— Cześć kochanie,
Tuż po przekroczeniu progu swojego mieszkaniu i zamknięciu drzwi, przykucnęła przy swojej małej psiej przyjaciółce, która wyszła jej na powitanie. Od wejścia dostrzegła jej radość, jak niemal przeskakując z jednej nogi na drugą, cieszyła się jej widokiem, merdając wysoko ogonem.
Uwielbiała ten moment gdy wracała do domu, tuż na wejściu witało ją takie kochane urocze towarzystwo w postaci jej ukochanej psinki. Kochała tą małą białą kulkę byłą dla niej niczym rodzina i tak ją traktowała jak z resztą resztę jej małej rodzinki w postaci dwóch kocich przyjaciół i co ważne jej faceta, mimo że na razie byli partnerami to normalne w końcu byli ponad tydzień w związku, ale nie żałowała tego. Nie przeszło jej przez myśl, by z tego zrezygnować, bo związek praktycznie po kilku miesiącach znajomości. Tak samo zaczynała z Justinem, znali się jeszcze krócej, zanim zdecydowali się na bycie ze sobą. Miłość nie zna zasad ani reguł, uczucie zakochania rządzi się własnymi prawami i albo to akceptujemy, albo to wypieramy.
Chwyciła na ręce tą małą kochaną suczkę, która niemal od razu podniosła się i zaczęła ją lizać po twarzy, co wywołała u niej radosny śmiech. Mały maltańczyk musiał obdarzyć ją swoimi psimi całusami. Jednak sama pocałowała ją w czoło i weszła w głąb mieszkania.
Stanęła tuż przy wejściu do salonu, czuła jak o jej łydki zaczyna się ocierać jeden z jej kociaków, popatrzyła w dół, a tam ku jej zaskoczeniu zamiast Cindy ujrzała Waltera, który mrucząc głośno, ocierał się o jej nogi.
— Co nicponiu, nabroiłeś i teraz domagasz się uwagi? — zażartowała, lecz i z nim się przywitała.
Wtedy mogła wyraźnie usłyszeć dość znajomy głos, który niósł się echem po całym dole z wnęki kuchennej. Ostrożnie odłożyła małego maltańczyka na podłogę, z czego psinka nie była zadowolona, lecz gdy tylko ruszyła w stronę kuchni, Junka wręcz szła krok w krok z nią. Stanęła w przejściu, a tam została bardzo ciekawe widok.
Jej partner stał odwrócony do niej tyłem, ubrany w ciemną bluzę i zwykle spodnie dresowe, lekko pochylony, opierał się na jednej dłoni o kraniec blatu. Nie było dziś w mieście zbyt ciepło, mówi się ze Miasto Aniołów to słoneczna metropolia, ale i tak gdy temperatura spada poniżej siedemdziesięciu stopni Fahrenheita, często mieszkańcy chodzą w cieplejszych ubraniach. Przyzwyczajeni do znacznie wyższych temperatur zaczynają odczuwać spadek, a na ulicach można spotkać osoby ubrane w cieplejsze ubrania. Tak osoby wychowane w klimatach bardziej podzwrotnikowym czy w tak upalnych strefach odczuwają spadek poniżej danej temperatury nawet jeśli dla innych to normalna temperatura. I oboje też to odczuwali zresztą. Wtedy rzuciła spojrzeniem na jego drugą ręką, którą przyłożył telefon do ucha i od razu mogła usłyszeć jego dość swobodną rozmowę z kimś.
Owszem mimo tego, że Ricardo przyjechał do Los Angeles na kilka tygodni i miał wyjechać już w następnym tygodniu z racji na zbliżające się święta to i tak pomimo ograniczenia pracy w biurze to i tak pracował zdalnie gdy ona sama była na uczelni. Jednak gdy wracała całe południe, było wyłącznie dla nich, robili, co tylko zapragnęli. Czy wychodzili na miasto, czy jechali się pobawić, czy zostawali w domu to i tak poświęcali sobie każdą wolną chwilę? Ona sama w ostatnich dniach miała istne szaleństwo, jak nie kończyła prac dla klientów, to uczyła się do ostatnich testów, które przeżyła i oficjalnie rozpoczęła świąteczną przerwę, z czego wręcz niewątpliwie się cieszyła, bo miała tydzień na przygotowania i pomyślenie co robi. Skoro jej facet wraca do kraju i pewnie będzie chciał spędzić ten czas z rodziną, jeszcze nie pytała Chestera, co zamierza na święta więc była tak naprawdę w czarnej dziurze. Jednak pewnie jutro zadzwoni do niego i spyta o plany świąteczne.
