— Kogo niesie tak wcześniej?
W ogarniającej spokojni wręcz harmoniczną ciszę sypialni nowo upieczonego narzeczeństwa rozbrzmiał nagły dźwięk, który przerwał panujący wokół nich spokój. Śniąca do tej pory głębokim snem młoda dziewczyna zdawała się jako jedyna usłyszeć ten drażniący w tej chwili ją dźwięk. Melodia, która wręcz doprowadziła jej zmysły do szaleństwa, gdy wdarła się do jej zaspanej podświadomości, budząc z pięknego dla niej snu. Sprowadzając ją do ponurej rzeczywistości, nie pozwalając dłużej marzyć. Wyrywając ze swojego własnego świata fantazji i podświadomych pragnień, które mogła tam spełniać.
Myśląc, że zdoła ją w jakiś sposób zignorować, ten natręt się znudzi i opuści dalszą próbę kontaktu, jednak ktoś wyraźnie postanowił ją zbyt wcześniej zbudzić i co było w tym najgorsze, to nie był telefon jej partnera i nikt nie dobijał się do niego, a był to jej własny smarthon, który wibrował na szafce, nie opuszczając ani na moment.
Niechętnie wyciągnęła rękę, odsuwając się od śpiącego u jej boku mężczyzny, który jakby wyczuł, jak porusza się obok niej i momentalnie poczuła, jak mocniej zaciska swoje ramiona wokół jej talii i przyciąga do siebie. Jednak pomimo że sama nie chciała, wstawać to jednak musiała, dowiedzieć się kto ją budzi z samego rana. Gdy tylko złapała w swoje palce telefon, spojrzała na niego spod lekko przymrużonych powiek, by spojrzeć na wyświetlacz, na którym wyświetlało się zdjęcie jej najlepszego przyjaciela.
— Anthony? — wyszeptała do siebie zdziwiona, delikatnie mrużąc oczy pod wpływem porannego światła, które ją oślepiło.
Było to dla niej nieco zaskakujące, ponieważ jej przyjaciel doskonale zdawał sobie sprawę, że raczej nie należała do porannych ptaszków i nie wstawała zbyt wcześniej a jeśli zaledwie dzień wcześniej siedziała dłużej czy to nad pracą, czy nauką na studia tym bardziej nie zamierzała wstawać wcześniej niż o dziesiątej rano. Wszyscy, którzy bliżej ją poznali, wiedzieli o tym, że przed dziesiątą raczej do niej nie telefonować jeśli to wolny dzień, bo obudzi się bardzo, rozzłoszczona jak nie wściekła i bywało, że była tak marudna podczas rozmowy, że trudno było komukolwiek się z nią dogadać.
Nie chcąc budzić śpiącego przy niej mężczyzny, wydostała się z jego objęć, chociaż zrobiła to z ogromną niechęcią i odsunęła od siebie skraj narzutki. Wtedy zdała sobie sprawę, że nie miała na sobie zupełnie nic. Gdy zerknęła, na siebie zobaczyła, że jest zupełnie naga i mimowolnie na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech gdy do jej głowy powróciły wspomnienia zeszłej nocy. Zobaczyła oczami wyobraźni ich namiętne chwile gdy powrócili z treningu, spragnieni siebie otuliła ich namiętność, pasja oraz zmysłowość, która pomimo miesięcy związku ani na moment nie słabła i było w tym coś cudownego i wspaniałego, że nadal potrafili czuć do siebie pożądanie, pomimo że tak wiele już przeszli. W momencie gdy chciała już odebrać, telefon umilkł i można było się spodziewać, że wróci spać. Ona zamiast tego chwyciła porzucony na podłodze podkoszulek swojego partnera i nasunęła go na siebie. Był na nią zdecydowanie za duży. Jednak nie zamierzała ukrywać, że wprost uwielbiała chodzić w ciuchach swojego chłopaka.
