Sunday, March 1, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 22

    — Myślicie, że sobie poradzi?
    Jej ton był przepełniony nutką wątpliwości, a także nieskrywanej ciekawości. Nie dało się ukryć, że w takim wydarzeniu brali udział po raz pierwszy. Nawet jeśli przed kilkoma laty ich przyjaciółka, partnerka czy siostra dość często udzielała się w takich typu imprezach, to nigdy wcześniej ich nie zaprosiła.
    Nie było to wcale egoistyczne podejście, ponieważ w głównej mierze była brana pod uwagę na wyścigach, które rozgrywały się poza granicami miasta, praktycznie nigdy wcześniej nie wystawili jej w ich rodzinnym mieście, bo zazwyczaj brali kogoś innego z jej ekipy. Czy to był celowy zabieg, czy nie, nikt nie wiedział, bo decyzja jak wspominała, należała do ich liderów, do których należał ostatni głos?
    Nikt z ich grupy nie mógł wpływać na decyzyjność Dereka i Owena, to oni jako nieformalni założyciele oraz osoby, które zawsze miały ostatnie słowo, brali pod uwagę każdego i decydowali, gdzie kto miał się udzielać.
    Wspominała im na ten temat, parę dni temu gdy wspominała, że następne zawody są w mieście, a ona będzie w nich brać udział. Był to jej nie dosłowny debiut, lecz były to pierwsze wyścigi od czasu jej dość długiej przerwy, dlatego zaprosiła ich i od razu ostrzegła, że jak nie da popisu, to mogą ją śmiało wygwizdać. Mimo ich zapewnień, że sobie da radę.
    Dystans, z którympodchodziła do swojej ewentualnej przegranej, był dla niej bardzo charakterystyczny, a raczej dystans, jaki mała do siebie. Musiała jednak znowu popracować, by do tego poziomu dojść, by moc się śmiać i żartować z samej siebie szczególnie po jej problemach po porwaniu a główne z jej ciałem, które było w bardzo złej kondycji. Ona powoli odbudowała tę wersję siebie, jaką była, co niezmiernie ich cieszy. Przeszła wraz z Mike prawdziwe piekło i nie można było im tego odmówić. Ciężar tamtych lat wciąż ich nawiedzał, to nie było tak, że terapia pomaga i zapomina. Proces zdrowienia po takich rzeczach nigdy nie jest prosto linijny i oni zdawali sobie z tego sprawę,
    — Bardziej powinnaś zadać pytanie, dlaczego miałaby sobie nie poradzić — wtrącił się jej partner, spoglądając na tor, gdzie dało się dostrzec kilka grup motocyklistów, czy kręcącą się obsługę, czy każdego innego kto wspomagał te zawody w organizacji, a najważniejszych punktach przejazdu znajdowały się patrole policyjne.
    Część wyścigu odbywała się na terenie półotwartym, a druga na zwyczajnych drogach miejskich dlatego tak ważne było zabezpieczenie przez odpowiednie służby. To nie był zlot nielegalnych rajdowców, którzy działali wyjęci spod prawa. W przypadku grup, do których należała Julia, to byli zawodowcy, którzy mieli odpowiednie pozwolenia i papiery, na to rozgrywkę dlatego tak ważne było dopięcie wszystko na ostatni guzik.
    — Nie chce psuć twojej wiary w Julie, ale pamiętaj, sama przyznała, że została, wybrana niekoniecznie przekonując jednego z liderów, który nie był przekonany czy jest na to gotowa — wtrącił się siedzący tuż obok nich Mike. — Sama mówi, że na pewno na podium nie będzie, chce się wykazać, ale nie zobaczymy jej odbierającej medal.
    — Nie możemy się temu dziwić, w końcu miała dość długą przerwę i wyszła z formy — wtrąciła się Alice, która zerknęła na przyjaciela. — I tak zaskakuje mnie, że w ogóle się na to zdecydowała, w końcu już była po poważnym wypadku i często takie osoby zwyczajnie rezygnują przez strach i traumę, a ona wróciła mimo wszystkiego, co się stało.
    Siedzący dwa krzesła od niej mężczyzna mimowolnie aż skurczył się w sobie, na wspomnienie tamtego wydarzenia. Doskonale wiedział, do czego ona nawiązuje, a jej wzrok był niemal w niego wbity. Nadal czuł wobec siebie wstręt, że w ogóle wpadł na ten durny pomysł, mimo że absolutnie go nie zrealizował i zawiesił ten durny plan na uprzykrzaniu jej życia, to nadal poczucie, że to był jego pomysł, lecz to Taylor dopuściła, się jego realizacji sprawiło, że wciąż się za to obwiniał.
    — Alice wiem, co masz na myśli — powiedział, przełykając gulę w gardle. — I cholernie mi za to wstyd. Nie powinnam przekierowywać swojej nieuzasadnionej złości i wściekłości na nią tylko dlatego, że wtedy odeszła, zwłaszcza że dowody przemawiały za tym co jej zrobiłem. Skończyłem jednak swoją realizację na planach uprzykrzenia jej życia, bo zrozumiałem, że to naprawdę stawia mnie w złym świetle szczególnie po tym wszystkim. Mogę tylko przeprosin ponownie, ale czasu nie cofnę.
    — Ważne, że w końcu coś do ciebie dotarło — mruknęła z lekką aprobatą.
    — Wtrącę się tylko odrobinę i przypomnę wam, że sam nie byłem idealny, ale wraz z nią zdecydowaliśmy, że idziemy dalej nie wracamy do tego co było — wtrącił się Chester, który usiadł pomiędzy nimi. — I naprawdę czy musimy rozmawiać o tym teraz — dłonią wskazał na stadion gdzie reprezentacji drużyn, ustawili się na linie, startu przygotowując się do zawodów.
    Nie miel trudności w rozpoznaniu Julii, która stała na drugim krańcu startu z dala od nich. Jej kombinezon jednak był zbyt znajomy. Na czerni kombinezonu wyraźnie było widać fioletowe ornamenty, które wśród bieli, czerni czy czerwieni zdecydowanie się odróżniały, dało się także zobaczyć na jednym z motocyklistek kombinezon z różowymi elementami. Oni jednak skupili się całkowicie na drodze tuż przed nimi.
    Było to po części ekscytujące, że w końcu po takim czasie mogli zobaczyć Julie w swoim środowisku. Odkąd tylko skończyła dziewiętnaście lat, wkręciła się w świat dwukołowców oraz wyścigów. Mimo że słyszeli z jej opowieści o treningach czy zawodach, to praktycznie rzadko ją widzieli faktycznie na żywo, nie licząc oczywiście transmisji w telewizji, którą oglądali gdy mieli ku temu okazje.
    Wkrótce po części stadionie rozbrzmiał głos prowadzącego, który tłumaczył drogę, która była przed nimi, lecz bardziej obrazował ją tłumowi niż motocyklistą, którzy o poranku już mogli zapoznać się z trasą, by potem móc wiedzieć, gdzie jechać.
    — Jeżeli wszystko wiemy, rozpoczynamy odliczanie — zagrzmiał mężczyzna, który stał na podwyższeniu.
    W dole tuż przy starcie stanął mężczyzna, który był starterem tych zawodów. To od jego decyzji zależało kiedy zawodnicy ruszą. Długo ani startujący czy publiczność nie musieli czekać, na włączenie odliczenie. Mimo wcześniejszego gwaru teraz jakby publiczność zamilkła wręcz wstrzymała oddech, spoglądając dokładnie w dół tam, gdzie mieli zobaczyć swoich faworytów czy bliskich, który brali udział w zawodach, na ekranach dało się dostrzec powolne odliczanie, trzy, dwa czy w końcu jeden. Światła jednak wciąż paliła czerwień i to od tego mężczyzny zależała decyzja kiedy w końcu włączy i zezwoli jechać.
    Wokół nich unosił się echo odpalonych ścigaczy oraz dźwięku tak charakterystycznego do przy gazowaniu przy starcie, a on wciąż wpatrywał się w swoją ukochaną. Patrzenie na nią w tym kostiumie na jej ukochanym ścigaczu, było czymś, na co lubił spoglądać z boku. Mimo że Julia proponowała mu kilkukrotnie to, że się z nim przejedzie, to wielokrotnie odmawiał.
    Nie czerpał satysfakcji z takich szybkich jazd mimo jej zapewnień, że będzie jechała bezpiecznie, to nadal czuł wewnętrzną blokadę, by dać się jej przewieść. Wierzył w to, że jeździ poprawnie, jednak on nie czuł pewnie się na dwukołowcu, za którym ona wprost szalała.
    W końcu światła rozpaliły się na zielono, a kilka motocykli ruszyło. On przyjrzał się Julii, która ruszyła w środkowej stawce. Jak sama określiła to, nie jest najgorszy start.
    — Dobrze liczę, ruszyła jako szósta — przez hałas panujący na stadionie, który rozbrzmiał tuż po starcie, przedarł się głos Alice.
    — W tej chwili jest dziewiąta — odezwał się głośniej Chester, który zerkał na tablice wyniku.
    Wkrótce obecna na otwartym stadionie publiczność mogła obserwować zawody z kamer, które były rozmieszczone na trasie wyścigu, a także, z który samochodu jechał niedaleko zawodników, tak by nie przeszkadzać. Nazwiska na tabeli wciąż się zmieniały gdy jedna z dziewcząt wychodziła na prowadzenia, a druga spadała. Oni co jakiś czas zerkali na tablice, gdzie patrzyli na poczynania Juli, z dziewiątego miejsca spadła na jedenaste, lecz w połowie wyścigu podskoczyła o trzy pola i zaczęła powoli dożyć do siódmego miejsca.
    Jej zespół, który stał w specjalnie przygotowanych dla grup motocyklistów miejscu, nie oczekiwali wysokiego miejsca, zupełnie jak jej bliscy. Nie chodziło o brak wiary, jednak realne możliwości, jakie teraz posiadała, oraz długoletnią przerwę, w której utraciła swoją wcześniejszą kondycję. Byli realistami, mimo że w sercu trojga bliskich Julii paliła się iskierka nadziei, że może zyska lepszą pozycję.
    Ona sama była jedynie skupiona na jeździe. Nie słyszała, jak zostali nawet komentarzy prowadzącego, hałas, a także przytkane uszy zatyczkami sprawiły, że nie mogli wyraźnie słyszeć, jedynie lekki odgłos silników motocyklowych. Dla nich liczyła się jedynie droga tuż przed nimi i wywalczenie dla swojej drużyny jak najlepszego miejsca. Ona w końcu czuła tak ogromną satysfakcję, którą nie czuła od dłuższego czasu.
    Nie pamiętała kiedy ostatni raz brała udział w zawodach, a teraz powrót był dla niej trudny, lecz niemożliwy. Nie miała ambicji na, chociażby trzecie miejsce, liczyło się, że mogła znowu poczuć to poczucie adrenaliny, smak, który za tym szedł. To było tak cudowne uczucie, którego jej brakowało, że nie mogła przejść obok tego obojętnie. W końcu poczuła się jakby była w swoim własnym żywiole, bo faktycznie w nim była.
    Nie można było zauważyć jej uśmiechu, który skradł się na jej usta tuż pod kaskiem oraz bandomą, którą miała, zakrytą znaczą cześć twarzy. Liczyła się jedynie tu i teraz, a ona czuła jakby zapomniała o całym świecie, bo to był dla niej jak powrót do domu. Tam, gdzie czuła się bezpiecznie i spokojnie i zdawała sobie sprawę, jak to brzmiało, jak to możliwe, że tak się czuje w kontekście wyścigów.
    Tak jednak było w momencie, gdy po długim czasie wracasz do czegoś, co kochasz po długoletniej przerwie i możesz skupić się wyłącznie na tym. Nawet jeśli nie osiągniesz pierwszego miejsca, nie zrobisz furory za pierwszym razem, liczy się tu i teraz i to było chyba najważniejsze.
    W końcu zobaczyła, że znajduje się na ostatnich prostych ku mecie, a tuż przed nią znajdowały się dwa ścigacze swoich rywalek, nie miała jednak pewności czy faktycznie przed nimi jeszcze nie było nikogo, a zapewne są, jednak nawet jeśli w tej chwili figurowała na ósmym miejscu, to nie miało znaczenia.
    W chwili gdy zobaczyła pobliski motocykl i zobaczyła realną szansę na prześcignięcie rywalki. Zamierzała to wykorzystać, spojrzała w bok, tam, gdzie widziała szansę jej minięcia. Musiała wykorzystać tę okazję. Przejechała na drugi bok i znacząco przyśpieszyła gdy miała wprost idealne warunki do zmierzenia się z tą dziewczyną i w końcu wjechała tuż przed nią, nawet nie zdając sobie sprawę, że takim sposobem, tuż przed metą wskoczyła na piąte miejsce w tabeli.
    Tłum wiwatował, gdy ona zbliżała się do linii mety, mimo że słyszała ich zduszone głosy, wkrótce przejechała ją, widząc w lusterku jak dziewczyna, z która się mierzyła, na ostatniej prostej próbuje ją wyprzedzić, lecz ona jej na to nie pozwoliła gdy zobaczyła, jak robi manewr w bok, tak by uniemożliwić jej zdobycie lepszego miejsca od niej.
    Przyśpieszyła, a gdyprzekroczyła linie, mety tłum głośno wiwatował, lecz ona nie straciła uwagi, ponieważ powoli zatrzymała się bezpiecznie, dopiero gdy zredukowała prędkość z wyścigowej do normalnej, a potem do zera w końcu mogła, stanął bezpiecznie i sięgnąć do zapięcia kasku.
    Nie zdążyła nawet spojrzeć na tablice, lecz w jej oczy rzuciła się jej grupa, która stała w pobliżu. Widziała jak Dragon i Rocky wręcz gwiżdżą, a dziewczyny na migi pokazują, że było dobrze. Jej uwagę jednak przykuł liderzy. Zaskakujące było, że Derek, który nie był przekonany, odnośnie jej uczestnictwa uśmiechał się zadowolony, a gdy dostrzegł, jej wzrok uniósł kciuki do góry. Dopiero wtedy popatrzyła na tablice, gdzie jej nazwisko figurowało na liście, a ona spojrzała zdumiona.
    — Piąte miejsce? — spytała samą siebie zaskoczoną, po czym ostrożnie zjechała z trasy, gdzie wkrótce miały odbyć się kolejne wyścigi, ale tym razem w kategorii męskiej, w której z ich grupy miał brać Owen.
    Podeszła do nich prowadząc swoją maszynę i stanęła w boksie, a ona usłyszała ich zadowolone głosy.
    — Było jednak warto się wystawić — odezwał się Derek.
    Ona jedynie pośpiesznie wyjęła zatyczki z uszu i w końcu mogła słuchać normalnie i zwróciła się do niego ponownie.
    — Co mówiłeś? — zapytała z ciekawością.
    — Wspominałem, że jednak warto było dać ci szansę. Dobrze sobie poradziłaś jak na wyścigi po tak długim powrocie — powiedział zadowolony. — A teraz pozwól, że uciekam, bo to moja kolej.
    Wkrótce wsiadł na swój motocykli i jak ona przed kilkunastoma minutami ustawił się na linii startu. Zawody wciąż trwały i dla ich grupy udało się uzyskać dwa srebrne medale, nie był to złoty, ale liczyło się, że od czegoś zaczęli.
    Praktycznie kilka godzin potem mogli w końcu się rozjechać, a ona mogła w końcu zobaczyć się z bliskimi, którzy przez ten czas siedzieli na trybunach. Wyjechała ze swoim motocyklem tuż przed stadion i stanęła z boku, czekając na resztę. Nie miała jak się z nimi skontaktować, dlatego pozostało tylko oczekiwać. Liczyła, że wśród tłumu ich zobaczy. Może zapytać czemu się, z nimi nie kontaktuje, problem był w tym, że w tym kombinezonie i na takich zawodach trzymanie telefonów jest zabronione. Zazwyczaj oddawała go do depozytu, jak nie miała nikogo obok, tak jak reszta dlatego tym razem dała go Mike.
    Wyglądała za nimi i w końcu ich ujrzała. Szli w tłumie bardzo zadowoleni i szczęśliwy.
    — I jest nasza motocyklistka — rozbrzmiał wesoły głos Chestera. — No gratuluje siostra jak po tak długiej przerwie, to się popisałaś — pochwali ją.

