Sunday, April 20, 2025

V 19 — STRACIŁEM JĄ

    — Ale smęcisz.
    — Co tu robisz?
    Popatrzył wprost na stojącą nieopodal kobietę, która przed momentem weszła do środka, gdy on będąc, zbyt skupiony na wygrywaniu jakieś przygnębiającej piosenki nie zwrócił uwagi, jak drzwi do studia nagraniowego się otwierają.
    Pochłonęła go muzyka i jego myśli, które wciąż uciekały do pewnej młodej artystki, o której tak nie potrafił zapomnieć. Nawet nie starał się jej wyprzeć ze swojej pamięci, bo nie umiałaby zatracić, wspomnieć o kimś tak dla siebie wyjątkowym jednak teraz mógł tylko sobie przypominać, jakim był głupcem i kretynem.
    Czuł niechęć wobec samego siebie i wciąż zastanawiał się czemu, nie przejrzał wcześniej na oczy, czemu w tak wręcz dzienny sposób, dał się zwieść i tak kobiecie, której nie traktował poważnie. Od początku nie miał do niej ufności, jej pojawienie się było nagłe i zaskakujące. Był wręcz zdumiony tym, że praktycznie przyjaciel pewnego dnia przyszedł i oznajmił im że jest po ślubie. To było tak bardzo dla nich wszystkich zaskakujące, że nie rozumieli jego wyboru.
    Stało się to praktycznie z dnia na dzień i było to o tyle dziwne, że praktycznie przeżywał tak nie dawno rozstanie z byłą partnerkom, a potem nagle oświadcza się i poślubia kobietę, przez którą przez ponad dwa lata nie mógł dojść do siebie. Wtedy było to mocno zastanawiające, bo nie rozumieli jego zachowania i nadal nie wiedzą, co go tknęło do tego, by ją poślubić.
    Sam wiedział, jak na trasie się zachowywała, jaką była bezczelną osobą i jak bardzo wykorzystywała Julie do zajmowania się jej dzieckiem. To, czemu był tak bardzo zaślepionym głupcem i uwierzył w jakieś kłamliwą historyjkę, wręcz teatralny płacz, jakim się posłużyła, by ich wszystkich zmanipulować.
    Nie był on jedyny winnym w tej sytuacji i tak jak on i reszta chłopaków nawaliła tak samo. Najbardziej mogło zaskoczyć, że Brad, który od samego początku był wręcz na ostrzu noża z żoną ich przyjaciela, dał jej wiarę, a nie jego siostrze. Delong nie wykazywał się aprobatą czy sympatią wobec Taylor, a jednak jej manipulacje skutecznie ich zwiodły.
    Teraz mogli mocno tego żałować, że tak postąpili, jednak on nie potrafił poradzić sobie z wyrzutami, ale nie wobec Julii, ale samego siebie, że złamał tyle danych jej obietnic jednym stwierdzeniem. Czuł frustracje na samą myśl o tym co zrobił, jednak nie mógł za wiele już zrobić.
    — Nie mogłam cię znaleźć w domu — stwierdziła, wchodząc głębiej — Byłam w szpitalu i rozmawiałam z Anthony, ale stwierdził, że nie jesteś tam mile widziany — dodała.
    Spoglądał na to jak przysiadła na pobliskim fotelu, gdy on westchnął cicho, opierając lekko na korpusie gitary, na której prawdę mówiąc, bardziej rzępolił niż grał. Gdyby ktokolwiek go teraz usłyszał, uznałaby, że w ogóle nie ma słuchu muzycznego, wręcz nie uznaliby go, że jest jednym z piosenkarzy bardzo popularnej kapeli, jednak prawda była taka, że stracił zapał do grania, a teraz próbował po prostu oderwać się od swoich myśli, jednak nie skutecznie mu to wychodziło, bo wciąż uciekał do swojej siostry.
    Może to dziwić, że tak mocno to przeżywał, jednak prawda była taka, że w ostatnich tygodniach czy miesiącach nie obchodziło go nic prócz tego, jak bardzo spieprzył sytuacje i usilnie to wszystko chcąc naprawić jednak świadomość, że Julia była na niego niezwykle cięta co nie było wręcz zaskoczeniem, sprawiło, że były to znikome szansę.
    — Chciałabym — stwierdził już do byłej partnerki.
    Nie potrafił spojrzeć jej w oczy.