Zamarła w miejscu gdy tylko o tym pomyślała i odruchowo wyciągnęła lewę dłoń ku górze i spojrzała na jeden, z palców a z jej ust popłynęły dość ciche słowa:
— Nie był to jednak sen — skomentowała cicho pod nosem, spoczywający na jej serdecznym palcu piękny pierścionek zaręczynowy.
Myślała przez dłuższy moment, że to jej jedynie się przyśniło, jednak teraz gdy z każdą chwilą zaczęła się coraz bardziej rozbudzać, a ona przypominała sobie wydarzenia rozgrywające się wczoraj, zrozumiała jedno. To nie był tylko jeden z jej omenów sennych a rzeczywistość. Chociaż zdawała sobie sprawę, że musiała wraz z Ricardo wziąć ślub by on mógł legalnie przebywać na terenie tego kraju i móc spokojnie wyjeżdżać do Hiszpanii w interesach to jednak wiedzieli, że pomimo że miała być to formalność i ślub, który powoli szykowali to, jednak nie oczekiwała, że zdecyduje się jej tak oficjalnie oświadczyć, nawet nie brała tego pod uwagę.
W tej sytuacji jednak było coś, co można pociągnąć pod absurd, bo jaka para decyduje się na ślub po paru miesiącach związku i tak mogła się domyślać, że były takie skrajnie przypadki, nawet jeden znała osobiście jednak pomimo że zdawała sobie, z tego sprawę w pewien stopniu nadal to do niej nie docierało. Przed praktycznie ponad rokiem była zaręczona z kimś zupełnie innym, a teraz miała brać ślub z facetem, z którym spędziła niezapomnianą wakacyjną przygodę. To były dwa cudowne miesiące okrzesane dobrą zabawą nie tylko w dwoje, lecz troje i wiedziała jedno, że za te kilka lat nie będzie miała powodów, by czuć rozżalenie, że nie wykorzystała swoich najlepszego czasu w życiu i zrobiła, tak wręcz szaleńcze rzeczy, o które wcześniej nawet by siebie nie posądziła.
Cichym krokiem wyszła z sypialni i ostrożnie zamknęła za sobą drzwi, by nie budzić nadal śpiącego młodego mężczyzny. Schodząc po schodach, wybrała ponownie numer do swojego bliskiego kolegi, z którym znała się od lat i przyłożyła powrotem smarthona do ucha i słuchając tych charakterystycznych dźwięków przechodzącego połączenia. Gdy stanęła na ostatnim stopniu, w końcu usłyszała go po drugiej stronie.
— A jednak wstałaś — powiedział na powitanie i nie mogła się oprzeć wrażeniu, że w jego głosie zabrzmiała nutka ironii czy sarkazmu.
Zignorowała to i z cichym westchnieniem, opadła na pobliski fotel, spoglądając na trójkę futrzaków, którzy tak jak Ricardo nadal smacznie spali. Cały dom był pogrążony w błogiej ciszy i było w tym coś cudownego, jednak niestety osiedlowy harmider zakłócał tę harmonię oraz żyjące już miasto od paru godzin.
— Trudno by było nie wstać gdy jakiś natręt mnie obudził — skomentowała z przekąsem — Czy ty zapomniałeś, że mnie nie należy budzić…
— Tak wiem — wręcz wpadł w jej słowa, delikatnie ją przedrzeźniając — Ale musiałem ci coś oznajmić.
— Słucham? — mruknęła, przedzierając twarz dłonią, chcąc od siebie odgonić resztki snu.
— Wreszcie dopiąłem wszelkich formalności — powiedział wręcz z dumą w głosie.
Musiała przyznać, że przez dłuższą chwilę nie rozumiała, o czym on mówi. Może było to spowodowane tym, że praktycznie dopiero wstała i była jeszcze przed poranną kawą, po której jej głowa była w stanie zacząć pracować. Poranki przed jej ukochanym napojem były zwyczajnie trudne, dlatego nie do końca pojmowała, o czym on do niej mówić.
— Co? — spytała zdziwiona.
