Saturday, March 29, 2025

V 13 — WALKA O KOLEJNY ODDECH

    Odstawił z dość głośnym hukiem szklankę na lekko przeszkolony kuchenny blat i pomimo tak mocnego uderzenia, szkło powinno się rozbić, to jednak grube dno sprawiło, że nie dało się dostrzec żadnej rysy. Sączące się nad nim światło z maleńkich diod odbijało się w tafli blatu, a on mógł zobaczyć niemal swoją zmęczoną twarz.
    Czuł się coraz bardziej sfrustrowany i rozdrażniony. Mógłby narzekać teraz na siebie, jak żałośnie się czuł, od praktycznie trzech tygodni gdy musiał tkwić w ciągłej nie wiedzy. Nie świadomości o to co dzieje się z jego ukochaną żoną, jak praktycznie nie mógł przesypiać nawet kilku godzin, bo gdy tylko zamykał oczy. Przed sobą dostrzegał jej piękną twarz pełną szczerego uśmiechu, co niemal od razu sprawiało, że zrywał się, z łóżka nie mogąc pohamować się przed tym, by nie popaść w zupełny obłęd.
    Można było zarzucić mu, czy im obojgu, że podjęli niewłaściwą decyzję, wychodząc tak prędko za mąż, że są zbyt młodzi, może nie poznali się za długo. Można było mu zarzucić, że zapewne uciekłby przy najbliższej okazji, jednak tak się nie stało. Nie opuścił granic miasta od momentu gdy zgłosili sprawę o zaginięcie na policje.
    Ani przez jedną chwilę nie pojawiła się mu myśl w głowie, by po prostu uciec. Kim właściwie wtedy był gdyby to zrobił? Tchórzem, który ucieka przed zaginioną żoną, gdy tak naprawdę zrozumiał jej sytuacje, a bardziej usłyszał jej historie z młodzieńczych lat, wykazał się wyrozumiałością, dlaczego to przed nim zataiła.
    Można było mu zarzucić, że powinien być wściekły, zły, że go oszukiwała, jednak będąc mądrym i inteligentnym facetem wykazujący się ogromną wyrozumiałością, pojął, że Julia miała prawo się bać. Obawiać się przed powiedzeniem mu prawdy wiedząc z jak niebezpiecznym przestępcą ma do czynienia.
    To wcale go nie zniechęciło, jeszcze bardziej wzmogło w nim pragnienie, by odnaleźć ukochaną i jej pomóc sobie z tym poradzić.
    Właśnie jednak w tym tkwił zasadniczy problem.
    Nikt nie miał pojęcia gdzie była!
    Policja ani na moment nie spoczywała w poszukiwaniach, nie zrezygnowali z tej sprawy, widząc jak bardzo ona poważnie wygląda gdy przedstawiono im prawdopodobnie osobę, która odpowiada za zniknięcie Julii i zrozumiano, że to przestępca, którego należy ścigać. Niby tak prozaiczne jednak to dopiero uświadomię, wszystkim powagi sytuacji przez Anthony’ego sprawiało, że jednak tym razem jak wspomniał nie pobłażali temu jak kiedyś gdy zgłosiła jego sprawę na policje, ale nie potraktowana jej poważnie.
    Jednak teraz została ona wręcz porwana w środku dnia i to spod budynku fasady sądu co było wręcz lekkomyślne i bardzo głupie zważając na fakt, że były tam kamery, które uchwyciły ten ważny dla śledztwa kadr.
    Starał się jak mógł nie wykazywać paniki. Nie dopuszczać do siebie bardzo skrajnych myśli, tych, które tak bardzo go przerażały. Starał się, jak mógł, by nie uderzały go paniczne przekonanie, jednak trzymał się kurczowo tego, że jednak odnajdą ją całą i zdrową, chociaż drżał gdy i wręcz łudził się, że jego pragnienie stanie się rzeczywiste, wiedząc, jak bardzo niebezpiecznym wręcz psychopatą był ten człowiek.