Saturday, February 28, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 21

    Grudzień naszedł niespodziewanie prędko. Miało się poczucie, jakby przed kilkoma dniami przygotowało się do Halloween, od którego minął już miesiąc, święto Dziękczynienia odbyło się zaledwie przed ponad tygodniem, a tutaj już naszedł jeden z najważniejszych dni dla pewnej motocyklistki, która zmierzała przez boczne podmiejskie uliczki miasta, zmierzając w znanym sobie kierunku.
    Kalendarz wskazywał szóstego grudnia, a co za tym idzie jej dwudzieste piąte urodziny. Ona wydawała się jakby zupełnie, o nich nie pamiętała. Powoli zbliżał się wieczór, a ona mknęła przed siebie, zmierzając na spotkanie z grupą, zamiast przynajmniej coś przygotować.
    Prawda była taka, że w ostatnich dwóch latach praktycznie zapomniała o urodzinach. Jeden z nich odbyły się w momencie gdy wyszła ze szpitala po rekonwalescencji i nie dbała wtedy o takie pierdoły jak świętowanie swoich urodzin, bo miała zbyt poważniejsze problemy na głowie niż dzień, w którym stawała się o rok starsza. A kolejne po prostu nie miała chęci się spotykać, szczególnie że była w trakcie wymagających i wykańczających procesu przestrzegł skóry. Oczywiście jej bliscy nie zapomnieli o niej wtedy i podesłali prezenty oraz życzenia urodzenia, jednak ona nie miała do tego głowy, by się tym zajmować a dziś, cóż spędziła w biurze ponad większość dnia, a kilka dni wcześniej jakoś nie myślała o tym, że ten dzień przyjdzie tak prędko.
    Zamiast zabawy wybrała trening, które ostatnio były dla niej naprawdę ważna. Szczególnie po tym, gdy została wyłonienia jako jedna z zawodniczek na zbliżające się zawody. Zaczęła wymagać wobec siebie jeszcze więcej, dlatego gdy tylko miała okazje, jechała na trening i nie zawsze kiedy odbywał się wraz z pozostałymi.
    Wiedziała, że dano jej szansę oraz kredyt zaufania, sama zadawała sobie sprawę, że po takim czasie jej poprzednia forma zniknęła, dlatego tak sumienie pracowała na wszelkich spotkaniach. Chciała wrócić do tej najlepszej wersji siebie, którą była przed tymi wszystkimi wydarzeniami.
    Kochała prędkość, uwielbiała się ścigać dlatego, zależało jej by grupa, nie utraciła swojego miejsce. Mogła stwierdzić, że fakt, że już nie chodziła na studia, ogromnie ułatwił jej jazdy oraz ćwiczenia, ponieważ mogła również jeździć za dnia, a nie tylko w nocy jak zazwyczaj to robiła.
    Mimo że skończyła swój upragniony kierunek, a zarazem to typowe życie studenckie się zakończyło to, musiała przyznać, że brakowało jej go. Tamten okres wspomniała naprawdę z takim poczuciem ciepła, które wypełniło jej serce. Mówi się, że okres studencki pamięta się najbardziej i tak było to prawdą.
    W końcu jak tu nie pamiętać czasów gdy musiało pogodzić się pracę, prowadzenie firmy, życie towarzyskie ze studenckim, oraz braniem udziału w zawodach i trenowanie. Wydawało się to wręcz niemożliwe, bo jak pogodzić tyle rzeczy ze sobą, jednak ona musiała stwierdzić, że się dało i ona jest na to żywym przykładem.
    Dopiero po ich zakończenia pojawiła się jakaś dziwny czas, w którym wszystko zaczęło się walić. Nie chciała jednak powracać do tego, tylko skupić się na obecnym życiu, które wydawało się w końcu stabilizować.
    W końcu jej największy wróg tkwi za kratami i na pewno za jej życia nie wyjdzie z pierdla. Ona naprawiła wszystkie relacje nawet te z bratem, zaczęły się powoli układać oraz z zespołem. Jeśli tak pomyśleć jej życie zacznie się monotonnie zwyczajne. Wcześniej jakoś była ta ekscytacja, nie mówi to w kontekście Kenta, który ją chciał zabić, bo trzeba mówić o tym głośno, ale był jakiś dreszczyk emocji, a teraz jej życie zaczyna się zwyczajnie stabilizować.
    Była w wieku, w którym mogła powoli myśleć o przeszłości czy to o ślubie, czy rodzinie. No właśnie rodzinie, którejde facto pragnęła posiadać, lecz teraz ten poprzedni obraz tego co wyobrażała sobie jako rodzinę lega w gruzach z bardzo prostego przyczyny.
    Nie mogła mieć dzieci.
    Ona dziewczyna, która jeszcze przed laty o tym marzyła, teraz zajście przez nią w ciąże było obarczone ogromny ryzykiem wręcz zagrożeniem życia. I właśnie tego w żaden sposób nie mogła przeskoczyć.
    Jeśli ona sama chciała żyć, nie mogła starać się o dziecko i nie ukrywała, mocno nią to wstrząsnęło, bo wręcz marzyła o byciu matką, a teraz przez pewnego gnoja utraciła tę szansę.
    Oczywiście ten temat już poruszała z Michaelem, mimo że nie zdradziła mu powód swojej decyzji, gdzie wspomniała o tym, że nie zamierza w przyszłości być matką i nie urodzi żadnego dziecka. Chciała go ostrzec przed tym gdyby zdecydował się na przyszłość, związaną z nią wiedząc, jak bardzo mu zależy na byciu ojcem.
    Nie powiedziałamu całkowitej prawdy, co nią kierowało, nie dlatego że jemu nie ufała, lecz chodził jej o strach przed mierzeniem się z tym po raz kolejny gdy wspomniała mu o tym, że jeśli chce z nią być niech, będzie przygotowany na to, że nie zamierza zachodzić w ciąże, jego odpowiedzieć była dość zaskakująca:
    — Nie ma to dla mnie znaczenia — wyznał po jednej z takich rozmów. — Zależy mi na to tobie i pragnę z tobą być nawet jeśli nie będę mógł zostać ojcem.
    Dała mu wiarę, bo czemu miała mu nie ufać, lecz gdy pojawiał się temat ich wspólnej przyszłości, napominała mu o tamtej rozmowę, wspominając, że zdania nie zmieniła. On nadal powtarzał te same słowa.
    Otrząsnęła się z wewnętrznego przemyślenia w momencie gdy wjechała na drogę prowadzącą tuż na stadion. Gdy wjeżdżała pod jedną z bram już w oddali widziała kilkoro z nich którzy stali pod jedną z tryb a na torze dało się dostrzec dwoje z nich na motocyklach mierzących się ze sobą.
    Gdy tylko się przybliżyła, zobaczyła, że były to motocykle dwojga braci Scottów. Zatrzymała się blisko motocykla Elleny i przygasiła silnik i w momencie gdy tylko sięgała do zapięcia swojego kasku, usłyszała zbiorowy krzyk i zawołanie.
    — Wszystkiego Najlepszego Fire.
    Zdejmując kask, spojrzała na nich, nieco oniemiała i z nieukrywanym zaskoczeniem.
    — Czekajcie co… — zaczęła powoli. — Przecież jest czwarty…
    — Kochana jest szósty grudnia — ubiegła jej słowa Ivy.
    Widziała, jak sięga do kieszeni swoich spodni i wyciąga telefon, by pokazać faktyczną dzień. Ci, którzy stali tuż przed nią zobaczyli jak na jej twarzy, pojawia się zdumienie a w oczach szok. Całkowicie zapomniała, że miała dziś urodziny. Mogło to być zaskakujące, jednak w ostatnie tygodnie jej tak mocno przeleciały, że nawet nie zdała sobie sprawę, że dziś były jej urodziny.
    — Wniosków po jej minie, to sądzę, że…
    — Zapomniała — Ellena przerwała swojemu partnerowi gdy wszyscy doskonale widzieli jej zaskoczone oblicze.
    Nie zamierzała ukrywać, że poczuła się nieco zawstydzona. Wyglądało to naprawdę kiepsko w momencie gdy ona zapomina o własnych urodzinach. Dniu, który powinien być dla każdego ważny. Ona miała jednak bardzo mieszaną relację z tym dniem. Gdy jeszcze uczęszczała do domu dziecka wprost nienawidziła tego dnia, a jednocześnie uwielbiała, bo każde one zbliżały ją do wydostania się z tego miejsca. Jedynie obecność Anthony’ego pozwalała jej go jakoś przetrwać. Potem przez parę lat polubiła je szczególności, że pokazano jej, że może przeżywać je naprawdę szczęśliwe w gronie zaufanych osób, a teraz nie czuła nic specjalnego.
    — Nie zaskakuje mnie to — odezwał się nagle jeden głosów, które należało do dwojga motocyklistów, którzy jeszcze chwile temu się mierzyli na torze. — Przecież ona jest zakręcona — stwierdził wprost. — I was to dziwi, że jej to z głowy wyleciało — dokończył.
    Czuła jak kącik jej ust unosi się do góry, bo faktem było to, że delikatnie potrafiła być nierozgarnięta. Potrafiła być zorganizowana osobą, ale czasami bywały takie momenty, że nie panowała nad swoim życiem i raczej nikogo to nie zaskakiwało. Głównie miała taki okres podczas studiów, gdzie praktycznie była wszędzie. Wydawało się, że tylko cudem ogarnia własne życie, jednak udawało się jej to głównie dlatego, że planowała najważniejsze rzeczy i zapisywała to w kalendarzu, bo inaczej totalnie by się pogubiła.
    — Najlepsze życzenia Julio — rozbrzmiał głos Rocky’ego, a ona zobaczyła, jak delikatnie się uśmiecha i spogląda spod lekko przymrużonych oczu.
    W końcu po dłuższej chwili w końcu się odezwała i powiedziała:
    — Dziękuje wam wszystkim — uśmiechnęła się ciepło. — Fakt ja od paru dni nie ogarniam życia — przyznała wprost, na co ekipowicze wybuchnęli gromkim śmiechem.
    Ona nawet nie zareagowała, potrafiła przyznać się do swoich błędów, czy tego, że bywała zapominalska, czy nie rozgarnięta. Wręcz przeciwnie sama się uśmiechnęła zdając sobie sprawę, z własnej nieuwagi i nie domysłów.
    — Jeżeli dziś jest twoje święto, to ty wybierasz rywala — zachęcił ją Owen. — Dziś to ty przejmujesz dowodzenia — powiedział, dając jej wolną rękę.
    Prawdę mówiąc, tonie pierwszy raz, bo jeśli ich nie było, a nawet jeśli byli to potrafili mieć wolną rękę i decydować o kolejnych rywalizacjach. Nie zamierzała jednak odmówić takiej przyjemności i spoglądając po nich wszystkich, na moment zatrzymała się na Dragonie, który gdy tylko dostrzegł jej spojrzenie, rozbrzmiało jego ciche westchnienie i wyglądał, jak pokonany jakby spodziewał się, co go za moment czeka, lecz ona odwróciła od niego wzrok i zerknęła w kierunku Ivy, która siedziała na trybunach i tuż przed momentem zaczęła spoglądać w swój telefon.
    — Chyba komuś się nudzi — skomentowała poczynania koleżanki.
    Dopiero wtedy dziewczyna zwróciła na nią uwagę, czując jej przenikliwy wzrok na sobie. Zerknęła w górę, a ona stanęła tuż przed nią i wyciągnęła do niej rękę.
    — Co Dragon ci się znudził — zaśmiała się gdy zobaczyła, że nie wybiera swojego ulubionego rywala do jazdy.
    Ona delikatnie pokręciła głową w chwili gdy dziewczyna ujęła jej dłoń, a ona pomogła jej wstać i pokręciła głową, po czym dodała:
    — Ogrywanie go jest, już nie jest takie satysfakcjonujące, dziś wolę wybrać inną rywalkę, a raczej muszę rywalki — stwierdziła wprost, nawet nie odwodziła się za siebie.
    Mimo to poczuła czyjeś przenikliwe spojrzenie na sobie i mogła wprost się założyć, że był to motocyklista, którego obgadywały. Odwróciła się w następnej chwili i momentalnie natknęła się na niego, a raczej zobaczyła jego pełne frustracji spojrzenie, które sprawiło, że uśmiechnęła się niewinnie, patrząc na niego:
    — Wybacz kochaniutki, ale nudzisz mnie już.
    Może i jej słowa zabrzmiały, jakby była wredna i w tej sytuacji to fakt była nieco złośliwa. Każdy jednak był przyzwyczajony do tego, że taka była i nawet nie czuli się obrażeni po jej słowa.
    — I tak do mnie wrócisz — odezwał się młody mężczyzna, nie czując się ani trochę urażony jej słowami. — Nie możesz tego ukryć, że ze mną najlepiej ci się ściga — przypomniał jej. — Możesz próbować podważyć moje umiejętności, ale prawda jest taka, że jesteśmy sobie równi, a ty potrzebujesz obskoczeni ode mnie i rywalizacji na równym poziomie.
    Nie mogła się z tym nie zgodzić. Mogła zrzucać to na jego brak umiejętności, leczto były jednak dla nich obojga były to bardziej takie kąśliwe uwagi, które wyglądały, jakby miały urazić drugą osobę, lecz wcale takie nie były.
    Gdyby miała porównać swoją relację z Michaelem, z kim miała taką najbliższą i bardzo podobną do nich to musiałaby chyba wybrać poprzednie stosunki ze swoim bratem. Mimo że bywali dla siebie wredni czy złośliwi to się kochali, z Dragonem jest podobnie mimo tego, jak szydzili z siebie, to naprawdę się lubili.
    Jeśli aż tak za sobą by nie przepadali, to między nimi nie trwałby przez kilka miesięcy romans. Ktoś uznałaby by to za błędy młodości, ona traktowała to jako ekscytującą przygodę, którą przeżyła wraz z nim. Nie łączyła ich wtedy miłość, lecz jedynie namiętność, która ich połączyła.
    Mimo tej relacji opartej na jedynie seksie, to teraz po latach między nimi nie było tej przysłowiowej złej krwi, a nadal ich stosunki były takie same.
    W końcu zasiadła na motocykl, które podprowadziła na linie startu, by po krótkiej chwili dołączyła do niej najbliższa koleżanka. Odpaliła silnik a na starcie stanęła Ellena, która miała ich wystartować. Odczekały chwile gdy ostatnia z nich w końcu po kilku sekundach stojąc, bezpiecznie pomiędzy nimi dała znać, by ruszyć.
    Wkrótce obie ruszyły, a ona momentalnie przyśpieszyła. Stojąca pośrodku toru motocyklistka prędko uciekła w bok, by im potem nie przeszkadzać i podeszła do swojego ukochanego, który objął ją w pasie, a oni przyglądali się jeździe dwojga dziewcząt, które praktycznie były sobie równe na torze.
    — Liczę na to, że podczas zawodów Julia będzie prezentowała ten sam poziom — odezwał się nagle Derek, obserwując uważnie dziewczynę.
    Mimo że nie miał pewności czy podjęli ostatecznie słuszną decyzję. Dał im wiarę, a także jej w tym, że zdoła to na sobie udźwignąć. Patrzyli jak na kolejnym okrążeniu, była najlepszą motocyklistką, wychodzi na prowadzenie.
    — Tutaj prezentuje się wręcz doskonale — odezwał się jego przyjaciel.
    — Widząc jej upór i determinacje, nie macie się czego obawiać — odezwał się nagle Rocky domyślać się, o czym dyskutują. — To same obawy mieliliście za pierwszym razem i co zajęła jak na debiut ósme miejsce to i tak jest bardzo dobre — wspominał.
    — To fakt, ale i tak się obawiam — mruknął pod nosem jeden z liderów. — Jak wspomniałem, ja nie kłócę się z brakiem jej umiejętności, lecz nie chce, by coś złego się jej stało podczas zawodów.
    — To zmartwienie i tak z sobą zostanie skarbie — odezwała się Ellena. — Czy byście teraz, czy później podjęli decyzje, będzie ta obawa, ale sądzę, że ona jest dobrze przygotowana. Jeśli coś się stanie, zajmę jej miejsce i rozmawiałam z nią o tym i nie będzie czuć się wina, ale na razie dajmy się jej wykazać — mówiła dziewczyna.
    Rozbrzmiewający szum silników rozbrzmiał blisko nich gdy zobaczyli jak jedna, z dziewcząt przejeżdża tuż obok nich i mknie dalej. Zbyt charakterystyczny motocykl kawasaki sprawił, że bez trudno rozpoznali w nim maszynę, Fire wkrótce zobaczyli depczą dosłownie jej po piętach Ivy, która ostatnio była w dość dobrej formie.
    Zapalone światła oświetlały drogę gdy na niebie zapadł powoli zmrok, a one jechały już w ostatnim okrążeniu. Oglądanie tej rywalizacji było niezwykle interesujące, szczególnie że obie walczyły zacięcie o pierwsze miejsce.
    Ostatnie metry miały zadecydować o finalistę tego wyścigi. Patrzyli jak Fire, przyśpiesza na ostatniej prostej, o całe koło wymija swoją rywalkę i jako pierwsza przekroczyła linie mety. Nie dało się ukryć, że na takie rywalizacje spoglądało się z ogromnym zainteresowaniem, bo lepsze jest przyglądanie się konkurencji na tej samej poziomie gdzie obie osoby miały możliwość wygranej a co innego gdy ktoś jest słabszy a ktoś lepszy dlatego takie wyścigi były o wiele ciekawsze.
    Po krótkiej chwili dziewczyny wróciły do nich, a Fire wybrała kolejną osobą, z którą miała się zmierzyć. Po części potraktowali to jako trening, w którym to ona decydowała o swoich przeciwnikach i gdy praktycznie jechała w ostatnim wyścigu, gdzie mierzyła się, z Derkiem poczuła wibracje, lecz one nie były spowodowane prędkością motocykla a bardziej jej wyciszonego telefonu, który trzymała w zewnętrznej części kurtki, lecz zignorowała go, skupiając się bardziej na jeździe.
    Gdy jako pierwsza przekroczyłalinie mety, tym samym ogrywając, nawet lidera wróciła do grupy i dopiero wtedy zdejmując jedną rękawiczkę wyjęła smarthona, który odzywał się od dłuższej chwili, by spojrzeć na ekran, gdzie dostrzegła kilka wiadomości od Mike’a:

Gdzie cię znowu wywiało?
Stoję pod twoimi drzwiami i nie otwierasz.
Mike

    Weszła w rozmowę, z nim gdzie dostrzegła kolejne wiadomości:

Nawet we własne urodziny musi jechać na tor
Co ja mam za dziewczynę
Mike

Dobra daj mi znać jak wrócisz
Mike
 
    Czuła kącik ust, który poderwał się do góry gdy tylko czytała te wiadomości i nie zwróciła uwagi jak grupa, wymienia się spojrzeniami i nie zdążyła nawet dobrze podnieś głowy gdy odezwał się Owen:
    — Jesteś wolna — oznajmił.
    — Ale…
    — Jedź i dobrze się baw, nie będziemy, cię już więcej trzymać — dokończył jego najbliższy kolega. — Jeszcze raz wszystkiego najlepszego a teraz zmiataj Fire — to nie była prośba, to bardziej popadało pod rozkaz.
    Ona w końcu skapitulowała i skinęła delikatnie głową w geście podziękowania, po czym skierowała się w stronę wyjścia.

Sunday, February 22, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 20

    — Nie chodzi, że wątpię w jej umiejętności — mówiąc to, uchwycił kufel piwa, który przed nim stał nieskończony i upił, znaczą jego część. — Wręcz przeciwnie, ona tuż przed przerwą była jedną z lepszych z nas, ale bardziej mnie zastanawia czy ona jest gotowa. Po takiej przerwie może mieć drobne problemy. Oboje zdajemy sobie sprawę z tego jak to wygląda.
    Przytaknął delikatnie, bo zupełnie rozumiał tok rozumowania swojego wieloletniego przyjaciela, a także kompana, z którym przejechał nie jeden wyścig motocyklowy. Nie chodziło tutaj o podważenie braku stylu czy umiejętności, które rozwijała przez tak długi czas, bardziej martwiło, że po tak długiej przerwie, bo była prawie dwa lata z dala od zawodów i rywalizacji, czy zdoła ponownie powrócić do tego świata prędkości z pewnością taką, że zdoła osiągnąć jakieś sensowne miejsce.
    Oboje zdawali sobie sprawę, że nawet kilkumiesięczna przerwa była ryzykowana, a ona praktycznie przez dwa laty nie wsiadła na motocykl. Nie ujmowali jej faktu, że przez ostatnie miesiące odkąd do nich powróciła, nie starała się i nie posiadała samych ambicji i chęci do tego, by powrócić do tego, co było.
    Czasami chęci bywają jednak nie wystarczające, by sprostać wyzwaniom, które narzucane są podczas startu w zawodach i to najbardziej martwiło jednego z nich. Podczas treningów mogła w ostatnich tygodniach spisywać się znakomicie, jednak ona ćwiczyła na znajomy terenie, który już doskonale znała wcześniej wśród grupy osób które, mimo że ją dopingowały, nadal byli aktywni podczas jej nieobecności.
    Widać, żepróbowała dosięgnąć ponownie ich poziomu jak przed paroma latami gdy dzięki Dragonowi i Rocky’emu dołączyła do nich, lecz nadal martwiło ich czy jest gotowa na zbliżające się zawody. Bardziej martwiło to Dereka, on z nich dwojga był najbardziej sceptyczny i wolał zaangażować Ellenę, która mogła, by temu sprostać. Drugi z liderów był bardziej jej przychylnym, jednak decyzja musi być wspólna. Zawsze podejmowali takie wybory razem i musieli być pewni co do osób, które wysyłały na zawody.
    — Nie chce na ciebie naciskać przyjacielu, bo rozumiem, do czego zmierzasz. Ja bym ją wystawił, ale to jest moje zdanie.
    — I tutaj nasze decyzje się mocno rozjeżdżają — dodał ten drugi. — Ja jestem temu przeciwny, ty jesteś, za a musimy się zdecydować, bo musimy na kolejnym spotkaniu, jednak powiedzieć im co zadecydowaliśmy. — wspominał. — Nie będę jej ujmować, widzę, że się stara i nawet gdy rzuciło się ją na głęboką wodę, dawała sobie radę, ale czy teraz po takim czasie przerwy uda się jej temu sprostać — zastanawiał się na głos.
    Ta myśl nie dawała mu zasadniczo spokoju, wciąż o tym rozmyślał, bo odkąd tylko dowiedzieli się o zawodach, oczywiście zdeklarowali swój udział, ale nie podjęli ostatecznej decyzji, odnośnie kogo wystawią, jednak jak sam Owen przyznał, że to była odpowiednia pora, by w końcu zgłosić kto, z nich będzie jechał.
    Męczyła ich jednak kwestia jednej zawodniczki, która była powodem ich niezgodności. Treningi to nie to samo co zawody i każdy, kto zetknął się z tym światem, zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Ćwiczenia na znanym terenie robienie tego na sucho wśród grupy przyjaciół było czymś innym, niż na otwartym terenie wśród innych bardziej wyćwiczonych osób.
    — Wiem — odparł cicho.
    To był moment gdy kącik jego ust podniósł się nieznacznie do góry gdy powróciły do niego wspomnienia z przeszłości. Siedzący tuż obok niego przyjaciel, zerknął na niego z zaskoczeniem oraz dozą zainteresowania, bo jego dziwne zachowanie wzmogło jego ciekawością.
    — Pamiętasz nasz dylemat sprzed paru lat, właśnie też dotyczył Julii — przypomniał mu ich poprzednie lata. — To ty wtedy byłeś bardziej skłonny wysłać ją jako nowicjuszkę na zawody, a ja byłem temu przeciwny — wspomniał.
    Uśmiech na ustach tego drugiego znacznie się powiększył gdy rzeczywiście przypomniał sobie o tej sytuacji. Teraz dotyczyła ona bardziej jej powrotu po dłuższe przerwie, a nie wystawienie jej jako debiutantki. Tutaj musieli podjąć decyzje czy chcą brać dziewczynę, która miała kilkuletnią przerwę i dopiero nie dawno powróciła.    
    To nie był jedynie dylemat moralny, ale również strategiczny. Jeśli wystawią nieprzygotowaną na tyle zawodniczkę, mogą stracić pozycje liderów, w której tabeli prowadzili od paru zawodów, pokonując ówcześnie swoich największych rywali motocyklowych. Z drugiej strony cenili jej staranie i chęć pokazania, że zależy jej do powrotu do formy a tym samym do jazd w czymś większym niż na terenie areny, na której się spotykali.
    — Wiesz Owen z jednej strony, chciałbym ją rzucić na głęboką wodę, jak zrobiliśmy to przed laty i rzeczywiście pokazała nam, że było warto podjąć taką decyzję, bo owszem nie była pierwsza, ale dotarła na wysokie miejsce nawet jeśli nie była w pierwszej trójce i to jako debiutantka. Z drugiej nie chce, by nasza pozycja się zachwiała w klasyfikacji, najchętniej zaczekałbym i wolałabym, żeby się podszkoliła bardziej i dopiero wtedy ją wystawić, ale widzę jej chęci, starania i nie mogę przez to przejść obojętnie i tak naprawdę nie wiem, co zrobić — przyznał z rezygnacją w głosie.
    — Czyli klasyczny dylemat — słyszał jego ciche westchnienie.
    — Owszem, ale trudne.
    Pomiędzy nimi zapadła chwila dłuższej ciszy, która przerywana była jedynie rozmowami innych gości baru, czy to muzyki idącej w tle, czy także pracą barmana, który zajmował się przygotowaniem kolejnego drinka. Siedząc przy barze, głowili się nad kwestią, która w ostatnim czasie spędzała im sen z powiek jako liderów grupy.
    — Albo możemy wystawić jednego z najlepszych, ją a jeśli nie sprosta na pierwszych półfinałach zastąpić ją na przykład Elleną i wycofać ją na czas tych klasyfikacji by jeszcze się bardziej doszkoliła.
    Gdy tylko o tym wspomniał, poczuł wzrok przyjaciela na sobie. Spojrzał w jego kierunku i zobaczył jak jego oczy delikatnie zaświęciły gdy tylko wyrzucił tę myśl ze swojej głowy.
    — Zrobimy z Elleny bufor bezpieczeństwa?
    — Wiem, jak to brzmi w kontekście…
    — Nie mówimy o kwestiach prywatnych, ale zawodowych — przypomniał mu. — Jeśli tak o tym mówisz, prawdę mówiąc, to nie jest absolutnie zła myśl — odezwał się znacznie ucieszony. — Ona mogłaby nam rozwiązać cały ten konflikt. Julia musiałaby się wtedy wykazać a jeśli nie może brzmi to wrednie, ale osunęlibyśmy ją, by jeszcze bardziej popracowała. Dobrze wiesz, że ubolewałam nad tym, jak zniknęła z dnia na dzień, bo utraciliśmy jedną z naszych najlepszych motocyklistek, ale ta myśl ona wcale nie jest aż tak durna jak myślisz przyjacielu — powiedział zdecydowanie usatysfakcjonowany.
    Nie dało się tego ukryć nagłe zniknięcie, jednej z najlepszych motocyklistek nieco ich osłabiło. Nie mieli pojęcia, dlatego tak się wydarzyło, zniknęła z dnia na dzień, a to było do niej zupełnie niepodobne. Zawsze informowała ich informowała gdy nie mogła się pojawić mimo wcześniejszej zapowiedzi gdy coś jej wypadło, dlatego dla większości z nich było to zaskakujące.
    Mimo próbowali dopytać, co się wydarzyło, to stanowczo postawiła granice i wspomniała, że nie chce się rozwodzić na ten temat i prosi ich o uszanowanie faktu, że nie chce o tym rozmawiać.
    Dlatego mimo niezrozumiałejprzez nich sytuacji ona wciąż była jedną z nich i mimo tych dwóch lat nieobecności wciąż była jedną z nich.

