— Julio nie okłamuj mnie — odezwał się nagle pełny zatroskania męski głos.
— Dlaczego od razu uważasz, że cię oszukuje? — spytała z nieukrywaną pretensją w głosie.
— Czy naprawdę uważasz, że zrobisz ze mnie głupca? — znowu potoczył się ten znajomy ton głosu, który jednocześnie był jej tak bliski, a zarazem doprowadzające ją do wewnętrznej frustracji.
Nie dało się jednak ukryć tego, że wieloletnia wręcz długotrwała znajomość wraz z nim pozwoliło odkryć wiele kart przed samymi sobą i ciężko było nie dostrzec momentu gdy któryś z nich czymś mocno się dręczyło.
Szczególnie w obecnych chwilach, które dla niej były niezwykle trudne, ale też ciężkie, by sobie z nimi poradzić. Nie musiał być jasnowidzem, czy jakimś geniuszem zdając sobie doskonale sprawy, że pomimo powrotu do względnej normalności jeśli można to tak określić, nadal mocno się zadręcza i absolutnie nie zamierzał jej w tym żaden sposób ujmować, bo wiedział, że zmierzenie się z takim ciężarem wydarzeń nie jest łatwe wręcz jest to graniczące z cudem jeśli nie zrobi tego z pomocą specjalistycznej pomocy.
Przez lata wiele udawało się jej ukrywać, zatajać czy trzymać głęboko wewnątrz sobie. Nie tylko sekretów, które powinny zostać ujawnione, ale wiele przeżyć, które powodowały traumy, momenty, w których jak to mówiła, bała się samej siebie. Nie chcąc, jednak ukazać swojej słabości tuszowała to wcześniej pod maską obojętności i buntu. Odpowiadała na krzywdę, która jej wyrządzono sprzeciwem i ucieczką, były to w okresie jej wczesnych lat, jedyne możliwości, bo oboje wiedzieli, że sierociniec nie dbał o swoich podopiecznych.
Porzucali ich na pastwę losu, praktycznie byli zdani na siebie i ona wychodząc z trudnego związku, nie otrzymała zasłużonej pomocy. Musiała po latach poradzić sobie z tym wszystkim i gdy wydawało się, że wszystko wraca do normy, wszystko powróciło jak bumerang, bo powrócił największy gnój w jej życiu, który doprowadził ponownie jej psychikę do kompletnego zniszczenia.
— Widzę, że coś cię głęboko dręczy — przerwał nagle panujące między nimi milczenie.
Czy jednak miała na tyle odwagi, by się otworzyć jak dawniej i powiedzieć mu co od dłuższego czasu siedziało jej głęboko w sercu? Mimo że początkowo z tym walczyła i starała się to wyprzeć ze swojej głowie z czasem, nie była w stanie już podejmować batalii z własnymi lękami i obawami i tym, co najbardziej ją niepokoiło w ostatnim czasie i czego bała się najbardziej.
I nie chodziło tutaj o spotkania z terapeutką, bo może byłaby zaniepokojona gdyby nie wiedziała, na czym one polegają a od lat była pod opieką jednej z najlepszych specjalistek i naprawdę ufała jej, że jak poprzednio pomoże jej wyjść na prostą, mimo że to będzie jeszcze bardziej obciążające dla niej, potrzebowała tego dla samej siebie. Panicznie bała się chwili gdy jej stan mógł się pogorszyć. Nie chciała, by diagnoza, którą mogła, by dostać, sprawiłaby, że całe życie musiałaby walczyć o siebie, dlatego pomimo tych emocjonalnych przeżyć i wydawać się mogło jej niechęci, była gotowa zmierzyć się z tym, bo nic tak bardzo jej nie pomagało niż poradzenie sobie z tym wszystkim.
Liczyła się z tym, że będzie musiała z tym żyć do końca życia, jednak nie chciała panikować za każdym razem gdy do jej umysły powracały obrazy tamtych chwil, musiała nauczyć się z tym funkcjonować i zrozumieć, że nie było to absolutnie jej wina. Była świadoma pomimo tych tragicznych przejść, jakie przeżyła.
Zapewne wiele osób w jej sytuacji załamałoby się i zrezygnowało z podejmowanie walki o samego siebie i popadłoby w przygnębienie jak nie depresje, a ona właśnie tego nie chciała najbardziej. Po rozmowie z psychiatrą wiedziała, że obecnie jej stan jest do wyleczenia, jednak nie będzie on kilkutygodniowym etapem, a wręcz kilku miesięcznym będzie to jednak dobre dla jej głowy.
