— Nie da się z tym naprawdę nic zrobić?
Popatrzyła wręcz z rozgoryczaniem i żalem, który niemal ściskał jej serce na ekran swojego laptopa. Po drugiej stronie zobaczyła zmartwioną twarz swojego partnera, który z dozą współczucia i uczuć spoglądał poprzez kamerkę internetową na swoją ukochaną i widząc wręcz jej żałosną minę, miał ochotę rzucić wszystko. Wykupić bilet na najbliższy lot do Stanów Zjednoczonych, by móc ją przytulić i pocieszyć. Jednak nie mógł, choćby naprawdę tego chciał, obowiązki, kontrakt z nowym kontrahentem skutecznie uniemożliwiły mu porzucenie wszystkiego i ruszenie do ukochanej i tak można byłoby stwierdzić, że wspólnie porwali się na związek na odległość i takie sytuacje były dla nich uciązliwe gdy w takich momentach nie mógł przy niej być.
Jednak miłość nie wybiera i nieważne są kilometry czy odległość dzielące dwojga zakochanych będą w stanie pokonać nawet takie utrudnienia, by być ze sobą szczęśliwymi, a teraz w dobie rozpowszechniającego się internetu i social mediów ten kontakt jest dużo łatwiejszy niż kilkanaście lat wcześniej i znacznie prostszy. Mieli dwa tysiące trzynasty rok, a technologia coraz bardziej umożliwiała szybszy kontakt ze sobą.
Serce mu się wręcz łamało gdy widział, wręcz ból w oczach swojej ukochanej. Dobrze widział przez te parę tygodni, które u niej spędził jaką radość sprawia jej malowanie dla innych. Prowadziła swój mały interes i ze wszystkiego się rozliczała w sposób uczciwy, a tu nagle doświadcza takiej starty.
Ktoś mógłby powiedzieć, że rozpacza po jakieś stronie, jednak tutaj również chodziło o jej źródło zarobków. To przez tę witrynę zyskiwała nowych klientów, czy zlecenia, które przekładały się na jej pracę oraz wynagrodzenie, które zbierała. Pracowała tak od osiemnastego roku życia i widział, ile serca wkładała wprowadzenie strony i Instagrama. Robiła wszystko praktycznie sama jedynie, z rozliczania podatków sięgała po pomoc księgowej, jak sama wspominała, ona była humanistką, nie miała umysłu ścisłowca. Miała duszę artystki i naprawdę szkoda było mu patrzeć na jej smutek i wręcz rozpacz. Mimo że minęło kilka dni dopiero dziś mogli spokojnie razem zadzwonić do siebie a on sam dowiedział się od niej prawdy już kolejnego dnia gdy odkryła zniknięcie strony. Chciał przyjechać, ale kontrakt go wiązał na miejscu i musiał zostać.
— Nie — powiedziała wręcz płaczliwym tonem.
Ostatnie dni były dla niej istnym koszmarem i nie bała się tego powiedzieć w tak dramatyczny sposób. Mogła dla innych przesadzać, ale dla niej po części zrujnowała się jakaś cześć życia.
Z chwilą gdy usunięto jej stronę, straciła pracę!
Ten weekend miał być zupełnie inny. Miała go spędzić w towarzystwie swojego najbliższego przyjaciela. Mieli się odstresować, wyluzować i zrestartować się poświęcając uwagę jedynie sobie, a tak te parę dni oboje spędzili na siedzeniu w jej mieszkaniu, a Anthony wręcz nie odrywał się od komputera gdy ona z trudem przyjmowała myśl, że to się nie dzieje naprawdę.
