozostało mu jedynie wyrzucać samemu sobie, jakim był głupcem, wiążąc się z nią.
    On już marzył o spokoju, zwyczajnym rodzinnym życiu. Jego marzeniem było założenie upragnionej rodziny. Mieć żonę oraz dzieci i jedno z tych postanowień się spełniło. Poślubił najbardziej wartościową kobietę, jaką mógł wziąć za żonę, a nie niedojrzałą jeszcze studentkę i miał nadzieje, że wkrótce ich rodzina się powiększy. Ona o tym doskonale wiedziała i liczył na to, że w końcu będzie mógł zostać ojcem, o czym marzył.
    Będąc mocno zafrasowany swoimi rozmyśleniami, nie dostrzegł chwili gdy drzwi do jego gabinetu otworzyły się, a do środka weszła pewne kobieta z małą dziewczynką na rękach. Piękna i niezwykle ponętna, której nie można było zarzucić braku żaden względów. Jej długie jasne brązowe włosy opadały na jej ramiona, a zielone oczy rozglądały się z uwagą po studiu. W jej ramionach mała dziewczynka na oko pięcioletnia trzymała się kurczowo ramienia swojej ukochanej mamy. Miała ciemne wręcz czarne loczki i szmaragdowe oczka, które wręcz do złudzenia przypominały spojrzenie oczu swojej rodzicielki.
    — Mike? — zapytała z troską kobieta — Czy coś się stało? — zagadnęła.
    Podeszła z maleńką dziewczynką bliżej i wtedy w jej oczy rzuciło się rozwalone szkło pod stopami swojego męża. Spojrzała na połamaną ramkę oraz skrawki papieru, który leżał porzucony na podłodze. Popatrzyła pełna zdumienia i zaskoczenia na panujący przed nim mały bałagan.
    — Co tu się stało? Czemu stoisz w szkle? — pytała.
    — Nie istotne! — mruknął pod nosem.
    Jednak jego postura oraz mina nie wskazywały, jakby czuł się zadowolony czy w jakikolwiek sposób uszczęśliwiony. Taylor spojrzała na córkę potem na męża, który opadł na pobliskie krzesło i ponownie zwróciła się do maleńkiej dziewczynki, mówiąc:
    — Potem się pobawisz z wujkiem, teraz mamusia musi z nim porozmawiać — rzekła na pozór bardzo troskliwym głosem.
    — Ale… — zaczęła pięciolatka.
    W następnej jednak chwili została zestawiona na podłogę, po czym mama powiedziała nieco już poważnym głosem:
    — Dobrze Summy a teraz zmykaj się pobawić, ja muszę porozmawiać z twoim wujkiem na osobności.
    Nie trzeba było jej drugi raz tego powtarzać. Praktycznie ta dziewczynka była tak spokojnym dzieckiem, które umiało się słuchać. Nawet nie zdążył mrugnął gdy skradła mu całusa w policzek i zsunęła się z jego kolan i wręcz wybiegła, z jego pracowni zostawiając ich sam na sam.
    Taylor wykorzystała tę okazję i podeszła do niego i usiadła na jego kolanach, momentalnie obejmując go dłońmi za szyje, kradnąc mu delikatnego całusa. Jednak on z początku praktycznie nie zareagował. Nadal przeżywał ostatnie swoje rozterki i myśli o swojej byłej narzeczonej. Wszystko wróciło ze zdwojoną siną w chwili gdy wróciła jego ukochana żona wraz z córką. Gdy pomyśli o tym jak bardzo w ostatnich tygodniach jego była nasrożyła przykrości jego ukochanej wręcz czuł nieokiełznaną złość i frustracje.
    Nosiło go gdy pomyślał o impertynenckim i bardzo wybuchowym zachowaniu tej dziewczyny momentalnie czuł ogromny niepokój, że mogłaby zrobić jakąś krzywdę jego ukochanej żonie. Nie mógł na to nigdy pozwolić! Nie darowałaby sobie gdyby przez tak naprawdę jakąś gówniarę stracił swoją żonę. Błąd z przeszłości odbija się na nim i na jego małej rodzinie.