W następnej chwili usłyszała, jak się żegna, a kilka sekund potem odłożył telefon. Postanowiła wykorzystać mały element niespodzianki i bardzo cicho podeszła do niego, on zdawał się nie zauważyć, że wróciła i nie słyszeć jej rozmowy ze zwierzakami więc miała idealne wręcz podłoże. Pokonała dzielącą ich odległość i objęła go w pasie, przytulając się do jego pleców. Niestety była nieco niższa od niego, lecz w żaden sposób jej to nie przeszkadzało.
— Moja Señorita już wróciła — odezwał się z uczuciem.
Momentalnie odwrócił się w jej ramionach i spojrzał na nią pełen uczucia i miłości. Czuła jak obejmuje ją w pasie. Nawet nie była w stanie nic powiedzieć kiedy chwycił ją za biodra i płynnym zgrabnym ruchem podniósł za pośladki i odkręcił wokół siebie a w następnej chwili to ona siedziała na skraju kuchennego blatu gdy on stał pomiędzy jej rozsuniętymi nogami.
Kącik jej ust drgnął do góry w bardzo uroczym uśmiechu.
— I jak zajęcia? — zagadnął.
Momentalnie czuła jak kącik jej ust drga w bardzo delikatnym uśmiechu. Nie potrafiła go powstrzymywać i nawet nie chciała, wpatrzona w piękno jego brązowych na moment zapomniała o otaczającym ją świecie. Czy mogła nazwać słabością jej wręcz zamiłowanie do facetów o ciemnych oczach od kilku lat? Absurdalna myśl ją nawiedziła jednak gdy sobie przypomni, że Mike również miał podobny odcień oczu, nie mogła się powstrzymać przed dziwnym przekonaniem, że jednak rzeczywiście uwielbiała ciemne oczy u mężczyzn. Jednak bardziej od wyglądu liczyła się dla niej osobowość i charakter. A nie wątpliwie Ricardo miał niezwykłą aparycję, którą ją ujął i nie będzie temu zaprzeczać. Czuła wręcz się cieszy na wspomnienie ich pierwszego spotkania a właściwie spotkania w klubie. Niewinne spotkanie przerodziło się w coś znacznie głębszego.
— No to jak ostatnie testy ci poszły Bella — jego głos nagle wyrwał ją ze swoich rozmyślań.
Otrząsnęła się z wewnętrznego zamyślenia i nawet nie odrywając od niego swoich oczu, odezwała się z cichym westchnieniem:
— Nie było źle, ale... — zaczęła ze szczerością w głosie — Wykończył mnie ten tydzień — przyznała.
— A co z licencjatem?
— Zacznę go pisać po Nowym Roku — powiedziała szczerze — Pomysł mam jednak przyznam się, że boję się obrony.
Mężczyzna popatrzył na nią tymi swoimi wręcz hipnotyzującymi oczami. Tak się składało, że Ricardo praktycznie nie kończył studiów. Sam przyznał, że nie chce tracić czasu na naukę i tuż po liceum wraz z kumplem zaczęli rozkręcać swoją firmę. Jak twierdził że gdyby spędził kolejne pięć lat na studiach, które nic nie wniosą do jego życia, wolał zająć się interesem. Jednak trzeba to przyznać, że wielu milionerów, nie kończyło szkół wyższych, a i tak osiągnęli niemały sukces, bo może i część miała głowę do interesów, inni zwyczajny fart jednak tak ludzie mogą osiągnąć, wiele nie kończąc szkół wyższych. I Ricardo oraz Paulo to wyszło ich firma, zaczęła się rozwijać, bo trafili w idealną niższa, zwłaszcza że zajęli się nowymi technologiami i grami komputerowymi, na to zawsze jest pobyt. Zwłaszcza teraz ludzie interesują się i kreują nową technologię, więc trafili w dziesiątkę zupełnie jak Tony, on również się tym zainteresował był wręcz geniuszem informatycznym.
— W tym ci niestety nie jestem w stanie pomóc — przyznał szczerze — Sama wiesz, nie poszedłem na studia.
— Wiem...
— Ja tak naprawdę poszłam, by bardziej się rozwinąć, czy one mi pomagają po części tak, jednak dużo liczy się od umiejętności, jakie mam. Na chwilę obecną skoro mam klientów i jest zainteresowanie na moje prace, jestem pewna, że podążam we właściwym kierunku.
— Od zawsze chciałaś malować?
