Sunday, January 12, 2025

IV 35 (P.2) — WYCIĄGNIĘTY Z CIENIA PRAWDY

    — No chyba to jest kurwa żart — powiedziała, próbując się wyrwać, jednak po chwili zdała sobie sprawę, że była dość mocno trzymana przez dwóch ochroniarzy — Puście mnie! — rzuciła do nich — Ja nic nie zrobiłam.
    — Zostajesz zatrzymana do przyjazdu policji — odezwał się jeden z nich.
    Po korytarzu rozniosło się głośniejsze zawodzenie Taylor, jednak przez jej lament dało się usłyszeć pewne słowa, które nie sądziła, że kiedykolwiek usłyszy
    — Jak mogłem ci ufać!
    Ten głos był zbyt charakterystyczny, by mogła go pomylić z kimkolwiek innym. Wręcz z mocno bijącym sercem popatrzyła w stronę zespołu, a raczej własnego brata, który patrzył na nią w pełni rozczarowanym spojrzeniem, wyglądał na osobę, która łzawa scena Taylor zrobiła wrażenie, jednak gdy tylko rzuciła, spojrzenie na resztę wyglądali na tak samo zasmuconych i zniesmaczonych gdy tylko patrzyli w jej kierunku.
    — Chyba jej nie wierzysz? — odezwała się, nawet nie zdając sobie sprawy gdy jej głos się zachwiał.
    Zapanowała dość głucha cisza.
    Tak nieprzyjemna, że wręcz można, było, jej znieś, przerywana jedynie lamentem Taylor.
    Spoglądała wprost w jego oczy, w których ujrzała coś, czego naprawdę się obawiała. Widziała niesmak, mieszający się z obrzydzeniem i czymś, co wręcz nie mogła zrozumieć. Jak w przeciągu kilku minut tak nagle diametralnie się zmienił. Jego niechęć wręcz była widoczna, a ona wręcz patrzyła w ciemne spojrzenie oczu własnego brata, w których dojrzała nienawiść.
    — Ufałem ci — powiedział z pretensją w głosie — A ty mnie zawiodłaś — podkreślił swój wyraźny niesmak.
    — Naprawdę jej wierzysz!? — zaczęła panikować.
    Nie wiedziała kiedy, łzy zaczęły spływać po jej policzkach, jednak nawet nie starała się ich hamować, to nie miało sensu. Słone krople ciekły z jej oczu, a ona poczuła, momentalnie jak jej serce łamie się na pół. Silny uścisk ramion dwojga ochroniarzy, którzy ją powstrzymywali, sprawiał, że nie mogła się wyrwać, o ile próbowała, każda jej próba okazała się być daremną próbą.
    Blokowano ją, bez możliwości oswobodzenia się.
    — Widziałem, jak to wyglądało! — wybuchł gniewem — Spójrz na siebie, jesteś cała w jego krwi! Jak mam to interpretować.
    — Może dlatego, jestem ubabrana w jego osoczu, dlatego, że starałam się go ratować! — krzyknęła spanikowana — Ta kretynka, sama doprowadzi go do śmierci! — wrzasnęła.
    — Ja! — odezwał się oburzony głos zrozpaczonej kobiety — Próbowałaś zabić mojego męża… — łkała — A teraz nie potrafisz się do tego przyznać.
    — Ty skończona idiotko! — wykrzyknęła w jej kierunku — Słyszałam waszą awanturę, czemu tak nagle się pojawiłaś. To ty mu wbiłaś nóż w plecy i wykazujesz się chęcią pozbawienia go życia, bo nikt normalny nie wyciąga noża z brzucha ofiary. To może mu zaszkodzić!
    — Dosyć.
    Niespodziewanie rozbrzmiał w małej przestrzeni korytarza głos głównego wokalisty. Ona spojrzała na niego i nigdy do tej pory nie widziała go tak bardzo rozgniewanego jak teraz, nawet sytuacja z ojcem go nie potrafiła tak zezłościć. Patrzyła w spojrzenie pełne nieokreślonej furii. A ona niemal bezgłośnie przełknęła gule, która nagle pojawiła się w jej sercu.
    Czy właśnie to tak miało wyglądać?
    Czy miała odpowiadać, za coś, czego zupełnie nie zrobiła? Oskarżona przez tak naprawdę widok, w którym starała się, jak mogła pomóc swojemu byłemu narzeczonemu, bo nie chciała, by umarł. Mogła nie darzyć go sympatią, wręcz nienawidzić, ale nie zamierzała, pozawalać by on umierał na jej oczach. Za swoją pieprzoną próbę pomocy miała niby pójść do więzienia.
