Saturday, October 19, 2024

IV 31 (P.1) — HISZPAŃSKI CHŁOPAK

    — Cassie! — wręcz wykrzyknęła już poirytowana do granic możliwości — Przestań! — z jękiem opadła na biurko w jednej z uniwersyteckich uczelni.
    Od przeszło godziny wysłuchiwała lamentów swojej bliskiej znajomej z uczelni i szczerze miała już serdecznie dosyć. Chociaż była bardzo cierpliwa, to już nie mogła dłużej słuchać marudzenia koleżanki, która przeżywała ostatnie kolokwium, martwiąc się, że zawaliła, żeby tego było, mało zaczęła, panikować odnośnie swojej pracy licencjackiej.
    I tak od godziny słuchała jej jazgotu, próbując się między czasie uczyć na najbliższy egzamin, lecz jeśli miałaby szczera, to zupełnie nic jej do głowy nie wchodziło, nie tylko przez to, że koleżanka marudziła jej nad uchem, ale czuła się dziwnie rozproszona. Nie mogła się zupełnie skupić na tym co czytała i na notatkach które leżały rozrzucone tuż przed nią.
    — Ale ja to schrzanię Julia.... — wręcz mówiła płaczliwym tonem.
    Uderzyła mimowolnie głową o biurko, huk rozniósł się echem w czytelni, mącąc spokój kilku studentów, którzy rzucili w ich stronę ostre spojrzenia, lecz ona nawet ich nie dostrzegła. Przymknęła oczy w chwili gdy jej kumpela nagle urwała swój monolog.
    — Julia? — spytała nagle.
    Mruknęła cicho, coś w odpowiedzi dając znać, że słucha.
    — Słuchasz mnie?
    — W tej chwili cię ignoruje — skomentowała kąśliwe — Jak skończyć maraton narzekania to mi powiedz — mówiła, a jej głos tłumiąco ciemny blat biurka.
    Praktycznie leżąc na biurku nie zobaczyła chwili gdy za jej plecami stanęła Daphne, która spojrzała na praktycznie leżącą na stole młodą Bennington, by potem spojrzeć na Cassie, nieco zaskoczonym spojrzeniem, jednak ponownie powróciła do młodej motocyklistki, a jedno pytanie cisnęło się jej na usta:
    — Julia?
    Słyszała jej cichy pomruk w odpowiedzi.
    — Dobrze się czujesz?
    — Zabierz ode mnie Cassie to będzie dobrze — usłyszała jej stłumiony głos. Momentalnie popatrzyła na jej towarzyszkę, która w geście obronnym rozłożyła ręce, nawet nic nie odpowiadając:
    — Ja cię szukam po całej uczelni, a ty siedzisz w czytelni.
    — Mam w poniedziałek test, a nic nie umiem — poniósł się stłumiony głos Julii — Gdybym wiedziała, że zostanę skazana na marudzenie Cassie ewakuowałabym się na błonia.
    W końcu z niechęcią wyprostowała się i odwróciła się przez ramię, by spojrzeć na koleżankę z zajęć, która stała przed nimi z torbą na ramieniu oraz kilkoma książkami pod pachą a w drugiej ręce trzymała mały pakunek. Nie zdążyła nic powiedzieć nawet się ruszyć gdy podeszła bezpośrednio do niej i wręcz pociągnęła ją na równe nogi i mocno przytuliła. Nieco zaskoczył ją ten gest, lecz po chwili usłyszała tuż obok swojego ucha jej głos:
    — Wszystkiego Najlepszego Julio.
    Tak naprawdę gdyby nie fakt, że dziś o poranku została obudzona przez Ricardo jak codziennie od początku grudnia to zupełnie zapomniałaby, że ma dziś urodziny. Przygotował jej wspaniałe śniadanie do łóżka oraz ubarwił poranek o zmysłowe przeżycia w łóżku. Aż na samo wspomnienie uśmiechnęła się, jednak po chwili wróciła do rzeczywistości gdy koleżanka wsunęła jej do dłoni torebkę z upominkiem.
    — Chyba nie zapomniałaś?
