Stanęła w windzie przy jednej ze ścian i nieco sfrustrowana wcisnęła mocniej guzik ostatniego piętra. Poirytowana do granic możliwości bezczelnością i brakiem ogłady pewnej osoby, spoglądała spod lekko przymrużonych oczy na drzwi, które powoli zaczęły się przed nią zasuwać, a ona wręcz westchnęła ciężko, starając się jak najbardziej pohamować i uspokoić po sprzeczce, do której naprawdę nie chciała dopuścić. Przykro jej było, że po części była osobą, którą zrobiła taki raban na przyjęciu urodzinowym Brada, jednak nie poczuwała się całkowicie do wywołania tej awantury jednak osobami, które powinny czuć się winne, był jej były partner z obecną żoną.
Nie pojmowała tego, dlaczego i w jakim celu ją zaczepiali?
Nadal nie potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie i sądziła, że raczej nie pozna odpowiedzi na nurtujące ją obecnie wątpliwości. Jaki w ogóle oboje mieli cel w zaczepkach a Michael w uszczypliwych komentarzach pod jej adresem.
Gdyby naprawdę chciała utrzeć mu nosa, przy grupce ich wspólnych znajomych z chęcią wytknęła mu to, jak wręcz korzył się przed nią i błagał o przebaczenie, jak usilnie próbował ją przekonać do tego, by przebaczyła mu ten mały wybryk, którego się dopuścił, jednak jako jedyna ich trojga wolała zachować przede wszystkim godność i klasę, której prawowało osobą, które kreowały się na małżeństwo wręcz idealne.
Szczerze nie miała ochoty na nich patrzeć. To jak bardzo jej były był zapatrzony w obecną partnerkę i to nie dlatego, że im zazdrościła. Ostatnią rzeczą, jaką miałaby poczuć odnośnie ich to jakkolwiek forma, zazdrościła to ich wzajemne relacje, które zapewne nie zostały nawet ponownie odbudowane, a tutaj już biorą ślub i planują wspólną przyszłość, dla niej wydawało się to mocno naciągane, jednak nie zamierzała się absolutnie wtrącać a tym bardziej interesować się ich życiem.
Od momentu zerwania z Michaelem tak naprawdę oboje wiodą zupełnie inne życie. On idzie własną ścieżką tak, jak ona idzie własną drogą przez życie. Ich wspólna droga rozeszła się w momencie gdy nie poszanował lojalności i poszedł do łóżka z obecną żoną.
Nie żałowała go!
W zasadzie może to zabrzmi abstrakcyjnie, ale cieszyła się z takiego rozwoju wypadku. Jego nieumyślne i głupie zachowanie kosztowała jego związek, utratę kobiety, którą podobną kochał, a ona odzyskała wolność, którą niemal od razu wykorzystała po paru dniach gdy otrząsnęła się z szoku i uznała, że nie warto, jest zawracać sobie głowy, tym mężczyzną poszła dalej i tak naprawdę to podejście było jak najbardziej słuszne to nie ona powinna czuć wina i wypłakiwać oczy i myśleć, co zrobiła nie tak, a raczej to jej już były partner powinien się zastanowić, co zrobił, jednak nie wykazywał nawet chęci do przemyślenia tego, co zrobił.
Naprawdę szkoda jej było, że ten wieczór tak się zakończył, że przez swoją chęć obrony zniszczyła przyjęcie przyjacielowi, jednak ona się jedynie broniła. Nie była osobą, którą zaatakowała, bo nawet nie spoglądała w ich kierunku. Niby dojrzalsi ludzie od niej, jednak zachowali się jak dzieci a szczególności Shinoda. Miała go za poważnego faceta, który potrafił rozbawić, ale nie miała go za tak mało rozsądnego człowieka. Jednak jak widać, ludzie się zmieniają, jednak jemu to wyszło na ogromny minus.
— Żałosne — mruknęła do siebie, spoglądając na swoje odbicie w lustrze windy — Jak mógł się tak bardzo stoczyć! — mówiąc to, lekko pokręciła głową — Ciągnie swój do swego — dodała kąśliwe.