    — O czym tak myślisz? — usłyszał jej pełen czułości głos.
    Poczuł momentalnie, jak ujmuje jego podbródek między swoje palce i delikatnie zwróciła w swoim kierunku, patrząc na niego, tymi swoimi głębokimi zielonymi oczami, które ponownie tak bardzo pokochał. I nie mógł oderwać wzroku od tego szmaragdowego spojrzenia.
    Zastanawiał się przez dłuższą chwilę czy powiedzieć jej co go tak męczy i nęka jednak po krótkiej chwili, namysłu jednak postanowił jej nie okłamywać i powiedzieć co go tak trapi od jakiegoś czasu.
    — Chodzi o tę małolatę — wyrzucił z siebie momentalnie.
    Nawet nie zdawał sobie sprawę, jaką czuł frustracje na myśl o swojej byłej dziewczynie, gdy usłyszał sam siebie i to jak bardzo jego głos pełen złości i frustracji zrozumiał, że ta dziewczyna przepiera mu tylko więcej zmartwień, niż mógł pomyśleć.
    Nawet jeśli teraz jej nie widzi na co dzień, bo praktycznie im się kontakt urwał i on z tego nie wątpliwie się cieszył, że nie musiał na nią wręcz patrzeć, to jednak widok jej na żadnych imprezach okolicznościowych u chłopaków sprawiał, że wychodził z siebie i pragnął jej nie widzieć, jednak nie mógł jej wyrzucić, bo to nie był gospodarzem, jednak nosiło go gdy ją widział i pragnął, żeby jej tam nie było. I tak nie bez powodu się wściekał na nią wtedy. Dwie imprezy a przysporzyły mu więcej nerwów niż radości gdy patrzył na swoją byłą, która zdawała się wszystko bagatelizować, a gdy dochodziło między nimi do jakichkolwiek przepychanek słownych to jej arogancka i to jak się odnosiła i myślała, że to ona jest pokrzywdzona, nie mógł, znieś myśli, że urabia jego przyjaciół na swoją stronę. Ona była winna rozpadu ich związku, a oni jeszcze jej współczuli zamiast jemu.
    — Widzę, że to poważne — skomentowała Taylor, widząc, jak zaciska zęby w wąską linię — Wiesz, że możesz mi się wygadać prawda?
    Przez moment milczał, jednak po chwili jednak westchnął ciężko i popatrzył na nią, starając się nieco opanować.
    — Denerwuje mnie ta jej....
    — Bezczelność?
    Przytaknął, mówiąc dalej:
    — Jej arogancja to jak się wywyższa. Sama z resztą widziałaś, jak potrafi być wręcz chamska.
    — To prawda — przyznała mu racje — I uważam osobiście, że nie powinneś tego tak zostawiać — dodała sugestywnie.
    Ponownie na nią zerknął z lekko przymrużonymi powiekami, lecz nieco zaintrygowały go jej słowa, co najwyraźniej ona wychwyciła i patrząc na niego, mógł wyraźnie zobaczyć, jak na jej ustach pojawia się delikatny uśmieszek.
    — Co powiesz na to, by się odegrać na tej małej francy?
    Zaciekawiła go jej sugestia, bo tak naprawdę nie myślał, by się mścić, jednak to jak zachowuje się ta dziewczyna, chyba zasługuje na to, by utrzeć jej tego zarozumiałego nosa i zepchnął ją z poczucia, że czuje się ważniejsza od kogokolwiek innego niż siebie.
    — Z tego co mówiłeś to dzięki tobie, ma tę całą stronę? — pytała.
    Mimowolnie skinął głową, przyznając jej racje.
    — Skoro ta smarkula tak bardzo odleciała, sprowadźmy ją na ziemie — powiedziała z lekko diabolicznym uśmiechem.
