Saturday, March 22, 2025

V 11 — MUSIAŁ JEJ PILNOWAĆ




    — Pieprzona zdzira! — wyrwało się wprost z jego ust.
    Chwycił momentalnie jedną ze strzałek, które leżały na poniszczonym stoliku i z ogromną siłą cisną ją w pobliską tarczę. Rzutka przeleciała tuż nad głową kobiety, której tylko szybki refleks i pochylenie się nieco do przodu sprawiło, że uniknęła trafienia szpilką wprost w jedno z jej oczu.
    — Clark! — syknęła na niego wściekle — Chciałeś mi oczy wybić? — wściekła się na swojego wspólnika.
    Warknął wprost na nią, nie zamierzając nawet jej przepraszać, to było bezcelowe. Od razu jednak dało się dostrzec, po jego zachowaniu, że musiało się coś wydarzyć na dole. Nie zeszła na dół, z prostej przyczyny przed momentem wróciła z miasta i tak mogła być to kompletna głupota, zwłaszcza że była świadoma, że była poszukiwana, jednak chciała się zorientować, jaka jest sytuacja i czy media już czegoś nie wiedzą.
    Uważność i dokładność w zacieraniu śladów było dla niej teraz kluczowym elementem, bo doskonale wiedziała, w czym brała udział i wcale nie uważała to za haniebne czy powód do wstydu. Jeśli miała możliwość, wiecznej zemsty na swoim partnerze nie czując żadnych konsekwencji, zupełnie szła na to.
    Między nią a Michaelem to była dość długa historia i może początkowo jako nastolatka dostrzegała w nim chłopaka, który mógł ją porwać, jednak z czasem wszystko się zmieniło. Dorosłe życie, studia czy praca i jego ciągła nieobecność sprawiła, że to kiedyś między nimi było zniknęła. Przestała czuć, że mu zależało na niej, skupiony bardziej na rozwinięciu kariery, całkowicie go to pochłonęło, a ona czując się, osamotniona poszukiwała wrażeń, a teraz gdy minęły lata od tych zdarzeń, mogła wprost powiedzieć, że jej relacja od początku były jawną fikcją.
    Ona miała grać i odegrała swoją rolę wręcz perfekcyjnie.
    Nie musiała za wiele się starać, by w końcu złamać swojego dawnego męża i by uwierzył, że się zmieniła, że była taka jak na początku, prawda była taka, że była to część ich misternego planu.
    Pragnęli ten związek zniszczyć, a ona miała być osobą, która miała zamotać w ich związku jednak prawdę mówiąc, nie wiele musiała się starać, bo uwiedzenie pijanego byłego i zaciągnięcie go do łóżka było dla niej tak prostym wyzwaniem. Zdecydowanie Michael po alkoholu nie podejmuje rozsądnych decyzji i mogła to sprytnie wykorzystać na ich szalej a fakt, że upił się z powodu problemów związkowych. Nie darowałaby sobie takiej okazji.
    — Puszczalska szmata! — klął dalej.
    Świst kolejnej lotki tuż obok jej ucha sprawił, że wyrwała się ze swoich przemyśleć i krzyknęła na niego wprost oburzona:
    — Kent do jasnej cholery! Mógłbyś się uspokoić? — spytała sfrustrowana, gdy ponownie musiała unikać rzutki, która leciała w jej kierunku.
    Nie odpowiedział od razu, jednak widziała jego zaciętą minę, gdy w końcu kolejną z lotek rzucił w tarczę i wbiła się wprost w środek, nieco satysfakcjonując nieco młodszego od niej mężczyznę, jednak nie dało się poskromić wręcz furii, którą dało się dostrzec w jego oczach.
    Rzadko widywała go tak bardzo wściekłym jak teraz, a widywali się już od dłuższego czasu. Pytania zaczęły mnożyć się w jego głowie i zaczęła się zastanawiać, co tak bardzo mocno go rozwścieczyło, że teraz miał minę, jakby pragnął kogoś rozszarpać i nie byłaby nawet zaskoczona gdyby faktycznie to zrobił z tą swoją małolatą, która i jej działa mocno na nerwy!
    — Mam być spokojny w takim momencie? — zagrzmiał dość groźnie, zwracając się do niej.
    Ona jednak nie wykazała się ani jedną oznaką lęku czy niepokoju. Przywykła już do szaleństw tego człowieka i mogła stwierdzić, że widziała w nim coś, co ją przyciągało do niego. I szczerze nie obchodziło ją ostrzeżenie tej małej suki, którą więził, dla niej było w pewnym sposób to imponujące, widziała w nim coś wyjątkowego pomimo jego szaleństwa. Ujrzała w nim samą siebie jednak w tej najgorszej formie.
    Przez miesiące musiała grać ten smutny teatrzyk, odgrywać rolę ukochanej żony ukazywać przed tymi debilami, że jednak zależało jej na Sandersie gdy praktycznie nigdy go nie kochała. Rola ukochanej żony, która się zmieniła, była trudna, jednak musiała dla całej pieprzonej mistyfikacji to robić i było to drażniące, ale wiedziała, że nie może postąpić inaczej i robiła to, by mogli kontynuować ich wzajemny plan. A tych idiotów utwierdzić w przekonaniu, że się zmieniła.
    Bawiło ją jednak najbardziej zachowanie najbliższego kumpla jej męża. Doskonale wiedziała, że Brad nigdy nie darzył ją sympatią, jednak musiała odegrać rolę życia, by ten niedowiarek jej uwierzył. Nie sądziła, że tak dobrze odgrywała wręcz role własnego życia.
    — Może zapragniesz mi wyjaśnić, czemu usilnie próbujesz mi wybić oko! — powiedziała wprost rozwścieczona — Co czyżby twoja zabawka znowu poraniła twoją męskość? — zakpiła wprost z niego.
    To był moment, gdy zobaczyła go dosłownie tuż przed swoją twarzą, niebezpiecznie się zbliżającego do niej w końcu poczuła, jak zaciska swoje palce mocno na jej szyi. Zacisnął je mocniej na nim, momentalnie pozbawiając jej oddechu, przyduszając ją. Kurczowo uchwyciła jego rękę i po krótkiej szamotaninie odsunęła go od siebie i spojrzała na niego wprost oburzona.
    — Co to miało być!? — krzyknęła na niego — Zapomniałeś, kim jestem!? — zagrzmiała.
    — Moim pachołkiem! — wycedził wprost z wściekłością.
    — Co takiego?
    Poderwała się z kanapy, na której do tej pory siedziała, nie musiała nawet podchodzić, bo stanął naprzeciw niej. Przez dłuższą chwilę oboje mierzyli się spojrzeniami, wzrokiem, który gdyby mógł, zabił, by ich obojga na miejscu.
    — Powtórz to? — syknęła do niego ze złością.
    — Słyszałaś — wymruczał, zniżając jeszcze bardziej głos — Jesteś moim pomagier...
    Jego dalsze słowa zostały zagłuszone przez echo, które potoczyło się nagle po salonie, był to moment tak mocno zaskakujący, że zbił w tropy Kenta, który spojrzał wprost oszołomiony na kobietę która stała przed nim. Nie zdążył nawet zareagować na, to gdy mocno uchwyciła przód jego koszulki i przyciągnęła do siebie, a on w jej szmaragdowych oczach dostrzegł wręcz furie.
    — Pamiętaj topiarzu, że wiem, gdzie jesteśmy i mogę cię kurwa zgłosić! — syknęła na niego.
    Te słowa jednak nie klęknęły młodego narkomana, który po tych słowach uśmiechnął się w tak podły i nikczemny sposób, co przez moment zdumiało kobietę, jednak prędko wróciła do swojej poprzedniej postawy, lecz dopiero po dłuższej chwili się odezwał, mówiąc wręcz z niej, szydząc:
    — Zdradź mnie — podburzał ją — To i ty trafisz tam, gdzie ja — powiedział wręcz dumny z siebie.