Wkrótce poczuła, jak winda zwalnia i zatrzymuje się, rozbrzmiał nad jej głową ten znajomy dźwięk, a ona stanęła tuż przed drzwiami, które po chwili się rozsunęły. Wyszła na korytarz i od razu pochyliła się, idąc wolnym krokiem w stronę drzwi. Odnajdując w małej kopertówce kartę magnetyczną, wyprostowała się i niemal stanęła jak zamurowana na środku korytarza.
Patrzyła na stojącą przed nią postać, a ona czuła, jakby ją sparaliżowała, a ona nie miała pojęcia, jak on się tutaj znalazł. Spoglądali na siebie przez dłuższą chwilę, cisza, która ich ogarnęła, wręcz zdawała się trwać wiecznie w końcu, jednak zdołała zapanować nad swoim głosem i wykrztusiła, będąc w nie małym szoku.
— To ty…!? — jej zdumiony głos rozbrzmiał wśród ścian najwyższego piętra.
Mimo że nie musiała nawet krzyczeć, a mówiąc bardzo spokojnie, jej głos potoczył się echem po korytarzu, gdy zrobiła kilka kroków w przód, patrząc jak na ustach, nieznajomego pojawił się ciepły uśmiech.
— Chyba o mnie nie zapomniałaś Señorita — widziała uśmiech na jego twarzy, gdy spojrzał na nią swoimi ciemnymi oczami.
Przed nią stał nie kto inny jak Ricardo Armando. Jej wakacyjny kochanek, z którym nie widziała się od czterech miesięcy i mimo że w ostatnim czasie ze sobą pisali, to nie spodziewała się go ujrzeć tutaj. Nie sądziła, że ujrzy go ponownie, a jednak, stała teraz tuż przed nim nie wierząc własnym oczom, że on tutaj jest. To wydawało się jak nie realistyczny sen, jednak to nie była fikcja a prawdziwe życie, a on stał przed nią, praktycznie nie zmienił się od tych kilku miesięcy.
— Co ty tu robisz? — zapytała wprost, podchodząc do niego znacznie bliżej.
— Przyjechałem cię odwiedzić Bella, czyś nie mogłem — odparł z niewinnością w głosie.
Zamilkła jednak momentalnie spojrzała na niego w pełni podejrzanym wzrokiem. Wręcz wbiła w niego spojrzenie swoich jasnych oczu, on zdawał się nawet nie ugiąć pod naporem jej spojrzenia, stał przed nią, ubrany w ciemną koszulkę i spodnie, wyczekując, aż się pojawi. Jednak jedno było dla niej nieco nurtujące.
— Skąd wiesz, gdzie mieszkam!? — niemal wlepiła w niego swoje intensywne spojrzenia.
On jednak w następnej chwili roześmiał się w głos, co ją zaskoczyło jeszcze bardziej dopiero gdy się zdołał opanować, widząc jej zdumienie spojrzenie, odpowiedział:
— Zapomniałaś Bella, że chciałem kupić od ciebie mieszkanie początkiem roku? — spytała.
Dopiero wtedy przypomniała sobie tamto południe. Wtedy był jej potencjalnym klientem, którego zainteresowało kupno sprzedaży, jednak musiała mu odmówić. Gdy ponownie zobaczyli się w Hiszpanii, początkowo nie skojarzyła ze się już znali, potrzebowała paru dni, by zrozumieć, że już się widzieli jednak teraz mogła od razu połączyć kropki gdy przypomniał jej ofertę, jaką wystawiła, którą musiała po czasie wycofać.
— Faktycznie — przypomniała sobie — Ale co cię tutaj sprowadza Señor? — zapytała wprost, przykładając kartę do zamka, który po chwili ustąpił.
— Jak już wspomniałem byłem w okolicy i… — urwał gdy zobaczył na sobie jej spojrzenie gdy tylko odwróciła się w jego kierunku, spoglądając na niego podejrzliwe.
— Przelotnie? — spytała z podejrzliwością — Chyba raczej co innego cię tutaj sprawdza, słusznie sądzę?