Wciąż nie mogła otrząsnąć się z szoku gdy który przeżyła gdy wchodząc na witrynę własnej strony, nic tam nie zastała. Nie było nawet linku, do niej przeglądarka wracała do poprzedniej strony, z jej kontem artystycznym było zupełnie to samo, wręcz nie mogła się zalogować na nie. Pisała do Pomocy jednak i oni nie mogli zweryfikować, co się stało i nie mogli w żaden sposób pomóc. Jasno dali do zrozumienia, że nie maczali w tym rąk, bo nie naruszyła regulamin strony i nie mieli powodu, by jej usuwać konta. Takim sposobem została w kropce. Liczyła w głębi duszy, że Anthony zdoła cokolwiek uratować, sam był zaszokowany, co się wydarzyło. Bo owszem doszedł do danych, które wskazywały, że strona jeszcze rano istniała, ale potem jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ona zniknęła. Zawsze najlepszym sposobem na dojście do takich rzeczy było namierzenie adresu IP komputera, z którego wykonano operacje jednak nawet i to nie było w stanie pomóc, bo Tony nie mógł nic takiego odnaleźć w sieci. Sam w sobotni wieczór doszedł do wniosku, że musiała być to robota kogoś, kto się znał na kodach, ktoś, kto siedział od lat w darknecie i gdy usłyszała jego sugestie, wręcz oblał ją zimny pot na myśl, że jakiś haker mógł jej tak po prostu usunąć stronę, pomimo że ona nie miała z nikim za tarczek w sieci. Nie rozumiała zupełnie, co tu się dzieje. Anthony siedział przez te kilka dni i starał się odwrócić proces, ale nic zupełnie mu się nie udało i to jemu facetowi, który na kodach czy komputerach znał się jak nie mało który student informatyki, czy programowania. Może i był samouczkiem i doszedł do wszystkiego sam, jednak od dziecka miał smykałkę i kochał bawić się przy starych komputerach a programowania się nauczył bardzo szybko ale jeśli nawet on nie mógł przywrócić strony. Sprawa wydawała się prosta jeśli nikt z Supportu nie mógł pomóc i sami byli zaskoczeni tym.
— Nie — powtórzyła, zagryzając od wewnątrz policzek, starając się, z całej siły nie rozpłakać — Mój przyjaciel siedział nad tym cały weekend i nie mógł nawet znaleźć adresu strony.
— A....
— Ricardo, Tony od lat siedzi w programistce, może nie ma papierka, ale jest jednym z najlepszych informatyków. To samouczek, ale od dziecka miał smykałkę do takich rzeczy. Ufam mu i widziałam na własne oczy, jak starał się to przywrócić — pośpieszyła z wyjaśnieniem, nie chcąc, by Ricardo myślał, że jej przyjaciel nie zna się na tym co robi — Tutaj nawet najlepszy informatyk czy programista nie pomoże. Strona jakby spadła się pod ziemie z kontem artystycznym na Instagramie.
— Pisałaś do Supportu?
— Nic nie wiedzą! — rzuciła nieco ostrzej — Sami byli zaskoczeni tym zdarzeniem. Nie byli nawet w stanie pomóc, to na pewno nie oni usunęli mi konto, bo nie łamał regulaminu platformy.
— Więc czyja to robota?
Jego pytanie niespodziewanie zawisło w powietrzu, a ona zamilkła, bo nawet sama myśl nie chciała przepłynąć przez jej umysł a co dopiero z wypowiedzeniem tego na głos. Jednak w końcu mężczyzna zaczął się domyślać, co mogło się wydarzyć. Po chwili otworzył usta, a jego pytanie niespodziewanie zaczęło na niej ciążyć. Niby rzecz wręcz oczywista jednak ona czuła jego ciężar na swoich ramionach i to bolało i to strasznie jej ciążyło.
— Haker?
Niemal z trudem przełknęła ślinę, a pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Gdyby ktoś z boku spojrzał na nią i usłyszał czemu płacze pewnie, by ją zaczął wyśmiewać, że rozpacza po stracie jakieś strony, ale dla niej samej ta witryna była kilkuletnim rozwojem jej kariery, pracowaniem nad swoją małą marką promowanie swoich prac i tworzenie sztuki dla klientów i mało ją obchodziło, że ktoś odezwie się i uzna, że jako artystka sprzedała się, bo zarabia na swoich malunkach ale gdyby tak mówiono o każdych artystach, którzy muzyką, książkami czy właśnie sztuką chcą się utrzymać, bo jest to ich pasja, to należałoby to powiedzieć każdemu, kto osiągnął mniejszy czy większy pisarz, artysta czy muzyk, że zarabia na swojej kreatywności i pomysłowości i fantazji. Skoro dostała szansę od losu, to pragnęła ją wykorzystać. Zrobiła to, a teraz praca jej ostatnich lat została wywiana w eter i co najgorsze teraz nie mogła znajdywać nowych klientów ani udostępniać swoich prac i tak powinna zakładać wszystko od nowa, ale to bez znaczenia, że założy kolejne konto, ale tu chodziło ile serca i trudu i wysiłku włożyła w swoją stronę i Instagrama.
I tak to było naprawdę zastanawiające, dlaczego jej witryna i konto artystyczne zniknęło, ale prywatne na Instagramie dalej istnieje i ma się całkiem dobrze to, ją również w pewien sposób zastanawiało i nie chciała spekulować, co tak naprawdę się dzieje, bo zupełnie nie miała pojęcia.