    — Myślisz, że się nie zlęknę? — spytała wyzywająco — Wystarczy, że pozgrywam ofiarę i to ty pójdziesz siedzieć, te dwa trupy i tak nic nie powiedzą — wręcz wymownie spojrzała na podłogę salonu — Więc radzę ci uważać…
    — Jakim prawem mi grozisz? To ja…
    — Nie Kent to my oboje w tym jedziemy, i jeśli nadal zamierzasz mnie traktować, jak tylko wynieś, zanieś pozamiataj to, się kurwa mylisz. Jestem wspólniczką i radzę, byś o tym pamiętał! Oboje w tym siedzimy po same uszy, dlatego radzę ci nie dyskryminować mnie a ze mną współpracować, bo to dzięki mnie możesz tu siedzieć i pieprzyć tę zdzirę oraz znęcać nad nią więc radzę uważaj! Jeden nie ostrożny ruch a policja tutaj zawita!
    Nie pozwalała sobie w żaden sposób wejść na głowę. Pomimo że to Clark był głównym pomysłodawcom tej akcji, a ona pomagała mu wszystko przygotować, jednak traktowanie jej w tak uwłaczający sposób i ubliżanie jej do bycia pomagierem, nie jest dla niego najbardziej rozsądne, bo doskonale wiedziała, gdzie się znajdowali i mogła go wsypać. Owszem wiedziała, że poszłaby z nim siedzieć, jednak nie pozwoli sobie, by taki młody gnojek wszedł jej na głowę.
    — A teraz gadaj, co się tak rozwścieczyło?
    Mimo że ją to zupełnie nie interesowało, co mogło być powodem jego wzburzenia, to raczej chciała się dowiedzieć, dlaczego prawie nie utraciła przez tego debila wzroku. Wykazywał się ogromną lekkomyślnością i głupotą. Nie jednokrotnie musiała, go uspokajać by się nie zapędzał zbyt daleko, ale trudno było zapanować nad istnym szaleńcem.
    — Gadaj! — zwrócił się do niej.
    Widziała, jak wręcz jego twarz robi się czerwona ze złości, stał niebezpiecznie blisko niej, a ona nie zrobiła ani jednego kroku w tył.
    — Czemu nie powiedziałaś mi o tym, że ta pizda wyszła za mąż!
    Mimo że miało to zabrzmieć, jak pytanie to nim nie było. Widział totalną wściekłość w jego oczach, a ona stała otępiała. Widziała, jak był gotowy znowu naruszyć jej przestrzec osobistą, jednak jej dość groźny wzrok sprawił, że cofnął ją, a ona skinęła delikatnie głową i dodała:
    — Co? Clark czy ty kurwa się zapomnisz? Moim zadaniem było rozbicie związku twojej byłej i mojego męża, a nie pilnowanie twojej zabaweczki — stwierdziła oschle — I naprawdę ona mężatką? — negowała jego słowa — Zastanów się nad tym, kto by ją chciał, bo przecież tak rozpaczała po moim byłym — dodała kąśliwe.
    — To jak zechcesz mi wyjaśnić to, że ta pieprzona suka, że tygodni nosi inne nazwisko? — spytał wściekły.
    — A to ja ci mam to wyjaśniać? — wściekła się.
    — Nie piałaś się! — wściekł się — Nie pilnowałaś jej…

    Kiedy ten koszmar w końcu się skończy?
    Zadawał sobie wciąż to samo wciąż dręczące ją pytanie. Mogła uznać to za koszmarny sen, demoniczny, jednak to nie była jej kolejna strachliwa mara, a jej piekielna rzeczywistość. Każdy dzień, był dla niej wręcz torturą! Pragnęła coraz bardziej by po kolejnym takim szaleństwie Clarka, po prostu zasnąć i się nie obudzić. To było okrutne, jednak nie wiedziała, jak długo zdoła to wytrzymać psychicznie. To było tak wykańczające, kolejne gwałty, groźby, szantaże, pobicie czy gdy po raz kolejny truł ją jakimś syfem.
    Ona się rozsypywała z każdym dniem coraz bardziej i nie było widma tego, by to w końcu się zakończyła.
    Nieznacznie poruszała i tak obolałą ręką niemal od razu dało się słyszeć szczęk łańcuchów, które rozdarły ciszę, która zapanowała, jednak jak bardzo pragnęła po prostu zwinąć się w kłębek, nawet na tej niewygodnej podłodze nie mogła tego zrobić. Jej nadgarstki przykute skutecznie do dość i tak skąpych łańcuchów, nie miała możliwości wyrwania się a gdyby nawet próbowała, jej kostki spowijał ten sam metal, którym była trzymana.
    Szansa była wręcz nierealna, a ona z każdym dniem przekonywała się, że tutaj po prostu umrze.
    Okrutne tak to prawda, jednak ona to czuła. Mimo że nie chciała o tym mówić głośno, wiedziała, że w końcu nastąpi ten moment, gdy szaleństwo jej byłego chłopaka osiągnie szczyt i w końcu przekroczy linie i odbierze jej życie raz na zawsze.
    Czy chciała umierać?
    Z jednej strony, czuła jak traci chęci, motywacje do mieszanina się z kolejnym dniem z jednak gdy za każdym razem gdy pragnęła się ostatecznie poddać, widziała przed swoimi oczami twarz swojego męża. Widok bliskiego jej sercu mężczyzny sprawiał, że wzbierała w sobie ostatnie resztki i walczyła, mimo że zdawała sobie sprawę, że to bezcelowa walka.
    Clark jest na tyle mściwy, że nie odpuści, dopóki do końca nie zrealizuje własnego planu.
    A to ona była jego celem!
    A właściwie odegranie jej życia w najbardziej okrutny, a zarazem powolny sposób. Radowało go jej ból, cieszył się, wiedząc jej cierpienie. Czuł satysfakcje gdy wręcz rozdzierał ją krzyk pełen udręki gdy po raz kolejny w dość pastwił się nad nią seksualnie.
    Niemal miała ochotę zwymiotować.
    Nienawidziła go!
    Gardziła tak bardzo samą sobą!
    Wszystko to, co przeszła na przestrzeni ostatnich lat rozmyło się dzięki pewnemu skurwielowi. Gdyby mogła, zapewne nie byłaby w stanie, spojrzeć na swoje lustrzane odbicie widząc tam?
    No właśnie kogo?
    Kim ona była?
    Kim się stała?
    To niby błahe pytanie, jednak wydawało się tak kluczowe. Kim się stała? Odpowiedź wydawała się tak prosta.
    Była zabawką w rękach szatana!
    Wykorzystywał ją do swoich chorych wizji, wyobrażeń, które tkwiły, w jego chorym umyślę. Ona miała im sprostać a właściwie jej marna skorupa, bo nie czuła już wewnętrznie siebie, nie odczuwała swoich własnych uczuć, z których została wręcz wybrana, a jedyne co mogła czuć to wstręt i obrzydzenie!
    I tak nie powinna się tak czuć, w końcu to ona tutaj była ofiarą!
    Jednak poczucie wstydu i niechęci wręcz niszczyła ją od środka. Gdyby pragnęła przekonać się, że jest inaczej, tak jak dawniej udowodnić samej sobie, że jest kimś wartościowym, to musiała uderzyć się mocno w twarz, bo tak naprawdę po dawnej Julii nie pozostał nawet ślad.
    Nawet nie hamowała łzy, która powoli spłynęła po zakrwawionym policzku, gdy tylko o tym pomyślała. Wystarczył jedna nieuważna decyzja, by teraz musiała mierzyć się z istnym potworem w jej życiu.
    Tak chodziło o tę jedną rzecz. Gdyby nie zdecydowała się pójść do łazienki wtedy po rozprawie, gdyby poszła wraz z Ricardo i Anthonym to nie tkwiła teraz tutaj uwięziona zdana na liczne szaleństwa tego psychopaty. Jeden głupi ruch.