Weszła do mieszkania, tuż za nią Ricardo, który nawet nie pytał się o pozwolenia. Rzuciła kartę na komodę i odwróciła się w jego kierunku w momencie gdy zamknął za sobą drzwi.
— Co jest celem twojej wizyty? Bo jakoś ciężko mi jest uwierzyć, że byłem „przelotem” — skomentowała z przekąsem.
Nie otrzymała odpowiedzi od razu, przez moment trzymał ją w napięciu jednak podszedł do niej na znaczą odległość a ona chwilę późnej poczuła jak obejmuje ją w pasie swoimi ramionami i przyciąga do siebie.
— Prawda jest taka, że przyleciałem do ciebie, bo jednak uznałem, że muszę cię zobaczyć — wyznał szczerą prawdę.
— Ale.
Jednak następne co mogła poczuć to jego namiętne usta na swoich…
Zamruczała rozkosznie, gdy zaczęły do niej docierać pierwsze pojedyncze odgłosy miasta, które już od paru godzin tętniło rannym życiem. Zdawało się, że nic nie mogło zbudzić jej ze snu. Wręcz z niechęcią powracała do realnego świata, wymykając się ze świata własnych sennych mar, w którym śniło się jej wręcz cudowne spotkanie.
Pomimo że nie rozbudziła się do końca, oczami wyobraźni nadal widziała twarz pewnego Hiszpana, który złożył jej właśnie w jej sennych marzeniach wizytę, a potem spędzili wręcz niezapomnianą noc, o której wręcz nie potrafiła zapomnieć. Na samą myśl, czuła jak usta unoszą się jej w znaczącym uśmiechu, przywodząc tamte chwile w pamięci, pragnąc tak naprawdę, by stało się to realnością.
Niestety tak nie wyglądała rzeczywistość, a ona ostatni raz widziała się z nim ponad cztery miesiące temu, gdy rozstawali się na lotnisku i gdy pod impulsem chwili, wręcz momentu, pocałowała go, co wręcz nie miała w planach. To nie było w żaden sposób planowane jednak czy żałowała tamtej spontanicznej decyzji?
Może odrobinę.
Wiedziała, że już się nie spotkają i wręcz pogodziła się z tą myślą, jednak co nikt jej nie zabierze to wspomnienia, które wręcz miała cudowne ze swoich niedawnych wakacji. Nie chciała wstawać, naprawdę nie miała nastroju ruszyć się spod ciepłej narzutki jednak pomimo swoich niechęci i pragnienia pozostania dłużej tutaj to jednak miała swoje psie obowiązki i ktoś wymagałby się nim zająć.
Leżała jeszcze przez moment jednak coś wyraźnie nie dawało jej spokoju, z każdym momentem gdy zaczęła się rozbudzać, czuła niepokojące uczucie, a dziwny głosik z tyłu głowy krzyczał coś nie wyraźnie, a ona nie była w stanie tego zrozumieć. Nie miała pojęcia czemu, tak się dziwnie czuje, jednak po chwili zrozumiała, że tak naprawdę leżała zupełnie naga pod pościelą co jeszcze bardziej ją zaskoczyło, a w jej głowie zaczęły pojawiać się pytanie, na które nie znała odpowiedzi.
Dręcząca myśl nie dawała za wygraną szczególnie gdy poczuła, dziwny uścisk na swojej talii tym bardziej wprawiło to ją w osłupienie. A obok siebie z każdą chwilą zaczęła słyszeć coraz wyraźniejszy czyjś oddech i to jeszcze bardziej ją zastanowiła.
W końcu nie chcąc jedynie sunąć swoich domysłów, pewnie otworzyła oczy i spojrzała mimowolnie w bok i widok, jaki tam ujrzała ją, wręcz zaszokował. Niemal zachłysnęła się chałatem powietrza, gdy zobaczyła, że tuż obok niej leży postać nagiego mężczyzny i nie był jej obcy wręcz bardzo znajomy.
— Nie żartujcie sobie ze mnie — mruknęła wprost do siebie nie wierząc tak naprawdę w to co się właśnie dzieje.
