Sunday, May 11, 2025

V 26 — POTRZEBUJESZ FAHOWEJ POMOCY

    — Julio nie okłamuj mnie — odezwał się nagle pełny zatroskania męski głos.
    — Dlaczego od razu uważasz, że cię oszukuje? — spytała z nieukrywaną pretensją w głosie.
    — Czy naprawdę uważasz, że zrobisz ze mnie głupca? — znowu potoczył się ten znajomy ton głosu, który jednocześnie był jej tak bliski, a zarazem doprowadzające ją do wewnętrznej frustracji.
    Nie dało się jednak ukryć tego, że wieloletnia wręcz długotrwała znajomość wraz z nim pozwoliło odkryć wiele kart przed samymi sobą i ciężko było nie dostrzec momentu gdy któryś z nich czymś mocno się dręczyło.
    Szczególnie w obecnych chwilach, które dla niej były niezwykle trudne, ale też ciężkie, by sobie z nimi poradzić. Nie musiał być jasnowidzem, czy jakimś geniuszem zdając sobie doskonale sprawy, że pomimo powrotu do względnej normalności jeśli można to tak określić, nadal mocno się zadręcza i absolutnie nie zamierzał jej w tym żaden sposób ujmować, bo wiedział, że zmierzenie się z takim ciężarem wydarzeń nie jest łatwe wręcz jest to graniczące z cudem jeśli nie zrobi tego z pomocą specjalistycznej pomocy.
    Przez lata wiele udawało się jej ukrywać, zatajać czy trzymać głęboko wewnątrz sobie. Nie tylko sekretów, które powinny zostać ujawnione, ale wiele przeżyć, które powodowały traumy, momenty, w których jak to mówiła, bała się samej siebie. Nie chcąc, jednak ukazać swojej słabości tuszowała to wcześniej pod maską obojętności i buntu. Odpowiadała na krzywdę, która jej wyrządzono sprzeciwem i ucieczką, były to w okresie jej wczesnych lat, jedyne możliwości, bo oboje wiedzieli, że sierociniec nie dbał o swoich podopiecznych.
    Porzucali ich na pastwę losu, praktycznie byli zdani na siebie i ona wychodząc z trudnego związku, nie otrzymała zasłużonej pomocy. Musiała po latach poradzić sobie z tym wszystkim i gdy wydawało się, że wszystko wraca do normy, wszystko powróciło jak bumerang, bo powrócił największy gnój w jej życiu, który doprowadził ponownie jej psychikę do kompletnego zniszczenia.
    — Widzę, że coś cię głęboko dręczy — przerwał nagle panujące między nimi milczenie.
    Czy jednak miała na tyle odwagi, by się otworzyć jak dawniej i powiedzieć mu co od dłuższego czasu siedziało jej głęboko w sercu? Mimo że początkowo z tym walczyła i starała się to wyprzeć ze swojej głowie z czasem, nie była w stanie już podejmować batalii z własnymi lękami i obawami i tym, co najbardziej ją niepokoiło w ostatnim czasie i czego bała się najbardziej.
    I nie chodziło tutaj o spotkania z terapeutką, bo może byłaby zaniepokojona gdyby nie wiedziała, na czym one polegają a od lat była pod opieką jednej z najlepszych specjalistek i naprawdę ufała jej, że jak poprzednio pomoże jej wyjść na prostą, mimo że to będzie jeszcze bardziej obciążające dla niej, potrzebowała tego dla samej siebie. Panicznie bała się chwili gdy jej stan mógł się pogorszyć. Nie chciała, by diagnoza, którą mogła, by dostać, sprawiłaby, że całe życie musiałaby walczyć o siebie, dlatego pomimo tych emocjonalnych przeżyć i wydawać się mogło jej niechęci, była gotowa zmierzyć się z tym, bo nic tak bardzo jej nie pomagało niż poradzenie sobie z tym wszystkim.
    Liczyła się z tym, że będzie musiała z tym żyć do końca życia, jednak nie chciała panikować za każdym razem gdy do jej umysły powracały obrazy tamtych chwil, musiała nauczyć się z tym funkcjonować i zrozumieć, że nie było to absolutnie jej wina. Była świadoma pomimo tych tragicznych przejść, jakie przeżyła.
    Zapewne wiele osób w jej sytuacji załamałoby się i zrezygnowało z podejmowanie walki o samego siebie i popadłoby w przygnębienie jak nie depresje, a ona właśnie tego nie chciała najbardziej. Po rozmowie z psychiatrą wiedziała, że obecnie jej stan jest do wyleczenia, jednak nie będzie on kilkutygodniowym etapem, a wręcz kilku miesięcznym będzie to jednak dobre dla jej głowy.
    Z drugiej strony również był zwyczajny żal marnować pieniądze jej męża, który zadbał o to, by mogła, zacząć się uzdrawiać i wychodzić na prostą. Nie cierpiała obecnej samej siebie i co mogło wręcz dziwić, brakowało jej dawnego ja, tej przebojowej pełnej energii dziewczyny, która kochała widywać się z innymi. Obecnie jedyne co zrobiła, to snuła się jak cień w kąta w kąt nie będąc w żaden sposób produktywna. Urywała się przed wszystkimi, jednak zapewne to prędko się nie zmieni.
    Bała się pokazać innym, lękała się samej siebie, własnego wyglądu i może brzmieć to zupełnie jak abstrakcja, że brakowało jej poprzedniej wersji, a mimo tego myśl o wyjściu z psem na spacer była dla niej przerażającą wizją jednak nie zamierzała ukrywać, że tamta Julia, która wydawała się nie mieć trosk poza opłaceniem mieszkania czy studiami, czy zwyczajnym życiem było tym, czego pragnęła dla samej siebie, teraz czuła się jak porzucony śmieć nic niewart.
    Właśnie i w tym tkwił problem, z którym się mierzyła. Serce drżało za każdym razem, gdy przez jej umysł przedzierała się myśl, że co takiego widzi w niej nadal Ricardo. Dlaczego pomimo wszystkiego, co się wydarzyło, nadal z nią jest, czemu wciąż trwa u boku takiego potwora.
    Nie była tą Julią, którą szczerze pokochał. Obecnie była cichą wycofaną i z ogromnymi problemami emocjonalnymi kobietą, a nie dziewczyną, która porwała go wtedy podczas wyścigu czy spotkaniu w klubie nocnym. Nie miała zwariowanych pomysłów bardziej, próbowała się otrząsnąć po koszmarze ostatnich miesięcy, co nie było łatwe.
    Oczywiście rozmawiali wspólnie na ten temat i nie mogła absolutnie mu zarzucić braku zrozumienia sytuacji i docenienia jego ogromnej troski, jaką się wykazywał w stosunku do niej oraz opiekuńczości czuła, że w ten sposób go zawodzi. I to ją najbardziej dobijało, że nie mogła, być kimś kim on pokochał, pomimo że wciąż powtarzał, że powinna się skupić na sobie, coraz częściej łapała się przekonania, że nie zasługiwał na taki los. Nie powinien trwać u boku kogoś takiego jak ona.
    Czuła wręcz wewnętrzny ból jak o tym myślała, jednak prawda była taka, że coraz bardziej tkwiła w przekonaniu, że zasługiwał na lepszą żonę od niej. Ta, która nie będzie mieć tak nieciekawej przeszłości, która nie będzie się teraz mierzyła z własną samoakceptacją.
    I właśnie tu tkwił jej największy problem.
    Gardziła sama sobą, czuła obrzydzenie do samej siebie więc w jaki sposób on mógł widzieć w niej coś atrakcyjnego gdy ona widziała jedynie w sobie istnego potwora.
    — Mów — nagle dobiegł ją wręcz ponaglający głos za kamerki.
    Drgnęła lekko wystraszona gdy usłyszała swojego najlepszego przyjaciela, z którym od dłuższej chwili rozmawiała. Popatrzyła na niego, nie ukrywając w swoich oczach obaw, które miała na swoim sercu.
    — Przecież ci mówiłam, nic mnie nie niepokoi! — próbowała go przekonać do słów, w które i ona nie wierzyła.
    Widziała, jak marszczy brwi za kamerki i spogląda na nią tym swoim przenikliwym zielonym spojrzeniem, które często widziała, gdy nie jej po prostu nie wierzył. Znała zbyt dobrze to wzrok, by pomylić go z czymkolwiek innym. Lata wspólnej przyjaźni sprawiły, że potrafili nawet doskonale poznać po własnych minach, co siedzi im w głowie.
    — Julio — zaczął bardzo opanowanym głosem — Powiedz mi tak szczerze od kiedy my się znamy?
    Pytanie, które wydawało się być naprawdę proste i zadawane dość często jednak rozumiała, do czego tym zmierza. Mogłaby kłamać na wszelkie możliwe sposoby, ale jego nigdy nie byłaby w stanie oszukać. Zawsze pozna gdy nie mówiła prawdy, tworzyła farmazony, by wykręcić się od powiedzenia prawdy.
    Poderwała wzrok znad kamerki, rozglądając się wokół, jakby się chcąc upewnić, że nie dostrzega nigdzie swojego męża, zatrzymała swój wzrok dłużej na uchylonych drzwiach, jednak wydawało się, że nikt nie idzie. W mieszkaniu panował względny spokój prócz tego, że Hiszpan pracował na dolnym piętrze w biurze. Podobno miał bardzo ważne spotkanie a ona nie chciała mu przeszkadzać i praktycznie ukrywała się tam, gdzie zazwyczaj siedziała w ich sypialni na bujanym krześle, które stało się jej idealnym miejscem. I mimo że nie musiała się niczego obawiać, bo z resztą rozmawiała z nim po angielsku, a nie po hiszpańsku, to czuła w sercu lekkie obawy.
    — Boję się Anthony — wyznała w końcu.
    — Czego? — spytał wprost.
    Zamilkła na moment, zagryzła delikatnie dolną wargę, próbując pohamować się przed tym, by nie uronić ani jednej łzy, jednak emocje, które nią targały były od niej znacznie silniejsze, a pojedyncza kropelka zaczęła spływać z jej oka. Widziała pełen zatroskania oczy przyjaciela, który spoglądał na nią z braterską miłością i współczuciem.
    — Masz racje, nie potrafię cię okłamywać — wyznała ze szczerością — Prawda jest taka, że od kilku tygodni zmagam się z poczuciem, że nie jestem wystarczającą osobą dla Ricardo. Nie jestem tą dziewczyną, którą brał za żonę — powiedziała, czując w jednej strony ulgę, że mogła się tym z kimś, podzielić z drugiej nadal dzierżyła na sobie obawy czy powinna w ogóle to robić.
    Nie mogła jednak się już wycofać ze swoich wcześniejszych słów gdy dobiegło ją ciche westchnięcie z ust Anthony’ego gdy odezwał się po dłuższej chwili, mówiąc:
    — Julio sama mówisz, że nie mogłaś trafić na lepszego faceta — zaczął powoli.