    Ona od samego początku miała racje. Gdy próbował bezskutecznie ją przekonać do swoich racji, ona pozostała wierna swojemu zdaniu i przekonaniu o niewinności przyjaciółki, ich sprzeczka wręcz tamten konflikt doprowadził do zniszczenia tego, co kiedyś ich łączyło. Stracił ukochaną, jednak obwiać mógł tylko siebie, zamiast jej posłuchać i iść za jej zdrowym rozsądkiem to ubzdurał sobie złudne przekonanie, o winie Julii i właśnie tak się to skończyło.
    Utracił najpierw siostrę, a potem partnerkę.
    — Wiesz, co mi się ciśnie na usta? — odezwała się nagle.
    W końcu zebrał się na odwagę i popatrzył na nią. I mogło się wydawać, że ujrzy tam satysfakcje, przekonanie o swojej racji, jednak nic takiego nie ujrzał prócz po prostu jej ciepłego spojrzenia, które wyrażało praktycznie żadnych konkretnych emocji. Nie dostrzegł cienia uśmiechu nawet w kąciku jej ust. Siedziała praktycznie przed nim, zachowując spokój i opanowanie, jakiego mu w tej chwili brakowało.
    — Wiem — westchnął cicho.
    — Oszczędzę ci tego — oznajmiła nagle.
    Spojrzał na nią zaskoczony, bo to co najmniej się po niej spodziewał. Sądząc, że będzie dokładać mu i wypominać jego własne błędy, nie zdążył nawet wiele pomyśleć gdy ona znowu się odezwała, mówiąc:
    — W tej sytuacji, jest to po prostu głupie — powiedziała ze szczerością — Nie chce również być wobec ciebie złośliwa i wredna, bo nie na tym mi zależy Chester — zwróciła się do niego.
    Zapadła między nimi chwila dość niezręcznej chwili, jednak prędko została ona przerwana gdy ponownie powiedziała:
    — Nie będę cię dobijać, bo po pierwsze, nie chce tego robić na wzgląd, że nadal coś do ciebie czuje, a po drugie — odezwała się, wzdychając głęboko — Widzę po tobie, że wreszcie pojąłeś, jakim byłeś głupcem. Czy warte było tak ślepe zwierzenie komuś, kto teraz siedzi w areszcie i czeka go proces?
    — Nie — powiedział dość cichym głosem — Głupotą, jaką zrobiłem, to, że zamiast wywalić tę przeklętą sukę i przestać kazać jej udawać, to zawierzyłem jej, a nie własnej siostrze. I w jakim świetle mnie to obecnie stawia? — to bardziej powiedział do siebie niż do niej.
    Alice w skupieniu słuchała go przez cały czas, nawet nie śmiejąc mu przerwać. Owszem mogła się na niego złościć i wściekać, jednak wtedy było to bardzo nie dojrzałe zachowanie, a ona w końcu była już dorosłą kobietą i nie przystawało jej tak robić, a ona sama nie chciała go jeszcze bardziej ranić.
    Nie uważała go za złego człowieka, absolutnie, bo nigdy nie dał jej powód, by mogła tak myśleć. Odkąd go poznała, wiedziała, że trafiła na odpowiednią osobę, człowieka, z którym chciała spędzić życie, jednak słysząc bzdury, jakie wygadywał na temat własnej siostry, nie mogła to pozostawić bez żadne reakcji i nie chciała również być z osobą, która w tak negatywny sposób się o niej wypowiada.
    Można było wiele mówić na temat Julii, że była porywcza, czasami nietaktowana, miała bardzo cięty język, bywała czasami wredna, jednak po części takie cechy też dostrzegała w nim, jednak pomimo tych dość negatywności, która objawiła się tylko w nielicznych momentach, wystarczyło bliżej ich obojga poznać, by ujrzeć, że to osoby o wielkiej empatii, szczere, umiejący pomagać w ciężkich chwilach. Często gdy ona panikowała, to właśnie Chester zachował zdrowy rozsądek i tak było w przypadku jego siostry. Byli tak bardzo do siebie podobni, a gdy widziało się ich interakcje, dało się wyczuć tę głęboką wieś, jaka ich łączy, mimo że bywali wobec siebie uszczypliwi czy często się droczyli ze sobą, jednak to było najpiękniejsze w ich relacji.
    Nawet jako dorośli ludzie potrafili zgrywać z siebie czasami głupków, by rozbawić innych. Za to go pokochała, że nigdy nie udawał był sobą za każdym razem. A fakt, że mieszkała tuż obok jego siostry, pozwoliło ich poznać bliżej i nie żałowała tego, nawet teraz gdy ich drogi się rozeszły, lecz pomimo tego nadal jej zależało.