    O ironio losu, taka jedna pomyłka w przeszłości również ją drogo kosztowała i płaci ją aż po dziś, teraz jednak odpowiada za to, że zdecydowała się zauroczyć w chłopaku, który z pozoru nie wydawał się wyróżniać w tłumu jednak ona w nim coś dostrzegła. Niestety nie dostrzegła rodzącego się zagrożenia, nie wiedziała, kiedy z tego nastolatka, w którym się zakochała, stał się przemocowym młodzieńcem, pragnącym jedynie mieć nad nią kontrolę. Ten jeden błąd teraz mógł kosztować ją życie, a bardziej już była skazana na śmierć i z każdą chwilą coraz bardziej była pogodzona z tą myślą.
    Czy gdyby mogła cokolwiek zrobić to, by uczyniła przed śmiercią?
    Owszem.
    I mogło to być zaskakujące, ale wybłagała, by tego piekielnego demona by wypuścił chociaż Michaela. Nie był winny że został wciągnięty w te zagrywki i przynajmniej mógłby ocalić własne życie, bo jej nie miało aż takiego znaczenia. Owszem nadal czuła do niego ogromną urazę wręcz odczuwała wściekłość, jednak to ona wciągnęła go w te porachunki, a nie powinna.
    Chciałaby, chociaż on był wolny!
    Ale wiedziała, że to może tylko pozostawać w sferze marzeń, bo liczyła się z tym, że oboje tutaj zginął.
    Nie wiedziała, jak długo będzie to trwać, ale miała nadzieje, że w końcu się to skończy.
    Dało się jednak słyszeć z góry dziwne odgłosy, co mogło zaniepokoić, jednak cisza, która panowała w piwnicy, pozwalała jednak zrozumieć, że to krzyki kłótni, która rozgrywała się nad ich głowami i szczerze nawet się temu nie przysłuchiwała, bo i tak nie wiele by usłyszała.
    Przymknęła oczy, nawet nie zdając sobie sprawę kiedy zasnęła.

Sunday, March 9, 2025

V 10 — STAŁ SIĘ JEJ PIEKIELNYM DEMONEM

    — Jeszcze jeden taki występek! — pełen jadu, nienawiści wręcz przesycony lodem głos, przedarł się w małej zdechłej piwnicy.
    Zacisnął swoje długie obślizgłe palce, na jej krtani, każdy jego mocniejszy uścisk, był jak odebranie jej tchu. Z każdą chwilą brakowało jej oddechu, gdy jego palce wręcz wbiły się w jej szyje, gdy poderwał jej wiotkie ciało znad zimnego brudnego betonu, który nosił na sobie zaschnięte plamy krwi, brudu czy pajęczyn a w powietrzu unosił się okrutny odruch, wręcz smród, który szczypał oczy, lecz zdawało się to być najmniejszym problemem dla porywacza.
    Nie krzywił się nawet gdy tutaj wchodził, nie przejmował się, w jakich uwłaczających warunkach trzymał swoją dawną miłość i jej dawnego partnera. Nie miało to dla niego znaczenia, liczyło się, dla niego jedynie by cierpieli, odczuwali ból nie tylko fizyczny, nie miała dla niego znaczenie w jak skrajnym wycieńczeniu psychicznym, było dwojga porwanych, on wręcz się żywił ich bólem.
    Czerpał jak pijawka widok cierpienia tej, która przed laty śmiała się od niego odwrócić. Od lat to planował, pragnął tego, by w końcu dostać ją w swojej ręce, by mogła zapłacić mu za swoje nieposłuszeństwo i nie subordynacje. Nie od dziś wiedział, że jego jedynym celem w życiu jest dorwanie tej szmaty i w jak najbardziej okrutny sposób pozbawić ją życia.
    Mógłby potraktować ją jak Evelyne, ale nie było w tym takiej przyjemności jak teraz. Tamta ucierpiała raz a porządnie, jednak ta wręcz szmaciana lalka, którą trzymał na wyciągnięcie swojego ramienia, widział, jak wręcz się dusi na jego oczach, gdy wbijał mocniej swoje ostre paznokcie w jej gardło, odcinając jej możliwość złapania porządnego oddechu, ale nie zamierzał teraz ją tak po prostu zabijać.
    Nie czułby upragnionej przyjemności i satysfakcji, robić to już teraz, jeszcze mu się przyda a on pragnął jeszcze przed tym gdy w końcu zabierze jej ostatni oddech, który weźmie, nadal się z nią pobawić. Tak po prostu miał zakończyć jej istnienie? Przytrzymując dłużej swoją rękę na jej szyi, co mogło skutecznie sprawić, że wkrótce przed nim leżałby trup, a on utraciłby swoją własną zabawkę.
    Nie tak zamierzał to zrobić.
    Wręcz lubował się w chwili, gdy z trudem łapała oddech, dławiła się na jego oczach. Satysfakcja nie mniejsze niż wtedy, gdy mógł ją pieprzyć, jak tylko tego pragnął, bez żadnych zahamowań, wręcz każą, a nie bardziej zmuszając do tego, by zaspokoiła jego własne potrzeby. A tego, który tak krzyczał, żeby przestał ją gwałcić, był skutecznie uciszany.
    Patrzyła wręcz omdlewając w jego pozbawione uczuć stalowe spojrzenie, w których nie można było dostrzec nic prócz nienawiści i obrzydzenia. Nie umiała, nie była w stanie złapać już tak bardzo cennego dla niej powietrza do ust, trzymała się kurczowo jego ręki, którą pragnęła od siebie odsunąć, jednak trud okazał się być daremny.
    Była za słaba!
    Nie miała siły przedstawić się szaleńcowi!
    Człowiekowi, który właśnie pragnął odebrać jej życie. Widziała to po nim, dostrzegła to w jego oczach, tak bardzo wpatrzonych w nią, a ona była skazana na niego, najwyraźniej w końcu została wyznaczony przez niego dzień, w którym w końcu zrobi coś, o czym wciąż powtarzał.
    — Clark, ty ją zaraz udusisz — nagle dało się słyszeć znudzony kobiecy głos — Już jest sina na twarzy, a chyba chcesz jeszcze ją potrzymać? — spytała z wrednym uśmiechem.
    Stała praktycznie za plecami własnego męża, przerażonego mężczyzny, który jak zawsze zmuszony był oglądać to jak ten psychopata znęca się nad kobietą, która pomimo wszystko nadal była mu tak ważna. Zauroczenie do własnej żony minęło, gdy pojął, z jakim potworem się związał, próbował stłumić własne uczucia, ale nie potrafił być obojętny i wyzbyć się miłości do niej.
    Spoglądanie w jak wręcz bestialski sposób była krzywdzona, było czymś, czego nie potrafił wyobrazić sobie w najgorszych snach, a to nie były jego koszmary, to była rzeczywistość i widok, na który musiał spoglądać. Nie pozwolono mu być obojętnym, a nawet jeśli, nie umiałby po prostu zamknąć oczu gdy obok siebie słyszał jak ten zwyrodnialec, po raz kolejny w okrutny sposób zmusza ją do seksu, gdy ją bije wręcz do nieprzytomności, katuje w tak odrażający sposób, że nawet scenarzyści horrorów nie wymyślili, by jakim można być potworem, jaki znajdował się właśnie tutaj i śmiał nazywać się człowiekiem.
    Poddawał ją tak licznym torturą nie tylko fizycznym, ale emocjonalnym, zniszczył wszystkie te lata starań, gdzie odbudowała samą siebie. Teraz stała się nikim, była jedynie swoją własną skorupą z coraz silnym poczuciem, by z nią skończył. Miała nie odczuwać tak negatywnych emocji, ale nie umiała.
    Nie potrafiła znaleźć w sobie odwagi, czy co ważne siły do dalszej walki.
    Początkowo trzymała się nadziei, wiary, że ktoś dostrzeże jej zniknięcie i ją odnajdą, jednak z każdym dniem, tego istnego piekła, przez które oboje musieli przechodzić, rozumieli, że szansę na ich ocalenie malały a każdym dniem, a oni byli już dwoma trupami, które zostaną gdzieś zakopane i porzucone bez oznaczenia, że tam.
    Okrutna myśl to prawda, jednak z każdą chwilą przekonywali się, że powoli do takiej wizji się zbliżają.