    Chciała już się odezwać i mu przerwać jednak on ucieszył ją, gestem dłoni mówiąc dalej:
    — Rozumiem również, że obecnie jesteś bardzo rozbita emocjonalnie — mówił troskliwie — Po takich przeżyciach to naturalne, że wykazujesz się takim dystansem i wycofaniem i sądzę, że Ricardo pojmuje, że po tych przeżyciach nie jesteś w stanie znosić czyjeś bliskości. Julio wiem, że porównując nasze młodzieńcze lata do obecnych, nie jest na miejscu. Jednak pamiętam cię tą wystraszoną trzynastolatkę, która właśnie zerwała z toksycznym chłopakiem, teraz widzę również zlęknioną młodą kobietę, która zniosła największy koszmar na ziemi, który został jej zafundowany. Sama wiesz, ze nie jesteś wystarczająco zdrowa i nie mówię tutaj o fizyczności, a raczej o strefie emocji. Psychice, która jest równie ważna jednak bardzo okaleczona przez pewnego zwyrodnialca. Nie będę go określał delikatniejszymi słowami, bo dla mnie to skurwysyn — powiedział dobitnie.
    — I nawet nie zamierzam cię powstrzymywać, to diabeł w ludzkim ciele i nie ma praw nazywać się nawet człowiekiem — dopowiedziała, nie mając absolutnie żadnych pretensji do niego.
    Sama nie wykazywała się ani odrobiną czułości a o wyrozumiałości to nawet nie chciała wspominać, bo taki gad nie zasłużył na żadną ulgę. Liczyła, że trafi na dożywocie do więzienia za to wszystko. Jego karta puchła w oczach, a prokuratora spisała już kilka akt, które miały wiele stron postępowania karnego i liczyła, że sąd nie wykaże się zrozumiałością i ukarze ją we właściwy sposób.
    Taki skurwysyn jak on już nigdy nie powinien wyjść za krat więziennych murów. Powinien tam zdechnąć. Nie wykaże się litością wobec kogoś takiego jak on który uznał, że z niej zrobi sobie własną zabawkę i sprawi, że obecnie postrzega własne życie jak zupełnie nic. Nie potrafiła planować swojej przyszłości, cieszyć się z drobnostek czy spędzać czas z mężem, zamiast tego próbowała walczyć z własnymi demonami.
    — Chyba rozumiem, do czego tak właściwie dążysz — odezwał się nagle przyjaciel — I uważam, że nie masz powodu się niczego obawiać ani martwić. Ricardo to naprawdę mądry i inteligentny facet z ogromem współczucia i zapewne sam zdaje sobie sprawę, że nie będziesz taką osobą jak dawniej, gdy tego nie przepracujesz. Gdy sama siebie nie uleczysz i nie sądzę byś, mogła się bać i nawet, by ci przez myśl nie przeszłoby od niego odchodzić! — próbował ją uspokoić — Kochasz go?
    Nie odpowiedziała od razu i nie dlatego, że nagle nie wiedziała, co czuje do swojego ukochanego, a raczej obawiała się, do czego zmierza Anthony. Zapomniała, że bywał zbyt postrzegawczy nawet gdy rozmawiali przez kamerkę wideo. W końcu przytaknęła lekko głową:
    — Jeśli go kochasz, nie rezygnuj z tego — mówił spokojnie — Czy Ricardo kiedykolwiek dał ci do zrozumienia w ostatnich tygodniach, że nie możesz na nim polegać?
    — Nie — odpowiedziała dość cicho — Wciąż mi udowadnia i przekonuje, że ta sytuacja nie zmieniła jego uczuć do mnie, wciąż mnie kocha i nadal dba i troszczy się o mnie gdy ja nie jestem nawet w stanie zmienić opatrunków, bo tak się boję spojrzeć na siebie. On to robi, nawet nie czując niechęci czy obrzydzenia. Nigdy tego nie dostrzegłam gdy to robił.
    — Właśnie czy nie udowadnia ci obecnie, że przysięgę, którą złożył, traktuje poważnie. Owszem byłem sceptycznie nastawiony z początku, że tak prędko zdecydowaliście się na małżeństwo, jednak uważam, że to naprawdę zajebisty facet. Porównując do każdego twojego byłego — widziała, jak na jego twarzy pojawia się niesmak.
    — Każdy zawinił to fakt, ale umówmy się z nich wszystkich to z Sandersem, byłam najdłużej.
    — I po tym gdy powiedziałaś mu tak, poleciał sobie w bok z obecną żoną — przypomniał jej.
    — Doskonale o tym pamiętam i absolutnie go nie bronię, bo jednak po tym co przez niego doświadczyłam, raczej nie pałałam do niego sympatią — rzuciła, a w jej tonie głosu dało się wyczuć złość — Nie znoszę go! — mruknęła zezłoszczona — Zaufałam grupie kretynów! — rzuciła wściekle.
    Nagle po całym mieszkaniu rozniósł się dzwonek do drzwi. Co mogło być zaskakujące, jednak ona nawet na moment się nie ruszyła. Dobiegły ją jednak odgłosy z dołu i nawoływanie:
    — Otworzę! — krzyknął z dołu Ricardo.
    — Spodziewacie się kogoś? — zainteresował się.
    Ona jednak nie odpowiedziała, ale zerknęła na zegarek, który leżał na szafce nocnej, który wskazywał kilka minut po trzynastej. Właściwie owszem oczekiwali wizyty, ale nie żadnego z ich znajomych a jej terapeutki. Ricardo, widząc jak bardzo boi się wychodzić z domu, uznał, że postara się załatwić domową terapię by to właśnie Camila do niej przyjeżdżała. Nie chciała, nawet myśleć ile zapłacił za dodatkowe wizyty, bo jak to wciąż powtarzał, miała nie zwracać sobie głowy kwestiami finansów i mimo że dręczyło ją to, że obecnie on za wszystko płaci, to wiedziała, że nie miałaby nawet sił, by pójść do pracy.
    — Bella?
    Nagle w uchylonych drzwiach pojawiła się głowa Ricardo. Spojrzała znad telefonu na niego, a on odezwał się, mówiąc:
    — Twoja terapeutka czeka na ciebie na dole — oznajmił.
    — Już idę — zapewniła go.
    Widziała, jak powoli się wycofuje, zostawiając ją samą, a ona ponownie popatrzyła na ekran swojego smartfona i zwróciła się do przyjaciela, mówiąc:
    — Muszę cię niestety pożegnać — powiedziała przepraszająco — Przyszła Camila i mam dziś z nią pierwsze spotkanie — wyjaśniła.
    — Nie będę ci dłużej głowy zwracać, powiem jedynie, że dobrze ze Ricardo pomyślał o tej kwestii, muszę mu podziękować, że w odpowiedniej chwili załatwił ci pomoc — dodał.
    — Pogadamy innym razem — powiedziała.
    Pożegnała się z nim i rozłączyła. Delikatnie zdjęła małego maltańczyka ze swoich kolan. Słyszała, jak mruczy przez sen, niezadowolona jednak musiała to zrobić. Odłożyła również telefon, nie chcąc, by jej cokolwiek przeszkadzało i z lekką obawą w sercu powoli przeszła przez sypialnie i weszła na oświetlony korytarz. Zatrzymała się na moment przed barierką i spojrzała w dół na salon, na który miała idealny widok i ujrzała znajomą jej kobietę, która siedziała na fotelu i wyczekiwała na nią.
    Wiedziała, że nie ma już odwrotu i musiała w końcu to zrobić.
    I mimo że obawiała się tego, jak może zareagować na to jak obecnie wygląda to jednak ona również przybyła tutaj do pracy dlatego pomimo obaw, które ciążyły na niej, zeszła powoli na dół gdzie w chwili zobaczyła Ricardo, który przyniósł kawę dla nich i widząc ją, uśmiechnął się lekko, jednak jednym gestem dał znać, że będzie czekać w pracowni.
    W końcu zeszła na dół, czym zwróciła uwagę Camili na siebie. Widziała, jak spogląda na nią w lekkim szoku, jednak prędko wykazała się swoim profesjonalizmem, owszem jej wygląd mógł zaskakiwać, ale nie mogła nic na to poradzić.
    — Witaj Julio — odezwała się, wstając i wyciągając do niej dłoń.
    — Cześć Camilo — powiedziała z drążącym głosem.
    Uścisnęła jej rękę lekko, by wkrótce one obie usiadły naprzeciw siebie, a ona powiedziała:
    — Nie sądziłam, że znowu będę musiała przechodzić przez to samo — wyznała jej szczerze.
    Lata, przez które z nią współpracowała, pozwoliły jej się nieco otworzyć. W końcu to ona znała jej najskrytsze sekrety i pomagała poradzić sobie z dawną przeszłością. Mimo że była to jej praca to jednak czuła, że jej pomoc była dla niej nieoceniona. Podchodziła z powagą i empatią do każdego, chociaż drobnego zwierzenia i wiedziała, że na nikim jak na niej nie mogła polegać.
    — Zaczynać swoją terapię od zupełnego zera — wyznała szczerze, patrząc na nią.
    — Wiem, że nie będzie to dla ciebie łatwe Julio i będziemy zapewne przy kolejnych spotkaniach do tego wracać, jednak by ci pomóc, muszę dowiedzieć się, co się stało. Byłaś na dobrej drodze i czułaś się znacznie lepiej praktycznie w ostatnim roku, nie byłaś u mnie ani razu. Co się takiego wydarzyło? Widzę już po tobie, że czeka nas ponownie długie zmagania, jednak pomogę ci wyjść, na prostą tak jak zrobiłam to poprzednio — uspokoiła ją.
    Doskonale to wiedziała, dlatego gdy tylko w szpitalu usłyszała, że musi być pod opieką psychiatry i terapeutki wiedziała, że nikt tak dobrze jej nie pomoże jak właśnie ona. Miała do niej ogrom zaufania i tutaj akurat jak bardzo pałała niechęcią do Chestera musiała przyznać, że polecenie jej akurat tej klinki było lepszym z decyzji, jakie podjęła, jednak nie chciała o nim nawet wspomnieć.
    — Nie oszukujmy się Camila, sama widzisz, jak obecnie wyglądam — powiedziała, wskazując na swoją zakrytą bandażami twarz, na co kobieta przytaknęła — Pamiętasz gdy wspomniałam ci o moim pierwszym chłopaku?
    — Tak, wiele musiałyśmy przepracować demonów, z którymi się mierzyłaś, które on ci zafundował, a raczej związek z nim. Mam rozumieć, że to on ci to zrobił?
    Nie odpowiedziała na to jedynie, skinęła głową z łezką, która zakręciła się w jej oku:
    — Porwał mnie w środku dnia i zrobił ze mnie jak i z mojej psychiki istne gówno — powiedziała ze szczerością — Wszystkie lata terapii poszły na marne. Ponownie czuje się tak, jak do ciebie trafiłam, jak nie gorzej — dodała.
    — Julio, pracowałam z wieloma ludźmi, którzy przechodzili przez bardzo ciężkie chwile i wiem, że jeśli pomogłam ci raz, to również teraz to zrobię. Jedyne, o co proszę, to zaufanie oraz o to byś nie zmuszała się do mówienia o czymś, do czego aktualnie nie jesteś gotowa. Wiesz doskonale, jak to działa. Będziemy przepracować wszystko po kolei tak byś poczuła się znacznie lepiej — powiedziała.
    — Czyli zaczynamy od zera.