— Ty faktycznie dopiero wstałaś — skomentował Anthony, słysząc wręcz jej niemrawy głos w słuchawce — Oficjalnie otworzyłem firmę — pochwalił się.
— Gratuluje — powiedziała już bardziej radosnym tonem.
Wiedziała nie od dziś, że marzeniem jej przyjaciela było wprowadzenie na rynek jego inwazyjnego systemu, nad którym pracował. Wielokrotnie jej o tym mówił, jednak zawsze było coś, co go powstrzymywało, jak nie kwestia finansowa to zmartwienia w życiu. Wierzyła w niego i zawsze go motywowała, gdy przechodził momenty wewnętrznych załamań, z którymi się z nią dzielił, że w końcu się mu uda wszystko dopiąć i otworzy firmę technologiczną, o jakiej marzył od lat. Jej osobisty spec od komputerów, programowanie czy ogólnego pojęcia informatycznego w końcu mógł zrealizować długo planowane zmiany w swoim życiu i naprawdę cieszyło ją, że w końcu po tylu latach i w jego życiu zaczęło się powodzić. Bo domyślała się, że nie było dla niego proste ani łatwe w pewnych momentach obserwować jak to ona zyskuje upragniony sukces i mimo że nie mówił o tym głośno, zapewne czuł wewnętrzną zazdrość, jednak jako oddany kumpel nie zamierzał mówić jej tego wprost, lecz ją wspierać i ona zamierzała robić to samo, nawet jeśli w jej życie stopniowo się wali, nie zamierzała, jednak być osobą wręcz natarczywą, która zapatrzona jest w czubek własnego nosa i wciąż postrzegać swoje życie za to najważniejsze. Była wsparciem dla niego i będzie, bo na tym polega przyjaźń.
— W końcu ci się udało — rzuciła, lecz w jej tonie głosu nie było żadnych negatywnych emocji, a wręcz radość może nie skakała pod sufit, z resztą nie chciała budzić domowników, ale cieszył ją niewątpliwe jego sukces — Naprawdę długo nad tym pracowałeś i mogę chylić czoło, że byłeś tak bardzo cierpliwy gdy nie mogłeś, realizować swoich zamierzam, jednak uważam, że w pełni na to zasługujesz. Wiem, że jesteś dobry w tym co robisz i zapewne za parę lat twoja działalność podbije rynek, zwłaszcza że uderzasz w coś, co jest przyszłością oraz bardzo dynamicznie się rozwija. Naprawdę szczerze ci przyjacielu gratuluje.
— Zdaje sobie jednak sprawę, że to dopiero początek i czeka mnie ogrom pracy nad tym, by wszystko dopracować, jednak wiem, że pewne rzeczy jednak wymagają czasu — odezwał się poważnie.
— Owszem i zapewne początki będą ciężkie i niezwykle pracowite i pochłaniające czas jednak warto. Każdy musi od czegoś zacząć. Masz pomysł, inwencje coś, co jeszcze się nie spotyka w obecnych czasach, ale wiem, że za parę lat osiągniesz sukces. Może to wydawać się, że jest to technologia wyjęta rodem z jakieś filmu fanasetynczo — naukowego jednak ja uważam, że on jest naszą przyszłością.
— Wiem Julio, zdaje sobie sprawę, że ludzie będą szukali rozwiązań i ułatwień pracy, a ten system pomoże w tak nic nieznacznych domowych rzeczach dzięki tak naprawdę asystentowi wspomagającemu. Jednak sam system musi przejść szereg testów, zanim zdecyduje się go wypuścić.
— I masz doskonałe podejście, bo raczej dopracować coś, nad czym się pracuje przez tyle lat, zamiast by ludzie dostawali coś, co będzie w ostatecznym rozrachunku nieużyteczne, bo popełnisz po drodze błąd, który może cię sporo kosztować. Naprawdę ci gratuluje Anthony.
