Saturday, November 16, 2024

IV 38 (P.1) — NAPAD HAKERA

    — To mi zrobiłeś niespodziankę — skomentowała gdy wychodziła z windy u boku swojego najbliższego przyjaciela.
    Od jej powrotu z Hiszpanii minął tydzień, który dla niej był niezwykle pracowity i pożerający wręcz jej cenny czas. Gdy tylko wróciła do miasta, rzuciła się w wir studiów oraz treningów, nawet nie skupiła się na pracy, bo priorytetem dla niej stały się studia oraz ćwiczenia, bo wkrótce mieli uczestniczyć w zawodach, a także wznowili chłopacy treningi po świątecznej przerwie. Jednak wkrótce musiała wrócić również do swojej pracy.
    Obecnie jednak była bardzo zaskoczona tak niespodziewaną wizytą jej najbliższego kolegi, wręcz jej przyszywanego brata, kompana i najbliższego przyjaciela, który towarzyszył jej ot tak wielu lat. Przyznaje, że w ostatnim czasie ich kontakt nieco zmalał, jednak oboje byli pochłonięci swoimi zajęciami, on pracą i tworzeniem biznesplanu na własnej firmy więc zaczął powoli działać odnośnie założenia własnej działalności i bardzo dobrze, bo uważała, że zasługuje na to, po tak wielu latach walki o coś swojego wreszcie mógł zająć się tym, co kocha i nie pracować już na czyjś koszt. Zebrał nieco więcej pieniędzy, by mieć na uruchomienie swojego małego przedsiębiorstwa a teraz zamierzał wcielić plan w życie. Zaczął realizować własne marzenia. Bardzo mu kibicowała, bo doskonale wiedziała, ile znaczy dla niego własna działalność, jak bardzo pragnął wręcz skupić się na pracy nad swoimi projektami. Doskonale widziała jak bardzo się stara ile wkłada serca w to co robił i zasługiwał na to, by w końcu, móc pokazać światu co ma do zaoferowania, a uważała, że strona, w którą idzie, jest przyszłością. Inwestowanie w nowe technologie to obecnie w tych czasach może przynieś mnóstwo pieniędzy i okazać się tym przysłowiowym strzałem w dziesiątkę a Tony celował w system operujący nowoczesnymi technologiami. Owszem było to jeszcze bardzo niedopracowane i potrzebował paru lat, by to rozwinąć, jednak gdy wiedziała, co tak naprawdę planuje, uważała, że ten system może okazać się w przyszłości fortuną, który przyniesie mu niezwykłą popularność. Obecnie wciąż wszystko dopracowywał, bo technologia rozwija się w prędkim tempie i chciał wszystko dostosować, zanim wypuści pierwszy produkt na rynek. Co się ceni. Nie chciał dawać niczego niesprawdzonego, co mogłoby okazać się bublem, a dobrze wiedziała, że jej przyjaciel nie chodzi na kompromisy i gdy przykłada się, do czegoś to wkłada całe swoje serce i umiejętności, jakie nabył.
    — Zaskoczyłem? — spytał z dozą rozbawienia w głosie i delikatnie szturchnął ją w bok.
    — Tak — przyznała.
    Sięgnęła do kieszeni po kartę magnetyczną, którą przyłożyła do zamka. Usłyszeli ten charakterystyczny klik, a blokada ustąpiła. Nacisnęła na klamkę i niemal gdy tylko pchnęła drzwi na spotkanie wręcz wybiegła jej Junka, która zaczęła wręcz biegać wokół jej stóp, merdając radośnie ogonem na jej widok i poszczekując.
    — Takiego szczęścia to ja nie widziałem u niej — skomentował z nutką wesołości Anthony, widząc radość psinki swojej przyjaciółki — Co jej obiecałaś?
    — Nic — odparła, kucając przy swojej psiej przyjaciółce, głaszcząc ją po grzbiecie.
    Nie umknęło jednak jej uwadze, że Tony wręcz wbił w nią swoje ciemne spojrzenie, wręcz miała wrażenie, jakby chciał prześwietlić jej umysł, bo nie do końca chciał jej uwierzyć, że rzeczywiście niczego nie obiecała swojej suce.
    — Ona przecież zawsze się tak cieszy na mój widok. Coś musiało ją podekscytować — skomentowała, prostując się i spoglądając na bliskiego kumpla — Co tak stoisz, wchodź — zachęciła go.