Zamilkła na moment, ale nie dlatego że nie znała odpowiedzi, lecz dlatego, że pamięcią powróciła do wspomnień z tamtych warsztatach, jakich była, zaczęło się praktycznie z czystej ciekawości, potem przerodziło się w zamiłowanie i chęć kształtowanie się w tym kierunku w przyszłości.
— Praktycznie od dziesięciu lat — odparła, spoglądając na niego — Rysunkiem zainteresowałam się dlatego, że organizowano darmowe warsztaty właśnie z rysowania. Poszłam tam, bo chciałam tak naprawdę mieć jakieś zajęcie po szkole. Zaczęłam od zera jednak artystka, która prowadziła te zajęcia, zobaczyła we mnie potencjał, a że nie miałam żadnych przyborów, to mi podarowała. Zresztą mówiłam ci, że wychowałam się w bidulu, a w takim miejscu nie ma zbyt wiele rzeczy — widziała, jak delikatnie przytaknął głową — Potem rysowałam w zeszycie i zaczęło mi iść nieco lepiej i gdy tak naprawdę przyjechałam do Los Angeles, zaczęłam się bardziej rozwijać i... — urwała momentalnie.
Nie wiedząc przez moment czy powiedzieć na temat Michaela, czy ominąć jego temat. Obiecała sobie, że nie będzie wspominać o poprzednich związkach, jednak tutaj chciała poruszyć raczej kwestie czysto artystyczną.
— Tak naprawdę pomógł mi przyjaciel mojego brata. Nie będę cię okłamywać, kojarzysz Linkin Park, wspominałam ci, że Chester to mój brat i tak mimochodem znam resztę kapeli. Jednak kilka tygodni po moim przyjeździe zaproponowano mi darmowe lekcje rysowania przez Shinodę.
— Znasz go?
— Trudno go nie znać — przyznała, mając wręcz na końcu języka, że jak mogłaby go nie znać skoro była z nim zaręczona — Udzielał mi prywatnych lekcji i zaczęłam coraz bardziej się w to wkręcać, a rok po zakończeniu liceum aplikowałam na uniwersytecie, na którym studiuje. Jak widać z pozytywnym odzewem.
— Dusza artystki z ciebie.
— Możliwe — odparła z lekkim uśmiechem — Jednak malowanie nie jest tylko moim hobby, zamiłowaniem a pracą jak sam widzisz, daje radę się z tego utrzymać i opłacać czesne. Nie narzekam. Moje życie układa się lepiej, niż mogło, by się ono potoczyć wcześniej. Co tak naprawdę brakuje do szczęścia? Mam pracę, studia, przyjaciół, brata i faceta. Nie potrzebuje nic więcej do pełni radości — przyznała.
— A imprezy i wyścigi — zauważył ze śmiechem.
— A to ty powiedziałeś — wytknęła mu.
— Pokazałaś już przy drugim spotkaniu, jaka z ciebie imprezowiczka.
— Czy ja ci mam przypomnieć Señor kto mnie do tego przymusił.
Spojrzała na niego niemal ostrym spojrzeniem, jednak ona zauważyła, jak uśmiecha się niewinnie.
— A twoje wieczne imprezy — mruknął, patrząc na nią z dozą podejrzliwości.
Mimowolnie wywróciła oczami na jego słowa, mrucząc cicho pod nosem, zanim mu odpowiedziała:
— Mówi to facet, który poznał laskę, zaciągnął ją do klubu, a potem do łóżka — powiedziała z lekkim przekąsem — I zanim powiesz, że jeżdżę na motorach, przypominam ci mój drogi, że ty też to uwielbiasz więc nie wytykaj mi tego co sam uwielbiasz.
— Ale ja nie wypominam, ja tylko zauważam, co moja Señorita uwielbia robić — stwierdził — Ale potrafisz być wredna i złośliwa.
Czuła jak kącik jej ust nieznacznie się podnosi do góry w bardzo szyderczym uśmiechu. Nie zamierzała kłamać, tak bywała nieco arogancka i drwiąca czy miała cięty język i tak dla niektórych może to być wada, dla innych zaleta, ale ona tak tego nie traktowała. Po prostu była osobą sarkastyczną czy kąśliwą jednak każdy, kto ja bliżej poznawał i wiedział o jej naturze, przyzwyczajał się do tego, bo tak potrafiła być cięta w pewnych chwilach, ale potrafiła być wrażliwa i uczuciowa. Gdyby Ricardo czy wcześniej Mike nie akceptowali jej czasami nieposkromionego charakteru to z pewnością by, z nią po prostu nie byli, a widać, że mimo tej jej dość nieprzyjemnej nakurzy, to akceptowali to. Dla niej to było istotne, że kto ją znał. Widział, że nie była idealna i miała swoje plusy i minusy. Nie chciała uchodzić za ideał istną perfekcję, bo takich ludzi nie ma i nigdy nie będzie na świecie i jest to wręcz oczywiste.
