— Udało mi się zarezerwować wieczorny lot do Ameryki — usłyszała po drugiej stronie tak bardzo znajomy sobie głos.
Nie starała się nawet hamować uśmiechu, który skradł się wprost na jej usta gdy tylko dobiegł ją głos ukochanego męża. Spotkali się to prawda, jednak zobaczenie go przez ten jeden dzień wzmocniło jej tęsknotę za nim. Z każdym dniem odczuwała jego brak coraz bardziej, bo raczej to naturalne, że odczuwała jego brak, on sam okazywał podobne odczucia.
Wspomniał sam, że powoli udaje się mu dopiąć wszelkie naglącego go sprawy, które trzymały go w rodzinnym kraju, co niezwykle radowało chyba nie tylko jego, ale również i ją, bo myśl, że praktycznie będą mogli spotkać się tego samego dnia gdy ona wróci z trasy, która nie zamierzała ukrywać była dla niej bardzo męczące. Wcale nie umniejsza całej ekipie i chłopakom, którzy wykonują kawał dobrej roboty, zabawiając, tysięczną publiczność na stadionach czy halach widowiskowych, jednak ona odczuwała już znużenie sytuacją, w jakiej się znalazła.
Najgorsze jest w tym wszystkim, to, że nie mogła nikomu o tym mówić, co jeszcze bardziej utrudniało i tak bardzo nieciekawą sytuacją. Musiała zachować wszystkie aspekty przemocowej relacji dla siebie jak i zatajać prawdę o tym, że dziecku działa się krzywda, jednak jedno co ją uspokajało, to że mała Summer po zakończeniu trasy trafi w odpowiedzialne ręce.
Rozmawiała już z Haroldem, który wspomniał, że starają się o odebranie wnuczki własnej córce, a teraz tylko czekają na jej wyjazd. Wraz z żoną są zaangażowani w tę sprawę i nie dało się ukryć, że mężczyzna po pierwszym wstrząsie podjął najlepszą decyzję, jaką mógł zrobić i ubiegać się o bycie rodziną zastępczą dla jedynej wnuczki. Miała nadzieje, że teraz ona trafi w odpowiedzialne ręce i zapewnią jej prawidłową opiekę. Obiecała, że zaopiekuje się do końca trasy i nie pozwoli tknąć jej matce dziewczynki i mimo że sytuacja była niezwykle abstrakcyjna, to jednak woleli, by nie roztrząsać tej sprawy dla dobra małej i by zachowała dla siebie wszystko.
To ją uspokajało, jednak wcale nie była spokojna o Mike.
I może to zabrzmieć, jakby była hipokrytką, bo wciąż gada o tym jak go nienawidzi oraz nie chce mu pomagać, mimo że nadal to robi, to jednak kieruje się czystą ludzką troską i empatią względem niego. Może ją wiele z nim dzielić, jednak nie uważa, że powinien żyć w tak toksycznym związku. Jednak za kilka dni oni się rozstaną i będzie musiał wrócić z nią do wspólnego życia, a ona wróci do siebie i zajmie się własną egzystencją.
— Byłabym bardzo zadowolony gdybym mógł porwać z lotniska tak piękną Señorita — odezwał się kokieteryjnym głosem.
Nie potrafiła pohamować radości, która pojawiła się na jej ustach i mogła się wręcz założyć, że on miał podobny wyraz twarzy, jednak nie mogła go teraz zobaczyć, bo nie rozmawiali przez kamerkę video a normalnie. Oczami swojej wyobraźni zobaczyła jego dość przebiegły uśmiech, a w jego ciemnych oczach wręcz można było dostrzec ogień namiętności.
— Czy ja dobrze nie kojarzę Señor, ale wydaje mi się, że pojmanie kogoś wbrew woli podlega karze — zasugerowała z nutką flirtu w głosie.
— Kara? — dobiegł ją dość zamyślony głos męża — Czy bycie ukaranym jest to pojmanie oraz dominacja pewnej Belii, która mogłaby ze mną zrobić porządek? — spytał, nie kryjąc się ani przez moment ze swoimi seksualnymi fantazjami.
— Mówisz, że chcesz mojej dominacji nad tobą? — odezwała się nagle.
