Saturday, August 9, 2025

V 49 — NIE BYŁO JEJ STAĆ

    — O czym chciałaś porozmawiać?
    Nie silił się na żadne uprzejmości tuż po tym, gdy otworzyła przed nim drzwi. Mógł brzmieć na nieco opryskliwego, jednak było to bardzo mylące przekonanie, ponieważ był dość mocno zaskoczony tym, że chciała tak nagle z nim pomówić. W głębi serca spodziewał się czego, może dotyczyć ta dyskusja, jednak sądził, że to mogło być nieco mylące przeczucie, które jedynie się potwierdziło, gdy w oczy wpadł mu rozerwana koperta na połyskującym blacie.
    Znajoma pieczątka jego byłej uczelni była dla niego jedynie potwierdzeniem, że otrzymała zgodę na powrót, o którego wręcz wyprosił. Nie chciał posuwać się do dawania łapówki, jednak zależało mu na przywrócenie jej na listę studentów uczelni. Miała talent i umiejętności, które w ostatnim czasie zaczęła rozwijać i było naprawdę żal, by to wszystko marnowała i by dalej się kształciła.
    — O tym — powiedziała, unosząc list, który wcześniej czytała i mocno ją zaskoczył. — A także na ten temat — dodała, wyciągając w jego kierunku swój odpalony telefon, na którym wyświetlała się strona, którą przed paroma dniami ukończył wraz z informatykiem.
    By powróciła do pełni tego, co posiadała, brakowało jedynie by założyć jej konto na Instagramie, gdzie mogłaby publikować swoją pracę, jednak o tym również nie zapomniał, jednak uznał, że powinna ona to zrobić. O ile stronę mógł stworzyć to, jednak prywatne bardziej artystyczne konto wolał, by sama stworzyła na własnych danych.
    — Co chciałabyś wiedzieć? — zapytał i nie było to głupie pytanie, a raczej zwykła ciekawość.
    — Nawet nie starasz się mnie okłamywać, że nie masz z tym nic wspólnego? — dziwiła się.
    Spodziewać się mogła wszystkiego, nawet próby wypierania się jednak on stał, przed nią nawet nie czując się zażenowany ani zawstydzony. Spoglądał na nią ze stoickim spokojem i opanowaniem.
    — Dlaczego miałabym to robić? — spytał jej wprost — Julio zbyt dużo nakłamałem, tym samym oszukując najbliższe mi osoby. Podzieliłem wiele znajomości głównie twoich i chłopaków. Mogłabym ci zaprzeczać w żywe oczy i uważać, że niczego nie zrobiłem, jednak nie potrafiłabym poradzić sobie z wyrzutami sumieniami, które mocno we mnie siedzą.
    — Mike, ale doskonale wiesz, że nie prosiłam cię o to… — zaczęła powoli.
    — Wiem — niespodziewanie wszedł jej w słowo — Miałem jednak świadomość, że gdybym ci zaproponował pomoc w odzyskaniu czegoś, co utraciłaś z mojej przyczyny, uznałabyś, że tego nie chcesz. Sama o tym wspomniałaś, podczas jednej z naszych rozmów dlatego uznałem, że najlepsze co mogłabym zrobić, to zachować to wszystko w sekrecie do momentu, gdy wszystko nie przywrócę. I oczywiście jestem świadom, że jedyne czego nie przywróciłem to twojego konta na Instagramie, jednak postanowiłem pozostawić to tylko tobie, by nie tworzyć nic, do czego miałabym aż tak prywatny dostęp. Stronę postawił znajomy grafik i otrzymasz dostęp…
    — Chwileczkę Mike! — przerwała mu w połowie zdania — Dlaczego sądzisz, że zechce do tego powrócić? Zostawiłam to za sobą, poszłam dalej, skąd ci do głowy przyszedł ten pomysł?
    Spoglądał na nią przez moment i mimo że starała się zachować dość poważny wyraz twarzy, nie ukazując swoich wewnętrznych emocji, które nią obecnie targały. Wykazanie się wręcz kamienną twarzą było dla niej bardzo trudne w momencie, gdy nie miała na tyle uporządkowanego życia jak uprzednio i ciężko było czasem odgadnąć co myśli, obecnie doskonale wiedział tę niepewność i lęk, które w niej tkwiły, lecz jednocześnie dostrzegał w błękicie jej oczu pewne promyczki szczęścia i radości, którą prosiła w sobie zdusić i jej nie ukazać.
    — Może czas się w końcu przestać oszukiwać Julio — odezwał się dość poważnym tonem.
    Oparł dłoń na krawędzi blatu, widząc, jak spogląda na niego w jednym momencie, zaskoczona, a na jej twarzy pojawiło się rozbieżność, bo najwyraźniej nie do końca zrozumiała sens jego słów. On jednak nie potrafił już dłużej ukrywać cienia uśmiechu i poczuł momentalnie, jak kącik jego warg drgnął do góry.