    Gestem dłoni zaprosiła go do środka, ona sama rzuciła swoją torebkę ze szkolnymi rzeczami w bok. Odrzuciła klucze na komodę z cichym westchnieniem, że wreszcie dobiegł końca, ten dość ciężki tydzień na uniwersytecie a jeszcze dziś wieczorem była umówiona na trening z ekipą. Jednak chyba z niego zrezygnuje, zwłaszcza że miała tak niespodziewanego gościa i naprawdę po tak długim czaseie gdy się nie widzieli, wolała, by spędzić ten czas właśnie z Anthonym, a odpuścić sobie ten jeden trening. Grupa ją zrozumie jeśli napisze, że coś jej ważniejszego wypadło. Nie chciała też zostawić Anthony'ego. Gdy przyjechał do niej, to wolała poświęcić mu swój czas, zwłaszcza że właśnie zaczął się dla wielu tak bardzo upragniony weekend w tym również i dla nich. Mieli dwa całe dni tylko i wyłącznie dla siebie, by nadrobić zaległości i nacieszyć się swoim wspólnym towarzystwem.
    — Jak w ogóle po Nowym Roku? — zagadnęła przyjaciela gdy tylko stanęła w progu kuchni.
    — Nudno — przyznał ze szczerością — Kumple z dziewczynami, przyjaciółka uciekła do Europy. A dziewczyny brak — odparł, opierając swoją dłoń na krawędzi kuchennego blatu.
    — To, co robiłeś? — spytała.
    Podeszła bliżej niego i spojrzała w ciemne oczy.
    — Nic — przyznał — Siedziałem z piwem i grałem co miałem robić?
    — Mogłeś iść do klubu — zauważyła.
    — By nawalone panienki się do mnie kleiły. Nie dzięki — ruchem dłoni podkreślił swoją sprzeciw.
    — Mam nadzieje, że przynajmniej ty się dobrze bawiłaś...
    Mimowolnie uśmiechnęła się na wspomnienie swojego wyjazdu do ukochanego i spędzeniu z nim tych dni oraz świąt w towarzystwie jego rodziny. Nie mogła powiedzieć, że się nudziła nawet jeśli spędziła Sylwester w mieszkaniu, wraz ze swoim facetem nie mogli oboje narzekać w żaden sposób na nudę. Z trudem powstrzymała uśmiech, który cisnął się jej na usta. Widziała jak Anthony, delikatnie przekrzywił głowę i spojrzał w jej kierunku w nieco podejrzliwy sposób.
    — Gdzie masz torbę z rzeczami, chyba niczego nie wynająłeś — natychmiast zmieniła temat, by uniknąć kłopotliwych pytań.
    — W samochodzie. Miałem szukać, ale...
    — Idź po nią! — niemal nakazała mu — Nie będziesz mi się po modelach włóczył gdy możesz zostać u mnie — powiedziała stanowczo — Zapomniałeś, że mam pokój gościnny, masz gdzie się wyspać, a nie będziesz płacić za nocleg. Jazda po walizkę a ja zrobię kawę. Wieczorem usiądziemy z czymś mocniejszym i pogadamy.
    — Jaka roszczeniowa — skomentował z lekkim uśmiechem — Ale już idę, nie chce ci podpaść...
    — Jeśli ty z jednym pokojem potrafisz zapewnić mi nocleg, to nie będę wredną przyjaciółką, która by się skazała na mieszkanie w jakimś hotelu, mając jeden pokój wolny.
    — Nigdy nie byłaś wkurwiająca. Jesteś dla mnie jak siostra, mała — powiedział z niezwykłą czułością w głosie.
    Nie dało się temu zaprzeczyć, że może i mieli momenty czy tygodnie, a nawet miesiąće gdy ten kontakt był słaby i dzieliły ich te kilometry, miedzy oba stanami jednak nie sprawiło to, że ani przez moment ich przyjaźń się zatarła. Była ona zbyt silna, by dzieląca ich droga mogła ją zniszczyć.
    Trwali przy swoim boku już od dziecka i nie było nawet perspektyw na to, by cokolwiek miało się zmienić. Kochali się jak rodzeństwo i tak się traktowali, mimo że nie byli w żaden sposób spokrewnieni jednak bliskość, wsparcie, pomoc czy zrozumienie w ciężkich chwilach sprawiło, że ta więź między nimi stała się niemal nierozerwalną. Nie pozwoliłaby nigdy by żaden jej związek czy znajomość sprawiła, że miałaby stracić Tony'ego. Kochała go jak brata i osoby, które bliższej ją poznawały czy wchodziły w nią w interakcje, musiały to zaakceptować. Tak traktowała Anthony'ego jak rodzinę, mimo że to Chester był jej biologicznym bratem, ale tak Brown był dla niej tak samo istotny jak starszy Bennington i tak z jednym była spokrewniona przez więzy krwi, ale z drugim była związana przez przeżycia z tego samego domu dziecka oraz ten czas, który razem spędzili, wręcz lata, które ze sobą byli.
