Saturday, February 22, 2025

V 05 — TKNĄŁ JĄ WIERZĄC ŻE JEST JEGO

    Nie mógł już na to patrzeć!
    Łzy spływały mu po policzkach i nawet nie starał się udawać, że jest twardy, to było ponad jego siły. Nie zamierzał udawać, grać faceta, którego nic nie ruszy, gdy na jego oczach rozgrywał się prawdziwy dramat, a wręcz koszmar, jednak to jedynie delikatne określenie tego, do czego wręcz był przymuszony patrzeć.
    Nie mógł uciec spojrzeniem od widoku, krzywdzącej na jego oczach dziewczyny. Jeśli dla niego ten widok był straszny do oglądania, nie potrafił sobie wyobrazić, co musiała czuć ona, gdy po raz kolejny musiała znosić szaleństwa tego skurwysyna i jego usilne pragnienie dominacji.
    Dla niego nic nie miało znaczenia prócz własnych pragnień a właściwie żądzy, wręcz chciwego pragnienia ukarania jej za wszystkie te lata wiecznych ucieczek, jak wciąż to próbował jej wmówić gdy po raz kolejny zmuszał ją, do seksu wręcz brutalnie gwałcił. Ona nie mogła odmówić, każde słowo, które by oznaczało, w jego odbiorze sprzeciwić kończyło się dla niej kolejnym pobiciem do nieprzytomności, niemal sprawiał, że padała wręcz niczym martwa i mimo że nie miała świadomości, co robił, wykorzystywał ją nawet wtedy, dlatego ten widok był przerażający, jednak to określenie nie mogła opisać brutalności jego zachowań, wręcz bestialskiego, a nie bardziej zwierzęcych odruchów, bo jego nie można było nazwać człowiekiem!
    Widok w jej przemęczonych oczach obezwładniającego bólu, za każdym razem łamał jego serce, gdy tylko spoglądał w ten już zagaszony błękit jej spojrzenia, który przytłumiony był szaleństwem tego zwyrodnialca.
    — Powtarzać się nie będę! — krzyczał na nią po raz kolejny — Mi się nie odmawia! — wręcz syczał ze wściekłości, by po raz kolejny wręcz uderzyć ją w twarz.
    Zaczerwienione wręcz brudne od zaschniętej krwi policzki oraz brudem od kolejnej szkarłatnej cieszy, która spływała z ran, które jej zadawał, ranił, wręcz nie jednokrotnie ciął nożem, było czymś starszym. Ubranie, które wcześniej miała na sobie, ono już praktycznie nie istniało. Podparte przez tego skurwysyna gdy za każdym razem wręcz dobierał się do niej, z dozą fascynacją sprawiły, że tkwiła tam praktycznie, naga nic ją nie okrywało.
    Poczucie zażenowania i skrępowania było wręcz czymś, co towarzyszyło jej ciągle, lecz było to tylko delikatne określenie jej zawstydzenia.
    — Chojrakuj dalej, a będzie jeszcze gorzej! — odgrażał się.
    I czy kłamał?
    Tutaj mógł stwierdzić wprost, że nie! Chociażby naprawdę pragnął, za każdym razem wykazywał się jeszcze gorszą agresywnością niż wcześniej. Po latach ucieczek, w końcu ją poskromił. Złapał i ukrył, by móc mieć ją do swoistej zabawy. Brzmiało to okropnie, jednak taka była prawda, czerpał wręcz dziką przyjemność z tego, gdy katował ją do nieprzytomności, truł jakimiś specyfikami, które wciskał jej wciąż czy z czego czerpał największa przyjemność to z zaspokajaniem samego siebie i jawnego wykorzystywania jej na tle seksualnym.
    On się nawet nie hamował, nie próbował, bo czemu miałaby to robić. Nic go już nie powstrzymywało, nawet jego obecność nie sprawiła, że zaprzestał swojej wręcz dzikiego wyżywania się na jego dawnej ukochanej, wręcz jeszcze bardziej wykorzystali to wraz z jego żoną i kazali patrzeć mu na to.