    Jednak nie sądziła, że zawiedzie ją osoba, która powinna stać po jej stronie. Mężczyzna, którego uważała za osobę, która nigdy jej nie zawiedzie. Patrzyła w rozszalałe ze wściekłości spojrzenie, czując, jak łkając, coraz mocniej.
    To nie miało się tak skończyć!
    Przyszła tutaj tylko po ten cholerny aparat a została wmieszana w sytuacje, w której jej własny brat stanął przeciwko niej. Jak mogła nie czuć się zawiedziona w tej sytuacji? Tak zwyczajnie uwierzył kobiecie, którą pogardzał? I zamiast chociaż dać jej możliwość, by się wytłumaczyła, to w tej chwili ją bezwzględnie uciszał.
    Czy właśnie tak miała wyglądać ta ich definicja rodzinnej miłości? Braterskiego — siostrzanego przywiązania.
    — Widzieliśmy na własne oczy, jak wręcz na nim klęczałaś, jesteś ubabrana w jego krwi. Zamiast się przyznać, wolisz kłamać!
    — Ale ja niczego nie zrobiłam! — próbowała się jakoś bronić — Niby czemu miałabym to robić do cholery Chester? — pytała na głos.
    — No nie wiem, może z zazdrości! — rzuciła nagle roztrzęsiona Taylor, która wręcz została odsunięta od nieprzytomnego Mike, którym zajęło się dwóch medyków.
    — Co!? Co ty suko wygadujesz? — oburzyła się wściekle.
    — Byłaś zazdrosna, o mnie, o nas — mówiła.    
    — Kpisz!
    Ostatnio w ogóle, o czym mogła nawet pomyśleć to wykazywać się takimi Wania miniami względem nich. Bo już dawno zamknęła tamtej rozdział, żyła swoim życiem może i nie było ono idealne, jednak Michael był jej pieprzoną przeszłością, do której nie zamierzała wracać, to on powracał wciąż do niej.
    — Właśnie nie — odezwał się Brad — Dziwnie się zachowywałaś na trasie, byłaś znacząco blisko niego, mimo że mówiłaś, że to koniec między wami, a ciągle można było was zobaczyć razem. Nie jest to nieco podejrzane?
    — Brad czy ty naprawdę myślisz, że wróciłabym do kogoś, kto mnie kurwa zdradził? — wybuchła — Wrócić do byłego, którym gardzę! — rzuciła w ich kierunku.
    — Julio nie oszukuj nas dłużej. Byłaś o nich zazdrosna i najwyraźniej chciałaś to zrobić — odezwał się gitarzysta.
    — Czy wy nie słyszycie, co mówię!
    — Od kilku miesięcy, jestem w związku. Mam faceta, po co mi była zazdrość o tego skurwysynai jego pieprzoną żonę skoro w moim sercu jest inny i tak Ricardo to mój facet od dłuższego czasu, po co mi zazdrość o osoby, które mi zniszczyły związek i załamy serce? Pomyślcie o tym w końcu! — wybuchła na zespół.
    Nie mogła uwierzyć, że ta łza scenka zrobiła wrażenie na nich i tak po prostu, bez mrugnięcia okiem, uwierzyli właśnie jej! Kobiecie, o której nie wyrażali się zbyt dobrze, a tu nagle zapomnieli o wszystkim i dali wiarę jej, a nie jej, która nie miała żadnych podstaw, by to zrobić, w przeciwieństwie do Taylor.
    — To może nam Taylor wyjaśnisz, co każdej nocy robiłaś własnemu mężowi i córce? — zwróciła się do kobiety.
    — Co wy wygadujesz!? — rzuciła w jej kierunku, oburzona.
    — Przestań się zgrywać i powiedz im, z jaką lubością pod…
    Niespodziewanie na korytarzu pojawiało się dwóch sanitariuszy, którzy zostali wezwani chwile wcześniej i niemal od razu podbiegli do ofiary, by się nim zająć, a tuż za nimi zjawiło się dwójka policjantów.
    — Zamknij się! — rzuciła w jej kierunku i nagle wychylił się i oznajmiła — Aresztujcie ją, ona próbowała zabić mojego męża!
    — Spowolniona akcja serca! — rzucił w jeden z ratowników — Zabieramy go — mówił.