Po pierwsze kto by chciał usuwać jej stronę, źródło zarobków. Owszem miała wroga, bo Clarka nienawidzi od lat zresztą ze wzajemnością i wielokrotnie jej powtarzał, że ją zniszczy, ale gdy bliżej się nad tym zastanowiła to, uważała, że takie zagrania to nie jest w stylu jego. On chwyta za grubszy kaliber, a nie usuwanie czyjeś strony zresztą gdyby chciał to zrobić, zrobiłby to znaczenie wcześniej, a nie teraz po latach od jego ostatniego pojawienia się, prócz niego nie miała żadnych innych wrogów.
Owszem z Michaelem ostatnio nie miała zbyt dobrego kontaktu, ale przez za każdym razem starała się, być obojętna nie obrażać go w żaden sposób to raczej on był tym który wręcz był napastliwy i nie ustępliwy, ale czy naprawdę chciałby i byłby zdolny do tego, by usuwać jej stronę. Tak mógł czuć do niej żal, że go rzuciła, ale nie wydaje się jej, by posunął się do takiego kroku i zdecydował się pozbyć, jej strony z resztą sam się jej deklarował, że teraz kocha wyłącznie Taylor, a ona osobiście nie mieszała się w ich relacje, bo dla niej Mike to przeszłość. Chociaż zdawała sobie sprawę, że nie do końca uda jej się pozbyć go ze swojego życia to jednak tolerowała go, jednak to on był tą osobą roszczeniową, który więcej krzyczał i oburzał się na nią niż ona.
Ona zdołała pogodzić się z rozstaniem i żyć swoim życiem a jego zachowanie zupełnie nie rozumiała i nie chciała się zastanawiać, bo po co miałaby myśleć o nim gdy była już w nowym związku z cudownym facetem. To jakiś czysty abszyt.
Więc nawet jeśli on czuje do niej złość czy rozgoryczenie, raczej też nie byłoby w jego interesie robić takich perfidnych zagrań.
— To tylko nasze spekulacje, że to robota kogoś z darknetu, ale niczego się nie dowiemy na chwilę obecną.
— Zgłosiłaś to przynajmniej na policje?
Zadrwiła wręcz pod nosem na ostatnią uwagę, lecz ta sugestia była dla niej osobiście absurdalnie śmieszna, bo co tak naprawdę policja miałaby zrobić gdyby nawet usłyszeli, z czym przychodzi, nie zajęliby się jej sprawą, a przez pewnie niektórych została wyśmiana, że przychodzi do nich wręcz z głupotą.
— A uważasz, że by coś zrobili?
Widziała, jak sam kręci lekko głową w zaprzeczaniu jakby sam zrozumiał jaką głupią wręcz sugestie podsunął jej. Bo dobrze zdawali sobie sprawę, że policja nie zajmuje się takim typem spraw.
— Wyobraż sobie to, ja przychodzę mówię w czym tkwi problem a ci... zupełnie nic. — skomentowała.
Popatrzyła między swoje nogi gdzie od dłuższej chwili spała jej ukochana Junka, a ona sama siedziała na łóżku, kładąc laptopa przed sobą. Zbliżał się powoli wieczór do miasta, a ona siedziała od około godziny i rozmawiała z Anthonym i musiała przyznać sama przed sobą, że ta rozmowa była jej potrzebna nawet jeśli rozmawiali przez kamerkę to jednak poczucie i świadomość tego, że ma w Ricardo wsparcie było dla niej bardzo budująca, chociaż. Dało się temu przeczyć, że ostatnie dni przeżyła istne załamanie nerwowe.
Jednak rozmowa z ukochanym uspokoiła jej nieco skołatane myśli i emocje i chociaż dalej nie mogła sobie darować, że straciła stronę swoje źródło, zarobków a teraz będzie musiała utrzymywać się z oszczędności, zanim nie znajdzie nowej pracy, bo w tej chwili straciła zupełnie zapał do prowadzenia czegoś swojego. Będzie musiała się rozejrzeć i poszukać standardowej pracy. Jeszcze nie wiedziała, gdzie, ale musiała coś znaleźć i zacząć zarabiać na utrzymanie siebie i zwierzaków.
Bo tak mogłaby usiąść, załamać ręce, rozpłakać się, jakie to życie jest niesprawiedliwe, że nie ma roboty ale jeśli będzie mieć takie podejście, to prędzej straci mieszkanie czy studia a najlepszym rozwiązaniem było poszukanie roboty i wzięcie się w garść, chociaż nadal pozostanie nie smak, że straciła coś, na co pracowała od lat. I tak nie przeczyła, że przeszła małe załamanie nerwowe, ale tak bardzo nie lubiła się podawać. Złamać ręce, rozpłakać się i nic nie robić. Rozmowa z Ricardo dała jej nową motywację i chęci, by ruszyć dalej.