    — Posłuchaj mnie — powiedział już bardziej zadowolonym tonem — Może czas przyznać się do prawdy? — zasugerował i zobaczył momentalnie, jak spogląda na niego zdziwiona — Julio, wiem, że ci tego brakuje. Możesz próbować i przekonywać mnie na wszelkie sposoby, że obecna praca jest dla ciebie w pełni satysfakcjonująca jednak to tylko oszukiwanie siebie, a zarazem mnie.
    — Skąd możesz być przekonany, że nie jestem z niej zadowolona — odezwała się nagle podirytowana — Wysuwasz pochopne wnioski i próbujesz, przekonać mnie bym powróciła do czegoś, co zdecydowałam się porzucić? To jawna ingerencja w moje życie! — dodała zbulwersowana.
    On jednak spojrzał na nią ze spokojem, co najwyraźniej doprowadzało ją do większego szaleństwa, gdy wręcz zmierzyła go swoim niepochlebnym wzrokiem. On jednak się nie ugiął pod jej naporem i ponownie się odezwał:
    — Słuszna uwaga, ale czy rzeczywiście w tym momencie to ty sama nie tworzysz kłamliwej narracji? W ostatnim czasie bywam obecnym w mniejszy czy większy sposób w twoim życiu i obserwuje twoje zachowanie i wielokrotnie spotykamy się po pracy i widzę, z nie sprawia ci ona takiej radości jak ta, gdy tworzyłaś coś dla innych. Julio, może jestem dla ciebie tylko natrętnym byłym, ale chciałem to naprawić. Nie zasługiwałaś na taki los, który po części ci sam zgotowałem. Ty wykazałaś się wielką dobrocią względem mnie, a ja co ci zrobiłem? Nie oczekuje nic od ciebie. Miałem możliwość, by przywrócić ci stronę to, zrobiłem to — powiedział spokojnie.
    — Mike nie sądzę, że to był dobry pomysł — widział niesmak w jej oczach, gdy tylko to mówiła.
    — Dlaczego? — zapytał.
    Widziała, jak delikatnie spuszcza głowę, a do niego dotarło jej ciche westchnienie, dopiero po dłuższej chwili zdecydowała się, unieś twarz, by móc znowu na niego spojrzeć jednak z jej ust nie popłynęło żadne słowo, od razu dostrzegł wahanie, gdy otwiera usta gotowa coś powiedzieć, jednak znowu umilkła.
    — Mike odbudowanie znowu zasięgów będzie naprawdę trudne i nie jestem pewna czy chce się w to bawić — rzuciła.
    — Moje pytanie będzie bezpośrednie, ale ile zarabiasz obecnie?
    Spojrzała na niego zdumiona, mimo że sam uprzedzał, że to dość osobliwe pytanie to jednak nie sądziła, że będzie dotyczyć kwestii jej zarobków.
    — Ale co to ma do rzeczy? — wypaliła nagle.
    — Po prostu powiedz — poprosił.
    Nie była chętna dzielić się takimi informacji, nie chodziło, że wstydziła się tego, lecz uznawała to za bardziej prywatną sprawę. Nawet uprzednio nie do końca mu mówiła, ile ma na koncie, to nie znaczy, że nie był świadom ile czasami, klienci płacili za jej obrazy. Stawki znał, bo sama je musiała podawać.
    — Około dwóch i pół dolarów miesięcznie — powiedziała spokojnie.
    — Właśnie — powiedział, takim tonem jakby trafił w sedno — Pewnie jesteś na najniższym szczeblu w firmie, jednak śpieszę z moją konkluzją — powiedział, uspokajająco widząc jej minę — Dążę do tego, że zarabiasz kwotę, którą kiedyś ktoś mógł zapłacić za dobry obraz od ciebie, bo potrafiłaś się cenić i swoje umiejętności — wyjaśnił racjonalnie — I czy wiedząc, ile zarobiłaś, wcześniej, a ile obecnie bierzesz na rękę, jest dla ciebie zadowalająco?
    Może i mówił dość słuszne, rzeczy czego się nie dało ukryć, to jednak czuła się nieco zagubiona. Czy to w ogóle było słuszne, by iść tą drogą? Czy motyw, do którego obecnie dążył, jest tak słuszny? Rozumiała, co chciał jej przez to uzmysłowić, jednak czy byłaby gotowa znowu powrócić do momentu, gdy budowa swoją społeczność i bazę klientów od nowa?
    Te pytanie zaczęły ją mocno nurtować.
    — Szanuje w pełni twoje zaangażowanie, lecz jeśli miała być z tobą szczera, nie wiem, co mogłabym zrobić. Czuje się mocno rozdarta, bo gdy powiedziałeś to, na głos to coś mi to uświadomiło, jednak wiedząc, że jeśli zdecyduje się na powrót wszystko, muszę odbudować zupełnie od nowa.