Spojrzała, jak nieopodal przewija się jeden z techników dźwięku zespołu, który wszedł do wnętrza hali, w której dziś miał zespół występować, trzymając w swoich dłoniach skrzynię, która była zamknięta, jednak spodziewała się, że tam była część ze sprzętów, które rozkładali od dłuższej chwili. Nie chcąc im przeszkadzać, stanęła na uboczu, by móc spokojnie porozmawiać z ukochanym, który zadzwonił chwile temu, a ona nie mogła oderwać się od rozmowy i nawet nie chciała. Wykorzystywała każdą chwilę, by móc z nim porozmawiać, bo jak nie ona była w podróży i nie mogła z nim gadać, to on był na spotkaniach, więc w ostatnich dniach rzadziej ze sobą gadali, musieli każdy moment an to wykorzystać. Nie mogła jednak doczekać się tego momentu gdy znowu będzie mogła się do niego przytulić i pocałować, poczuć ten kontakt fizyczny, a nie tylko rozmowy czy pisanie do siebie wiadomości i mimo że nie zamierzała w tej kwestii narzekać to jednak bywają momenty gdy czujesz się dobity brakiem tej bliskiej osoby przy sobie.
— Marzę o tym… — dobiegł ją jego podniecony szept — Nie ma nic bardziej kuszącego jak bycie pod taką pięknością…
Niespodziewanie do jej uszu dotarł dość niepokojący dźwięk, jakby odgłos prędkich kroków a ona odwróciła się za siebie, gdzie dostrzegła postawione przyczepy ze sprzętem, ujrzała między nimi lukę, gdzie można było pójść dalej, a ona usłyszała dość głośne szmery, a po krótkiej chwili dość ostry męski głos, który krzyczał po angielsku, co bez problemu rozpoznała.
— Mam tego dosyć, rozumiesz!? — grzmiał głos w oddali, a ona zamilkła.
Nie powinno ją to interesować i bardziej wrócić i skupić się na rozmowie wraz z mężem, jednak nie byłoby dla niej to o tyle intrygujące, gdyby nie poznała tonu głosu swojego byłego narzeczonego, który wyglądał na poruszonego i bardzo rozwścieczonego, co od początku trasy się nie zdarzyło wręcz praktycznie w ogóle, nie wykazał się przejawem złości czy frustracji, a raczej zachowywał się tak, aby nie rozjuszyć swojej wybranki serca, jednak prawda była okrutna, potrafiła znaleźć jak durniejszy powód, by go ukarać, sprać na kwaśne jabłko, często będąc pod wpływem alkoholu i to były tylko jej domysły jednak uważała, że musi ona coś brać, bo zachowywała się dużo bardziej niż osoba niekontrolująca siebie, a taki wpływ ma zmieszanie pewnych substancji, jednak nie chciała o tym głośno mówić, czy nawet snuć domysłów, bo mimo że kontakt z narkotykami miała ponad dziesięć lat temu i w przebłysku wspomnień pamiętała swoje zachowanie z tamtych czasów, nie chciała, oskarżać nie mając, dowodów tak naprawdę opierając się na swoich przypuszczeniach, dlatego milczała i pozostawiła to tylko dla siebie.
— Bella czy coś się dzieje? — usłyszała zatroskany głos Ricardo.
Czuł się nieco zaniepokojony, że od dłuższej chwili, jego żona niespodziewanie zamilkła, pragnął się dowiedzieć czy coś się dzieje, bo mimo że słyszał jej oddech, to nic nie mówiła:
— Zaczekaj chwilę — wymruczała cicho.
Owszem może to głupie, że się przysłuchiwała rozmowie, bo to wprost nie kulturalne, ale tak naprawdę to oni pojawili się nagle i owszem mogli tam być, jednak jej ciekawość była raczej pokierowana troska o Mike i tak wydawało się to sprzecznością z jej wcześniejszymi słowami, jednak nie mogła nic poradzić. Gardziła każdą osobą, która dopuszczała się przemocy i współczuła osobom, które muszą tkwić w związkach, gdzie muszą być poddani woli własnego partnera.
— Co się dzieje? — zapytał zaniepokojony.