Straciła stronę, ale nie może się poddać. Nie zamierzała pokazać sobie i innym, że utrata witryty ją załamie i nic nie zrobi dalej. Lata życie w bidulu nie tylko nauczyły ją samodyscypliny, zaparcia oraz nabrała silniejszego hartu, ducha musząc sobie radzić w ostatnich latach, zanim Chester nie zabrał ją do Los Angeles przetrwania, bo tak tamto miejsce zupełnie niczego nie nauczyło. Ulica ją wychowała i umocniła ją, pomimo że miała zjazd gdy przybyła do Los Angeles, jednak znowu ta chęć powróciła.
Jednak patrząc na swojego brata, widziała, że zupełnie jak ona miał w sobie samą chęć, zaparcia nie lubił się poddawać tak jak ona. Jeśli by odpuścił, nie trafiłaby do niego.
— Masz racje — przyznał — To strasznie głupio brzmi! I co dalej zamierzasz?
Westchnęła cicho delikatnie głaszcząc śpiącą Junkę i popatrzyła na ukochanego, mówiąc:
— Na razie utrzymuje się z oszczędności, będę patrzyła na jakąś pracę.
— Nie chcesz założyć na nowo strony?
— Kochanie zrobiłabym to, jednak znowu potrzebowałabym miesięcy albo lat, by odzyskać, co straciłam. Dlatego wolę poszukać normalnej pracy może uda mi się złapać jako grafik w jakieś agencji reklamowej a jak nie uda się, to kasa w McDonaldzie czeka.
— W sumie to też jakaś praca — stwierdził znacząco — Ale mam nadzieje, że uda się to jakoś wyjaśnić — dodał.
Niespodziewanie ich rozmowę przerwało powiadomienie, które jej przyszło. Sięgnęła po telefon i spojrzała na ekran, gdzie zobaczyła wiadomość od Dragona, który pytał, czy będzie na treningu.
— Kto to?
— Dragon, chce bym, przyjechała na trening — powiedziała wpatrzona w ekran telefonu.
— Idź! — się odezwał ponaglająco Ricardo.
Momentalnie popatrzyła w jego kierunku, zaskoczona jego śmiałością jednak gdy tylko dostrzegł jej, spojrzenie dodał:
— Bella przynajmniej się odstresujesz i wyluzujesz, a tak ciągle będziesz myśleć o tym. Idź i się dobrze baw. Jutro będziesz myśleć nad pracą.
Przez moment zastanawiała się nad tym co powiedział i musiała przyznać mu racje. Siedząc w domu wiecznie myśli nad tym co się stało, ciągle zaparzają sobie tym myśli i nie daje wytchnienia, a tak może sobie pojeździ. Brakowało jej wyścigów. Ricardo miał racje, nie powinna siedzieć i się tym zadręczać a pojechać i spędzić czas ze znajomymi może tam na moment przestanie o tym myśleć.
— Ja sam już muszę kończyć Señorita. Muszę dziś być wcześniej w pracy, bo jestem umówiony na kilka ważnych spotkań, w tym mamy zebranie ze wspólnikiem — powiedział spokojnie mężczyzna — Kochanie jedź, dobrze się baw, a potem będziemy razem myśleć, co masz robić.
Mimowolnie czuła jak kąciki jej ust podrywają się do góry w czułym uśmiechu. Nie śmiała się wręcz od paru dni, odkąd odkryła usunięcie strony i naprawdę czuła się jakoś lżej i przede wszystkim spokojnie po tej rozmowie z ukochanym.
Mówiłam, że cię kocham Señor? — spytała ze znaczącym uśmiechem.
— No i taki uśmiech pragnąłem zobaczyć. — skomentował, widząc jej radość — Dziś jeszcze nie Bella.
— Kocham cię cwaniaku.
— Ja ciebie też Julio — odparł — Spadaj i zrób mi zdjęcie, jak się przebierzesz.
