— Pieprzona zdzira! — wyrwało się wprost z jego ust.
Chwycił momentalnie jedną ze strzałek, które leżały na poniszczonym stoliku i z ogromną siłą cisną ją w pobliską tarczę. Rzutka przeleciała tuż nad głową kobiety, której tylko szybki refleks i pochylenie się nieco do przodu sprawiło, że uniknęła trafienia szpilką wprost w jedno z jej oczu.
— Clark! — syknęła na niego wściekle — Chciałeś mi oczy wybić? — wściekła się na swojego wspólnika.
Warknął wprost na nią, nie zamierzając nawet jej przepraszać, to było bezcelowe. Od razu jednak dało się dostrzec, po jego zachowaniu, że musiało się coś wydarzyć na dole. Nie zeszła na dół, z prostej przyczyny przed momentem wróciła z miasta i tak mogła być to kompletna głupota, zwłaszcza że była świadoma, że była poszukiwana, jednak chciała się zorientować, jaka jest sytuacja i czy media już czegoś nie wiedzą.
Uważność i dokładność w zacieraniu śladów było dla niej teraz kluczowym elementem, bo doskonale wiedziała, w czym brała udział i wcale nie uważała to za haniebne czy powód do wstydu. Jeśli miała możliwość, wiecznej zemsty na swoim partnerze nie czując żadnych konsekwencji, zupełnie szła na to.
Między nią a Michaelem to była dość długa historia i może początkowo jako nastolatka dostrzegała w nim chłopaka, który mógł ją porwać, jednak z czasem wszystko się zmieniło. Dorosłe życie, studia czy praca i jego ciągła nieobecność sprawiła, że to kiedyś między nimi było zniknęła. Przestała czuć, że mu zależało na niej, skupiony bardziej na rozwinięciu kariery, całkowicie go to pochłonęło, a ona czując się, osamotniona poszukiwała wrażeń, a teraz gdy minęły lata od tych zdarzeń, mogła wprost powiedzieć, że jej relacja od początku były jawną fikcją.
Ona miała grać i odegrała swoją rolę wręcz perfekcyjnie.
Nie musiała za wiele się starać, by w końcu złamać swojego dawnego męża i by uwierzył, że się zmieniła, że była taka jak na początku, prawda była taka, że była to część ich misternego planu.
Pragnęli ten związek zniszczyć, a ona miała być osobą, która miała zamotać w ich związku jednak prawdę mówiąc, nie wiele musiała się starać, bo uwiedzenie pijanego byłego i zaciągnięcie go do łóżka było dla niej tak prostym wyzwaniem. Zdecydowanie Michael po alkoholu nie podejmuje rozsądnych decyzji i mogła to sprytnie wykorzystać na ich szalej a fakt, że upił się z powodu problemów związkowych. Nie darowałaby sobie takiej okazji.
— Puszczalska szmata! — klął dalej.
Świst kolejnej lotki tuż obok jej ucha sprawił, że wyrwała się ze swoich przemyśleć i krzyknęła na niego wprost oburzona:
— Kent do jasnej cholery! Mógłbyś się uspokoić? — spytała sfrustrowana, gdy ponownie musiała unikać rzutki, która leciała w jej kierunku.
Nie odpowiedział od razu, jednak widziała jego zaciętą minę, gdy w końcu kolejną z lotek rzucił w tarczę i wbiła się wprost w środek, nieco satysfakcjonując nieco młodszego od niej mężczyznę, jednak nie dało się poskromić wręcz furii, którą dało się dostrzec w jego oczach.
Rzadko widywała go tak bardzo wściekłym jak teraz, a widywali się już od dłuższego czasu. Pytania zaczęły mnożyć się w jego głowie i zaczęła się zastanawiać, co tak bardzo mocno go rozwścieczyło, że teraz miał minę, jakby pragnął kogoś rozszarpać i nie byłaby nawet zaskoczona gdyby faktycznie to zrobił z tą swoją małolatą, która i jej działa mocno na nerwy!
— Mam być spokojny w takim momencie? — zagrzmiał dość groźnie, zwracając się do niej.
Ona jednak nie wykazała się ani jedną oznaką lęku czy niepokoju. Przywykła już do szaleństw tego człowieka i mogła stwierdzić, że widziała w nim coś, co ją przyciągało do niego. I szczerze nie obchodziło ją ostrzeżenie tej małej suki, którą więził, dla niej było w pewnym sposób to imponujące, widziała w nim coś wyjątkowego pomimo jego szaleństwa. Ujrzała w nim samą siebie jednak w tej najgorszej formie.