Gdy teraz o tym pomyślała i powróciła do wyobrażeń, które wcześniej brała jedynie za senne marzenia, teraz wręcz nie mogło do niej dostrzec, że to nie były jedynie wyobrażenia jej dość wybujałej wyobraźni, jednak to się wydarzyło naprawdę. Gdy przypomni sobie, co się stało poprzedniego wieczoru, gdy powróciła do imprezy urodzinowej swojego bliskiego przyjaciela, a potem co skłoniło ją do szybszego powrotu do domu i zobaczenia jego, pojęła, że sen nie był jedynie wyobrażeniami jej umysłu a realnością i chwilami, które naprawdę przeżyła.
Jednak nie zamierzała się nad tym rozwodzić, czy snuć swoich domysłów a jedyne czego teraz tak naprawdę pragnęła to cieszyć się chwilą. Zwłaszcza gdy miała tak ujmujący widok pewnego mężczyzny tuż przy niej który nadal śnił pogrążony w swoim własnym śnie. Nawet nie sądziła, jak bardzo brakowało, jej tak wręcz niepozornego rzeczy, niby nic wielkiego, a jednak ujrzenie go tuż przy sobie sprawiło, że niechęć czy brak motywacja do wstania minął. Mimo że była osobą, którą wręcz kochała, wylegiwał się w łóżku. Lekko odwróciła się w jego ramionach, by móc spojrzeć bardziej na niego, czuła jak kącik jej ust jeszcze bardziej unosi się do góry, gdy delikatnie przysunęła swoją twarz do jego twarzy i chwyciła kosmyki jego włosów i ogarnęła z czoła.
Nie zamierzała go budzić, jednak pragnęła tak leżeć i spoglądać na spokojną twarz podczas snu.
Wydawać się mogło, że absolutnie nic nie mogło przerwać tej spokojnej, wręcz spokojnej chwili jednak jej nadzieja została brutalnie zrujnowana, gdy niespodziewanie po mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek do drzwi, co zupełnie ją zaskoczyło. Niechętnie przewróciła się na bok, by móc rzucić spojrzeniem na zegarek elektroniczny, który stał na półce, a w ciszy, która ogarnął pokój, rozbrzmiał dość wyraźnie jej głos:
— Kogo niesie o ósmej rano? — spytała samej siebie.
Liczyła na to, że to tylko kurier, który daje jej znać, że zostawił paczki pod drzwiami, jednak z tego co sobie przypominała, niczego ostatnio nie zamawiała, gdy ponownie potoczył się ten natarczywy dźwięk po mieszkaniu, który zaczął być uporczywy z każdą kolejną chwilą. Ktoś po drugiej stronie pragnął najważniej usilnie się do niej dostać i nie byłoby w tym nic zaskakującego gdyby nie to, że był wręcz poranek, a ona praktycznie nigdy nie zapraszała nikogo o tak wczesnej godzinie.
Popatrzyła po raz ostatni na śpiącego przy niej mężczyzny, który nawet nie drgnął, pomimo że dźwięk stawał się usilnie natarczywy z każdą chwilą. Westchnęła cicho i delikatnie wyswobodziła się z jego objęć, chociaż bardzo niechętnie to zrobiła. Rozejrzała się wokół siebie, a na szelągu dostrzegła swój szlafrok, po który sięgnęła i wstając, nasunęła sobie na ramiona.
Wiążąc wstążeczkę u boku, wyszła z sypialni, cicho zamykając drzwi za sobą, by móc dać pospać swojemu kochankowi a ona zeszła po stopniach apartamentu, gdzie w salonie dostrzegła dwoje kotów, których natarczywy dźwięk rozbudził ze snu, z czego była niezadowolona. Junka wręcz wsunęła łepek pod pobliską poduszkę, chcąc jeszcze sobie drzemkę uciąć.
Widząc, że zaraz ten natręt pobudzi cały dom, wyszła na podwyższenie i podeszła do drzwi, ówcześnie zabierając z komody kartę, którą przyłożyła do zamka. Słyszała, jak zamek puszcza, a ona nacisnęła na klamkę, by otworzyć nieproszonemu gościowi.
