Z trudem pohamowała swój panicznych krzyk, który chciał przedrzeć się przez mocno ściśnięte usta. Poderwała się gwałtownie z wygodnej pościeli, trzymając się jedną z dłoni za klatkę piersiową. Wciąż czuła swoje mocno bijące serce w piersi gdy zlękniona zaczęła pomrugiwać oczami, pragnąć jak najprędzej odgonić od siebie te przerażające obrazy.
Wizje, które jeszcze przed kilkoma sekundami dręczyły ją w tych koszmarnych snach. To było już męczące. I nie zamierzała kłamać, czuła się już przemęczona powtarzającym się wciąż schematem, w którym tkwiła o każdej nocy. Zasypiała, nie czując, jednak pewności, czy po raz kolejny jej umysł nie uzna, że pora zafundować jej kolejne dawki tych przerażających wspomnień, dręcząc ją nawet gdy zamykała oczy pragnąć, odpocząć.
Mogła jednak drwić na tę myśl.
Nie umiała w ostatnim czasie w ogóle odpocząć, jeśli każdy wieczór dla niej był okrzesany strachem i niepokojem, co przyniesie jej ta noc i wręcz starała się zasypiać jak najpóźniej i mimo że z natury była osobą, którą uwielbiała siedzieć do późną i wstawać później to w tym przypadku, mimo że zdarzało się, że chodziła o drugiej czy trzeciej w nocy spać, to budziła się dwie może trzy godziny później, by potem kolejny dzień chodziła zmęczona i niewyspana.
Z czasem zaczęła myśleć, by zrezygnować ze snu.
Brzmiało to dosyć abstrakcyjnie i nie dorzecznie, ale jak miała sobie poradzić z tym co działo się w umyślę gdy tylko zamykała oczy. Nie miała wtedy wypływu na swoje senne marzenia czy w tym momencie koszmary.
I schemat się powtarzał.
Nie śniła niczego jedynie wtedy gdy zażywała leki nasenne, jednak nie chciała ich brać wciąż by się od nich nie uzależnić. Doskonale wiedziała, jak to działa, już praktycznie wpadła w jeden i musiała się z niego wydostać, dlatego mając świadomość, że owszem leki mogły okazać się jej pomocne, to starała się je ograniczyć, zwłaszcza że była to silna dawka, która została jej zapisana.
Nawet jeśli była w totalnej rozsypce starała się być racjonalna i nie uzależnić się tym razem od specyfików medycznych a doskonale wiedziała, że o to jest również łatwo. W końcu wystarczy spojrzeć na ulice tego miasta i część z tych osób, które tam koczują, właśnie uzależniły się od czegoś, co w głównej mierzę, miało im pomóc.
Doświadczona w dawnych latach wiedziała, że nie może popadać w kolejny nałóg. Dlatego starała się pilnować i ograniczać jak tylko mogła. Chociaż liczyła się ze świadomością, że wtedy skończy właśnie tak jak teraz. Wyrwana nad ranem ze snu, który miał przynieś jej ukojenie, a jedyne co czuła to przenikliwy strach.
Czuła jak oblewa ją pot i wsiąka w część nadal założonych opatrunków w miejscach, gdzie można było ujrzeć jeszcze niezagojony ranny, chociaż w znacznym stopniu mogła już je zdjąć po zaleceniach lekarza gdy wraz z Ricardo byli na wizycie kontrolnej to pozostawił wciąż te opatrunki na brzuchu oraz udach. Twarz i znaczna część ramion została już odkryta i mogła na własne oczy ujrzeć to jak wygląda jej skórą.
Sama myśl o tym sprawiła, że po jej ciele przebiegł dość nieprzyjemny dreszcz. Nie chciała nawet przypominać sobie ten pomarszczonej skóry, blizn na całym ciele. To był widok wręcz straszny, który wielokrotnie doprowadzał ją do płaczu. Nie potrafiła już na siebie spoglądać, nawet jeśli wcześniej mogła tego nie widzieć, bo były skryte pod bandażami to teraz, każdy spoglądnięcie w tamtą stronę sprawiało, że łzy stawały w jej oczach.
Mogła powiedzieć to wprost.
Ten diabeł zrobił z niej potwora!
Można było ją przekonywać na wiele sposób, ale prawda była okrutna i bardzo bolesna. W przeciągu trzech tygodni z pięknej atrakcyjnej dziewczyny stworzył jakąś koszmarną wiedźmę. I mimo że nigdy nie spoglądała na swój wygląd w taki sposób, jednak nie dało się ukryć to jak wyglądała.
I chociaż liczyła się i miała świadomość tego, że utraciła swój poprzedni urok, to nie sądziła, że zmierzy się aż z tak brutalną rzeczywistością.
