— Wiesz, że nie musiałeś tego robić — zauważyła, gdy skręcił na pobliskim skrzyżowaniu. — Poradziłabym sobie sama, zamówiłabym bym taksówkę — zauważyła słusznie.
— Tak wiem, ale skoro i tak jechałem w tym samym kierunku, to mogłem cię zabrać — powtarzał to po raz kolejny.
— Uparty jesteś Shinoda — westchnęła cicho.
Dostrzegła jak kącik jego ust, unosi się nieznacznie do góry. Mogła to nazywać zbiegiem okoliczności albo po prostu nałożeniem się ich wzajemnych grafików, wydawać się mogło to nie istotne, ale naprawdę czuła się zwyczajnie głupio, że zamiast jechać prosto na sesje, na którą zresztą już powoli był spóźniony, to on namówił ją, że zawiezie ją do siedziby firmy.
Umówiła się dziś z przedstawicielami, że odbierze motocykl, który miała otrzymać zgodnie z zapisami umów. Nie zamierzała kryć zaskoczenie, gdy rozmawiając z nimi, zgodzili się na delikatną modyfikację jej modelu i tutaj nie chodziło o zmianę konfiguracji, bo z resztą sami przyznali, że otrzyma od nich najnowszy model, który bezpośrednio dostosują pod jej wymogi, lecz tutaj bardziej chodziło o zmianę barw.
Kawasaki słynęło ze swojej zieleni i nie ukrywała latami, była wierna temu kolorowi, lecz teraz zwyczajnie spytała, czy zgodzą się okleić go pod inne barwy, na co się zgodzili, co nie ukrywało to, ją zaskoczyło. Nie zamierzała jednak narzekać, okazja taka jak ta nie zdarza się często.
W życiu by nie pomyślała, że zostanie jej zaproponowana oferta ambasadorska. Dla niej było to coś poza granicami jej wyobraźni, bo zawsze kupowała swoje motocykle czy zdarzało się, że je otrzymywała, lecz w większości wykładała na to swoją ciężko zarobioną kasę, teraz otrzymała go w ramach świadczeń ambasadorskich. Zobowiązując się tym samym, do tego, że będzie jeździła na tym modelu podczas zawodów. Dlatego była bardzo ciekawa jak wyglądała na maszyna i przede wszystkim jak zachowywała się ona na torze, czy drodze, to było chyba dla niej najistotniejsze. Nie wzięłaby motocykla, który nie spełnia jej wymagań, które muszą spełniać warunki nie tylko szybkiej jazdy, przyczepności, ale także jej preferencji. Uprawiała ten sport od lat i zdołała się już delikatnie na tym wszystkim poznać, dlatego musiała sprawdzić sprzęt.
Zdarzyło się jednak tak, że na wzgląd na zakończenie produkcji płyty oraz miksowania, na barki Mike’a i reszty spadły przygotowania, do promocji krążka. Byli dziś umówieni na jedną ze sesji zdjęciowej dlatego również nie chciała go zatrzymywać zdawała sobie sprawę, że pozostali na niego czekają, jednak Shinoda to uparty człowiek i po wielu namowach w końcu uległą namową i pojechali razem.
— To ja się będę im tłumaczyć nie ty — stwierdził, odpowiadając na wcześniejszą uwagę. — Z resztą przejeżdżałabym obok firmy, dlatego po prostu cię podrzucę. Zamiast narzekać to mogłabyś mi podziękować — stwierdził z lekką urazą.
— Ja nie powiedziałam, że nie jestem ci wdzięczna, ale wiem, jak Brad i Rob potrafią, być niecierpliwi jak się spóźniasz, jeśli jesteście umówieni na sesje zdjęciowe czy nagrania. Mówiłam ci, zamówiłabym taksówkę — mruknęła.
— Przestań marudzić Bennington — delikatnie uniósł głos.
— Chyba zapomnisz, że ja to nie Chester — powiedziała, delikatnie mu grożąc jednak na kącik jej ust, delikatnie uniósł się do góry.