— Dziękuje Julio, to wiele dla mnie znaczy, teraz wiem, co czułaś gdy zaczęło ci się powodzić w tworzeniu tych obrazów.
Z trudem wręcz pohamowała, swoje ciche westchnie, które opuściło jej usta i mimo że starała się to ukryć, jak tylko mogła, jednak jej przyjaciel doskonale to usłyszał i odezwał się po chwili:
— Julio…
— Anthony ciesz się swoim sukcesem, a nie przejmuj się już i tak nieistniejącą stronę. Twoja przyjaciółka jest zaradna i znalazła pracę.
Na końcu języka miała jednak słowa, które cisnęły się na jej ustach, które były jawnym żalem wobec firmy, w której była zatrudniona, a raczej jej grudowatego szefa, którego tak wręcz, nie znosiła. Była doskonale wyczuwalna między nimi niezrozumienie i nie dało się zaprzeczyć temu, że oboje siebie nienawidzili, jednak współpracowali ze sobą, bo tak naprawdę musieli. Zdawała jednak sobie sprawę, że z końcem czasu próbnego może się już pożegnać z nimi. Z jednej strony lepiej, bo nie będzie musiała znosić tego człowieka z drugiej jednak czekało ją poszukiwanie kolejnego zatrudnienia.
— Zgodzę się z tobą, ale przyznaj, że trochę szkoda tej strony. Pracowałaś na nią przez ostatnie lata, a tu nagle zniknęła i nawet ja nie byłem w stanie dojść, co się stało. Musiała być to osoba, która wiedziała, co robi skoro w plikach, nic nie mogłem, odnaleźć czuje, że był to ktoś, kto maczał łapy w ciemnej stronie Internetu.
— Sugerujesz, że mógłby to być atak? — zdziwiła się, słysząc po raz pierwszy jego spekulacje.
— Im częściej o tym myślę to tak. Uważam, że mógłby to być napad na tle hakerskim.
Zamarła gdy ostatnie słowa do niej dotarły. Nie sądziła, że jego wnioski będą aż tak drastyczne. Nie sądziła ze miał aż takie spekulacje, że w zniknięciu jej strony miała osoba z nielegalnej części Internetu.
— Nie myślałam, że może to być aż tak poważne — oznajmiła lekko wstrząśnięta.
— To są jedynie moje spekulacje, więc mogą być błędne, jednak robota wyglądała mi na osobę, która obracała się w tej bardziej niedostępnej części sieci — powiedział.
Pomimo że mogło to nią wstrząsnąć i po części tak się stało, to jednak nie zamierzała zaprzątać sobie na razie tym głowy. Zanim ktokolwiek z nich zdążył się pożegnać czy pomyśleć o tym, by się rozłączyć, ona prędko przypomniała sobie o jednej rzeczy, o której chciała pomówić z Anthony już wcześniej.
— W sumie dobrze się złożyło, że dzwonisz — odezwała się spokojnie.
— Wyczuwam, że masz do mnie jakąś sprawę — może i go nie widziała jednak czuła, że się uśmiecha, jakby stał przed nią i wręcz wyczytał po jej minie, że ma do niego pewną prośbę.
— A owszem — przyznała — Wiesz doskonale, że spotykam się z Ricardo.
— No tak. Nie jestem mi obca ta wiedza, wiec, do czego zmierzasz? — odezwał się już bardziej poważnie.
Nie odpowiedziała od razu, owszem nie rozmawiała z Ricardo na temat świadków, bo pomimo że chcieli zrobić dość skromny ślub i to Las Vegas, jednak to przysięgi ślubnej potrzebowali światków. Tego nie byli w stanie ominąć i tak mogli, by wziąć randomowe osoby, z ulicy jednak wolała, by w tym dniu była przy nim bardziej zaufana osoba i przez myśl oczywiście przeszło jej, że po paru miesiącach mogliby zrobić ślub już bardziej wystawny. Mogli zaprosić swoich znajomych przyjaciół czy rodzinę jednak na razie pragnęli zająć się najważniejszymi formalnościami, a o większym weselu i zabawie jeszcze nadejdzie czas myśleć.