    W końcu poluzował własny uścisk, a ona mogła zaczerpnąć chociaż trochę tego cennego powietrza, nawet jeśli czuć było tą piekielny smród, nie było to tak istotne gdy w końcu mogła wziąć dech.
    — Suka! — wręcz napluł jej na twarz.
    Przymknęła oczy, jednak było to dla niego jak najbardziej normalne i nie była zaskoczona, że po raz kolejny to zrobił.
    Nie dostrzegła jednak chwili gdy w końcu ją wypuścił, a raczej rzucił nią o podłogę z taką siłą, że nie była w stanie pohamować jęku bólu, gdy przeszyło ją taki przejmujące cierpienie, a w tej zdechłej piwnicy rozniosło się echo, wręcz łamiących się kości, co wywołało dreszcz u zniewolonego muzyka, który nawet nie ukrywał swoich łez, gdy widział w jak okropnym staniem, była jego dawna miłość.
    Nie było sensu ukrywania własnych odczuć, bo już wielokrotnie widzieli jego słabość, śmiali się z niego wielokrotnie, jednak nie przejmował się tym, nie zamierzał, jedyne co go obchodziło, to nikła nadzieja, że w końcu coś przeoczą oboje, że zapomną zamknąć drzwi, próbować trzymać się kurczowo tej absurdalnej myśli z nadzieją, że zdoła uratować nie tylko siebie, ale przede wszystkim nią, jednak zawsze pamiętali.
    Zamknięci w tych cholernych łańcuchach czy kajdanach nie mogli się ruszyć nawet o kilka centymetrów. Pozbawieni wszelkich możliwości zostali skazani na łaskę tych dwóch piekielnych demonów.
    — Odpuść już sobie ją dziś — odezwała się nagle Taylor.
    Nie dostrzegł nawet momentu gdy od niego odeszła, co mogło go ucieszyć, ale jak można wykazywać się jakimikolwiek takimi odczuciami w takiej sytuacji. Spoglądał wręcz spanikowany na młodą artystkę, która leżała praktycznie z przejmującym bólem wypisanym na twarzy, na tej brudnej podłogę. Nie potrafił nawet sobie wyobrazić, co ona musiała się czuć, z jaką udręką wręcz się mierzyć.
    Nie zamierzał porównywać ich sytuacji ze sobą, bo nawet jeśli siedzieli w tym samym szambie razem, to jednak to ona zbierała na siebie cała frustracje Clarka. Wszelką swoją złość, nienawiść, którą zgromadził na przestrzeni ostatnich lat, musiała zebrać ona i przyjąć na siebie. Nie chciała tego, ale to nie było zniknione, bo ten diabeł tego pragnął, i mimo że próbował ściągnąć nie raz uwagę tego demona na siebie, nie kończyło się to dobrze ani dla niego, a tym bardziej dla Julii, która obrywała jeszcze bardziej.
    Czuł się zupełnie bezsilny w tej sytuacji, bo nie wiedział, co zrobić, jak ją uratować. I to go dobijało. Mógł zrobić wszystko poświęcić własne życie, by ją uwolniono, jednak tak jak ona tak i on wiedział, że ten szatan nie poprzestanie na tym.
    On pragnął jej powolnej śmierci!
    — Taylor…! — zaczął syczeć w jej stronę.
    — Czy taka przyjemność będzie pieprzenie zwłok? — spytała, spoglądając na niego — Nawet spójrz na nią — mówiąc to, podeszła do niej i wręcz kopnęła jej pozbawione sił ciało.
    Nawet gdyby nie założono jej kajdan, nie miałaby nawet na tyle energii, by wstać a co dopiero próbować się uwolnić. Była pozbawiona siły, więc o ucieczce nie było mowy. Nawet o tym przestała marzyć, o chęci uwolnienia się spod tego jarzma.
    Mogła sobie wielokrotnie wyrzucać, że jej najgorszym błędem było związanie się z tym psycholem, jednak nie mogła już zmienić przeszłości. Teraz mogła płacić za głupie decyzje, jakie podejmowała i za to, że nie posłuchała przyjaciela w odpowiedniej chwili, teraz to wszystko traciło własne znaczenie.
    — Tylko spójrz na nią.
    Nie zauważyła, nawet gdy Taylor przykucnęła tuż przy niej, czuła jedynie jak w następnej chwili dość pewnie podnosi jej ramię. Cichy syk ból przedarł się przez jej usta gdy przeszył ją nieprzyjemny dreszcz, a w oczach pojawiły się łzy. Miała poczucie, jakby znaczna część jej ciała nie była zniszczona wiecznymi katuszami, biciami, cięciami czy podpaleniami, czy tym, co sobie ten diabeł wymyślił jak w najbardziej odrażający sposób ją potraktować, to nie miał skrupułów i rzucał nią, jakby była zabawką i owszem była nią dla niego i pogodziła się z tą cholerną myślą.
    — Zamiast ci jęczeć to będzie ci ryczeć — wręcz ze wstrętem na twarzy odrzuciła jej rękę, która spowijało wiele ran, jednak dało się dostrzec jeden z ważniejszych dla niej tatuaży.
    Od nadgarstka aż po łokieć na zewnętrznej stronie ukazywał się wizerunek wilka, a w jego dolna część, szyja została lekko zamazana, by ukazać tam widok motocyklisty opartego o dwukołowca. Był to ten sam wizerunek, który zrobiła sobie z Ricardo po ich ślubie. Sama myśl o nim wywołało u niej tyle emocji, nad którymi nie potrafiła zapanować.
    Coraz częściej godziła się z myślą, że już nigdy go nie zobaczyć, że wręcz początek ich wspólnej historii zakończy się tak prędko. Dobijające jednak było, to, że pojmowała, że nigdy może nie dowiedzieć się gdzie leżała pochowana i będzie musiał żyć z poczuciem niewiedzy i złamanego serca po niej i zapewne wyrzutów sumienia, że nie był w stanie jej uratować.
    Nie mógł jednak wiedzieć!
    Nie znał prawdy, która ją zniewalała.
    Powiedziała o niej kilku osobom w tym swojemu byłemu i jak skończył. Leżał kilka metrów dalej od niej, będąc w nieco lepszym stanie, ale również jeszcze kilka dni takich udręk i podzieli jej smutny los.
    — Mogę ci zapewnić większe wrażenie niż to! — zasugerowała znowu starsza kobieta.
    Czy tym razem bolało?
    Świadomość, że poślubił kobietę, która po raz kolejny go zdradzała? Może kiedyś tak by było, teraz jego myśli jednak były pochłonięte jego dawną narzeczoną, która była dla niego dużo ważniejsza niż szmata, która sypiała z kim, popadnie. Jeśli się uda, nie zamierzał już odpuszczać i wyrzucić ją raz na zawsze ze swojego życia. Nie chciał, by w jego życiu był ktoś, kto nie potrafił uszanować absolutnie niczego, a co ważne jego miłości.
    Tuż przed tymi zdarzeniami chciał się z nią rozwieść, o czym powiedział jej, niestety jeden taki raz skończył się dla niego tragicznie, gdyby właśnie nie Julia, dlatego jego paniczna myślenie i próby wyrwania się stąd były uwarunkowane chęcią pomocy jej. Pragnął zrobić w końcu coś dobrego!
    Ale niestety nie mógł!
    Owszem patrzył jedynie, jak po raz kolejny ona jest zamykana w te cholerne łańcuchy i pomimo że była praktycznie nikła szansa na to, że zwieje, on jednak wciąż to robił, dodając jej więcej bólu, który i tak musiała znosić. Jednak dźwięk zamykanego żelastwa było czymś, co było oznaką, że na moment jej tortury dobiegły końca.
    Dało się wkrótce słyszeć, jak dość ciężkie drzwi do piwnicy się zamykają. Nie odezwał się jednak przez dłuższą chwilę, pragnąć się jedynie upewnić, czy już poszli.