    Pokręciła przecząco głową, bo tak zdarzyło się jej czasami pod nawałem nauki czy pracy zapomnieć o czymś bardziej lub mniej istotnym pomimo prowadzenia harmonogramu to i tak były takie momenty, że pod wpływem nadmiaru obowiązków coś wyleciało jej z głowy. Każdy się wręcz dziwił, jak na tak wiele rzeczy znajduje czas, jednak zawsze podkreślała, że nie ma nic lepszego niż prowadzenie grafiku, przynajmniej nie gubiła się w zleceniach testach czy zawodach.
    — Trudno zapomnieć, gdy każdy przychodzić, złożyć życzenia, dobrze bez przesady, ale ci, co mnie znają, a rano zastałam na swoim progu mieszkania masę paczek od znajomych z prezentami.
    — Nie organizujesz imprezy?
    — Szczerze nie mam do tego głowy. Mam egzamin, poza tym jakoś nie mam ochoty się bawić.
    Lecz tak naprawdę nie chciała powiedzieć prawdy, że zamierzała spędzić ten wyjątkowy dla niej dzień z kimś sobie bardzo bliski. Nie było tajemnicą, że odkąd Mike pokazał się na wywiadzie z obecną żoną każdy z jej bliskich, który wiedział, że spotykała się z muzykiem, teraz wiedział, że jest singielką. A jeszcze na początku roku składano jej życzenia z powodu zaręczyn, a teraz oficjalnie była wolna, jednak i tak jej serce należało już do kogoś.
    Był nim nie kto inny jak Ricardo, który przez dwa miesiące ich przygodnej zabawy rozkochał ją w sobie do szaleństwa, a ona straciła do niego zupełnie głowę i nie mogła temu przeczyć, że tak nie było, on sam nie był jej zupełnie obojętny. Widziała po nim, jak bardzo angażował się w ich relacje, jak bardzo się starał o jej względy. Czuła się wręcz jakby była na początku kolejnego związku, lecz brutalność siata polegała na tym, że żaden z nich na razie nie miał śmiałości czy odwagi poprosić o chodzenie, a może czekali na jedną wyjątkową okazję, albo wstrzymują się z ta decyzja. Można było gdybać, ale bo po skoro mogli się cieszyć sobą. Jednak najbardziej co ją cieszyło, to że Ricardo zostaje, z nią do świąt potem wraca, bo jak wspomniał, jego rodzina nie odpuści mu gdy nie pojawi się na tradycyjnej rodzinnej kolacji, więc wykorzystywali teraz każdą chwilę, by tylko nadrobić stracony czas i nagonić z tym gdy nie pozostaną razem. Przeszła ją myśl, by na Sylwestra wrócić do San Sebastian i spędzić z nim ostatni dzień roku. Kto to wie, na razie jej największym zmartwieniem były studia, masa pracy oraz zawody w przyszłym tygodniu, oraz to, że musiała szykować prezenty gwiazdkowe dla bliskich.
    Jednak gdy skończy, zajęcia miała w planie, tylko jedno wrócić do domu i wyciągnąć Ricardo na miasto, może jakaś urodzinowa kolacja w restauracji kto to wie.
    Niestety nie mogli dłużej porozmawiać, gdyż każda z nich musiała się śpieszyć na zajęcia. Ona niechętnie powędrowała na zajęcia z historii sztuki, ostatnie wykłady, które czekają ją tego dnia z niezbyt lubianym profesorem, który nie opowiadał na tyle, ciekawie by była zaintrygowana jego przedmiotem. Dlatego większość zajęć spędziła na robieniu notatek i wykazywania braku entuzjazmu odnośnie prowadzonych zająć.
    W końcu dobiegły końca ostatnie zajęcia, które miały dziś miejsce. Ona nawet nie zatrzymała gdy wychodziła z sali, powędrowała w stronę wyjścia z uczelni, lecz tuż przy wejściu natknęła się na Daphne oraz Cassie, które o swobodnie o czymś dyskutowały. Lecz gdy tylko ją dostrzegły, zwróciły na nią uwagę.
    — I jak?
    — Nudno — skomentowała.
    Na co trojga dziewcząt wybuchnęła zbiorowym śmiechem. Wszystkie trzy wyszły z uniwersytetu, gdy stanęły na parkingu, przystanęły na moment, by porozmawiać, zanim każda z nich pójdzie swoją drogą, mimo że i tak zobaczą się jutro. Był piątek więc ostatni dzień zajęć na ten tydzień.
