Sunday, February 8, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 16

    Czuł przyjemne ciepło które otuliło jego twarz, delikatny łaskotanie sprawiło, że zamruczał cicho pod nosem, z niechęcią pragnąc powrócić do rzeczywistości, w której tkwił. Było mu tak dobrze gdy tkwił w głębi własnego umysłu, śniąc w świecie, który mógł wytworzyć i mimo że jego życie ostatnimi czasy zaczęło się układać, to nie sprawiło, że lęki, które w nim siedziały, magicznie zniknęły.
    Starał się ponownie oddać tej rozkoszy, powrócenie do świata sennych marzeń, lecz im bardziej próbował, tym bardziej był coraz bardziej świadom, a sen odchodził. Nie mógł jednak ukryć, że mimo początkowej niechęci gdy tylko jego umysł się rozjaśnił, poczuł dziwną przyjemność. Przez lekko stłumiony umysł było trudne do zrozumienia, czemu czuł aż tak dziwną błogość oraz spokój, które nie czuł od naprawdę dawna.
    Poczucie czyjeś bliskości było zarazem tak bliskie, a jednocześnie odległe, lecz ta jedna myśl sprawiła, że drgnął lekko przestraszony gdy zdał sobie sprawę, co się dzieje. Otworzył oczy, a z tyłu głowy zaczęły momentalnie napływać najmroczniejsze myśli, lecz gdy tylko je uchylił i zobaczył widok śpiącej przy niej młodej kobiety, którą bez trudu rozpoznał, pomimo że część jej twarzy była skryta pod pasmami jej długich włosów, to ten uśmiech potrafił rozpoznać wszędzie.
    Momentalnie powrócił do niego spokój, a on odetchnął z ulgą, dopiero wtedy poczuł, jak śpi przytulona do niego, jego ramię nieco zdrętwiało, tylko dlatego, że przez całą noc, a raczej znaczną większość miała ją opartą o niego, a on nawet na moment jej nie drgną.
    Nie zamierzał jednak przejmować się takimi błahostkami, lecz skupić się całkowicie na niej. Uwielbiam momenty, w które mógł spoglądać na nią podczas snu. Nie ukrywał, przez ostatnie lata tego widoku mu najbardziej brakowało, patrzenie na spokój jej twarzy i delikatny uśmiech, który się na nich błąkał.
    Właściwie był to jeden z tych niewielu a właściwie jeden z pierwszych poranków podczas ostatnich lat a co ważne gdy był z kimś związany, gdy nie budził się w momencie gdy jego partnerka znowu wpadała w szał, krzyczała czy co gorsze… robiła coś dużo gorszego.
    Widok jej szaleństwa gdy bez żadnego pohamowania go biła, był czymś, co nigdy nie zdoła wymazać ze swoich wspomnień. Kłamstwem mógł uznać fakt, że przez jakiś czas było spokojnie nic z tych rzeczy, ponieważ on nie był świadomy tego, że ona przygotowała odpowiednio grunt. Prawdą było to, że naprawdę szczęśliwy czuł, się będąc właśnie z nią, tą samą dziewczyną, która przed laty skradła mu serce.
    Otrząsnął się jednak z tych przygnębiających myśli. Nie chciał powracać do tamtych lat w momencie gdy w końcu czuł się naprawdę szczęśliwy a co najważniejsze spełniony i to cholernie.
    Nazywał się wprost szczęściarzem, że po tym co się wydarzyło, ona zdecydowała się znowu z nim związać. Było to zadziwiające, że po tamtej sytuacji oraz konfliktach, które ich podzieliły, znowu się zakochali. Wszystko jednak przyszło w pełni naturalne jak przed laty gdy zakochał się w tamtej osiemnastolatce. Nieco skrytą, ale pełną ambicji pasji oraz szaleństwa — nie mógł tego jej odebrać.
    Była osobą z temperamentem i poczuciem ryzyka w życiu i to chyba go w niej ujęło. Owszem nie przeczy, potem próbował sprawić, by się uspokoiła, lecz nie mógł tego zrobić, wkrótce sam zrozumiał, że to część jej osobowości i jeśli zabroni jej próbowania czegoś, co dla niego było ekstremalne, zniszczy część jej samej.
    Sama wprost nazywała się wariatką, leczw bardzo pozytywnym kontekście. Była ryzykantką, lecz to była cecha wspólna, którą dzieliła wraz ze starszym bratem. Oboje kochali poczuć ten wyskok adrenaliny, nie umieli usiedzieć długo spokojnie. Kochali się sprawdzać i sprostać wyzwaną, które im narzucano.
    I chyba to w niej było najlepsze, że jeśli ktoś spotka ją za pierwszy razem, pomyśli o niej jako dziewczynie, kochają ekstremalne wyzwania, a zarazem potrafiła, odnaleźć spokój tworząc kolejne malunki na płótnie. Łączyła w sobie dwie skrajności, artystycznego ducha oraz dziewczyna szukającą niebezpiecznych niespodzianek.
    Leżał tak przez dłuższą chwilę, wpatrując się w śpiące oblicze i naprawdę nie chciał przerywać tego momentu. Przekonał się już wcześniej, że mimo ich rozstania nadal jedna rzecz się nie zmieniła w niej.
    Nie znosiła gdy się ją wcześniej budziło. Ona musiała przebudzić się sama.
    Na moment oderwał wzrok od niej i spojrzał przez ogromne okna swojego mieszkania. Mimo że widok nie był aż tak spektakularny jak ten z najwyższego piętra i tak potrafił być ujmujący na swój charakterystyczny sposób. Spoglądał przez moment na niego, lecz ciche dźwięk powiadomienia sprawił, że spojrzał na szafkę, nocą gdzie elektroniczny zegar zaczął wskazywać dokładnie dziewiątą rano, a on cicho westchnął, rozkoszując się spokojem i wspomnieniami ostatniej nocy.
    Wieczoru, któryzakończył się dość nieoczekiwanie, na samą myśl delikatny uśmiech błąkał się po jego ustach. Momentalnie poczuł, jak ktoś porusza się na jego ramienia. Wystarczył moment, by dostrzec, jak Julia odwraca się plecami do niego i chwyta kołdrę, którą się nakryła i zamruczała pod nosem.
    — Jeszcze pięć minut — dało się słyszeć jej cichy głos, markotny i bardzo zachrypnięty, a ona jeszcze mocniej podciągnęła narzutkę na głowę.
    — Czyli klasycznie, dajcie mi jeszcze godzinę — odezwał się cicho, delikatnie ją parodiując, a raczej jej słabość do długiego spania.
    — Daj mi spać — wyjęczała. — Przez twoje gierki, poszliśmy spać o trzeciej nad ranem — mruknęła i na moment odsunęła narzutkę z twarzy i spojrzała na ten sam zegar co on przed momentem i dodała: — Ja spałam tylko sześć godzin! To zbrodnia mnie budzić — jęczała.
    — Ale to ty sama się obudziłaś — wtrącił się rozbawiony. — Jakoś jeszcze trzy lata temu nie miałaś z tym problemu gdy musiałaś wstać na zajęcia. Wtedy miałaś motywacje teraz się…
    — Tylko nie mów, że się rozlewni łam — rzuciła oschle. — Wczoraj skończyłam dwa ważne projekty dla klientów, miałam wymagający trening, do którego się przyłożyłam, bo liczę, że w końcu będę mogła wrócić do zawodów — powiedziała, mówiąc o swoim dość intensywnym dniu.
    — Zawody — zapytał cicho i objął ją od tyłu, przytulając się jeszcze bardziej. — Czy to oznacza, że będę cię częściej widział w skórze — zamruczał jej cicho do ucha.
    Mógł się oszukiwać, lecz nie miało to najmniejszego sensu. Nadal miał ogromną słabość do niej ubraną w czerń i skórę. Odkąd tylko ją pierwszy raz zobaczył, było to moment jego osobistej słabości. Widok opiętych ubrań na jej ciele było czymś, co pobudzało jego zmysły, a on jeszcze bardziej ją pożądał. Było to jego słabością i największą miłością poza widokiem jej zupełnie nagiej zupełnie jak teraz gdy leżała przy nim pozbawiona jakichkolwiek ubrań i mimo że dostrzegał blizny, które okrywały jej ciało, on również nie był ich pozbawiony nadal była dla niego cholernie atrakcyjna i chyba nigdy nie przestanie na nią tak spoglądać.
    — Wczoraj w niej byłam — przyznała.
    — I czemu w niej nie przyszłaś — spytał z lekką pretensją w głosie. — Znasz mnie i wiesz, jak ja uwielbiam ten widok.
    — Tłumaczyłam ci wczoraj dlaczego — przypomniała mu, odwracając się w jego ramionach.
    Zdawała sobie sprawę, że już nie zaśnie. Nie tylko dlatego, że się przebudziła, ale dlatego, że ktoś zdecydował się rozgadać z rana. Spojrzała na niego z boku i mimo jej marudzenia na jej ustach nadal błąkał się lekki uśmieszek, który nie chciał zejść. Nie wystraszyła się ani nie zlęknęła w momencie gdy zdała sobie sprawę, że nic na sobie nie ma.
    Ostatnie lata terapii i to intensywnej oraz leków psychiatrycznych, które brała tuż po wyjściu ze szpitala i w pierwszych miesiącach rekonwalescencji, mimo że nie pozbyła się złych wspomnień, umiała sobie, że znacząc częścią traumy przepracować i nauczyć się technik radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. Prócz jednej rzeczy i chyba tego nigdy nie wypleni.
    Kiedyś nie było dla niego problemu z zaśnięciem w ciemności, teraz miała z tym ogromną trudność.
    Nie chciała jednak rozpamiętywać się na ten temat i skupiła się na Mike który był nieco nad nią pochylony i uśmiechał się delikatnie.
    — Zabrałaś mi tak cudowny widok — zaczął narzekać.
    — Jakoś wczoraj nie miałeś z tym problemu gdy dosłownie pozbyłeś się ze mnie sukienki w trybie natychmiastowym — przypomniała mu.
    Zobaczyła, jak w tej samej chwili na jego policzkach pojawia się czerwony szkarłatny rumieniec, a ona odruchowo wyjęła dłoń spod kołdry i przyłożyła ją do jego twarzy i delikatnie pogładziła. Jeśli on miał słabość do niej w skórze, ona wprost uwielbiała ten widok. Ujrzenie u mężczyzny rumieńca na twarzy było niezwykle rzadkie szczególnie u niego, a ona uważała to za wprost tak czarujące, że nie mogła się oprzeć.