    — Oficjalnie zastrzegam — odezwał się jeden z motocyklistów, którzy zjechał z torów i zaczął zdejmować kask. — Jeśli zestawicie mnie z nią, ja rezygnuje — wskazał na nowo przybyłą motocyklistkę.
    — Czyżbyś tak bardzo się obawiał, że cię znicze — zaśmiała się przez chustkę, która miała na twarzy. — Ty ten, który tak chętny był do mierzenia się wraz ze mną — dziwiła się.
    — Nie miałabym nic przeciwko gdybyś na ostatnich dwóch treningach nie pokonywała mnie za każdym razem — odezwał się z wyczuwalną frustracją w głosie.
    — No nie wierzę — zaczęła się śmiać w głos.
    — Przymknij się Fire — powiedział z mocno zaciętą miną. — Na pewno z tobą dziś nie rywalizuje — podkreślił.
    Wszyscy, którzystali tuż obok spoglądali na to dość zaskoczeni, ponieważ doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że jednak między tą dwójką panowała od lat przyjacielska rywalizacja i wprost uwielbiali się ze sobą mierzyć nawet w momentach gdy jeden z nich przegrywał i to kilkukrotnie, jednak dało się zobaczyć wyraźną frustrację na twarzy młodego mężczyzny, który zerkał na artystkę, która siedziała na swoim motocyklu z wyraźnie zadowoloną miną.
    — Ja chętnie i tak cię zobaczę na torze — wyzwała go dziewczyna.
    — Odmawiam, zgodzę się na kogokolwiek innego, ale na ciebie absolutnie nie. Albo ostatnio to ja osłabłem, co nie wydaje mi się możliwe, albo ta dziewczyna naprawdę zaczyna wracać do dawnej formy — skwitował.
    Stojący z boku liderzy wymienili się spojrzeniami, bo mimo swoich wcześniejszych wątpliwości, które nadal wciąż w ich głowach krążyły. Wrażenie, w którym to właśnie ta dziewczyna powraca do swojej poprzedniej kondycji, nie było jedynie ich wrażeniem, a także innych.
    — Weście ją gdzieś wyślijcie i nie ktoś jej ten uśmiech zdejmie z twarzy — mruknął zirytowany Michael. — Ona jest nieznośna.
    — A wcześniej narzekałeś na to, że nie masz z kim, rywalizować jak jej nie było — odezwała się nagle jedna z dziewczyn.
    — Ivy — syknął cicho, spoglądając nieco nieprzychylnym wzrokiem na jedną z koleżanek. — Nie musiałaś tego mówić — dodał z niesmakiem.
    — To oznacza jedno, bardzo za mną tęskniłeś — rozbrzmiał tuż za nim głos młodej Rivery. — Ivy jesteś wprost kochana, że o tym mówisz, przestań narzekać Dragon i zamiataj na start, ja ci dziś nie odpuszczę. Ostatnio byłam łaskawa, ale teraz zbieraj ten swój tyłek.
    On jednak lekko pokręcił głowa, całkowicie temu odmawiając, co było kolejnym zaskoczeniem, bo on był z osób, które rzadko jej odmawiały, to jednak musiało coś znaczyć.
    — Ja nie toleruje odmowy — powiedziała nieco surowym tonem.
    — Nie znoszę cię Fire — mruczał pod nosem.
    Nie trzeba było go nawet specjalnie namawiać. Chwile później nasunął kask na głowę i odpalił swój motocykl. Wkrótce oboje stanęli na starcie. Widzieli z boku, jak spoglądając na siebie, nim Rocky dał im znak do startu, a wkrótce oba motocykle ruszyły, a po całym stadionie rozbrzmiał echo rozpędzonych ścigaczy.
    — Tak na pewno tak nie jest chętny na jazdę z nią — skwitował starszy ze Scottów, kwitując komentarze swojego młodszego brata.
    — Kto się lubi…
    — Nie w ich przypadku Ivy przecież Julia znowu wróciła do swojego byłego — odezwała się jej bliska koleżanka.
    — A mój brat od roku spotyka się z dziewczyną — Ricky wszedł do ich rozmowy.
    Wspólnie przyglądali się jak dwoje motocyklistów, mierzy się na torze. Stojący do tej pory w ciszy liderzy w skupieniu przyglądali się tej rywalizacji pragnąć, się upewnić czy ich wcześniejsza decyzja jest słuszna. Mimo że obecnie widzieli dziewczynę chyba w najlepszej formie od momentu powrotu, to jednak nie mogli tylko bazować na tym, jednak wykazywała się tym samym hartem ducha jak przed paroma laty.
    Słychać było jedynie dźwięk motocykli, które mknęły po wyasfaltowanej drodze, a reszta przyglądała się z dozą nieukrywanej ciekawości oraz fascynacji. To było znacznie mniejsze niż zawody, które odbywały się na większym terenie i przy asyście całego sztabu ludzi.
    Gdy wyścig w końcu się zakończył po kilkunastu minutach wspólnej rywalizacji. Dwoje w końcu wrócili do ich grupy, jednak nie dało się już dostrzec tego niezadowolenia na twarzy Dragona, a bardziej uśmiech. Mimo wczesnej pretensji ona powoli zniknęła, może usatysfakcjonowało go to, że wygrał z nią, na ostatniej prostej co niezmiernie go zadowoliło.
    — W końcu zdarłem ci ten uśmieszek z twarzy — rzucił do swojej partnerki, która jednak nie wydawała się jakoś specjalnie niezadowolona.
    Nawet jeśli została pokonana o ostatnie milimetry, to jednak lubiła takie rywalizacje, w których nie zawsze wygrywała, bo one sprawiały większą satysfakcję oraz motywacje do tego by mogła stawać się dużo lepsza. Dla niej takie sytuacje były jak impulsy do działania.
    — Przynajmniej nie będziesz smędził, że znowu cię pokonałam — wytknęła mu dziewczyna. — Ale i tak wygrywam dwa do jednego — śmiała się. — Dziś ci się poszczęściło.
    — Raczej to ty nie byłaś ostrożna na ostatniej prostej — odpowiedział wprost.