Saturday, May 10, 2025

V 25 — ZBUDZIŁ JĄ KOSZMAR TAMTEJ NOCY

    Każda sekunda była dla niej jak walka, ciężka batalia o, chociażby jeden wdech powietrza gdy czuła coraz mocniej zaciskające się palce wręcz szpony na jej tchawicy odbierając jej jakikolwiek dech w piersi.
    Dusiła się na jego oczach, w których jedyne co mogła ujrzeć to szaleństwo mieszające się z nieukrywaną radością. Szczęściem, które było widoczne na wąski obrzydliwych ustach gdy jeszcze mocniej zaciskał swoje obślizgłe macki na jej gardle.
    Satysfakcja nie można było tego nazwać, była to dziwka prymitywna rozkosz, którą sprawiało mu patrzenie, na to jak po raz kolejny wręcz zależna od jego woli czy to tej dobrej, czy jednak jego dość kiepskiego humoru była skazana na niego.
    Nie przejmował się jej łzami, które wkrótce zaczęły powoli skapywać na jego dłoń.
    Cieszył się tą chwilą tym momentem, gdy mógł krzywdzić, zadawać okrutny ból to jeden jego ruch decydował w tej chwili o jej życiu albo śmierci. Widziała, jak uparcie próbowała się uwol nić z jego kleszczastego uścisku, jednak nie miała na tyle sił, by się wyrwać.
    A on jeszcze mocniej zacisnął swoje palce wokół jej gardła, by usłyszeć, jak zaczyna się dławić, słyszał, jak próbuje mamrotać, błagać go by przestał, jednak on nie zamierzał tego zrobić.
    — Widzisz ty parszywa suko — wycedził wręcz z jadem w głosie — Nie ważne jak bardzo będziesz mi pyskować, zawsze będę nad tobą — podkreślił, by wkrótce mogła zobaczyć wręcz jego obrzydliwy uśmiech.
    — Ty… ty… — jednak nie mogła wykrztusić żadnego sensownego słowa, jednak gdy praktycznie ktoś odbiera ci możliwość oddychania.
    Powoli zaczyna obierać coś tak cennego jak życia, tracić jakąkolwiek energie, którą bardziej przeznaczasz na to, by walczyć o kolejny wdech, który i tak był mocno utrudnione przez pewne palce, które mocno zaciskały się na twojej szyi.
    — Czyżbyś chciała coś powiedzieć — drwił z niej, by po chwili w małej piwnicy rozbrzmiał wręcz jego obrzydliwy śmiech.
    Zadrżała w momencie gdy usłyszała tę radość, był to śmiech ogarniętego szaleństwem narkomana, który chyba za mocno popłynął, bo jego spojrzenie było zbyt wymowne, by nie dostrzec, że miał za sobą kilka dawek dość mocnych narkotyków. Nie działał rozsądnie a teraz gdy miał pod swoją ręką obiekt do wyżywania się osobę, której tak bardzo nienawidził i pogardzał, chcąc wyładować własna frustracje i złość mógł to zrobić i to na szmacie, która przez lata mu umykała, teraz mógł spełniać swoje najbardziej chore fantazje, które chodziły mu po głowie.
    Szaleństwo jego pomysłów złączone z działaniem marihuany było zabójczym połączeniem dla jego ofiary, nad którą pragnął się, uwielbiał, tak pastwić. Jednak gdy wydawało się, że miał być to kres jej męczarni, gdy jej oczy powoli zaczęły się przymykać, on jednak poluzował uścisk, pozwalając jej oddychać.
    — Radzę ci słoneczko — powiedział z iście kpiącym uśmiechem — Uważać na słowa, bo może okazać się one brzmienie w skutkach — zaśmiał się prosto w jej twarz.
    — Jesteś… — próbowała coś powiedzieć, jednak jej dość spazmatyczne oddechy gdy próbował uspokoić swój dech, utrudniały jej powiedzenia kilku krótkich słów, a co dopiero wypowiedz całe zdanie — Jesteś chory! — wykrztusiła w końcu, kaszląc.
    Nie zdążyła nawet mrugnąć gdy zobaczyła momentalnie tuż przed swoją twarzą zaciśniętą pięść, przed którą nie zdążyła się uchronić. Poczuła dość silne uderzenie i poczuła przeszywający jej twarz ból. Kropelki słonej wody zaczęły skapywać w jej kącikach oczu, a w ustach poczuła znajomy metaliczny smak, by po krótkiej chwili poczuć, jak coś spływa wprost z jej nosa.
    Nie musiała jednak zbyt długo się zastanawiać, by zrozumieć, że była to krew, zbyt dobrze znała ten metaliczny posmak, który za sobą niosła czerwone osocze. Poruszyła delikatnie twarzą jednak od razu pożałowała tego ruchu gdy poczuła przechodzący przez jej nos nieprzyjemny dreszcz i domysłów nie musiała snuć, bo od razu zrozumiała, że ten skurwysyn go złamał.
    — Ostrzegałem księżniczko — powiedział zadowolony z siebie — Będzie boleć coraz bardziej, każde twoje słowo słoneczko będzie cię gorzko kosztowało — szydził — Ale chyba pora ci przypomnieć kto tutaj rządzi…
    Wkrótce rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk, rozrywającego się materiału na szczepy… 

    Zerwała się wręcz w panice ze snu, podniosła się dość gwałtownie z pościeli, pod którą spała, momentalnie poczuła jak po jej oczu zaczęły spływać słone krople łez, które zaczęły spływać po kolejnym opatrunku. Oblał ją wręcz zimny lodowaty dreszcz i potrzebowała chwili, by zrozumieć, że koszulka, którą miała na sobie była, zupełnie przemęczona jak część bandaży, które ją okrywała, czuła bijące w jej piersi mocno serce, które przyśpieszyło swoje tętno po tak koszmarnym śnie.
    Widziała oczami swojej wyobraźnię te obrazy, które jeszcze przed momentem jej się śniły. Starała się od nich odgonić, jednak było to trudne gdy one wciąż się pojawiały. Oderwanie się od nich było wręcz tak ciężkie, gdy wciąż powracały, jakby celowo jej umysł pragnął wciąż przypominać jej o czymś tak strasznym.
    Ostrożnie skryła swoją twarz w dłoniach, czując pod palcami już przemoczony materiał. Starała się siebie usilnie uspokoić, opanować swoje emocje jednak było to praktycznie niemożliwe. Nie potrafiła panować nad sobą, nad własnymi przeżyciami, wspomnieniami czy koszmarami i musiała w końcu to przyznać. Wiedziała, że sobie nie radzi i jest Szczepkiem nerwów i każda taka noc była dla niej jak powrotem do tego paskudnego koszmaru.
    Bała się wręcz zasypiać.
    Obawiała się przymknąć powieki i zagłębić się w swój własny świat, który mogła stworzyć, bo jak zazwyczaj nie śniło się jej nic prócz jakieś wyobrażenia, to w ostatnim czasie mogła jedynie o tym pomarzyć, wręcz zapragnąć ich powrotu nawet tych najbardziej bezcelowych sennych mar jednak nie mogła tego otrzymać.
    Chociaż od paru dni starała się nie brać tabletek nasennych, bo nie chciała się od nich uzależnić to z czasem gdy przestała je zażywać, nie mogła nawet prosić o spokojne noce i zaczęła łapać się na pragnieniu zażycia ich i zaśnięciu w przekonaniu, że wtedy nic nie będzie się jej śnić, a ona przynajmniej odpocznie.
    Nie powinna tego robić!
    Rezygnować z leków, które pozwalały jej przetrwać noc.
    Odsunęła powoli ręce od swojej twarzy i popatrzyła w bok, by ujrzeć nadal śpiącego mężczyznę. Wydawał się jakby, zupełnie go nie zbudziła, z czego po części się uradowała, bo nie chciała znowu zadręczać go przy kolejnej nocy tym, że śniły się jej demoniczne sny. Nie mogła mu zarzucić tego, że o nią nie dbał od chwil gdy wyszła ze szpitala, bo wykazywał się ogromem troski, empatii i współczucia.
    Nigdy od niego nie usłyszała, że wygląda paskudnie tak, jak próbowała sobie to wmówić, jakim wręcz była obrzydliwym stworzeniem. On wciąż powtarzał to samo, że ją kocha i nadal postrzega ją jako śliczną kobietą, jednak ona nie potrafiła postrzec się już w takich kategoriach piękna czy atrakcyjności.
    Zdawała sobie dookolne sprawę z tego jak wyglądała. Mimo że lękała się, spoglądać w lustro to zrobiła to raz i nie chciała tego ponownie powtarzać gdy ujrzała, jak większa część twarzy została poklejona, skrywając brzydactwo jej zniszczonej ciała, na którym dało się ujrzeć czarne martwy naskórek, prezent od tego skurwysyna.
    Oparzenia chemiczne były inne od tych ogniowych czy wszelkiego innego rodzaju tutaj już było to znaczone uszkodzenia, które określano głównie mianem trzeciego stopnia, czyli znacznych uszkodzeń nie tylko naskórka, ale całej właściwiej grubości skóry to nie jest oparzenie gdy wylejesz sobie na rękę gorącą wodę.
    Wprost jej powiedziano, że większa część oparzonego ciała w przyszłości będzie musiała być poddana operacji plastycznej jeśli się na nią zdecyduje. Obecnie nie miała pojęcia jak to wszystko wygląda pod, bo w szpitalu zajmowały się nie pielęgniarki, teraz zmianą opatrunków zajął się Ricardo.
    Nie miała tej odwagi otworzyć oczu i zobaczyć jak to wygląda. Momentalnie samo to wyobraźnię wywołały i niej chęć wymiotów, dlatego nie miała odwagi tego robić.
    Starała się bezskutecznie uspokoić, opanować jednak im dłużej tak tkwiła w tej jednej pozycji, trzasnął się na całym ciele, rozumiała, że nie poradzi sobie bez leków. Na jej szafce nadal paliło się mała lampka od momentu wyjścia ze szpitala, jej lęk do zasypiania w ciemności nie zniknął. Potrzebowała, chociaż maleńkiego blasku, by zasnąć, jak kiedyś kochała, mrok teraz nie potrafiła tak spokojnie zasnąć nie teraz nie w tej chwili.
    Chwyciła ostrożnie butelkę z wodą, którą przed paroma godzinami zostawił Ricardo na szafce wraz z dwoma listkami tabletek, jednymi na uspokojenie a drugimi nasennymi. Obie były zapisane przez lekarza psychiatry i miała zażywać w naprawdę obciążających ją momentach.
    Wysunęła sobie na dłoń jedną z pastylek i po kilku sekundach wsunęła do ust i popiła wodą, mając nadzieje, że wkrótce zacznie działać, a ona będzie mogła chociaż przez kilka godzin zachować spokój.
    Zerknęła przelotnie na zegarek, który wskazywał parę minut przed czwartą w nocy i westchnęła cicho, zdając sobie sprawę, że już i tak nie zaśnie i powoli odsunęła narzutkę, pod którą spała i opuściła powoli stopy. Po raz ostatni zerknęła na śniącego przy niej ukochanego, który nawet nie drgnął i nie wyczuł, że wstaje. Nie chciała, by się przebudził, bo zasługiwał na to, by odpocząć.