    — Mówiłam ci, że wyglądasz cudownie, jak się rumienisz — powiedziała nagle, przerywając cisze, która pomiędzy nimi zapanowała.
    Czerwień nabrała jeszcze bardziej intensywnego koloru podczas gdy to mówiła. Widziała, jak próbuje odwrócić twarz, by ukryć to przed nią, lecz ona nie zamierzała mu na to pozwolić. Uchwyciła go za brodę i zwróciła w swoim kierunku i przyciągnęła bliżej oraz namiętnie pocałowała.
    Odwzajemniłgo niemal, od razu go pogłębił. Tkwili tak przez moment w namiętności tego pocałunku, lecz nim fantazja poniosła, ich bardziej przerwała go nagle i odsunęła. Słyszała jego pomruk niezadowolenia, na co się roześmiała, po czym zwróciła do niego:
    — Wiem, co ci po głowie chodzi, ale nie tym razem — dała mu delikatnego pstryczka w noc.
    — Dlaczego — spytał zawiedziony. — Mamy czas, jest sobota, mamy wolne — marudził.
    — Pragnę ci przypomnieć, że mamy również obowiązki jako właściciele zwierzaków. Chętnie bym dłużej została i pewnie to zrobię, bo skuszę się na śniadanko od swojego chłopaka — wyszczerzyła do niego ząbki. — Muszę jednak wyjść przynajmniej za godzinę.
    — Trudno nie przyznać ci racji — westchnął cicho i odsunął się od niej.
    — Bywają sprawy ważne i ważniejsze — przypomniała mu.
    Podniosła się, siadając na łóżku, nawet nie kwapiła się tym, że kołdra spadła na jej nogi, lecz gdy tylko dostrzegła, jak on się podnosi, odwrócił się przez ramię, a jego oczy zabłysnęły tym znajomym iskierkami, które tak kojarzyła. Czując, jednak co chodzi mu po głowie, delikatnie pokręciła głową, na co jęknął niezadowolony, ubierając porzucone wczorajszego wieczoru bokserki.
    — Jesteś niesprawiedliwa.
    — Chyba wrócił ten pytony kocurek, który uwielbiał się bawić — rzuciła.
    Była to jedynie parafraza słów i ich wcześniejszych lat. Mike wprost uwielbiał się z nią bawić i mimo że to był ich pierwszy, raz po dłuższej przerwie to miała wrażenie, że jego natura z tamtych lat powraca.
    Nic nie odpowiedział na jej uwagę, lecz w głębi ducha, mimo że chciał się z nią zgodzić, to zdawał sobie sprawę, że nie było to co kiedyś. Nie mógł jednak narzekać, ponieważ i tak zrobił, a właściwie oboje toczyli duży krok w przód. Patrząc na wcześniejsze wydarzenia, z ich życia to wspólnie się zmienili.
    — Co sobie życzysz skarbie na śniadanie? — zagadnął gdy ona sięgała po jego porzuconą koszulkę.
    — Tak szczerze nie mam specjalnego zamówienia — stwierdziła wprost. — Wszystko, co robisz, wychodzi ci smakowicie — pochwaliła go.
    — Czyli mam się wykazać samodzielnie — stwierdził.
    Pochylił się i nim wyszedł, skradł jej drobnego całusa. Patrzyła, jak wychodzi z sypialni i gdy tylko to zrobił, pozostawił lekko uchylone drzwi. Wykorzystała moment i naciągnęła na siebie przynajmniej jego koszulkę a chwile później usłyszała szczekanie dobiegające z korytarza a chwile później do pokoju wpadła Junka oraz Jay, którzy wskoczyli na łóżku.
    — Dzień dobry takie miłe powitanie — uśmiechnęła się ciepło do piesków, które delikatnie zaczęła głaskać.
    Widziała, jak momentalnie są tym wprost zachwycone. Siedziała tak z nimi, przez dłuższy moment a ich spokój nie mogło nic zakłócić. Oczywiście do czasu, gdy niespodziewanie rozbrzmiał dzwonek telefonu. Drgnęła lekko przestraszona, spodziewając się, że to jej, lecz po krótkiej chwili niemal od razu rozumiała, że to telefon Michaela.
    Nie zdążyła w żaden sposób zareagować gdy usłyszała z głębi mieszkania krzyk:
    — Odbierz, to pewnie któryś z chłopaków — zawołał.
    Sięgnęła po jego telefon i nie musiała się przyglądać zbytnio długo by dostrzec na ekranie pojawiające się imię Brada. Zawahała się przez dłuższy moment nad zieloną słuchawką. Nie rozmawiała z nim ani pozostałymi od wielu miesięcy jak nie od kilku lat i od razu zrozumiała, że raczej nie wypada odbierać tego telefonu. Mimo zezwolenia wolała chyba się nie konfrontować z gitarzystą.
    Poderwała się z łóżka czym niezadowoloną dwójkę futrzaków, lecz one od razu pobiegły za nią, licząc na to, że dostaną coś do jedzenia. Powędrowała w stronę kuchni, gdzie Mike coś zaczął pichcić. Podeszła do niego i wyciągnęła telefon w jego kierunku, mówiąc:
    — Lepiej, żebyś ty to odebrał — powiedziała wprost.
    Widziała, jak przez moment spogląda zaskoczony na nią, lecz nawet tego nie skomentował i wziął go od niej i odebrał po chyba już szóstym sygnale. Przykładając telefon do ucha, odwrócił się w stronę kuchni, podczas gdy ona pozwoliła sobie trochę porządzić po jego szafkach.
    Wyjęła dodatkową miseczkę dla Junki i znalazła w szafce karmę, którą miał na wszelki wypadek dla niej czy kociaków i zaczęła im stroić jedzenie.
    — Wspomniał o wywiadzie w środku… — słyszała głos ukochanego gdy ona była zajęta nakładaniem karmy. — Tak mamy we trójkę tam być — tłumaczył.
    Ona popadła w lekką zadumę. Nie ukrywała konflikt, który miała, wraz z Chesterem zażegnała jakiś czas temu. Oczywiście ich reakcja nie wybuchła tak od razu i nie darzyła go już taką ufnością jak dawniej, jednak zaczęli ją odbudowywać, co niewątpliwie było dla nich obojga zaskakujące.
    Nie ukrywała, żeod jakiegoś czasu również zastanawiała się nad resztą zespołu. Owszem oni również nie zachowali się w porządku i tego nigdy im nie przebaczy ani nie wybaczy, jednak coraz częściej zastanawiała się, czy jest sens dalej zachowywać się tak jak do tej pory i zwyczajnie nie dać im tak jak Mike czy Chesterowi drugiej szansy.
    Od dłuższej chwili tkwiła w swoich przemyśleniach i nie dostrzegła, momentu gdzie Mike zakończył rozmowę. Zaskoczony jej milczeniem, zerknąl w jej kierunku, gdy jak niczym w transie odlożyła miski z karmą dopiero wtedy się podnosząc.
    — Julio? — zapytał nagle.
    Zwróciła się do niego nieco nieobecnym spojrzeniem i zerknęła na niego.
    — Tak?
    — Dzieje się coś? — dopytywał zmartwiony.
    Ona przysiadła na pobliskim krześle i oparła się dłońmi na blacie wyspy, przy której usiadła i delikatnie zwiesiła głowę z cichym westchnieniem.
    Problem zasadniczo był, a raczejgo nie było, ponieważ dopiero po czasie doszło do niej, że wystarczyła jedynie rozmowa, by załatwić pewne sprawy. Wystarczyła szczera rozmowa, a nie lata braku odezwał, lecz w momencie gdy czuła się urząd oraz zgorzkniała to nie miało znaczenie.
    Emocje przejęłynad nią górę i nie myślała nad tym racjonalnie, ale teraz gdy już była na dobrej drodze z Chesterem z nim od praktycznie ponad roku była w bardzo dobrych stosunkach, czy miało sens dalej się gniewać na zespół? To pytanie nękało ją od dłuższego czasu i nie wiedziała, co z tym zrobić.
    — Właściwie to tak — przyznała, nie gryząc się w język.
    Nie było sensu ukrywania przed nim tego, bo właściwie znał powód przeciągającego się milczenia z jej strony w stosunku do jego kolegów z kapeli. Ta sprawa, nie była mu zupełnie obca. Dlatego oszukiwanie go nie miało najmniejszego sensu.
    — Chodzi o chłopaków prawda?
    Poderwała głowę zaskoczona jego bezpośredniością, jednak nie powinno ją to dziwić. On od dłuższego czasu mówił, żeby z nimi porozmawiała, bo zupełnie tak jak Chester, szczerze żałują tego jak ją potraktowali, lecz ona nie miała na to najmniejszej chęci.
    — Tak — przyznała szczerze. — Odkąd się pogodziłam z Chesterem, myślę nad tą sprawą — dodała. — Nie ukrywam nadal do niego i ich mam ogromny żal, ale czy nie przyszła pora by w końcu skończyć z tym. Przyznam, nęka mnie to i nie wiem, co zrobić.
    — Znasz moje zdanie Julio — odezwał się nagle poważnym tonem. — Nikt nie zachował się z nich i mnie wobec ciebie dobrze, przyznaje każdy z nas, zawinił w mniejszym czy większym stopniu. Nie mamy prawa się usprawiedliwiać, bo byliśmy dorosłymi ludźmi i zamiast myśleć racjonalnie, pokierowaliśmy się emocjami oraz wpływem… Jej — urwał na moment, nie będąc w stanie wypowiedzieć jej imienia. — Mogę ci jedynie powiedzieć, że oni czekają na to, aż się do nich odezwiesz, nie zrobią, wiele skoro ich zablokowałaś — stwierdził.
    — Fakt, zrobiłam to, by mieć spokój — powiedziała, nie kryjąc się ze swoimi motywacjami. — Nie wiem, może czas z tym skończyć? — zastanawiała się na głos.
    — Ja na ciebie nie naciskam, ale uważam, że powinnaś z nimi pomówić. Oni na to czekają — zapewniał ją.
    Ona popatrzyła na niego przez krótki moment, po czym podniosła się i podeszła do salonu, gdzie pozostawiła wczoraj swój telefon. Wracając do niego, weszła w jedną z aplikacji i odnalazła w kontaktach numer do Brada, który był najbardziej bliski i wchodząc w ustawienia, odnalazła przycisk ‘Odblokuj’. Przycisnęła go, po czym nawet się nie wahając, napisała do niego wiadomość:

Tutaj Julia.
Pisze, bo chce się z wami spotkać. Proszę, daj mi znać, kiedy macie możliwość się ze mną zobaczyć, ty Dave, Joe i Rob.
Julia.

Nie czekałanawet zbytnio długo na odpowiedzieć która przyszła niemal po minucie:

Cieszę się, że w końcu się odezwałaś.
Dam ci znać w przeciągu kilku minut czy uda się nam to załatwić w przeciągu paru dni.
Brad.

    — Czyżby wracamy do normalności — zaśmiał się Mike gdy tylko to zobaczył.
    Ona delikatnie skinęła głową w momencie gdy przyszła do niej kolejna wiadomość od przyjaciela.

Saturday, February 7, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 15

    — Jak zwykle spóźniona— wymruczała cicho do siebie, gdy w pośpiechu przeszła przez całą sypialnię, kończąc pleść włosy w grubego warkocza. — Na studiach się tak nie spóźniałam jak teraz — mruczała do siebie.
    W ostatnich dniach miała dość napiętych grafik, jeżeli uważała, że studia dosłownie zabierały jej dzień po dniu, to musiała przyznać, że ostatnie tygodnie były dla niej szczególnie intensywne. Zaledwie przed paroma dniami wróciła z Nowego Jorku, gdzie była umówiona na wizytę kontrolą z plastykiem, który od roku się nią opiekował i starał się doprowadzić jej skórę do względnej normalności.
    Wydawać się mogło na pierwszy rzut oka, że wszystko było w porządku, praktycznie nie ukrywała się już za plastrami czy bandażami, a jej skóra w większości wyglądała, jakby nic się nie zmieniło. Jakby nie zmagała się z licznymi oparzeniami, które w większej części zniszczyło jej ciało. Była jednak to zasługa lekarza oraz samego faktu, że skóra zaczęła się przyjmować w tych najbardziej widocznych miejscach, jednak było kilka miejsc szczególnie wewnątrz ud czy nóg, że tkanki się nie przyjęły.
    Była zapewniana, że może to potrwać nieco dłużej, jednak widziała, że może być z tym problem, jej głównym miejscami, gdzie jednak wciąż widziała tą pomarszczona skórę, to był cały lewy bok jej ciała, wnętrze ud i jedna z łydek. Nie wyglądało to aż tak tragicznie jak na początku, jednak już miała plan co zrobić, by zakryć te brzydkie swady skóry.
    Mogła je zakryć i to skutecznie, a że kochała wprost tatuaże, to mogła połączyć to właśnie z zamaskowaniem tych miejsc. Już pracowała z tatuażystą, który podejmował się takich wyzwań tworzenia wizerunków na bliznach, czy innych deformacjach skórnych, czy cielesnych, że coś stworzą w tych miejscach, by skutecznie wtopić je w wizerunki, nad którymi powoli myśleli.
    Wygodną dla niej było to, że od lat się tatuowała i na jej ciele już widniało kilka wizerunków, cześć ich znika, przez pryzmat oparzeń chemicznych jednak ona nie zamierzała zostawić ich tak po prostu tych miejsc wolnych. Lubiła nosić te kolorowe, wizerunki na sobie śmiano się wcześniej, że złapała bakcyla do tatuowania po bracie. I częściowo było to prawdą, bo od zawsze podobali się jej ludzie, którzy się tatuowali i sama pragnęła jako nastolatka coś mieć, jednak nie zrobiła, póki nie była tego pewna.
    Idąc do garderoby, wręcz w biegu zakładała buta, przeklinając cicho pod nosem, słysząc w oddali powiadomienie z telefonu. Spodziewała się, że to ktoś z ekipy domaga się wyjaśnień, czemu jeszcze jej nie ma, bo obiecała, że się pojawi. W końcu gdy w końcu zdołała się z tym uporać, podeszła do szafki i sięgnęła ku niej, by spojrzeć na ekran, gdzie dostrzegła wiadomość od dawnego kochanka:

Fire ile jeszcze mamy na ciebie czekać?
Przyjedziesz dziś?
Dragon

    Pośpiesznie mu odpisała i nawet nie zdążyła odłożyć telefonu gdy na ekranie zobaczyła wiadomość od Mike’a:

Będę wolna za dwie może trzy godziny.
Julia


    Odkładając telefon na szafkę, tylko na moment widziała, jak kilka sekund później dochodzi do niej wiadomość od ukochanego:

Trening? Jeśli tak, to się przyjedz tuż po nim.
Mike

    Uśmiechnęła się nieznacznie, czytając tę wiadomość, po czym ponownie pobiegła do garderoby i chwyciła jedną z kurtek i założyła na siebie. Szybko wybiegła z pokoju, zabierając jedynie telefon. Zbiegła na dół i rozejrzała się ostatni raz, upewniając się, że wszystko ma i co ważne zwierzaki są na swoich miejscach. Widząc, że nawet nie ruszyły się z kanapy, która oblegały od dobrej godziny, pobiegła do drzwi, licząc, że zdoła pojawić jak najszybciej, a na mieście nie będzie korków.
    Nie liczyła na to, że obejdzie się, jednak bez problemów szczególnie w piątkowy wieczór na pewno będą ulice zapchane. Z cichym westchnieniem opuściła mieszkanie, po czym podeszła do windy i przywołała ją jednym kliknięciem.
    Zdecydowanie od kilku dni żyła pod pewną presją, nie dość, że miała ten wyjazd, to musiała skończyć obraz, dla której klientki musiała wysłać go właśnie dziś, a z racji, że nie było jej przez parę dni, musiała nieco nadrobić pracy. Może to był taki okres, w którym wiele spraw się jej nagromadziło, jednak gdy sobie pomyśli, że jeszcze przed dwoma laty chodziła na uczelnie i musiała pamiętać o kilku godzinach, wykładach pracach na warsztatach i zajęciach zastanawia się jak to możliwe, że ona to wszystko dała radę spiąć, teraz żyje w poczuciu, że nie panuje nad własnym życiem.
    Kiedyś była tak zorganizowaną osobą a ostatnie tygodnie totalny nie ogar. Musiała nad tym posiedzieć, bo musiała wrócić do swojego planowania, które zaniedbała. Potrząsnęła głową, po czym wyszła na parking i szybkim krokiem podeszła do swojego ukochanego motocykla.
    Nie dało się ukryć ostatnie dwa lata bez motoru czy wyścigów były dla niej tak koszmarnie złe. Tęskniła za tym powiewem wiatru, który wdzierał się pod kask motocyklu i Bandamę kiedy miała ją założoną. Pozwolenie sobie na to, by przyśpieszyć, gdy na to sobie mogła pozwolić, chociaż w mieście stosowała się do przepisów i nie szarżowała, jednak gdy znajdywała się na torze, dała się, ponieś prędkości i pędzić przed siebie a jedyne czego pragnęła to poczuć ten pęt adrenaliny oraz euforii, która zawsze jej towarzyszyła. Uwielbiała momenty swojego własnego tryumfu, mimo że potrafiła przegrywać i przyjmować to z pokorą ta ekscytacja gdy wygrywała, to było wręcz nie do opisania.
    Wyjęła z wnętrza kurtki Bandamę, którą zawiązała sobie wokół nosa i ust, po czym założyła kask. Wsiadając na motocykl, uśmiechnęła się nieznacznie pod materiałem chustki, który na sobie miała i zapaliła silnik. To charakterystyczne mruczenie dla silników Ninja było jak najpiękniejszy dźwięk, jaki mogła słyszeć.
    Skupiła się jednak wkrótce na wyjeździe z podziemnego parkingu i przemknęła przez cześć osiedla, by wydostać się poza jego bramy. Nie skupiała uwagi na apartamentowiec za sobą, w którym zaczęły palić się pierwsze światła. Ona skupiała się na drodze i myśleniem nad trasą, by jak najszybciej przedostać się na wyścigi i uniknąć korków. Lata życia w tym mieście pozwoliły jej bardziej go poznać, oczywiście nie znała go doskonale jednak na tyle, by wiedzieć, jak objechać najgorsze korki i to motocyklem, gorzej byłoby samochodem.
    Wjechała na jedną z licznych autostrad w mieście, mając nadzieje, że nie będzie tak zapchana, gdy zobaczyła pozornie spokojniejszy ruch, nieco ją to pokrzepiło, jednak i tak jechała w dal, próbując przypomnieć sobie gdzie najlepiej i najszybciej skręci.
    Potrzebowała ponad pół godziny, by dotrzeć w okolicy starego stadionu samochodowego, który od lat służył ich grupie do treningów. Wjechała przez jedną z otwartych bram i wkrótce nieopodal praktycznie całą grupę, zobaczyła kilka osób, które odwróciło się w jej stronę gdy tylko usłyszeli dźwięk jej silnika. Kątem oka dostrzegła siedzącego na trybunach Rocky’ego oraz Dereka z czego ten drugi podniósł się, będąc do tej pory, siedząc, opierając się dłońmi o swojego kolana.
    Zatrzymała się i oparła nogi o wierzch już bardzo poniszczonego asfaltu, gdy tylko sięgnęła po zapięcie kasku, momentalnie usłyszała zawołanie jednego z nich:
    — No nareszcie — odezwał się na powitanie Owen, schodząc po dwóch stopniach w dół. — Skoro już jesteśmy w komplecie to zanim przejdziemy do treningu mamy dla was informacji — skinął w stronę swojego przyjaciela i nie drugiego z liderów grupy.
    — O co chodzi? — spytała z zaciekawieniem Ellena.
    W milczeniu przeszła kilka kroków i stanęła obok jednej z koleżanek. Widziała, jak zerka na nią przelotnie, gdy obie momentalnie zwróciły się w stronę swoich nieoficjalnych liderów. Nadal pomimo lat wciąż uznawali Dereka czy Owena za nieformalnych przywódców owszem ich ekipa była zżyta stworzona z grupki pasjonatów oraz dwóch byłych już zawodowców i mimo że głośno tego nie mówili to, jednak wciąż traktowali tych praktycznie trzydziestoparolatków za liderów swojej grupy.
    — Nic strasznego — uspokoił ich jeden z nich.
    — Kolejne zawody? — odezwał się nagle Dragon, który milczał od dłuższy chwili.
    Derek momentalnie skinął głową na jego słowa, czym potwierdził jego słowa. Jeśli miała być szczera to odkąd, powróciła do wyścigów, nie uczestniczyła w żadnych wydarzeniach sportowych, nie tylko na wzgląd, że nie chcieli jej wysłać, bo miała dość długą przerwę z racji na to co się działo w jej życiu, ale nawet jeśli dostała, by taką propozycją zapewnię z niej, nie skorzystała, bo nie czuła się na siłach, by startować.
    Jeśli miała być szczera, to teraz zaczynało jej tego brakować. Na torze podczas treningów odbudowała swoją dawną formą, a podczas ostatnich spotkań kilkukrotnie pokonała Rocky’ego, który ostatnio miał swój najlepszy czas. Nie zamierzała się jednak wychylać tylko poczekać na decyzje obojga liderów, bo to oni o wszystkim decydują.
    — Pierwsze półfinały rozpoczynają się ósmego grudnia, więc macie ponad dwa miesiące na trening. Znacie zasady, wyłonimy z Derekiem tych najlepszych, którzy w ostatnich tygodniach dobrze spisując się na torze i to oni będą, wystawieni dlatego się starajcie — polecił.
    Ona z trudem pohamowała uśmiech, który cisnął się jej na usta. To była dla niej świetna okazja do tego, by móc udowodnić, że ostatnie tygodnie wręcz kilka miesięcy po powrocie nie obijała się i nic nie robiła. Miała okazje wystartować i powinna pokazać, że naprawdę się starała odbudować formę, owszem widzieli, że znowu jest coraz lepsza, ale na zawodach musiała być jeszcze lepsza.
    — W takim razie bierzmy się do pracy — powiedział Owen i zaklaskał w dłonie. — Na pierwszy rzut pani spóźnialskaoraz… — urwał, po czym spojrzał po każdym członku grupy. — Dragon, chcesz jej utrzeć nosa?
    — Nie podpuszczaj go, zaraz to ja go wgniotę w ziemie — powiedziała, wyzywająco słysząc słowa starszego mężczyzny.
    — Przekonamy się Fire, bo ostatnio coś cieniutko z tobą — prowokował ją jej partner rywalizacyjny.
    Ona nawet się nie odezwała, lecz nasunęła na głowę kask i podchodząc do swojego motocykla, zapięła go i wkrótce uruchomiła silnik, ustawiając się na linie startu. Nie potrzebowała długo na niego czekać, zjawił się tuż obok niej kilka sekund potem. Widziała, jak zerka na nią, gdy ona skupiła się na drodze. Czekali chwile aż Derek, dał znać do startu.
    W końcu ruszyli.   
     Zobaczyła, jak jej rywal momentalnie przyśpiesza, lecz ona celowo nie wyjechała jako pierwsza na drogę. Mknęła tuż za nim z uwagą, obserwując każdy jego ruch, każdy manewr, by mieć idealny moment do wejścia. Słyszała ryk silnika swojego motocykla, dźwięk, który dla niektórych mógł doprowadzać do szaleństwa dla niej, było muzyką dla uszu. Gdy skręciła na pierwszym zakręcie, widziała oddalającego się od niej coraz bardziej motocykl Dragona i wydawało się, że była na przegranej pozycji.
    Nic bardziej mylnego, gdy skręcił na czwartym zakręcie, ona znacząco przyśpieszyła, dodając gazu i wkrótce mknęła przez odległość, która dzieła ją z nim i dotarła do niego po paru sekundach i przejechała tuż obok. Przyśpieszyła jeszcze bardziej, wyprzedzając go znacząco i jechali tak przez dłuższą chwilę. W końcu nadeszło to ostatnie decydujące okrążenie, tutaj już była walka równoległa. Jechali praktycznie nie wiele siebie, wyprzedzając, jak ona była na prowadzeniu to, on przyśpieszał i na odwrót. Żaden z nich nie chciał odpuścić i chciał zwyciężyć.
    Gdy dostrzegli linie mety, na liczniku dostrzegła, zbliżające się słupek do stu siedemdziesięciu. Musiała go pokonać, ostatnia prosta oraz ostatnia szansa, szli w łeb w łeb, jednak gdy przekroczyli metę, nie była pewna, który z nich był pierwszy. Powoli zaczęli zwalniać, a chwile później dołączyli do ekipy, a Owen oznajmił:
    — Wygrywa Fire — powiedział co wywołało aplazł wśród damskiej części grupy. — Zwyciężyłaś, wyprzedzając go o kilka cali — zwrócił się do niej. — Trzeba było przyznać, że był to ciekawy wyścig. Wysłać was dwoje zawsze dostarczacie rozrywki — stwierdził.
    Uśmiechnęła się w dosyć prowokujący sposób do dawnego kochanka, który jedynie wystawił środkowy palec do niej. Nie czuła się jednak tym obrażona, bo już przywykli do swoich głupi zagrywek i nie stały się dla nich obraźliwe.
    Wkrótce tor został przejęty przez Ellena i Dereka a ona przysiadła na trybunach, obserwując ten wyścig, mimo że nosiło ją, by jechać w kolejnym. Musiała jednak pohamować swój temperament gdy usłyszała nagle dźwięk powiadomienia w telefonie. Zerknęła na niego i zobaczyła wiadomość od Mike. Otworzyła go, lecz prócz wiadomości dostrzegła zdjęcie przystrojonego salonu.
    — Chyba ktoś coś szykuje — stwierdził, nagle głos obok niej zauważając zdjęcie.
    — Przymknij się Dragon — odparła kąśliwie i pośpiesznie mu odpisała, że będzie za półtorej godziny, jak dobrze pójdzie.