    Wkrótce jednak dało się słyszeć cichy płacz. Szloch, który wręcz rozrywał jego serce na pół. Nigdy nie sądził, że coś tak bardzo go zniszczy jak słuchanie po każdym takiej akcji jej łkania, to było coś, co raniło jego serce i duszę i sam nie potrafił pohamować słonych kropel wody, gdy słyszał za każdym razem, jak cierpiała.
    — Julio? — spytał cicho.
    Milczała.
    Nie był jednak tym zaskoczony, że nie miała chęci do rozmów. Po raz kolejny została sprowadzona do roli gorszej niż śmiecia. Stała się najgorszego sortu zabawką w rękach istnego szatana. Ludzkiego demona, który skutecznie krok po kroku ją rujnował, nie myśląc ani przez moment co mogła czuć. Jego nie obchodziły ludzkie odczucia, miał je zupełnie gdzieś, liczyła się jego kara, którą zamierzał wymierzyć jej, jak to wciąż powtarzał, by w końcu popamiętała ostatnie lata i to jak śmiała od niego się odsunąć.
    Z czasem to, co zaczęła mówić, zaczęło go wręcz przerażać, wywoływać dreszcz niepokoju gdy z jej ust padały słowa tak emocjonalnie rozbitej dziewczyny, która znowu poddała się psychicznym tortura pewnego złamasa, który powinneś siedzieć zamknięty za kratami a chodził na wolności.
    — To był błąd — wyszeptała cicho, pomimo które łez skapywały na jej policzki.
    — Proszę! — odezwał się nagle, wiedząc, do czego zmierzają jej słowa.
    Właśnie o tym myślał!
    Nie chciał, by to mówiła, jednak z każdym dniem coraz częściej przechodziło jej to przez myśl. Wspomniała mu o tym głośno, a on za każdym razem wybijał jej to myślenie z głowy! Nie mógł na to pozwolić, by jakiś skurwysyn sprawił i utwierdził ją w przekonaniu, że co mogła zrobić najgorszego to odejść od niego.
    — Nawet niech ci to przez myśl nie przechodzi! — starał się zabrzmieć stanowczo, jednak i on odczuwał szaleńczą furię swojej żony, jednak zagryzł mocno zęby, by stłumić w sobie ten ból, który w obliczu jej był po prostu niczym.
    — Ale… ale to prawda — próbowała ponownie przeforsować tę absurdalną myśl.
    — Najgorsze co mogłaś zrobić, to zacząć przekonywać samą z siebie podjęłaś głupią decyzję, a zrobiłaś jedna z lepszych rzeczy, jakie mogłaś! — próbował wybić jej z głowy te myśli — To wymaga nie lada odwagi, by odejść od toksycznej osoby. Ty to zrobiłaś i podstąpiłaś właściwie…
    — Ale...
    — Powtórzę to jeszcze raz Julio — odezwał się ponownie — Zrobiłaś jedną z najmądrzejszych rzeczy nawet to, że zgłosiłaś tego skurwysyna na policje — przypomniał jej.
    Początkowo się nie chciała na to zgodzić, jednak po któreś z jego akcji poczuła się na tyle pewnie i wykazała się odwagą, że część tego co wyprawiał względem niej, złożyła zeznania, co wymagało tego, by się przełamała. Jednak policja nic sobie z tego nie zrobiła i uznała, że ma za mało dowodów, co zniechęciło ją do dalszej walki, by go przyskrzynić i się nie dziwił.
    Jednak jedno co było ważne, to że potrafiła odejść od toksycznego chłopaka. To mogło być powodem do dumy dla niej. Zrobiła coś, na co brakowało odwagi wielu osobom uwięzionym w takich destrukcyjnych relacjach gdy jesteś uzależniony od własnego partnera.
    Jemu zabrakło tej pewności siebie i nawet jeśli miał chęci, to strach i obawy po licznych groźbach ze strony obecnej żony sprawiło, że tkwił przy niej. I mógł to śmiało, powiedzieć w Julii dało się dostrzec wzorzec osoby, która mówiła Nie takim szkodliwym relacją międzyludzkie.
    — Najgorszą rzeczą, o jakiej mogłaś pomyśleć — odezwał się w końcu, pomimo że miał obawy czy go słyszy, czy nie straciła przytomności — To myśleć, że odejście od niego było czymś, czego powinnaś się wstydzić. Przestałaś się bać i zrobiłaś coś, co powinnam zrobić i ja.
    Przez moment zapanowała głucha cisza, która nie była przerwana przez nikogo, dało się jednak słyszeć ich oddechy w ciszy tej cholernej piwnicy, w których zostali uwięzieni, a oni nawet nie widzieli, jak długo tutaj przebywają.
    Czas stał się pojęciem względnym.
    — Ale mnie dopadł… — wykrztusiła — Wiedziałam, że na mnie poluje i…
    — Jedyne kogo można winić to policje, która nie potraktowała tej sprawy poważnie! Powinnaś być inspiracją dla takich osób, które żyją w takich związkach…
    — Dawne dzieje Michaelu kiedyś może tego pragnęłam pomagać, teraz… — zamilkła na moment — Nie mogę tego zrobić nawet sama dla siebie. Uratować siebie i to ja cię w to wciągnęłam.
    Winiła się!
    Obwiniała się za wydarzenia z ostatnich dni jak nie tygodni, jednak absolutnie nie miała powodu tak nawet myśleć, ale poczucie winny ją zjadało od środka i prawdą było, że gdyby nie zdradziła mu prawdy. Nie opowiedziała o toksycznej relacji, w jakiej żyła i się uwolniła to, nie byłby w to zamieszany a tak, tkwił w tym piekle razem z nią.
    Mogła go nienawidzić owszem, ale nie wypaczała mu tego, że on również nie cierpiał. Nie była egoistką nawet w takiej chwili, widząc, że oboje tkwią w tym oboje. Gdy to ich byli porwali ich i uwięzili.
    — Nie możesz tak myśleć! Gdzie ta Julia, która…
    — Mike — odezwała się nagle, przerywając mu.
    Jak tylko mógł, spojrzał, w jej kierunku, jednak nie mógł za wiele dostrzec, bo otaczała go ciemność, w końcu dobiegł go jej głos.
    — Michaelu tamta Julia, już nie żyje — powiedziała to z taką powagą jednak bólem, które złamało mu serce — Owszem, uwielbiała ją, wręcz kochałam — mówiła, a jej głos chwiał się z każdym słowem, a do oczu napływały szczere łzy — Jednak nie jestem w stanie uratować samej siebie — dodała — Sprzedałam ją. Wyprzedałam diabłów ponad dziesięć lat temu gdy weszłam w nim związek! — dało się słyszeć jak cicho płacze.
    Przez moment nic nie powiedział, jednak nie zamierzał milczeć. Wiedział, że z każdym dniem traciła chęci do walki, że tracił dawną Julie, którą tak kochał. Nikłą w oczach ta odważna dziewczyna, którą potrafiła skopać tyłek każdemu. Niszczono skutecznie jej lata walki o siebie i terapii, bo pewien gnojek z wysokim ego, nie umiał się pogodzić, z tym że odeszła.
    Niszczył ją, bo zdradził jej za wiele tajemnic o sobie!
    Ona nie powinna płacić za to żadnej ceny. Karą nie powinno dla niej być to więzienie, tylko upragniona wolność o, która tak walczyła.
    — Zrobiłaś to owszem, ale potrafiłaś z tego wyjść. Stałaś się…
    — Kim? — weszła mu niespodziewanie w zdanie. — Nikim — dodała twardo — Znowu jestem śmieciem, który bliski jest śmierci, a nie uwolnienia, taka jest prawda Michaelu i musisz się z tym pogodzić. Jeśli stąd wyjdziemy, to zostaniemy wyniesieni jako zwłoki i czas się z tą myślą pogodzić.
    Było to niezwykle okrudzieństwo, jednak jak najszczersza prawa. Nie widziała dla siebie, dla niego dla nich obojga możliwości nawet cienia na jakikolwiek ratunek. Znała Clarka wiedziała, że do wszystkiego się przygotował, a kolejne dni tkwienia w tej udrędze tylko to potwierdzało.