    Miła poczucie, że jej słowa dosłownie trafiają w ścianę, beton, który wręcz był nieprzenikniony. Mówiła do nich jednak oni jej nie słuchali, albo po prostu nie chcieli. Widziała kątem oka, jak pośpieszenie ratownicy wychodzą z Mike na noszach, a policja jeszcze na miejsce nie dotarła. Na samą myśl zadrżała.
    Z mocno bijącym sercem, powoli odwróciła się przez ramię, tyle ile mogła przez stojących z obu jej stron dwójkę silnych mężczyznach, którzy ją trzymali i niemal zamarła widząc podążających ku nim policjantom.
    — Ja nic nie zrobiłam! — broniła się nadal.
    Słyszała momentalnie szczęk kajdanek za swoimi plecami i czyjąś rękę na swoim ramieniu. Popatrzyła w bok, by spojrzeć na jednego z dość mocno umięśnionych policjantów, którzy przejęli ją od dwójki ochroniarzy
    — Nazwisko — rzucił do niej jeden z mundurowych.
    — Julia Bennington — odezwał się głos, którego najmniej się spodziewała.
    Odwróciła się do niego i popatrzyła na niego wręcz z bólem serca. Patrzyła w oczy człowieka, który przed laty dał jej nadzieje, a teraz niszczy bezbłędnie jej życie.
    — Uwierzyłeś jej — powiedziała drżącym głosem.
    — Julia Bennington? — zapytał jeden z funkcjonariuszy dość służbowym tonem.
    Nie odpowiedziała, tylko spojrzała na niego bez żadnego słowa, jednak wkrótce usłyszała formułkę, której naprawdę się obawiała:
    — Tak — odezwała się, jednak ani na moment nie oderwała spojrzenia od czasu swojego brata, który tak ją zawiódł.
    — Zostajesz zatrzymana pod zarzutem próby zabójstwa — powiedział jeden ze śledczych — idziemy!
    — Zabierzcie ją! — powiedział bez wyrazu — Ja już nie mam siostry…!

    — Jeszcze raz — odezwał się jeden z mężczyzn.
    Niemal nie warknęła poirytowana gdy po raz kolejny zostało jej zadane to samo pytanie, które słyszała już wielokrotnie. Czuła się już zmęczona, zła i wściekła. Momentalnie odebrano jej możliwość obrony. Siedziała na tych cholernym niewygodnym krześle. Wokół jej nadgarstków spoczywało cholerne żelastwo, którym jej ręce były przykute do blatu biurka.
    Nie mogła uwierzyć, że to tak się skończyło. Jeśli uważała wcześniej, że jej życie nie może bardziej się skąp likować, niż wcześniej uważała. Musiała od razu zmienić zdanie, nie mogło być gorzej. Siedziała w nieco przyciemnionym pustym pokoju naprzeciw dwojga funkcjonariuszy policji, którzy bezwzględnie od paru godzin ją przesłuchiwali, próbując z niej wyciągnąć jakieś informacje.
    Jednak ona nie miała sobie nic do zarzucenia. Nie zrobiła niczego złego, za co powinna tutaj siedzieć i odpowiadać. Tak naprawdę odpowiadała, za próbę ratowania czyjegoś życia, teraz została jedną z podejrzanych osób praktycznie tylko ona, bo nikogo poza nią nikt nie podejrzewał. Od razu wysunięto oskarżenie w kierunku jej, bez dania jej możliwości obrony. Doskonale jednak wiedziała, że nie ma do czego się przyznać, bo była po prostu nie winna, a osoba, która była wręcz pewna, że to zrobiła, odgrywała szopkę pod tytułem zatroskanej żony, która tak bardzo się martwi o ukochanego męża. Jakim trzeba być obrzydliwym człowiekiem, by tak uważać?
    To ona przez miesiące go katuje i bije. Ostatecznie doprowadza do dwóch prób praktycznie zabicia go i przy obu była tego świadkiem na swoje pieprzone nieszczęście, jednak w tym przypadku oskarżono ją bez żadnych dowodów.
    Jaki ten świat bywa niesprawiedliwy i chory, że takie rzeczy się dzieją.
    Jednak nic bardziej ją nie zawiodło, niż postępowanie własnego brata, który tak po prostu uwierzył tej cholernej suce, zamiast jej. Jak to w ogóle wygląda. Czuła jak jej serce się mocniej ściska z żalu do niego. Zaufała mu przed laty, a teraz momentalnie cała ta ufność i lata wspólnej pracy poszły na marne przez pewną podłą manipulatorkę.