Czuła jak łzy zaczynają napływać jej do oczu, jednak prędko potrząsnęła głową, by je odgonić od siebie i odruchowo spojrzała na zegarek, który stał na szafce. Elektroniczne cyfry wyświetlały kilka minut po piątej rano.
— Rekord — wymruczała, bardzo cicho do siebie — Cztery godziny snu — dodała, uświadamiając sobie jak długo spała.
I tak nie nazywała to przesadą jeśli uznawała, że tyle czasu spędziła na śnie, zwłaszcza że poprzednie dni jak nie tygodnie były okrzesane znacznie krótszym snem. Mogła to po sobie odczuć, że ostatni czas był dla niej bardzo ciężki pod każdym aspektem jej pieprzone i wręcz żałosnego życia.
Popatrzyła na śpiącego przy niej mężczyznę, który wydawał się nie być poruszony tym, że się obudziła, jednak nie zamierzała go niepokoić i tak dużo dla niej robił i zasługiwał, by chociaż noce mógł mieć spokojne. Odwróciła się spoworotem i chwyciła swój telefon i odsunęła od siebie narzutkę, by opuścić stopy na podłogę i podniosła się i spokojnym, ale cichym krokiem powędrowała w stronę przesuwnych drzwi.
Przeszła przez sypialnie, by podejść do wejścia balkonowego. Ostrożnie przesunęła je i wyszła na zewnątrz. Poczuła chłód, który otulił jej ramiona i niemal od razu chwyciła koc, który leżał na jednym z leżaków.
Nawet jeśli żyli w jednym z cieplejszych stanów, to nie był to okres letni a zimowy i tutaj temperatury spadały poniżej sześćdziesięciu stopniu Fahrenheita w nocy. Przystanęła przy barierce i oparła się o nią, by spojrzeć na pogrążone w ciemności miasto, które z góry wydawało się takie urokliwe.
Znała jednak jego lepsze strony i również te gorsze i może obecnie dobrze jej się tutaj żyło. Spoglądanie na niego z góry i obserwowanie go było jej jedyną rozrywką. Można zapytać czemu?
Odpowiedź jednak była niezwykle prosta.
Unikała ludzi.
Zupełnie jak wtedy gdy miała te naście lat i często szwendała się po starych skłotach, mimo że wiedziała, że są tam inni, jednak tamto miejsce zapewniało jej poczucie samotności. Było to miejsce, gdzie praktycznie spędzała większość swojego czasu gdy umykała z domu dziecka, by po prostu być samą. Szczególnie gdy Anthony wyprowadził się stamtąd i została sama. Mimo że nie utracili kontaktu, to świadomość, że jedyna bliska jej wtedy osoba wyrwała się z tego miejsca, było czymś dołującym dla niej, bo wtedy mogła z nim spędzać ten czas, a tak została zupełnie sama.
Był blisko niej, ale jakby daleko.
I właśnie tak się czuła w tym momencie w obecności Ricardo. Niby byli blisko siebie a tak bardzo od siebie oddaleni i to z jej inicjatywy, bo świadomie oddalała się od niego. Coraz częściej zaczęła się łapać na myśli, czy to ich małżeństwo ma dalszy sen, ma wręcz prawo do dalszego istnienia.
I mimo, że absolutnie nie miała mu nic do zarzucenia i nie szukała winy w nim, ale bardziej w sobie. Oczywiście nadal go kochała, jednak coraz częściej rozumiała, że nie zasługuje na nią, nie równinę tkwić przy dziewczynie, która zamiast cieszyć się życiem i bawić, jedynie co robi to, siedzi w czterech ścianach i nie umie korzystać z życia i zadręcza się tym, co było.
On to rozumiał, ale ona czuła się winna, bo nie takiej przyszłości dla nich obojga sobie wyobrażała.
— Naprawdę mam cię teraz wypuścić Señorita? — odezwał się nagle dość udawanym zaskoczonym głosem.
— Nie pogrywaj ze mną Señor! Doskonale wiesz, co mam na myśli! — zaczęła się mu odgrażać i ku jej irytacji, w odpowiedzi usłyszała jego gromki śmiech.
I chociaż na moment przystanął w miejscu, to chwile później ponownie ruszył. Sytuacja łudzona wręcz przypominała słynną scenę z animacji Shreka gdy ten porwał buntującą się Fionę, tylko że w jej przypadku, ona nawet nie sprzeciwiała się Ricardo, bo od paru godzin, mimo że pracował od paru godzin, rozkładając się w jedynym wolnym pokoju, by móc podgonić ze sprawami firmowymi a ona zaszyła się w pracowni, pracując nad pracą licencjacką, wręcz nie wchodzili sobie w drogę.
