Sunday, December 15, 2024

IV 15 (P.2) — NIEOCZEKIWANE ZAPROSZENIE

    — Jesteś zwolniona!
    Niespodziewanie po drugiej stronie telefonu rozbrzmiał dosyć srogi i bardzo stanowczy męski głos. Jego nieprzyjemny ton głosu sprawił, że w jednej chwili jej dobry humor rozpłynął się na wietrze niczym pęknięta bańka mydlana, gdy musiała po raz kolejny tego dnia słyszeć mężczyznę, którego tak szczerze nienawidziła, jednak po jego słowa poczuła dziwne poczucie wolności i swobody.
    To mogło wydawać się zaskakujące, czemu odczuwała wręcz takie zadowolenie, z powodu utraty pracy coś, co dla dorosłej osoby jest powodem do zmartwień. Jednak w tym przypadku była bardziej niż szczęśliwa, gdy tylko sens tych słów do niej dotarł. Z niczego nie była bardziej zadowolona niż z tego, że jej trzymiesięczny okres wypowiedzenia się właśnie zakończył i mimo że straciła źródło zarobku, nie mogła już dłużej znosić tak jawnej zniewagi i pragnieniu wykorzystywania jej na każdym kroku dlatego pomimo początkowego napięcia, które jej towarzyszyło teraz, odczuła ogromną ulgę, której nie zamierzała ukrywać i nie zamierzała gryźć się w język, jak do tej pory to robiła i mimo sprzeczek z kierownikiem nie mówiła całej prawdy, teraz nie zamierzała się hamować ani przez moment.
    — Nic mnie bardziej nie cieszy niż zakończenie pracy z takim bucem jak ty — rzuciła ostrym tonem przez telefon.
    — Słucham? Czy…
    — Daruj sobie Stevenson — nie miała już wyrzutów sumienia, że nie zwraca się do niego, per pan czego od niej oczekiwał, większość działu była z nim na ty, a wobec niej stawiał chore wymagania — Nic mnie nie raduje, niż to, że ten piekielny okres w moim życiu nazywaną pracą pod tobą się skończyło. Dużo bardziej szanowano by mnie na miotle w McDonaldzie niż właśnie ty! — rzuciła wprost do niego — Nie potrafiłeś uszanować mnie jako nowego pracownika, wciąż robiłeś mi pod górkę. Myślałeś, że zrobić sobie za mnie sługusa, a nie godziłam się na takie warunki. Nie skończyła — powiedziała bardziej stanowczo gdy tylko usłyszała, jak usiłuje się odezwać — Jawnie stosowałeś mobbing w pracy, mimo że jest to zakazane, gdybym była na tyle mściwa pozwałabym cię do sądu! — podniosła jeszcze bardziej głos — Ale nie zrobię tego, bo nie mam ochoty patrzeć na twoją snobistyczną i arogancką twarz. Oczekuje, że ostatnia wypłata wpłynie na konto i to będzie ostatni kontakt z waszą firmą…
    — Za takie zachowanie, nie wystawię ci dobrej oceny. Będziesz musiała się prosić o dobre stanowisko, bo po moich rekomendacjach nikt cię nie przyjmie! — zagroził jej.
    — Szczerze mało mnie to obchodzi — odparła kąśliwe — Nie muszę szukać pracy jako grafik, jest tysiące innych ofert. A co twojej opinii to szczerze mam ją gdzieś. Bo ja sumienie wykonywałam swoją pracę, a to ty robiłeś wszystko by utrudnić mi życie w firmie. Tego nie da się ukryć, oboje o tym wiemy. I z jednego cholernie się cieszę, że nigdy ciebie Stevenson nie zobaczę — powiedziała, czując jak z jej serca, spada jakiś niewidzialny ciężar.
    — Twoja bezczelność daleko cię nie zaprowadzi Bennington, żegnam ozięble! — powiedział i nim zdążyła zareagować, usłyszała to charakterystyczne pikanie.