    Była jednak świadoma, że trening może się delikatnie, mówiąc przedłużyć. Rzadkością były momenty, w których kończyli na czas lub przed czasem. Nie chodziło o sam fakt, że nie spoglądali na zegar, czym tracili poczucie czasu, jednak przeważnie było tak, że nie potrafili skończyć, się ścigać. Byli grupą, która była ze sobą tak dobrze zgrana, że zawsze jeden rzucał wyzwanie drugiemu i zamiast skończyć o wyznaczonej godzinie, to ich ćwiczenia się przedłużały.
    Chociaż pokusa szybszego zjechania z treningu była kusząca gdy tylko przypomniała sobie zdjęcie, które podesłał jej Mike z wyraźną sugestią wspólnego wieczoru, to nie umiała zrezygnować z wyścigu, w którym miała zmierzyć się z Dragonem.
    Gdy tylko przekroczyła linię mety, zwolniła na tyle, by bezpiecznie się zatrzymać. Gdy silnik zaczął, zwalniać zatrzymała się niemal w tym samym momencie, co jej partner od treningu. Spoglądała, jak zdejmuje kask, a na swoich ustach trzymał ciemną bandamę, którą jednym płynnym ruchem zdjął.
    — Muszę przyznać, że powraca ci forma — pochwalił ją. — Czuje, że zaraz będzie cię trudno pokonać — stwierdził wprost.
    Nie było łatwe powrócenie do dawnej formy. Praktycznie na motor nie wsiadała od momentu tamtego wypadku i tutaj wpływ nie miała trauma, a raczej wydarzenia, które rozegrały się w jej życiu i to było głównym czynnikiem. Musiała przyznać, że szczerze jej tego brakowało, gdy po raz pierwszy powróciła do ekipy po długiej przerwie, byli zdumieni jej widokiem, oczywiście nie znali całej prawdy czemu, tak długo jej nie było, lecz przyjęli ją bez żadnego problemu. W końcu była jedną z nich.
    — Aż miło wrócić do momentu, gdzie potrafiłam ci skopać tyłek — wytknęła mu z delikatnym błyskiem w oku.
    W jej najlepszych momentach była praktycznie nie do zdarcia. Wtedy miesiąca a wręcz lata treningu, nie poszły na marne. Będąc, tak bardzo skupią na jazdach, poświęciła się, by być jak najlepszą wersja siebie, nie pokonywać innych, lecz stawać się lepsza wobec siebie. Naturalnie przyszło, że coraz więcej zaczęła wyścigów czy zawodów wygrywać. Zdarzało się jej jak każdemu mieć słabsze momenty i z pokorą potrafiła przyznać, że nie był to jej czas i moment, a także potrafiła pochylić głowę przed zwycięstwem przeciwnika.
    — Jeszcze zobaczymy Fire — powiedział, nachylając się na masce swojego motocykla i spoglądając na niego.
    — Chętnie bym ci ten uśmieszek zmazała z twarzy, ale mam dużo ważniejsze sprawy na głowie — przyznała, po czym założyła na głowę kask.
    — Facet wzywa, a raczej…
    — Dragon — wcięła mu się w zdanie, lecz dało się wyczuć śmiech w jej głosie. — Proszę, pozostaw sprawy pomiędzy mną a nim, nam, tak jak pozostawiłam pewną rzecz pomiędzy nami — mrugnęła sugestywne.
    Prawdą było to, że praktycznie nikt z ekipy nie był świadomy ich romansu. Ukrywali to praktyczne przed każdymi, bo nie uważali, by to była sprawa dla innych. Traktowali tę relację jako czysto przyjaciele z korzyściami i nic więcej.
    Gdy po raz kolejny nachyliła się do kierownicy, odpaliła silnik motocyklu, którytak cudownie zamruczał. Nie potrafiła pozostać obojętnym temu, że nadal miała ogromną słabość do Kawasaki. Pierwszy wybór w jej życiu, który okazał się być jak najbardziej trafny i teraz w życiu nie zamieniłaby go na żaden inny. Kochała tę smukłą sylwetkę tego motocykla, który był dla niej odpowiedni, a chyba co pasjonaci motocykli najbardziej uwielbiali to dźwięk silnika, który potrafił ogłuszyć, lecz z tym umieli sobie poradzić jak częściowo zawodowi kierowcy.
    Pomachała ekipie na pożegnanie, a jej dłoń skrywała skóra rękawiczki, gdy pojechała do pobliska wyjścia i przejechała przez wejście, docierając na boczną drogę, która wiodła do areny i przy blasku zapalonych ulicznych latarni wjechała na jedną, z głównych ulic znacząco zwalniając.
    Nigdy na drogach publicznych nie przekroczyła prędkości, robiła to tylko na wyznaczonych strefach, a gdy miała za sobą pamięć o wypadku, który de facto mógł mocno znad szparnąć jej zaufanie do motocykli wolała być ostrożna. Teraz po latach gdy znała prawdę o nim, potrafiła sobie z tym poradzić i szczerze nie dziwiło ją to, że to był sabotaż.
    Otrząsnęła się jednak, z tych przemyśleć nie chcąc do nich powracać i gnała w stronę domu.
    W końcu dotarła na osiedle, mimo że miała wrażenie, że droga jej się niesamowicie dłuższy. Gdy wjeżdżałado podziemnego garażu, zaparkowała na swoim zwyczajnym miejscu. Zsiadając z motocykla, pewnym krokiem powędrowała w stronę wind, ówcześnie zdejmując kask, który zabrała wraz z sobą.
    Gdy tylko stanęła w windzie, spojrzała na swoje lustrzane odbicie i uśmiechnęła się delikatnie, wybierając numer ostatniego piętra. Mogła oczywiście do niego przyjść od razu, jednak chciała się nieco odświeżyć i zadbać o futrzaki, zanim pójdzie się z nim spotkać.
    Wchodząc oczywiście, powitała ją najmilsze przywitanie w postaci jej ukochanej psinki, która zaczęła szczęśliwa szczekać na jej widok i merdać ogonem.
    — Cześć misia — powitała ją, kucając przy niej i głaszcząc.
    Wykorzystała to niemal od razu i rzuciła się jej na ręce, niemal od razu poczuła, jak koło jej łydek ociera się pewna biała kulka sierści. Oczywiście Walter stał z daleka i miauczał na jej widok.
    — Tak zaniedbałam trójkę głodomorów — zaśmiała się. — Zaraz coś dostaniecie — zapewniła ich.
    Chwile póżniej gdy odkładała miski z karmą dla kotków, usłyszała dzwonek swojego telefonu, który trzymała w kieszeni. Chwyciła go i spojrzała przelotnie na ekran, gdzie zobaczyła imię swojego ukochanego. Uśmiechnęła się ciepło i nie potrzebowała się domyślać, o co dzwoni. Odebrała niemal od razu.
    — Tak kotku, wróciła, ale muszę się odświeżyć, daj mi pół godziny — powiedziała, nawet nie pozwalając mu dojść do słowa.
    — Już myślałam, że zapomniałaś o naszej randce.
    — Nie, nie zapomniałam, trening nam się przedłużył, a nie zostawię kotów bez jedzenia oraz Junki — powiedziała, wspinając się po schodach na górę. — Będę za pół godziny — obiecała.
    — Dobra, bo już się martwiłem.
    Rozłączyła się chwile później, gdy weszła do sypialni. Opuściła ją dokładnie pół godziny później, ubrana w jakąś zwiewną sukienkę oraz lekkim makijażem. Na jej ramionach dało się dostrzec nie tylko fakt, że skóra wyglądała jak nowa, lecz fakt, że zaczęły pojawiać się na nowo tatuaże. Prócz jednego, który zdołał ocalać. Jeden, który skrywał się w zewnętrznej części ręki, który ukazywał wilka oraz dwójkę motocyklistów wraz z miniaturowymi motocyklistami. Data, która była pod nimi jednak została zniszczona i nie dało się dostrzec całego wizerunku tak dokładnego jak przed paroma laty.
    Gdy miała wychodzić z domu, nagle tuż przy niej pojawiła się Junka, która podniosła łapki na jej nogach i zaczęła wpatrywać się w nią swoimi ciemnymi oczkami i zaczęła cicho skomleć. Jakby przeciwdziała to, że wybiera się Mike’a. Patrzyła na nią takim spojrzeniem, które wręcz prosiło, by ją zabrała ze sobą. Nie mogła odmówić temu spojrzeniu i pochyliła się i powiedziała:
    — No dobrze zabiorę cię do Jaya — odezwała się, biorąc ją w ramiona.
    Gdy była pewna, że dwójce futrzaków nic nie jest, a raczej nie było, patrząc, że oboje wyłożyli się na drapaku i poszli spać, wyszła z mieszkania i ponownie podeszłado windy gdzie wybrała numer jednego z niższych piętr. Kilka sekund później stała przed drzwiami apartamentu Mike.
    Zastukała głośno w drewno i nie musiała czekać nawet długo gdy usłyszała po drugiej stronie kroki a chwile potem szczęk zamka. Wkrótce na progu drzwi stanął Mike wraz z Jayem u jego stóp. Momentalnie uśmiechnął się na jego widok, gdy tylko zestawiła Junkę na podłogę a ta pobiegła wraz z huskym w głąb pomieszczenia.
    — Wyglądasz cudownie — odezwał się z delikatnym uśmiechem, a ona zobaczyła delikatny rumienic na jego twarzy.
    — Nic nadzwyczajnego, ale dziękuje.
    Weszła do środka gdy dłonią zachęcił ją do wejścia. Gdy tylko przekroczyła próg, dostrzegła, że w mieszkaniu panował przyjemny pół mrok, a ona zaczęła widzieć coraz bardziej delikatne światełka, które delikatnie migotały. Zrobiła tylko kilka kroków, by odwrócił się w stronę Michaela, który powiedział niemo, by weszła głębiej.
    W końcu weszła do salonu i stanęła w progu i ją się zamrowiło. Salon wyglądał, jakby był wyjęty z jakieś zdjęcia. Wszędzie paliły się świece oraz towarzyszyło delikatne przyjemne światło, a jej uwaga najbardziej skupiła się na kanapie, przy którym stała gitara akustyczna a na stoliku dwa kieliszki oraz wino.
    — Przygotowałam coś specjalnie dla ciebie — przyznał, obejmując ją od tyłu i prowadząc do salonu. — Chociaż dobrze wiesz, że nie przepadam za tym jak śpiewam to jednak znam twoją słabość i zrobię coś specjalnie dla ciebie.
    Spojrzała na niego, a jej oczy delikatnie się zabłyszczały z radości.
    — Czekaj, czyli w końcu doczekam się, że zaśpiewasz — zapytała, z ekscytują.
    Nie rozumiała naprawdę Michaela. Może i ona nie była obiektywna, bo miała ogromną słabość do jego śpiewu, jednak nie dało się nie uwzględnić tego, że jego wokal w ostatnim czasie przeszedł naprawdę ogromną zmianę.
    — I zepsułaśniespodziankę — powiedział ze smiechem gdy usiedli na kanapie.
    — Przepraszam.
    — I tak już o tym wiesz — przyznał ze śmiechem.