    — Tak liczyłem się z tym, jednak wiem, że jest kilka osób zainteresowany, potencjalną współpracą z sobą jednak musi to od ciebie zależeć, jeśli zechcesz to zrobić. Dalej nie będę ingerować, bo wiem, że musisz sama wiedzieć, czego tak naprawdę chcesz.
    — Mike odkąd straciłam poprzednie mieszkania, utraciłaś również wszystkie moje narzędzia…
    Nie była w stanie nawet dokończyć, ponieważ dostrzegła momentalnie u niego minę, która była zbyt znajoma, gdy coś kombinował. Ona się nie zmieniła, przez ten czas a ona już wiedziała, że coś ma w zanadrzu.
    — Ty to chytrze zaplanowałeś prawda? — spytała już łagodniejszym tonem, a cień uśmiechu pojawił się na jej twarzy.
    — Ale ja nic nie powiedziałem — uniósł dłonie w geście obronnym.
    — Tak, bo kilka lat w związku z tobą zupełnie mnie nie nauczyły dostrzegać po twoich minach, że chodzi coś ci po głowie — powiedziała nieco uszczypliwie w jego kierunku — Mike twoja mina jest zbyt znajoma — przypomniała mu.
    — Dobrze przyznaje — odpuścił w końcu — Mam w swoim mieszkaniu wszystko, co mogłoby ci pomóc ruszyć… i absolutnie masz nie myśleć, by mi za to oddawać. Chce, byś podjęła słuszną decyzję, która byłaby zgodna wraz z tobą i twoim sumieniem.
    — Mike, ale ty specjalnie mnie pchasz do tego, bym powróciła do malowania — westchnęła cicho, jednak nie potrafiła pohamować swojej radości.

    Nacisnęła na klamkę do swojego mieszkania i nawet nie była zaskoczona tym, że były one otwarte. Nie martwiła się, że mógłby to być złodziej, który by ją okradł, bo wiedziała, doskonale kto tam jest. Gdy wychodziła przed dwoma godzinami, zostawiła go tam, by miał oko na trójkę czworonogu.
    Powracała do mieszkania jednocześnie z poczuciem ulgi oraz zmartwienia jednocześnie. Musiała jednak tam być, bo była to wizyta kontrolna u lekarza, który miał sprawdzić, czy wszystkie jej rany po oparzeniach prawidłowo się zagoiły i mimo że doktor był w pełni zadowolony z efektów oraz jednocześnie uznał, że może poddać się operacji plastycznej, to właśnie to było źródło jej zmartwień.
    Rzuciła klucze na komodę i weszła w głąb apartamentu i słysząc poszczekiwanie spojrzała w kierunku salonu gdzie Mike siłował się jedną z zabawek z Jayem oraz Junką. W momencie, gdy jednak ją zobaczył, momentalnie spoważniał i zaprzestał na moment zabawy, gdy dostrzegł jej niemrawą minę.
    — Co się stało? — spytał naprawdę przejęty, gdy tylko podeszła bliżej i opadła na pobliski fotel — Czy coś…
    — Nie — uprzedziła wszelkie jego spekulacje.
    Nie ukrywała, operacja mogła, by być dla niej wręcz wybawieniem, od targających ją wciąż kompleksów i może zabrzmieć, jakby zupełnie nie dostrzegała w sobie żadnej wartościowej osoby, uznając, wygląd za czynnik dość kluczowy tutaj nie chodziło o to, a o aspekt czysto społeczny.
Doskonale wiedziała, ile emocji wywołuje, gdy tylko pojawia się publicznie. Nie pozostaje bierna na spojrzenia innych, gdzie widzi wiele skrajnych odczuć od obrzydzenia po współczucia i mimo że po latach w końcu zaczęła akceptować swój wygląd i naprawdę się sobie podobała, mimo że nie należała do dziewcząt, które mogły, by startować na jakąś miss, jednak jej przeciętność jak to wielokrotnie podkreślała, naprawdę się jej podobało. A teraz jedyne co widzi w lustrze, to poniszczoną twarz pełną blizn i zagojonych ran oparzeniowych i nic z tego nie było dla niej piękne. Czuła naprawdę się paskudnie z tym, jak teraz wyglądała i mimo miesięcy nadal nie umiała sobie poradzić z tym, jednak kwestia była taka, czy było ją stać na tak kosztowane leczenie. Mimo oszczędności, które podarował jej Ricardo, oraz odszkodowanie, które zasądził sąd od Clarka i Taylor na rzecz jej i Michaela, nie była tak pewna czy pokryją one koszty operacji.
    — Julio niepokoisz mnie, wyglądasz, jakby coś poważnego się stało, a uważasz, że nie ma porodu do zmartwień. Powiedz co, ci powiedział lekarz?