    Popatrzyła na swój telefon, kurczowo zaciskając dłoń na kierownicy i przez moment spoglądała nieco oszołomiona, jednak wkrótce delikatny uśmiech zagościł na jej twarzy, gdy zrozumiała, że w końcu uwolniła się z kleszczy tej firmy. Nic bardziej ją teraz nie mogła uradować jak to. I chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że teraz czeka ją sumienne poszukiwanie pracy i chodzenie na rozmowy klasyfikacyjne to woli już bardziej to i znaleźć miejsce, gdzie wykażą się odpowiednim szacunkiem wobec niej niż pracowanie pod szydłami tego wstrętnego faceta i mimo że to był jedynie kierownik działu, lecz to jemu podlegała bezpośrednio, a nie wyższemu szefostwu a ten człowiek nie jednokrotnie doprowadził ją do szaleństwa.
    Widziała, jak telefon przygasa, a ona oparła rękę, w której nadal trzymała zaciśnięty telefon i zerknęła na dom przed nią, pod którym stała od dłuższej chwili. Miała już powoli wychodzić gdy zadzwonił jej już były kierownik, informując o zwolnieniu. Nie zamierzała jednak rozpamiętywać tego i skupić się jednak na tym, po co tutaj była, bo musiała przyznać wczorajszy telefon Chestera, był dla niej niezwykle intrygujący, a jednocześnie zastanawiający.
    Dało się wyczuć coś w jego głosie, jednak nie była w stanie do końca określić. Twierdził, że miał jakąś sprawę wraz z zespołem, a raczej większość jej częścią pomijając najmniej dla niej pożądaną osobę nie tylko na wzgląd na to co ich podzieliło, a raczej na aspekt zachowania względem niej. Nie potrafiła zapomnieć ich dość wulgarnego i lekko agresywnego stosunku wobec niej, mimo że ona zupełnie nic im nie zrobiła. To właśnie on wraz z małżonką uznali, że będzie dość przyjemnie wciskać jej szpile jak nie wyśmiewać.
    Odrażające!
Dwójka dorosłych ludzi a zachowywali się zupełnie jak niepoprawni nastolatkowie, którzy uważają, że śmiesznym żartem będzie dokuczanie czy śmianie się z kolegi. To bardzo dziecinne zachowanie, które zupełnie się jej nie podobało, na szczęście była skazana na nich tylko, gdy któryś z chłopaków miał urodziny czy ich partnerki i gdy została zaproszona ona oraz jej były z żoną jednak i tak unikała z nimi rozmów, czy bezpośredniego kontaktu. Nie rozpamiętywała tego, bo zakończyła ten etap życia, z czego nie wątpliwie się cieszyła.
    Tylko nadal zastanawiało ją jedno. O co mogło chodzić starszemu Benningtonowi i czemu akurat jego koledzy z kapeli biorą w tym udział. Nie zamierzała jednak się nad tym rozwodzić, a znała taki jeden skuteczny sposób jak się dowiedzieć, jaką mają do niej sprawę.
    Wyjęła kluczyki ze stacyjki i sięgnęła po torebkę i wyszła z samochodu. Zamknęła pojazd i wrzuciła telefon jak i pilot do auta do środka i podążyła spokojnym krokiem w stronę wejścia. Momentalnie powróciły do niej wspomnienia czasów licealnych gdy jeszcze tutaj mieszkała i doskonale się bawiła. Wtedy miała taki rok, w którym żyła jak nastolatka a jej życie było praktycznie wyjęte z filmu, poczuła wreszcie, że żyje. Teraz była dorosłą kobietą i nie zaprzeczała, nadal się dobrze bawiła, jednak już podejście się zmieniło gdy musiała zarobić na siebie utrzymanie domu czy zwierzaki. Prowadziła życie dojrzałej osoby i żony, którą była od paru tygodni, ale to tylko formalność, która i tak nie wiele zmieniła w życiu jej i małżonka.
    Stanęła przed drzwiami i zastukała i czekała, aż ktoś jej otworzy, jednak stojąc już od dłuższej chwili, nie słyszała kroków po drugiej stronie. Ponownie zabębniła w drzwi, nieco głośniej mając nadzieje, że tym razem jednak brat ją usłyszy jednak znowu to samo. Przez moment się zawahała czy nie odejść, jednak odruchowo chwyciła klamkę, wystarczyło, że lekko nacisnęła, a one ustąpiły przed nią. Zmarszczyła brwi zaskoczona i chociaż nie chciała, wchodzić nieproszona to jednak czuła zaniepokojenie.