    Opiekował się nią, domem, oraz zwierzakami, dbał o całą resztę plus, nadal prowadził interesy, było to dla niego wykańczające, a ona mimo jak mogła źle się nie czuć, nie miała serca go budzić. Kącik jej ust nieznacznie drgnął, lecz po krótkiej chwili podniosła się i powolnym krokiem powędrowała w stronę łazienki.
    To może być zaskakujące, że pomimo swoich przeżyć nadal myśli o innych, zamiast skupić się na sobie, jednak nie potrafiła być pozbawioną empatii osobą, która nie widzi poświęcenia swojego ukochanego i niedocenienie go. Wręcz podziwiała go, że potrafił tak po prostu się zająć nią, mimo że liczyła się z tym, że rany, które skrywała, przed światem wyglądają wręcz paskudnie jak nie obrzydliwe, jednak on wykazywał się tym samą czułością i wyrozumiałością w stosunku do niej.
    Im dłużej tak na niego patrzyła, tym częściej łapała się myśli, że nie zasługiwał na ten los. Owszem było to bardzo skrajne, podejście jednak zwyczajnie było jej szkoda jego samego, że zamiast cieszyć się życiem i zajmować się dalszym rozwojem firmy poświęcał się również jej i tak wiedziała, że robił to z miłości do niej, jednak nie potrafiła już na to spoglądać jak dawniej.
    Może tego nie było widać na pierwszy rzut oka, jednak to ona tworzyła między nimi dystans. Budowała wokół siebie niewidzialną barierę, którą się odgrażała. Nie tylko od niego, ale świata.
    Czuła się obco.
    Wyobcowana we własnym ciele. Było to dość niepokojące uczucie, jednak nie mogła nic z tym zrobić, że czuła się, tak dziwnie jakby nie była sobą, bo tak, te wszystkie doświadczenia mocno ją zmieniły i to było nie do ukrycia.
    Z cichym westchnieniem w końcu podniosła się ostrożnie i nie oglądając się już za siebie, powędrowała w stronę łazienki, która ogarnięta była w mroku, tylko blask miasta wpadał przez ogromne przeszkolone ściany do środka.
    Czuła jak jej dłonie zaczynają drżeć gdy przed sobą widziała ciemność jednak gdy tylko weszła do środka, odnalazła na ścianie włączyć światła i zapaliła boczne lampki, a niepokojące ją uczucie powoli zaczęło znikać.
    Nie znosiła siebie za to, jak bardzo teraz lękała się czegoś tak naturalnego jak noc. Jednak tkwienie przez trzy tygodnie w zdechłej piwnicy, która miała praktycznie nikły kontakt ze światłem, żyjąc przez ten cały czas praktycznie w mroku oraz ogromny strachu i obawach kiedy jej oprawca zechce zejść i znowu ją dręczyć wywołało u niej ogromny uraz na psychice, z którym musiała się mierzyć.
    Była istnym szczepkiem nerwów, bo inaczej nie dało się tego ukryć.
    Podeszła do umywalki i nie spoglądając na swoje lustrzane odbicie, oparła dłonie na krawędzi szafki, w którą został wbudowany zlew i zapatrzyła się na niego.
    Może w końcu mogła poczuć się bezpieczna jednak czy rzeczywiście się tak czuła gdy zabrano jej to ważne poczucie? Zniszczono je? Gdy teraz każdy jej własny krok był dla niej lękliwy i nie dało się tego ukryć, bała się każdego, chociaż drobnego ludzkiego dotyku i to był kolejny powód czemu tak się odsuwała od Ricardo. Praktycznie nie pozwalała się tykać, nie licząc tego, by zmienił jej opatrunki. Bała się tego na pozór zwyczajnej rzeczy zupełnie jak przed laty, jednak teraz wydawało się jeszcze mocniej dotkliwe niż wcześniej.
    Nie chciała być przytulana, całowana czy pragnęła, by się do niej nie zbliżano na bezpieczną odległość.
    Nie sądziła, że kiedyś znowu będzie musiała mierzyć się z podobnymi problemami, z które starała się pokonać gdy tylko pojawiła się w mieście. Wyobcowana, a jej psychika była mocno nadszarpnięta przez wiele wydarzeń nie tylko tych, które łączyły ją jakkolwiek z Clarkiem, ale również trudne dzieciństwo. Wszystko zbiegło się w tym samym czasie, jednak wtedy mogło się wydawać, że było o ciut lepiej, ale nie do końca.
    Lata praktycznie samotności, w której towarzyszył jej jedynie Anthony, nauczyły ją pokory i zatajania rzeczywistej prawdy. Ukrywanie swoich wewnętrznych emocji dlatego wtedy bardziej można było ją ozwać królową lodu, bo wykazywała się bardziej chłodnym nastawieniem i mniejszym zaufaniem. Potrzebny był przede wszystkim czas i można powiedzieć, że obecnie również tego potrzebowała.
    Jednak ona nie była aż tak pozytywnie do tego nastawiona.
    Wątpiła wręcz się lękała tego czy będzie zdolna to wszystko udźwignąć i tym razem. Owszem może i była zalecona jej terapia, była pod opieką psychiatry, ale czy zdoła pokonać swoje własne przeciwności, czy zmierzy się tak jak dawniej z własnymi demonami przeszłości. Wtedy robiła to po latach zakopywania ich wewnątrz siebie, teraz one były żywe i nie pozwalały o sobie ot, tak zapomnieć.
    A przede wszystkim, czy w ogóle będzie mieć siłę?
    Obecnie mogła śmiało powiedzieć nie!
    Była osobą mocno pokrzywdzoną przez okrutny los. Bywa on jednak mocno przewrotny i tego nie dało się ukryć. Jeszcze przed paroma miesiącami jej jedynym zmartwieniem było jedynie sprzeczki z pracodawcą i praktycznie utrata strony, nie miała aż tak wielkich zmartwień, chociaż wydawało się, że były one bardzo poważne w tamtym momencie jednak teraz z perspektywy czasu i po tym co przeszła, tamte zdarzenia niknęły w obliczu nie tylko tygodni pojmania, ale również tkwienia w więzieniu.
    Ostatnie miesiące były totalnym szaleństwem nawet jak dla niej. Wszystko, co się działo, to jakby szybki bieg po najgorszych zdarzeniach w życiu. Oczywiście zaczynając od początku roku aż po dziś. Za kilka dni miały rozpocząć się święta w mieście, można było już wyczuć tę atmosferę, jednak jak od momentu przeprowadzki do Los Angeles uwielbiała ten klimat, teraz zupełnie nie mogła tego wyczuć i nawet się nie starała. Miała ważniejsze problemy niż te rodzinę z pozoru święta.
    Mogła wprost określić ten rok, za najgorszy jaki do tej pory przeżyła.
    Gardziła nim! Jeśli mogła wybrać jeden moment, który mogła uznać za najlepszy to jedynie ślub z Ricardo, jednak z biegiem dni zaczęła nawet w to wątpić. Wszystko zostało zniszczone, jej życie i ona sama. Skutecznie się udało temu, który pisał jej historie, rozpieprzyć dostrzeżenie to na co pracowała i doprowadzić ją samą na skraj załamanie psychicznego.
    Nawet nie poczuła, jak po jej policzkach popłynęły pojedyncze krople łez. Wkrótce je poczuła gdy zaczęły ściekać po jej policzkach po i tak jej dość zawilgoconych gazach, które przyklejone były tasiemką medyczną. Wstrząsnął jej ciałem gwałtowny szloch, nad którym nie starała się panować.
    Za długo trzymała w sobie wszelkie emocje. Dusiła to by w końcu one mogły w końcu opuścić je dzięki Słynnym kropelką wody, które spływały z jej zmęczonych oczu.
    — Dlaczego mnie tak nienawidzisz? — wyszeptała, jednak jej pytanie powędrowało w przestrzeń.
    Miała dosyć już wszelkich doświadczeń czy tych dobrych a najgorszych. Ona miała dopiero dwadzieścia cztery lata, a w swoim życiu przeżywała więcej niż ktokolwiek wcześniej. Wiele osób zapewne już dawno na jej miejscu się podało i nie walczyło dalej, jednak ona to robiła pomimo przeciwności losu, lecz teraz nawet i ona straciła chęci do podejmowania rękawic i mierzenia się na ringu z niebezpiecznym przeciwnikiem, którym był ten okrutny los.
    Z mocno bijącym w piersi sercem, w końcu podniosła powoli wzrok, by popatrzeć na swoje paskudne odbicie. Ujrzała tam.
    Właśnie kogo?
    Bo nawet nie umiała samej siebie określić, idealne było nazwanie siebie szkaradą czy potworem, ale zaczęła myśleć, czy nie są to za delikatne określenia. Patrzenie na część własnej twarzy, która była skryta za bandażami, było tak mocno wstrząsającym widokiem, że nie potrafiła pohamować kolejnych łez, które zsuwały się z nich.
    Nie mogła jednak dłużej przyglądać się sama sobie. Oderwała spojrzenie i zwiesiła głowę, pozwalając słonym kropelką, swobodnie płynąc, a ona przysiadła przy szafce i podsunęła pod siebie swoje kolana i otuliła się nimi bezpiecznie.
    Miała ogromną ochotę po prostu zniknąć z tego świata. By już nie czuć, odczuwać żadnych emocji, przeżywać tych koszmarnych wspomnień, o których tak bardzo pragnęła zapomnieć, jednak one wciąż o sobie dawały znać. Wszystko było dla niej doprowadzające ją do wewnętrznego cierpienia, którego nie potrafiła ułagodzić w żaden sposób.
    — Julio? — nagły głos potoczył się echem po ścianach łazienki.
    Nie podniosła się nawet na moment, jednak doskonale wiedziała kto, się nagle pojawił, gdy wokół niej pojawiła się większa poświata świetlna, która rozpłynęła, co dało jasno do zrozumienia, że zostały zapalone pozostałe światła.
    Wkrótce poczuła czyjąś bliską obecność a z jej gardła podotyczły się słowa:
    — Nie dotykaj mnie — wręcz wybłagała go.
    Słysząc jej wręcz płaczliwy głos nie mógł pozostać obojętny jednak nie chciał również robić coś wbrew jej woli jeśli tego rzeczywiście nie chciała. Usiadł tuż przed nią, nie próbując nawet jej tykać jeśli tego nie chciał, spoglądał wręcz na nią ze smutkiem i bólem w sercu, bo nie potrafił, patrzeć jak bardzo dręczy się z tym wszystkim sama, a on nie mógł zrobić zbyt wiele, by jej pomóc.
    Czuł się bezsilny, jednak nie zamierzał jej opuszczać nawet w takiej chwili.
 

Sunday, May 4, 2025

V 24 — NIE AKCEPTOWAŁA SIEBIE

    — Jesteś pewna, że wszystko dobrze? — zapytał po raz kolejny, pragnąc być absolutnie pewnym, że postępuje właściwie.