    Było to dla niego jak istna tortura. Patrzenie jak ona cierpi.
    W tej chwili gdyby tylko mógł, oddałaby wszystko, co posiadał, by tylko uwolnić ją od tego szaleńca. Diabła w ludzkim ciele. Nie ważna byłby dla niego cenna, zrobiłaby dla niej wszystko. Przez ostatnie tygodnie wycierpiała wiele przez głupie decyzje, które podejmował pod wpływem swojej niezrównoważonej żony i każdą jednej żałował, jak tylko mógł.
    Zrobiłaby wszystko, by odwrócić ten cholerny bieg wydarzeń i nie słyszeć wciąż jego krzyku przepełnionego cierpienie, patrzeć jak po raz kolejny była wykorzystywana, bita i szykanowana. Cenna za ludzkie życie jest bezcenna tak jak za wolność, której pragnął dla niej. Wielokrotnie wręcz ich obojga błagał, by ją zostawili w zamian, oferował, jedynie siebie chciał zabrać od niej, chociaż część tego co przeżywała, jednak za każdym razem spotykał się z tym samym.
    Śmiechem szyderstwami i kąśliwymi uwagami.
    — Proszę — wyszeptał po raz kolejny — Zostawcie ją…
    — Taylor, ucisz tego swojego psa! — rzucił wściekle do stojącej nad nim kobiety, ten zwyrodnialec.
    Momentalnie poczuł, jak klinka na jego tchawica jeszcze bardziej się naciska. Wystarczył jednej jego zły ruch, a ostrze ją przebiło, sprawiając, że padłby martwy na podłogę, a krew rozbłysnęła się po całej tej cholernej piwnicy.
    Niespodziewanie usłyszał tuż przy swoim ucho dość cichy, lecz bardzo nikczemny głos:
    — Drugiego ostrzeżenia kochanie nie będzie — poczuł, jak delikatnie porusza nożem.
    Mimowolnie było to dla niego sygnałem ostrzegawczym, że ona nie cofnie się przed niczym. Mógł wiele żałować, jednak w związku z tą suką było czymś, co podjął pod wpływem chwili i do czego nigdy nie powinno dojść.
    — Otwieraj usta szmato! — rozległ się wręcz szyderczy głos tego diabła.
    Patrzył w nikłym świetle, które ich otaczało, jak wręcz wzdryga się w obrzydzenia i niechęci. Widząc jej niechęć, wręcz każdy raz jak zmuszał ją do tego, by go zaspokoiła, jeszcze bardziej rozumiał, jej zachowanie z początku ich relacji i wręcz jej paskudną niechęć na samą myśl, że mogłaby coś takiego zrobić.
    Potrzebowała lat, by w końcu zrozumieć, że nie jest to nic strasznego i by mogła się zdecydować na taką zabawę, a on znowu sprawiał, że miała ochotę zwymiotować, myśląc, by chociaż móc uchylić usta nie wspominając o tym, żeby faktycznie zrobić, co mu kazał.
    — Powiedziałem, otwieraj gębę…!
    Patrzył, jedynie jak pochyla się nad nią i chwyta ją za twarz i zwraca ku sobie. Dało się zauważyć, jak zamyka swoje oczy, by nie spoglądać na tego faceta, który stał tuż nad nią, z usilną pragnieniem tego by zrobiła mu dobrze, jednak starała się, jak tylko mogła przeciągnąć to, by znowu nie czuć tego paskudztwa w swoich ustach.
    — Parszywa dziwka! — rzucił wściekle i dość mocno uderzył ją w twarz.
    Jej okrzyk bólu wręcz stłumiła, jego mocno zaciśnięta dłoń na jej brodzie. Łzy potoczyły się po jej policzkach, niemal mieszając się z krwią, która spłynęła z jej poranionych policzków. Nikt nie mógł wiedzieć, jak bardzo cierpiała. Przejmujący jej ciało emocjonalny ból był czymś, co jedynie czuła.