    Odeszła, mimo że kochała i nadal darzy go szczerym uczuciem.
    — Właściwie skąd ona się nagle wzięła i skąd wy ją znacie? — spytała wprost.
    To pytanie wciąż ją dręczyło, bo, prawdę mówiąc, może słyszała jakieś rozmowy, na temat tej kobiety to jednak nigdy nie poznała tak konkretnie ich historii, bo trafiła do ich grupy gdy jej już nie było, a Michael spotykał się z Julią.
    Widziała, jak Rivera na moment opuszcza wzrok, patrzyła, jak odstawia gitarę na bok, po czym zwrócił się do niej:
    — Nie będę cię okłamywał, gdy byliśmy młodsi na początku naszej kariery muzycznej. Mike był już żonaty prawdę mówiąc. Ożenił się z wieloletnią dziewczyną, którą poznał w liceum i była właśnie to ona. Oczywiście początkowo wydawało się, że jest normalna, jednak z czasem gdy zaczęliśmy jeździć w trasy i to często kilkumiesięczne ona zostawała w domu i cóż najwyraźniej jej się nudziło i zaczęła zapraszać innych do łóżka. Mike z czasem dowiedział się prawdy i wziął z nią rozwód. Nie mógł przeżyć tego, ze tak został oszukany przez ponad dwa lata, staraliśmy się wyciągnąć z dołka psychicznego. Starliśmy się, robiliśmy wszystko, by poczuł się lepiej, nawet próbowaliśmy namówić go na terapie, ale nie zgodził się — opowiedział w skrócie historie — Potem ja musiałem zająć się sprawami związanymi z moją rodziną najpierw pogrzebem matki, potem odnalezieniem siostry i nie wiem, może wyda ci się to jak z jakieś filmu, jednak gdy oboje się poznali Mike i Julia początkowo tak byli tylko znajomymi potem przyjaciółmi, ale jej towarzystwo sprawiło, że w końcu wrócił ten dawny Sanders. Wystarczyła, tylko że była obok. Resztę raczej jest zbędnym elementem naszej opowieści, bo byłaś obecna gdy ta kobieta się pojawiła.
    — Owszem — przyznała szczerze — Jednak nie rozumiem czemu, dałeś się, tak zwieś jej — zastanawiała się na głos.
    Nie odpowiedział jednak na to, bo sam próbował poznać odpowiedź na to pytanie, ale zwyczajnie nie potrafił. Nie wiedział, czy to jego podejrzenia z trasy odnoszenie dawnych narzeczonych tak go zwiodło i ich dość dziwne zachowanie. Sam nie wiedział, nie potrafił tego po prostu wyjaśnić.
    — Zamroczyło mnie — odparł cicho — Nie mam pojęcia, co mi siedziało w głowie — dopowiedział — Nie będę próbował siebie usprawiedliwić, bo wiem, że strasznie namieszałem i nie powinno mnie dziwić, że Julia nie chce mnie widzieć — wyznał w końcu.
    — Naprawdę? — spytała zaskoczona.
    Przytaknął, jej słowa nadal boleśnie odbijały się w jego głowie. Nawet gdyby nie próbował, one bolały i raniły jednak to mniejsze cierpienie od tego, jaki ona musiała czuć, gdy siedziała tam w tych cholernych kajdanach tuż po jego wyjściu, czując, jak straciła pokładaną w niej wiarę, gdy utraciła kogoś, komu tak ufała i traktowała za jedyna sobie bliską rodzinę.
    Nie mógł sobie darować, że tak po prostu uznał i powiedział wprost, że bardziej był skłonny uwierzyć skurwysynowi, który się jej pozbyć niż jej. No co on narobił. Obiecał sobie, że nie będzie jej krzywdził, a to zrobił.
    — Rozmawiałeś z nią, chociaż, wiesz co się z nią dzieje? — spytała wprost.
    Wiedział do momentu gdy nie zobaczył się z nią po raz ostatni od tego czasu, minęło kilka dni, podczas których nawet nie starał się zbliżać do szpitala, o ile nie chodziło o widzenie się z Michaelem. Nie chciał się narzucać, zdawał sobie sprawę że gdy znowu tam pójdzie może wrócić, ale z podbitym okiem. Widział po Anthonym, że chce to zrobić, obić mu gębę i czy zasłużenie zapewnię tak, jednak tylko dzięki niej nadal nie miał podbitego oka.
    — Ona wygląda strasznie — wyznał szczerze.