Saturday, February 21, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 19


    Cichy jęk bólu przedarł się przez lekko rozchylone usta w momencie gdy poczuła skurcz w dolnej partii placów, od ciągłego pochylania się nad obrazem, w którym dopracowywała ostatnie szczegóły. Odstawiła na stolik, który stał w gabinecie, który kiedyś był miejscem pracy jej byłego męża, teraz dla niej służyła ona jako pracownia oraz również biuro jednak przerażony go zupełnie pod siebie.
    Wydawać się mogło, że zastosowała dość sporo zmian, jednak jeśli przyjrzeć się mu przed paroma laty a teraz jedyne co zmieniła, to pozdejmowała, ich wspólne zdjęcia, oraz dodała swój kącik artystyczny by móc w spokoju pracować i było to jedyne miejsce, do którego ani Walter czy CIndy, a także Junka nie mieli wstępu.
    Mimo swojej ogromnej miłości, do tych zwierząt, wolała trzymać ich z dala od farb, sztalug czy malunków, które były przeznaczone na sprzedaż, a wiedząc, jak kocur potrafi, broić to wolała zamykać przed nimi drzwi, co niezbyt się podobało Junce, bo przywykła do tego, że mogła wchodzić wszędzie tam, gdzie pani, jednak do tego miejsca absolutnie ją nie dopuszczała.
    Nie ukrywała żal było jej gdy słyszała jak drapie drzwi po drugiej stronie domagając się, by wejść i cicho skomle je, była jednak to decyzja, której nie zamierzała absolutnie zmienić. Było to zbyt ważnych dla niej rzeczy, by pozwalać nawet jej wejść. Wolała uniknąć sytuacji, które przydarzały się jej w poprzednim mieszkaniu, że Junka myliła płótno malarskie z trawą na dworze i potem była zmuszona, wyrzucić cały obraz dlatego od tego czasu dmucha na zimne.
    Spojrzała na obraz, który w niektórych miejscach był wciąż mokry od nałożonej farby, którą dopracowała elementy obrazu, którym był portretem dwojga starszych państwa. Bazowała na zdjęciu, które wysłała jej klientka, która zamówiła obraz własnych rodziców z okazji ich czterdziestej rocznicy ślubu.
    Była pełni podziwu dla par, które tak długo zdołały wytrwać w związku i nadal się kochać. Owszem to ona zakończyła małżeństwo z Ricardo i nie ukrywała, żałowała tego naprawdę długo, bo nawet jeśli wzięli ślub, na szybko nie dbając o huczne wesele, to nie podjęła decyzji o odejściu od niego dlatego, że go nie kochała, jednak nie czuła, że jest gotowa sprostać temu, że jest dla niego odpowiednią kobietą.
    Sama zmagała się z wieloma osobistymi problemami i może to nieco egoistyczne albo po prostu chęć nieciągnięcia za sobą ukochanej osoby zdecydowała się na ten krok. Ich rozstanie nie było kierowane brakiem uczuć, a bardziej jej brakiem samo akceptacji, a także zaburzeniem jej emocjonalnej równowagi, z którą nie umiała sobie poradzić. W tym tkwiło sedno jej problemu.
    Związek z nim był tak nagły i niespodziewany wszystko działo się jak w przyspieszonym filmie. Niektórzy mogliby im zarzucić, że się pośpieszyli i nie powinna go poślubić, jednak z nim było coś innego, zupełnie inny rodzaj miłości, to było nieporównywalne do trzech poprzednich związków.
    Jeśli miała być szczera gdyby miała powiedzieć teraz czy odnalazła tę prawdziwą miłość, to owszem i był to właśnie ten mężczyzny. Mogło to zaskakiwać, szczególnie że podobne deklaracje miała w stosunku do Mike’a gdy nie zawiódł jej zaufania. Owszem, jednak teraz mimo w związku z nim nie mogłaby nazwać go już w taki sposób jak dawniej, mimo że on deklaruje wciąż, że jest miłością jego życia, nie podważała jego słów, lecz dla niej było to coś innego.
    Otrząsnęła się ze swoich wewnętrznych przemyśleń dopiero wtedy gdy rozbrzmiało powiadomienie jej telefonu, które leżało porzucone na biurku. Chwyciła ręcznik, który leżał porzucony na stoliku i otarła dłonie dopiero wtedy podeszła i spojrzała na ekran telefonu.
    Podniosła zaskoczona brew gdy tylko zobaczyła na ekranie zdjęcie a pod nim imię: Brad. Wcześniej zapewne by się zawahała i nie odebrała, teraz po prostu nacisnęła zieloną słuchawkę, przykładając telefon do ucha:
    — Myślałem, że już nie odbierzesz — to były jego słowa przywitania.
    — Dlaczego miałabym tego nie zrobić — spytała zaskoczona, przechodząc przez pokój i wyginając plecy do tyłu, by bardziej się naprostować. — Mówiłam wam, idziemy do przodu, przebaczyłam wam, w takim razie, jaki miałabym powód nie odbierać? — pytała.
    Mogła zrozumieć jego obawy, jednak w obecnej chwili były one w pełni nieuzasadnione. Nie dlatego z nimi omawiała to co się wydarzyło i zdecydowała się naprawić z nimi stosunki, by teraz ich ignorować.
    — Dobra gdyby była zajęta, to bym nie odebrała, ale…
    — Albo spędzała czas z Mike — wszedł jej niespodziewanie w słowo.
    — Skąd takie przypuszczenie i nawet nie pytam, skąd wiesz, że znowu z nim jesteś. Pewnie on się wygadał prawda? — dociekała.
    — No tak — odezwał się z ostrożnością w głosie. — Przyznał się jakiś czas temu — wyjaśnił.
    — Gaduła wszystko wypapla — mruknęła pod nosem.
    Dobiegł ją niespodziewany śmiech przyjaciela po drugiej stronie. Mogło wydawać się, że to ona jest w ich związku tą, która kocha plotkować i dzielić się każdymi szczegółami z ich życia jednak prawda jest taka, że to Mike nie umiał często trzymać języka za zębami i jak w tym przypadku zwyczajnie się wygadał.
    — Czemu mnie to nie dziwi — zastanawiała się na głos.
    — Bo nie jesteś z nim po raz pierwszy i doskonale wiesz, jak nie lubi takich rzeczy trzymać w sobie. Nie dziwię się mu, bo jeśli spojrzymy na to z tak z boku, to jeśli porównam to jak lubił rozmawiać na twój temat, a jak unikał poruszania kwestii Taylor, to nie jest nawet zaskakujące. Nawet jeśli wtedy zapewnił, że ją kochał, to nie było to samo co kiedyś. Nie był skłonny o niej mówić, o tobie nawet nie powstrzymuje się, by mówić — wspomniał gitarzysta.
    — Wiesz Brad, mogę go zrozumieć, ale ja nie jestem nikim wyjątkowym — powiedziała.
    Nie były to słowa, w których sobie umniejszała, a raczej zawsze wykazywała się skromnością i nigdy nie popadała w samozachwyt.
    — Żartujesz prawda? — głos Delson zdecydowanie się uniósł. — Dziewczyno gdyby nie ty, on by pewnie już dawno nie żył, a myśmy nawet nie wiedzieli, kto się do tego przyczynił. Dobrze rozumiem twoją skromność, ale umówmy się, jesteś dla niego wyjątkowa, bo każdy widzi, że przy tobie odnalazł zasłużony spokój i poczucie bezpieczeństwa. On osoba, która była mocno rozdarta i rozchwiana emocjonalnie, teraz widać jak się uspokoił od momentu gdy jest z tobą. To nie znaczy, że nic nie zrobiłaś, uczyniłaś naprawdę dużo — pochwalił ją.
    — Rozumiem to Brad, ale naprawdę uważam, że nie zrobiłam…
    — Po prostu nawet nie kończ — wszedł jej gwałtownie w słowa. — Jesteś dla niego wyjątkowa i taka pozostaniesz w jego oczach, szczególnie że on naprawdę wiele ci zawdzięcza nie tylko wsparcie, ale ochronę, a także fakt, ze znowu go pokochałaś — wspomniał.
    Nawet jeśli przed sobą nie miała lustra, to mogła wprost domyślić się, że obecnie miała je lekko zarumienione.
    — Dobra my tu gadu — gadu a ja dzwonię z pewnym pytanie a bardziej zaproszeniem.
    — Czekaj zaproszeniem? — potworzyłajego ostatnie słowa.
    — Doskonale wiesz, że za miesiąc mam urodziny — przytaknęła, mimo że wiedziała, że on tego nie zobaczy. — Dlatego jak zawsze urządzam zabawę dla najbliższych, a skoro pozwoliłaś nam znowu wtargnąć do swojego życia, to ja skorzystam z tej okazji i cię zaproszę. Chyba mi nie zrobisz tej przykrości i nie przyjdziesz? — dodał na końcu, a ona wyczuła lekki udawany smutek w głosie.
    — Dobrze przyjdę — roześmiała się cicho. — Nie odmówię tego, by cię znowu w pokera pokonać — wytknęła mu.
    — Zapomniałem, że prócz Rivery ty też byłaś w to dobra — mruknął pod nosem. — W sumie on mógł cię go nie uczyć! — zagrzmiał. — Przez niego przegrywam w gry wideo czy pokera z tobą, jaka to sprawiedliwość.
    Roześmiała się w głos, słysząc narzekania bliskiego kolegi, zupełnie zapominając o tym jak dobry kiedyś mieli kontakt. Nie mogła na samą myśl powstrzymać uśmiechu, który cisnął się na jej usta.