— Co tobie właściwie chodzi po głowie? — zainteresowała się, gdy usłyszała, jak kopniakiem uchylił drzwi sypialni.
— Wkrótce się przekonasz — odpowiedział dość tajemniczo mężczyzna.
Dopiero wtedy zorientowała się, że doskonale wiedział, dokąd idzie i ku jej zdziwieniu wkrótce znaleźli się oboje pośrodku garderoby. I dopiero wtedy bezpiecznie ją zdjął ze swojego barku i postawił przed sobą. Momentalnie spojrzała na niego w dość wyzywający sposób, splatając swoje dłonie pod piersiami, a jej oczach można było dostrzec coś na wzór prowokacji wymierzonej w jego kierunku.
— Słucham? — odezwała się surowym głosem — Czy w końcu Señor, zaspokoisz moją ciekawość i powiesz, co chodzi po twojej głowie? Oderwałeś mnie od pracy! — rzuciła pretensjonalnym głosem.
— Właśnie dlatego to zrobiłem — odparł z nonszalancją w głosie.
— Co? — odezwała się, wciąż czując się nieco zdezorientowana jego podejściem.
Słyszała po chwili, jak cicho wzdycha, po czym splótł swoje dłonie na swojej klacie i spojrzał na nią tym swoim przenikliwym, lecz pełnym troski i uczucia spojrzeniem. Nie potrafił wykazać się ignorancją w jej kierunku czy wręcz pobłażliwością w traktowaniu jej, ponieważ nie był facetem, który uznaje się za kogoś ważniejszego od swojej ukochanej dziewczyny. Równość była kluczowy element w traktowaniu drugiej osoby i mimo że mógł początkowo wywierać wrażenie pewnego wręcz zapatrzonego w siebie, mężczyzny nigdy nie był taką osobą. Starał się jednak być poważnym, bo jednak wymagało to od niego stanowisko, jakie piastował jednak prywatnie w życiu, potrafił, wyluzował i dobrze się bawić. Gdyby był takim sztywniakiem, poprzednie wakacje nie bawił się w tak doskonały sposób, mając przy sobie dwie równie seksowne kobiety, które podzielały jego poglądy na wspólne schadzki. Na samo wspomnienie tamtych wydarzeń, kącik jego ust delikatnie poderwał się do góry, co wręcz doskonale było widoczne dla jego ukochanej, która w jednej chwili przechyliła głowę w bok i spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, podpierając dłonie na swoich biodrach.
— Co cię tak bawi skarbie? — spytała z lekkim rozbawieniem w głosie.
— Absolutnie nic — stwierdził, uznając, że nie jest warte znowu roztrząsanie tego co było.
Pomimo że oboje ani przez jedną chwilę tego nie żałowali, to jednak obecnie żyli nieco innym życiem niż przed tymi kilkoma miesiącami. Nie zamierzał jednak dłużej trzymać ukochaną w chwili niepewności i ciszy i odezwał się znowu:
— Obojgu nam przyda się odpoczynek i zasłużony relaks po dzisiejszym dniu i mam propozycje nie do odrzucenia — rzekł, a jego uśmiech znacząco się powiększył.
— Jestem ciekawa jaką? — spytała z lekkim przekąsem dziewczyna, nadal nie spuszczając z niego swojego spojrzenia.
— Jedziemy się zabawić — odezwał się sugestywnie.
— Czekaj, chyba nie do końca rozumiem — odezwała się delikatnie, unosząc dłonie ku górze — W jakim znaczeniu mam to odbierać? — pytała niezwykle zaintrygowana.
Zamiast od razu pośpieszył jej z odpowiedzią, to podszedł do jednej z jej szafek, gdzie trzymała kilka swoich skórzanych rzeczy. Odnalazł w szeregu wieszaków z ubraniami jej ulubioną kurtkę z ćwiekami i unosząc ją lekko, odwrócił się bezpośrednio w jej kierunku:
— Chętna? — odezwał się, intrygując ją jeszcze bardziej.
Gdy tylko ujrzała w jego dłoni, obszyta w kilku miejscach lekkimi ćwiekami skórę, kącik jej ust poderwał się do góry i nie mówiąc na razie nic,
Zaledwie przed kilkoma miesiącami bawili się doskonale, czerpali z życia pełnymi garściami, a teraz jak ich życie wygląda?
Monotonie wręcz nijako gdyby tak naprawdę rzecz.