    Nie wcale nie czuł do niej obrzydzenia gdy ja zobaczył i gdy teraz obrazy tej cierpiącej dziewczyny w bandażach przewijały mu się przez głowę, nie odczuwał odrazy a wręcz wściekłość na tego skurwysyna, który doprowadził ją do tego stanu. Nie miał pojęcia, jak rozległe były jej obrażenia, jednak mógł tylko zobaczyć jej twarz i ramiona, która znaczna część pokrywały opatrunki. Owszem wiedział, że została oblana jakimś żrącą substancją, ale cóż nie mógł wiedzieć dużo, bo odcięto go od wszelkich informacji. Nawet nie pomogło, że był dla niej bliską rodziną. Jej mąż i przyjaciel zdecydowali inaczej.
    — Nie powiem ci dużo o jej stanie, ale ona naprawdę nie wyglądała dobrze, widziałem, ją tylko przez krótki moment jednak od razu rzuciło się w oczy, że praktycznie większa część twarzy i ramion jest oparzona. Nie wiem, w jakim one są stopniu czy coś więcej wiem o jej zdrowiu prócz tego co mogłem sam zaobserwować? — zapytał, po czym rozłożył bezradnie ręce.
    — Może nie zgodziłam się z tym jak postąpiłeś wobec niej, ale wydaje mi się, że powinneś wiedzieć, jesteś jej najbliższą rodziną.
    — Owszem, ale jej mąż i przyjaciel zdecydowali inaczej — stwierdził z lekkim przekąsem — Zupełnie odcięli mnie od informacji. Uznali, że nie zasługuje na to, by rozmawiać z lekarzem. Czy powinno mnie to dziwić po tym co ona powiedziała? — dopowiedział, potem — Raczej nie — dokończył.
    Dopiero jak mówił to teraz na głos, zaczął bardziej rozumieć, jak to naprawdę wygląda. W jak nie korzystnej sytuacji go to stawiało. Czuł coraz większa nienawiść wobec siebie.
    Czemu do cholery nie posłuchał czy to Julii, czy Alice, czemu zachowywał się jak totalny kretyn?
    Przez moment zapanowała chwila ciszy, czy uważała, że do tego stopnia będzie tak zaostrzony ten konflikt, że obiorą mu możliwości dowiadywanie się o stanie zdrowia własnej siostry. Oczywiście, że nie. Mimo że widziała, doskonale jak podczas tych tygodni gdzie policja starała się odnaleźć dwojga zaginionych konflikt na linii on oraz Anthony zaostrza się z każdym dniem, bo doskonale dało się dostrzec niechęć wieloletniego przyjaciela Julii właśnie do jej byłego partnera to nie uważała ze nie będzie to aż do takiego stopnia.
    — Ona sama nie chce mnie widzieć.
    Nagle jego głos wyrwał ją ze swoich przemyśleć. Popatrzyła na niego z nieukrywanym współczuciem, jednak on po krótkiej chwili ciszy, kontynuował:
    — Powiedziała, że mam się wynosić z jej życia i cholera znowu straciłem siostrę tym razem nie przez ojca, ale samego siebie.
    To była naprawdę ciężka i poważna sytuacja i mogło wydawać się, że była ona bez wyjścia, jednak nie chciała wierzyć, że po tym gdy emocje opadną oni, nie usiądą razem i nie porozmawiają na ten temat. Obecnie wszystkie uczucia, przeżycia skumulowało się w jednej chwili i mimo że studentka miała prawo czuć niechęć i zdystansowanie się wobec niego, to uważała, że nie warto tego spisywać na ostateczne starty.
    — Gdybym mógł, chociaż cofnąć czas to nie uwierzyłbym jakieś manipulatorce z piekła rodem — rzuciło ostro.
    — Widzę, że nie tylko nas to dręczy.
    Nagle dało się słyszeć w studiu dość znajomy głos. Dawna para momentalnie spojrzała w kierunku wejścia, gdzie zobaczyli resztę kapeli, a ich boku znalazły się ich partnerki. Oni jednak wciąż przy nich trwały. Starszy Rivera spojrzał na gitarzystę, który z cichym westchnieniem wszedł do środka i usiadł tuż obok niego.
    — Nie mogę przeżyć, że jak dziecko uwierzyłem tej szmacie — stwierdził z niesmakiem.
    — Co wy tu robicie, przecież nie umawialiśmy się na pracę?
    — Owszem — przyznał Joe — Jednak chyba każdy z nas potrzebował się spotkać w końcu.