    Spoglądnął z nieukrywaną, niepewnością na swoją ukochaną czując nieukrywany niepokój. Nie zamierzał ukrywać faktu, że coraz bardziej był zmartwiony o nią, a raczej o jej stan psychiczny, który miał wrażenie, że z każdym dniem pogarszał się coraz bardziej i, mimo że była już zapisana na terapie, to obserwowanie jej każdego dnia i patrzenie jak coraz bardziej staje się jeszcze bardziej wycofana, wręcz zamknięta w sobie, było dla niego mocno frasujące.
    Liczył się z tym, że nie będzie to ani dla nich zbyt łatwy czas. Mierzenie się z konsekwencjami tak wyniszczających tygodni, w którym ona tkwiła w istnym realnym koszmarze, będąc zdana na niepoczytalność pewnego skurwysyna, który w przeciągu tak krótkiego czasu, zmienił tą pełną ciepła, energii i żywiołości dziewczynę w obraz zupełnej nędzy i rozpaczy było dla niego wręcz tak mocno frustrujące i doprowadzające go do szaleństwa.
    Tak naprawdę nie wiedział zbyt wiele, bo Julia nie była skłonna o tym z nim rozmawiać, jednak nie można było jej się dziwić czy być tym jakoś zaskoczonym, ponieważ przeżycie koszmaru, który się wręcz ziścił, nie jest proste. Przeżyła istną traumę i poruszanie tego, jako zwyczajną rozmowę było skandalicznie głupim posunięciem i ruchem, bo to wywoła niepotrzebną lawinę wspomnień tamtych paskudnych wydarzeń dlatego, nie zamierzał naciskać na nią tylko po to, by poznać realia tych trzech tygodni, w których tkwiła zamknięta w tej cholernej piwnicy.
    Ile mógł się dowiedzieć ze spekulacji policji, tyle wiedział i owszem mogło ta niewiedza być drażniąca, jednak nie zamierzał sprawiać dodatkowego bólu swojej żonie. Nie był człowiekiem pozbawionym zupełnej empatii, by kazać jej wszystko mówić. Nie był takim idiotą i tak rozmowa ze śledczymi była dla niej wykańczająca czego spodziewał się jej doktor Madison.
    Pomimo obaw rozmowa została dokończona pomimo sprzeciwu lekarki psychiatrii, Julia wykazała się ogromem samozaparcia i silnej woli, by opowiedzieć o wszystkim, co wiedziała na temat życia tego szatana. Nie zatajając nawet skrywnej przez lata tajemnicy, którą się podzieliła wraz z nimi parę minut przed rozpoczęciem tej dyskusji z aspirantem i komisarzem.
    Było to dla niego mocno wstrząsające i nie zamierzał temu zaprzeczać. Bo chyba czego mógł najmniej spodziewać się po swojej ukochanej, to fakt, że przez tak długi czas kryła wewnątrz siebie swojemu umysłu wydarzenia, które mogły mieć realny i to bardzo destrukcyjny wpływ na nią oraz jej psychikę. Bycie świadkiem morderstwa i w to tak młodym wieku? Nie potrafił sobie wręcz wyobrazić, co ona musiała czuć i myśleć przez wiele lat, będąc w taki sposób zastraszona.
    Było to zachowanie obrzydliwe i pozbawiające cię nazywanie człowiekiem, tak nie zamierzał hamować się przed określaniami tego potwora w taki sposób. Był wręcz podłym manipulatorem, który podziałał na psychikę nastolatki i to w tak destrukcyjny sposób.
    I nie można było winić jej za to, że nie zareagowała, nic nie zrobiła!
    Sama powiedziała, miała trzynaście lat, teoretycznie była jeszcze dzieckiem, a była światkiem tak okrutnej zbrodni. Głupcem można nazwać osobę, która by zbagatelizowała wszelkie jej przeżycia, na szczęście nie spotkał się z takim brakiem głupoty i uznanie jej za szukającej atencji dziewczynę. Wszyscy, którzy wiedzieli albo z czasem poznali ten sekret, po prostu jej współczuli.
    — Tak — wymruczała dość cichym głosem.
    Jej niespodziewane odpowiedzieć wyrwała go z głębszych przemyśleć gdy znów zwrócił na nią uwagę. Siedziała skulona w fotelu, który zawieszony był pod sufitem w ich sypialni. Był to fotel, który mógł się bujać jak hamak. Pełno poduszek oraz ciepły koc był często tam widywany.
    Odkąd wróciła do domu, zauważył, że często lubiła na nim przesiadywać, spoglądając na rozciągający się z ich sypialni widok na miasto. Jak zawsze dziewczyna wykazująca się ogromem energii, która lubiła być dosłownie wszędzie, teraz jedyne czego pragnęła to kryć się przed otaczającym światem.
    Widząc ją w takim stanie po prostu, nie mógł, znieś myśli, że musiała mierzyć się z tym wszystkim zupełnie sama, a on nie mógł jej w żaden sposób obciążyć. Pragnął zabrać od niej, chociaż część tych wizji, wyobrażeń z tamtych tygodni by nie musiała tak mocno cierpieć, jednak nie było takiego sposobu, a jedyne co mógł, to jak najbardziej ją obciążać od wszystkich dodatkowych zmartwień i chociaż starać się jakoś ją pokrzepić.
    Owszem, mimo że wydawało się, że był na przegranej pozycji, to jednak mógł zrobić, chociaż coś więcej niż tylko przyglądać się jej i współczuć, bo odkąd wróciła ze szpitala, podjął się opiekować nią z troską, co sprawiało mu przyjemność, że mógł o nią po prostu zadbać.
    Nawet jeśli musiał zmienić jej opatrunki co parę dni i mimo że widział te powoli gojące się oparzenia po kwasie, którym została oblana. Nie poczuł ani przez moment żadnego obrzydzenia do niej nawet jeśli widział jej zaczerwienioną, pomarszczoną wręcz poczerniałą skórę, a raczej jej resztki to nie odczuwał żadnej odrazy, wobec niej a z uczuciem zmieniał bandaże czy lepce.
    Momentalnie powróciły do niego wspomnienia jednego z wieczoru gdy nastąpił akurat czas na zmianę opatrunków, jej słowa wtedy mocno tamtą rozmowę, którą przeprowadzili:

        — Dlaczego nadal za mną jesteś?
    Usłyszał nagle te słowa, jej głos, który wyrażał więcej niż tylko smutek i przygnębienie, wyraźnie dało się usłyszeć wiele sprzecznych ze sobą emocji, z którymi musiała się aktualnie mierzyć po podziw aż zdziwienie czy zwyczajne powątpiewanie.    
    — Czemu nie odeszłaś? — dokończyła swoją wcześniejszą myśl.
    Poderwał momentalnie głowę gdy przyłożył delikatnie jeden z dużych plaster do jej brzucha, który był mocno poparzony i spojrzał w nadal piękne, ale przygaszone, pomimo że mogła teraz spoglądać na razie tylko jednym okiem, bo drugie kryło się pod opatrunkiem, który skrywał poparzenia wokół niego, mimo że odzyskała wzrok w pewnym stopniu, to wiedziała, że ono już będzie słabsze od drugiego.
    — Dlaczego miałabym to zrobić? — spytał, nie rozumiejąc do końca, do czego zmierza.
    Jednak prędko zrozumiał, do czego dąży ta rozmowa. Wystarczyło przez chwile przyjrzeć się jej, by ujrzeć w jej oczach ogromny strach i niepewność. Mógł od razu zrozumieć, czym to jest spowodowane.
    Wiedział, że bywają mężczyźni, którzy odchodzą od kobiet gdy te przestają spełniać ich wygórowane standardy, ale nie był jednym z tych typów, którzy postrzegają wartość dziewcząt przez to jak wyglądają. Nie został wychowany na płytkiego zapatrzonego w to, jaki rozmiar biustonosza nosi jego partnerka czy pragnący tylko jednego, czyli spełnienia jego potrzeb zapominając, że jego towarzyszka jest kimś ważniejszym niż tylko zabawką erotyczną.
    Absolutnie nie!
    Rodzice od początku wpajali mu szacunek do płci przeciwnej, szczególnie ojciec, który wciąż tłumaczył mu potem młodemu, że najgorsze co mogą zrobić, to postrzegać kobiety w tak stereotypachkategoriach. Wychował go jednak na mężczyznę, który umie dostrzegać charakter czy osobowość kobiet, rozumie, że mogą mieć trudne chwile i ich nie bagatelizować tylko być przy niej w tak trudnych chwilach. Dlatego nie uważał, by obecnie postrzegać ją, przez jakich schematy się wystrzegał. Mimo że ta Julia, którą pokochał, znacznie przygasła to wiedział, że ona nadal w niej tkwi, jednak potrzebowała czasu, by poradzić sobie z wydarzeniami ostatnich miesięcy, jak uporać się z widmem tych paskudnych tygodni.
    Wszystko wymaga czasu oraz ogromu cierpliwości i nawet to ze Julia obecnie mierzy się z problemem samoakceptacji, nie zniechęci go do starania się o nią o ich związek.
    — Nie… nie…
    — Julio — powiedział to spokojnie, ale bardzo stanowczo — Nie jestem ignorantem, oraz człowiekiem uważający, że postrzeganie kobiet przez pryzmat ich wyglądu jest wyznacznikiem związku. Gdyby rzeczywiście tak uważał, zapewne już bym był w Hiszpanii gdy tylko zobaczyłem cię pierwszy raz po tym gdy trafiłaś z oddziału intensywnej terapii na salę, gdzie mogłem cię w końcu ujrzeć. Może ta sytuacja z klubu mogła być myląca — przypomniał im zdarzenie sprzed ponad półtora roku.
    Widział momentalnie dziwny błysk w jej oczach gdy sama powróciła pamięcią do tego wydarzenia, coś jakby na wzór radości, bo jednak doskonale pamiętali, jak zakończył się ich wyścig oboje, dobrze wspominali tamtą noc, która zakończyła się w dosyć namiętny sposób, teraz było jednym z tych obrazów przeszłości, do którego oboje lubili powracać.
    — Ale przekonałaś się na przestrzeni ostatnich miesięcy czy roku, jaki jestem naprawdę — kontynuował — Wiem, że może ci się teraz wydawać, że czuje wobec ciebie tylko odrazę i robię to z przymusu, opatrując twoje rany, ale absolutnie tak nie jest i nie chce, być tak na to patrzyła! — powiedział dobitnie — Julio, nie jestem ignorantem, widzę, że mierzysz się ze brakiem samoakceptacji to widać jak cię to dręczy. Nie potrafisz postrzegać siebie tak jak dawniej i nie jestem tym zaskoczony i wiem, że jednak odbudowanie tego co kiedyś wymagało czasu. Przede wszystkim to ty musisz zacząć czuć się lepiej — zapewnił.
    — Ale przecież wyglądam jak potwór — mówiąc to, zobaczył, jak w kąciku jej oka pojawia się łza, która powoli potoczyła się po jej policzku i zaginęła w jednym z opatrunków.
    — Ja widzę przed sobą piękną dziewczynę, która została mocno doświadczona przez życie — powiedział ze spokojem.
    Ona jednak nie czuła się przekonana, że jego słowa są realną prawdą, czego mógł się spodziewać, ale absolutnie w obecnej sytuacji nie kłamał. Nadal postrzegał ją jako atrakcyjną kobietę, która miała wiele do zaoferowania, jednak los był wobec niej mocno niesprawiedliwy i wymierzył w jej kierunku dość mocne uderzenia.