    — Nie będę cię dłużej męczył i tak Anais mi głowę suszy, że mam jechać z nią na zakupy. Ja nie chce — powiedział markotnie.
    — Nie wiem, co jest gorsze, facet, który uwielbia jeździć na zakupy nawet ubraniowe, czy ten, który nie chce — skwitowała jego narzekania.
    — Przymknij się Rivera — odezwał się z lekką pretensją na koniec. — Do zobaczenia.
    — Cześć.
    Rozłączyła się chwile później, będąc gotowa odłożyć telefon, jednak ponownie rozbrzmiało kolejne powiadomienie tym razem wiadomość z grupy motocyklowej. Popatrzyła na komunikat, który mówił o treningu, który miał odbyć się za godzinę. Podniosła wzrok i spojrzała na obraz, zastanawiając się, czy w ogóle pojechać z racji, że miała jeszcze jeden obraz dziś do dokończenia prócz tego, który przed nią stał.
    Czuła się rozdarta pomiędzy chęcią pozostania a chęcią jazdy. Wiedziała, o co walczy, że jeśli nie pojedzie to, może stracić szansę, na zawody. Z drugiej jednak strony obrazy miała dostarczyć na jutro, a musiała jeszcze kilka szczegółów dopracować. Oczywiście mogła zarwać nockę jak za dawnych studenckich czasów, by je skończyć po treningu.
    — Jechać czy nie — szeptała cicho pod nosem.
    Odrzuciła delikatnie głowę do tyłu, wciąż nie wiedząc, jaką decyzje podjąć. Niespodziewanie jednak usłyszała dźwięk powiadomienia telefonu. Popatrzyła na ekran i spostrzegła wpis Dragona:

Fire chyba mi nie odmówisz.
Ostatnio tak dobrze ci idzie ‘kopanie mi tyłka’
Dragon

    On zbyt dobrze wiedział, jakją podejść i ją przekonać do przyjazdu. Miała ochotę nieco się zaśmiać, gdy przypomni sobie poprzednie lata. Nikt by nie pomyślał, że pomiędzy nią a Dragonem wydarzyło się coś więcej prócz rywalizacji na torze. Brzmiało to abstrakcyjnie, jednak gdy na to spoglądała z perspektywy czasu, to był dość ciekawy moment w jej życiu.
    I absolutnie go nie żałowała.
    — Dobra skoro tak o to prosisz — mruknęła sama do siebie.
    Zabrała ze sobą telefon, wiedząc, że wróci tutaj dopiero albo późno w nocy, ale w ogóle, bo takie scenariusz też był przewidywalny. Opuszczając gabinet, zobaczyła, że przy drzwiach leży Junka. Uśmiechnęła się czule gdy tylko ją spostrzegła. Wyglądała jakby od dłuższej chwili, wpatrywała się w drzwi, wyczekując tego aż wyjdzie z gabinetu gdy tylko to zrobiła poderwała się gwałtownie i zaczęła od razu skakać na jej nogę, pragnąc uwagi.
    — Misia nie mogę cię wziąć, jestem cała brudna — powiedziała, na co ona jeszcze bardziej zaczęła skakać po jej nodze.
    Ona westchnęła delikatnie i powoli zaczęła iść w kierunku łazienki, a Junka zaczęła dreptać tuż za nią, co ją nawet nie zaskoczyła. Potrzebowała zdecydowanie prysznica, gdy przyjrzała się lustrom, które były rozwieszone w niektórych częściach domu, wyglądała, jakby wyszła po malowaniu pokoju, a nie obrazów.
    Wspinając się na górę, zobaczyła, jak powoli zbliża się zachód słońca. Uroki coraz krótszego dnia, a ona dopiero wtedy zorientowała się, że od rana siedziała w pracowni, tracąc poczucie z czasem.
    Wyszła po naprawdę dłuższej chwili, z łazienki wymywając farbę z włosów czy zakamarków swoich palców i przeszła do garderoby ubrana jedynie w szlafrok oraz bieliznę.
    Stanęła po chwili przed lustrem nasuwając na swoje ramiona swoją skórzaną kurtkę gdy po całym mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Zerknęła w stronę uchylonego skrzydła, które wiodło do sypialni i poprawiła klapy dopasowanej skóry.
    Przez moment zastanawiała się, kto to mógłby być, bo z nikim się dziś nie umawiała. Oczywiście ci, którzy nie znali jej adresu, już go poznali, jednak jej najczęstszym gościem był Michael.    
    — Nawet nie zdziwię się jak to on — zwróciła się do Junki, która siedziała na pobliskiej pufie i się jej przyglądała.
    Ona zaszczekała głośniej, a ona powędrowała w stronę wyjścia, pragnąc, zobaczyć kto ją nawiedza. Naprawdę nie będzie zdziwiona, jak to jej chłopak znowu wpadł z nieoczekiwaną wizytą, on to lubił robić, szczególnie że mieszkał dwa piętra niżej od niej. Naprawdę nie spodziewała się tego, że akurat znajdzie mieszkanie w bloku, w którym znalazł apartamentowiec jej poprzedni mąż.
    Gdy po raz trzeci usłyszała, jak ktoś uparcie próbuje się do niej dostać była już przy drzwiach, praktycznie będąc gotową do wyjścia. Gdy przekręciła klucz i uchyliła drewniane skrzydło nawet nie była zaskoczona gdy po drugiej stronie zobaczyła nie kogo innego jak Sanders:
    — Chyba powinnam kupić kupon na loterie i go wypełnić — rzuciła na przywitanie.
    Widziała, jak spogląda na nią zaskoczony, zupełnie nie rozumiejąc parafrazy jej słów i nawet ją to nie dziwiło. Zrobiła krok w tył, jednak nie dało się ukryć, że odkąd tylko otworzyła drzwi, czuła na sobie jego przenikliwe spojrzenie na sobie. Lustrował ją swoim wzrokiem i nawet jeśli próbował, to nie dałaby rady, skryć tych iskierek, które zaczęły pojawiać się w jego oczach.
    — Nie mów mi, że idziesz… — zaczął powoli.
    — Na trening — dokończyła. — Przykro mi koteczku, ale się z nimi umówiłam, więc wpadłeś w nie porę — dodała.
    — Dlaczego w ostatnim czasie jak do ciebie przychodzą to nie mogę cię złapać, albo jedziesz na ćwiczenia? — spytał z wyczuwalną pretensją w głosie.
    — Bo prawda jest taka, że o treningu dowiedziałam się pół godziny temu i nie mogłabym go odpuścić to fakt, ale nie mogę, szczególnie że zależy mi na tym, żeby wziąć udział w kolejnych zawodach — wyjaśniła spokojnie.
    — Nadal nie chcąc cię wziąć? — spytał zdziwiony. — Zawsze cię chętnie brali jako jedną z lepszych.
    — Fakt, ale przez moją przerwę jak ci mówiłam moja kondycja spadła i teraz muszę ja odbudowywać i tak uważam, że jestem na dobrym poziome, ale jednak muszę się pilnować.
    — Czyli nici ze wspólnego wieczoru? — zapytał zwiedziony. — A tak liczyłem, że cię złapie a teraz…
    Widziała to spojrzenie wielokrotnie i doskonale wiedziała, co mu teraz chodzi po głowie, szczególnie że zobaczył ją chyba drugi, czy trzeci raz w stroju do treningu odkąd wróciła do jazdy, a jeśli doda się do tego, to że ostatnio w końcu zdołał się przełamać i spędzić ze sobą noc, to wszystko nasuwało tę jedną samą myśl.
    Pragnął spędzić ten wieczór bardziej w jej sypialni rozbierając ją z tego co miała na sobie.
    — Naprawdę nie możesz tego przesunąć? — spytał z cichą nadzieją, a jego oczy wręcz mówiły jedno.
    Ona delikatnie pokręciła głową, a kącik jej ust delikatnie drgnął do góry i podeszła bliżej niego. Wykorzystał momentalnie tę chwilę, a ona poczuła, jak chwyta ją w pasie i przyciąga do siebie. Czuła niemal jego oddech na swoich usta gdy znacząco zbliżył się do niej a jego oczy wręcz mówiły to co jego ciało pragnęła. Mimo że nie pogardziłaby absolutnie wspólną zabawą, to miała pewne zobowiązania, na które się już wcześniej umówiła:
    — Naprawę nic nie zdoła cię przekonać do zostania — spytał cichym i bardzo namiętnym głosem. — Nie ukrywam, że chętnie zdjąłbym z ciebie to ubranko — wyszeptał tuż przed jej ustami.
    — Znasz mnie i dobrze wiesz, że lubię wywiązywać się z zobowiązań — tłumaczyła spokojnie.
    — Ale skarbie… — zaczął tym miękkim tonem, który zawsze potrafił sprawić, że potrafiła się złamać. — Gdy jeden trening odpuścisz nic się nie stanie — namawiał ją.
    — Czyżby ktoś nie potrafił spokojnie poczekać na swoją kolej — spytała dość wymownie, czując, jak jego pożądanie narasta.
    Nie odpowiedział na jej uwagę, lecz poczuła, mimowolnie jak zaczyna rozpinać zamek jej kurtki, lecz ona momentalnie uderzyła go po dłoniach, na co jęknął cicho i spojrzał na nią niczym zbity szczeniak.
    — Za co to? — spytał z lekko naburmuszoną miną.
    — Mówiłam, nie mam na to czasu — powiedziała stanowczo. — Jeśli ci tak zależy to zostać i poczekaj, wrócę może za jakieś dwie godziny — wyjaśniła.
    — Czekać — jęknął marudnie. — Każesz mi czekać — pytał sfrustrowany. — Powinnaś…
    Nie dała mu nawet dokończyć gdy pocałowała go krótko, wytrącając mu wszelkie inne argumenty, po czym chwyciła kluczyki oraz kask, który leżał na komodzie oraz klucze i podeszła do drzwi mówiąc:
    — Będę wieczorem — zwołała i wyszła, zostawiając go samego.    