    — Znowu będziecie mnie maglować? — odezwała się już nieco sfrustrowana.
    Była już wymęczona tym, jedyne, o czym tak naprawdę myślała, to by po prostu wyrwać się stąd i wrócić do swojego męża i znaleźć się jak najdalej tego miejsca. Przez myśl przeszło jej by po prostu się wynieś z tego kraju i wrócić z nim do Hiszpanii i tam zacząć nowe życie, bo tutaj już nic dobrego ją nie czeka, a na studia może się przenieś do Europy, jednak miała dziwne przeświadczenie, że z jej planów nie pozostanie zupełnie nic.
    — Pytam po raz kolejny, co sprowadziło cię do studia Waner Bros w trakcie gdy doszło do wypadku? — pytał jeden z nich.
    — Mój pieprzony brat — powiedziała wściekle!
    Nie mogła zachować spokoju na myśl o nim. W jednej chwili zawiodła się na nim tak bardzo jak na tym skurwysynie Johnie, który był dawcą cholernych plemników. Jednak co się dziwić niedaleko pada jabłko od jabłoni. Czuła niepohamowana wściekłość do niego. Praktycznie gdyby nie on, zapewne nie siedziałaby w pokoju, przesłuchań będąca oskarżona o próbę usiłowania zabójstwa co wręcz brzmiało abstrakcyjnie.
    Zamilkła na moment jednak od razu zobaczyła dość nieustępliwe spojrzenie dwojga komisarzy, który oczekiwali od niej sprecyzowanych wyjaśnień gdy jej ciałem wstrząsnął zawód i ból, mieszający się z pogardą w kierunku wydawać się mogło najbliższej jej osoby, ale czy teraz mogła to tak powiedzieć?
    — Mówiłam wam — odezwała się, zniecierpliwiona i zniechęcona — Ten kretyn mój brat — powiedziała, nie potrafiąc się pohamować przed złośliwościami — Zadzwonił do mnie godzinę wcześniej, prosząc mnie bym, odebrała swój aparat — westchnęła, delikatnie poruszając splecionymi w kajdany dłońmi, dało się usłyszeć, jak łańcuch zadzwoniły, a ona popatrzyła na nie z nieukrywanym obrzydzeniem i niechętnie spojrzała na policjantów, którzy siedzieli tuż przed nią — Zawieruszył się on, na trasie, w której brałam udział wraz z nim i jego kolegami z zespołu. Miałam odebrać tylko zagubioną przeze mnie rzecz. Weszłam w nie odpowiedniej chwili na korytarz — mówiła cierpko.
    — To nie tłumaczy, że znaleziono panią przy poszkodowanym w kałuży jego krwi. Zebraliśmy nóż, który znaleźliśmy i oddaliśmy do laboratorium jeśli okaże się, że są na nim twoje odciski palców, masz przejebane!
    — A może, zamiast mnie straszyć — odezwała się niezadowolona — Przejrzycie ten pieprzony monitoring! Nie udawajmy i nie oszukujmy się, takie miejsce mają kamery, czemu ich do cholery nie sprawdzicie i zobaczycie, kto jest, rzeczywistym sprawdzą. Nie odpowiem za coś, do czego się nie przyczyniłam!
    — Uważasz, że mógłby ktoś inny to zrobić? — odezwał się do tej pory milczący mężczyzna, który stanął za ramieniem siedzącego naprzeciw niej kolegi i spojrzał na nią z nikłym zainteresowaniem.
    — A owszem — powiedziała z drwiącym uśmiechem — Już raz trafił przez nią do szpitala, wielokrotnie byłam świadkiem, jak go prała. Motyw zapewne miała, słyszałam wielokrotnie ich kłótnie.
    — O kim mówisz?
    — Jak to o kim? — odezwała się dość zaskoczona — O żonie poszkodowanego. Taylor Shinoda, albo raczej Smith. Deklarują się, że przejęła jego nazwisko, ale to ona miała motyw, by ukarać męża, jakby to trywialnie nie brzmiało — mówiła.
    — To są tylko spekulacje, dlaczego własna żona miałaby mieć motyw? — zastanawiał się na głos pierwszy ze śledczych.