Saturday, January 31, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 14

    — Obiecałaś mi, że nikomu o tym nie powiesz!
    Wybuchnął w momencie gdy tylko uchyliła drzwi swojego mieszkania. Spoglądała na niego zdezorientowana, bo nie rozumiała co się właściwie dzieje. Nie spodziewała się dziś żadnych gości, a tym bardziej nie umawiała się z nim na żadną randkę czy spotkanie, faktem było, że wpadał nawet nie zapowiedziany, lecz tego nagłego wybuchu zupełnie nie pojmowała.
    Słyszała z tyłu głowy tę jedną myśl, natrętne pytanie, które zaczęło ją dręczyć:
    O co się właściwie wściekał? — było to niezrozumiałe, ponieważ widzieli się ostatni raz, widziała się z nim kilka dni temu. Tuz przed jej wyjściem na spotkanie z Chesterem, gdy proponował jej, że z nią pójdzie, lecz odmówiła, pragnąć by ta rozmowa wydarzyła się pomiędzy nimi dwojga.
    Dlatego nie pojmowała, że przyszedł i od wejścia na nią naskoczył.
    — Mike czy mógłbyś mi na spokojnie wyjaśnić, o co chodzi? — spytała spokojnie.
    Ustąpiła mu w przejściu, gestem dłoni zapraszając go do środka. Gdy tylko wszedł do środka, zobaczyła w świetle zapalonych lampek sufitowych, jak jego twarz była napięta, a w oczach dostrzegła coś dziwnego, niepokojącego. Odczucia, które trudno było jej odczytać, jednak mogła zobaczyć przebłysk strachu i zdrady, czegoś, czego nigdy nie spodziewała się, że u niego zobaczy.
    — Rozmawiałaś z nim na mój temat — powiedział to z takim naciskiem i słyszała, jak z trudem mówił te słowa: — Dlaczego to zrobiłaś? — spytał z wyczuwalną żałością w głosie.
    — Mike nadal nie rozumiem, do czego zmierzasz — próbowała dotrzeć do sedna tej dyskusji. — Przyszedłeś do mnie z pretensjami, a ja nadal nie wiem, o co ci chodzi. Może mi powiesz, co takiego zrobiłam, że tak się wściekasz?
    — Zdradziłaś mnie — wyrzucił w końcu z siebie.
    — Ja… — spytała wprost oburzona, przykładając dłonie do piersi. — Nigdy bym cię nie oszukała, czy mam przypomnieć ci, że to ty…
    — Nie mam na myśli kontekstu fizycznego — uprzedził jej gdybania.
    Jego słowa mogły być dość wymowne i dwuznaczne, bo pierwsze co nasuwa się do głowy gdy słyszy się takie słowa to spanie z kochankiem czy kochanką, on jednak zinterpretował coś innego niż coś, co mógł ją oszukać.
    — W takim razie, w jaki sposób cię oszukałam? Krzyczysz, a ja nadal nie wiem, gdzie jest sedno problemu, z którym do mnie przychodzisz.
    Starała się brzmieć naturalnie i bardzo spokojnie, mimo że jej partner wcale nie wykazywał się takim emocjonalną równowagą. Coś, co zrobiła, ewidentnie go zabolało i trudno było się mu z tym mierzyć, lecz ona w dalszym ciągu nie wiedziała, czemu się tak gniewa.
    — Prosiłem cię, byś nikomu nie mówiła o tym — powiedział z naciskiem na ostatnie słowa.
    — Ale o kim konkretnie mówisz? — dociekała, próbując dowidzieć się o samo źródło problemu.
    — Chesterze — wspomniał imię jej brata.
    To był moment.
    Dosłownie chwila, w której uzmysłowiła sobie, o co był tak bardzo rozżalony. Faktem było, że obiecywała strzec jego największy sekret, tylko po to, by przed paroma dniami zdradzić go jego de facto najlepszego przyjacielowi. Sedno leżało w tym, że przysięgała, milczeć do momentu aż sam się nie zdecyduje o tym powiedzieć, jednak ona chciała wyjaśnić, dlaczego jej zachowanie w opinii starszego Rivery mogło wydawać się dziwne a wręcz podejrzane.
    Nie planowała tego, nie robiła tego z premedytacją, chciała w końcu, by zrozumiał, że jej działania miały sens. Owszem zdradziła tym samym zaufanie Mike, który wymusił na niej dochowanie tajemnicy, lecz od dłuższego czasu czuła się, jakby utknęła pomiędzy młotem a kowadłem.
    Owszem potrafiła dochowywać tajemnicę, lecz tą jedną w końcu z siebie wyrzuciła, z drugiej Michael doskonale wiedział co myśli na ten temat. Lecz jego upór oraz niechęć wobec tego, by tego nie o tyle nie zgłaszać, ale nie przepracować tę traumę na terapii sprawiało, że to ona była rozdarta.
    Może było to nieprzemyślane i dziecinne zachowanie, jednak nie widziała już co zrobić.
    — Julio zaufałem ci nie bez powodu — powiedział już bardziej spokojnym tonem. — Widzę w tobie, jedną z osób, które potrafią dochować sekrety, dlatego to tobie ufałem jak nikomu innemu, że nie powiesz nikomu o tym co… się stało — dodał wymijająco.
    — Mike rozumiem twoją frustrację i złość oraz w pełni biorą ją na siebie, nie będę się bronić, ale zapytam po prostu czy twój przyjaciel cię wyśmiał gdy tylko się o tym dowiedział? — zadała dość konkretne pytanie.
    Milczał, jednak sens jej słów go uderzył. Bo mógł się na nią złościć o zdradzenie jego sekretu, nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że jego obawy odnośnie tego, jak jego bliscy mogli zareagować na fakt, że był ofiarą przemocy domowej, było absurdalne.
    Bo tak ogromnie się bał tego, że zostanie wyśmiany, uznany, za najbardziej żałosną osobę. Co chyba najbardziej go przerażało, to fakt, że zostanie zwyzywany od tchórzy oraz zostanie podważona jego męskość. Czy w takim razie którakolwiek z jego obaw się sprawdziła?    
    Oczywiście, że nie!
    Chester nie tylko nie uznał tego za zabawne, nie śmiał się z jego krzywdy, lecz wręcz przeciwnie okazałam mu wsparcie i otuchę, którą zyskał po pierwszym rozwodzie z Taylor. Był wtedy blisko niego, mimo że zmagał się z adopcją własnej siostry. Pomagał, mimo że sam miał dużo na głowie, a teraz nie posądził go za słabość, nie kpił z tego, że dał się kobiecie. Nie żartował z tego jak był prześladowany.
    Wszelkie lęki okazały się zgubne, jednak one nadal w nim tkwiły, bo w końcu jak to wyglądało, facet pozwalał na to, by kobieta go tłukła. Traktowała niczym worek treningowy, mimowolnie na samo wspomnienie czuł, jak w kącikach oczu zbierają się mu łzy. Nie lubił momentu gdy powracały obrazy tamtych momentów. Uniósł delikatnie głowę do góry, próbując uciec spojrzeniem od przenikliwego wzroku swojej dziewczyny, która jednak nie była niegłupia.
    Poczuł w następnej chwili, jej dłoń, którą uchwyciła jego podbródek i delikatnie zmusiłaby ją, opuścił i spojrzał w głąb jej oczu. Widział jak na jej ustach pojawia się pokrzepiający uśmiech gdy delikatnie przyłożyła kraniec bluzki do jego oczu i otarła je, mówiąc:
    — Mike wiem, że ten temat jest dla ciebie ciężki i nie zapomnisz nigdy o tym co się stało, możesz to traktować jako usprawiedliwienie albo nie, ale powiedziałam to, bo chciałam wyjaśnić mu swoje zachowanie. Jeśli mieliśmy porozmawiać szczerze, co sam zalecałeś, jak miałaś przejść obok tego, tematu nie poruszając jego, nadal byłoby, że coś ukrywam. Powiedzenie mu było ryzykowane, bo liczyłam się z tym, że wpadniesz w złość, a nawet furie, liczyłam się z twoim gniewem, jednak wnioskuje pomiędzy twoimi słowami, że Chester nie zachował się prostacko ani dziecinnie i jeśli przy mnie zachował powagę a wręcz widziałam jak przeraziło go to co ci robiła to chyba…
    — Nie — uprzedził ją, nim skończyła mówić. — Nie wyśmiał mnie — wyjaśnił, wspominając ich rozmowę. — Wykazał się ponownie jako przyjaciel i…
    — Okazał wsparcie prawda? — dopytała gdy widział, jak zabrakło mu słów.
    Przytaknął delikatnie głową, momentalnie zaczął żałować tego, jak bardzo na nią naskoczył. Uniósł się może niekoniecznie, lecz nie zastanawiał się nad tym co robił, bo działał pod wpływem emocji, ona jednak zachowała rozsądek i trzeźwe myślenie co ważne w końcu uzmysłowiła mu, że było to niepotrzebne. Nie powinien na nią wrzeszczeć, mimo że robił to naprawdę rzadko.
    — Przepraszam — wyszeptał w końcu. — Po prostu…
    — Bałeś się — skończyła za niego. — To zrozumiałe. Mike doskonale wiem, co przeżywasz, twoje odczucia nie są mi obce. Wiem, że przerażała cię myśl o wyśmianiu, ale ktokolwiek kto ma więcej niż podstawowy iloraz inteligencji oraz empatie i kręgosłup moralny zrozumie, że to nie jest powód do się śmiania. Przemoc domowa jeżeli jest względem partnera, również klasyfikuje się jako ta, z którą muszą zmagać się kobiety. Mało się o tym mówi, ale to nie sprawia, że nagle gdy ta sytuacja przytrafia się facetom, postrzega się to inaczej, to też jest przemoc i w końcu czas głośno o tym powiedzieć, bo właśnie przez takie spojrzenie, że mężczyzna nie ma prawa się bać, być potraktowanym w tak wyrachowany i podły sposób, bo utrzymuje się ten jeden schemat, że to on ma, być twardy sprawia, że tacy jak ty którzy są dotknięci problemem wykorzystywania psychicznego i fizycznego, przez swoją partnerkę będą milczeć — mówiła dosyć racjonalnie. — Sam dostrzegłeś, jak zachował się Chester i zapewne lwia część naszych znajomych potraktowała, by to w taki sam sposób. Mike nie masz się czego bać, ale obiecuje, nie będę już tego rozpowiadać — powiedziała spokojnie.
    — Julia… ja — zaczął łamiącym się głosem. — Nie zarzucam ci tego, że nie robiłaś tego w dobrej wierze, ale…
    — Wiem — powiedziała spokojnie, ujmując jedną z jego dłoni i delikatnie ją ściskając, a drugą delikatnie pogłaskała go po policzku. — Proszę, jednak byś przemyślał moją sugestię, uważam, że spotkanie z terapeutką jest konieczne, ale nie mogę, cię zmusić sam musisz tego chcieć.
    Od dłuższego czasu nakłaniała go do spotkania z psychologiem. To nie chodzi o to, że próbowała zmusić go do terapii, lecz bardziej chciała, by ktoś mu zaczął pomagać, radzić sobie z uczuciami, nad którymi nie umiał zapanować. Mimo jego próśb nadal był temu przeciwny, nie mogła nic w zasadzie więcej zrobić, bo to powinna być jego decyzja. Ona sama poszła na pierwszą terpaie gdy uznała, że jest gotowa.
    Ona mogła zachęcać, ale nie mogła zmusić.