    Nikt ich nie uratuje, a oni są skazani na śmierć i pochowanie może na jakieś budowanie albo w jakiś lesie, gdzie tylko Clark sobie wymyśli. Ich historia można nazwać wręcz scenariuszem jednego z zagadek kryminalnych, bo właśnie tak to wyglądało i do tego zmierzało.
    Do ich wzajemnego końca!
    Nie odezwała się już ani słowem, nawet gdyby mogła nie chciała nawet spoglądać na jego reakcje gdy ona tępo zaczęła spoglądać w sufit tuż nad nimi, na którym roiło się od pająków, które nawet teraz przestały ich lękach.
    To był powolny koniec!

Saturday, March 8, 2025

V 09 — SZCZEROŚĆ PO PŁACA

    — To moja wina! — wyrzucał sobie po raz kolejny.
    Nie zamierzał się w żaden sposób oszukiwać, nawet jeśli by chciał, to jednak jego umysł boleśnie przypominał mu o każdym jego występu o skrajności nierozsądnych decyzji, jakie podejmować, które w ostateczności doprowadziły go oraz jego dawną ukochaną do tak absurdalnej wręcz abstrakcyjnej sytuacji, w której obie tkwili zamknięci przez dwójkę wariatów. Bo w inny sposób nie można było określić istnego diabła, oraz jego równie wspaniałej wspólniczki.
    Stworzyli z ich życia istny ludzki koszmar, w którym przystało im żyć z coraz mniejszą wizja czy perspektywą na ocalenie, ale czy w ogóle mogli mieć już, chociażby trzymać się uparcie tej dość głupiej myśli, w której byli przekonani o tym, że w końcu to wszystko się skończy, ich koszmarny ból zostanie ułagodzony, przestaną wciąż cierpieć.
    Odczuwać pustkę i niemoc. Niechęć do walki, którą po prostu już przegrali.
    Dobijającym był dla niego fakt, że wciąż się obwiniał o ten stan rzeczy i nie wypierał tego, że gdyby mógł, nie wchodził, w pakt z diabłem, o czym jego dawna narzeczona nie wiedziała. Póki co milczeli, jednak wiedział, że wcześniej czy później w końcu dowie się, co zrobił.
    Czy mógł powiedzieć, że był współwinny temu, pomimo że był jedną z dwóch ofiar dwojga niezrównoważonych osób, które kiedyś dla nich byli dość istotnymi osobami w ich życiu, których pokochali ze szczerego serca, a teraz za swoje głupie zauroczenie płacą najwyższą cenę?
    Bo tak kosztem ich niefrasobliwości, młodzieńczych wyborów, jakie podjęli, było ich własne życie.
    Czuł się podle oszukany, on naprawdę uwierzył. Przekonał się, wręcz dał drugą szansę, komuś przez kogo przez dwa lata nie mógł się pozbierać, to praktycznie pojawienie się młodszej siostry swojego kumpla sprawiło, że wyrwał się z tego mglistego życia i może wydawać się to bardzo naciągane zbyt hiperbolizowane, jednak prawdą był fakt, że w zagubionej w nowym mieście nastolatce zobaczył samego siebie również osobę, która mierzyła się z problemami, która za maską obojętności ukrywała swoje prawdziwe odczucia.
    On wtedy zobaczył, że nie jest sam, że nie musi ciągle nakładać sztucznie kreowane jej roli i udawać, że wszystko jest dobrze gdy sam czuł, że jego życie zupełnie się rozsypało i pomimo ogromnego wsparcia ze strony chłopaków czy nawet Annie nie poradził sobie z tym. Wszystko się zmieniło, bo dostrzegł osobę z może innymi zmartwieniami, jednak musząca przechodzić podobne rzeczy co on. Kryć się i zatajać to co było dla niej niewygodne i nie chciała rozmawiać, bo nie była gotowa poruszać wrażliwych dla siebie tematów.
    — I tak. Nic tego już nie zmieni.
    Nie spodziewał się usłyszeć żadne od niej odpowiedzi. W ostatnim czasie praktycznie nie zamieniali ze sobą słów. Tkwili w tej ogłuszającej ciszy, zdani praktycznie na przeżywanie wszystkiego we własnej głowie i roztrząsanie błędów swojej młodości, prócz skrajnych momentów gdy spanikowany po kolejnym ataku szaleństwa tego skurwysyna wystraszony tym, że kolejna jego furia mogła ją pokonać, a jej serce mogło w każdej chwili się zatrzymać, próbował z nią porozmawiać i mimo że za każdym razem po prostu się bał, to ona niechętnie odpowiadała.
    Nie oczekiwał, że w końcu padnie z jej ust cokolwiek prócz zgryźliwych komentarzy w jego kierunku i nie był zaskoczony jej opryskliwością w jego kierunku. Sam by się zachował podobnie, gdyby był na jej miejscu.
    Najbardziej czego nie potrafił sobie darować to, że w tak okrutny sposób ją potraktować. Mimowolnie samotna łza popłynęła po jego policzku gdy zobaczył ją w asyście dwojga masywnym policjantów, którzy prowadzili ją, zakłóca w kajdanki, na rozprawę w jego sprawie. Nie miał na tyle odwagi, by sprzeciwić się Taylor już wtedy w szpitalu gdy skutecznie go zastraszyła i sprawiła, że zgrał, tak jak ona chciała, jednak świadomość, że doskonale wiedziała że jeśli powie nie to Clark, się na niej zemści, była czymś dla niego przerażającym, jednak z dwojga złego i tak to zrobił, a on mógł przynajmniej wtedy nie skłócić znacznej, części bliskich jej osób właśnie z nią a szczególności nie poniszczył relacji rodzinnej własnego kumpla z siostrą, o którą tak walczył, ale ten ślepo poszedł za nim i jego żoną, która wciąż manipulowała.
    — Przepraszam — wykrztusił, nie starając się nawet udawać, że jest silny czy twardy.
    Łzy swobodnie płynęły z jego oczu i nawet jeśli ktoś nazwie go mięczakiem wcale się nie obrazi. Nie zamierzał kryć w sobie dłużej własnych emocji, to nie było już miejsce ani czas by udawać, że wszystko jest dobrze. Przez kilka miesięcy grał jak z nut, okłamując dosłownie wszystkich, a jedyną osobą, która poznała prawdę, wbił nóż w plecy.
    Mimo jej poświęcenia, zaangażowania i zwyczajnej ludzkiej troski oraz empatii, jaką się kierowała wobec jego dość ciężkiej sytuacji, porzuciła na bok wszelkie wcześniejsze przekonania czy uprzedzenia tylko po to, by go wesprzeć i pomóc zatuszować przemoc jego własnej żony przed osobami, które po części jej się wyparły.
    Nie zasługiwała na taki los.
    — Mike…
    — Wiem, co zrobiłem i wiem, że to jedno słowo nie pomoże — wszedł w jej słowo — Za każdym razem jednak udowadniałaś mi, że mogę na tobie polegać, mimo tego, co nas podzieliło. Nie zostawiłaś mnie na pastwę losu mimo tego, że znałaś prawdę, zachowałaś ją dla siebie, jak cię prosiłem i dobrze oboje wiemy, jak na tym wyszłaś i kogo straciłaś.
    — Nie chce o nim gadać — pomimo że powiedziała, z dużą złością w głosie on wyczuł skrywany ból — Nie zamierzam dyskutować na temat zdrajców!
    — Ale to z mojej winy się od ciebie odwrócił — powiedział dość słusznie.
    — Dokonał wyboru — rzuciła oschle — Wybrał wartość i człowieka, który były dla niego ważniejsze.
    Oboje, mimo że na głos nie powiedzieli jego imienia, doskonale widzieli o kim, w tej chwili dyskutowali i mimo otaczanej ich zewsząd ciemności, mógł jedynie widzieć przed sobą jak mocno przygryza dolną wargę gdy jej oczy wyrażały ogromny żal, a słona kropelka wody spływa po poranionym policzku.
    — Ale to przeze mnie tak się stało — upierał się — To ja namieszałem, mogłem od razu powiedzieć policji prawdę. Nie siedziałabyś wtedy w więzieniu! — wściekł się, ale nie na nią czy inny, ale sam na siebie.