Przez miesiące musiała grać ten smutny teatrzyk, odgrywać rolę ukochanej żony ukazywać przed tymi debilami, że jednak zależało jej na Sandersie gdy praktycznie nigdy go nie kochała. Rola ukochanej żony, która się zmieniła, była trudna, jednak musiała dla całej pieprzonej mistyfikacji to robić i było to drażniące, ale wiedziała, że nie może postąpić inaczej i robiła to, by mogli kontynuować ich wzajemny plan. A tych idiotów utwierdzić w przekonaniu, że się zmieniła.
Bawiło ją jednak najbardziej zachowanie najbliższego kumpla jej męża. Doskonale wiedziała, że Brad nigdy nie darzył ją sympatią, jednak musiała odegrać rolę życia, by ten niedowiarek jej uwierzył. Nie sądziła, że tak dobrze odgrywała wręcz role własnego życia.
— Może zapragniesz mi wyjaśnić, czemu usilnie próbujesz mi wybić oko! — powiedziała wprost rozwścieczona — Co czyżby twoja zabawka znowu poraniła twoją męskość? — zakpiła wprost z niego.
To był moment, gdy zobaczyła go dosłownie tuż przed swoją twarzą, niebezpiecznie się zbliżającego do niej w końcu poczuła, jak zaciska swoje palce mocno na jej szyi. Zacisnął je mocniej na nim, momentalnie pozbawiając jej oddechu, przyduszając ją. Kurczowo uchwyciła jego rękę i po krótkiej szamotaninie odsunęła go od siebie i spojrzała na niego wprost oburzona.
— Co to miało być!? — krzyknęła na niego — Zapomniałeś, kim jestem!? — zagrzmiała.
— Moim pachołkiem! — wycedził wprost z wściekłością.
— Co takiego?
Poderwała się z kanapy, na której do tej pory siedziała, nie musiała nawet podchodzić, bo stanął naprzeciw niej. Przez dłuższą chwilę oboje mierzyli się spojrzeniami, wzrokiem, który gdyby mógł, zabił, by ich obojga na miejscu.
— Powtórz to? — syknęła do niego ze złością.
— Słyszałaś — wymruczał, zniżając jeszcze bardziej głos — Jesteś moim pomagier...
Jego dalsze słowa zostały zagłuszone przez echo, które potoczyło się nagle po salonie, był to moment tak mocno zaskakujący, że zbił w tropy Kenta, który spojrzał wprost oszołomiony na kobietę która stała przed nim. Nie zdążył nawet zareagować na, to gdy mocno uchwyciła przód jego koszulki i przyciągnęła do siebie, a on w jej szmaragdowych oczach dostrzegł wręcz furie.
— Pamiętaj topiarzu, że wiem, gdzie jesteśmy i mogę cię kurwa zgłosić! — syknęła na niego.
Te słowa jednak nie klęknęły młodego narkomana, który po tych słowach uśmiechnął się w tak podły i nikczemny sposób, co przez moment zdumiało kobietę, jednak prędko wróciła do swojej poprzedniej postawy, lecz dopiero po dłuższej chwili się odezwał, mówiąc wręcz z niej, szydząc:
— Zdradź mnie — podburzał ją — To i ty trafisz tam, gdzie ja — powiedział wręcz dumny z siebie.
— Myślisz, że się nie zlęknę? — spytała wyzywająco — Wystarczy, że pozgrywam ofiarę i to ty pójdziesz siedzieć, te dwa trupy i tak nic nie powiedzą — wręcz wymownie spojrzała na podłogę salonu — Więc radzę ci uważać…
— Jakim prawem mi grozisz? To ja…
— Nie Kent to my oboje w tym jedziemy, i jeśli nadal zamierzasz mnie traktować, jak tylko wynieś, zanieś pozamiataj to, się kurwa mylisz. Jestem wspólniczką i radzę, byś o tym pamiętał! Oboje w tym siedzimy po same uszy, dlatego radzę ci nie dyskryminować mnie a ze mną współpracować, bo to dzięki mnie możesz tu siedzieć i pieprzyć tę zdzirę oraz znęcać nad nią więc radzę uważaj! Jeden nie ostrożny ruch a policja tutaj zawita!