W momencie gdy tylko uchyliło skrzydło ciemnego dębu, niemal od razu pożałowała swojej decyzji o wstaniu z łóżka a tym bardziej, by sprawdzić, co to za natręt od dłuższej chwili katuje jej dzwonek do drzwi, usilnie domagając się wejścia. Gdy tylko ujrzała jego po drugiej stronie po wcześniejszych, wręcz miłych chwilach nie pozostał już ślad, a zastąpiła go niechęć i a jednocześnie ciekawość czego on tu właściwie szuka, bo tak naprawdę nie miał powodu tutaj przychodzić już od kilku miesięcy, a tu nagle pojawia się na progu jej drzwi ze wściekłością wymalowaną na twarzy i wręcz odrazą na jej widok.
Patrzył, na nią takim wzrokiem jakby pragnął ją zabić swoim spojrzeniem tu i teraz. Jedno pytanie jednak wciąż ją nurtowało, jednak niemal od razu zamierzała go skonfrontować gdy splotła dłonie na zakrytym biuście i spojrzała na niego spod lekko przymrużonych oczu.
— Czego? — spytała oschle, nie siląc się nawet na uprzejmości w jego przypadku, nie zamierzała być absolutnie miła.
Nie zamierzała być grzeczna w stosunku do osoby, która wczorajszego wieczora w tak obrzydliwy sposób ją potraktowała i niemal pragnęła zmieszać z błotem na oczach ich najbliższych. Wręcz mogła śmiało rzecz, że ma on niesamowity tupet, przychodząc tutaj i stawiać nią twarzą w twarz i widziała, z jaką wręcz odrazą na nią spogląda, czego praktycznie nie próbował skryć.
— Mamy do pogadania! — rzucił i nie zdążyła mrugnąć, a on wręcz przeszedł tuż obok niej, wręcz wpraszając się do środka.
— Czy ja ci zezwoliłam na wtargnięcie do mojego mieszkania?
Odwróciła się gwałtownie w jego stronę, widziała, jak wręcz przechodzi, przez korytarz i wchodzi do kuchni.
— Jesteś bezczelny Michael! — wyrzucił mu, gdy stanęła na środku kuchni, spoglądając na niego, z niechęcią — Zanim zaczniesz się rzucać, pragnę ci przypomnieć, że od ponad pół roku jesteś na liście byłych facetów, więc nie masz prawa wchodzić jak do siebie! — oznajmiła z oburzeniem.
— Mogę…
— Michael! — niemal wrzasnęła, spodziewając się, do czego on właśnie zmierza — Nie zezwoliłam ci tutaj wejść — wściekła się — Wynoś się! — wrzasnęła.
— Nie! — zagrzmiał stanowczo.
— Słucham?
Patrzyła wręcz na niego z niedowierzaniem, bo w tej chwili miała, poczucie jakby rozmawiała z osobą, która w tym momencie rościła sobie prawa do jej własności, do czego absolutnie nie miał żadnych praw.
— Powiedziałam, że nie opuszczę tego mieszkanie, póki nie przeprosisz mojej żony!
Patrzyła wręcz na niego z niedowierzaniem, a w jej oczach wręcz czaiło się jawne rozbawienie gdy patrzyła na swojego byłego narzeczonego, wręcz z trudem hamując cisnący się na jej usta śmiech. Starała się zachować, powagę jednak nie potrafiła i po chwili wybuchła gromkim śmiechem, a jej rozbawiony głos potoczył się echem po mieszkaniu.
— Rozśmieszyłeś mnie Michaelu — rzuciła, teatralnie udając, że ociera łezkę śmiechu.
— Uważasz, że to zabawne szarganie dobrego imienia mojej k…
— Mike błagam cię, nie badż komendantem większym niż jesteś, bo obecnie robisz z siebie istne pośmiewisko w moich oczach — rzekła z powagą.
Patrzyła, jak patrzy na niego w osłupieniu, jakby nie do końca do niego dotarł sens jej słów. Ona cicho westchnęła i opuściła ramiona, a jej dekolt nieco się rozszerzył, jednak nie zamierzała się tym przejmować. Widziała, jak wręcz zmierzył ją spojrzeniem swoich ciemnych oczu.