    — Mike…
    — Nie Julio! Widziałem, doskonale kto zadał cios, patrzyłem w oczy kobiety, która sprawiła, że prawie umarłem, a ty tam byłaś i mnie uratowałaś. Znowu — powiedział, przygnębiony zdając sobie sprawę, ile razy otarł się o śmierć, lecz tylko jej szybka interwencja sprawiła, że teraz nie leżał na cmentarzu — Zawodzę na każdej możliwej, płaszczycie. Od momentu gdy się postarałem głowę dla tych wyścigów. Wszystko od wtedy zaczęło się komplikować. Zamiast posłuchać cię czy nawet innych wolałem się uprzeć. Wiem, że bywam zbyt uparty, jednak mam to po ojcu, co wciąż tłumaczył jako rodzinna cecha, ale nie powinnam się tak zapierać w momencie gdy nie słuchałem logicznych argumentów i uznałem, że wolę zaprzeczyć wszystkiemu by wyszło na moje.
    Czy była to jego świadoma spowiedź? Gdy czuł zbliżający się powoli koniec w końcu, przełamał swoją wewnętrzną barierę, do przyznania się do swoich błędów? Człowiek w obliczu rychłej śmierci jest gotów przyznać się do bycia najgorszą wersją siebie.
    — Czy mam prawo do ciebie mieć żal, że nie chcąc żyć w związku, w której nie widziałaś przyszłości, zdecydowałaś się odejść? Wcześniej bym nadal wylewał żale, to wiem, że zupełności miałaś racje, a potem pojawienie się jej… — powiedział wręcz przez mocno zaciśnięte zęby — Sytuacja była nie do uratowania i tak to prawda — mówił dalej — Pamiętałem, co się stało rano i w jakim byłem w stanie, mimo że wieczoru wciąż nie potrafię sobie przypomnieć. Zrobiłem wiele głupot, ale jedną z dwóch większych, których żałuje, jest ten cholerny związek — dodał z niesmakiem — I wejście w pakt z tymi szatanami — dodała, będąc wściekłym jeszcze bardziej na siebie.
    — O czym… ty mówisz? — dało się słyszeć, jak bardzo jest wycieńczona i osłabiona.
    Każde słowa sprawiało jej ogromny trud, jednak doskonale wiedział, że nie będzie w pełni energii po tym koszmarze, którym funduje jej ten zwyrodnialec. Z każdym dniem niknęła w oczach i słabła, a jej chęci do życia powoli zanikały na jego oczach i było to o tyle frustrujące, że nie mógł zrobić nic, by zmienić ten stan rzeczy, nawet jak pragnął wziąć wszystko na siebie. Tego skurwysyna to nie obchodziło, liczyło się jedynie to by jeszcze bardziej obrzydzić jej i tak marną egzystencję, którą i tak chciał, zakończyć jednak pragnął, by odeszła w najbardziej bolesny sposób, jaki przyjdzie mu na myśl.
    Dla niego nadszedł czas by w końcu i o tym powiedzieć i nawet jeśli nie wyznał wszystkiego i nawet nie wiedział, czy będzie zdolny to zrobić, to jednak zasługiwała, by on to jej powiedział, niż by dowiedziała się, tego od tych dwóch psychopatów w szaleństwie, w jakie wpadną.
    — Nie będę cię oszukiwał i tak nie ma już najmniejszego sensu zakłamywać rzeczywistości a oni i tak pewnie by się wygadali wcześniej czy później — mówił wręcz z bólem — Byłem przez nich zastraszany — przyznał w końcu.
    — Słucham? — odezwała się nieco głośniej — Czy…
    — Pozwól mi dokończyć — może i rozmawiali w zupełnej ciemności.
    Przekłuci do tych cholernych łańcuchów, które skutecznie krępowały im jakikolwiek ruch, ona leżała naga na zimnym betonie, a on praktycznie był w podobnym stanie z tą różnicą, że nie odarto go z odzieży, ale i tak dni jak nie tygodnie, w których w nich tkwiły, sprawiły, że dało się wyczuć swąd, jednak był niczym w porównaniu z tym, w którym musieli tkwić i nawet mdłości przestały być uciążliwe, bo przywykli do tego smrodu, tak właśnie w takich warunkach byli trzymani zdani na łaskę, a raczej jej brak od tych piekielnych demonów.
    — Prawdę jest to, że wiem, kto spowodował twój wypadek z początku roku w tym gdzie potem przez trzy tygodnie tkwiłaś w śpiączce — by wyjaśnić kontekst, musiał wrócić do tej sytuacji.
    Bo wszystko zaczęło się od jego zemsty na niej która teraz nie miała, zupełnie racji bytu wręcz wstyd było mu, że wymyślił coś tak durnego, jednak tylko jeden punkt z listy był w jego realizacji, a właściwie w mniejszym stopniu resztę realizowała Taylor, nie wiedział, ile z tego zrobiła, jednak pomimo jego uprzedzeń i próśb by nie robiła tego, ją to nie zatrzymało.
    — Kto!? — odezwała się wściekle.
    — Taylor — powiedział, nie mając ani krztyny wyrzutów sumienia, że w końcu to z siebie wyrzucił — To ona podcięła te hamulce. Długo nie musiałem dochodzić do prawdy, bo był to jeden z punktów naszej cholernej listy zniszczenia ci życia.
    — Czemu?
    To pytanie go zdumiało, było wręcz tak banalnie proste, a w jej tonie głosu nie dało się słyszeć żadnych negatywnych emocji prócz pustki.
    — Powód, który jest głupi, teraz uważam go za tak skrajnie idiotyczny, że nie mogę sobie darować, że chciałem to zrobić. Doskonale pamiętasz, jak niechętnie do ciebie podchodziliśmy? — odezwał się, jednak nie oczekiwał od niej potwierdzenia — Uznaliśmy oboje, że chcemy ci utrzeć nosa, bo nie potrafiliśmy, znieś oczywistej, prawdy i wymyśliliśmy głupi plan, z utrudnię ci życia. Ja byłem zagazowany tylko w jeden z nich, potem wycofałem się z tego, to przeze mnie straciłaś robotę.
    Gdy to usłyszała, poczuła bolesne ukłucie w sercu. Ona naprawdę uwielbiała tworzyć dla innych i sprawiało jej to radość a teraz gdy w końcu dowiedziała się prawdy, mimo że minęło do tego kilka miesięcy to świadomość, że przez swojego byłego straciła coś, na co pracowała tyle lat. Zapracowała sobie sama na markę, którą prowadziła pod własnym nazwiskiem, a to z głupiej zazdrości została tego pozbawiona.
    — Chcieliście mnie zabić? — spytała nagle, a on usłyszał ból w jej głosie.
    — Nie! — odparł spanikowany, doskonale rozumiejąc, do czego nawiązuje — Wycofałem się z realizacji gdy zrozumiałem, że to głupie i nie powinnam tak tego robić, a potem gdy dowiedziałem się, że leżysz w krytycznym stanie w szpitalu, mimo że odrzuciłem te głupie pomysły na bok, od razu zdałem sobie sprawę, że musiała to być jej sprawka. Mogłem cię nie lubić wtedy, chociaż bardziej było to wmawianie sobie, że nie darzę cię sympatią, mimo że czułem coś zupełnie innego, to nigdy nie byłbym takim skończonym kretynem, by próbować cię zabić — przyznał się.
    Czy poczuł się przez to lepiej?
    Fakt, że zrzucił ze swoich barków, pewien ciężar nieco sprawiło, że poczuł się lepiej, ale nie na tyle, żeby nie mierzyć się z poczuciem winny.
    — Julio naprawdę nie miałem pojęcia, że ona to zrobi. Jednak jak widać, zrealizowała to, zrozumiałem to od razu i pojechałem do domu i…
    — Mam pytanie — zatrzymała go nagle i mimo że głos miała bardzo cichy, on go doskonale słyszał — Co cię skłoniło, by uznać, że zasługuje na to, by się na mnie zemścić? Niczego złego ci nie zrobiłam. Mike jeśli mamy być teraz wobec siebie szczerzy to tak. Czemu to zrobiłeś?