Sunday, February 15, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 18


    — Aż tak nam nie ufałeś, że wolałeś tę kwestię przemilczeć?
    Jego pytanie niespodziewanie zawisło pomiędzy nimi w powietrzu. Pięcioro mężczyzn siedziało w apartamencie jednego z nich gdy reszta pragnęła z nim podyskutować o tym co się właściwie działo.
    Powinni już dawno zamknąć tę sprawę i pójść dalej, to fakt, jednak nie mogli tego zarobić, póki nadal między nimi a Julią trwał konflikt, który męczył ich wszystkich nawet ją. Wszystko jednak miało swoje podłoże, a właściwie rozpoczęło się od związku Michaela z byłą żoną.
    Trzeba to powiedzieć wprost, to ich intrygi i machlojki zniszczyły tę grupę. Nawet jeśli nie mówili tego głośno, on wiedział, że go o to obwiniali, a on to w końcu przyjmował na siebie. Mógł zropieć tej sytuacji, zamiast tego poszedł w to licząc, że jakoś to będzie.
    Wykazał się posłuszeństwem wobec byłej partnerki niż przyjaciół, którzy w przeszłości ratowali go po jego kryzysie po rozwodzie z nią. Wbił im sztylet prosto w plecy, znowu dając się nabrać kłamstwom tej kobiety.
    — Myliście, żeto było dla mnie łatwe przyjść i powiedzieć wam, że ona…
    — Mike — przerwał mu jego wieloletni przyjaciel. — Czy naprawdę aż tak mało nas znasz, by uznać nas, za kogoś, kto by miał ubaw z tego, że cierpisz? Czy my jesteśmy nastolatka, czy dorosłymi osobami?
    To było pytanie, które spadło na ramiona głównego lidera zespołu. Dotarło do niego po raz kolejny, jakim był głupcem. Odtrącił tych, którzy mogli mu rzeczywiście pomóc, bo bardziej obchodził go utrzymanie swojego honoru oraz strach przed kimś, kto powoli go wyniszczał.
    Było to trudne przyznać się do prawdy, może wtedy wiele z tych rzeczy się nie wydarzyło, a jego Julia by tak niecierpliwa przez skrajną głupotę.
    Nie mógł już naprawić przeszłości, ale mógł w końcu rozjaśnić pewne kwestie, które były jeszcze niewyjaśnione.
    — Brad, ja się po prostu bałem — wyznał szczerze, spuszczając wzrok i na nich nie patrząc. — To nie jest łatwe spojrzeć oczy bliskim i przyznać się, że jest się w toksycznym związku, a bardziej… — umilkł, bo czuł jak w gardle, pojawia się niedwuoczny więź, który nie pozwolił mu mówić.
    Mimo że doskonale wiedział, co miał na myśli, nie potrafił tego wprost powiedzieć. Siedział przez długą, chwile nie potrafiąc wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Czuł jak znowu paraliżujące go strach a dłonie, które ścisnął ze sobą, zaczynają delikatnie drżeć. Starał się jednak opanować, bo nie chciał okazać swojej słabości i tak już wystarczająco widzieli.
    Czuł, się wprost upokorzy, że musiało do tego dojść. Nigdy nie chciał, by ktokolwiek widział go w stanie, które zwyczajnie się wstydził. W końcu podniósł głowę i skończył swoje wcześniejsze słowa:
    — Kobieta bije faceta — powiedział surowo bezemocjonalnie. — To jest…
    — To nie jest powód do śmiechu — sprecyzował jego słowa Dave. — Nikt kto rani, nie powinien być usprawiedliwiany, a płeć nie ma tutaj nic wspólnego. Cierpiałeś i nikt tego nie zamierza podważać, bardziej frustruje nas to, że zmusiłeś Julie do milczenia, a potem oskrazyłeś gdy ci ratowała dupę.
    W końcu dowiedzieli się prawdy, tego co działo się tuż przed tym gdy wyszli ze studia i obraz namalowany przez Taylor był zupełnie inny niż ten faktyczny. Julia od samego początku mówiła prawdę, nigdy ich nie okłamała ani nie oszukała.
    Ona poszła siedzieć za prawdomówność i chęć ratowania czyjegoś życia, a ta, która powinna siedzieć, chodziła sobie przez długi czas, na wolności nie ponosząc żadnej kary z tego powodu.
    — Wiem, popełniłem największy błąd każdą milczeć, ale ja się po prostu obawiałem. Czułem strach na samą myśl, jak zredagowalibyście wy czy inni gdybyście dowiedzieli się, co się działo. Dlatego kazałem jej to zachować dla siebie i teraz wiem, że nie powinneś na niej tego wymuszać.
    — Wiesz jak bardzo byśmy mieli spokoju gdybyśmy się pozbyli tej wywózki z trasy — odezwał się sfrustrowany gitarzysta. — Ona nas doprowadzała do szału, a gdybyśmy tylko wiedzieli, mieli pretekst do odesłania jej, a myśmy zakończyli występy, a ty byś nie wyglądał jak trup — powiedział zirytowany.
    — Wiem — przyznał cicho. — Nie potrafiłem jednak tego zrobić, ona cały czas mnie kontrolowała. Czułem jej oddech na szyi. Julia… ona była… ona wiedziała o wszystkim. Rozumiała, też czemu proszę o dyskrecje.
    — Mike to, żeona zniosła to samo w związku z Clarkiem, nie znaczy, że powinno się ją zmuszać ponownie do milczenia gdy widzi taką sytuację. Gdybyś pomyślał przez moment racjonalnie jak zawsze, to byś zrozumiał, jak zgłoszenie tego ułatwiłaby sprawę. Miałeś światka…
    — Nigdy tego nei zgłoszę! — wybuchnął nagle. — Wybaczcie, ale nie pójdę z tym na gliny!
    Widział, jak wymieniając się spojrzeniami, bo wręcz spodziewali się takiej reakcji. Nie byli tym zdumieniu, bo prawda była taka, że sami mieli, by pewnie podobne wahania na jego miejscu. Niestety takich spraw policja nie umiała potraktować poważnie dlatego jeśli w sprawach kobiet, które były ofiarami przemocy domowej były nie jednokrotnie problemy gdy próbowano ich zdyskredytować, co mieli powiedzieć mężczyźni tacy jak on.
    — Mike nie będziemy cię nakłaniać do tego, ale jeśli wydarzyłaby się kolejna taka rzecz, to prosimy o to by nie milczał a mówił…