Widziała, jak ukradkowo spogląda na nią, lecz nie odrywając spojrzenia od drogi. Ona nie pozostała mu obojętna i wkrótce oboje wybuchnęli śmiechem. Nie zliczy, ilekroć porównywano ją do Chestera czy jego do niej. Owszem nadal żywiła do niego uraz za to, co się stało chyba nigdy, mu nie zapomni, jak się jej na jakiś czas wyparł, tak, gdy tylko o tym wspominała, to nadal bolało. Mogła żyć w dalszym ciągu w bólu i żalu, jednak prawda była taka, że zaczynało jej go brakować i zwyczajnie zaczęła za nim… tęsknić.
Tak popełnił błąd i to ogromny, jednak istotne było, że w ogóle wykazał się skruchą i przeprosił i to kilkukrotnie. Tak to zdarzenie nieco nadszarpnęło ich zaufanie, które latami budowali, ale praktycznie poza sobą nie mieli nikogo. Ojciec był dla nich obojga wspomnieniem przeszłości, dlatego poczucie, że mają tylko siebie, chyba sprawiło, że była skłonna mu wybaczyć.
To mogło wydawać się dziwne, bo cios, jaki jej zadał, był dotkliwy, ale jeżeli wybaczyła Michaelowi, a jego przewinień było naprawdę wiele, to dlaczego nie mogłaby dać szansę im.
— O czym tak myślisz? — nagle głos Mike sprowadził ją do rzeczywistości. — Nagle tak dziwnie zamilkłaś — zauważył.
— O wszystkim i niczym jednocześnie — przyznała. — Nadal w pewien sposób do mnie nie dociera, że podpisałam umowę z taką marką. Ja jestem…
— Proszę cię, tylko nie mów nikim — uprzedził ją, nim mogła dokończyć zdanie. — Wtedy zaprzeczysz samej sobie.
Rozumiał jej obawy, strach, z którym się mierzyła, jednak nie zamierzał, pozwolić na to by po raz kolejny sobie umniejszała i swoim osiągnięciom. Owszem temat jej pasji do motocykli ich podzielił, lecz teraz uznał, że nie będzie się już wtrącał i próbował jej zatrzymywać, bo widzi doskonale, że nie jest w stanie to zrobić, chociażby próbował, jak tylko mógł. Pozostało mu tylko wspieranie jej, ale nie można jej odmówić jednemu.
Jego dziewczyna osiągnęła spory sukces w motosporcie. Pamiętał doskonale jeszcze tę dziewczynę, która kupowała swój pierwszy motocykl i zaczęła jeździć na treningi, a teraz nawet pomimo lat przerwy była uznaną zawodniczką w świecie wyścigów motocyklowych wśród kobiet. Nie może jej tego odebrać, z resztą kilka pucharów, które otrzymała o czymś, świadczą. Dlatego nie zmierzał pozwalać na to i nie chciał słyszeć, jak sobie umniejsza. Nie w chwili, gdy zyskała coś, o czym przed laty mogła pomarzyć, a fakt dostania propozycji współpracy, pokazuje tylko jedno, jej działalność nie była niezauważona przez przedstawicieli firmy.
Sama wspominała mu, że rzadko kiedy zdarza się, by ktoś pozostał, wierny tej samej marce od samego początku. Wspominała jak kilkukrotnie jej znajomi, z ekipy zmieniali swoje maszyny na inne marki i jak czasami narzekali, gdy trafił się im model, który nie spełniał ich wymagań, ona jednak wciąż była wierna tej zielonej bestii.
Wspominając rozmowę także ludzie, z Kwasami to dostrzegli. Ona jednak jak twierdziła, skoro marka jest sprawdzona modele, także to po co zmieniać. Prawda była taka, że była ogromną fanatyczką tej konkretnej marki.
— Przecież to jest niedorzeczne…
— Julia, skarbie skończ — wszedł jej stanowczo w zdanie. — Gdyby faktycznie było, tak jak mówisz, teraz nie byłabyś po podpisaniu umowy z ukochaną marką motocykli, próbowała dostać się do półfinałów mistrzostw stanowych. Wiem latami, żyłaś w przekonaniu, że jesteś nikim, bo to ci wpojono, ale w końcu zrozum, swoją sumienia pracą doszłaś do tego momentu i w pełni na to zasługujesz, nawet jeśli doszło w trakcie do przerw. Zasługujesz na ten kontrakt oraz ambasadorstwo — mówił cierpliwie. — Za każdym razem to samo — mruknął na koniec cicho do siebie.