    To było coś cudownego. Bo zawsze gdy jej świat się walił, czy potrzebowała pomocy, czy wsparcia, czy samej chęci wygadania się na Anthony'ego mogła zawsze i wszędzie liczyć. Potrafił porzucić swoje sprawy, by jej pomóc i na odwrót. A wszystko zaczęło się od małego incydentu, w którym ośmioletnia ona pomogła dwunastolatkowi uporać się z chuliganami i tak rozpoczęła się ich trwająca do teraz przyjaźń.
    Jeśli mogła powiedzieć wprost, co jej w życiu najlepiej wyszło, to śmiało mogła powiedzieć, że to znajomość z Anthony'm. Bo nieważne czy burza, czy słońce zawsze jeden trwał przy drugim i to nazywa się przyjaźń na dobre i złe. Nawet wtedy gdy miała naprawdę ciężkie parę dni po rozstaniu z Shinodą. Anthony nie zważając na nic, przyjechał do Los Angeles, by być przy niej, pocieszyć ją i pomóc i tak uważała, że Anthony to najcudowniejszy człowiek, jakiego spotkała. Owszem miała oddane przyjaciółki ale jeśli miałaby powiedzieć szczerze to Anthony, zawsze będzie tym pierwszym, który o wszystkim będzie wiedział jako pierwszy. Kocha swoją grupkę dziewczyn jednak Anthony zawsze będzie tym pierwszym przed nimi i one to wiedzą i absolutnie nie mają o to pretensji, zwłaszcza że powiedziała im, gdzie się poznali i w jakich warunkach i że traktuje go jak brata, a nie przyjaciela więc tak formalnie miała dwóch braci oficjalnie i w dokumentach jednego.
    — Zmiataj po rzeczy! — powiedziała po dłuższej chwili ciszy — Zrobię kawę, potem przygotuje ci pokój.
    Nie musiała prosić po raz kolejny o to. W jednej chwili zobaczyła, jak przyjaciel szybkim krokiem wychodzi z kuchni, a tuż po chwili usłyszała trzask zamykających się drzwi, a ona wykorzystała moment i włączyła ekspres. Widząc stojącą na progu kuchni Junkę uśmiechnęła się czule.
    — Dostaniesz jedzonko i wyjdziemy pod wieczór na spacer — powiedziała z czułością.
    Sięgnęła do szafki po jedzenie dla swojej małej psinki jak i futrzaków, zanim je nałożyła, obmyła im miseczkę i nałożyła karmę, po czym odłożyła je do ich konta i wymieniła im wodę do picia. Gdy będąc już pewną, że zadbała o swoje futrzaki, wróciła do włączonego już ekspresu i nucąc cicho coś pod nosem, zaczęła szykować napój bogów dla siebie i przyjaciela.
    W momencie gdy schodziła do salonu, trzymając w dłoniach szklanki, z chłodną kawą usłyszała ponownie dźwięk otwierających się drzwi i nawet się nie odwracała, bo doskonale wiedziała, kto przyszedł. Odkładając szkło na stolik, zobaczyła jak Walter, przeciąga się na kanapie, zapewne został wybudzony, z południowej drzemki widząc ją, zamiauczał głośno:
    — Chyba wiesz, gdzie masz jedzenie — stwierdziła do kota.
    Patrzyła, jak czarny kociak zeskakuje z kanapy, wyprostowała się i odwracając się przez ramię, zobaczyła schodzącego ze schodów Tony'ego, który od razu porzucił sportową torbę tuż przy nich i spojrzał na nią.
    — Właśnie miałem pytać — odezwał się, podchodząc do niej — Shinoda dalej cię dręczy?
    Opadł na wygodną kanapę, zabierając jedną ze szklanek z mrożonym napojem.
    — Od urodzin Brada praktycznie go nie widziałam i nie wiem co się z nim dzieje — przyznała szczerze.