    Chester doskonale wiedział, że miała przyjechać, nawet pisała z nim przed wyjściem to, czemu nagle nie otwiera drzwi. Przeszła przez maleńki korytarz, jednak z każdym krokiem słyszała coraz wyraźniejsze głosy. Wkrótce dobiegły ją wręcz głośne rozmowy dwojga mężczyzn. Swojego brata poznała bez trudu, słyszała ze nie był zbytnio zadowolony gdy odezwał się drugi z męskich głosów i wręcz miała ochotę zrobić krok w tył i wycofać się, bo poznała go bez trudu.
    — Z deszczu pod rynnę — mruknęła gdy tylko w salonie rozbrzmiał głos Johna.
    Po kłótnie z byłym pracodawcom brakowało jej jeszcze spotkania z osobą, którą pogardzała tak samo jak właśnie byłego kierownika i swojego pierwszego faceta jednak w tym przypadku, Clark i John byli na tym samym poziomie jej nienawiści wobec nich. Nawet nie przysługiwała się ich dość głośnej kłótni, jednak stanęła na progu salonu i momentalnie się zatrzymała:
    — Wyjść! Już ci tłumaczyłem i nie zamierzam się powtarzać. Amy to benkart…
    — Jak ty śmiesz, wyrażasz się tak o własnej siostrze! — rozgrzmiał.
    — Mam kłamać? Matka nie tego mnie uczyła. Dla mnie to bachor. Powiedziałem ci, to już parę razy nie uznaje jej za siostrę i nigdy tego nie zrobię. Powinneś się cieszyć i szanować to, że pomimo mojej szczerej niechęci i obrzydzenia do ciebie za to co zrobiłeś mamie, utrzymuje z tobą kontakt. Jesteś wstrętnym człowiekiem, który stworzył piekło własnemu dziecku.
    — Mówiłem ci, ta szmata nie jest twoją siostrą!
    — Zabawne co mówisz i jak starasz się to wypierać. Nie należą do osób głupich. Zrobiłem testy DNA, które potwierdziły, że właśnie to ty stworzyłeś mojej siostrze piekło na ziemi, porzucając ją w jakimś paskudnym sierocińcu. Winny rozpadu rodziny jesteś wyłącznie ty, nawet nie mama, ale właśnie ty. Żałosne, że wolałeś uganiać się za młodą panienką, gdy matka leżała w szpitalu i walczyła o życie, ale wolałeś zająć się własnymi sprawami. Z nas dwojga to ty jesteś straszniejszym człowiekiem, jeszcze jedna taka wizyta i wymuszenie na mnie zobaczenia tego gówniarza twojego nieślubnego dziecka, a zerwę z tobą kontakt… — urwał momentalnie, gdy jego wzrok padł w jej stronę.
    Widząc, jak nagle jego własny syn zamilkł John, momentalnie podążył za spojrzeniem jego oczy i wkrótce zobaczył młodą dziewczynę która stała na progu salonu. Wydawało się, że stała tutaj od dłuższej chwili i się temu przyglądała na jej twarzy, nie można było dostrzec żadnych emocji, prócz niechęci i obrzydzenia.
    — Co ona tutaj robi? — rzucił gniewnie do syna.
    — Jak to, co — opowiedziała nagle młodsza z Benningtonów — Wpadłam w odwiedziny do braciszka, bo mnie o to prosił — skomentowałaz ironicznym uśmiechem.
    — Wyno…
    — Nie masz prawa jej wyrzucać to mój dom! — zagrzmiał głos Chestera — Cześć młoda, wchodź ten pan i tak już wychodzi — powiedział z naciskiem, spoglądając na starszego mężczyznę.
    Przez moment syn wraz z ojcem spoglądali na siebie, mierząc się spojrzeniami, dało się wręcz wyczuć wzrastające z każdą chwilą napięcie wokół nich. Atmosfera z każdą chwilą gęstniała i psuła się coraz bardziej. Nie dało się zaprzeczyć, że ich konflikt z każdą chwilą się pogłębiał, a wszystkiemu była winna ona.
    I czy czuła jakieś wyrzuty sumienia?
    Absolutnie nie!