Zignorowała to pytanie, gdy nagle usłyszała sfrustrowanego Shinodę, który rozmawiał ze swoją żoną, a raczej się z nią kłócił i czyżby nastąpił dzień, gdy on z nią zerwał? To pytanie nagle nawiedziło jej umysł, gdy usłyszała, jak z wyrzutem mówi:
— Pokazałaś mi, że się zmieniłaś. Uwierzyłem ci, dałem ci szansę mimo tego, coś mi zrobiła w przeszłości. Pokochałem cię, myślałem, że znowu wróciła ta dawna Taylor, którą kochałem w liceum, ale ty tylko pokazałaś mi sztuczny, obraz samej siebie. Krzywdziłaś nie tylko mnie, ale również własne dziecko… — słyszał nagle świt, brzmiał, jakby ktoś uderzył kogoś i chyba wiedziała kto.
— Śmiesz się mi stawiać Michaelu? — zagrzmiał głos Taylor — Związałeś się ze mną i zgodziłeś się na to…
— Cholera Taylor, czy dla ciebie znęcanie się nad własnym dzieckiem jest atrakcyjne? — krzyknął oburzony — Już ja pa licho, ale jak ci kurwa nie wstyd bić małą! — zawołał.
Słysząc jak sytuacja zaczyna się robić coraz bardziej niebezpieczna zwróciła się do Ricardo.
— Skarbie, zadzwonię potem — powiedziała.
— Bella…!
— Wyjaśnię ci wszystko potem Ricardo — zapewniła.
Słyszała jego ciche westchnienie po drugiej stronie, po czym rozłączyła się i skryła telefon w kieszeni. Nawet nie drgnęła, nadal przysłuchując się tej dość głośnej wymianie zdań. Stała w pobliżu nie chcąc nawet znać o tym, że tutaj jest. Spodziewała się kolejnej awantury i owszem mogła w każdej chwili zainterweniować, ale wolała zaczekać, co się wydarzy.
— Prawdę mówiąc nigdy jej nie chciałam — rzuciła to wręcz od niechcenia.
— Co takiego? — spytał oszołomiony mężczyzna.
Ona również nie ukrywała swojego zaskoczenia, chociaż z tyłu głowy pojawiła się jej myśl, czy bardziej pytanie widząc, jak ona traktuje własną córkę, czy kiedykolwiek była chciana, jednak okazuje się, że ona nigdy nie miała w sobie instynktu macierzyńskiego. Od początku jej dość chłodny stosunek do córki mógł niepokoić, jednak nie zwrócono na to uwagę, lecz prawda jednak okazała się okrutna. Koszmarem dla dziecka jest bycie tak naprawdę niechcianym na tym świecie i sama po części to przeżywała, bo o ile jej matka jej pragnęła to ojciec, pokazał, że nigdy jej nie chciał. Ukazał swoje obrzydzenie do niej, porzucając ją w jakimś obskurnym bidulu.
— Była wpadką, jak ci mówiłam, nie znam jej ojca. Nigdy specjalnej jej nie chciałam, nie zdążyłam, usunąć cięży i rodzice zorientowali się o niej, kazali donosić i urodzić i zająć się małą, skoro potrafiłam się tak dobrze bawić w klubie to brać na siebie konsekwencje moich wyborów.
— Jakie było podłoże? — odezwał się nagle Mike — Jakoś naszego dziecka nie miałaś sumienia usunąć.
Zrobiła kilka kroków w przód, starając się jak najmniej zrobić hałasu i zajrzała między przyczepy gdzie zobaczyła parę która stanęła naprzeciwko siebie. Widziała odwróconą twarz Taylor w jej kierunku, a Michael stał odwrócony tyłem tak, że widziała jedynie tył jego głowy. Zobaczyła, jak na jej ustach nagle pojawi się bardzo obrzydliwy złośliwy uśmiech.
— A skąd masz pewność, że to było nasze? — zapytała wrednie.
Nagle zapadła głucha cisza, która została jedynie przerwana, hałasami dobiegających z pobliskiej hali i gwarem miasta. Słuchała tego, mimo że wcale nie powinna, jednak nie mogła odwrócić od nich uwagi i tak wiedziała, że powinna odejść, jednak coś mówiło, wręcz kazało jej zostać. Głosik z tyłu głowy zmuszał ja do zostania na miejscu więc stała i patrzyła, nie dając poznać, że ktoś ich za jeden z przyczep obserwuje i się przysłuchuje ich rozmowie, bo byli wręcz przekonani, że nikogo tutaj nie ma.