    Można było zapytać to czemu się z nim spotykała?
    Pytanie jednak było stosunkowo głupie. Jak sam Tony stwierdził, nie przewidziała przyszłości, nie wiedziała, że gdy zacznie się widywać z nim, zacznie się spotykać z istnym potworem, który ujawni się na przestrzeni następnych miesięcy. Ludzie skutecznie kryją swoje prawdziwe oblicze, nakładając przeróżne maski i takim typem był jej pierwszy chłopak. Zapłaciła najwyższą cenę za spotykanie się z kompletnie niezrównoważonym psychicznie nastolatkiem, który jak się potem okazało, sprzedawał jej narkotyki i tym samym na parę miesięcy ja uzależnił od nich.
    Co za zwyrodnialec!
    Pluł tak bardzo na takich ludzie, dla niego wręcz nie mogli się tak zachowywać. Gdy krzywdzi się drugą osobę i w tak okrutny sposób nie masz prawa nazywać się człowiekiem. Doświadczyła przemocy w związku w tak młodym wieku, to musiało mieć wpływ na jej psychikę:
    — I miało — odparł z westchnieniem Anthony.
    Zapytany o to czy związek Clarka i Julii nie wpłynął w jakiś negatywny sposób na nią, właśnie dostał tego potwierdzenie. Spoglądał na jego dość poważną twarz, która okrzesana była trwogą i niepokojem. On z nich wszystkich, którzy byli w tę sprawę zaangażowani, wiedział dużo więcej na ten temat. Był świadkiem i obserwował z boku, jak jego przyjaciółka niknie na oczach przez pewnego złamasa.
    Można było mu zarzucić, że mógłby coś zrobić. Jednak co mógł tak naprawdę zrobić szesnastolatek, który zdeklarował się milczeć pod naciskiem swojej przyjaciółki. Obiecał i słowa dotrzymywał, a kto by chciał uwierzyć dzieciakom z domu dziecka, że dzieje się coś tak poważnego. Jak sam mówił, ten sierociniec nigdy nie traktował poważnie swoich wychowanków, mieli ich gdzieś tym bardziej związkami, by się nie interesowali.
    — I nic z tym nie zrobiła? — dziwił się.
    — Właśnie w tym tkwił problem, że jak sam wiesz, w Ameryce takie usługi drogo kosztują. Nie stać jej było na to, by skorzystać z pomocy terapeuty — wyznał szczerze — Potem pojawił się w jej życiu jej biologiczny brat i jak ostatnio na niego wciąż narzekam to tutaj, jednak muszę przyznać, że postępował właściwie. Julia wspomniała ze przez pierwsze miesiące chciał, by chodziła do psychologa, ale ona odmawiała, bo uważała, że da sobie radę, lecz potem pojawił się ten skurwysyn, zaczął ją nękać. Wszystko doprowadziło do tego, że wróciła do mnie, do Phoenix i namówiłem ją do powrotu i dopiero wtedy skorzystała z oferty Chestera. Zapłacił za część jej terapii, póki sama się nie usamodzielniła. Przez lata chodziła i korzystała z usług psychologa i to naprawdę jej pomogło. Poznałeś tę dziewczynę, która przepracowała większość swoich problemów, inaczej było na samym początku, bo była bardzo skrytą w sobie osobę, jednak tak skorzystała z tych usług…
    Gdy teraz o tym myślał, ona przeżyła znacznie więcej w swoim młodym życiu niż on. I to mogło dać wiele do myślenia. Z cichym westchnieniem oparł się łokciami o blat, czując się coraz bardziej wycieńczonym tym wszystkim, jednak nie zamierzał tracić ani na moment nadziei, ani wiary, że policja w końcu ją odnajdzie. Spoglądnął na prawie pustą szklankę, w której można było dostrzec ostatnie łyki wody. Nie miał nawet chęci napić się czegoś mocnego, bo nic praktycznie nie mogło przejść mu przez gardło.