    Bo nie miała nawet prawa ich odczuć. John zachował się jak ostatni złamas, który sprawił, że przez piętnaście lat życia żyła w totalnym syfie. Sprawił, że straciła szansę na rodzinne życie, a gdy właśnie Chester zdecydował się na dość poważny krok, jakim było odnalezienie jej i późniejsza adopcja nastolatki wykazał się dużą dojrzałością i zrozumieniem sytuacji, a zarazem zapragnął jednak połączyć przynajmniej ich dwoje, mimo że ich rodzina była zupełnie rozbita jednak więź, która ich łączyła była teraz zbyt silna, by ją zerwać.
    Do końca życia będzie mu wdzięczna za pomoc i podarowanie mu domu a przede wszystkim, to, że stał się jej rodziną. Nie porzucił jej, jak mógł to zrobić w każdej chwili, a walczył o nią i nie poddał się ani na moment. Oboje z czasem zaczęli rozumieć i pojmować, że mają tylko siebie a dość skąpe spotkania muzyka z byłym funkcjonariuszem policji były tylko takimi ochłapami tego co kiedyś ich łączyło. Nie potrafił darować mu co zrobić z jego młodszą siostrą, jak potraktował matkę, a teraz uwił sobie gniazdko z inną kobietą, której zrobił dziecko i na ironie losu była to córka a poprzednią z byłą żoną się wyzbyć, bo jak twierdził, że nie chce dziecka. Syn mu zupełności wystarczył. Ale jak widać młodsza kochanka, zdziałała cuda i pokochał swoją drugą córkę, a pierwszej nawet nie chciał uznać i nawet lepiej dla niej, bo dla niej on był jedynie dawcom spermy niczym więcej.
    — Jesteście siebie warci — prychnął John.
    Widzieli, jak odchodzi pewnym siebie krokiem. Przez chwile zapanowała cisza jednak po chwili rozbrzmiał trzask zamykanych drzwi a oni oboje wręcz jednocześnie odetchnęli z ulgą gdy Julia zeszła po dwóch stopniach i podeszła bliżej piosenkarza:
    — Wybacz, nie spodziewałem się, że ten kretyn przyjedzie — powiedział dość przepraszającym tonem.
    — Nie musisz mnie przepraszać — zapewniła go — Poza tym nie ma się kim ani czym się przejmować — rzekła — Raczej to ja powinnam przeprosić, bo się wprosiłam, ale mam na swoje usprawiedliwienie to, że mi nie otwierałeś.
    — Wiem, słyszałem, próbowałem go wygonić, zanim przyjdziesz, ale jak widać, się nie udało — rzekł, wzruszając ramionami — Nawet lepiej, że wtargnęłaś bez pukania — podkreślił nieco rozbawiony — Przynajmniej pomogłaś mi się go pozbyć. Nie cierpię typa, ciągle próbuje zmusić mnie do poznania tego swojego dzieciaka. Nie pojmuje, że nie uznaje tego gówniarza — mruknął.
    — Oboje wiemy jakim palantem jest ten człowiek, ale czy jest warte szarganie na niego nerwów? — zapytała, rozsiadając się na jednej z kanap.
    — W punkt młoda — podkreślił — Kawa czy herbata?
    — Chyba wiesz, co lubię — odparła spokojnie.
    Widziała, jak w następnej chwili odchodzi i znika w głębi kuchni, nie zdążyła nawet nic zrobić, gdy poczuła niespodziewanie, jak materac dusz obok niej ugina się i w tej chwili rozbrzmiało radosne szczekanie złotawej suczki, która wdrapała się na kanapę. Odwróciła się ku niej, a na jej ustach pojawił się lekki uśmieszek gdy tylko ją ujrzała
    — Cześć złotko — powitała ją, na co suczka radośnie zaszczekała.
    Zaczęła ją delikatnie drapać za uchem, co wręcz uwielbiała, radość tych ciemnych oczu było czymś, co dawno nie widziała.
    — Stęskniłaś się? — zapytała.
    W odpowiedzi rozbrzmiało jej głośne szczekanie.
    — Ja też się stęskniłam — mówiła.
    W następnej chwili zobaczyła, jak z kuchni wraca muzyk, trzymając dwie szklanki wypełnione brązową substancją, a o ich ścianki dało się słyszeć uderzenia kostek lodu. Popatrzyła na niego, a jedno pytanie nadal ją dręczyło.