Nie pozwalała sobie w żaden sposób wejść na głowę. Pomimo że to Clark był głównym pomysłodawcom tej akcji, a ona pomagała mu wszystko przygotować, jednak traktowanie jej w tak uwłaczający sposób i ubliżanie jej do bycia pomagierem, nie jest dla niego najbardziej rozsądne, bo doskonale wiedziała, gdzie się znajdowali i mogła go wsypać. Owszem wiedziała, że poszłaby z nim siedzieć, jednak nie pozwoli sobie, by taki młody gnojek wszedł jej na głowę.
— A teraz gadaj, co się tak rozwścieczyło?
Mimo że ją to zupełnie nie interesowało, co mogło być powodem jego wzburzenia, to raczej chciała się dowiedzieć, dlaczego prawie nie utraciła przez tego debila wzroku. Wykazywał się ogromną lekkomyślnością i głupotą. Nie jednokrotnie musiała, go uspokajać by się nie zapędzał zbyt daleko, ale trudno było zapanować nad istnym szaleńcem.
— Gadaj! — zwrócił się do niej.
Widziała, jak wręcz jego twarz robi się czerwona ze złości, stał niebezpiecznie blisko niej, a ona nie zrobiła ani jednego kroku w tył.
— Czemu nie powiedziałaś mi o tym, że ta pizda wyszła za mąż!
Mimo że miało to zabrzmieć, jak pytanie to nim nie było. Widział totalną wściekłość w jego oczach, a ona stała otępiała. Widziała, jak był gotowy znowu naruszyć jej przestrzec osobistą, jednak jej dość groźny wzrok sprawił, że cofnął ją, a ona skinęła delikatnie głową i dodała:
— Co? Clark czy ty kurwa się zapomnisz? Moim zadaniem było rozbicie związku twojej byłej i mojego męża, a nie pilnowanie twojej zabaweczki — stwierdziła oschle — I naprawdę ona mężatką? — negowała jego słowa — Zastanów się nad tym, kto by ją chciał, bo przecież tak rozpaczała po moim byłym — dodała kąśliwe.
— To jak zechcesz mi wyjaśnić to, że ta pieprzona suka, że tygodni nosi inne nazwisko? — spytał wściekły.
— A to ja ci mam to wyjaśniać? — wściekła się.
— Nie piałaś się! — wściekł się — Nie pilnowałaś jej…
Kiedy ten koszmar w końcu się skończy?
Zadawał sobie wciąż to samo wciąż dręczące ją pytanie. Mogła uznać to za koszmarny sen, demoniczny, jednak to nie była jej kolejna strachliwa mara, a jej piekielna rzeczywistość. Każdy dzień, był dla niej wręcz torturą! Pragnęła coraz bardziej by po kolejnym takim szaleństwie Clarka, po prostu zasnąć i się nie obudzić. To było okrutne, jednak nie wiedziała, jak długo zdoła to wytrzymać psychicznie. To było tak wykańczające, kolejne gwałty, groźby, szantaże, pobicie czy gdy po raz kolejny truł ją jakimś syfem.
Ona się rozsypywała z każdym dniem coraz bardziej i nie było widma tego, by to w końcu się zakończyła.
Nieznacznie poruszała i tak obolałą ręką niemal od razu dało się słyszeć szczęk łańcuchów, które rozdarły ciszę, która zapanowała, jednak jak bardzo pragnęła po prostu zwinąć się w kłębek, nawet na tej niewygodnej podłodze nie mogła tego zrobić. Jej nadgarstki przykute skutecznie do dość i tak skąpych łańcuchów, nie miała możliwości wyrwania się a gdyby nawet próbowała, jej kostki spowijał ten sam metal, którym była trzymana.
Szansa była wręcz nierealna, a ona z każdym dniem przekonywała się, że tutaj po prostu umrze.
Okrutne tak to prawda, jednak ona to czuła. Mimo że nie chciała o tym mówić głośno, wiedziała, że w końcu nastąpi ten moment, gdy szaleństwo jej byłego chłopaka osiągnie szczyt i w końcu przekroczy linie i odbierze jej życie raz na zawsze.
Czy chciała umierać?
Z jednej strony, czuła jak traci chęci, motywacje do mieszanina się z kolejnym dniem z jednak gdy za każdym razem gdy pragnęła się ostatecznie poddać, widziała przed swoimi oczami twarz swojego męża. Widok bliskiego jej sercu mężczyzny sprawiał, że wzbierała w sobie ostatnie resztki i walczyła, mimo że zdawała sobie sprawę, że to bezcelowa walka.