— Dosłownie to samo ja ci tłumaczę, gdy muszę podnosić cię na duchu, gdy coś ci nie wychodzi. Jesteśmy kwita — stwierdziła.
Nawet nie dostrzegła momentu, gdy w końcu podjechali pod firmę, a on zatrzymał się tuż przed drzwiami wejściowymi. Popatrzyła w ich kierunku i powoli odpięła pas i dopiero teraz poczuła emocje, które jej towarzyszyła, ekscytacje, a także pewną niepewność.
— Iść z tobą? — spytał, widząc, jak zawahała się na moment.
— Nie i tak już jesteś spóźniony na sesje — przypomniała mu, odwracając się do niego, gdy przez krótki moment spoglądała na drzwi. — I tak muszę przetestować maszynę i zapewne wrócę z nią do mieszkania — wyjaśniła. — Jedź, bo chłopacy cię skrzywdzą, jak się spóźnisz.
Sięgnęła już dłonią po klamkę, lecz poczuła uścisk na swoim drugim nadgarstku. Odwróciła się momentalnie, a on pochylił się w jej stronę i pocałował dość namiętnie.
— Nie stresuj się, bo nie masz czym — przypomniał, gdy się delikatnie od niej odsunął. — Z resztą jak sama zauważyłaś to, test maszyny umowa jest już podpisana.
— Wiem, ale to pierwsza taka sytuacja, oczywiste, że się stresuje — powiedziała spokojnie. — Dobra nie będę tego przedłużać.
Skradła mu ostatniego buziaka, po czym otworzyła drzwi i wyszła. Nim zamknęła za sobą drzwi, zajrzała do środka i powiedziała:
— Pozdrów chłopaków ode mnie — uśmiechnęła się ciepło. — Liczę, że zobaczymy się wieczorem — dodała, z błyskiem w oku.
— Nie przepuszczę takiej okazji — powiedział, wręcz doskonale odczytując to, co miała na myśli. — Kocham cię słonko.
— Do zobaczenia wieczorem.
Zatrzasnęła z lekkim trzaskiem drzwi, a on nie ruszył od razu. Obserwował ją, gdy podchodziła do wejścia. Widział, jak w następnej chwili odwraca się za siebie i nie dało się nie zauważyć, że go dostrzegła. Patrzył, jak jej ramiona opadają, jakby wzdychała i kręci głową.
Został, bo chciał się upewnić, że nic się jej nie stanie — mimo że tak wiedział, że sobie doskonale porazi. Znał ją nie od dziś, lecz pewien niepokój w nim tkwił. Nawet jeżeli miał się spóźnić, na sesje ona była ważna. Niepokój tkwił w nim od paru lat które… Otrząsnął się z wewnętrznych przemyśleń, nie chcąc powracać do przeszłości. Dał sam sobie słowo, że postara się zapomnieć o tym… koszmarze.
Nawet nie dostrzegł momentu, w którym ona weszła do środka, niemal w tej samej chwili rozbudziła go melodia telefonu, która z każdą chwilą narastała. Zerknął na zawieszony na uchwycie telefon, gdzie wyświetliło mu się imię:
Chester.
Westchnął cicho i odebrał połączenie, ustawiając momentalnie rozmowę na głośnomówiący, wyjeżdżając spod wejścia firmy.
— Mike gdzie ty jesteś? — usłyszał zniecierpliwiony głos przyjaciela. — Czekamy na ciebie już pięć minut.
— Poczekacie jeszcze z piętnaście — stwierdził, gdy wjechał na główną ulicę.
— Gdzie ty do cholery jesteś — zdenerwował się.
Owszem zadawał sobie sprawę, że o tej sesji wiedział już odkąd, jednak nie mógł tak zostawić swojej ukochanej.
— Odwoziłem Julie — wyjaśnił. — Zanim zapytasz, dziś ma odebrać motocykl, a że miałem po drodze to ją zabrałem.
— To dziś? — zdziwił się.
— Zadzwonili do niej, że motocykl jest gotowy do odebrania, ale jak słyszałeś przy ostatnim, naszym grały, ona musi go sprawdzić — wyjaśnił.