Z drugiej strony również był zwyczajny żal marnować pieniądze jej męża, który zadbał o to, by mogła, zacząć się uzdrawiać i wychodzić na prostą. Nie cierpiała obecnej samej siebie i co mogło wręcz dziwić, brakowało jej dawnego ja, tej przebojowej pełnej energii dziewczyny, która kochała widywać się z innymi. Obecnie jedyne co zrobiła, to snuła się jak cień w kąta w kąt nie będąc w żaden sposób produktywna. Urywała się przed wszystkimi, jednak zapewne to prędko się nie zmieni.
Bała się pokazać innym, lękała się samej siebie, własnego wyglądu i może brzmieć to zupełnie jak abstrakcja, że brakowało jej poprzedniej wersji, a mimo tego myśl o wyjściu z psem na spacer była dla niej przerażającą wizją jednak nie zamierzała ukrywać, że tamta Julia, która wydawała się nie mieć trosk poza opłaceniem mieszkania czy studiami, czy zwyczajnym życiem było tym, czego pragnęła dla samej siebie, teraz czuła się jak porzucony śmieć nic niewart.
Właśnie i w tym tkwił problem, z którym się mierzyła. Serce drżało za każdym razem, gdy przez jej umysł przedzierała się myśl, że co takiego widzi w niej nadal Ricardo. Dlaczego pomimo wszystkiego, co się wydarzyło, nadal z nią jest, czemu wciąż trwa u boku takiego potwora.
Nie była tą Julią, którą szczerze pokochał. Obecnie była cichą wycofaną i z ogromnymi problemami emocjonalnymi kobietą, a nie dziewczyną, która porwała go wtedy podczas wyścigu czy spotkaniu w klubie nocnym. Nie miała zwariowanych pomysłów bardziej, próbowała się otrząsnąć po koszmarze ostatnich miesięcy, co nie było łatwe.
Oczywiście rozmawiali wspólnie na ten temat i nie mogła absolutnie mu zarzucić braku zrozumienia sytuacji i docenienia jego ogromnej troski, jaką się wykazywał w stosunku do niej oraz opiekuńczości czuła, że w ten sposób go zawodzi. I to ją najbardziej dobijało, że nie mogła, być kimś kim on pokochał, pomimo że wciąż powtarzał, że powinna się skupić na sobie, coraz częściej łapała się przekonania, że nie zasługiwał na taki los. Nie powinien trwać u boku kogoś takiego jak ona.
Czuła wręcz wewnętrzny ból jak o tym myślała, jednak prawda była taka, że coraz bardziej tkwiła w przekonaniu, że zasługiwał na lepszą żonę od niej. Ta, która nie będzie mieć tak nieciekawej przeszłości, która nie będzie się teraz mierzyła z własną samoakceptacją.
I właśnie tu tkwił jej największy problem.
Gardziła sama sobą, czuła obrzydzenie do samej siebie więc w jaki sposób on mógł widzieć w niej coś atrakcyjnego gdy ona widziała jedynie w sobie istnego potwora.
— Mów — nagle dobiegł ją wręcz ponaglający głos za kamerki.
Drgnęła lekko wystraszona gdy usłyszała swojego najlepszego przyjaciela, z którym od dłuższej chwili rozmawiała. Popatrzyła na niego, nie ukrywając w swoich oczach obaw, które miała na swoim sercu.
— Przecież ci mówiłam, nic mnie nie niepokoi! — próbowała go przekonać do słów, w które i ona nie wierzyła.
Widziała, jak marszczy brwi za kamerki i spogląda na nią tym swoim przenikliwym zielonym spojrzeniem, które często widziała, gdy nie jej po prostu nie wierzył. Znała zbyt dobrze to wzrok, by pomylić go z czymkolwiek innym. Lata wspólnej przyjaźni sprawiły, że potrafili nawet doskonale poznać po własnych minach, co siedzi im w głowie.
— Julio — zaczął bardzo opanowanym głosem — Powiedz mi tak szczerze od kiedy my się znamy?
Pytanie, które wydawało się być naprawdę proste i zadawane dość często jednak rozumiała, do czego tym zmierza. Mogłaby kłamać na wszelkie możliwe sposoby, ale jego nigdy nie byłaby w stanie oszukać. Zawsze pozna gdy nie mówiła prawdy, tworzyła farmazony, by wykręcić się od powiedzenia prawdy.