    To prawda zupełnie nic nie wiedziała o swoim byłym i szczerze nawet się nim nie interesowała. Chester sam nic jej nie mówił. Rozumiał jej podejście, nie chcąc słyszeć o nim i nie zadręczał ją rozmowami o jego byłym, co bardzo ceniła. Odcięła się od Michaela w chwili gdy z nim zerwała. Owszem dowiedziała się od brata o jego ślubie i miała tę nieprzyjemność spotkać go parę razy już w ubiegłym roku i to spotkanie nie należały wcale do przyjemnych, jednak nie przejmowała się nim. Miał swoje życie ona obecnie również. Nie żyła dawnym związkiem i swoim poprzednim partnerem skupiała się na nowym rozdziale we własnym życiu.
    — Nie nawiązywał się? — spytał, nieco bardziej drążąc temat.
    Pokręciła przecząco głową i sama wzięła kawę i usiadła obok niego. Ten jeden moment wystarczył, by Cindy wskoczyła jej na kolana i zwinęła się w kłębek.
    — Szczerze to miałam lepsze rzeczy do roboty niż się przejmowanie byłym. Zerwałam to, z nim skończyłam, po co sobie nim zaprzątać głowę. Gnojem, na którego zmarnowałam tyle lat.
    — Jak go spotkam, to ubije mu ten...
    — Tony nie ma sensu — powiedziała dosyć uspokajającym tonem — Chcesz naprawdę marnować energię i siły, na jakiego pajca?
    — Może i jest gnojem, ale cię skrzywdził!
    — Nie przeczę, ale naprawdę uważał, że obecnie jego zachowanie jest po niżej godności a wracanie do tego co było. Zaczęłam wszystko od nowa Tony — przyznała szczerze — Tak szczerze to on bardziej pokazuje to, że nie pogodził się, że go rzuciłam niż ja tym, że jestem... wolna — przezeń moment zawahała się, mówiąc to.
    Liczyła na to, że Tony nie zwróci na to uwagi, jednak on zauważył jej moment się zawahania i spojrzał wręcz w tej samej chwili na nią, niemal przeszył ją na wskroś spojrzeniem swoich ciemnych oczu.
    — Mała, czy ja o czymś nie wiem?
    — Niby o czym? — spytała niewzruszona.
    — Masz kogoś na oku? — spytał podejrzliwe.
    Pokręciła przecząco głową, bo na razie nie chciała mówić nikomu o tym, że tak była z kimś związana od miesiąca. Jak na chwilę obecną zachowywała to w tajemnicy i przyjdzie czas i zdecyduje się powiedzieć, to zrobi na razie, wolała siedzieć cicho. Nawet jeśli był to Anthony to, ta jedna tajemnica pozostanie jej słodkim sekretem na jakiś czas.
    — Jasne mam, studia, naukę i treningi — skwitowała nieco kąśliwie.
    Przez moment spoglądał w jej kierunku i przyglądał się jej z uwagą, jednak ona zupełnie obojętna upięła łyk swojej kawy niewzruszona niczym nawet tą podejrzliwością w oczach przyjaciela.
    Nagle rozbrzmiało powiadomienie z telefonu Anthony'ego, który zerknął na wyświetlacz i przeczytał wiadomość z uwagą. Widziała, jak nieco rozszerzyły mu się oczy, jakby się czegoś ważnego dowiedział wkrótce, jednak miała dowiedzieć, co go tak bardzo zaintrygowało.
    — Mała mogę skorzystać z twojego laptopa. Muszę, sprawdź e-maila...
    — Sprawdzaj, laptop jest na komodzie pod telewizorem.
    Nie miała powód mu odmawiać. Przecież to normalne, że nie miał dostępu do sieci i potrzebował na szybko coś sprawdzić nie będzie mu odmawiać tego. Śledziła każdy jego krok gdy podszedł do zawieszonego na ścianie telewizora, pochylił się, biorąc jej MacBook. Wrócił do niej i ponownie usiadł na swoim starym miejscu. Otwierając komputer, dopiero wtedy dostrzegła ekran komputera i... tapetę, o której zapomniała.
    Wystarczyła chwila by uderzyła się ręką o czoło w tym samym momencie gdy Anthony spojrzał w jej kierunku gdy tylko zobaczył zdjęcie, które miała ustawioną jako tapetę. Zupełnie zapomniała o tym, że to zrobiła. Przekonana o tym, że wciąż była systemowa, wyleciało jej z głowy, że dwa dni temu ją zmieniała, ustawiając siebie i Ricardo było to dość osobiste zdjęcie, gdzie siedzieli wręcz przytuleni do siebie na plaży w San Sebastian, a Ricardo próbował skraść jej całusa.