— Według ciebie ja robię z siebie obecnie, błazna go chronię honor mojej kobiety? — spytał wręcz ostrym głosem.
— Ciekawe… — rzuciła z namysłem.
— Co niby jest takiego interesującego? — powielił jej słowa, jednak wyczaiła w jego głosie nutkę zastanowienia.
— Wiesz Mike, to wydaje mi się nieco śmieszne, gdy przypomnę sobie, wręcz gardziłeś Taylor, potem gdy złapałam cię na zdradzie… — widząc, jak otwiera usta gotów się sprzeciwić, weszła mu stanowczo, nawet nie pozwalając powiedzieć żadnego słowa — Niby nagrania kłamały w twoim własnym domu! — rzuciła ostro, spoglądając na niego z nienawiścią — Nie zamierzał słuchać dłużej tej twojej taniej wymówki i nawet nie wysiliłeś się o odrobinę kreatywności, która jest twoją mocną stroną i nie postarałeś się wymyślić jakieś innej wymówki. Poszedłeś po najtańszej linii obronnej, która jest tak popularnie stosowana przez osoby, które zdradziły. Błagam cię Shinoda, trochę oryginalności sprawiłoby, że faktycznie bym ci uwierzyła, ale przykro mi nawet nie starałeś się zatuszować dowodów swojej niewierności i naiwnie sądziłeś, że dam wiarę twoim słowom? Po prostu śmieszy mnie twoja wpadka. Tak naprawdę w kolejnych tygodniach potem miesiącach pokazałeś jak bardzo ci zależało na tym co nas łączyło. Kto normalny bierze ślub z kochanką po sześciu tygodniach od zerwania z uprzednią narzeczoną? — powiedziała wręcz wyśmiewającym tonem.
Widziała, jak patrzy na nią oszołomiony, jakby nie sądził, że dowie się prawy o prędkim poślubieniu byłej partnerki. I mimo że sama nie chciała o tym, wiedzieć to została poinformowana. A teraz mogła to użyć jako kontr argument w ich obecnej dyskusji, którą była bardzo zniesmaczona.
— Kto?
— Mój braciszek — wyjaśniła krótko — Mike czy naprawdę uważasz mnie za małą bystrą osobę, czy wręcz zarzucać mi brak inteligencji. Posłuchaj mnie, naprawdę mnie nie obchodzi twój związek, po drugie, przychodząc tutaj, dziś rano strzeliłeś sobie w kolano. Zapewne zapytasz dlaczego, jednak odpowiedzieć jest wręcz banalna. Nie mam powodu nikogo za nic obrażać a szczególności twojej obecnej żony, bo to nie ja byłem osobą atakująca, a to właśnie ty i ona. Ja spędzałam czas, z przyjaciółmi to ty zacząłeś ciskać we mnie, jakimiś głupimi tekstami uznając to za idealną prowokację. Miałeś wobec tego mylne spostrzeżenia, bo ja nie zamierzam cię czy Taylor za nic przepraszać.
Wszystko, co aktualnie mówiła, było szczerą prawdą, której się nie wstydziła. Tak naprawdę nie rozumiała jego zachowania już do momentu ich pierwszego spotkania po jej nieobecności. Zachowywał się niezwykle arogancko, jakby ona swoją osobą mu jawnie przeszkadzała i był wręcz w furii, że to on na nią wpadł. Nie było nic bardziej zabawnego niż ten moment, lecz nie zamierzała, pozwalać sobie na to by nawet on tak ją traktował.
Nie zamierzała sobie pozwolić, żeby ktoś pluł jej jawnie w twarz.
— Czy ty naprawdę uważasz, że ja wyjdę, teraz nie oczekując od ciebie przeprosin!? Chyba się mylisz. Przyszedłem tu by usłyszeć od ciebie, że…
— Michael! — wrzasnęła, przerywając mu gwałtownie.