    Były tak bardzo pochłonięte wzajemną dyskusją, że drgnęły wystraszone gdy usłyszały dźwięk silnika motocyklu. Spodziewały się, że to jakiś motocyklista, szaleją na drodze, jednak kątem oka ujrzała jak w ich kierunku, śpieszy bardzo znajomy jej motocykl.
    Odwróciła głowę w tamtym kierunku, zsuwając częściowo okulary ze swojego nosa i patrząc znad oprawek, na bardzo znajome jej kawasaki. Właściwie to był... jej motocykl! Wręcz na moment stanęła, wmurowana patrząc na swojego ukochanego ścigacza, dopiero wtedy maszyna zatrzymała się tuż blisko niej, a ona mogła przyjrzeć się kierowcy.
    Mocna budowa ciała, która była jej dziwnie znajoma, lecz czerń i skóra totalnie zakrywały ciało mężczyzny. Ręce okryte rękawiczkami bez palców, zdjął z kierownicy, prostując się. Kask nie pozwalał zobaczyć jego twarzy, jednak widząc, swoje kawasaki mogła przypuszczać, że tylko jedna osoba mogła go ukraść. Obecnie tylko jedna osoba miała dostęp do jej małego domu, wręcz w nim mieszkała i dobrze wiedział, gdzie trzyma kluczyki. Z trudem powstrzymała powagę, lecz zaplotła ramiona na swoich piersi, patrząc na opierające się na nogach mężczyznę, który utrzymywał równowagę.
    — Kim jesteś? — wyrwało się z gardła Cassie, która zupełnie jak Daphne i ona przyglądały się mężczyźnie.
    Jednak on milczał, nie odpowiedział ani słowem. Jednak w następnym momencie wyciągnął za pleców drugi kask i wyciągnął w stronę Julii, która obecnie patrzyła na niego z pobłażliwością w oczach.
    — Wrócę samochodem — skomentowała i nawet nie kwapiąc się odebrać małego podarku.
    — Nie możesz odmówić Bella — odezwał się głębokim lekko zachrypniętym głosem — Albo sam cię wpakuje na maszynę — dodał groźnie.
    Lecz ona nawet się nie ruszyła, wręcz opuściła ramiona wzdłuż boków, uniosła tylko na moment rękę i odmachała mężczyźnie, lecz nie mogła się powstrzymać przed tekstem, który padł z jej ust.
    — Na razie złodzieju — odmachała mu, chcąc dalej iść.
    To był jak ułamek sekundy gdy w jednej chwili poczuła znajome ramiona wzdłuż swojej talii, gdy wręcz pociągnął ją ze stanowczością za sobą i usadził na skórzanym siedzeniu za sobą. Krzyknęła oburzona, lecz on zajął miejsce przed nią i wsunął w jej ramiona kask, nie dając jej już jak zaprotrstować gdy odpalił silnik.
    — Odbierz go jutro Señorita a teraz cię porywam na miasto. Zakładaj kask! — wręcz powiedział naglącym i stanowczym głosem.
    Nie miała już tak naprawdę wyboru, tylko wsunąć na swoją głowę kask obejmując go w pasie, na odchodne pomachała jeszcze do dziewczyn, które stały lekko oszołomione tym, co się wydarzyło. I faktem, że ich kumpela została porwana przez tajemniczego faceta, którego ona najwyraźniej znała. Nie da się zaprzeczyć, że Julia była jedną z piękniejszych dziewcząt na uniwersytecie i wielu chłopaków do niej wzdychało i nie wydawało się być zaskoczeniem, że po rozstaniu z byłym po kilku miesiącach znowu kogoś znalazła. Nie wiedzieli nic więcej, jednak widzieli jedno, on nie był stąd. Nie bez powodu rozmawiali, ze sobą po hiszpańsku jednak zaciemniona szybka na kasku nie dała im się bliżej przyjrzeć temu tajemniczemu facetowi.
    Patrzyli, tylko jak odjeżdżają i znikają za pobliską ulicą.