    Wkrótce cała grupa przyjaciół rozsiadła się na wolnych miejscach jedynie Susan i Robert przystanęli i popatrzyli na resztę. Wydawać się mogło, że spotykali się jak dawniej, jednak brakowało tutaj Michaela i Julii tych, którzy teraz leżeli w szpitalu po dość ciężkich chwilach i dochodzili do siebie.
    — Przynajmniej wiesz co z nimi? — zapytał Dave.    
    — Brutalna prawda czy zwodzenie? — zapytał Rivera, spoglądając na przyjaciela.
    — Chyba dosyć kłamstw tej grupie — stwierdził.
    To prawda, nawet nie dostrzegli, ile łgarstw się namnożyłoi to przez jedną osobę. Kiedyś byli zgraną grupą przyjaciół teraz, cóż ich przyjaciel się oddalił przez intrygi jego własnej żony, a ich przyjaciółka odsunęła się od nich początkowo na wzgląd na dawnego partnera, a potem skupiła się na własnym życiu i pojawiła się coraz rzadziej, a oni nie mieli pojęcia, że była już w nowym związku i to jemu poświęcała swoją uwagę.
    — Mike czuje się coraz lepiej — wyznał szczerze — On owszem był w kiepskim stanie, jednak nie aż tak złym jak Julia. Rozmawiałem z nim i czuje się lepiej, wyniki się poprawiają, ale z Julią… — urwał na moment.
    Ilekroć znowu wracał wspomnieniami do tamtego momentu to wciąż jak bumegrang wracały do niego jej bolesne słowa.
    — Nie każ mi tego mówić! — błagał.
    Ona jednak pozostała nieustępliwa. Patrzyła na niego takim spojrzeniem, jakby pragnęła go tutaj na miejscu pozbawić życia. Widząc, że jednak nie zdoła ją ułagodzić, zwiesił delikatnie głowa i powiedział:
    — Wyrzekam się ciebie — te słowa wręcz nie chciały mu przejść przez gardło.
    — Czy ja muszę to tłumaczyć? — zapytała nagle — Nie chce cię tutaj widzieć Rivera! Nie chciałam tego nigdy mówić, ale sam powiedziałeś ojciec miał racje w stosunku do ciebie wracaj do swojego dawnego życia i po prostu zamknij ten rozdział nazywany mną — powiedziała.
    — Ale Julio…
    — Nie będę ci zakazywać widzenia z Michaela, a tutaj masz się nie pokazywać, bo jeśli znowu cię tutaj zobaczy albo Anthony czy Ricardo już nie będę ich hamować i spiorą ci twarz. A Tony wręcz jest chętny, by to zrobić — skinęła w stronę przyjaciela — Przykro mi, odzyskałeś mnie, ale również straciłeś. W taki sposób odpłaciłeś mi za to, że MIke nadal wtedy żył i uwierzyłeś rzeczywistemu sprawy. Co za hipokryzja — mruknęła pod koniec — Uważam naszą rozmowę za zakończona.
    — Co z nią? — głos Anais wyrwał go ze swoich przemyśleń.
    — Odzyskała przytomność — wyjaśnił w końcu — Jednak jej stan nie można nazwać idealnym wręcz dość złym — wyznał szczerze — Sam za wiele nie wiem, więc wam nie wyjaśnię, co się dzieje, mogę wam powiedzieć, tyle ile widziałem, a ujrzałem dziewczynę, która przeszła przez piekło i żaden z nas by nie potrafił sobie wyobrazić jaką bestią można być, by doprowadzić ją do takiego stanu.
    — Czy to prawda, że została poparzona? — zapytał Nicola.
    Przytaknął na jej pytanie i wkrótce dopowiedział:
    — Ja widziałem jej ramiona i twarz, nie widziałem ile jeszcze ma oparzeń, jednak co mogę powiedzieć, że widziałem lepce i bandaże na znacznej części. Nie mam pojęcia, w jakim stopniu ten kwas ją zniszczył, więc wam nie wyjaśnię. Więcej wie jej partner i przyjaciel. Ja obecnie nie wiem wiele — powiedział z wyrzutem.
    — To szaleństwo to, co się dzieje — odezwała się partnerka Joe — Nie dawno wracaliśmy, z trasy a po paru tygodniach dowiadujemy się, że Mike i Julia zostali porwanie.
    — Nikt się tego nie spodziewał zapewne nawet nie oni.
    — Julia jedyne czego spodziewała się to ataku ze strony tego zwyrodnialca — wyjaśnił Rivera — Ale chyba nie sądziła, że będzie on tak nagły.
    Nie pozostało im jednak nic więcej prócz domysłów i się zastanawiania.

No comments:

Post a Comment