— Ale mnie kochasz.
— Nie zaprzeczę Bella, można powiedzieć, że pokazałaś mi, jakie to uczucie być znowu zakochanym,
Popatrzyła jednak na niego z zaciekawieniem. Może i wiele rzeczy ją intrygowały, jednak była osobą, którą nie dociekała, potrafiła zachować czyjąś prywatność i nie zamierzała dopytywać. Taka po prostu była. Umiała uszanować to ze ktoś może mieć przed nią tajemnice jednak gdy powierzali jej swoje sekrety potrafiła je zachować w tajemnicy.
— Co się tak na mnie patrzysz, po prostu...
— Ricardo — przerwała mu stanowczo — Szanuje prywatność twoją i twojej byłej dziewczyny nie musisz mi się spowiadać. To wasza sprawa, może ironia naszej sytuacji jest fakt, że spaliśmy ze sobą jednak uważam że jeśli coś was łączyło i cokolwiek was podzieliło nawet jeśli byłam to, ja wolę, by to było waszą sprawę. Nie chce się mieszać, tak jak ja nie chce wspominać o swoich byłych facetach.
— Byłych? Było ich kilku? — zaintrygował się, patrząc na nią.
— Tak, było dokładnie trzech, ale nie chce o nim mówić. Tak naprawdę nie ma, po co i o czym. Jaki ma sens mówić ci o moich byłych? Ja nie wiedzę sensu żałuje, tylko że mojemu poprzedniemu powiedziałam o swoich dwóch poprzednich związkach, ale teraz uznałam, że to łączyło mnie, z pozostałymi zostanie z nimi, a chce z tobą rozpocząć zupełnie nowy rozdział we własnym życiu.
Wiele się nad tym zastanawiała, nie raz nie przespała kilka godzin w nocy myśląc o tym jak bardzo jej życie uczuciowe jest zrujnowane jeszcze zanim nie wyjechała do Hiszpanii i wtedy może i postanowiła, że odpuszcza sobie relacje uczuciowe to jednak gdyby miało dojść do kolejnej, doszło do wniosku, że nie będzie opowiadać kolejnemu partnerowi o swoich poprzednich związkach. Powiedziała Michaelowi o Clarku i Justinie i pożałowała, teraz nie popełni tego samego błędu.
— Zmieniając temat Señorita — odezwał się po dłuższej chwili ciszy — Masz jakieś plany świąteczne?
Zaskoczyło ją to pytanie, spojrzała na niego zdziwiona, bo nie wiedziała, dokąd podąża ta rozmowa. Tak to prawda ze nie miała zupełnie żadnych pomysłów ani planów, nawet jeszcze nie zapytała brata, co planuje w tym roku czy spędza je z ukochaną, czy jednak zorganizują coś razem, jednak podejrzewała, że może jak w poprzednim roku spędzić ten czas z dziewczyną.
— Dlaczego pytasz? — wyrwało się niespodziewanie pytanie z jej ust.
— Po prostu odpowiedz, czy coś planujesz, czy nie?
— Szczerze na chwilę obecną nawet nie mam nic przygotowane, nie myślałam o niczym.
— To nie szykuj — stwierdził.
Popatrzyła na niego momentalnie, nie do końca rozumiejąc, co chodzi mu po głowie, jednak wkrótce miała dowiedzieć się prawdy i jednocześnie dowiedzieć się z kim rozmawiał, zanim wróciła do mieszkania.
— Chciałbym cię zaprosić do siebie na święta — powiedział, a ona wyczuła w jego głosie lekką niepewność — Wiem, że to szybko, jednak pragnę, byś poznała moją rodzinę.
— Ale.... — nie mogła wręcz wydusić, z siebie żadnego słowa będąc wciąż w szoku po jego słowach.
— Możesz mi odmówić Bella, bo widzę, że moja propozycja cię wręcz zszokowała, jednak skoro i tak nie masz siedzieć na kanapie przez całe święta to, czemu nie możesz spędzić tych chwil ze mną i z moimi bliskimi.
— Dość śmiała propozycja — przyznała — Szczerze nie wiem, daj mi przynajmniej dzień, to ci odpowiem, jak się zorientuje czy mój brat chce coś razem urządzić, czy spędzić czas z dziewczyną to ci dam znać.
Czy pozna jego rodzinę?
No comments:
Post a Comment