    Nie chciała otworzyć ust, bo wiedziała, że gdy to zrobi, cała jej zawartość i tak pustego żołądka, który i tak miała wywrócony do góry nogami, wylatuje wprost na nim. Może było to jakieś pocieszenie, że się odczepił, ale wiedziała, że kolejnym razem tego pożałuje. Czuła żółć, która napłynęła jej do ust.
    — Parszywa szmata! — rzucił z taką dziką furią.
    To była chwila, gdy poczuła tak silne uderzenie w twarz, że wygięła się w bok, a wszystko, co do tej pory tkwiło w jej gardle, spłynęło na starą podłogę.
    — Jesteś obrzydliwa! — skomentował gdy widział, jak na jego oczach zwymiotowała.
    Czuła jak oczy ją coraz bardziej pieką i nawet nie zwracała już uwagi na to gdy z jej oczu spłynęły łzy. Poniżenie to jedyne co mogła czuć, wyprana ze wszelkich odczuć, nawet jakiekolwiek nadziei czuła się tak mocno skompromitowaną. Upodlona do najniższej poziomu, tak naprawdę jedyne co mogła poczuć, to że jest śmieciem. Nic niewartą rzeczą.
    Jeszcze kilka dni temu trzymała się mocno wiary i przekonań, że zostaną ocaleni, to pozwalało jej walczyć, jednak z każdą mijającą chwilą i coraz mniejszymi widokami, że ich odnajdą prędzej zakopanych w ziemi, straciła chęci na dalszą walkę i mimo że nie powinna jej tracić, było to od niej zbyt silniejsze.
    — Na nic się dziś nie nadasz tępa suko! — mruknął górujący nad nią chłopak.
    Głowę trzymała mocno pochyloną, jednak wiedziała kątem oka, jak zapina swoje spodnie.
    — Nie będę dla ciebie tak łaskawy następnym razem! — odgrażał się — Taylor posprzątaj to! — rzucił do wspólniczki.
    — Co takiego!? — zagrzmiała, prostując się i spoglądając wręcz z nieukowana niechęcią na niego.
    — To, co słyszałaś. Posprzątaj te rzygowiny! — odezwał się wściekle — Chcesz ze mną jeszcze o tym dyskutować! — rzucił w jej kierunku.
    — Nie jestem twoją służącą!
    — Powiedziałem, masz to posprzątać! Nie zamierzam, patrzeć na ten syf co zostawiła! Wystarczy jedno słowo, a zrozumiesz, że nie wolno mi się sprzeciwiać!
    — Grozisz mi?
    Sprzeczka między nimi trwała, jednak dwoje podawanych było w skrajnie złym stanie, jednak w najgorszym była młoda dziewczyna, która praktycznie czuła się wyprana ze wszelkich emocji, odczuć czy nawet z każdą chwilą czuła jak chęć do dalszej egzystencji w niej powoli umiera.
    Nie powinna tak myśleć!
    Owszem.
    Jednak wszelkie jej pokłady usilnych pragnień, by nie poddać się, nie pozwolić się zastraszyć czy zgnoić mijały z każdą taką chwilą gdy pokazywał jej, jak jest mało wartością osobą, jest i tak doskonale zdawała sobie sprawę, że nie powinna przejmować się opinią takiego diabła, jednak każdego można złamać.
    Nawet ją!
    I może, wydawać się mogło, że nie była osobą, którą pozwoli tak łatwo się zniszczyć to jednak jak wielu miała swoje skrajne momenty gdy jej psychika, umysł jej padał a ona pozbawiona wszelkich nawet malutkich przebłysków na coś by się zmieni. Poddała się.
    I tak mimo że miała świadomość, że gdzieś tam jest jej mąż, który zapewne ją szuka, tak jak przyjaciel i to dla nich tak naprawdę jeszcze w jakiś sposób miała chęci, by się po prostu ostatecznie się nie załamać. Było to trudne.