    Jechali ulicami miasta, lecz ona nie znała ich celu. Jechali przed siebie, a ona mogła jedynie się rozglądać na boki i orientować się po ulicach, z racji, że dzisiejsze ostatnie zajęcia kończyły się około szesnastej, powoli do miasta zaczęła zbliżać się noc i z racji na już zimową aurę z założenia dni stawały się krótsze. Jednak widząc jak Ricardo, pędzi przez miasto w jednym kierunku, mogła się tylko zastanawiać, dokąd tak naprawdę jadą.
    Wkrótce jej wątpliwości miały zostać rozwiajne gdy zatrzymali się stosunkowo nie daleko plaży na Santa Monica. Z chwilą gdy zeszła z motocykla i zdjęła wolno kask z głowy, rozejrzała się, ludzie pomimo już zbliżających się nocy gnali na plaże. Może i robi się ciemno, jednak to nadal środek dnia. w niezwykle słonecznym Los Angeles.
    Po chwili zobaczyła przed sobą wyciągniętą dłoń Ricardo. Poderwała na niego, swoje spojrzenie a on uśmiechnął się zachęcająco. Sam teraz stał przed nią już bez kasku, ale nadal w ciemnej skórze. W końcu złapała ją, a on zacisnął mocniej palce na jej ręce i poprowadził ją do wejścia na plaże. W końcu dotarli, nad sam brzeg a słońce już się chyliło ku upadkowi.
    Słyszeli szum oceanu i uderzające o pobliskie klify fale oceanicznych wód. Było tu tak klimatycznie i urokliwie, że trudno nie było się zachwycić a dla niej, osoby, która kochała ten oklepany do znudzenia widok, plaży, morza czy zachodzącego słońca to jednak nadal ją zachwycał. Każdego wieczoru gdy mogła przyjechać na swój własny sposób, ujmował w swojej prostocie, lecz pięknie i nie dało się zaprzeczyć, że wielu było takich jak ona kochający bardzo oklepane motywy.
    Niespodziewanie poczuła, jak Ricardo mocniej zaciska swoją dłoń na, a ona odwróciła się nieco w jego kierunku, a on nadal patrzył na zachodzące słońce.
    — Myślałem, że nie zdążymy — powiedział wpatrzony w złocistą kulę.
    Jednak w tej samej chwili odwrócił się w jej kierunku, a ona w zachodzącym słońcu zobaczyła niepokój i niepewność. Jednak gdy tak stali przez moment, wpatrzeni w swoje oczy a jedyne co wokół nich było słyszeć to szum oceanu, w końcu się odezwał:
    — Może to pochopna, nieracjonalna i skrajnie głupie co teraz robię — przyznał ze szczerością serca — Jednak tak wyjątkowym dnień i chciałbym, cholernie by mi zależało, gdybyś powiedziała tak.
    — Nie uważasz, że na zaręczyny za wcześnie Señor? — spytała z lekkim rozbawieniem.
    — Nie o to chciałem zapytać — odparł również rozbawiony — Raczej chciałem, byś została moją dziewczyną i tak wiem, że krótko się znamy, ale mi na tobie zależy. Kocham cię i chce cię mieć tylko dla siebie — powiedział z dozą rozbawienia w głosie.
    Mimowolnie uśmiechnęła się na ostatnie słowa. I tak naprawdę nie zastanawiając się nad czy to rozsądne, czy nie, wręcz odpowiedziała w tej samej chwili.
    — Jeśli się faktycznie zgodzę — zaczęła nieco zaczepnym tonem — Będziesz skazany na moje diaboliczne towarzystwo.
    Nie potrafiła poskromić uśmiechu, który cisnął się jej na ustach, lecz i jej towarzyszy nie stał przed nią z kamienną twarzą, widziała, jak kącik jego ust unosi się znacząco do góry. Oboje wręcz doskonale wiedzieli, czego parafrazą są tego słowa właściwie kogo, a właśnie jego, który nazwał ją przed kilkoma dniami swoim małym diabłem. I wcale nie czuła się w żaden sposób obrażona tymi słowami, wręcz uwielbiała z tego żartować.
    — Skoro sam zaproponowałem mojej diablicy chodzenie, to wiem, na co się pisze — skomentował, gdy pochwycił jej drugą dłoń w swoim.