    — Właściwie, po co chciałeś się ze mną zobaczyć?
    — To już własną siostrą nie mogę się spotkać — odezwał się nieco uszczypliwie — Kiedy się ostatni raz widzieliśmy? Na moich urodzinach, a teraz już jest maj. Mogłem się stęsknić? Owszem. Brakowało mi ciebie.
    Spojrzała na niego spod lekko przymrużonych powiek, jej wyraz twarzy wręcz mówił jedno, co było od razu dostrzegalne przez starszego mężczyznę, który delikatnie uniósł dłonie w geście bezradności, jednak ani na moment nie spuściła z niego swoich oczu, po krótkiej chwili dało się wręcz słyszeć ciche westchnienie, które padło z jego ust, gdy oparł swoje łokcie na kolanach, splatając dłonie i rzekł:
    — Wspomniałem ci przez telefon, że mam sprawy, a raczej mamy — poprawił się pod koniec.
    — Czemu nie możesz tego przekazać sam. Skoro wiesz, że to wasz wspólna prośba.
    — Może z tego samego powodu co ci wymieniałem wcześniej — rzucił w jej stronę — Wiem, tematu nie miałem poruszać, ale odkąd nie spotykasz się z Mike, to chłopacy rzadko się widują zupełnie jak ja.
    — Ja was doskonale rozumiem — odparła spokojnie — Wiem ze ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, jednak umówmy się studia, dosłownie mnie wyniszczają w tym roku, poza tym musiałam pracować. Już nie mam takiej swobody jak przyprowadzeniu związku i nie będę kłamać, skupiałam się na nowym związku.
    Oczywiście mogła wymyślać jakieś wymówki, ale czy miało to sens okłamywanie najbliższych osób, w końcu to właśnie jej brat oraz cała kapela byli pierwszymi osobami, z którymi zaprzyjaźniła się jako pierwszymi gdy tylko przyjechała do Los Angeles. Nie zapomniała o nim, jednak oni również wiedli swoje życie, praca, spędzenie czasu z partnerkami czy innymi znajomymi to pochłaniało czas. Jednak nigdy nie zamierzała o nich zapomnieć.
    — Właściwie co z tą pracą? — zaciekawił się nagle — Mówiłaś, że pracujesz w agencji reklamowej. Co z twoją stroną naprawdę chcesz to tak zostawić? — pytał.
    Zamilkła na moment, nadal głaszcząc Anikę, która położyła głowę na jej kolana zadowolona z pieszczot, które jej zapewniła. Na moment odwróciła od niego spojrzenie i westchnęła cicho. Mogła spodziewać się pytania odnośnie firmy, która tak naprawdę upadła. Wiedziała, że będą padać takie pytanie i musiała się mierzyć, z tym że musiała wyjaśniać, jaka jest sytuacja. Nie zamierzała jednak ukrywać, że czuła się rozszalała i po części wściekła, że tyle lat jej ciężkiej i sumiennej pracy poszło w piach przez jeden napad, a z czasem opinia na jej temat w Internecie zaczęła się pogarszać a na wzgląd na prywatne życie i to, w jakim ono było chaosie, nie reagowała. Tylko nie rozumiała czemu, nagle w przestrzeni publicznej wylał się na nią aż tak niezrozumiały dla niej nienawiści wobec niej. Praktycznie od pół roku odcięła się od mediów, a gdy zerkała przelotnie, widziała bardzo negatywne komentarze w swoim kierunku.
    Czym to było spowodowane?
    Zupełnie nie wiedziała i mogła szukać źródła, ale czy miało to sens gdy bardziej była zmartwiona o swoje życie osobiste niż to, czy jakiś random z sieci ją obraża. Bardziej ceniła sobie życie rzeczywiste i problemy, z jakimi się zmagała niż to dzieje się na platformach społecznościowych.
    — Zostałam zwolniona — wyznała.
    — Żartujesz!? — odezwał się z niedowierzaniem.