Poderwała wzrok znad kamerki, rozglądając się wokół, jakby się chcąc upewnić, że nie dostrzega nigdzie swojego męża, zatrzymała swój wzrok dłużej na uchylonych drzwiach, jednak wydawało się, że nikt nie idzie. W mieszkaniu panował względny spokój prócz tego, że Hiszpan pracował na dolnym piętrze w biurze. Podobno miał bardzo ważne spotkanie a ona nie chciała mu przeszkadzać i praktycznie ukrywała się tam, gdzie zazwyczaj siedziała w ich sypialni na bujanym krześle, które stało się jej idealnym miejscem. I mimo że nie musiała się niczego obawiać, bo z resztą rozmawiała z nim po angielsku, a nie po hiszpańsku, to czuła w sercu lekkie obawy.
— Boję się Anthony — wyznała w końcu.
— Czego? — spytał wprost.
Zamilkła na moment, zagryzła delikatnie dolną wargę, próbując pohamować się przed tym, by nie uronić ani jednej łzy, jednak emocje, które nią targały były od niej znacznie silniejsze, a pojedyncza kropelka zaczęła spływać z jej oka. Widziała pełen zatroskania oczy przyjaciela, który spoglądał na nią z braterską miłością i współczuciem.
— Masz racje, nie potrafię cię okłamywać — wyznała ze szczerością — Prawda jest taka, że od kilku tygodni zmagam się z poczuciem, że nie jestem wystarczającą osobą dla Ricardo. Nie jestem tą dziewczyną, którą brał za żonę — powiedziała, czując w jednej strony ulgę, że mogła się tym z kimś, podzielić z drugiej nadal dzierżyła na sobie obawy czy powinna w ogóle to robić.
Nie mogła jednak się już wycofać ze swoich wcześniejszych słów gdy dobiegło ją ciche westchnięcie z ust Anthony’ego gdy odezwał się po dłuższej chwili, mówiąc:
— Julio sama mówisz, że nie mogłaś trafić na lepszego faceta — zaczął powoli.
Chciała już się odezwać i mu przerwać jednak on ucieszył ją, gestem dłoni mówiąc dalej:
— Rozumiem również, że obecnie jesteś bardzo rozbita emocjonalnie — mówił troskliwie — Po takich przeżyciach to naturalne, że wykazujesz się takim dystansem i wycofaniem i sądzę, że Ricardo pojmuje, że po tych przeżyciach nie jesteś w stanie znosić czyjeś bliskości. Julio wiem, że porównując nasze młodzieńcze lata do obecnych, nie jest na miejscu. Jednak pamiętam cię tą wystraszoną trzynastolatkę, która właśnie zerwała z toksycznym chłopakiem, teraz widzę również zlęknioną młodą kobietę, która zniosła największy koszmar na ziemi, który został jej zafundowany. Sama wiesz, ze nie jesteś wystarczająco zdrowa i nie mówię tutaj o fizyczności, a raczej o strefie emocji. Psychice, która jest równie ważna jednak bardzo okaleczona przez pewnego zwyrodnialca. Nie będę go określał delikatniejszymi słowami, bo dla mnie to skurwysyn — powiedział dobitnie.
— I nawet nie zamierzam cię powstrzymywać, to diabeł w ludzkim ciele i nie ma praw nazywać się nawet człowiekiem — dopowiedziała, nie mając absolutnie żadnych pretensji do niego.
Sama nie wykazywała się ani odrobiną czułości a o wyrozumiałości to nawet nie chciała wspominać, bo taki gad nie zasłużył na żadną ulgę. Liczyła, że trafi na dożywocie do więzienia za to wszystko. Jego karta puchła w oczach, a prokuratora spisała już kilka akt, które miały wiele stron postępowania karnego i liczyła, że sąd nie wykaże się zrozumiałością i ukarze ją we właściwy sposób.
Taki skurwysyn jak on już nigdy nie powinien wyjść za krat więziennych murów. Powinien tam zdechnąć. Nie wykaże się litością wobec kogoś takiego jak on który uznał, że z niej zrobi sobie własną zabawkę i sprawi, że obecnie postrzega własne życie jak zupełnie nic. Nie potrafiła planować swojej przyszłości, cieszyć się z drobnostek czy spędzać czas z mężem, zamiast tego próbowała walczyć z własnymi demonami.