    Rozbudził ekran swojego telefonu, który wskazywał parę minut po trzeciej w noc, czy to był jego odruch, jakby czekał aż w końcu któryś, z funkcjonariuszy oddzwoni, jednak ekran nie ukazywał nic prócz jego wspólnego zdjęcia z Julią. Podniósł głowę i spojrzał na otwarty salon, gdzie na tle można było ujrzeć przeszkolone ściany, za którymi rozdzierał się widok na nocny widok miasta, a w jednym z foteli przysypiał przyjaciel jego żony.
    Zatrzymał się u niego, bo oboje i tak czekali wciąż na tę samą wieść, a ciągle płacenie za pokój było bezcelowe i drogie. W całym domu panowała wręcz głucha cisza, której praktycznie nic nie było w stanie przerwać i tak miało zapewne trwać przez kolejnego godziny gdyby nie fakt, że nagle telefon Anthony’ego zaczął dzwonić.
    To niemal natychmiast rozbudziło młodego mężczyznę i tak z dość płytkiego snu. Poderwał się natychmiast, sięgając po dzwoniące urządzenie. Czuł jak serce coraz mocniej mu bije gdy tylko na ekranie ujrzał numer jednego ze śledczych, mimo że nie chciał do jego głowy, zaczęły napływać dość niepokojące myśli. Odrzucił je prędko na bok i odebrał bez chwili zastanowienia, przykładając telefon do ucha:
    — Słucham? — odezwał się na jednym wydechu.
    — Pan Anthony Brown? — zapytał znajomy mu aspirant.
    — Tak.
    Próbował ukryć fakt, że wzbiera w nim coraz większa panika, jednak było to wręcz nie zniknione. Objawił się tak bardzo o życie Julii, mając świadomość, z jakim człowiekiem ma do czynienia dlatego strach o to czy w ogóle przeżyje, był czymś, co próbował tak bardzo pozbyć się z głowy, jednak to wciąż do niego powracało. Teraz słysząc, dość poważny głos funkcjonariusza policji wiedział, że sytuacja może nabrać jeszcze większej powagi.
    Ujrzał momentalnie, jak Ricardo zaczął się do niego zbliżać, a na jego twarzy tylko ujrzał zaskoczenie i pytanie. Uniósł dłoń, wyczekując dalszych słów, jednego ze śledczych.
    — Odnaleźliśmy panią Armando i pana Shinoda — oznajmił aspirant.
    — Co z nią? — zapytał prędko.
    Nie obchodziło go zupełnie, co się wydarzy z Michaelem, od dłuższego czasu nie pałał do niego ani gramem sympatii. I miał ku temu prawo. Uważał go za zdradzieckiego dupka od chwili gdy zrobił takie świństwo Julii.
    — Pani Julia, jest w krytycznym stanie — oznajmił mężczyzna w mundurze — Nie będę pana okłamywał, jest życie, jest zagrożone. W tej chwili jest zawożona do szpitala USC University — dokończył swoją wcześniejszą myśl.
    Te kilka słów jemu zupełnie wystarczyło, podniósł się gwałtownie z kanapy, na której do tej pory siedział i wręcz dając znać ręką Ricardo, kazał mu się zbierać, a on chciał już dokończyć rozmowę i jechać jak najprędzej do klinki, by dowiedzieć się więcej o stanie zdrowa jego przyszywanej siostry.
    — Kto za tym stoi? — spytał ostro.
    — Tak jak pan przewidywał. Za porwaniem pani Julii i pana Michaela stoi pan Kent oraz pani Shinoda, którzy trafili za kratki — wyjaśnił.
    Wieś o tym, że jednak jego przewidywania się sprawiły były na jakiś sposób, satysfakcjonujące jednak nie wiedział, czy to odpowiednie słowa, którymi mógł się wyrazić w tej sytuacji.
    — Zostają zatrzymani a pani Armando i pan Shinoda trafią do szpitala.
    — Bardzo dziękuje — powiedział.
    Prędko się rozłączył i zwrócił się do Ricardo:
    — Odnaleźli ją! — oznajmił jedynie — Nie jest ciekawie — dokończył jedynie.