— Ale przekonałaś się na przestrzeni ostatnich miesięcy czy roku, jaki jestem naprawdę — kontynuował — Wiem, że może ci się teraz wydawać, że czuje wobec ciebie tylko odrazę i robię to z przymusu, opatrując twoje rany, ale absolutnie tak nie jest i nie chce, być tak na to patrzyła! — powiedział dobitnie — Julio, nie jestem ignorantem, widzę, że mierzysz się ze brakiem samoakceptacji to widać jak cię to dręczy. Nie potrafisz postrzegać siebie tak jak dawniej i nie jestem tym zaskoczony i wiem, że jednak odbudowanie tego co kiedyś było, wymaga czasu. Przede wszystkim to ty musisz zacząć czuć się lepiej — zapewnił.
— Ale przecież wyglądam jak potwór — mówiąc to, zobaczył, jak w kąciku jej oka pojawia się łza, która powoli potoczyła się po jej policzku i zaginęła w jednym z opatrunków.
— Ja widzę przed sobą piękną dziewczynę, która została mocno doświadczona przez życie — powiedział ze spokojem.
Ona jednak nie czuła się przekonana, że jego słowa są realną prawdą, czego mógł się spodziewać, ale absolutnie w obecnej sytuacji nie kłamał. Nadal postrzegał ją jako atrakcyjną kobietę, która miała wiele do zaoferowania, jednak los był wobec niej mocno niesprawiedliwy i wymierzył w jej kierunku dość mocne uderzenia.
Upadła i owszem.
Ale był tutaj po to, by pomóc jej się podnieś i wstać i być jej oparciem w tych chwilach pełnych zwątpień oraz niepewności.
— Proszę, nie kłam...
— Julio! — zatrzymał ją nagle — Nie będę cię oszukiwał i mówił coś, co uważasz, że mogę myśleć. Nie chce mówić, że jesteś obrzydliwa i wyglądasz koszmarnie, bo tak po prostu nie uważam. Nadal widzę w tobie śliczną dziewczynę, w której się zakochałem a twoje rany oraz opatrzenia nie sprawią, że zmienię zdanie. Nie będę kupował pod tobą dołków jeśli tak sądzisz. Byłbym skończonym kretynem gdybym nagle zmienił zdanie, zaczął wyzywać cię od szkaradztw czy żądał rozwodu. Kim wtedy byłbym i jak bardzo zaprzeczyłbym swoim własnym wartością i tego co mnie uczył ojciec? — dodał z pewnością.
— Aż tak jesteś tego pewien, wiedząc, że okłamywałam cię i ukrywałam przed tobą taką przeszłość? — dziwiła się.
— I miałaś do tego prawo — stwierdził wprost — Oboje uznaliśmy, że możemy zachowywać pewne rzeczy dla siebie i miałabym być o to zły, że nie chciałaś mi powiedzieć o przeszłości, która jest dla ciebie bardzo ciężka? Julio rozumiem doskonale twoje obawy — powiedział delikatnie, kładąc jej dłoń na kolanie — Nie jestem jednak bezbłędnym pozbawionym uczuć dupkiem, który schmurzyłby. Nadal cię bardzo mocno kocham i nie chce zostawić w takiej sytuacji samej. Mogę teraz się, jedynie domyślać co tkwi w twojej głowie, jaki bałagan jak bardzo czujesz się obca we własnym ciele, ale nie pójdziesz dalej, nie mając przy sobie osoby, która wspomoże cię w tych chwilach, z resztą nie bez powodu obiecywałem przed ołtarzem trwać w zdrowiu i chorobie — przypomniał jej — Nie składałem tej obietnicy na próżno by zostawić kobietę, którą darzę szczerym uczuciem gdy ona sądzi, że stchórzę, bo wystraszę się jej wyglądu — podsumował swój wcześniejszy monolog.
Zapanowała wśród nich chwila ciszy, podczas której widział, jak mierzy się ona sama ze swoją. Prowadzi swoją wewnętrzną walkę, jednak po krótkiej chwili widział, chociaż przez moment jak jej kącik ust drga nieznacznie do góry w lekkim uśmiechu.
— Dziękuje — powiedziała niemal szeptem.
To ją dręczyło coraz bardziej, bo nie chciała być dla niego ciężarem i tak obiecywali sobie, że będą ze sobą w zdrowiu i chorobie, jednak coraz bardziej była świadoma, że nie chciała, by on się przy niej dręczył.
Czy w tej chwili myślała o rozwodzie?
Nie chciała początkowo nawet o tym myśleć, ale obecnie coraz bardziej była skłonna, by uwolnić go od takiego zobowiązania.
Dać mu żyć z dala od niej.
Czuła jak pojedyncza łza spadała po jej policzku, pomimo że wciąż go kochała, wiedziała, że to będzie dla nich obojga najlepsze rozwiązanie.
No comments:
Post a Comment