— Chyba rozumiem, do czego tak właściwie dążysz — odezwał się nagle przyjaciel — I uważam, że nie masz powodu się niczego obawiać ani martwić. Ricardo to naprawdę mądry i inteligentny facet z ogromem współczucia i zapewne sam zdaje sobie sprawę, że nie będziesz taką osobą jak dawniej, gdy tego nie przepracujesz. Gdy sama siebie nie uleczysz i nie sądzę byś, mogła się bać i nawet, by ci przez myśl nie przeszłoby od niego odchodzić! — próbował ją uspokoić — Kochasz go?
Nie odpowiedziała od razu i nie dlatego, że nagle nie wiedziała, co czuje do swojego ukochanego, a raczej obawiała się, do czego zmierza Anthony. Zapomniała, że bywał zbyt postrzegawczy nawet gdy rozmawiali przez kamerkę wideo. W końcu przytaknęła lekko głową:
— Jeśli go kochasz, nie rezygnuj z tego — mówił spokojnie — Czy Ricardo kiedykolwiek dał ci do zrozumienia w ostatnich tygodniach, że nie możesz na nim polegać?
— Nie — odpowiedziała dość cicho — Wciąż mi udowadnia i przekonuje, że ta sytuacja nie zmieniła jego uczuć do mnie, wciąż mnie kocha i nadal dba i troszczy się o mnie gdy ja nie jestem nawet w stanie zmienić opatrunków, bo tak się boję spojrzeć na siebie. On to robi, nawet nie czując niechęci czy obrzydzenia. Nigdy tego nie dostrzegłam gdy to robił.
— Właśnie czy nie udowadnia ci obecnie, że przysięgę, którą złożył, traktuje poważnie. Owszem byłem sceptycznie nastawiony z początku, że tak prędko zdecydowaliście się na małżeństwo, jednak uważam, że to naprawdę zajebisty facet. Porównując do każdego twojego byłego — widziała, jak na jego twarzy pojawia się niesmak.
— Każdy zawinił to fakt, ale umówmy się z nich wszystkich to z Sandersem, byłam najdłużej.
— I po tym gdy powiedziałaś mu tak, poleciał sobie w bok z obecną żoną — przypomniał jej.
— Doskonale o tym pamiętam i absolutnie go nie bronię, bo jednak po tym co przez niego doświadczyłam, raczej nie pałałam do niego sympatią — rzuciła, a w jej tonie głosu dało się wyczuć złość — Nie znoszę go! — mruknęła zezłoszczona — Zaufałam grupie kretynów! — rzuciła wściekle.
Nagle po całym mieszkaniu rozniósł się dzwonek do drzwi. Co mogło być zaskakujące, jednak ona nawet na moment się nie ruszyła. Dobiegły ją jednak odgłosy z dołu i nawoływanie:
— Otworzę! — krzyknął z dołu Ricardo.
— Spodziewacie się kogoś? — zainteresował się.
Ona jednak nie odpowiedziała, ale zerknęła na zegarek, który leżał na szafce nocnej, który wskazywał kilka minut po trzynastej. Właściwie owszem oczekiwali wizyty, ale nie żadnego z ich znajomych a jej terapeutki. Ricardo, widząc jak bardzo boi się wychodzić z domu, uznał, że postara się załatwić domową terapię by to właśnie Camila do niej przyjeżdżała. Nie chciała, nawet myśleć ile zapłacił za dodatkowe wizyty, bo jak to wciąż powtarzał, miała nie zwracać sobie głowy kwestiami finansów i mimo że dręczyło ją to, że obecnie on za wszystko płaci, to wiedziała, że nie miałaby nawet sił, by pójść do pracy.
— Bella?
Nagle w uchylonych drzwiach pojawiła się głowa Ricardo. Spojrzała znad telefonu na niego, a on odezwał się, mówiąc:
— Twoja terapeutka czeka na ciebie na dole — oznajmił.
— Już idę — zapewniła go.
Widziała, jak powoli się wycofuje, zostawiając ją samą, a ona ponownie popatrzyła na ekran swojego smartfona i zwróciła się do przyjaciela, mówiąc:
— Muszę cię niestety pożegnać — powiedziała przepraszająco — Przyszła Camila i mam dziś z nią pierwsze spotkanie — wyjaśniła.
— Nie będę ci dłużej głowy zwracać, powiem jedynie, że dobrze ze Ricardo pomyślał o tej kwestii, muszę mu podziękować, że w odpowiedniej chwili załatwił ci pomoc — dodał.
— Pogadamy innym razem — powiedziała.