    Nie potrafiła się nie uśmiechnąć, gdy słuchała tego, jak bardzo był o nią zatroskany. On jako jedyny wiedział, że miała dziś tę wizytę i sam zdeklarował się, że będzie mieć oko na jej futrzaki, przez ten czas jednak zmartwił się dość, poważnie widząc, jak bardzo jest przybita tuż po wejściu do mieszkania.
    — Prawdę mówiąc nie mam na co narzekać, wszystko zagoiło się w odpowiedni sposób, a doktor zezwolił w końcu, na to bym trafiła znowu na stół i zrobiono mi operację plastyczną — mimo dość pozytywnych wieści jej głos nie brzmiał jakby się cieszyła.
    — To wspaniale — wtrącił się nagle ucieszony.
    Ona jednak nie podzielała jego entuzjazmu który miał, bardziej czuła się jeszcze mocniej zdołowana, co nie umknęło jego uwadze. Momentalnie spoważniał i opierając dłonie na swoich kolanach, pochylił się w jej kierunku i zapytał:
    — Co cię gryzie?
    Nie odpowiedziała, przez moment wahała się, czy powiedzieć mu co siedzi jej na sercu, jednak im dłużej na nią spoglądał, tym bardziej czuła się pokonana i z cichym westchnieniem powiedziała:
    — Nie wiem, czy mnie będzie stać na tę operację. Nie zrozum mnie złe Mike. Sam wiesz jak u nas wygląd służba zdrowia i jakie są czasami ceny za jedną wizytę pielęgniarki. Owszem mam oszczędności, ale nie wiem, czy byłoby mnie stać na cały przebieg operacje, czy rekonwalescencje. Mogłabym cię teraz okłamywać i mówić, że się sobie podobam, ale nie…! — urwała, gdy ponownie poczuła, jak zaczynają ją szczypać oczy.
    Nie znosiła tego, jak kwestia jej obecnego wyglądu doprowadza ją niemal do łez. Było to mocno uciążliwe i dołujące. Otarła pośpiesznie słone kropelki wody, by bardziej się nie rozpłakać, zanim powiedziała:
    — Nie zamierzam tworzyć pięknej bajki, jak to siebie obecnie akceptuje, bo tak nie jest — powiedziała bardzo zgorzkniałym głosem — Ten demon mnie oszcepcił! Sprawił, że nie potrafi na siebie spojrzeć w lustrze. Unikam patrzenia na swoje odbicie, mimo że jest kilka luster w tym domu. Większość część zakryłam, by po prostu siebie, nie widzieć i owszem ta operacja mogłaby mi pomóc, ale jesteś również świadoma kosztów, jakie niesie za sobą tkwienie w naszym systemie zdrowia. Nawet nie myślę na powoływaniu się na ubezpieczenie, bo jednak dobrze wiesz, że ono praktycznie jest marne jak nie nikle.
    Przytaknął jej, bo zupełnie się z nią zgadzał. Ich system zdrowia był po prostu tragiczny i ktoś, kto musiał, przebywać w szpitalach był świadom, jakie są to koszty czasami tysiące dolary za jedną wizytę. I to racja co do ubezpieczeń one były, jednak czasami nie pokrywały, nawet większości kosztów leczenia trzeba szukać, by trafić na jakieś w miarę odpowiednie.
    Słuchając jej, doskonale rozumiał, do czego ona dążyła.
    Momentalnie w jego głowie pojawiła się pewna myśl. Zachował, jednak spokój by nic nie mogła po nim poznać, bo jak to uznała przed paroma za dni z jego mimiki, twarzy mogła, wyczytać bardzo wiele dlatego zachował neutralność i nie zareagował.
    — Muszę to odłożyć — powiedziała ze szczerością — Nie wiem, kiedy zdecyduje się na ten krok, na razie pozostaje żyć jak uprzednio. Tkwić w domu by ludzie nie widzieli mojej brzydoty.
    To naprawdę było przykre. Słuchanie jej jak bardzo czuje się niewartościowa. Znał ją i widział, ile kiedyś potrzebowała czasu, by nabrać pewności siebie, teraz przez pryzmat wyglądu nie miała go, za gorsz. I tak mimo że widział, jak wygląda, nie zamierzał okazywać swojego obrzydzenia, bo tak naprawdę go nie czuł.
    On sam był świadkiem, gdy ten szaleniec sprawił, że właśnie tak wygląda i chyba pora było przywrócić dawną pewność siebie pewnej młodej dziewczynie. Nie zamierzał pozwolić na to by zamykała się w domu przez ostraytzm społecznych, gdy miał możliwości zrobienia czegokolwiek i uratowanie jej piękna rękami najlepszego lekarza.    

No comments:

Post a Comment