    — Muszę panią uprzedzić, że czas oczekiwania jest trzymiesięczny — tłumaczyła, trzymając telefon przy uchu, rozmawiając jedną z potencjalnych klientką. — Terminy są odległe nie tylko poprzez czas pracy, ale również na wzgląd na ilość zamówień, które już posiadam i jeśli pani jest nadal skłonna do zamówienia obrazu, to muszę panią o tym powiadomić, że czas oczekiwania jest trzy nawet cztery miesiące — mówiła spokojnie.
    — Rozumiem to doskonale — odezwała się kobieta po drugiej stronie. — Uprzedzono mnie, że są do pani dość spore kolejki i czas oczekiwania jest długi, jestem skłonna poczekać — wyjaśniła spokojnie. — Moi rodzice mają rodzice za osiem miesięcy, dlatego słysząc od moich znajomych, że czas oczekiwania u pani jest tak długi, wolałam się wcześniej skontaktować — wspomniała.
    Wciąż wydawało się jej to dosyć niebywałe, że powróciła ponownie do tego co tak kochała robić. Praktycznie odzyskała twarz na nowo, a raczej jej reputacja została naprawiona oraz wszelkie spekulacje wyjaśnione a pomówienia wycofane to miała okres, w którym nawet nie myślała o tym, żeby spróbować ponownie założyć stronę i malować dla innych tak jak to lubiła.
    Ktoś jednak okazał refleksje oraz pomógł jej, mimo że tego nawet nie oczekiwała. Powrót do malowania był dla niej jak powrócenie do domu po ciężkim dniu. Uwielbiała tworzyć i jeszcze bardziej sprawiać radość ludziom, którzy zamawiali u niej obrazy i polecali ją swoim znajomym. Czasami poczta pantoflowa działała lepiej niż najlepszy marketing.
    Zaczynała powoli, ale nie da się ukryć z lekką pomocą. Mogła się wściekać o to, ale nie miała sensu, ponieważ Mike sam doprowadził do upadku jej firmy. Sam zdecydował się, że ją stworzy na nowo. Przeprosiny oraz wyjaśnienie sytuacji szło ze sobą w parze. Mogła jedynie mu podziękować, za to, że zdecydował się na taki krok. Byłaby w pełni usatyfackjnowana gdyby rzeczywiście tylko przeprosił na firmie, jej nie zależało.
    Skoro jednak stworzył ją od nowa i zachęcał do tego by do tego powróciła. Dlaczego miałaby z tego nie skorzystać?
    Na samym początku jeszcze musiała pogodzić dzielność firmy z pracą dla agencji, reklamowej gdzie była zatrudniona, z czasem dostawała tak wiele zleceń, że z samych obrazów zyskiwała na tyle dobrą płacę, że mogła znowu się z nich utrzymywać. W końcu zrezygnowała z tamtej pracy i skupiła się głównie na swojej firmie i rozszerzaniu swojej dzielności. Z czasem dostała tak wiele zleceń, że musiała zacząć firmować o długim czasie oczekiwania tak jak tę panią.
    — Jeśli jest pani zdecydowana, będzie musiała pani podesłać mi wszelkie informacje o tym w jakim rozmiarze płótna, oraz co ważne by przesłałaby mi pani najlepsze zdjęcia, które uda się pani znaleźć. Oczywiście od razu uprzedzam, praca nad obrazem kreślonym ołówkami jest bardzo wymagający i czasochłonny, mogę pani orientacyjnie powiedzieć kiedy może spodziewać się pani odbioru. Oczywiście nie uwzględnię konkretnej daty, ale sądzę, że zdąży przyjść obraz na czas, by mogła pani podarować go własnym rodzicom.
    Było to jedno z wielu zleceń, lecz tym razem została poproszona o stworzenie portretu starszej pary, która obchodziła swoją pięćdziesiątą piątą rocznicę ślubu. Jak słyszała ze słów ich córki, chciała podarować rodzicom prezent w postaci namalowanego portretu w dniu ich ślubu. Musiała przyznać, że tak długi staż związku była naprawdę zaskoczona i podziwiała tych państwo.
    Ona sama była w związku po raz piąty, lecz drugi z tym samym facetem a ta para przeżyła wraz z sobą ponad pół wieku życia. Było to imponujące i bardzo pochlebne.
    Rozmawiała z nią jeszcze dłuższą chwilę, omawiając wszelkie szczegóły oraz umawiając się z kobietą, która zdeklarowała się przesłać materiały, nad którymi miała pracować. Gdy tylko odłożyła telefon, chwyciła leżący tuż obok otwartego laptopa kalendarz, który prowadziła. Mimo że lubiła zapisywać wiele rzeczy elektronicznie głównie kluczowe dla niej sprawy czy terminy oddania obrazów, to drobne szczegóły zapisywała w notesie. Wciąż lubiła pisać na papierze mimo możliwości, jakie teraz dawała technologia. Zapisując kilka słów, dobiegło ją powiadomienie telefonu. Chwyciła go i spojrzała na ekran, gdzie dostrzegła wiadomość od Chestera.    
    W końcu po tak długim czasie w końcu zdecydowała się go odblokować. Długo myślała nad tym czy w ogóle dać mu szansę, tak naprawdę idąc na tę rozmowę, nie była pewna czy w ogóle jest w stanie to zrobić. Wahała się nawet wtedy gdy z nim rozmawiała, jednak w końcu widząc jego prawdziwy żal, a także wyrzuty sumienia zdecydowała się ostatni raz dać mu kredyt zaufania.
    Oczywiście oboje liczyli się z tym, że on musi zyskać jej zaufanie, bo nie będzie w stanie ot, tak o wszystkim zapomnieć, jednak musieli od czegoś rozpocząć. Mimowolnie przypomniała sobie rozmowę z Alice gdy dowiedziała się, że w końcu zdecydowała się odpuścić:
 
    — Wybaczyłaś mu? — dziwiła się, siedząc naprzeciw niej.
    Upiła łyk kawy gdy obie siedziały jednej z jej ulubionej kawiarni. Wykorzystała moment, że jej przyjaciółka miała przerwę na obiad w pracy, a ona była blisko jej pracy, więc wykorzystały czas by się spotkać właśnie by czegoś się napić i zjeść.
    — Nie rozmawiał z tobą na ten temat? — zaciekawiła się, będąc nieco zaskoczoną jej zdziwieniem.
    — Wspomniał, że ma się z tobą spotkać, na nic się nie nastawiał. Praktycznie od tego czasu ze mną na ten temat nie rozmawiał. Jeśli mam być z tobą to w ostatnich tygodniach widziałam, że traci nadzieje, że w ogóle przestaniesz się gniewać i już zaczął odpuszczać.
    — Nie jestem zaskoczona — odparła spokojnie. — Nadal w głębi serca mam do niego zal., ale uznałam, że w końcu czas to wyjaśnić. Oczywiście sama się na nich nie nastawiałam, ale chciałam z nim porozmawiać tak szczerze.
    — Powiedz, ale tak szczerze — odezwała się niespodziewanie i spoglądnęła na nią przenikliwym wzrokiem. — Brakowało ci go prawda?
    Zamarła, spoglądając na nią a szklanka z kawką, którą właśnie unosiła, zatrzymała się w pół drogi do ust. Patrzyła na nią oszołomiona. Nie odpowiedziała od razu, lecz odkładała szkło i spoglądnęła w bok tylko byle nie na nią.
    — To chyba zbyt śmiałe słowa Alice — wyznała nagle.
    — Ale coś w nich jest, jeżeli tak zareagowałaś — zauważyła.
    — Na razie musi to zaufanie zdobyć, a potembędziemy patrzeć co dalej.