    Bała się, czuła wręcz jak wzbiera w niej panika.
    Nie była świadoma co się dalej działo, jej oczy powoli się zamykały, a ona traciła kontakt z rzeczywistością.

    Poderwał się w jednej chwili gwałtownie z łóżka, czując, jak jego ciało oblewa zimny i bardzo nieprzyjemny pot, gdy po raz kolejny przebudził się z męczącego go snu. Usiadł na skraju łóżka i przetarł twarz dłońmi, starając się usilnie odgonić od siebie dość przerażające wizje, wręcz koszmary, które, wciąż tkwiły w jego głowie pomimo tego, że się przebudził.
    Nie potrafił sypiać od kilku dni!
    Mówiąc szczerze, za każdym razem jak udało mu się zmrużyć oko, zamiast spokojnego wypoczynku w jego głowie pojawiały się wręcz przerażające wizje. Wyobrażenia, które sprawiały, że nie potrafił zapomnieć o tym co się działo w jego życiu w ostatnim czasie o utracie trzech bliskich mu osób.
    Najbardziej jednak nie mógł sobie podarować tego, że odtrącił kogoś, kogo obiecywał chronić. Nie istotne było dla niego, że była już dorosłą dziewczyną. Przysięgał sam sobie, że nie zniszczy tej więzi. Nie zrobi niczego, by miała prawo się na nim zawieść. Nie odrzuci jedynej bliżej mu rodziny po śmierci matki.
    Wyrzuty sumienia jednak nie pozwalały o sobie zapomnieć i wciąż przywodziły mu w pamięci to jedno przeklęte zdarzenie, które sprawiało, że ją zostawił! Najbardziej co go teraz wręcz prześladowało, to spojrzenie wręcz zawodu i złamanego serca gdy tylko oczami wyobraźni widział, jak na jego oczach wyprowadzają ją wtedy ze studia. Zakłóca w te cholerne kajdanki, które świadomie jej nałożył rękoma policjantów.
    Stałem się jak ojciec!
    Te słowa boleśnie odbijały się w jego głowie, przypominając, że stał się dla niej, kimś kim naprawdę nie chciał. Zrobił coś okropnego, co sam nie potrafił sobie przebaczyć, jak mógł liczyć na wybaczenie od niej gdy sam nie umiał się z tym pogodzić.
    Błagać o przebaczenie mógł zadrwić na te słowa.
    Jak mógł o to poprosić, gdy jego ukochana siostra zaginęła. To był jakiś istny diabelski iście szatański czas w ich życiu. Miał wrażenie ze wszystko zaczęło psuć się do trasy, w którą zabrał Julie, mimo że miał świadomość, że zabiera ją na trasę z kobietą, która zniszczyła jej związek, to jednak, zamiast po prostu, sobie odpuścić to namówił ją do wyjazdu, jednak z czasem dostrzegł jej dziwne zachowanie, lecz nie tylko ono go niepokoiło, bo przyjaciel oraz jego żona zachowywali się dosyć podejrzanie, jednak nikt z tej całej trójki nic nie wspominał. Oczywiście mógł się domyślać, co się dzieje, głupi nie był, nie bez powodu Julia tak bardzo chroniłaby córkę tej kobiety, coś było na rzeczy i mimo że pojawiała się mu z tyłu taka myśl, to nie brał jej pod uwagę, a teraz tak naprawdę zaczął myśleć, czy sytuacja z małą Summer nie była powiązana z jego przyjacielem.
    W przeciągu kilku miesięcy stał się zupełnie innym człowiek, wręcz przyciął i przygasł tak jak dawniej. Stał się dziwnie milczący i bardzo chronił Taylor. Początkowo myślał, że naprawdę się kochają, ale czy rzeczywiście tak mogło być, czy po prostu bronił jej, bo coś ukrywali, coś, co mogło im wspólnie zaszkodzić.