Clark jest na tyle mściwy, że nie odpuści, dopóki do końca nie zrealizuje własnego planu.
A to ona była jego celem!
A właściwie odegranie jej życia w najbardziej okrutny, a zarazem powolny sposób. Radowało go jej ból, cieszył się, wiedząc jej cierpienie. Czuł satysfakcje gdy wręcz rozdzierał ją krzyk pełen udręki gdy po raz kolejny w dość pastwił się nad nią seksualnie.
Niemal miała ochotę zwymiotować.
Nienawidziła go!
Gardziła tak bardzo samą sobą!
Wszystko to, co przeszła na przestrzeni ostatnich lat rozmyło się dzięki pewnemu skurwielowi. Gdyby mogła, zapewne nie byłaby w stanie, spojrzeć na swoje lustrzane odbicie widząc tam?
No właśnie kogo?
Kim ona była?
Kim się stała?
To niby błahe pytanie, jednak wydawało się tak kluczowe. Kim się stała? Odpowiedź wydawała się tak prosta.
Była zabawką w rękach szatana!
Wykorzystywał ją do swoich chorych wizji, wyobrażeń, które tkwiły, w jego chorym umyślę. Ona miała im sprostać a właściwie jej marna skorupa, bo nie czuła już wewnętrznie siebie, nie odczuwała swoich własnych uczuć, z których została wręcz wybrana, a jedyne co mogła czuć to wstręt i obrzydzenie!
I tak nie powinna się tak czuć, w końcu to ona tutaj była ofiarą!
Jednak poczucie wstydu i niechęci wręcz niszczyła ją od środka. Gdyby pragnęła przekonać się, że jest inaczej, tak jak dawniej udowodnić samej sobie, że jest kimś wartościowym, to musiała uderzyć się mocno w twarz, bo tak naprawdę po dawnej Julii nie pozostał nawet ślad.
Nawet nie hamowała łzy, która powoli spłynęła po zakrwawionym policzku, gdy tylko o tym pomyślała. Wystarczył jedna nieuważna decyzja, by teraz musiała mierzyć się z istnym potworem w jej życiu.
Tak chodziło o tę jedną rzecz. Gdyby nie zdecydowała się pójść do łazienki wtedy po rozprawie, gdyby poszła wraz z Ricardo i Anthonym to nie tkwiła teraz tutaj uwięziona zdana na liczne szaleństwa tego psychopaty. Jeden głupi ruch.
O ironio losu, taka jedna pomyłka w przeszłości również ją drogo kosztowała i płaci ją aż po dziś, teraz jednak odpowiada za to, że zdecydowała się zauroczyć w chłopaku, który z pozoru nie wydawał się wyróżniać w tłumu jednak ona w nim coś dostrzegła. Niestety nie dostrzegła rodzącego się zagrożenia, nie wiedziała, kiedy z tego nastolatka, w którym się zakochała, stał się przemocowym młodzieńcem, pragnącym jedynie mieć nad nią kontrolę. Ten jeden błąd teraz mógł kosztować ją życie, a bardziej już była skazana na śmierć i z każdą chwilą coraz bardziej była pogodzona z tą myślą.
Czy gdyby mogła cokolwiek zrobić to, by uczyniła przed śmiercią?
Owszem.
I mogło to być zaskakujące, ale wybłagała, by tego piekielnego demona by wypuścił chociaż Michaela. Nie był winny że został wciągnięty w te zagrywki i przynajmniej mógłby ocalić własne życie, bo jej nie miało aż takiego znaczenia. Owszem nadal czuła do niego ogromną urazę wręcz odczuwała wściekłość, jednak to ona wciągnęła go w te porachunki, a nie powinna.
Chciałaby, chociaż on był wolny!
Ale wiedziała, że to może tylko pozostawać w sferze marzeń, bo liczyła się z tym, że oboje tutaj zginął.
Nie wiedziała, jak długo będzie to trwać, ale miała nadzieje, że w końcu się to skończy.
Dało się jednak słyszeć z góry dziwne odgłosy, co mogło zaniepokoić, jednak cisza, która panowała w piwnicy, pozwalała jednak zrozumieć, że to krzyki kłótni, która rozgrywała się nad ich głowami i szczerze nawet się temu nie przysłuchiwała, bo i tak nie wiele by usłyszała.
Przymknęła oczy, nawet nie zdając sobie sprawę kiedy zasnęła.