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 13

    — Wiem, że nie mogę cię prosić cię o przebaczenie — zaczął po dłuższej chwili ciszy. — Czy jednak będzie możliwość, że kiedykolwiek dasz mi szansę naprawić to co zepsułem.
    Panujący wokół nich gwar kawiarni zdawał się milknąć gdy pomiędzy nimi zapadła chwila napiętej ciszy. Patrzyła na niego, a jego słowa wciąż rozbrzmiewały w umyślę. Od ponad dwóch lat żyła w ciągłym żalu oraz rozpamiętując to, co się wydarzyło. Czuła się zraniona jego odrzuceniem. Bolało ją, że musiała zmagać się z poczuciem, że była znowu sama. Nawet jeśli w ich żyłach płynęła ta sama krew, więź, która kiedyś stworzyli, która połączona była mocnym sznurem, została naderwana wręcz rozcięta na pół.
    Było to dramatyczne i dotkliwe, nie tylko dla niej, lecz również dla niego w momencie kiedy zrozumiał, co takiego zrobił. Jaką krzywdę emocjonalną wyrzucił, komuś o kogo kilka lat temu tak zawzięcie walczył. Stworzył z siebie namiastkę potwora, podobnej bestii, która sprawiła, że ona została porzucona. Zostawiona na pastwę losu. Tkwiła w poczucie, że jest sama i nikogo nie ma.
    Przekonywał sam siebie, przez czas ich spory, że nie był taki jak ojciec. Nie był aż tak podłą osobą, mimo że jego umysł mówił zupełnie coś innego. Katował go tymi wspominkami, wciąż niczym bumerang powracały do niego obrazy tamtego momentu, dni, w których stał się kimś w kogo, absolutnie nie chciał się zamienić.
    Wstrząsem było dla niego, to co właśnie usłyszał z ust swojej siostry. Mówił się, że w szaleństwie może tkwić metoda. W jej przypadku, w dość zaskakującym zachowaniu, które było dla niego podejrzliwe, wręcz zdumiewające, zaczął być wobec niej mocno podejrzliwy. Ktoś wykorzystał okazje, że zasiano w jego sercu ziarenko niepewności, które się w nim zaszczepiło i doprowadziła do sytuacji, w której się znaleźli, a właściwie poróżniła ich dwoje.
    Z dwojga dość zgranego rodzeństwa stali się sobie obcymi ludźmi. Przekonany na samym początku o jej winie, był skłonny uwierzyć komuś, kto potrafił grać. Stworzyć wykreowane przez siebie przedstawienie, w które on uwierzył.
    Pluł sobie w brodę, że był aż tak niewierny.
    Słyszał wciąż w swojej głowie echo słów Julii z tamtego okresu gdy zapytała go wprost:
    — Czy kiedykolwiek dałam ci powód do tego, byś mi nie ufał? Okazałam się osobą niegodną zaufania?
    Te słowa w niego boleśnie uderzyły i uzmysłowiły, że miała w pełni racje. Można było się kłócić, że osoba z taką przeszłością jak ona nie ma prawa, by żądać wobec siebie ufności. Ona jednak nie naciskała na to, by ją posiadać, ona na nią zapracowała. Przez miesiące, a potem lata sumienie pokazywała, że można w pełni jej ufać. Była osobą, której nie bano powierzać sekretów, bo wiedziano, że jeśli poprosi się ją o zachowanie tajemnicy, ona to zrobi. Mlczała kiedy o to proszono, mówiono gdy została o to poproszona.
    Można byłoby się kłócić, z tą kwestią zważając na nieciekawą przeszłość, ale to były mylne przekonania. Wytwory wyobraźni, które podsycały większą niepewność do dziewczyny, która nie bez powodu zaskarbiła sobie ich zaufanie oraz serca.
    Wpatrywał się w nią przez dłuższą chwile podczas gdy ona nie patrzyła mu w oczy i nawet nie był tym specjalnie zaskoczony. Widział jej zamyśloną minę, wyglądała na osobę, która była pogrążona w głębi swojego umysłu zupełnie jak on gdy siedział tuż przed nią i wyczekiwał nie o tyle samej odpowiedzi, ale tego czy cokolwiek powie.
    Nie zamierzał ukrywać przed sobą, że się stresował. To była dość ważna chwila, w końcu ta rozmowa miała zadecydować, czy miał się ostatecznie pogodzić z utratą siostrę, czy będzie mieć tę możliwość, by odbudować i zapracować ponownie na jej zaufanie. Nie zamierzał tego na niej wymuszać, na wzgląd na ich pokrewieństwa. Nawalił po całości, zniszczył tę nić zaufanie, dlatego musiał zrobić wszystko by znowu zasłużyć sobie na to by chociaż odrobinę mu zaufała.
    Zacisnął mocniej zęby, przyłączając nerwowo ślinę w chwili gdy tylko na niego spojrzała. Widział, jak pochyla się nad stołem, opierając swoje dłonie na ich krawędzi i wbija w niego wzrok. Nie poruszył się, mimo że miał na to chęć, nie uciekał wzrokiem, patrzył na nią wyczekując tego co powie.
    — Chce wiedzieć jedno — zaczęła dość cichym głosem.
    Zamilkła na moment, a on lekko skinął głową na znak, że ją słucha i jest gotów odpowiedzieć na jej pytanie. Nie czekał zbyt długo na to gdy się ponownie odezwie w końcu padło pytanie wprost z jej ust:
    — Czy żałujesz? — to było tak proste, ale szczerze pytanie, coś, co zupełnie można było się spodziewać. — Odpowiedz mi czy chociaż raz pożałowałeś tego co mi wtedy powiedziałeś. Chce wiedzieć, czy zdajesz sobie sprawę z wagi własnych słów?
    Nie trzeba było się trudzić z domysłami i zastanawiania się, o co mogłoby jej chodzić. Nie miał najmniejszego problemu, by zrozumieć wagę tego, co mówiła. Wszystko sprowadzało się do tego jednego spotkania tego, którego w jednej chwili pożałował a przede wszystkim, co jej nagadał.
    Ona nie zasłużyła, by to słyszeć.
    Zrozumiał to jednak za późno i w tym był jego największy problem. Ważne było, jednak że pojął, co narobił i do czego doprowadził własną siostrę. Od tego momentu ta sprawa spędzała mu sens z powiek. Mimo mijających miesięcy, nawet lat, nie potrafił się, z tym pogodzić jak łatwo mu było odrzucić własną siostrę.
    Brzydził się tego co powiedział.
    — Możesz mi nie wierzyć — zaczął w końcu cichym głosem. — Nic jednak nie żałuje jak tego co zrobiłem. Nie tylko tego jak się potraktowałem, samego faktu, że sam z własnej woli cię wydałem w łapska policji — skrzywił się nieznacznie na wspomnienie tamtej sytuacji. — Nienawidzę swojego krótkowzrocznego podejścia na tamtą sprawę, nie pozwalając nawet wytłumaczyć się komuś, kto w pełni na to zasługiwał. To nie ty powinnaś się tłumaczyć, to ona powinna siedzieć za kratami. Wolałem jednak uwierzyć w kreacje pokrzywdzonej żony, niż która siostry jak się okazało, za moimi plecami ratowała mojego przyjaciela. Paradoksem tej sytuacji jest fakt, że pomagałaś swojemu byłemu, mimo że nie musiałaś.
    — Racja Chester, jednak wiem, jak działa relacja przemocowego i toksycznego związku. Nawet jeśli statystycznie to częściej kobiety padają ofiarami kontrolujących mężczyzn, to schemat jest ten sam. Dostrzegłam to u Mike’a i nie potrafiłam siedzieć z boku i nic nie robić — powiedziała, rozkładając dłonie w geście bezradności, a tak naprawdę nie powinna tego czuć. — Mogłam go nienawidzić przez fakt tej zdrady, ale nie potrafiłam go olać jako człowieka. Moja empatia mi na to zwyczajnie nie pozwalała. Pomagałam mu i jeśli doszłoby do podobnej sytuacji, zrobiłabym to jeszcze raz. Tak się osunęłam swoją niechęć czy wstręt na bok, bo nikt nie zasługiwał na takie traktowanie, które doświadczyła jej córka i Mike.
    — Zastanawiam się, dlaczego ja tego nie dostrzegłem. Widzieliśmy wszyscy, że jest coś z nim nie tak, zamiast naciskać, to nic z tym nie zrobiliśmy tylko ty działać za naszymi plecami — powiedział z poczuciem totalnej winy.
    — On mi nawet nie chciał w tej sprawie zaufać. Musiałam to na nim wymusić. Wróćmy jednak do naszych spraw — powiedziała pragnąć, wrócić do tematu rozmowy, z którego zobaczyli.
    — Julio zdaje sobie, że zwyczajne słowo Przepraszam nie wystarczy — powrócił do swojej wcześniejszej myśli. — To jest tylko jedno prosto słowo, które absolutnie nie wynagrodzi tych tygodni wręcz miesięcy, w których żyłaś za kratkami, a potem w poczuciu emocjonalnej krzywdy, jaką ci wyrządziłem. Jeszcze jakiś czas temu liczyłem na to, że kiedyś może zdołasz mi przebaczyć teraz…
    — Wątpisz — wtrąciła się.
    Skinął głową, nie mając odwagi się odezwać. Przez tak długi czas trzymał się kurczowo tej samej myśli, że może kiedyś, może za parę lat w końcu da mu szansę, z czasem jednak zrozumiał, że szansa maleje, a on nie powinien tkwić w tym złudnym przeświadczeniu, które uroił sobie w głowie.
    Teraz nie wiedział, coo tym wszystkim myśleć.
    Słyszał jej ciche westchnienie gdy tylko to powiedziała. Widział jak delikatnie pochyla głowę w przód zapewne myśląc nad swoją decyzją, lub po prostu rozważając, czy jest ona słuszna. Widział, że może teraz tylko gdybać i się zastanawiać, co jej chodziło po głowie, jednak pozostało mu jedynie to czekać na ostateczną decyzję.
    — Jeszcze przed kilkoma tygodniami powiedziałabym kategoryczne nie — odezwała się w końcu. — Kłóciłabym się z Mike który próbuje usilnie nas pogodzić, teraz coraz częściej myślę, że warto dać ci tę ostatnią szansę. Muszę jednak mieć pewność, że naprawdę tego żałujesz i nigdy, ale to przenigdy nie usłyszę do ciebie tego co wtedy mi powiedziałeś.
    To był moment dosłownie chwila, w której odruchowo chwycił ją za dłoń. Mógł wyczuć, jak próbuje ją wycofać, lecz po krótkiej momencie wahania, nie zrobiła tego. Spojrzała na niego w tej samej chwili gdy uniósł wzrok i powiedział:
    — Nie cofnę już czasu, nie naprawię tego co było, mogę jednak zrobić wszystko byś chociaż częściowo zasłużyć na twoje zaufanie. Od miesięcy a wręcz lat nie mogę się pogodzić z tym co ci nagadałem. Żałuje tego, że zamiast posłuchać zdrowego rozsądku, pokierowałem się jakimś nieokreślonym uczuciem emocjami, które w tej chwili mną rządziły. Nie chce, by dochodziło do takiej sytuacji. Zależy mi na tobie i nie chce cię ponownie tracić. Chce znowu zasłużyć na miano twojego brata i nie proszę o to teraz, lecz liczę na to, że w przyszłości uda ci się, chociaż częściowo mi przebaczyć.
    Nie spodziewała się, że usłyszy od niego tak szczere przeprosiny. Wpatrywała się w niego, czując, jak w kącikach jej oczu pojawiają się łzy. Zamrugała pośpiesznie, nie chcąc ich wypuścić i w końcu siedząc tak przez dłuższą chwilę, w końcu skinęła głową, mając wrażenie, jakby w jej gardle tkwiła niewidzialna gula, która nie pozwalała jej mówić.
    Odezwała się dopiero po krótkiej chwili ciszy, mówiąc:
    — Mam nadzieje, że nie zmarnujesz tej szansy ponownie. Dostajesz tą przysłowiową drugą szansę i liczę na to, że nie rozczaruje się tym, że się przełamałam i pozwolę ci ponownie wejść do mojego życia...