Pożegnała się z nim i rozłączyła. Delikatnie zdjęła małego maltańczyka ze swoich kolan. Słyszała, jak mruczy przez sen, niezadowolona jednak musiała to zrobić. Odłożyła również telefon, nie chcąc, by jej cokolwiek przeszkadzało i z lekką obawą w sercu powoli przeszła przez sypialnie i weszła na oświetlony korytarz. Zatrzymała się na moment przed barierką i spojrzała w dół na salon, na który miała idealny widok i ujrzała znajomą jej kobietę, która siedziała na fotelu i wyczekiwała na nią.
Wiedziała, że nie ma już odwrotu i musiała w końcu to zrobić.
I mimo że obawiała się tego, jak może zareagować na to jak obecnie wygląda to jednak ona również przybyła tutaj do pracy dlatego pomimo obaw, które ciążyły na niej, zeszła powoli na dół gdzie w chwili zobaczyła Ricardo, który przyniósł kawę dla nich i widząc ją, uśmiechnął się lekko, jednak jednym gestem dał znać, że będzie czekać w pracowni.
W końcu zeszła na dół, czym zwróciła uwagę Camili na siebie. Widziała, jak spogląda na nią w lekkim szoku, jednak prędko wykazała się swoim profesjonalizmem, owszem jej wygląd mógł zaskakiwać, ale nie mogła nic na to poradzić.
— Witaj Julio — odezwała się, wstając i wyciągając do niej dłoń.
— Cześć Camilo — powiedziała z drążącym głosem.
Uścisnęła jej rękę lekko, by wkrótce one obie usiadły naprzeciw siebie, a ona powiedziała:
— Nie sądziłam, że znowu będę musiała przechodzić przez to samo — wyznała jej szczerze.
Lata, przez które z nią współpracowała, pozwoliły jej się nieco otworzyć. W końcu to ona znała jej najskrytsze sekrety i pomagała poradzić sobie z dawną przeszłością. Mimo że była to jej praca to jednak czuła, że jej pomoc była dla niej nieoceniona. Podchodziła z powagą i empatią do każdego, chociaż drobnego zwierzenia i wiedziała, że na nikim jak na niej nie mogła polegać.
— Zaczynać swoją terapię od zupełnego zera — wyznała szczerze, patrząc na nią.
— Wiem, że nie będzie to dla ciebie łatwe Julio i będziemy zapewne przy kolejnych spotkaniach do tego wracać, jednak by ci pomóc, muszę dowiedzieć się, co się stało. Byłaś na dobrej drodze i czułaś się znacznie lepiej praktycznie w ostatnim roku, nie byłaś u mnie ani razu. Co się takiego wydarzyło? Widzę już po tobie, że czeka nas ponownie długie zmagania, jednak pomogę ci wyjść, na prostą tak jak zrobiłam to poprzednio — uspokoiła ją.
Doskonale to wiedziała, dlatego gdy tylko w szpitalu usłyszała, że musi być pod opieką psychiatry i terapeutki wiedziała, że nikt tak dobrze jej nie pomoże jak właśnie ona. Miała do niej ogrom zaufania i tutaj akurat jak bardzo pałała niechęcią do Chestera musiała przyznać, że polecenie jej akurat tej klinki było lepszym z decyzji, jakie podjęła, jednak nie chciała o nim nawet wspomnieć.
— Nie oszukujmy się Camila, sama widzisz, jak obecnie wyglądam — powiedziała, wskazując na swoją zakrytą bandażami twarz, na co kobieta przytaknęła — Pamiętasz gdy wspomniałam ci o moim pierwszym chłopaku?
— Tak, wiele musiałyśmy przepracować demonów, z którymi się mierzyłaś, które on ci zafundował, a raczej związek z nim. Mam rozumieć, że to on ci to zrobił?
Nie odpowiedziała na to jedynie, skinęła głową z łezką, która zakręciła się w jej oku:
— Porwał mnie w środku dnia i zrobił ze mnie jak i z mojej psychiki istne gówno — powiedziała ze szczerością — Wszystkie lata terapii poszły na marne. Ponownie czuje się tak, jak do ciebie trafiłam, jak nie gorzej — dodała.
— Julio, pracowałam z wieloma ludźmi, którzy przechodzili przez bardzo ciężkie chwile i wiem, że jeśli pomogłam ci raz, to również teraz to zrobię. Jedyne, o co proszę, to zaufanie oraz o to byś nie zmuszała się do mówienia o czymś, do czego aktualnie nie jesteś gotowa. Wiesz doskonale, jak to działa. Będziemy przepracować wszystko po kolei tak byś poczuła się znacznie lepiej — powiedziała.
— Czyli zaczynamy od zera.