Saturday, August 23, 2025

V 53 — LOT DO NOWEGO JORKU


    — Trzymaj.
    Poderwała głowę, gdy usłyszała nad sobą znajomy głos. Niemal od razu zobaczyła stojącego nad sobą no właśnie kogo. To było naprawdę trudne, by określić, jak ma w tej chwili o nim mówić. Nie potrafiła jednoznacznie wskazać tego, kim obecnie dla siebie byli, bo jednak powiedzenie, że są przyjaciółmi to zbyt duże słowa, a powiedzenie o nim jako o koledze wywoływało u niej wiele sprzeczności.
    To było naprawdę trudne i powiedzenie wprost, na jakim stopniu relacji obecnie są.
    — Dziękuje — powiedziała lekko zmęczonym głosem.
    Chwyciła od niego papierową reklamówkę, na której dostrzegła logo sieciówki z kanapkami, oraz kubek z logo Starbucks. Nie mieli innego wyboru niż kupić coś z lokalnych fastfoodowa, gdy oni wyczekiwali samolotu na lotnisku. Niestety lot był już sporo opóźniony, bo samolot, który miał się pojawić, jeszcze był w powietrzu, a oni musieli, wyczekiwać aż przyleci.
    Nie pozostało im nic innego niż siedzieć przy jednej z bram i wyczekiwać aż przyleci. Ona jednak nie zamierzała, ukrywać czuła się mocno zmęczona, bo nie przespała tej nocy. Pakując ostatnie rzeczy, które chciała, zabrać po prostu się nie kładła. Wiedziała, że się do niej odbije, jednak tak wyszło. Zdarzało się wielokrotnie, że potrafiła nie przespać całej nocy i mimo że czuła potem tego skutki nie zamierzała zbytnio narzekać. I tak nie był to lot poranny, na co by pewnie mocno narzekała a po południowy jak to MIke stwierdził, gdy przyszedł do niej przed paroma dniami i stwierdził:


    — Specjalnie dla ciebie — mówił z lekkim uśmieszkiem na ustach — Załatwiłem lot pod wieczór — powiedział, gdy wyciągnął w jej kierunku kartę lotniczą.
    — Nie wymagałam specjalnej godziny, wstałabym nawet w środku nocy — odparła, lekko marszcząc brwi i spoglądając na niego.
    — Julio znam cię nie od dziś i wiem, jak bardzo narzekasz na wczesne loty — stwierdził, jakby to była normalna rzecz.
    Trudno było się z tym nie zgodzić. Mogła mówić, że nie była wymagającą osobą, jednak nie przepadała za tak wczesnymi lotami. Czuła się wtedy jeszcze gorzej niż zazwyczaj, a gdy bywała z nimi w trasach tym bardziej to potęgowało zmęczeniem, jednak zdawała sobie sprawę, że to zespół bardziej odczuwał tę presję czasu i szybkiego podróżowania oraz niemiłosnego nie raz przemęczenia pod koniec tras. To oni odwalali największą robotę wraz z ich ekipą, bo może się wydawać, że koncertowanie to granie jednego występu wieczorem jednak składają się na to wiele czynników, jak próby dźwiękowe na stadionach gdzie zespół musiał brać udział, próby ich występów nim pojawią się ich fani czy nawet udzielanie wywiadów dla lokalnych telewizji, czy gazet. To z pozoru może się wydawać, że takie gwiazdy nic nie robią, tylko sobie podróżują, z jednego miejsca na drugie jednak nie gdy mogła obserwować za kulis pracę, jaką podejmują to, nie uważała w ten sposób. Przynajmniej widziała to na ich przykładzie, bo nie miała pojęcia, jak działa to u innych artystów, słyszała, że bardziej ci komercyjni mają bardzo wysokie wymaganie, które musieli spełniać organizatorzy występów i mimo że zespół jej byłego partnera miał pewne rzeczy, które musiały, być to jednak słyszałam, że inne gwiazdy miały znacznie wygórowane prośby.
    Nie zamierzała oceniać, bo jednak miała tylko wgląd do jednej grupy muzycznej i jak to u nich działa nie miała pojęcia, jak jest za kulisami u innych.
    — Ale…
    — Przyznam ci się sam, że też nie byłem jakoś chętny na tak wczesny lot, a skoro miałem możliwość zareagować późniejszy lot trudno, przylecimy do Nowego Jorku po zmroku, jednak przeżyjemy. Hotel zarezerwowałem, tak samo, jak konsultacje z lekarzem. Nie wiem, czy od razu zdecyduje się na operacje i czy ty będziesz tego chętna, jednak mamy tam parę dni zarezerwowanei chętnie go z tobą pozwiedzam.
    — Jakbyś nigdy tam nie był — powiedziała nieco uszczypliwie.
    — To racja byłem kilkukrotnie, jednak nie sądzę, bym poznał go wystarczająco dobrze. A my pozwiedzamy przynajmniej najważniejsze obiekty.
    — Nie ukrywam, że jestem ciekawa jego klimatu, ale w zimę — rzuciła nagle.
    — Nigdy nie mów nigdy — powiedział dość sugestywnie — Kto powiedział, że nigdy nie zobaczysz Manhattanu o tej porze? Skoro zdecydowałaś się na walkę, o siebie to mam przeczucie, że z biegiem czasu znowu ukażesz tą dawną siebie.
    Na moment odłożyła zadrukowaną kartkę papieru i na moment odwróciła wzrok. No właśnie ona sama nie wiedziała, czy rzeczywiście powróci faktycznie do dawnej formy w stu procentach. Jednak wydarzenia z porwania miały na nią znaczący, wpływ owszem wciąż się leczyła i nie mogła przesądzać ostatecznego efektu terapii, jednak nie sądziła, że będzie tą Julią co dawniej, jednak coś się w niej zmieniło zawsze takie dramatyczne wydarzenia, zmieniają mentalność ludzką i w jej przypadku nie było inaczej.
    — Skupiasz się wciąż na mnie, ale czy ty jesteś, chociaż pod kontrolą psychiatry albo chociaż terapeuty?
    Spoglądnęła na niego, by uniknąć jego pytań, które zapewne by jej zadał i nie, nie była osobą, którą jest egoistycznie zapatrzona w siebie. Tkwił wraz z nią w tym koszmarze i na nich również bardzo odbiły się te wydarzenia, mimo że nie ukazuje tego, obserwuje go od dłuższego czasu i widzi, jak stara się być tym dawnym Mike jednak podskórnie czuła, że wybacza wszystko i stara się żyć dawnym życiem, bojąc się zmierzyć z bolesną rzeczywistością.
    On jednak staranie jakby unikał jej spojrzenia, co ją mocno zdziwiło. Starała się mu spojrzeć w oczy, jednak on jakby nagle stracił odwagę i nie chciał na nią patrzeć:
    — Mike — zapytała poważnie, jednak w jej tonie głosu dało się usłyszeć troskę.
    Mimo swoich wszelkich odczuć, wobec niego, jednak ważne było dla niej by i on mógł otrzymać wachową pomoc. Widziała, że zwłaszcza po przejściach z Taylor jest mu to potrzebne, jednak jego postawa była dla niej zbyt wymowna by nie mogła zrozumieć, że to unikanie i brak odpowiedzi jest wystarczająco jednoznaczne.
    — Wiem, że nie mogę na ciebie wpływać, ale uważam, że postępujesz, po prostu głupio nie idąc na terapie.
    — Julio nie potrzebuje tego — wymigiwał się.
    Nie chciał z nią rozmawiać na ten temat. I mimo że po raz kolejny mógłby przyznać jej racje, to jednak nie chciał tego robić. Obecnie uważał, że zupełnie sobie poradzi z sobą i tym jaki ciężar niesie na swoich ramionach. Nie chciał jej zadręczać swoimi zmartwieniami, bo i tak miała ich swoich i to dość wystarczająco dużo.
    — Obecnie nie jestem w stanie cię przekonać, jednak nie sądzę, by twoje postępowanie było właściwie. Mike terapia pomaga i wiem na swoim doświadczeniu, byłam na niej przez parę lat, znowu jestem pod opieką terapeutki i uważam, że ty również powinneś być. Nie chce wnikać bardziej, bo mimo wszystko szanuje twoją prywatność, jednak wiedząc i mając świadomość, co przeszedłeś uważam, że powinneś skorzystać z walcowej pomocy specjalistów. Nie chce, by zakończyło się to dla ciebie tragedia…