    Patrząc wprost w jej oczy, wyczekiwał odpowiedzi na nurtującego go wciąż pytanie. Może i miał lekką obawę z tyłu głowy, że może odmówić, jednak liczył się z tym, jednak miał dziwne przeczucie, że ona nie odmówi. Wpatrzony wprost jej oczy widział roztargnienie, jednak nie odrzucenie, to dawało mu nadzieje, ze jednak zgodzi się z nim być.
    W momencie gdy zapadła między nimi chwila nieco dłuższej ciszy wręcz specjalnie przez nią przeciągana, nie dlatego że nie znała odpowiedzi, wręcz przeciwnie wiedziała, co odpowiedzieć, bo ją znała, lecz z tyłu głowy pojawiły się jej wątpliwości czy dobrze robi, godzą się na kolejny związek po tak znacząco krótkiej przerwie między dwoma związkami, może i to kilka miesięcy, ale z drugiej jednak strony czemu miałaby mieć jakiekolwiek wahania jeśli jej były po kilku tygodniach od chwili gdy z nim zerwała, on poślubił swoją kochankę i byłą żonę. Podniosła na niego swoje spojrzenie, blask słońca, które właśnie znikało, odbiło się w jego ciemnym spojrzeniu, a ona mimowolnie poczuła, jak kąciki jej ust unoszą się do góry.
    — Nie potrafiła, bym ci odmówić Señor — zgodziła się, co wyraźnie uradowało mężczyznę.
    Wręcz w następnej chwili została porwana w jego ramiona i szczęśliwy okręcił ją wokół siebie, mimowolnie pisnęła wystraszona, jednak po chwili znowu stała pewnie na swoich nogach i mogła poczuć jego zmysłowe usta w bardzo gorącym pocałunku, gdy ujął jej twarz w dłonie i przyciągnął bliżej siebie. Wręcz zabrakło jej tchu gdy nie potrafił ani na moment przerwać tego zmysłowego pocałunku, lecz nie marudziła, wręcz przeciwnie odwzajemniła tę subtelną pieszczotę gdy oni stali nad brzegiem oceanu u schyłku nocy, gdzie wielu ludzi przechodziło tuż obok, nich nawet na nich nie zerkając.
    Wkrótce jednak i to z ogromną niechęcią Ricardo odsunął się od niej odrobinę, co przyjęła, z ogromną niechęcią i wręcz jękiem rozpaczy, co rozbawiło jej partnera, którego śmiech łaskotał jej uszu.
    Czuła się wręcz cudownie.
    Ale jaka dziewczyna nie czułaby się taką szczęściarą jak ona gdy wręcz po tygodniach jak nie miesiącach żałosnej walki z samą sobą własnymi uczuciami do faceta, który będzie szczera nie był w jej zasięgu i nie mogłaby, z nim być teraz praktycznie pół roku później po wielu przeżyciach mogli oboje być razem nie zależnie od niczego nawet od przeciwieństw losu, bo tak naprawdę nikt nie wie o nich. Ona nie chciała na razie mówić nikomu mówić o swoim nowym chłopaku, pamiętając, co wydarzyło się z poprzednimi związkami, lecz nie była pewna podejścia Ricardo do sprawy. Lecz nie powiedziała, że nigdy nikomu nie powie, jednak na razie zamierzała zachować to w tajemnicy i korzystać z okazji, że miała go u swojego boku, póki nie musiał wrócić do Hiszpanii. Bo gdy wróci ten czas, rozstania będzie po części testem ich uczuć czy zdołają przetrwać w związku na odległość.
    Ona wiedziała, że wiele zniesie dla miłości. Tak naprawdę potrafiła wiele poświęcić dla swoich uczuć. Jeśli by jej nie zależało, to by nie była przez tak wiele lat z Michael, który wyjeżdżał nie jednokrotnie na wiele tygodni w trasy czy kampanie promocyjne kolejne krążki. Dawała radę, chociaż nachodziły chwile zwątpienia. Jednak dla miłości poświęci wiele by tylko być szczęśliwa z tym którego kochała. A wiedząc, że Courtney wyjeżdżała i Ricardo musiał znosić jej wyjazdy, mogła przypuszczać, że może im się uda. Jednak to jedynie czas pokaże, czy zdołają wytrwać.