    W oddali rozbrzmiał potężny szum, wręcz ryk, który rozdzierał okolice. Dla innych mógł wydawać się przerażający wręcz drażniący ich zmysły a co ważne słuch. Był na tyle przenikliwy, że trudno było się z nim wytrzymać. Pasjonaci uznaliby to za przyjemne mruczenie silnika ukochanego dwukołowca.
    Oni kochali swoje maszyny, którymimogli mknąć drogami, czując ten specyficzny powiew wolności. Wyskok adrenaliny, który sprawiał, że pragnęli więcej, to było dziwne uczucie, które wręcz można było porównać do uzależnienia.
    Gdy po raz pierwszy wsiądziesz na motocykl, to staje się twoją największą słabością i pasją, z której nie potrafisz, zrezygnować o ile być nie próbował z tego zrezygnować.
    Może zabrzmi to mocno nie trafnie — było to dla nich jak narkotyk. Silny i uzależniający, który owszem mógł doprowadzić ich do zguby. Nie miało to jednak znaczenie, gdy wsiadali na niego i odpalali go, by po chwili, mknąć ulicami dla nich jechali na spotkanie z przeznaczeniem, dla jeszcze innych byli szaleńcami, którzy w łatwy sposób mogą się zabić.
    Wyścigi były ryzykowane, to fakt, jednak gdy wystartuje się w pierwszych zawodach, staje się to częścią ciebie. Nie robili jednak nic wbrew prawu. Ścigali się na zamkniętym terenie, oddalonym od miasta, by móc nie niepokoić mieszkańców i nie powodować wypadków.
    Gdy wyjeżdżaliz tego starego stadionu, powracali do normalności, o ile na zawodach nie mieli wyszczególnionych tras na drogach miejskich, które przez policje były zamknięte na czas odbywających się zawodów.
    Oni nie byli grupą szaleńców działający wyjęci spod prawa. Ich dzielność od początku była legalna, a wszystko zostało z góry ustalane z radnymi miasta, czym zajmowali się głównie liderzy.
    Więc tak dla jednych byli szaleńcami, dla siebie byli pasjonatami zakochanymi w szybkiej jeździe. Dlatego wybrali miejsce z dala od cywilizacji, gdzie wokół prócz pustych obrazów Kalifornii domów praktycznie tutaj nie można było spotkać prócz tych, które były na obrzeżach miasta.
    Przysłonięci roślinnością mogli spokojnie cieszyć się swoim zamiłowaniem do jazdy. Ten wieczór był jednym, z tych gdzie mogli to zrobić.
    Stadion był przepełniony rykami silników motocykli, które wciąż przemykały po wyznaczonej trasie, a każdy z nich rywalizował pomiędzy sobą, nie tylko sprawdzając swoje umiejętności, a także doskonale się bawili.
    Największą jednak frajdą było wyzwanie przeciwnika na wyścig i zmierzanie się z nim. Nie dało się jednak ukryć, że dzisiejsza noc głównie należała do jednej osoby z ich grupy.
    Po miesiącach przerwy oraz kolejnych, w których musiała powrócić, do której formy miała, teraz wydawała się miażdżyc każdego, kto próbował rzucić jej wyzwanie. Chciał się przekonać sam, czy rzeczywiście Fire dziś nie zdoła nikt pokonać. Każda kolejna osoba przekonywała się ze słowa znajomych były jedynie ich potwierdzeniem.
    Mieli wrażenie, jakby ta dawna zadziorna motocyklistka ponownie do nich powróciła. Ostatnie tygodnie jak nie miesiące ciężkich treningów sprawiły, że zaczęła szczytować z formą. Gdy tylko wróciła, wiedziała, że będzie musiała długo pracować, by osiągnąć tę szybkość, którą wykazuje się teraz, sprytem oraz refleksją, jednak jak było widać, było warte gdy po raz kolejny mierząc się z Dragonem, który ponownie zdecydował się z nią, zmierzyć niedowierzająca w jak banalny sposób go pokonała na początku treningu i tym razem okazał się od niej słabszy.
    Stojący przy dawnych trybunach Derek spoglądnął wprost na swojego przyjaciela, który wyglądał na równie zaskoczone, ale równie godnego podziwu wobec jednej z podopiecznych jak on. Mimo że słowem się do siebie nie odezwali, to ten drugi dostrzegł spojrzenie kolegi i zwrócił na niego uwagę, a on zobaczył jak kącik jego ust, podnosi się do góry w dość znaczącym uśmiechu.
    — Czyżby wyłaniała się faworytka? — zapytał głośniej by móc przedrzeć się przez hałas dwojga motocykli, które zaledwie przed momentem przejechały tuż obok w dość bezpiecznej odległości.
    — Zobaczymy, lepiej nie przesądzajmy jeszcze naszej decyzji przyjacielu — odezwał się drugi z nich.
    Nawet jeśli tuż obok nich siedziała Ellena wraz z Ivy owszem bez trudu usłyszały słowa tego drugiego, jednak ani jedna nie zareagowały na to oburzeniem, wręcz przeciwnie, popatrzyły na siebie znacząco, a w kącikach ust jednej z nich wypełza uśmiech.
    Nie czuły nawet zazdrości, dlatego, że nie były brane pod uwagę, musiały jednak przyznać, że ostatnio forma dopisuje Julii i nie zamierzały jej odbierać tego, że się nie starała. Wszyscy to widzieli, że zależy jej na tym, by powrócić do tego, co było.
    Nie dało się ukryć, że również mocno jej zależało, na pokazaniu, że zdoła pojechać w kolejnych zawodach. Brakowało jej tej rywalizacji z innymi, dlatego, mimo że głośno o tym nie mówiła, każdy wiedział, że ogromnie jej na tym zależy.
    — Nie chce ingerować w waszą decyzję — odezwała się nagle Elena. — Uważam jednak, że ona jest gotowa, by znowu wystartować — skomentowała poczynania swojej koleżanki.
    — Nie mogę jej tego odjąć, jednak musimy być pewni, że jest właściwie przygotowana — odpowiedział na jej słowa jej ukochany. — Znacie z resztą zasady.
    Ona jedynie skinęła głową, bo nie zamierzała bardziej ingerować. Może to wydawać się zaskakujące, że nie prosiła o miejsce dla siebie, mimo że była od lat związana z Derekiem. Nawet jeśli na stopie prywatnym byli blisko to na torze były równe wraz z pozostałymi osobami, dlatego wszyscy musieli pracować na to, by zostać, wyłonię ty do zbliżających się wyścigów, które miały się wkrótce odbyć.
    Bardziej by powiedziała, że związek bardziej jej utrudnia, niż pomaga w zdobycia miejsce. Mężczyzna był wobec niej bardziej wymagający zupełnie jak wobec Fire, dlatego obie musiały mocno się napracować, by zostać wyłonione. Nie chodziło tylko o jakieś uprzedzenia, ale o fakt potencjału, jaki obie miały.
    Dało się dostrzec że jeśli się mocniej nałoży na nie nacisk, mogą osiągnąć naprawdę wiele. Podczas nieobecności Rivery to ona stała się tą, która wszystkich miażdżyła i z dziewcząt była wybiera najczęściej. Nikt o pozostałych nie zapomniał, jednak w ważniejszych zawodach, które mogły sprawić, że podskoczą w klasyfikacji, wybierali jedynie najlepszych. Nie ujmowali pozostałym, jednak co tu się oszukiwać bywały osoby lepsze i gorsze.
    Wkrótce echo silników umilkła, gdy zakończyli wyścig, nie o tyle zgasł, ale przygasł a dwójka, która się ścigała, podjechała blisko nich, dopiero wtedy gasząc silniki swoich motocykli.
    — I co było warto ze mną zadzierać — rozbrzmiał przytłumiony głos Julii, gdy zdejmowała z głowy kask.
    Sięgnęła po skraj bandamy, która miała na usta i jednym płynnym ruchem ją zdjęła i popatrzyła na swojego wyścigowego rywala, który z grymasem wypisanym na twarzy, sam poszedł w jej ślady oraz zdjął z siebie nakrycie. Ocierając kapiący pot z twarzy chustą, popatrzył z grymasem niezadowolenia na nią.
    — Muszę przyznać, tak jesteś coraz lepsza — powiedział, już bardziej się rozjaśniając.
    Oparł się ramionami o kierownice swojego motocykla, a ona dostrzegła w jego oczach błysk, ten znajomy, który widywała za każdym razem, jak z resztą przed paroma minutami jak rzucił jej wyzwanie, w którym przegrał.
    — Nawet jeśli się wściekam, to muszę przyznać, o wiele lepsza rywalizacja jest z tobą, gdy jesteś w piku swojej formy, niż gdy znowu powróciłaś. Wtedy to wygrywanie było naprawdę nudne i mało ekscytujące teraz przynajmniej te wyścigi są godne rywalizacji — powiedział z poczuciem szacunku.
    Chociaż doskonale wiedział, że musiał się z nią mierzyć, by ona miała motywacji do tego, by przykładać się do treningów i stawać się coraz lepsza, to wtedy to tak nie cieszyło te ciągłe zwycięstwa jak teraz nawet przegrane. Bo prawdą było to, że najlepsza frajda była w możliwości wspólnej rywalizacji co oboje mocno cenili.
    Dla ich grupy był to jak kodeks honorowy, dlatego tak bardzo naciskali, by każdy stawał się lepszą wersją siebie.
    — Komplemenciarz — zaśmiała się jednak nie potrafiła powstrzymać uśmiechu gdy słyszała te pochwalne słowa. — Mam wrażenie, że jednak mogłabym być jeszcze lepsza, to jeszcze nie to samo — komentowała.
    — Jak na czas który musiałaś poświęcić, by wrócić do tego miejsca i tak zrobiłaś ogromny postęp — rozbrzmiał głos Rocky’ego. — I nie mówię tego tylko po to, by się tobie przypodobać, ale każdy tutaj zgodzi się ze mną, że dawna Fire powraca i mam dziwne wrażenie, że wróci ze zdwojoną siłą — mówiąc to, podszedł znacznie bliżej.
    Skinęla głowa na jego słowa, zupełnie się z nim zgadzając. Bo faktem było to, że ona sama widziała, jak wiele się zmieniło podczas ostatnich tygodni. Gdy rozpoczynała ponownie jazdy, mimo że doskonale pamiętała wszystko, to jednak nawet ona wiedziała, że wypadła w formy i to mocno. Dlatego skupiła się na ciągłych ćwiczenia i przyjeżdżała tutaj nawet wtedy gdy nie byli umówieni, by sama trenować.
    Nie ograniczyły ją studia, które już dawno zakończyła, jedynie praca, którą jednak mogła robić kiedy tego chciała. Właśnie dlatego kochała motocykle, bo po wielu godzinach pracy nad obrazem, często stojąc czy siedząc oraz pochylając się czuła, jak ciało odmawia jej posłuszeństwo i potrzebuje się od tego oderwać.
    Motocykle czy ćwiczenia na siłowni, czy jakakolwiek inna aktywność był dla niej oddechem po wielu godzinach spędzonych w kilku pozycjach, a tak mogła się poruszać i doskonale się bawić.
    — To, co kto kolejny próbuje mnie pokonać — spytała, spoglądając na grupę, nie chcąc jeszcze kończyć, a wdeptywanie Dragona w ziemie już się jej znudziło.
    — Ja.
    Elena wstała i spojrzała na nią, a na jej ustach pojawił się, nieco przebiegły uśmiech.
    — To będzie ciekawy wyścig — skomentowała pod nosem Ivy. — Była i obecna najlepsza motocyklistka — dodała, na co męska część ich grupa skinęła głowami.
    Julia była tą byłą, a to właśnie Jones była tą, którą w kategorii damskiej rozmiatała każdego na kawałki. Teraz przyszła pora by dwie królowe wyścigów zmierzyły się ze sobą.