    — Co sugerujesz?
    — Zniszczyć ją!
    Widział, jak na ustach jego ukochanej pojawia się wręcz pełen chytrości uśmiech, a on wiedział jedno, że ma ona już plan jak sprowadzić na ziemie tę gówniarę. Fakt, że tak naprawdę jest siostrą jego kumpla, który był osobą znaną i popularną a co ważne miał kasę sprawiło ze jej zaczęło odbijać i chyba pora by sprowadzić ją na ziemie. Nie ważne ile będzie go to kosztować, zrobi wszystko, by ponownie stanęła twardo na ziemi, a nie latała w obłokach, wykorzystując pozycje Chestera do własnych celów, tak jak wcześniej to robiła z nim.
    Mógł od razu przewidzieć, ze skoro to dziewczyna praktycznie z ulicy to jej odbije od nadmiaru kasy i popularności, którą teraz miała. Innymi słowami sodówa uderzyła jej do głowy. Nie czas, by spotkała się, z twardą ziemią.
    — Więc co proponujesz pierwsze?
    — Najpierw pozbędziemy się tej jej strony i Instagrama odetniemy ja od popularności oraz zarobku z wystawiania prac — zaczęła powoli objaśniać swój plan — Usuńmy jej tę stronę i konto na social mediach — dodała.
    — Czekaj...
    Niestety Taylor nie wiedziała, że ta mała gówniara ma plecy, które może wykorzystać do szybkiego odzyskania utraconych stron. I musiał jej o tym powiedzieć, zanim cokolwiek zrobią.
    — Ta mała gwiazdeczka ma kumpla, który jest informatykiem — powiedział, przypominając sobie Tony'ego, który nie mógł temu skłamać, był geniuszem komputerowym — Tradycyjne metody nie wystarczą, facet ma głowę na karku i zna się na komputerach. Musimy zrobić to w sposób niewykrywalny i trwały, by on nie mógł tego przywrócić.
    Kobieta przez dłuższą chwilę zastanawiała się nad jego słowami. Niespodziewanie widział, jak uśmiecha się w bardzo syderycznym i diabolicznym uśmiechu, mógł tylko domyśleć się, że wpadła na pewien pomysł.
    — Chyba czas by Patrick spłacił swój dług wobec mnie.
    — Kim on jest? — spytał nieco zdumiony.
    — Mój stary znajomy z podstawówki. Od praktycznie dziecka jest hakerem — powiedziała nieco zjadliwym tonem — Należy do jakieś grupy hakerskiej, kiedyś zdradził się po pijaku. Czas wykorzystać kontakty i zmusić kogoś do zapłaty za długi sprzed lat a my wreszcie sprowadzimy twoją byłą na ziemie — powiedziała nieco wrednym głosem.
    Nie zamierzał ukrywać, zaczął mu się podobać ten pomysł, jak i plan, w jakim zaczął podążać. Julia zapłaci za wszystkie lata i krzywdy, jakie mu wyrządziła! Nie zamierzał jej darować tego, że tyle lat zniszczył na marne tak naprawdę dla niej dziewczyny, która z perspektywy czasu nie była warta ani godna jego uczuć. Wykorzystała jego zauroczenia a on nie dostrzegł chwili gdy był już całkowicie pod jej kontrolą i robiła, z nim co zechce.
    Mała manipulatorka, która myśli, że świat będzie grał według jej zasad, to jednak aktorce miało się skończyć. Utrą jej tego zarozumiałego noska.
    Tak naprawdę nikt nie miał pojęcia co się dzieje w zaciszu domu Shinodów. Wkrótce jednak jedna dziewczyna przejdzie prawdziwą szkołę życia, której długo nie zapomni. Nawet nie spodziewa się, że jej były facet pała do niej taką nienawiścią, że zapragnął się na niej zemścić, jednak on sam nie widział, tego jak bardzo jest w tej chwili oszukiwany.
    Przyszła pora zemsty!    

No comments:

Post a Comment