— Mówiłaś…
— Nie przyszło ci do głowy, że mogłam po prostu kłamać? Oszukiwałam cię przez ponad dwa lata związku, myślisz, że mogłabym nie zataić prawdy o tym, że nie ty możesz być ojcem. Sam dobrze wiesz, że sypiałam, z kilkoma na raz każdy mógłby potencjalnym ojcem, bo z tobą wręcz robiła to przez przymuszenie siebie do tego. Nie pociągałeś mnie, nie wiem, co ja w tobie w zasadzie widziałam jako nastolatka, chyba jedynie grajka z marzeniami, który nie była ani trochę pociągający.
Słyszała wręcz świst powietrza, mimo że nie mogła zobaczyć twarzy Michaela, to mogła wyobrazić sobie jego zszokowaną minę. Doskonale wiedziała, jak bardzo źle zniósł wiadomość o tym, że ona usunęła ciąże. Znacząco to wpłynęło na jego życie. W końcu to praktycznie dzięki jej obecności wyszedł z dołka psychicznego, jaki wpadł. Nie potrafiła sobie wyobrazić, co teraz siedzi w jego głowie i mimo wszystko naprawdę poczuła wobec niego współczucie.
Zwyczajny ludzki odruch, zwłaszcza że doskonale wiedziała, jak mu zależało na zostaniu ojcem i założenie rodziny. Zrujnowanie jego marzeń i cios, który go jeszcze bardziej dobił był chyba czymś, czego nie sądziła, że usłyszy tego wieczoru.
— Nie pomogłoby ci nawet testy DNA ustalić prawdy. Dałeś się przekonać, że jest to twoje dziecko, gdy tak naprawdę nigdy nie było tej pewności — wprost z niego drwiła.
— Oszukałaś mnie…!
— Jesteś zbyt przewrażliwiony — powiedziała to takim, tonem jakby wszystko nie miało dla niej żadnego znaczenia.
I nie byłaby absolutnie zaskoczona gdyby to nie było takie dalekie od prawdy. Widziała wręcz tę ironię, która wypisana była na jej twarzy, ten wręcz pełni satysfakcjonujący uśmiech, gdy spoglądała na mężczyznę, który stał przed nią. Nie przejęta zupełnie jego odczuciami, czy to jak bardzo go raniła, jednak nie można było być zaskoczonym, skoro dla niej przyjemnością było sprawienie jemu bólu fizycznego czy też, aby nie lubiła go dręczyć na tle emocjonalnym.
— I mówisz to z taką obojętnością!? — rozgrzmiał niespodziewanie jego głos.
— Bywa… — widziała, jak wzrusza ramionami, patrząc na niego wyzbyta z emocji.
Słuchając tego tak naprawdę, mogła tylko współczuć swojemu byłemu mimo wszystko, co o nim mówi, jednak miała ludzkie odruchy i rozumiała, że on był bardzo wrażliwym człowiekiem. Często mówi się, że to kobiety są skłonniejsze do przeżywania emocji i owszem tak jest, jednak w ich związku mogła śmiało powiedzieć, że właśnie to on był osobą będąca bardziej skłonna czy poddana własnym uczuciom i wcale to nie sprawiało, że był mało męski, dla niej było to niezwykle atrakcyjne. Zazwyczaj to ona była tą silniejszą osobę w związku i nie jednokrotnie musiała być jego otuchą czy osobą, która bierze na siebie ciężar pewnych spraw i absolutnie jej to nie przeszkadzało.
Nie spodziewała się jednak tego co usłyszy potem:
— Zrywam z tobą!
— Co takiego? — to był krzyk, który wręcz ranił uszy.
Spoglądała jak na twarzy kobiety, pojawia się prawdziwa wściekłość i rozdrażnienie. Widziała, jak w jednej chwili unosi dłoń i w ułamku sekundy uderza stojącego przed nią męża w twarz, słyszała jego cichy jęk, jednak jak zawsze by zareagowała, to teraz coś jej podpowiedziało, by zostać w ukryciu i się nie wychylać.
— Chyba się przesłyszałam Michaelu — zagrzmiała swoim gburowatym i szydercy głosem.
— Nie… — wymruczał dość słabo — Mam dosyć, życia w tak toksycznej relacji, być twoim pieprzonym podnóżkiem! — bronił się — Przez ciebie się stoczyłem! Muszę błagać o pomoc moją byłą, bo twoich licznych szaleństwach, bo nie potrafisz pohamować się przed tym, by nie bić mnie. Wstyd mi chodzić to Julii i błagać by mi pomogła, bo ty sobie zrobiłaś ze mnie worek treningowy! — mówił pełen żalu.