Skupił się na drodze, wjeżdżając na główną pasmowe, która powinna go, powinna nieco mu skrócić trasę, chociaż w tym mieście niczego nie można było być pewnym, ale na pewno co było gwarantowane to wieczne korki. To miasto jak większość takich dużych miast to miasto wiecznie zakorkowanych ulic. Może to brzmieć absurdalnie, szczególnie że było wiele dróg po kilku paskówkach, jednak to było Los Angeles.
Jedynego co można było być pewnym w tym mieście to właśnie korki, bezdomni i obrzydliwe bogactwa. Ironia, ale to definicja tego miasta.
— Pamiętam, z resztą znając ją, nie pozwoli sobie bubla wcisnąć. Zresztą samej marce powinno zależeć. Nie wzięli jakieś celebrytki jako ambasadorki, ale zawodniczkę krajową — mówił, a on wyraźnie usłyszał w jego głosie dumę.
Nie był zaskoczony, w końcu Julia zaczęła się pasjonować motocyklami jeszcze, gdy z nim mieszkała, jednocześnie totalnie oszalała na punkcie wyścigów. To fakt, on przez pewien czas próbował wymusić na niej rezygnacje, jednak z czasem szczególnie po tym, jak go zostawiła, zaczął myśleć o niej i tym jej pociągu do szybkości i musiał przyznać, że działał pod wpływem emocji. Tak to prawda, sam się do tego przyznaje. Latami się ścigała i milczał, jednak wtedy strach przejął nad nim górę. Nie chciał jej stracić przez tę, jak to twierdził głupie maszyny, ale prawda była taka, że i tak ją utracił przez pewną manipulacyjną sukę.
— Nie sądzę, by jej wcisnęli badziew, z resztą im i jej zależy na dobrej reklamie, a kto zrobi lepszą niż właśnie osoba, która jest zaangażowana w wyścigi i…
— Testuje maszyny na torze i w ciężkich warunkach. Musi to być dla nich najważniejsze. Zresztą oboje wiemy, jak działa reklama — powiedział ze śmiechem.
— Sama z resztą mówiła, że model, który został wpisany w umowę, jest jedną z najlepszych maszyn, które ostatnio wydano. Dobra nie będziemy tak rozmawiać, będę do dziesięciu minut. Do zobaczenia.
— Dobra nie obiecuje, że chłopacy nie będą źli — zaśmiał się.
Rozłączył się i w pełni skupił się na drodze. Jechał w ciszy, nawet nie puszczając radia, chciał jak najszybciej dotrzeć, bo wiedział, że w tej kwestii nawalił. On znany raczej z punktualności się spóźnił — cóż każdemu może się zdarzyć.
Zatrzymał się pod studiem, wytwórni gdzie mieli, mieć robią część zdjęć promocyjnych. Wysiadając z auta, chwycił tylko okulary, które nasunął na nos i szybko powędrował w stronę umówionego miejsca. Gdy tylko wszedł do hali, usłyszał echo rozmów kilku osób, a z oddali było już dostrzegł setap do zdjęć grupowych.
— No w końcu jesteś — rozbrzmiał niespodziewanie głos Brada. — Gdzie ty byłeś tyle czasu? — spytał, gdy do nich się zbliżył.
— Powinneś wiedzieć — mimowolnie spojrzał w stronę Benningtona, który delikatnie rozłożył dłonie i się uśmiechnął.
— Tak, tak Julie odwodziłeś, ale…
— Brad znasz, to miasto wiesz, że są korki — uciszył go. — Może, zamiast gadać, zajmiemy się zdjęciami? — zwrócił się do niego.
Widział, jak skinął głową, a wkrótce wszyscy zgromadzeni skupili się na sesji.
— Rozmawiałeś z nią? — zagadnął nagle Chester, gdy siedzieli na uboczy podczas jednej z przerwy.
Spojrzał na niego w milczeniu, delikatnie marszcząc brwi, po chwili dokończył:
— O trasie — wyjaśnił.
— Tak — odparł niemrawo.
— Patrząc po twojej mienie, to chyba spodziewam się, co powiedziała.
— To, co mam ci powiedzieć — stwierdził. — Nie da się przekonać, próbuje na wszelkie sposoby, ale nie jest w stanie się namówić.
— Trochę tamtą trasą zawaliliśmy — mruknął z grymasem.
— Fakt…
No comments:
Post a Comment