    On jednak sam nie wiele wiedział mimo jego pytającego spojrzenia, nie mógł mu sam za wiele zdradzić, bo sam wiedział, jedynie tylko ile mu przekazano.
    — Jedziemy do szpitala! — zarządził.
    Nie wdawali się w dalszą dyskusję, która w tym momencie wydawała się jak najbardziej bezcelowa, bo istotniejsze było, by jak najprędzej dostać się do klinki. W jego głowie panował wręcz istny chaos, huragan myśli, nad którymi nie był w stanie zapanować. Tak wiele pytań, obaw czy niepokoju pojawiło się w jego sercu. Wciąż po jego umyśle odbijały się słowa „jej stan jest krytyczny” to wcale nie napawało go wręcz radością, a bardziej pogłębiał jego strach.
    Wybiegli wręcz z mieszkania, to nie był spokojny trucht, a raczej szaleńczy spacer do windy. Nie chciał i nawet nie miał głowy ani tym bardziej chęci informować Chestera o odnalezieniu Julii, właściwie pojawia się tutaj jego wewnętrzne uprzedzenia, ale nie poczuwał się nawet do obowiązku, by to zrobić.
    Po tym co nawygadywał i jak zachował się w stosunku do niej, nie zasługiwał, by dowiedzieć się prawdy, mimo że miał świadomość, że ona zaginęła i niby się o nią martwił, jednak szczerze w to wątpił.
    Wkrótce oboje zjechali na parking. Anthony, który ówcześnie zabrał kluczyki do samochodu, podszedł do niego i wsiedli do środka. Nim jednak wyjechali, wpisał pośpieszenie nazwę placówki do nawigacji, bo jednak nie miał pojęcia, gdzie leży ten szpital. Wkrótce na małym ekranie pojawiła się trasa, która wiodła go przez prawie pół miasta do miejsca, gdzie zabrali Julie oraz Michaela.
    Wyjechał na osiedle, prowadzony przez nawigacje wkrótce wyjechał za bramy dość szczerzonego osiedla, gdzie Ricardo wykupił apartamentowiec na szycie jednego z bloków. Musiał jednak gdzieś mieszkać, bo zdali sobie sprawę, że nie zdołają odzyskać starego mieszkania Julii.
    Jechali wręcz w ciszy, jednak oboje nie byli w stanie rozmawiać, byli tak bardzo pochłonięci myślami o tym, w jakim stanie jest bliska ich sercu kobieta, że nie mieli chęci na prowadzenie dyskusji.
    Myśli młodego biznesmena wciąż uciekały do jego ukochanej. Nie zamierzał ukrywać, czuł lekką panikę. Obawiał się tego co może się stać, w jakim stanie zobaczy swoją żonę. Mimo że starał się nie popadać w szaleństwo, jednak nie potrafił nad tym zapanować. Bal się i trudno było temu zaprzeczyć.
    Jednak nie tylko on miał podobne przemyślenia. Tak naprawdę zmierzali, nie wiedząc wiele prócz tego, że jej stan jest po prostu kiepski jak nie żałosny, lecz to mogło tylko rozbudzić w nich pewność, że ich nawiane przekonanie, że wróci cała i zdrowa było błędne, a to, czego tak się bawili tę lęki, że zostanie odnaleziona w bardzo złym stanie, się ziściły.
    Skupiony na swojej drodze, starał się jak najprędzej dostrzec do szpitala, jednak w tym mieście nawet pod osłoną nocy zdarzały się korki, co wręcz było nie zniknione. Czuł się tym zirytowany, bo pragnął jak najprędzej się tam dostać, jednak sznur samochodów skutecznie ich hamował.
    W końcu po prawie pięćdziesięciu minutach dojechali na szpitalny parking, gdzie bez trudu odnalazł i to dość blisko miejsce parkingowe i wręcz zdążył tylko wyciągnąć kluczyki ze stacyjki i wręcz wybiegł z samochodu tuż za Ricardo, który gdy tylko postawił, auto wyszedł z niego i podbiegł w stronę wejścia.