Nie dostrzegła momentu, zdążyła jedynie mrugnąć gdy rozbrzmiał nagle głośne uderzenie, a niespodziewanie z jej oczu zniknął, słyszała głośny upadek i mimo że mógł być zagłuszony, ona doskonale go usłyszała. Patrzyła wręcz z nieukrywanym przerażeniem, na to jak kobieta unosi nogę i kopię leżącego to było chyba najgorsze, co mogła zobaczyć, rozpacz bólu, bo czymś wręcz nie do zniesienia, jednak to nie był koniec. Ona stała tam jakby zesztywniała, czując się dokładnie tak, jak widziała jedną z najbardziej przerażających rzeczy, jakie doświadczyła, gdy widziała jak Clark, zabija swoją byłą dziewczynę.
Pobłysk ostrza w świetle zapalonych lamp, był czymś, co wybudziło ją z nagłego transu, a gdy dobiegł ją wręcz przerażający wrzask Mike'a, nie mogła tak tego zostawić, usłyszała pełen jadowitości głos Taylor gdy wycedziła:
— Jeszcze raz mi się stawisz, a obiecuje, twoja była padnie martwa! — odezwała się to tonem, który miał zlęknąć.
Nie mogła już dłużej tutaj trwać. Widziała, jak na jej oczach Taylor odchodzi, zostawiając okaleczonego męża samego, a ona przeszła za przyczepy, za którą się ówcześnie skryli i zobaczyła najbardziej przerażający ją widok. Patrzyła na leżącego na asfaldzie Shinodę, który zwijał się z bólu, kurczowo trzymając się za zranione miejsce. Widziała, jak odwrócił się na bok, a na jego twarzy widziała grymas ogromnego cierpienia.
— Mike! — odezwała się wystraszona.
Nie zamierzała ukrywać swojego lęku gdy zobaczyła coś, co wręcz ją przeraziło. Naprawdę obserwując z boku istny dramat, mimo że starała się zachować spokój i być twarda to patrzenie jak ktoś krzywdzi kiedyś bliską jej osobę, było czymś, czego nie oczekiwała. Tutaj nie chodziło, że poczuła znowu do niego sympatię czy znowu pokochała, bo to wręcz było absurdalne. Kierowała ją jedynie troska o niego, bo świadomą byłą a w jakiej sytuacji się znalazł.
— Julio… — wyjąkał słabo — Ja…
— Dlatego cię cholera ostrzegałam — mruknęła cicho.
Chwyciła go pod ramiona i pomogła mu usiąść, opierając się o oponę przyczepy. Odsunęła lekko, ale stanowczo jego dłonie z poranionego miejsca i zobaczyła jego koszulkę przesiąknięta krwią. Delikatnie zaczęła ją odsuwać, a ona widziała ranę, którą, z której wpływała krew.
— Błagam, nie dzwoń na pogotowie — zaczął, widząc jej minę.
Była gotowa się odezwać i oznajmić, że wzywa karetkę, jednak widziała grymas na jego twarzy gdy próbował się, bezskutecznie podnieś i uprzedził ją, zanim mogła cokolwiek powiedzieć.
— Mike czy ty naprawdę jesteś poważny!? — spytała oniemiała.
— Mamy występ…
— Ważniejsze jest twoje zdrowie niż wyjście na scenę — weszła mu w słowo — I jak uważasz, mam się po prostu nie wtrącać? Opatrzeć ci ranę i po prostu cię puścić? — nie dowierzała
— Julio, wiem, jak to wygląda… — wymruczał cicho — Ale nie mogę odpuścić, tego wyjścia — próbował ją przekonywać — Proszę pomóc mi się uporać z tą raną a…
— Mike powinneś trafić do szpitala, a nie udzielać występu!
Zapomniała jednak, ze Shinoda był niezwykle upartym człowiekiem i doskonale rozumiała ten mechanizm. Patrząc, jak powoli próbuje wstać, wiedziała, że jego zachowanie jest klasyczną próbą zatuszowania ran czy zdarzeń, które się wydarzyły, by udawać, że wszystko jest dobrze. A ona naprawdę nie wiedziała, czy coś złego mu się nie stało. Czy uderzenie wcześnie nie sprawiły jakieś wewnętrznego krwotoku, jednak on był uparty?