    — A czy ja panu panie aspirancie nie powiedziałam przed momentem czegoś dość kluczowego? — mówiąc to, pochyliła się ku niemu, by na niego spojrzeć — Związek tych państwa nie był idealny, na jaki się kreują. Początkowo może tak było, jednak z czasem się wiele zmieniło, sam Mike mi się do tego przyznał, po tym gdy po raz kolejny mu dupę ratowałam przed szaleństwem tej wariatki.
    — Co ci jeszcze mówił? — nalegał na dalsze wyjaśnienia porucznik.
    — Widziałam wiele, żeby uznać, że to nie ja powinnam tu siedzieć Kłótnia a Taylor — powiedziała, broniąc siebie — Poza tym, jakbym miała motyw?
    — Jego żona sugeruje, że byłaś zazdrosna.
    — Bo nie miała żadnej innej argumentacji — streściła jego słowa — Najbardziej żałosny powód to bycie zazdrosnym. Nie mam powodu. Od kilku miesięcy jestem mężatkom szczęśliwie zakochaną i po co mi wracać do faceta, który mnie zdradził? Jaki to w ogóle miałaby sens. To właśnie z tą szmatą się przespał i nie potrafił przyznać do prawdy. Dowiedziałam się o tym i go zostawiłam. Zajęłam się własnym życiem, a potem poznałam obecnego męża.
    Widziała, jak mężczyźni przez moment spoglądają na siebie i miała, chociaż cień nadziei, że jej, chociaż odrobinę uwierzyli. Merytorykę Smith wydawała się bardzo pogmatwana, sama krzywdziła Michaela, słyszała na własne uszy, że to właśnie się z nim sprzeczała na tym korytarzu, jednak wolała oskarżyć ją. Ponownie na jej nieszczęście pojawiła się w niewłaściwym miejscu i czasie.
    — Prawdę mówiąc, słyszałam, jak oni się kłócili gdy szłam do studia. Początkowo nie zwróciłam na to uwagi, jednak ich krzyki były zbyt wyraźne, a nie mam problemu w rozpoznaniu wrzasków Mike czy jego żony — odezwała się nagle.
    Widziała, jak momentalnie sprowadziła na siebie spojrzenia obojga funkcjonariuszy, którzy spojrzeli na nią z zainteresowaniem. Nie zamierzała tego w żaden sposób ukrywać, bo nie miała nawet ku temu powodu. Jeśli postawiono ją w takiej sytuacji, to nie zamierzała nadal milczeć, by Mike za przeproszeniem tyłek ratować, jak właśnie przez niego wylądowała na komisariacie policji, będąc podejrzana o próbę jego morderstwa.
    Koniec z jej ochroną!
    — Mów! — ponaglił ją jeden ze śledczych.
    Wzdychając cicho, znowu zaczęła wyjaśniać:
    — Mówiłam to wam już kilkakrotnie — odezwała się — Wyszłam z windy, bo szłam do studia. Tłumaczyłam wam, miałam spotkać się z moim bratem, ale nie zdążyłam dotrzeć na miejsce. Gdy szłam, słyszałam kłótnie. Michael był wściekły, na swoją małżonkę. Zapewne skumplowały się na nim wydarzenia z ostatnich dni i w ponownie chciał z nią zerwać, z czego ona nie była zupełnie zadowolona. Nie widziałam, tego, ale słyszałam, jak ta się wściekła. Nie dostrzegłam momentu gdy pchnęła go nożem w brzuch, ale słyszałam jego jęki — wyjaśniła całą sytuację, której była świadkiem — Zamiast mnie tutaj trzymać, powinniście się zainteresować jego żoną. I tak na nagraniach wyjdzie, że to ona zrobiła. Zatrzymaliście niewłaściwą osobę.
    — To jeszcze ustalimy, na chwile obecną jesteś jedyną podejrzaną w tej sprawie — odezwał się porucznik — Wszystko sprawdzimy, jednak na chwile obecną jesteś zatrzymana.
    — Co takiego? — wybuchła nagle.
    Poderwała się na równe nogi, jednak łańcuchy, którymi była skuta uniemożliwiały, jej więcej ruchu. Napotkała opór, a ona przeklęła pod nosem, by spojrzeć na kajdanki na swoich rękach.
    — To jest chyba żart! — odezwała się wprost oburzona.
    — Absolutnie nie! — zagrzmiał drugi — Jesteś zatrzymana do wyjaśnienia sprawy.
    Tak pozbawiono ją wolności!

No comments:

Post a Comment