    Oboje pragnęli tylko, jednego jak najprędzej dostać się do recepcji tylko to się liczyło. Wpadali na odziany szpital ratunkowy i ujrzeli kilka osób, które czekały na lekarzy, którzy ich przyjmą, jednak on pokierował swoje kroki w stronę recepcjonistki, która obsługiwała jakąś starszą parę. Jednak gdy tylko podszedł tuż za Ricardo, oni odeszli, a on zwrócił się do kobiety.
    — W czym mogę pomóc? — zapytała, widząc ich dwojga stojących tuż przed nim.
    — Czy przywieszono tutaj Julie Armando?
    — Armando? — powtórzyła i zajrzała do komputera.
    W tym samym czasie jednak dało się usłyszeć sygnał karetki pogotowia, która właśnie podjechała pod drzwi i wkrótce dało się słyszeć hałasy, które sprawiły, że młody Hiszpan odwrócił się w tamtą stronę i mogło to wręcz dziwić, czemu to robi, pewnie pojawił się kolejny pacjent i rzeczywiście tak było, gdy ratownicy wręcz wbiegli krzycząc coś, co zupełnie nie zrozumiał, jednak prędko wokół osoby, która leżała na noszach pojawili się lekarze i pielęgniarki.
    Jednak jedna rzecz przykuło jego uwagę, a raczej wizerunek, który był bardzo łudzący podobny. Ujrzał jak osoba na przenośnym łóżku, miała odsuniętą jedno ramię, resztę ciała skrywała materiał, który miał chronić przed zimnem jednak to, co było tak charakterystyczne to wizerunek wilka oraz motocyklisty, który kojarzył się mu tylko z jedną osobą. Momentalnie klepnął w ramię Anthony’ego, który odwrócił się w ostatniej chwili i zobaczył, jak ta osoba zostaje zabrana.
    Momentalnie odwrócił się w jego kierunku, dość zaskoczony a on wykrztusił tylko jedno:
    — To była ona!
    Widok wręcz zdumienia na twarzy Anthony’ego był nie do opisania, momentalnie zwrócił się do pielęgniarki, za płatem pytając, gdy do jego uszu wcześniej dotarło, że zabierają tę osobę, na odział intensywnej terapii:
    — Gdzie znajdę…
    — Mapa jest przy windach, ale od razu pana poinstruuje. Drugie piętro niech pan idzie w prawo cały czas i trafi, pod odpowiedni odział — oznajmiła, nie pytając wcześniej o szczegóły.
    Było to nieco lekkomyślne i nie odpowiedzialne, jednak pragnęła pomóc dwojgu zatroskanym mężczyznom. Widział jak ten, z którym do tej pory rozmawiała, skinął głową i prędko wraz ze swoim towarzyszem odszedł.
    Szybko pobiegli w stronę wind. Przywołali jedna z nich, jednak przyjechała, z odciąganiem co doprowadziło ich wręcz do irytacji, jednak w końcu zjechała na dół, otwierając przed nimi drzwi. Wciskającnumer odpowiedniego piętra po krótkiej chwili byli już tam. Szybko powędrowali tak, jak został poinstruowany i w oddali zobaczył napis nad drzwiami IntensywnaTerapia i właściwie dalej nie mogli już niestety pójść.
    Teraz mogli tylko czekać na moment, aż wyjdzie do nich jakikolwiek lekarz albo pielęgniarka by mogli o cokolwiek zapytać. Najgorsze w tej chwili jednak było oczekiwanie. Moment zupełnej niewiedzy, widok jednak który ujrzał Ricardo, wstrząsnął nim tak bardzo, że nie potrafił wymazać z pamięci obrazu jego żony, a raczej jej twarzy pokrytej bandażami co jeszcze bardziej go zaniepokoiło a fakt, że nie mógł zobaczyć, nic więcej tym bardziej, wywołało u niego tak wiele strachu i obaw.