    — Spowiadaj się mała! — wręcz rozkazał.
    Westchnęła głośno, odkładając szklankę z kawą na stolik i przez moment patrzyła na telewizor, jednak wkrótce spojrzała na przyjaciela, który wywiercał jej wręcz dziurę w głowie. Teraz już nie wymiga się z tego. Musiała mu powiedzieć prawdę, bo kłamstwa nie zdadzą już swojej roli.
    — Dobra, przyznaje, zataiłam jedną rzecz przed tobą — zaczęła spokojnie — Tak od miesiąca spotykam się z nowym facetem.
    — Czemu mi nic nie powiedziałaś? — odezwał się z pretensją w głosie — Mała...
    — Daj mi skończyć! — powiedziała bardziej stanowczo — Tak mam faceta, ale nikt o tym nie wie!
    — Jak się nazywa, kim jest...?
    — Tony zwolnij! — upomniała go — Ma na imię Ricardo, jest dwa lata starszy ode mnie. Poznałam go na wakacjach w Hiszpanii. Jest biznesmenem i początkującym maklerem giełdowym. Poznałam go przez zawody, w jakich brałam udział, ale tak naprawdę to nie nasze pierwsze spotkanie.
    — Co masz na myśli?
    — Pamiętasz pewnie jak przeniosłam się do Shinody? — widziała, jak przytakuje głową — Wystawiłam to mieszkanie na sprzedaż, ale mieliśmy te problemy, ja wróciłam tutaj, a w tym czasie przyjechał on. Chciał kupić ode mnie mieszkanie, ale musiałam mu odmówić. Potem zupełnie o tym zapomniałam i zobaczyliśmy się znowu na tych zawodach i szczerze nie poznałam go, początkowo potem poszliśmy do klubu i...
    — Do łóżka — stwierdził z lekkim uśmieszkiem.
    — Dopiero dzień później przypomniałam sobie tego klienta na moje mieszkanie i zrozumiałam, że to on. Przez cały urlop spotykałam się z nim, dla niego przedłużyłam swój pobyt w Hiszpanii...
    — Widzę, że naprawdę to coś poważnego.
    Nie zamierzała, jednak wspominać mu na temat Courtney to pozostaje tajemnicą jej oraz dwojga dawnych kochanków. Chociaż Tony'emu tak jak Chesterowi przyznała się, że jest biseksualna, to jednak nie zamierzała ujawniać takiego pikanego szczegółu ze swojego życia nawet swojemu najbliższemu przyjacielowi.
    — Ricardo jest cudowny...
    — Nie odlatuj mała — zaśmiał się widząc jej nieco nieodległy wzrok gdy sama przywiodła w pamięci swojego ukochanego — Teraz rozumiem czemu nie przejmujesz się Shinodą. Jest ktoś nowy.
    — Co mogę powiedzieć? — odezwała się — Nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia, ale chyba ona istnieje — dodała z trudem, powstrzymując rumieńce, które chciały wykwitnąć na jej policzkach.
    — Muszę go koniecznie poznać!
    — Na razie nie obiecuje, bo nie wiem kiedy się znowu zobaczymy, ale gdy przyleci do Stanów, na pewno go poznasz — zapewniła go.
    — A Chester wie?
    Pokręciła przecząco głową, bo co miała powiedzieć. Jej brat może miał okazje zobaczyć Ricardo, ale wmówiła mu, że to tylko kumpel nie wspomniała mu na temat tego, że to jej nowy facet, bo tego nie chciała. Ale widziała, że wcześniej czy później będzie musiała mu to powiedzieć.
    Zapadłą chwilą milczenia, którą Anthony wykorzystał i wrócił ponownie spojrzeniem do komputera, oczywiście ona rano nie wyłączyła komputera i zobaczył, jak ponownie otwiera przeglądarkę, niby nic nadzwyczajnego jednak doskonale pamiętała ze rano jedynie przymknęła klapę laptopa, która zostawiła na swojej stronie i powinna się włączyć automatycznie jednak gdy patrzyła, na główną stronę coś zaczęło jej nie grać. Jednak pozwoliła przyjacielowi zalogować się na swoją pocztę i sprawdzić jednak nie dawało jej spokoju ta sytuacja. Powinna się nie przejmować, bo mogło ją po prostu, wywalić ze strony jednak coś ją zaczęło niepokoić. Słyszała z tyłu głowy taki głosik, który z każdą chwilą stawał się natarczywy. A dziwne przeczucie i wręcz przekonanie coraz bardziej nie dawała jej spokoju i to ją martwiło.