    — Mike czy możemy porozmawiać? — zapytał z powagą.
    Długo zastanawiał się nad tym czy powinien poruszyć z przyjacielem ten temat. Od momentu jego rozmowy z Julią minęły dwa dni, a on przez cały weekend nosił się z myślą czy powinien wchodzić w ten temat ponownie. Mimo że powiedziała mu w ogromnym zaufaniu o tym co się działo podczas tej pamiętnej trasy, którą każdy zapamiętał jaką tę najgorszą, która podzieliła zgrany grupę przyjaciół i wywołała na praktycznie dwa lata wiele konfliktów głównie przez manipulacyjny wpływ byłej partnerki Sandersa.
    Mimo że ten rozłam głównie widoczny był na linii ich jako zespołu oraz Julii, bo ich partnerki okazały się być bardziej skłonne wierzyć swojej wieloletniej przyjaciółce. Nie wykazały nieufności wobec niej, wciąż zachowując wiarę w jej słowa, niebędący skłonnymi wierzyć kobiecie, z którą stosunki się im nie układały.
    Nawet jeśli i one nie znały prawdy, widać było tę nieufność względem Taylor. Każda z nich czuła się dosyć niekomfortowo w jej towarzystwie, miały poczcie, jakby stawiała się wyżej ponad ich, traktowała je z góry. Nie przepadały za jej towarzystwem dlatego, gdy rozpoczęła się ta sytuacja, wierne były Julii.
    Owszem nadszarpnęło to relacje nie tylko jego oraz Alice co ostatecznie doprowadziło do tego ze go zostawiła, jednak w związkach pozostałych chłopaków nie było za ciekawie. Kłótnie, które były częste głównie przez to, że ich partnerki wypominały im ich głupotę, zupełnie jak jego ukochana jemu to jednak udało się im przetrwać.
    Nie było to proste, jednak zdołali poukładać wszystko i powoli naprawić to co się psuło, lecz unikając tematu, który nadal dzielił. Może wydawać się to paradoksalne, że dwa lata zmarnowali na kłótnie oraz obrażenie kogoś, kto od samego początku mówił prawdę, bo nie mogli schować ego do kieszeni jej posłuchać.
    Obecnie z perspektywy czasu wydawało się to mocno dziecinnym zachowaniem, jednak nie mogli cofnąć się do przeszłości, by zmienić teraźniejszość. Mogli naprawić własne błędy, które popełnili.
    — O co chodzi? — zagadnął.
    Odwrócił się na krześle w jego kierunku. Od razu zauważył jego dość zadowoloną minę, gdy on poszedł do niego z bardziej poważną miną. Widząc to momentalnie, wyprostował się na krześle i mina mu zrzedła. Wyglądał w sposób, w który jakby się czegoś domyślał.
    — Chester…
    Zaczął, lecz ubiegł go, podnosząc rękę, nie pozwalając mu mówić. Rozejrzał się wokół, by upewnić się, że są absolutnie sami. Wolał, by podczas tej rozmowy nie było dodatkowych światków. Mimo że oboje mieli zaufanie do kolegów z kapeli, a oni sami wiedzieli o trudnościach w związku Mike i Taylor podczas pierwszego rozwodu, to czego się dowiedział od Julii, zmroziło mu krew w żyłach.
    Odsuwając na bok to, co zrobił i jak był jej przychylny. Nie sądził, że dojdzie do sytuacji, podczas której ona ośmieli się, podnieś na niego rękę. Wystarczająco zniszczyła mu życie i zrujnowała psychikę jak i samoocenę, nie sądził, że jest taką socjopatką, że posunie się do tego, by go skrzywdzić.
    — Nie ma ich — odezwał się Michael. — Wyszli pięć minut temu na miasto, wrócą za jakąś godzinę — dodał, widząc, jak piosenkarz się rozgląda, co nasunęło mu myśl, że zależało mu na dyskrecji.
    Słysząc te słowa Rivera, chwycił pobliskie krzesło i przysunął do siebie i przysiadł na nim. Spoglądnął na Michaela, który, mimo że próbował to ukrywać, wydawał się coraz bardziej zaniepokojony. Miał prawo tak się zachowywać szczególności, że przyszedł do studia z taką powagą na twarzy, którą widywał u niego niezwykle rzadko, to musiało coś znaczyć.
    — Czyżby Julia ci nie dała szansy? — zapytał nagle, próbując domyślić się, o czym chciał pomówić.
    — Skąd wiesz, że z nią rozmawiałem? — spytał zaskoczony.
    Owszem doskonale wiedział, że starał się ich wzajemnie pogodzić. Nie sądził, jednak że wie tak dużo. Praktycznie na temat Julii ze sobą nie rozmawiali tylko sporadycznie, bo młodsza Rivera zdecydowanie odmówiła kategorycznie, by jej partner poruszał jej temat właśnie z nim.
    — Rozmawiałem z nią przed tym gdy wychodziła. Nie byłem jedna tym który nakłonił ją do tej rozmowy — uprzedził.
    Faktem było, żemimo swoich licznych starań nie doprowadził do tej konfrontacji. Gdy przyszedł do niego pewnego dnia, przyznała, że umówiła się z nim na spotkanie. Częściowo skłoniły ją jej własne przemyślenia, jednak czuł, że ktoś jeszcze za tym stoi i na pewno nie był to jej przyjaciel, który od czasu tamtych feralnych miesięcy za nimi obojami nie przepadał. Nie pytał, po prostu domyślił się, że kogoś się radziła, lecz pozostawił to jej i tym osobą.
    — Rozmawiałem z nią i ostatecznie dała mi kredyt zaufania — wyjaśnił spokojnie.
    — To wspaniale — powiedział ucieszony. — Czemu się nie cieszysz — zdziwił się.
    — Podczas naszej rozmowy dowiedziałem się czegoś więcej — powiedział nadal poważnie. — Mike zapytam wprost. Dlaczego nas oszukiwałeś?
    Wpatrywał się w niego, zdumiony nie do końca rozumiejąc, do czego dąży. Myślał, że już sobie wyjaśnili sprawę tych jego kłamstw i jak oszukał ich wzajemnie. Zastanawiał się przez moment, o co mogło chodzić, bo chyba Chester wiedział o tym co powinien. Nie współgrało mu jednak ta jego surowa mimika twarzy.
    — Przecież o wszystkim już powiedziałem, przyznałem się, że kłamałem i…
    — Michael — przerwał mu gwałtownie, widząc, że znowu schodzi, na temat który nie był sednem jego problemu. — Dlaczego nie powiedziałeś nam prawdy o tym co Taylor ci robiła.
    — O czym ty mówisz… — mimo że starał się, żeby jego głos brzmiał poważnie, to dało się, wyczuć jak drży i się napina. — Mówiłem…
    — Mike — powiedział już nieco ostrożnie. — Pytam, czemu ukrywałeś przede mną fakt, że ta suka cię tłukła?
    To pytanie zawisło w powietrzu. Widział, jak porusza się niespokojnie na fotelu, nie patrząc na niego. Próbował usilnie odwrócić wzrok, by na niego nie spojrzeć, wyglądał, tak jakby starał się unikać tego tematu.
    — Ile… ile ci powiedziała? — zapytał z zająknięciem.
    — Wystarczająco, by zrozumieć, że cały czas nas na trasie okłamywałeś — powiedział wprost.
    Nie zamierzał mieć do niego pretensji, jego głos nie był przepełniony złością czy frustracją, bardziej niezrozumieniem i próbą pojęcia, dlaczego on milczał. Czemu pozwalał na to, by ktoś tak paskudnie go traktował? Próbował zrozumieć czemu, nie przyszedł do nich i nie powiedział, co się dzieje. Gdyby wiedzieli Taylor, już dawno na tej trasie by nie było, a siedziała w więzieniu.
    — Jeśli Julia mówi prawdę, te wszystkie omdlenia były…
    — Nie kończ! — wyrwało mu się, a jego głos drżał. — Po prostu… — urwał.
    Nigdy nie spodziewał się ze zostanie pozostawiony w takiej sytuacji. W jednej chwili zrozumiał, że Julia złamała dane mu słowo, z drugiej nie mógł jej winić. Praktycznie to, co się z nim działo defilowało jej skomplikowane i niezrozumiałe zachowanie na trasie. Nie mógł jednak ukryć tego, że czuł się rozgoryczony jej działaniem.
    Nie zamierzał tego tak zostawić i gdy tylko wróci, będzie musiał z nią pomówić, na ten temat.
    — Mike naprawdę aż tak nam nie ufałeś, by…
    Jego słowa zostały niespodziewanie zagłuszone, gdy wstał gwałtownie ze stołka i przeszedł niespokojnie. Nie miał odwagi spojrzeć na niego, czuł jakby obdarto go z pewnej tarczy. Ufał Julii i powierzył jej ten sekret w ogromnym zaufaniu, a teraz czuł się obdarty z prywatności. Nie chciał, by ktokolwiek więcej się o tym dowidział.
    — Mike…
    Usłyszał za sobą jego kroki, by po chwili, zobaczyć jak staje tuż przed nim. Nie miał odwagi na początku na niego popatrzeć, co skłoniło wokalistę do tego, by powiedzieć:
    — Nie zacząłem tego tematu dlatego by cię wyśmiać — zaczął powoli uspokajającym głosem. — Chce tylko zrozumieć, dlaczego niczego nam nie powiedziałeś. Gdybyśmy wiedzieli już dawno byś…
    — To by skończyło się gorzej — powiedział mocno poruszonym głosem. — Ona… ona była… koszmarem — mówił z trudem, hamując łzy.
    — Dlatego wolałeś milczeć? — pytał zdumiony. — Julia…
    — Ona też miała się o tym nie dowiedzieć — wszedł mu niespodziewanie w słowo. — Miała jednak wyczulony słuch i usłyszała jak ona… — słowa z trudem mogły mu przejść przez gardło.
    Ten temat wciąż był dla niego dotkliwy i bardzo wrażliwy. Nie mógł przejść z zupełną obojętność obok niego. Nawet gdyby próbował, wciąż było to ponad jego siły i wysiłek emocjonalny.
    — Usłyszała, jak was krzywdzi — skończył za niego.
    Widział, jak przytakuje delikatnie głową, a pojedyncza łza spływała po jego policzku.
    — Chciałem to przed nią ukryć, ale… — pośpiesznie otarł spływającą łzę. — Ale wykazała się bystrością i nie dała się oszukać. Pomagała mi przez cały czas a ja…
    — Nie zamierzam negować tego, że nie było to dla ciebie ciężkie, bo widzę po tobie nawet teraz, że nadal to w tobie głęboko siedzi, ale mogłeś z nami pomówić — zauważył spokojnie. — Widzieliśmy, jaka ona jest, pomoglibyśmy ci.
    — Chester ja…
    — I uprzedzają twoje spekulacje — nie dał mu dokończyć. — Nie postrzegam to w kategoriach odbierania ci męskości. A raczej bycia ofiarą jakiś psychopatki. Domyślam się, że nie jest to łatwy temat, bo sama Julia miała trudności z powiedzeniem o tym co przeżyła z Clarkiem, ale mogłeś przynajmniej napomknąć, by się jej jakoś pozbyć. Zrobilibyśmy to i podczas trasy miałbyś spokój.
    On jedynie pokręcił w zaprzeczeniu głową, bo doskonale zdawał sobie sprawę co by się stało w domu gdyby wyrzucili Taylor z trasy. Słyszał ciche westchnienie z ust przyjaciela, po czym poczuł, jak go obejmuje.