    — Bo uroiłem sobie coś w głowie, czego absolutnie nie było — wyznał w końcu — Myślałem wtedy, że stanowisz zagrożenie dla Taylor, nieświadomy, będąc ze to ona mną manipulowała a ty zachowywałaś się wręcz neutralnie, bo nawet nie pokazywałaś swojego gniewu. Dałem się podejść podłej szmacie — wręcz miał ochotę wypluć te słowa.
    — Nie wykaże się teraz ani odrobiną finezji, ale od kiedy byłeś przez nią prześladowany?
    Nie odpowiedział, pomimo wszystko poczuł drżenie ciała na myśl o dniu gdy pierwszy raz został workiem treningowym dla własnej żony. Nie było to łatwe, szczególnie wcale nie pomagało to, że był facetem, a tak dał sobą pomiatać.
    — Mike i tak wiesz, że znam prawdę, nie ma sensu przede mną tego ukrywać — odezwała się rozsądnie — Wiem, że jest to trudne, ciężko przyznać się do bycia ofiarą przemocy domowej, ale sam widzisz, nie jesteś w tym osamotniony. Myślisz, że ten sukinsyn mnie nie prał, gdy byłam z nim przed dekadą? Uwielbiał to robić, a ja się bałam, więc prawdę mówiąc, oboje siedzimy w podobnym bagnie. Chociaż wiem, że trudno facetowi przyznać się do tego, że kobieta go bije, jednak ja widziałam to wiele razy i nie masz powodu się wstydzić. Czy oceniałam cię wtedy?
    — No nie. Zawsze wykazywałaś się troską i opiekuńczością.
    — Więc powiedz, ile trwało to? Mówiłeś, że parę miesięcy, ale chce wiedzieć, dokładnie jak długo w tym tkwisz.
    Zapadła chwila ciszy, podczas której dało się usłyszeć jego ciche westchnienie, a pojedyncze łzy poleciały z jego zmęczonych oczu.
    — Od początku roku — powiedział szczerze — Właśnie ta sytuacja skłoniła ją do tego, potem pojawił się on! — rzucił, wracając do pierwszej myśli z początku ich trudnej rozmowy.
    — Jeśli zebrałeś się na szczerość, to dokończ, chociaż raz bądź ze mną szczery, jeśli mamy i tak skończyć jako dwa trupy tutaj — miała ochotę zaśmiać się ironiczne, ale się powstrzymała — To przynajmniej chce, odejść znając prawdę.
    Była to wręcz przerażające, że oboje byli świadomi, że jeszcze kilka dni takiej udręki, którą musieli, znosić w końcu wyczerpie, wszelkie ich siły emocjonalne, bo o fizycznych nie było już mowy, a ich organizmy odmówią posłuszeństwa i odejdą w najbardziej uwłaczających warunkach, jakich mogli, ze świadomością, że odejdą, zostawiając najbliższych.
    — Nastraszyli mnie, oboje — powiedział pewnie — Grozili mi, bo zapragnąłem odejść od niej, jednak musiałem z nią tkwić. Uznali, że najlepszym czym mnie zaszantażują to, jesteś ty!
    — Dlaczego akurat ja? — pytała, bo zupełnie nie rozumiała czemu, miałaby być powodem szantażu.
    — Oni… oni zdali sobie sprawę, że nadal jesteś mi bliska — mówił, niemal szeptem trudno było mu się pogodzić z myślą, że z własnej głupoty stracił tak wyjątkową sobie osobę — Nie będę cię oszukiwał. Pomimo tego wszystko, co się stało, nadal mi na tobie zależy i zanim zapytasz, tak nadal wciąż po części cię kocham.
    To wyznanie zupełnie ją zdumiało, jednak nabrało większego sensu. Bo jak inaczej mogli go złamać w tak skuteczny sposób niż zgnębienie go i postraszeniem go, że skrzywdzą osobę, która wciąż stanowiła istotne miejsce w jego sercu. Ten układ znacznie się zarysował, a ona zrozumiała wiele. I tak mimo że usłyszenie od byłego narzeczonego, jego wyznanie miłości mogło zdumieć i zaszokować, to jednak podskórnie czuła, że nie pozbył się tego uczucia do niej a ostatnie tygodnie gdy była na niego skazana podczas trasy i to jak na nią patrzył sprawiło, że jeszcze bardziej nabrała tej pewności.
    I, pomimo że ona nie mogła zupełnie powiedzieć tego samego, bo już dawno to, co ich kiedyś łączyło, z jej strony się zupełnie wypaliło, nie zamierzała za to go wyśmiewać czy uznawać, że to temat do kąśliwości. Bo jednak z uczuć nie wypadało się wyśmiewać. Mogła to uszanować, ale wiedziała, że nigdy nie odpowie mu tym samym, a jego dalsze słowa sprawiły, że miała wrażenie, jakby czytał w jej myślach:
    — Mogę teraz jedynie żałować własnych wyborów i utraconej szansy, jaką miałem żyjąc z tobą, jednak mam pewność wobec tego, że jeśli miałabym powiedzieć, wprost kto był moją miłością życia bez mrugnięcia okiem, uznałabym cię za tą osobę. Myliłem się, wobec tej szmaty kiedyś jako młody chłopak uważałem, że znalazłem swój ideał w niej, ale nie, to nie ona była mi przeznaczona tylko ty — wyznał szczerze — I chociaż wiem, że nie mogę liczyć na to, że darzysz mnie podobnym uczuciem. Zwłaszcza teraz... — urwał gdy przypomniał sobie, że utracił dziewczynę, którą kochał, a teraz ona była już mężatką i mimo że on pragnął, by nazywać ją swoją żoną, to po prostu przegrał po całej linii i wiedział to doskonale.
    Jej mąż idealnie wypełnił lukę po nim, a on mógł teraz sobie pluć w brodę, że po prostu, zamiast nie robić głupot, to popełnił największy błąd własnego życia.
    — Wygrał lepszy — dodał szczerze — Wiem, że nie zmienię twojego nastawienia, ale chce byś wiedziała, że pomimo wszystkiego, co się stało, ja nadal darzę cię głębokim uczuciem, a Taylor jest i była pomyłką!
    — Czyżby kochanie?
    Zamarł w jednej chwili gdy nagle dało się usłyszeć dość tajemniczy kobiecy głos, jednak oboje poznali go bez trudu. Będąc tak bardzo pochłonięci w swojej rozmowie nawet nie dostrzegli momentu kiedy ona się pojawiła. Nie mieli jeszcze pojęcia, że nie była jednak sama, a tuż obok niej stał istny diabeł i postrach młodej dziewczyny.
    Ciemność ich skrywała a fakt, że nie dostrzegli otwierających się drzwi, dodało jeszcze większej dramaturgii temu zdarzeniu. Oprawcy, którzy od dłuższej chwili przysłuchiwali się ich prywatnej rozmowie po raz kolejny odarli ich z czegoś tak osobistego.
    — Nie uważasz Clark, że to niezwykle ckliwe? — zapytała nagle, opierając się o ramię stojącego obok niej wspólnika.
    Na sam dźwięk tego imienia, nagle w całym pomieszczeniu dało się usłyszeć cichy pisk, jednak każdy doskonale wiedział, do kogo należy, a Kent wręcz uśmiechnął się z przebiegłością, bo wiedział, jak bardzo ona się go boi.
    — To racja, obrzydliwe słodkie przedstawienie — dodał, udając, że się wzrusza — Aż się popłakałem — stwierdził ironicznie — Ale pora chyba wrócić do naszych spraw.
    Nagle nikłe światło się rozpaliło, a on pewnym krokiem podszedł do swojej ulubionej ofiary, w których spojrzeniu dało się ujrzeć przerażenie.
    — Pora na zabawę kochanie — gdy to powiedział, dało się usłyszeć dźwięk rozpinającego się paska w spodniach.
    Koszmar rozpoczął się na nowo.