    Miał zupełny mętlik w głowie i, prawdę mówiąc, nie wiedział, co o tym myśleć. Pragnął poznać prawdę, jednak osoby, które cokolwiek wiedziały, zaginęły. Zniknęły, wręcz rozpłynęły się w powietrzu, tym bardziej sprawiając, że czuł się zagubiony w tym wszystkim.
    Zaczęło do niego dochodzić, że być może Julia coś wiedziała na ten temat. Ale zachodziło pytanie czemu nic nie powiedziała.
    Jednak sama myśl o tej dziewczynie sprawiała, że czuł się jeszcze gorzej, o ile można czuć się jeszcze bardziej fatalnie niż wcześniej. Nie tylko kwestia Michaela była dla niego zastanawiająca jednak głównie martwił się o nią! Naprawdę bał się o nią. Można mu było zarzucić, że był zdrajcą, który odrzucił ją, jednak nikt nie zmusi go do tego, by przestał się o nią niepokoić.
    Czy zawołał wszystkiego, co zrobił?
    Bardzo, zrobiłby wszystko, co tylko by mógł, by naprawić własne dość nieprzemyślane działania. Gdyby mógł cofnąć czas, wróciłaby do przeszłości i palnąć by się sam w głowę dla opamiętania i niewyrzeknięciu się własnej siostry.
    Ona mi ufała.
    Ani razu nie dała mu powodu, do tego, by chociaż na moment nie tracić do niej ufności. Mimo że wiele rzeczy ukrywała, jednak zdradziła mu wiele ze swojego życia i chociaż liczył się, z tym że nie powiedziała o wszystkim, to jednak nigdy nie okazała mu powodu, by mogło coś zachwiać ich relacją.
    — Jestem kretynem! — mruknął do siebie.
    Cisza, która panowała w mieszkaniu, wręcz była dla niego nieznośna. Mrok ogarnął dom, który teraz był zupełnie cichy.
    Nie wiedział, co już ze sobą zrobić. Czuł się jakby, tkwił w kropce. Pomimo że policja wciąż prowadziła śledztwo zaginięcia jego siostry, którą złożył jej mąż i przyjaciel, równocześnie poszukiwano, Taylor, oraz Clarka, a także Michaela, którego oskarżona o współudział w pojmaniu jego siostry. W to szczerze wątpił. Może Sanders nie był ideałem, namieszał, jednak nie uważał, by miał motyw, by porywać jego siostrę. To było dość niedorzeczne argument, które tak usilnie powtarzał Anthony i Ricardo.
    Owszem mógł powiedzieć, że nie rozumie ich zachowania i ich oskarżeń względem jego przyjaciela, jednak niestety potrafił pojąć czemu, posunęli się do takiego, wniosku patrząc na sytuację i przez co ona musiała przejść przez niego. Jednak wiele można było mu zarzucić, ale nie to, że posuwałaby się do takiego kroku.
    Jednak nie dało się ukryć, że przez moment się zawiódł na siostrze.
    Kilka miesięcy milczała i mimo że domyślał się, że coś wiąże ją z facetem, z którym była na jego urodzinach, to jednak nie powiedziała mu przez tyle czasu, że wzięli ślub. To go delikatnie drażniło jednak absolutnie nie było argumentem broniącym przed tym jak ją potraktował.
    Wstał, bo wiedział, że o śnie mógł już zapomnieć i zapalił pobliską lampę, która stała na jego szafce nocnej gdzie ujrzał ramki ze zdjęciami, jedno z jego ukochaną, która po tym wszystkim zostawiła go oraz Julią, której widok sprawił, że poczuł skór w sercu.
    Jednocześnie praktycznie stracił i dziewczynę i siostrą na własne życie. Nie zamierzał się usprawiedliwić, zrzucać odpowiedzialności na kogoś, bo wiedział, że był temu winny. Pozostał praktycznie jedynie z przyjaciółmi, którzy jak on byli takimi istotami, że uwierzyli w przedstawienie tej cholernej szmaty, inaczej nie mogli określić Taylor.