— Na przestrzeni dni mija możliwość, tego by mógł dłużej przebywać w naszym kraju. On wciąż jest na wizie turystycznej i tak wiem, że mogą tego tak nie sprawdzać, jednak on sam ma firmę w Hiszpanii i chciałaby wyjeżdżać i może to być dla ciebie zaskakujące, ale…— urwała, czując lekki stres, bo nie miała pojęcia, jak przyjaciel zareaguje na kolejne słowa — Bierzemy ślub.
Cisza.
Nic nie usłyszała w odpowiedzi, co ją zdumiało, jednak po tej krótkiej jednak bardzo intensywnej chwili odezwał się Anthony, pytając:
— Czy sprawdziłaś inne możliwości? — zapytał dość oszołomiony.
— Owszem przyjacielu, jedynym możliwością jest bycie na wizie turystycznej, jednak jemu ten czas dziewięćdziesięciu dni wkrótce się kończy. Tak spoglądałam także na kwestie loterii wizowej, która jest organizowana jednak system nie zawsze może wybrać jego numer jeśli tak może go odrzucić konsul a jeśli już się uda może to potrwać do prawie dwóch lat. Sama nie chciałam się na to porywać, zwłaszcza po tym co mnie spotkało. Jednak by mógł legalnie tu przebywać czy przekraczać granice bez możliwości i widma deportacji do kraju gdy trafi na formalistę, jest pewnym ryzykiem. Kocham go i chce zrobić wszystko by mu pomóc, nawet jeśli miało to oznaczyć, że będę wczesną panną młodą. Oczywiście oboje o tym myśleliśmy długo i pomimo że oczywiście nie spodziewaliśmy się takiego rozwoju sytuacji, to jednak ta opcja jest dla nas perspektywą na wspólne życie.
— Wy przynajmniej robicie to po ponad roku od pierwszego spotkania, a pewne osoby zrobiły to po paru tygodniach od zerwania.
Ona doskonale wiedziała do kogo, była ta aluzja. Uśmiechnęła się lekko, bo od momentu gdy Anthony dowiedział się prawdy, co było powodem jej zerwania, z Michaelem nie miał o nim zbyt pochlebnego zdania, wręcz jawnie nim gardził i wprost pluł na niego i jego obecny związek.
— Więc co to za prośba? — zapytał, przerywając panującą między nimi ciszę.
— Chce, byś był świadkiem na naszym ślubie — powiedziała — I na razie będzie to ślub w Nevadzie. Chcemy zabrać jedynie świadków i jechać, by dokonać formalności, bo jak wiesz tam, jest najszybciej. Może o tym nie rozmawiałam jeszcze z Ricardo, ale zapewne pomyślimy o większym weselu wśród znajomych i rodziny jednak na razie zbyt dużo się dzieje w naszym życiu. Czy mogłabym na ciebie w tej sytuacji liczyć?
— Nie mam chyba wyboru, ale oczywiście jeśli oboje wiecie, czego chcecie, nie zamierzam stawać wam na przeszkodzie. I tak na razie Ricardo wywiera dobre wrażenie i nie chce go porównywać do żadnego innego z twoich byłych, ale naprawdę chce, byś była szczęśliwa — powiedział pokrzepiająco — Zapytam tylko o jedno czy twój brat o tym wie?
Zamilkła.
Prawda jest taka, że stosunek Chestera wobec Ricardo nie był zbyt dobry, co było dostrzegalne i w całej tej euforię zdarzeń nawet o tym nie myślała jednak gdy Anthony o to zapytał, zaczęła się zastanawiać czy mu powiedzieć i na szybko analizując całą sytuację może i będzie egoistką, ale nie zamierzała mu o tym jak na razie mówić.
— Nie.
— Powiesz mu?