Widziała, jak w następnej chwili spogląda wręcz z niechęcią na nią, gdy zwróciła na siebie jego uwagę i się odezwała:
— Nie mam pojęcia, co się z tobą stało przez ten czas i jeśli miała, by być szczera, nawet mnie to nie obchodzi, ale gdy przychodzisz tutaj, wręcz wpraszasz się do mojego mieszkania i żądasz ode mnie przeprosin za coś, co nie zrobiłam, sprawiasz, że nie mogę traktować cię poważnie. Popsułeś mi wręcz poranek, tym, że twoja urażona duma i męskie ego nie pozwoliła ci zostawić tak tej sprawy. Ja nie rozumiem czemu mnie nagle tak znienawidziłeś doskonale pamiętam jak wręcz korzyłeś się przede mną…
— Nigdy przed taką dziewuchą się nie ukorzyłem!
— Dobrawy Michaelu? — spytała, udając zaskoczenie — Bo jakoś inaczej pamiętam tamten dzień gdy przyszłam, odebrać swoje ostatnie rzeczy od ciebie wręcz niemal miałeś ochotę klęczeć przed moimi kolanami i błagałeś mnie, bym cię nie opuszczała.
— Niczego takiego nie…
— Było? — dokończyła za niego — Naprawdę? Bo ja pamiętam to właśnie tak. Mówię to po raz ostatni. Michael zdradziłeś mnie, jest to wyłącznie twoja wina, zanim się tego dopuściłeś, wolałeś ograniczać moją wolność, bo coś sobie wbiłeś do głowy. Dałam ci jeszcze jedną szansę, co zrobiłeś wraz ze swoją kochankom? Wystarczyło, że wrócili do Los Angeles, a prawda wyszła na jaw. Nie uchroniłeś swojego małego słodkiego sekretu wraz z Taylor potem wręcz mnie usilnie prosiłeś, bym została. Nie wiem, co się stało potem, bo straciłam kontakt z tobą, tak naprawdę prócz tego, że Chester powiadomił mnie, że wziąłeś ślub twoje życie dla mnie, było mało istotne, wręcz praktycznie o tobie zapomniałam. Wystarczyło, że pojawiłam się na przyjęciu czy to u mojego brata, czy Brada a ty wraz z Taylor zaczepiście dla mnie niezrozumiały atak gdy ja jedynie co robiłam to, spędzałam czas z bliskim, dlatego twoje wręcz karkołomne próby zmuszenia mnie do przeprosin, których i tak nie otrzymasz, są zbędne…
— Bella? — niespodziewanie usłyszała za sobą dość znajomy głos.
Odwróciła się niemal w tej samej chwili gdy Michael spojrzał w tamtą stronę. Zobaczyła przed sobą swojego kochanka, ubranego jedynie w ciemne bokserki, zobaczyła jego zaspane oczy i jego włosy, które były wręcz w jednym wielkim chaosie, lecz mimo tego wyglądał naprawdę zniewalająco.
— Kto to jest!? — usłyszała nagle za sobą głos wręcz do granic możliwości wściekłego faceta.
Było wręcz nie do pojęcia, że przychodzi rozmówić się ze swoją byłą narzeczoną, a on dostrzegł u niej jakieś nagiego faceta. Mógł dojrzeć, jak odwraca się ku niemu, a na jej ustach pojawił się bardzo ironiczny uśmieszek pełen wręcz pogardy w jego kierunku.
— Chyba już na ciebie pora!
— Pytałem, kto to jest!? — rzucił wściekle.
— Święty Mikołaj — rzekła, wręcz z rozbawieniem na niego patrząc — Miał dla mnie wczesny prezent — jawnie sobie żartowała — Jednak na ciebie już Michaelu pora. Wiesz, gdzie są drzwi? Chyba że chcesz, bym zadzwoniła po ochronę budynku, która z przyjemnością cię wyprowadzi… — widział, jak mężczyzna podchodzi i staję tuż za nią, co niesamowicie go zirytowała go, objął ją w pasie.
Niemal zazgrzytał zębami gdy na to patrzył, jednak ona pozostała nieustępliwa i wskazała ruchem ręki w stronę drzwi.