Patrzyła jak mocniej ściska zęby gdy wstał i otrzymując się ściany, przyczepy spojrzał na nią:
— Wiem, co myślisz, ale…
— Po prostu jesteś głupi, nie ręczę, co będzie na scenie — powiedziała.
Wstała z mocno zaciętą miną i mimo że absolutnie nie podobało się jej, co zamierzał zrobić, nie mogła na niego tak naprawdę wpłynąć, a on był dorosłym człowiekiem, który podejmował decyzje o sobie. Wiedziała, że robi głupstwo, ale nie wiedziała, jak go już pohamować.
Niechętnie, ale pomogła mu dojść do łazienki, gdzie opatrzyła go, coś ją podkusiło i trzymała wciąż przy sobie mały zestaw z apteczki w razie takich sytuacji. Delikatnie odkaziła ranę i mimo że nadal z niej ciekła czerwona substancja, wyjęła plaster ze swojej nerki, gdzie trzymała wszystkie najpotężniejsze rzeczy. Widziała jak w jednej chwili nagle Mike, zachwiał się niebezpiecznie. Poderwała na niego spojrzenie i zapytała:
— Co się dzieje? — zapytała gdy rozerwała bandaż już kolejny.
— Nic — powiedział, starając się zabrzmieć jak najbardziej natułanie.
— Michael! Odmawiam, tego byś wychodził na scenę. Nie proszę jako twoja była, ale jako dawna kumpela, dla własnego zdrowia i życia, proszę, pozwól mi, zadzwonić na pogo…
— Nie! — odezwał się spanikowanym głosem — Tylko nie pogotowie.
— Nie rozumiem, czemu jej tak bronisz? Czemu dalej z nią jesteś — odezwała się, podnosząc się gdy dokończyła swój opatrunek.
— Ty nic nie rozumiesz — wymruczał.
Po tych słowach bez słowa powędrował w stronę wyjścia, a ona zawołała za nim:
— To mi wytłumacz — krzyknęła sfrustrowana.
Jednak nie otrzymała żadnej odpowiedzi na dręczące ją pytania. Westchnęła cicho i wyrzuciła papierki do kosza i podeszła do umywalki, by obmyć ręce i spojrzała, na swoje odbicie w talii lustra i tak naprawdę zaczęła tracić do niego siły. Naprawdę nie życzyła mu teraz źle, ale sam się teraz narażał i było to niezwykle frustrujące, że ona czuła się, jakby miała związane ręce i nie mogła zupełnie nic zrobić, bo tak było.
Mogła przyglądać się temu wszystkiemu z boku, było to irytujące i denerwujące jednocześnie. Jednak tak naprawdę to życie Michaela a ona była tylko biernym obserwatorem. Wytarła dłonie w ręcznik, który wyrzuciła i wyszła z łazienki i wolnym krokiem powędrowała w stronę garderoby, jednak już w oddali widziała, jak zespół wychodzi i nie wiele myśląc, powędrowała za nimi.
Nie wiedziała, czemu tam idzie, czy może pragnęła mieć oko na tego uparciucha, czy po prostu się bała o niego. Patrzyła jak po raz ostatni przed występem tradycyjnie stają w kółku i rozmawiając i mimo że nie przysługiwała się, to wiedziała, że to dla nich normalne, dla nich to było okazanie sobie wsparcia tuż przed kolejnym występem, robili to od lat i miło się to oglądało, jednak ona skupiła swoją uwagę na Michaelu, który przybierał dobrą minę do złej gry. Zobaczył, jak spogląda na niego, jednak ją zignorował i po chwili zaczęli po kolei wychodzić na scenę zaczynając od Roba i Joe, potem wyszedł Brad z Dave a na końcu jak zawsze Mike i Chester. Ona stanęła obok Jima, który popatrzył na nią i delikatnie się uśmiechnął. Odwzajemniła ten gest, a ona popatrzyła na początek koncertu.
To był moment chwila, która się wydarzyła gdy nagle coś huknęło i można było pomyśleć, że coś spadło, jednak chwile potem na schodach pojawił się Rob, który krzyknął:
— Dzwońcie po pogotowie! — zawołała.
A w jej głowie pojawiły się przerażające myśli.
No comments:
Post a Comment