Mruknęła głośno w odpowiedzi, kręcąc mimowolnie głową. Pomimo że głośno nie wyraziła swojego sprzeciwu, wiedziała doskonale, że jednak jej pomruk sprawi, że starszy chłopak domyśli się, co jej nasunęło się na myśl. Jednak po chwili się odezwała, mówiąc:
— Kocham Chestera, ale widzę jego niechęć do Ricardo i na razie jednak wolałabym zachować to dla siebie i oczywiście osób, które będą brać w tym udział. Wolę ograniczyć dość nieprzyjemną atmosferę na swoim ślubie, zwłaszcza że nie mam pojęcia i nie chce nawet snuć domysłów, jaka będzie jego reakcja po prostu, zostawiam to dla siebie i Ricardo i naszych świadków.
— On już wybrał? — spytał.
— Jeszcze nie, ale ja wiedziałam od początku, kogo chce, bo nikomu jak tobie ufam bezgranicznie i wiem, że mnie nie zawiedziesz.
Pogadali jeszcze przez dłuższą chwilę, wykorzystując to, że i tak już nie spała, a oni sami dawno nie mieli takiego czasu na, chociaż dłuższą rozmowę telefoniczną to wykorzystali to jak tylko mogli.
Gdy Anthony musiał uciekać, bo musiał iść na siłownie, na którą chodził od jakiegoś czasu. Może na razie w weekendy, ale pewnie wkręci się bardziej za jakiś czas. Ona zamierzała wykorzystać ten czas i przygotować dla niej oraz Ricardo przepyszne śniadanie, które zamierzała, zanieś mu do łóżka.
Nie zawracając sobie głowę, przebieraniem się poszła w stronę kuchni i zanim w ogóle wzięła się za przygotowanie jedzenia dla nich, chwyciła miski zwierzaków, które umyła i wysuszyła i nałożyła kociakom i Junce już śniadanie nie zapominając wymienić im wody w poidełkach. Nigdy nie zapomniała o nich nawet gdy wyjeżdżała na dłuższy czas, zawsze zostawiała ich pod najlepszą opieką osób, którym ufała. Nie po to brała na siebie odpowiedzialność za te futrzaki, by o nich zapominać.
Gdy odłożyła miseczkę z mokrą kocią karmą, nagle rozbrzmiało głośne miauczenie. Odwróciła się tylko po to, by zobaczyć czarnego Kocurka, który ocierając się o ściany z zadartym do góry ogonem zaczął miałczeć gdy tylko ją zobaczył.
— Dzień dobry śpiochu — powitała Waltera, który zaczął kręcić się wokół jej stóp.
Przykucnęła przy nim i zaczęła go delikatnie, głaskać po grzebiecie i pomimo że nie przepadał za dużą ilością czułości, powołał się jednak głaskać czy przytulać, ale to miało być wyłącznie na jego zasadach i wiedziała, że nie sprawi, że będzie taki jak jego siostra, ale wiedziała i tak, że ja kocha na swój własny koci sposób. Kucała tak przez chwile, zanim Kocurek w końcu odszedł gdy zdecydował się podejść do jednej z misek i zjeść, a ona wyprostowała się i podeszła do lodówki i otworzyła ją, wyjmując kilka składników, które odłożyła na blat.
Wkrótce przy miskach pojawiła się Junka, która zamiast do jedzonka podeszła do miseczki z wodą i zaczęła pić i widząc to, uśmiechnęła się ciepło, bo czuła, że minie moment a przydreptać i Cindy i nie myliła się i ona gdy zobaczyła, jedzenie nawet się nie przywitała tylko podeszła do swojej miski i zaczęła jeść.
— Głodomory — skomentowała z uśmiechem.