    Odstawiła przedstawienie, a oni głupi jej uwierzyli, zamiast posłuchać Julii, która nigdy ich nie okłamała. Nawet gdy miała ciężki okres z Michael nie kłamała, że jest idealnie, mówiła, że jest idiotą i czemu uważała jego zachowanie za głupie i nierozsądne a tutaj nawet Brad uwierzył.
    On osoba, która z ich towarzystwa zupełnie jak jego siostra najmniej przepadała za żoną Mike, a wręcz nią gardził, jednak dał jej wiarę.
    Teraz mogli się zastanawiać i zarzucać sobie co takiego najlepszego narobili.
    Czy reszta wiedziała o podejrzeniach?
    Oczywiście, że tak, gdy tylko dowiedział się, że Julia prawdopodobnie zaginęła, od razu zadzwonił do Alice i mimo że nie chciała z nim, gadać to musiał jej to powiedzieć zupełnie jak reszcie, którzy byli po prostu wkurzeni na małżonkę ich przyjaciela, że tak ich oszukała, jednak brali to na siebie.
    Teraz jedyne czego wszyscy pragnęli to by i Mike oraz Julia się odnaleźli, cali i zdrowi jednak im bardziej o tym myślał i wiedząc, kto mógł, stać za jej pojmaniem zaczynał w to wątpić.
    Już kilkukrotnie przekonał się, że ten facet jest naprawdę niebezpieczny i nie można absolutnie zarzucać, że nie ma się czym przejmować. Julia już parę razy miała z nim zatarczki, które nie kończyły się dla niej dobrze. Dlatego nigdy nie bagatelizował tej sprawy. Mimo że go nigdy nie spotkał, zrozumiał, jednak że to totalny bandzior, który nie cofnie się przed niczym.
    Nie mógł jednak powiedzieć, że ustrzegł Julie przed nim. Obecnie nikt tak naprawdę nie mógł powiedzieć ze ją przed tym uchronił.
    Naprawdę nie mógł przestać o tym myśleć, od dwóch tygodni sytuacja wydawała się być bezmierna a policja ostrzegała, że z każdym dniem jest coraz mniejsza szansa na odnalezienie. I owszem mogli to poddać prasie o zaginięciu, jednak nie upublicznili tej wiadomości z bardzo prostego względu. Zdawali sobie sprawę że gdy w prasie gruchnie informacje o potencjalnych zaginięciu Mike a co gorsze gdyby wyszło do prasy, że mą siostrą i ona również została, porwana zaczęła się wtrącanie dziennikarzy i paparazzi w ich życie, które i tak nie było za ciekawe, dlatego nie chcieli, by informowano o tym i musiała policja działać bez pomocy reporterów.
    Odkąd Julia poszła do liceum, oboje zdecydowali się nie upubliczniać wiadomości o tym, że są rodzeństwem dla bezpieczeństwa ich obojga. Wiedział, z czym muszą liczyć się bliscy osób medialnych takich jak on czy reszta kapeli dlatego dla spokoju i zwyczajnego nastoletniego życia nie zamierzali nic powiedzieć a wcześniej i tak wiele osób nie powiązało ich nazwisk wcześniej i tak chcieli, by było.
    Jednak wciąż pomotało pytanie gdzie oni są?
    Ta kwestia zastanawiała nie tylko ich, ale również i policje, która nie ustępowała w poszukiwaniach żadnych śladów. Głównie na radarze został Clark Taylor i niestety Mike to ich próbowano wyśledzić, jednak do tej pory nikt z nich się nie odezwał a jedyna poszlaka, jaką, mieli nagle się urwała, co było wręcz frustrujące.
    Nigdy nie sądził, że znajdzie się w takiej sytuacji, gdzie będzie tak bardzo się bał o to, że może kogoś utracić bardziej niż gdy jego matka umierała, obawiał się o to czy jego siostra wyjdzie z tego cało. Bał się i nie zamierzał tego przed nikim ukrywać.

No comments:

Post a Comment