    Mimowolnie roześmiała się pod nosem, zanim odpowiedziała:
    — Owszem Chester, zanim przyszłam, miałam nieprzyjemną rozmowę z kierownikiem, który po prostu mnie wylał. I zanim zapytasz, ani trochę mi nie żal. Byłam i tak na okresie próbnym, a ten buc, bo inaczej nie mogę go nazwać, wykazał się takim haustem ignorancją brakiem szacunku wobec mnie nawet jako człowieka, że zamiast być zdołowana i przybita, to ja się cieszę. Nie mam ochoty być dosłownie poniewierana przez kogoś, komu nie spodobało się to, że zostałam zatrudniona.
    — Pewnie miałaś z nim ścięcia?
    — I to nie jedną. Rozumiałabym jego aluzje gdybym faktycznie była leniem, który nic nie robił, jednak wykazywałam się starannością i pilnością i zawsze dowodziłam, że gdy powieszono mi zadanie, wykonałam je na czas. Nigdy nie odmawiałam spotkań, mimo że bywało ciężko pogodzić studia z pracą, ale jakoś dawałam radę — mówiła szczerze/ — A co do strony? — pośpieszyła prędko z wyjaśnieniami — Szczerze to nie mam ochoty się znowu w to bawić, a raczej znowu rozkręcenia tego na nowo. Nie wiem również, co się dzieje, ale za każdym razem gdy wchodzę na portale, wylewa się fala nienawistnych, komentarzy jakbym coś zrobiła, a to wydaje się wręcz irracjonalne, bo, praktycznie od paru miesiącach wyrwałam się z tego życia w Internecie.
    — Szczerze mnie samego to zastanawia — przyznał szczerze — Nie zamierzam ingerować, bo dalej trzymamy się naszych postanowień, ale sam tego nie rozumiem.
    Początkowo oboje uzgodnili, że nie będą przyznawać się do tego, że są spokrewnieni. Nie chcieli całego medialnego szumu, zwłaszcza że przed paroma laty była nastolatkom nieco zagubioną i sam Chester przyznał, że nie chce by gazety, nie dawały jej żyć, by była rozchwytana przez paparazzi czy fotografów i również wtedy oboje zdecydowali, że nie przyzna się w szkole do tego, że dość znany muzyk jest jej bratem. Póki co oboje byli zadowoleni z takiego układu, bo oboje mieli zachowaną prywatność, o co zabiegał zespół, a ona nie była dręczona. Dla wielu jej nazwisko jest jednym z wielu, bo nie tylko Chester nosił takie nazwisko, ale owszem był bardzo znany, bo śpiewał w dość znanym zespole na całym świecie. Dla niej jest wręcz na rękę, że uważają to za zbieżność nazwisk czym i ona się posługiwała swego czasu. Nic nie było tak istotniejszego jak to by jednak ich życie było tylko wyłącznie ich sprawą, a nie mediów. Podjęli tę decyzję wspólnie i byli z niej zadowoleni.
    Obecnie jednak posługiwała się innym nazwiskiem, jednak na razie nie zamierzała tego absolutnie zdradzać, póki razem z Ricardo nie zdecyduje się powiedzieć prawdy, znajomym co chcieli zrobić razem, to niech są przekonani, że nosi panieńskie nazwisko. To tylko mała różnica.
    — Mało istotne — machnęła ręką — Pogadają, wkrótce znajdą sobie nowy temat do dyskusji. A mnie mało interesuje opinia innych na mój temat.
    — I słuszne spostrzeżenie, bo nie żyjemy w wirtualnym świecie, tylko realnym akurat tutaj masz całkowitą rację — zgodził się.
    — A co z tym twoim facetem? Ricar… Jak się on nazywał — zastanawiał się na głos.
    Widziała po nim, że pomimo że pytał po prostu z uprzejmości, to pojawił się jakimś niesmak na jego twarzy. Ale nie zamierzała go przekonywać do swojego męża. Może z czasem się polubią gdy bliżej się poznają, bo także wie, że dzieli ich bariera językowa. Była dobrej myśli, na razie dała im obojgu przestrzeń.
    — Ricardo — przypomniała mu — Wczoraj wyjechał do Hiszpanii na parę tygodni. Musiał pozałatwiać sprawy biznesowe i spotkać się z bliskimi.
    — Czym on się w ogóle zajmuje?