Odwróciła się spworotem do blatu i sama zaczęła szykować jedzenie. Nudząc cicho jakaś melodie pod nosem, wybijała jajka do miseczki i nie dostrzegła, jak w progu kuchni pojawił się znajoma męska sylwetka. Hiszpan, widząc tak wręcz ujmująco kuszący widok przed sobą jak jego ukochana już narzeczona krząta się po kuchni i to w jego koszulce, która w pewnym momentach unosiła się nad jej zgrabnymi pośladkami za każdym razem gdy ponosiła nieco wyżej dłonie, był to widok, z którego rana się nie spodziewał. Była tak bardzo zafascynowana tym, co robiła, że nawet nie spostrzegła tego, że się pojawił, jednak tuż po chwili zaczął się po kuchni roznosić cudowny zapach pieczonego boczku oraz jajecznicy. Mimo że narzekała, że nie znosi siedzieć w kuchni, jednak nie mógł narzekać, bo umiała gotować dość smacznie i to nie tak, że on nie potrafił nic gotować, bo jednak musiał sobie radzić sam i potrafił ugotować wiele posiłków, nie raz to on się popisywał swoimi umiejętnościami. Umieli dzielić się obowiązkami.
W końcu wyprostował się i cichym krokiem zaszedł ją od tyłu i subtelnym dotykiem objął ją od tyłu, wręcz wtulając się w jej plecy. Czuł, jak nagle zdradzała pod wpływem jego dotyku, lecz gdy zerknęła w bok i zobaczyła jego uspokoiła się momentalnie a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech gdy skradł jej szybkiego całusa wprost z cudowny ust, które w nocy potrafiły zdziałać prawdziwe cuda.
— Już wstałeś? — spytała, a on usłyszał zawiedzenie w jej głosie.
— Niezadowolona?
— Tak troszkę — mruknęła delikatnie do niego — Bardziej liczyłam, że obudzę cię śniadaniem do łóżka — wyjaśniła pośpiesznie.
Spoglądali na siebie przez moment, tylko po to by po chwili dziewczyna zwróciła się powrotem w stronę patelni, na którym piekła jajka i przemieszała je, by się nie spaliły.
— Same zapachy mnie tutaj sprowadziły — wymruczał cicho do jej ucha gdy patrzył, jak obraca wędlinę na drugiej — Cudowne są rozchodzą, się po całym mieszkaniu.
— Zwabiły cię one co? — spytała dość zadziornie, ustawiając patelnie ze skończoną jajecznicą z palnika.
— Mówiłem ci, że cudownie gotujesz, ale wiem, że nie przepadasz za tym — pośpieszył z wyjaśnieniami gdy zrobiła kilka kroków w bok a on wraz z nią, widząc, jak wkłada na kanapki liście salaty oraz ser ozdabiają pomidoremi ogródkiem. Widząc, jak sięga po patelnie, sam chwycił rączkę i podsunął jej gdy ona nakładała na dwa talerze już upieczony boczek oraz rozkładała upieczone jajka a, z boku położyła wcześniej zrobione kanapki. Wszystko wyglądało wręcz smakowicie i pomimo że mógł się wydawać ciężki i mało pożywny to tylko po części taki był, bo Julia dbała o to co jadła. Widział to, że bardzo jej na tym zależało, zwłaszcza ze sama ćwiczyła, a miała dużą świadomość o wielu przetworzonych produktach, które królowały w sklepach. Sama mówiła, że warzyw i owoców lepiej szukać na lokalnych straganach, bo w sklepach wręcz warzywa i owoce są napakowane chemią. Była raczej z tych amerykanek, które starały się dbać o dietę zdrową i nierygorystyczną czy jakieś wymyślne. Sama mówiła podczas swojego pobytu w Hiszpanii, że ich owoce czy warzywa są nie porównywalnie lepsze od tych amerykańskich. Ale jednak dla osoby takiej jak ona liczy się jakość i dbanie o siebie.
— Wygląda smakowicie — powiedział gdy tylko skończyła i już miała je brać i podejść do stołu, lecz ubiegł ją i sam je zabrał.
Pocałował ją i podszedł do stolika w mini jadalni i położył je na stół.
Resztę poranka spędzili na wspólnych przekomarzaniach i wspólnej radości.
No comments:
Post a Comment