    Odruchowo sięgnęła po telefon, który porzuciła na kanapie i od razu weszła w przeglądarkę, wpisując adres swojej strony, nic jej nie wyskoczyło. Była wręcz pewna, że pomyliła zwyczajnie coś w adresie, zajrzała do zakładek i przez nie chciała wejść na stronę jednak gdy to zrobiła, nie przekierowało ją na własną stron. Niemal czuła jak oblewa ją zimny pot, próbowała jeszcze parę razy, ale nic się nie stało.
    — Julio? — usłyszała tuż przy sobie strapiony głos przyjaciela — Stało się coś?
    Lecz ona go nie słuchała wręcz w panice, weszła na Instagram, wiedząc, że ma w opisie link do swojej strony i może się jej uda wejść jednak jakie było jej zdziwienie gdy nie zobaczyła swojego, konta artystycznego. Wylogowała się wręcz z głównego i przelogowała na adres biznesowo, chcąc wejść na portal społecznościowy, ale nic pojawił się komunikat, że strona nie istnieje.
    — Julio...?
    — Wejdź na moją stronę! — odezwała się już nieco spanikowana.
    — Co...
    — Wejdź na laptopie na moją stronę — rzekła bardziej stanowczo, jednak wciąż czuła wręcz nieprzyjemny dreszcz.
    Nie chciała niepotrzebnie panikować, jednak ta sytuacja jej się wręcz nie podobała. Dlaczego nie wyświetlało jej strony, czemu nie mogła wejść na swojego Instagram? To zupełnie jej się nie podobało. Starając się zachować, spokój usiadła bliżej przyjaciela, który bez słowa wpisał adres jej strony, ale zupełnie jak na telefonie nie pojawił nawet link do niej. Patrzyła, jak próbuje wejść przez zakładki, jednak nic zupełnie się nie stało to tak, jakby strona praktycznie nie istniała! To było wręcz niemożliwe, bo pamiętała, że rano jeszcze na stronie była, bo wstawiała nowe prace na niej.
    — Strona zniknęła — powiedział z powagą Anthony, wręcz chwycił laptop i położył sobie na kolanach, próbując po raz kolejny wejść na stronę, lecz bez żadnego skutku.
    — Instagrama też mi nie pokazuje — odezwała się już z wyczuwalną paniką w głosie.
    Poderwała się nerwowo z siedzenia i przeszła niespokojnie po pokoju zapatrzona w telefon i próbując bezskutecznie wejść na swoje konto na Instagramie, jednak z marnym skutkiem.
    — Mała uspokój się! To musi być jakiś błąd! Zajmie się tym — powiedział spokojnie, lecz na tyle stanowczo by ją uspokoić.
    Lecz ona nie mogła się uspokoić gdy po raz kolejny i kolejny próbowała bezskutecznie zalogować się na konto, niemal zaczęła czuć, jak w kącikach jej oczu zbierają się jej łzy. Nie chciała panikować, ale to było silniejsze od niej. Ta strona to tak naprawdę cała jej praca ona z niej zarabia to przez nią i Instagram klienci ją znajdują a teraz gdy nie mogła wręcz się zalogować, czuła istną panikę i nie mogła tego tak po prostu opanować.
    — Przecież rano to jeszcze działało...? — odezwała się niemal z płaczem — Jak to możliwe...
    — Julio... uspokój się! Usiądź, to na pewno błąd!
    — W takim razie czemu mój prywatny Instagram nadal działa, lecz ten artystyczny nie? — zadała tak dręczące ją pytanie.
    Widziała, jak mężczyzna odkłada komputer na bok i podszedł w jej kierunku, czuła jak kładzie dłonie na jej ramionach, ona niemal z oczami pełnymi łez spojrzała na niego.
    — Pomogę ci to odzyskać! Nie panikuj, mówię ci, że to pewnie jakiś błąd i odzyskamy to razem — powiedział ze stanowczością w głosie, lecz w tej samej chwili ją objął i zaprowadził ponownie na kanapę i kazał usiąść.
    Zabrał z jej dłoni telefon i odłożył, a sam usiadł obok niej i zabrał komputer.
    Nie tak mieli spędzić to popołudnie.

Nie była świadoma, jak bardzo jeszcze jej życie się posypie.

No comments:

Post a Comment