    — Jesteś wspaniała Bella — powiedział z uczuciem — Wreszcie mogę w końcu to powiedzieć, że cię kocham Señorita.
    Nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jej ustach. Gdy usłyszała tak upragnione przez nią słowa, lecz sama nie zamierzała pozostać obojętna i odruchowo obejmując dłońmi go za kark, odparła nieco ciszej.
    — A myśleliśmy, że to nie tak się zakończy — odezwała się z lekkim śmiechem — Że się w sobie zakochamy. Miała być to tylko...
    — Przygoda, która zakończyła się miłością — wszedł jej niespodziewanie, w słowo kończąc jej myśl — Jednak czy to ma znaczenie skoro mam tak piękną Bellę przy swoim boku.
    — Nie Señor, bo kocham cię do szaleństwa i mimo że chciałam o tym, zapomnieć to jednak twój przyjazd sprawił, że wszystko wróciło na nowo.
    — Teraz nie musisz nic ukrywać — powiedział cicho, całując kącik jej ust — Jednak chciałbym cię zabrać w jeszcze jedno miejsce — powiedział.
    — Dokąd?
    — Na małą kolację w twoim salonie — odparł nieco tajemniczo.
    Z ogromną wręcz niechęcią oderwali się od siebie, lecz gdy mieli już wracać. Odruchowo chwyciła jego dłoń i mocniej ścisnęła, gdy przeszli przez długość plaży wracając na parking. Bez żadnych trudności odnaleźli motocykl.
    Wkrótce ruszyli po oświetlonych ulicznymi lampami drogami Miasta Aniołów. Droga wydawała się tak prosta, która prowadziła ich do jej własnego mieszkania. Dojechali praktycznie ponad czterdzieści minut później, jednak nie było to dziwne, pomimo panujących korków w mieście o tej godzinie było to normalne, że ruch tężał, bo ludzie powoli wracali z pracy. Mimo że już panował zimowy klimat i nawet pogoda dostosowała się do nowych realiów, tutaj praktycznie nigdy nie padał śnieg i nie było tego klimatu białej zimy, o którym ona marzyła.
    W końcu jednak zatrzymali się na podziemnym parkingu w apartamentowców. Schodząc z motocykla, zdjęła kask i odłożyła go do bagażnika, niemal w tej samej chwili jej partner zrobił to samo i nie musiała czekać długo gdy ujął jej dłoń w swoje, a oni powędrowali w stronę jednej z wind.
    Wsiadając do windy, nadal wyczuwalne między nimi było uniesienie, które i tak czuli wzajemnie ze zostanie rozładowane w jej sypialni. Jednak po paru sekundach w końcu zatrzymali się na ostatnim piętrze. Szła długim korytarzem do swojego mieszkania. Wyjęła kartę magnetyczną i przyłożyła do zamka. Pchnęła drzwi, a ona weszła do środka i niemal od razu zobaczyła korytarz oświetlony małymi światełkami, które imitowały świeczki. Głupotą byłoby zapalenie, zwykłych i zostawienie mieszkania bez opieki zwłaszcza przy dwoje kotów i psie, dlatego po bokach zamiast świeczek zobaczyła lampki, jednak one dodawały takiego, samego nastroju co zwyczajne świece. Płatki róż tworzyły imitacje ścieżki, która wiodła do schodów, które prowadziły do salonu. Zgaszone światło sprawiało niesamowitą atmosferę.
    — Zapraszam do środka — usłyszała tuż przy swoim uchu cichy męski szept.
    Podążyła drogą usłaną z róż, zeszła po schodach a tam zobaczyła stół ozdobiony płatkami róż, pośrodku stał bukiet jej ukochanych kwiatów, a kawałek dalej stał świecznik z niezapalonymi świecami. Wręcz idealnie ustawiona zastawa na dwie osoby do prywatnej kolacji sprawiła, że wszystko wyglądało, jakby robił to od południa.
    — Zapraszam Señorita — odsunął przed nią jedno z krzeseł.
    Popatrzyła przez moment na niego, lecz nic nie mówiąc, usiadła. Nie zdążyła o nic zapytać, a on ponownie wspiął się do góry po schodach i wrócił chwile później z butelką białego wina, które nalał do kieliszków, a po chwili przyniósł dwie porcje dania.

No comments:

Post a Comment