— Żegnam ozięble i nie zapraszam ponownie! — rzuciła ozięble.
— Jeszcze mnie popamiętasz! — mruknął wręcz przez zaciśnięte zęby.
— Nie strasz, chyba że chcesz, bym powiedziała twojej żonie, gdzie się wałęsa jej mąż i że przychodzi do swojej byłej. Zmiataj Shinoda i nie pokazuj się na oczy. Mam dużo ciekawszy plan na tę sobotę niż użeranie się z natrętem, który myśli, że pozjadał wszelkie rozumy i myśli, że wszystko mu wolno.
Przez moment wręcz mierzyli się swoimi spojrzeniami, w końcu rozjuszony muzyk odpuścił i wyszedł, rzucając w jej przyjaciela, nienawistne spojrzenie. Po chwili rozdarł się dźwięk mocno zatrzaskiwanych drzwi. Niemal w tej samej chwili poczuła, jak Ricardo odwrócił ją w swoich ramionach, a po chwili poczuła jego pełne namiętności usta w czułym pocałunku. Odsunął się od niej po dłuższej chwili i dostrzec mogła ciekawość, która iskrzyła w jego ciemnych oczach.
— Kto to był? — zapytał nieco ochrypniętym głosem.
— Nikt istotny! — rzuciła, machając lekceważąco dłonią, którą po chwili oparła na jego ramieniu — Szkodnik, którym nie warto sobie zawracać głowy.
— Może i nie rozumiałem waszej rozmowy, bo dyskutowaliście, wręcz kłóciliście się po angielsku, ale odnoszę wrażenie, że mocno ci zaszedł za skórę, bo pierwszy widzę cię Señorita, tak mocno podenerwowaną wręcz śmiem ośmielić się twierdzić, że jesteś wściekła.
Tak naprawdę nie zamierzała mu mówić niczego na temat jej przeszłości z Michael’m. Nadal trzymała się mocno swojego postanowienia, że nie zamierzała opowiadać o swoich dawnych związkach po tym co przeszła przy Shinodrze i tym jak ujawniła mu prawdę o byłych związkach, nie zamierzała powielać ponownie tego błędu i zachować tę część jej życia w tajemnicy tylko i wyłącznie dla siebie.
— Wierz mi Señor, że z takim osobami trzeba postępować krótko — uśmiechnęła się niezwykle przebiegle — Mógł wręcz nie wpraszać się bez zaproszenia, to nie zostałby tak nie miło potraktowany — komentowała — Ale nie warto się tym przejmować, bo chyba nie zaczniemy poranku od jakiegoś natręta, który nam przerwał poranek.
— Który nawet dobrze nie zaczęliśmy — rzucił sugestywnie.
— Odnoszę wrażenie Señor Armando, że coś chodzi po twojej głowie — rzuciła sugestywnie, gdy czuła jak jeszcze mocniej zaciska swoje dłonie na jej biodrach.
— Byłbym naiwniakiem sądząc Señorita Bennington, że i po twojej pięknej główce nie chodzi ta sama myśl — odparł, wręcz wbijając w nią spojrzenie swoich oczy.
Czuła jak kącik jej ust drga nieznacznie do góry w bardzo przekornym uśmiechu, nie zdążyła nic powiedzieć gdy nagle odezwał się mężczyzna, a ona dostrzegła, jak jego oczy wręcz zaczęły iskrzyć, a po jego głowie zaczęły chodzić bardzo kosmate myśli:
— Gdzie łazienka?
— W sypialni, lewe drzwi od wejścia — odparła.
Nie była nawet w stanie zareagować w żaden sposób, gdy nagle ziemia uciekła wprost spod jej stóp, a ona potrzebowała paru sekund, by zrozumieć, co się dzieje. Jednak po chwili wręcz Ricardo szedł z nią którą zawiesił sobie ówcześnie na ramieniu w stronę górnego piętra. To był jedynie wspólny prysznic, który miał być początkiem ich wspólnie spędzonego dnia.
Znienawidził ją, jednak jej serce zaczęło powoli należeć do innego!