    — O czym myślisz? — nagle jego głos wyrwał ją z głębi jej przemyśleń.
    Spojrzała na nawet niezaczętą kanapkę czy kawę, którą kupił Mike przed chwilą dla nich obojga i uniosła plastikowy kubek i upiła kilka łyków swojej ukochanej mrożonej kawy, którą tak wprost uwielbiała, nim odstawiła ją bezpiecznie, tuż przy swojej stopie i rozerwała pakunek, w którym skrywała się jej ulubiona kanapka.
    — Widzę, że nie zapomniałeś — powiedziała, gdy rozerwała papier, by otworzyć górną część bułeczki, gdzie zobaczyła te same składanki co zazwyczaj.
    — Nie mógłbym, zawsze ją brałaś i nie sądzę by gust, ci się nagle zmienił i tak uznajesz to za jedna z lepszych pozycji — wyjaśnił, wgryzając się w swoją kanapkę, po czym ją przełknął i dodał — Byłem z tobą zbyt długo by poznać twój gust, wystarczająco by wiedzieć, co nadal lubisz. Żałuje, że musiało to się tak zakończyć, że tak to zawaliłem — odezwał się cichym głosem jednak bardziej do siebie.
    — Czasu już Mike nie cofniesz, stało się. Ludzie popełniają błędy, to naturalne ty to zrobiłeś. Owszem mogłabym sobie zarzucać wiele, ale nie sądzę, bym zrobiła…
    — Bo nie zrobiłaś — wszedł jej niespodziewanie w słowo i odwrócił się w jej kierunku — Miałaś racje przez cały czas, to ja byłem tym głupkiem wręcz ignorantem, który zamiast cię, posłuchać wolałem iść w swoją głupią merytorykę. To racja nie zmienię tego, ale mogę żałować, że utraciłem z własnej przyczyny wspaniałą dziewczynę wręcz narzeczoną, gdybym tego nie zrobił kto, wie moglibyśmy, już byś po ślubie — dodał z nieukrywanym smutkiem.
    — Mogłabym zaprzeczać, jednak powiem ci szczerze, tak kochałam cię i bolało mnie to, co robiłeś, dawałam ci szansę, by się zmienić, ale byłeś uparty. Niestety nie mogłam, przebaczyć ci tej noc jednak mam pewne wartości i nie potrafiłabym być z kimś, kto mnie oszukał — stwierdził wprost.
    — Jedyne czego żałuje to, że w ogóle zacząłem z nią gadać. Związek z nią był pomyłką!
    Będzie sobie do końca swojego życia to wyrzucać, swoją głupotę, zamiast mieć świadomość, że raz przejechał się na swojej byłej, to zrobił coś tak głupiego i oświadczył się, nie poznając jej znowu. Nie potrafił zrozumieć, co nim wtedy kierowało i co mu tkwiło w głowie. Jednak najważniejsze, że pozbył się tego cholernego balastu ze swoich ramion i porzucił tę zdradziecką szmatę.
    Nie gryzł się w język, bo inaczej nie mógł określić sprzedajnej dziwki, która puszczała się z tym obrzydliwym zwyrodnialcem i wprost plując mu w twarz. I mimo że nie mógł wrócić do przeszłości i powstrzymać samego siebie przed głupim wypominaniem Julii tych jazd i nawet jeśli teraz nie liczył na zbyt wiele, to jednak łapał się wszystkiego, co mógłby być blisko niej.
    — Oboje trafiliśmy w nie odpowiednie relacje — stwierdziła po krótkiej chwili ciszy.
    Widziała, jak mężczyzna spogląda w jej kierunku, a w jego oczach dostrzegła jakby ciekawość mieszającą się z podejrzliwością.
    — Masz na myśli tego Hiszpana, z którym byłaś?
    Mimowolnie wywróciła oczami na ten komentarz. Chyba wyczekiwała, momentu aż nawiąże do niego, jednak ona w swojej wypowiedzi nawet nie miała jego na myśli, a raczej pewnego skurwysyna, który sprawił to, jak obecnie wygląda.
    — Nie! — powiedziała stanowczo — Ricardo nigdy nie zrobił mi absolutnie żadnej krzywdy — podkreśliła, by uzmysłowić go, że nie ma co snuć domysłów na jego temat — Jeśli wspominam toksyczny związek, to mam jednego diabła na myśli. Ty okazałeś się, zdrajcą nie możesz tego się wyprzeć. Justin tchórzem a Ricardo w tym przypadku to ja byłam prowodyrka tego rozstania. To był znakomity i bardzo kochany facet…
    Gdy to powiedziała, dostrzegła jak na jego twarzy, pojawi się jakby grymas, jakby te słowa go zabolały. Podejrzewała, że uderzyło go to, że nie postrzegała go w podobnych wartościach, jak swojego już byłego męża tylko uznała go za faceta, który ją oszukał, jednak taka była realna prawda i nie mógł się z tym absolutnie kłócić.
    — Powód pozostawię tylko dla siebie i jego i wolałabym nie wracać do tego tematu, jednak pragnę ci uświadomić, że to ja przyczyniłam się do tego, że obecnie jestem rozwódką i biorą całkowicie winę na siebie.
    Umiała przyznać się do swoich win czy porażek i jedną z nich było to, że w pełni brała na siebie rozpad związku, z którego Ricardo mimo miłości, jaką darzyła, pozwoliła mu świadomie odjeść. Mimo że po miesiącach wciąż nie do końca wyzbyła się uczuć wobec niego i było jej przykro na samą jego myśl, to nadal uważała, że postąpiła rozsądnie.
    — Samolot linii Amercian Air opóźniony…
    Rozbrzmiał nagle komunikat z głośników, przerywając tym samym ich dyskusje, gdy usłyszeli, że samolot, którym mieli lecieć, właśnie wylądował, znaczenie ich to ucieszyło, mimo że zapewne za jakichś pół godziny wsiądą na pokład.

No comments:

Post a Comment