    Upadła i owszem.
    Ale był tutaj po to, by pomóc jej się podnieś i wstać i być jej oparciem w tych chwilach pełnych zwątpień oraz niepewności.
    — Proszę, nie kłam...
    — Julio! — zatrzymał ją nagle — Nie będę cię oszukiwał i mówił coś, co uważasz, że mogę myśleć. Nie chce mówić, że jesteś obrzydliwa i wyglądasz koszmarnie, bo tak po prostu nie uważam. Nadal widzę w tobie śliczną dziewczynę, w której się zakochałem a twoje rany oraz opatrzenia nie sprawią, że zmienię zdanie. Nie będę kupował pod tobą dołków jeśli tak sądzisz. Byłbym skończonym kretynem gdybym nagle zmienił, zdanie zaczął wyzywać cię od szkaradztw czy żądał rozwodu. Kim wtedy byłbym i jak bardzo zaprzeczyłbym swoim własnym wartością i tego co mnie uczył ojciec? — dodał z pewnością.
    — Aż tak jesteś tego pewien, wiedząc, że okłamywałam cię i ukrywałam przed tobą taką przeszłość? — dziwiła się.
    — I miałaś do tego prawo — stwierdził wprost — Oboje uznaliśmy, że możemy zachowywać pewne rzeczy dla siebie i miałabym być o to zły, że nie chciałaś mi powiedzieć o przeszłości, która jest dla ciebie bardzo ciężka? Julio rozumiem doskonale twoje obawy — powiedział, delikatnie kładąc jej dłoń na kolanie — Nie jestem jednak bezbłędnym pozbawionym uczuć dupkiem, który stchórzył, by. Nadal cię bardzo mocno kocham i nie chce zostawić w takiej sytuacji samej. Mogę teraz się jedynie domyślać, co tkwi w twojej głowie, jaki bałagan jak bardzo czujesz się obca we własnym ciele, ale nie pójdziesz dalej, nie mając przy sobie osoby, która wspomoże cię w tych chwilach, z resztą nie bez powodu obiecywałem przed ołtarzem trwać w zdrowiu i chorobie — przypomniał jej — Nie składałem tej obietnicy na próżno by zostawić kobietę, którą darzę szczerym uczuciem gdy ona sądzi, że stchórzę, bo wystraszę się jej wyglądu — podsumował swój wcześniejszy monolog.
    Zapanowała wśród nich chwila ciszy, podczas której widział, jak mierzy się ona sama ze swoją. Prowadzi swoją wewnętrzną walkę, jednak po krótkiej chwili widział, chociaż przez moment jak jej kącik ust drga nieznacznie do góry w lekkim uśmiechu.
    — Dziękuje — powiedziała niemal szeptem.

    — Gdybyś mnie potrzebowała będę w gabinecie — powiedział spokojnie.
    Słyszała jego głos po dłuższej chwili gdy tuląc do siebie poduszkę, siedziała wtulona w puch wielu innych, które rozłożone były wśród niej. Na jej zdrowym kolanie leżała Junka, która praktycznie od momentu jej powrotu nie odstępowała jej na krok czy jak reszta kociaków, którzy pragnęli nacieszyć się jej obecność, jednak ona nie zamierzała się nigdzie wybierać.
    Prawdę mówiąc, od momentu gdy wyszła ze szpitala, nie wyszła z mieszkania. Nawet ze swoją psią towarzyską na spacer co tak uwielbiała, jednak paniczny strach przed opuszczeniem bezpiecznym murów apartamentów oraz zdanie się na spojrzenia i uwagi obcych ludzi wydawało się ponad własne siły, dlatego Ricardo przejął na siebie obowiązek wychodzenia z czworonogiem na spacery, za co była mu niezmiernie wdzięczna.
    — Dobrze — rzuciła w przestrzeń.
    Dopiero po dłuższej chwili usłyszała, jak drzwi otwierają się, jednak nie usłyszała, jak się przymykają. Odchyliła delikatnie głowę w tamtym kierunku, by zobaczyć, że zostały lekko uchylone a ona z cichym westchnieniem, przyciągnęła bardziej poduchę do siebie, pragnąc jedynie zapomnieć.
    Pragnęła od dłuższego czasu znaleźć sposób by wymazać sobie pamięć. By znalazła się taka magiczna gumka, która mogłaby sprawić, że z jej głowy zostały usunięte najgorsze wspomnienia, momenty, które co rusz powracały i doprowadzały ją niemal do szaleństwa. Nie chciała znowu widzieć oczami wyobraźni twarzy tego diabła, przeżywać tych koszmarnych chwil, znowu przeżywać tych momentów istnych wręcz średniowiecznych tortur, jakimi była poddawana.
    Starała się robić dobrą minę do złej gry, jednak prawda była taka, że czuła się jak totalne gówno i to było idealne określenie jej obecnego stanu. Czuła tak mocno rozbita emocjonalnie, bo z jednej strony powracały wydarzenia, przez które tak mocno ucierpiała przepełnione wieloma i to dość negatywnymi emocjami, od wściekłości po złość aż po smutek a z drugiej strony odczuwała zupełną pustkę.
    Były to dwie skrajne osobowości, ale nie mogła nic z tym poradzić teraz tak wyglądała jej wewnętrzna walka pomiędzy tym co się stało a tym jak obecnie się czuła.
    Było to trudne, trzy tygodnie istnego piekielnego koszmaru.
    Nawet teraz po praktycznie trzech miesiącach od tych zdarzeń czuła na swojej twarzy czy ciele te beztwialstwociosy, które jej zadawał. Gdy do nieprzytomności tłukł ją gdzie popadnie a w jego stalowych oczach mogła zobaczyć po prostu czystą radość z tego jak bardzo cierpi. Wielokrotnie wyciągając swój scyzoryk, gdy wręcz siedząc na nią, kaleczył ją i ranił.
    To była jak to mówił kara. Zasłużona za jej nieposłuszeństwo.
    Tak zakończyło się dla niej związek z niezwykle toksycznym chłopakiem, który przez lata pragnąć zemsty na niej w końcu do niej doprowadził. Gdyby ktoś jej powiedział, że właśnie tak zakończy się jej chęć ucieczki od tego narkomana czy zrobiłaby to ponownie. I mogła powiedzieć szczerze związek z osobą, tak niepoważną wręcz niestabilną nigdy nie powinien mieć miejsca.
    Gdyby chociaż mogła mieć możliwość taką realną ostrzeżenia swojej nastoletniej wersji, by nie zdawała się z tym chłopakiem, zrobiłaby to. Nie zamierzała brać na siebie odpowiedzialności za relacje z toksycznym partnerem. Nie była wina, jakim był potworem, była raczej jego ofiarą i właśnie tak siebie postrzegała.
    Jednak nigdy nie ostrzeże swojej trzynastoletniej ja, nigdy już nie naprawi tego błędu. Nigdy nie ustrzeże siebie za coś, na co absolutnie nie miała wpływu. Clark był winny! Nie ważne czy był chorym psychicznie facetem, czy po prostu narkomanem, któremu dragi wyżarły mózg. On odpowiadał za jej krzywdę, za który ból jej sprawił. I nie zamierzała go bronić i usprawiedliwiać, teraz pomimo tego co przeszła czuła po części spokój ze świadomością, że ta gadzina jest tam, gdzie powinna być!
    Miała nadzieje, że sędzia, który prowadzi sprawę, nie będzie pobłażliwy, wobec tego potwora i nie dostrzeże w nim dobra i nie ułagodzi mu kary. Nie zasługiwał na to! Po rozmowie z policjantami dowiedziała się, że prokurator już gromadził dowody i materiały i sprawa już wylądowała na stole przed inkwizytora, który zajmie się tą sprawą odpowiednio. W tej chwili nie mogła narzekać, bo wszelkie zaangażowane w tę sprawę osobę przyłożyły się do niej i nie pobłażały jej słowa, a traktowały z należytą powagą.
    Jedyne czego teraz pragnęła, to by Kent został skazany na najwyższy wymiar kary za to co zrobił. Owszem nie spodziewała się, że zostanie ukarany karą śmierci, bo rzadko się ją przeprowadzało w ostatnich latach w ich kraju, jednak pragnęła, by nigdy nie zobaczył już świata poza celi, czyli spacerniaka.
    Miał tam tkwić za jej krzywdę i za śmierć Evelyn!
    Nie była pewna, jak skończy się sprawa z morderstwem tej dziewczyny czy nie uznają, że się przedawniło, jednak i ona powinna nawet po śmierci otrzymać zasłużoną nagrodę w postaci jej zabójcy skazanego za odebranie jej życia.
    Mogła czuć się obecnie jak ostatniego sortu śmieć, ale nie zamierzała być łaskawa wobec tego tyrana. Nie ulegnie presji i nie podda się i pragnęła doprowadzić tego złoczyńcę w odpowiednie miejsce.
    W końcu mogła odetchnąć ze świadomością, że przestanie być wiecznie gnębiona czy prześladowana. Koniec z groźbami czy szantażami, które wobec niej stosował tak, że nie mogła poczuć się na tyle spokojnie, nawet w nowym życiu po opuszczeniu Phoenix teraz on siedział jednym z więzień, nie wiedziała, gdzie dokładnie jednak miała nadzieje, że traktują go tam odpowiednio, że nie ma dosłownie życia.
    Wykazywała się teraz mściwością, jednak wobec tego osobnika nie miała innego postrzegania niż to obecne.
    I mimo że pod koniec tych dramatycznych dni przestawała mieć nadzieje na ratunek, to teraz mogła być wdzięczna Anthony’emu oraz Ricardo, oraz policji czy innym osobom, że nie utracili wiary i uwolnili ją z tego piekielnego miejsca ją, oraz Michaela.
    Westchnęła cicho na jego wspomnienie. Wydawać się mogło, że w końcu odpuścił i dał jej spokój, jednak na przestrzeni ostatnich dni próbował się z nią bezskutecznie skontaktować, a skąd to wiedziała, skoro miała go wszędzie polokowanego. Cóż wystarczyło na moment odblokować jego numer, a powiadomienia zaczęły się sypać, jednak nie czytała ich i znowu to zrobiła i wręcz usunęła jego numer jak i konta. Nie chciała mieć z tym człowiekiem nic do czynienia. Owszem oboje przeszli ciężkie chwile, jednak nie zamierzała zapominać o tym co on jej zrobił. Nie można tego równać do tego zwyrodnialca jednak on jak i reszta zespołu ją zawiodła. I nie zamierzała im tego zapomnieć.
    Wiedziała, że jedynie spokój zachowa gdy postąpi tak jak z Sandersem, w ich przypadku tutaj nawet nie miała wyrozumiałości wobec własnego brata, on był pierwszą z osobą, które podzieliły los przyjaciela i by nie mógł się z nią kontaktować, pozbawiła go tej możliwości.