    — Prowadzi firmę, która zapewnia bezpieczeństwa sieciowe. Ogólnie siedzi w branży informatycznej i skupia się głównie na zabezpieczeniach internetowych i elektronicznych dokumentów przedsiębiorstw czy wyższych instancji. Podobna dziełka, którą zajmuje się Anthony, tylko że on programuje, a ten zapewnia bezpieczeństwo sieciowe.
    — Kiedy go się pobałaś i w ogóle ile was dzieli?
    — Prawdę mówiąc, jest dwa lata starszy ode mnie. A poznaliśmy się, no to jest dość intrygująca historia, bo zaczęła się jeszcze na przełomie związku z Mike. I zanim zapytasz, nie nie zdradziłam go, to on mnie oszukał. Raczej był klientem, który chciał kupić mieszkanie, a że wróciłam wtedy do siebie, musiałam mu odmówić. Ponownie spotkaliśmy się w Hiszpanii na zawodach. Więc byłam lojalna wobec Shinody cały czas a z Ricardo tak naprawdę poznaliśmy się po moim zerwaniu…
    Nie była w stanie dokończyć, gdyż niespodziewanie rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
    — Wreszcie przyszli — rzucił nagle — Wybacz młoda — przeprosił ją i wstał.
    Widziała, jak odchodzi, a ona sięgnęła po szklankę z mrożoną kawą i upiła kilka łyków. Zdążyła tylko odłożyć szkło na stolik gdy zobaczyła wchodzącą całą grupę do salonu no prawie, bo brakowało jedynie Shinoda, jednak nie był zaproszony.
    — Julio, wieki cię nie widziałem — odezwał się Brad.
    Wstała i podeszła do niego i niemal chwile potem objął ją w bardzo ciasnym uścisku i miała poczucie, że zaraz ją udusi.
    — Daj oddychać — wyjęczała.
    W końcu poluzował uścisk, po czym przywitała się z resztą:
    — A co do tego to widzieliśmy się ostatnio dwa miesiące temu — przypomniała mu.
    — To i tak długo — stwierdził Dave — Ale możliwe, że będziemy cię widzieć codziennie.
    — Co masz na myśli.
    W następnej chwili Chester wrócił z kuchni, niosąc kilka szklanek z wodą, które postawił na stoliku i powiedział:
    — Właściwie w tej sprawie cię wzywaliśmy — rzekł.
    — Mamy dla ciebie propozycje — dopowiedział Joe — Kiedy w ogóle masz ostatnie egzaminy na studia?
    Popatrzyła na nich lekko zdziwiona, zanim odparła:
    — W połowie czerwca potem mam wolne — odparła zgodnie z prawdą — Dlaczego pytacie?
    — Bo dobrze wiesz, że wyruszamy w lipcu w trasę koncertową po Europie i chcielibyśmy, żebyś z nami jechała.
    — Jako kto? — zainteresowała się — Z Mike nie jestem…
    — Ale jesteś moją siostrą — wtrącił się piosenkarz.
    — I przyjaciółką zespołu — dopowiedział Rob — Poza tym dziewczyny będą miały z kim plotkować, bo Taylor wręcz nie znoszą — mruknął.
    Widziała, jak zespół zgodnie przytaknął. Zastanowiła się przez chwile. Tak naprawdę nie miała za wiele do stracenia. Praktycznie nic ja tutaj nie trzymało, a chętnie zwiedzi Europę. Nie zastanawiała się długo i powiedziała:
    — Dobra, ale nie obiecuje, że względem tej żmiję będę grzeczna — powiedział sugestywnie.
    — Nawet tego nie oczekujemy od ciebie. Sami ją ledwie znosimy — przyznał Brad — Ja nie pojmuje, co mu do głowy wpadło, by znowu spotykać się z tą kobietą. Nie pamięta, co mu zrobiła? — zastanawiał się na głos.
    Nie dało się ukryć, że martwiła go sytuacja najbliższego przyjaciela, jednak ona nawet nie chciała się nad tym rozwodzić.
    — Brad lepiej po prostu przemilczeć ten temat — zauważył piosenkarz — Julia raczej nie jest skłonna do słuchania o związku eks narzeczonego i obecnej żony. Ja sam nie mam chęci gadać o głupocie Shinody.
    Resztę popołudnia spędzili wspólnie.

No comments:

Post a Comment