    Nie musiał wiedzieć, by zrozumieć, że jej stan był po prostu kiepski i praktycznie wykazywał się spokojem, zewnętrznym jednak wewnątrz był zupełnie rozbity. Miał ochotę po prostu się popłakać, widząc ją aż w tak poważnym stanie, jednak zachowanie pozorów było trudne niemal ciężkie jednak póki niczego więcej się nie dowiedzą, musieli tu czekać.
    Kolejne minuty, które zmieniły się w pół godziny, a potem godzinę lekcyjną było wręcz jak dręczenie ich obojga. Chodzili niespokojnie po korytarzu, wyczekując jakiekolwiek wieści, ale nic się nie pojawiło. Nagle usłyszeli odgłos kroków, oboje wręcz zatrzymali się w jednej chwili i popatrzyli w stronę drzwi, jednak momentalnie zwrócili swój wzrok gdy zrozumieli, że te hałasy dobiegały z innej strony i dobiegł ich bardzo wściekły głos:
    — Czemu do mnie nie zadzwoniłeś!? — nagle dało się usłyszeć dość rozgniewany ton głosu.
    Anthony momentalnie się spiął gdy tylko go usłyszał i niemal zagryzał zębami. Miał cichą nadzieję, że się nie pojawi, jednak jak widać, się mylił i zapewne policja go poinformowała o wszystkim. Zobaczył go, jak wszedł zdenerwowany w ich kierunku i gdy tylko stanął zmierzyć go spojrzeniem swoich oczu.
    — Bo nie miałem chęci — odparł dość opryskliwe na jego komentarz — Nie powinno cię z resztą to dziwić Bennington! — podkreślił po raz kolejny swoją niechęć do niego.
    — Anthony czy możesz sobie darować…
    — Nie! Od momentu gdy uznałeś ze się jej wyrzekać, nie będę cię traktował jak wcześnie, a to, że nie zamierzałem ci, powiedzieć o tym to uważam, że słusznie zrobiłem, bo widzę, jak zacząłeś się rzucać.
    — Kurwa Anthony to już nie jest zabawa! — powiedział rozjuszony.
    Może w tej sytuacji, kłótnia było skrajną głupotą, jednak oboje nie panowali zupełnie nad swoimi emocjami, a sytuacja z ostatnich dni i tygodni się na tyle skumulowało, że nie potrafili pohamować swojego języka i wybuchnęli złością, wylewając część żalu wobec siebie.
    Stojący z boku Hiszpan przyglądał się im i mimo że zupełnie nie rozumiał nic z ich kłótni, pokręcił z niesmakiem głową, bo nie uważał, by awantury były najbardziej rozsądne w tej sytuacji i zanim doszło do kolejnej dość głośnej wymiany zdań między obojgiem skonfliktowanych mężczyzn, nagle usłyszeli skrzypienie drzwi.
    Odwrócili się we troje w tamtym kierunku i zobaczyli jak w ich stronę, podąża mężczyzna w średnim wieku. Szedł ku nim z bardzo poważną miną, stanął przed nimi i spoglądnął na nich i zapytał:
    — Czy któryś z panów jest z rodziny pani JuliI Armando? — zapytał z powagą.
    — On jest jej mężem — wyjaśnił Anthony wskazując na Ricardo — Ale ja jestem tłumaczem, bo nie zda zbyt dobrze angielskiego. Rivera nawet się nie wtrącać! — widząc, jak otwiera usta, wszedł mu w słowo.
    — Przymknij się Brown! To nie czas na spory — przypomniał mu — Jestem bratem Julii, może pan nam powiedzieć, co z nią jest?
    Anthony wręcz pohamować się w ostatniej chwili przed kąśliwą uwagą jednak momentalnie zwrócił się w kierunku lekarza, który wyglądał, jakby nie miał zbyt dobrych wieści, wkrótce zobaczyli, jak otwiera usta i słów, które powiedział, potem zupełnie się nie spodziewali.
    Ich serca zamarły w jednej chwili.
    — Pani Armando zmarła…

No comments:

Post a Comment