    Pisząc ostatnio na grupie z dziewczynami, dowiedziała się, że wciąż stały po jej stronie i nie opuściły ją. Sama Alice przyznała się, że zostawiła Chestera tuż po tym co jej nagadał w więzieniu. Ich nie potraktowało jak ich partnerów czy byłych jednak mimo że rozwalił się kolejny związek reszta kobiet była ze swoimi towarzyszami, ale w tej kwestii byli mocno podzieleni jednak z czasem gdy pojęli, że była niewinna, przebaczyli im, jednak ona nie zamierzała ulegać i zakończyła przyjaźń z kimś, kogo miała wcześniej za przyjaciół.
    Ich wspólne drogi się rozeszły.    

Saturday, May 3, 2025

V 23 — W KOŃCU OPUŚCIŁA TE MURY

    — O to pani wypis — zwrócił się do niej lekarz.
    Widziała, jak wyciąga w jej kierunku prócz standardowej kartki, z wypisem również dość grubą teczkę, w której był zawarty opis całej jej historii leczenia od momentu gdy trafiła do tej placówki, poprzez zalecenia stosowania leków czy zmian opatrunków co wydawało się chyba istotnie rachunek.
    Nie zamierzała ukrywać, obawiała się spojrzeć do środka i zobaczyć, jaka jest tam cyfra, zwłaszcza obecnie gdy nie mając żadnej absolutnie pracy, nie było jej stać na wykupienie ubezpieczenia, a stare już dawno wygasło.
    Owszem może nie powinna przykładać do tego wagi zwłaszcza teraz, jednak doskonale wiedziała, w jakim żyje kraju i z jakimi problemami się mierzy, dlatego kwestia opłacenia jej leczenia było dla niej również powodem do zmartwień.
    Była gotowa już ją zabrać z jego rąk, gdy została uprzedzona. Widziała, jedynie jak znika ona z boku, co ją nieco zaskoczyło. Nie musiała jednak długo szukać osoby, która śmiała skraść jej dokumenty, bo wystarczyło, że odwróciła głowę, by ujrzeć swojego męża, który zdecydował się zabrać jej sprzed nosa tak ważne papiery.
    — Masz nie zawracać sobie tym głowy — zwrócił się do niej po hiszpańsku — To leży w moim interesie, by tym się zająć — uniósł teczkę, by ukazać jej, co ma na myśli — Masz skupić się teraz na sobie — dodał z nieukrywaną troską.
    — Ale…
    On jednak pokręcił przecząco głową, nie pozwalając jej nawet dokończyć swojej wcześniejszej myśli. Owszem rozumiała go, że chce zabrać od niej, chociaż część zmartwień nawet jeśli były one bardziej finansowe. Nie był nierozsądny i doskonale zdawał sobie sprawę z jej sytuacji.
    Spoglądał przez moment na swoją ukochaną, a w nieco przygaszonym spojrzeniu ujrzał po wątpienie i absolutnie szanował i rozumiał jej poglądy, którymi się kierowała. Zdawał sobie sprawę, że pomimo podpisanej intercyzy chciała zabrać na siebie odpowiedzialność za swoje długi, jednak jak sama wspomniała, było to nieco tajemnicze, że nagle została tak mocno zadłużona jednak w przypadku, właśnie tego leczenia nie chciał, by męczyła sobie tym głowy. Stać go było, by zapłacić za ostatnie tygodnie, które spędziła w tym szpitalu, dlatego wolał, by nawet nie zaglądała do środka. Miała już wystarczająco zmartwień oraz problemów, którymi się zadręczała. Fakt, że przeszła przez istny horror, sprawiało, że teraz takie błahostki jak pieniądze przestają mieć znaczenie. Był jej mężem i pomimo wszystko, co się stało, obiecał trwać przy niej, bo ją kochał.
    Nie było dla niego, istotne to jak wyglądała, nawet teraz gdy kwas poniszczył znaczną część jej ciała. Było to najmniej istotne, bo pokochał ją za to, jakim była człowiekiem, za jej barwną i dość charyzmatyczna osobowość to dla niego się liczyło i mimo że zdawał sobie sprawę, że obecnie pod gruzami tych wydarzeń, które rozegrały się w jej życiu, ta jej dawna osobowość utknęła to, postawił sobie za cel, by jej pomóc. Nie tylko pod względem fizycznym gdy medycy uznają, że może wykonać operację plastyczną, ale również pragnął zadbać o jej psychikę, która była w zupełnej rozsypce.
    Otrzymała zalecenia, o wykupienie leków uspokajających oraz nasennych gdy zaczęła się uskarżać na koszmary, jednak zalecono stosować je jedynie w skrajnych sytuacjach. Miała nadal być pod opieką specjalisty oraz terapeuty, o co zamierzał zadbać. Wiedział o tym, że bardzo ceniła sobie pracowania nad swoją psychiką z odpowiednią specjalistką, dlatego zwłaszcza teraz nie zamierzał przymykać oczu i załatwić jej spotkanie z jej terapeutką nawet domowe, by czuła się na tyle komfortowo.
    Zależało mu, na tym by jego żona doszła do siebie, a takie zmartwienia jak opłaty za leczenie czy leki było to w jego interesie.
    — Bella — powiedział do niej z uczuciem, spoglądając wprost w jej oczy, które skrywała teraz za oprawkami okularów — Wiem doskonale o twoich poglądach, jednak pragnę byś na moment zapomniała o tym i skupiła się, ale na samej sobie. Nie jestem, ignorantem widzę, że wiele przeszłaś. Nie powinnaś się teraz przejmować pieniędzmi, zadbam o to, by wykupić wszystko i opłacić, ty skup się na sobie. Przeszłaś przez prawdziwe piekło i wolę byś teraz odpoczywała, a na dniach postaram się załatwić ci spotkania z terapeutką. Nie zostawię cię z tym samej, ale pewne kwestie pozostaną tylko dla mnie — powiedział do niej spokojnie.
    — Nie wiem, czy postępujemy właściwie…
    — Señorita zdaje sobie sprawę, że to jest sprzeczne z twoimi przekonaniami i wartościami, ale są sprawy ważne i ważniejsze w tym przypadku, ty musisz skupić się na sobie. Zależy mi byś, popracowała nad swoim zdrowiem psychicznym, który jest w ruinie i to widać i obecnie ma cię nic więcej nie obchodzić. Nawet to, by zakupić bandaże czy leki, bo to jest na mojej głowie.
    Gdy go słuchała, trudno jej było się z nim nie zgodzić, mimo wszystko jej moralność nie pozwalała jej tak po prostu zapomnieć. Miała sztywne zasady, jakich się trzymała i słuchając tego, że ma poświęcić uwagę samą sobie ze świadomością, że zapewne czeka ją, spory wydatek jednak wiedziała, że z Ricardo jednak nie ma dyskusji.
    On tak jak i ona należał do osób upartych i nie łatwo go przekonać do zmiany swojej decyzji. Rozumiała, że chciał ją obciążyć z pewnych zmartwień, ale czuła się paskudnie, że pomimo podpisanej intercyzy on płaci za nią.
    — Julio rozumiem twoje wątpliwości — odezwał się ponownie.
    Słysząc jego spokojny i pełen uczuć i miłości głos, poderwała głowę, by popatrzeć na nią. Spoglądał na nią z taką miłością i troską, jaką widziała od chwili gdy zaczęli się ze sobą spotykać. Nawet teraz w obliczu dość niekorzystnego czasu i to nawet jak wyglądała obecnie, to nie sprawiło, że jego uczucia nagle osłabły, a wręcz mogła stwierdzić, że pogłębiły się jeszcze bardziej. Przez ostatni okres gdy tutaj leżała nie ujrzała ani razu, by w jego oczach mogła ujrzeć niechęć czy obrzydzenie, nic z tych rzeczy, wciąż spoglądał na nią z takimi sami odczuciami jak dawniej.
    — Chce zabrać od ciebie, chociaż część zmartwień, z jakimi się mierzysz — powiedział i poczuła momentalnie, jak chwyta jej dłoń w czułym uścisku, zanim dokończył — Na ten czas zapomnij o tym, czym się kierujesz i pozwól mi zatroszczyć się o ciebie, bo w pełni na to zasługujesz.
    Nie odpowiedziała, jednak spoglądnęła na niego z czułością i delikatnym uśmiechem. Może miał odrobinę racji i nie powinna teraz tymi mniej kluczowymi sprawami się przejmować. Mimo że wiedziała, że będzie to dla niej trudne do jednak teraz dla niej priorytetem, były jednak jej zdrowie, ale psychiczne.
    Chciała sobie wszystko uporządkować i poukładać w głowie i przepracować ten koszmar pod opieką specjalistki.
    W końcu skinęła głową, dając mu jednocześnie do zrozumienia, że w pełni popiera jego zdanie. Jak zawsze była mocno wygadaną osobą, to w ostatnim czasie mocno stała się milcząca jak nie cicha i Ricardo nie naciskał na rozmowę gdy widział, że nie jest do tego chętna, za co go ceniła.
    Nie dostrzegli momentu gdy lekarz wyszedł i powrócił do swoich obowiązków i opieki nad innymi pacjentami, a oni zostali sami, jednak nie zamierzali dłużej tu tkwić. To był moment gdy Ricardo chwycił torbę wypełnioną jej rzeczami i przerzucił sobie na ramię i ostrożnie objął ją ramieniem gdy wspólnie wychodzili z pokoju i nie ukrywała część, jej cieszyła się, że może w końcu opuścić te szpitalne mury. Nie spoglądać już na te białe ściany. Zostawiała to za sobą.
    — Mam dla ciebie mały drobiazg w samochodzie Señorita — widziała, jak uśmiecha się delikatnie w jej kierunku.
    — Prezent? — zdziwiła się, spoglądając na niego.
    — Zapomniałaś — stwierdził nagle.
    — Czy jest coś, o czym nie pamiętam? — zapytała wprost.
    Wytężyła swój umysł, by przypomnieć sobie, czy faktycznie jest coś, co wypadło jej z głowy, lecz tak naprawdę nic nie mogło wpaść jej do głowy. Widziała, jednak po chwili jak uśmiecha się i mówi:
    — Bella czy szósty grudnia nie jest dla ciebie znajomą datą? — spytał wprost.
    Dopiero widząc jego spojrzenie, zrozumiała, który dziś jest i co to za dzień. Przez to wszystko zupełnie zapomniała o swoich urodzinach. Nawet jeśli by wciąż by o nich pamiętała, zapewne nie przykładała, by do tego takiej wielkiej wagi, jednak perspektywa, że wyszła ze szpitala w dniu swoich dwudziestych trzecich urodzin, było w pewien sposób pocieszające.
    — Wszystkiego najlepszego piękna — powiedział ciepło.
    Nie zdążyła zareagować gdy pocałował ją krótko i nawet się nie burzyła, bo nie miała tak naprawdę po co. W końcu opuścili oboje szpital i wyszli na zewnątrz gdzie, pomimo że był grudzień na dworze, dało się wyczuć ciepło. Nie były to już te niemal upalne dni, podczas których zazwyczaj się siedziało w domach, ale było naprawdę przyjemnie.
    Ricardo poprowadził ją w stronę parkingu i pomimo że nadal trzymał lekko, ją obejmował, zaprowadził pod jeden z pojazdów, który czekał wśród innych i gdy tylko się zbliżyli, mogła ujrzeć, że wkrótce stanęli przed najnowszym modelem Tesli z obecnego roku.