Roześmiała się z chwilą gdy zamrugał do niej oczami i to w znaczący sposób. Po chwili połączenie zostało zakończone. Doskonale wiedziała, jak bardzo Ricardo kochał widok jej samej ubranej w czarne i skórę. Zamknęła klapę komputera jednym ruchem i ostrożnie wstała, tak by nie budzić Junki, która wręcz padła zmęczona po naprawdę długim spacerze, na jaki ją zabrała gdy wróciła z zajęć. Nawet nie ruszyła się gdy ona wstała. Od razu weszła do garderoby i pośpieszenie zrzucając ubrania, które miała na sobie, odnalazła w szafach swój standardowy ubiór na treningi, który jak zawsze składało się z czarnej bluzeczki na ramiączkach, skórzanej ramnoseki i z tego samego materiału spodnie, które opinały jej pośladki.
Siedząc na jednej, z puf wsuwała na stopy kozaki, była prawie gotowa, pośpiesznie zaplotła włosy w grubego warkocza i po chwili stanęła przed lustrem. Chwytając telefon, zrobiła samej sobie zdjęcie i od razu wysłała go do ukochanego, o co ją prosił. Nie czekając na odpowiedź, od razu wyszła z pokoju, przechodząc przez sypialnie, zobaczyła, że Junka nadal śpi.
Zeszła na dół po schodach i w salonie zobaczyła dobrze bawiące się koty. Po drzemce zawsze sobie dokazywały, co ją wręcz nie dziwiło. Nie chcąc im przeszkadzać podeszła do drzwi wyjściowych, zgarnęła jedynie klucze do mieszkania, kluczyki od motoru oraz dokumenty i wsunęła do kieszeni kurtki, którą zapięła i wyszła na korytarz.
Zamknęła drzwi i od razu podeszła do win. Zjechała do podziemnego parkingu dla samochodów i podeszła do swojego motocykla. Wyjęła z bagażnika kask, który założyła niemal od razu i wsiadła na swojego ukochanego dwukołowca. Uśmiechnęła się wręcz pod nosem, wiedząc, że za pół godziny będzie się ścigać wraz z innymi na torze, odpocznie na moment od tego co się działo w jej życiu.
Odpaliła silnik i ruszyła, z miejsca wyjechała z podziemnego piętra i wjeżdżając na rondo od razu, skierowała się w stronę wyjazdu. Będąc przy bramie, zatrzymała się, pozwalając wjechać samochodowi, który wjeżdżał na osiedle, a po chwili ruszyła znajomą sobie drogą.
Jechała ulicami oświetlonego ulicznymi lampami miasta, wiele mieszkańców śpieszyło się do domów, inni jechali do sklepów. Nadal na drodze było pełno samochodów. Jednak podczas drogi zaczęło coś jej wyraźnie nie grać, początkowo starała się to ignorować, jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że z jej motocyklem jest coś nie tak. Zwłaszcza w chwilach gdy hamowała, on jakby nie chciał jej w ogóle, słuchać miał ogromne trudności, z zatrzymaniem się nie powinna zwracać na to uwagi i jechać dalej jednak nie potrafiła się tym nie zacząć przejmować, bo doskonale pamiętała, że ostatnio motocykl działał praktycznie bez szwanku, nie narzekała na nic a dbała o niego, to dlaczego nagle traciła kontrole nad nim głównie przy próbach zatrzymania się jakby, z hamulcami coś było nie tak.
Wjechała na poboczną drogę i pomimo że zawsze przyśpieszała, teraz widząc coraz więcej niepokojących symptomów, że z motorem dzieje się coś złego, wolała nie ryzykować. Musiała poprosić chłopaków gdy dojedzie, by zerknęli, co się dzieje.
Następne sekundy działy się niczym w zwolnionym dla niej tempie!
Niespodziewanie wpadła w kałuże wody, z której wyjechała, jednak następnej sekundzie dziewczyna straciła całkowite panowanie nad maszyną wręcz, z przerażeniem patrzyła, jak jedzie wprost na pobliskie drzewo, z które z ogromnym impetem uderzył dwukołowiec. Wystarczyły zaledwie sekundy, by ciało młodej dwudziestoparoletniej dziewczyny spadło ze ścigacza i przeturlało się po twardej ziemi, lecz ona nic już nie mogła pamiętać, z chwilą uderzeniem w pień drzewa straciła przytomność, jej wodne ciało przeturlało się po ziemi i upadło niemal w pobliskim rowie, a maszyna młodej artystki upadła po drugiej stronie drzewa wciąż zapalona, a opony wciąż się kręciło.
Zdawało się, że nic nie mogło zapobiegnąć temu tragicznemu wypadkowi.
A dziewczyna leżąca na krawędzi pobliskiego korytarza rowu leży praktycznie bez życia.
Jej życie wisiało na włosku.
No comments:
Post a Comment