    Popatrzyła dość zaskoczona na ukochanego, który jedynie popatrzył na nią z błyskiem w oku i powiedział:
    — Tak to mój, kupiłem go jakiś czas wcześniej — wyjaśnił spokojnie — Oboje potrzebujemy samochodu tak samo jak mieszkania…
    — Miałeś do tego głowę — spytała, spoglądając na niego.
    — Nie do końca, jednak musiałem załatwić nam obojgu jakiś transport czy dach nad głową. Nie będziemy mieszkali w hotelach czy motelach. A właśnie jedziemy do naszego, małego gniazdka gdzie czekają na ciebie już mali lokatorzy.
    — Czekaj jak ich znalazłeś, nie mówiłam ci, u kogo zostawiam zwierzaki — stwierdziła wprost.
    — Anthony dowiedział się, że są u twojej kumpeli i je przywiozłem do nas. W końcu zasługują, by być w domu, a nie u obcych ludzi. Tak cały czas się nimi zajmowałem. Nie porzuciłem ich — powiedział, uspokajając go — Widać, że oni za tobą tęsknią, dlatego zabieram cię do nich — zapewnił.
    Nie zamierzała ukrywać, ona również za nimi mocno się stęskniła, prawdę mówiąc swoich futrzastych przyjaciół ostatni raz widziała jeszcze w czerwcu, a obecnie był początek grudnia. Pół roku rozłąki z nimi ponad półtora miesiąca było planowane, reszta absolutnie nie nad czym ubolewała.
    Ricardo otworzył przed nią drzwi i pozwolił wsiąść gdy to zrobiła, zamknął je, wkrótce usłyszała, jak otwiera bagażnik i wrzucił torbę oraz teczkę z dokumentami do środka i po paru sekundach usiadł na miejscu na kierowcy. Na szczęście w Ameryce było stosunkowo łatwo zdobyć prawo jazdy dlatego niebyłe zdziwiona, że i o to zadbał. Jednak wymagane było one wymagane zwłaszcza gdy chce się poruszać po drogach w Ameryce, które dostosowane są bardziej do samochodów niż do pieszych wędrówek.
    — To dla siebie Bella.
    Głos Ricardo wyrwał ją ze swoich myśli. Ujrzała tuż przed sobą, piękny, lecz bardzo ogromny bukiet czerwonych róż, które spięte były w fioletowo — różową bibułę opasane wstążką.
    — Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego i to jeden z prezentów, wiem, że zapewne nie tak sobie wyobrażałaś te urodziny, ale…
    — Liczy się gest i to, że pamiętałeś — uprzedziła go delikatnie, kładąc mu rękę na przegubie — Nie spodziewałam się raczej obchodzenia ich, bo wyleciało mi to z głowy, ale kwiatami nigdy nie powadze zwłaszcza tymi, które tak uwielbiam — jej twarz na moment się rozjaśniła.
    Rzadko widywałam u niej, chociaż jakąś małą radość na twarzy, dlatego ujrzenie, chociaż cienia uśmiechu było dla niego mocno pokrzepiające. Wiedział, że przed nią czeka jeszcze długa droga do pełni zdrowia, jednak zamierzał ją wspierać przez cały ten czas.
    — Wracamy? — zapytał, odpalając silnik.
    — Owszem, mam dość szpitali na rok — stwierdziła wprost z lekkim rozbawieniem w głosie.
    Delikatnie zaciągnęła się zapachem swoich ukochanych kwiatów. Od zawsze miała do nich słabość, mimo że nie miała zupełnie podejścia do roślin, bo często przy niej usychały, to jednak o róże potrafiła dbać i kochała fakt, jak wiele kolorów mogły mieć.
    W końcu jednak wyjechali spod klinki i ruszyli w głąb miasta, tak naprawdę teraz mogła, tylko się zastanawiać dokąd zmierzali, bo nie miała pojęcia, gdzie obecnie mieściło się ich lokum, a właściwie jego mieszkanie.
    W końcu jednak po czterdziestu minutach skręcił w jedną z ulic, która prowadziła do zamkniętej bramy. Popatrzyła na rozciągające się przed nimi osiedle z kilkoma wieżowcami. Ricardo jednym kliknięciem otworzył bramę, a ona skupiła się na rozglądaniu po okolicy. Wiele zieleni, które rozciągała się między pnącymi się górę apartamentowcach. Mimo że nie widziała tego, co kryje się za budynkami, tak dokładnie zapewne znajdował się tam parki czy place zabaw.
    Wkrótce wjechał pod podziemia jednego z wyższych budynków i po krótkiej chwili manewrów odnalazł miejsce, na które zaparkował. Zgasił silnik i wyjął kluczyki i zwrócił się do niej, mówiąc:
    — Jesteśmy na miejscu Bella — oznajmił z uśmiechem.
    Spoglądnęła na niego z dozą ciekawości jednak nie zdążyła nic powiedzieć gdy on wysiadł z pojazdu, by wkrótce otworzyć przed nią drzwi. Wyciągnął w jej kierunku dłoń, za którą prędko złapała i wyszła na zewnątrz. Mężczyzna wykorzystał ten moment i wyjął z bagażnika torbę oraz dokumentacje i podszedł po chwili, do niej mówiąc:
    — Zapraszam na górę — rzekł.
    Oboje powędrowali w stronę wind, przy których przystanęli. Wkrótce jednak po ówczesnym przywołaniu, zjechała na dół, a metalowe drzwi się rozsunęły. Weszli do środka i zdążyła tylko kątem oka zobaczyć jak Hiszpan, wciska guzik ostatniego pięta i wkrótce ruszyli w górę.
    — Liczę na to Bella, że… — zaczął powoli — spodoba ci się to mieszkanie. Wiem, że mocno przeżyłaś utratę poprzedniego, ale mam nadzieje, że to również ci się spodoba.
    — Ricardo, owszem dotknęło mnie to, ale nie zamierzam się aż tak mocno tym przejmować. Dla mnie liczy się, by mieć po prostu dach nad głową a o standardy tak nie walczę i wiem, że może to przeczyć, z tym że miałam na własność mieszkanie, które można kupić za sporą sumę w tak młodym wieku. Chciałam jednak wykorzystać okazje, że miałam wtedy dość dobry zastrzyk gotówki i zamiast wydawać na pierdoły kupić mieszkanie i wyprowadzić się od brata.
    — I słusznie postąpiłaś. Bo na alkohol czy imprezy te pieniądze szybko się rozchodzą, a tak mogłaś zainwestować i zdobyć mieszkanie. Owszem utraciłaś je, ale czy miałaś na to wpływ no nie, bo ktoś cię wrobił — podkreślił.
    Niestety jednak poznała prawdę. Dowiedziała się, kto sprawił, że jej poprzednie życie zaczęło się powoli sypać i czemu nagle traciła tak dla siebie ważne rzeczy, mimo że nie zrobiła absolutnie nic. I mogła powiedzieć wprost, po prostu czuła się rozdrażniona wściekła i rozgoryczona, bo gdyby nie ten głupi plan Michaela i jego chęci zemsty teraz nie byłaby na totalnym dnie a mogła utrzymywać się ze swojej pracy i nadal mieć swoje mieszkanie a tak przez niego i jego żonę utraciła to, na co pracowała przez ostanie lata.
    Niestety nie mogła nic zrobić, by to wszystko naprawić. Nie miała magicznego zegarka jak Hermiona, by cofnąć się w czasie i uchronić ją przede wszystkim z tą wiedzą, jaką obecnie posiadała.
    Jeśli myślała, że zawiedzie się bardziej na kimś, kto sprawił jej tyle przykrości, wystarczyło obecnie wczuć się w jej sytuacje. Żona jej byłego pozbawiła ją większości tego, na co zapracowała, jej były toksyczny chłopak dostatecznie ją zniszczył i czy mogła czuć się gorzej niż teraz.
    Gdyby na to spojrzeć obecnie znajdowała się na samym początku. Gdy przypomni sobie pierwsze lata w Los Angeles. Nie posiadała wtedy niczego prócz kilku starych rzeczy teraz oprócz zwierzaków i męża nie miała, nic zaczynała znowu od zera, ale czy była gotowa znowu zmierzyć się z tą drogą. Może z czasem zapragnie pójść dalej na razie chciała jednak skupić się na tym co było ważniejsze na zdrowiu.
    Winda zatrzymała się w końcu na ostatnim piętrze, a oni mogli wyjść na zewnątrz, tam prócz drzwi do jednego mieszkania nie było absolutnie żadnych innych, a Ricardo podszedł do nich i przekręcił klucz w zamku, zapraszając ją do środka.
    — Witam w naszym nowym gniazdku — powiedział.
    Ona z lekką niepewnością weszła do środka. Nie była jednak w stanie się rozejrzeć wokół gdy usłyszała w oddali głośne poszczekiwanie a ona zobaczyła jak w jej stronę biegnie wręcz przeszczęśliwa Junka. Przykucnęła widząc, że tuż za nią idzie Walter i Cindy jednak psiak wpadł wręcz w jej ramiona, chciała ją polizać, jednak ostrożnie ją odsunęła, bo jednak nie chciała narażać opatrunków.
    — Cześć malutka — zwróciła się do niej — Tęskniłaś za mną? — słyszała jej głośne poszczekiwanie i merdający ogon — Ja za wami równie mocno — zwróciła się do trojga futrzaków.
    Kociaki wykorzystały moment i zaczęły ocierać się o jej stopy gdy ona w końcu uklęknęła, a oni mogli wręcz wpaść na jej kolana. Ricardo, który stał obok, uśmiechnął się delikatnie, widzą to gorące powitanie. Nie był zdziwiony, dobrze wiedział, że cała trójka tęskni za Julią i widok jej po kilku miesiącach sprawił, że byli z tego powodu szczęśliwi.
    Odszedł na moment tylko po to, by zadzwonić, bo wiedząc, że Julia dziś wychodzi, nie miał głowy do gotowania i pragnął coś zamówić na szybko. Zabrał ówcześnie bukiet jej róż, które położył na wyspie w kuchni. Po krótkiej rozmowie z dostawcą pizzy, o której wręcz marzyła, jego żona zajął się kwiatami.
    Po dość dłuższej chwili w końcu ją ujrzał gdy podeszła do blatu w kuchni z Junką a wokół jej stóp kręciły się kociaki. Widział, jak spogląda w bok, by popatrzeć w głąb mieszkania i od razu zauważyła, że w salonie znajdowały się schody, które prowadziły na drugie piętro, a salon był bardzo wysoki, bo jego sufit znajdował się na drugim piętrze. Przeszklone ściany wręcz wpuszczały prominie popołudniowego słońca.
    — Chyba się mogę rozejrzeć? — zagadnęła.
    — Nie mam nic przeciw w końcu i to twoje mieszkanie — oznajmił — Jedzenie będzie za pół godziny — dorzucił.
    Widział, jak odchodzi, by pozwiedzać mieszkanie. Westchnął cicho i oparł się o krawędź blatu z myślą, że następne tygodnie będą trudne, jednak nie zdawał sobie sprawę jak bardzo ciężkie one będą.