Tuesday, December 3, 2024

IV 03 (P.2) — PRAGNIE BLISKOŚCI

    — Jak ona się czuje?
    Zdawać się mogło, że nic nie było w stanie przerwać panującej wokół niego ciszy, która mogła wydawać się, aż doprowadzała zmysły do istnego szaleństwa, gdy w uszach rozbrzmiał dziwny pisk, jednak mimo wszystko ten spokój był przerywany przez pracę aparatury, która zawieszona była nad jednym, z łóżek kreseczki migotały na wyświetlaczu i doskonale można, było usłyszeć, wręcz jak bije serce, wciąż nieprzytomnej pacjentki. Miejski gwar przedzierał się przez uchylone jedno z okien, przez które przedzierało się dzienne światło.
    Siedzący do tej pory w lekkim zgarbieniu mężczyzna, poderwał się nagle, gdy w pokoju rozbrzmiał drugi głos, tak bardzo znajomy mu ton, który kojarzył mu się tylko z jedną osobą. Kimś, kto był równie drogi wciąż śniącej w spokoju młodej dziewczynie, tak bliski jej sercu zupełnie tak samo jak właśnie on. Przyjaciel, który trwał u jej boku od wielu lat.
    I był przy niej nawet teraz gdy ona leżała praktycznie bez życia, walcząc o życe:
    — Bez zmian — wymamrotał wręcz przemęczonym do granic możliwości głosem, w którym można było usłyszeć lekkie załamanie.
    Spojrzał odruchowo na śniącą wciąż młodszą siostrę i niemal poczuł, jak serce zaczyna mu się ponownie łamać na pół. Pomimo że codziennie widział ją w takim stanie, mógł tylko bezradnie, oglądać ją jak leży okryta jasnym prześcieradłem, będąca podłączona do komputera, który sumienie monitorował każdą jej funkcję życiową, mogło sprawić, że powinien, już do tego widoku się przyzwyczaić jednak było to bardzo mylące przekonanie, bo jak mógł nawet pogodzić się z myślą, że może tylko siedzieć przy jej boku i czekać, bo tak naprawdę nic prócz tego mu nie pozostało.
    Był sfrustrowany i przemęczony, lecz ktokolwiek by był na jego miejscu. Miał wrażenie, że to wszystko było jakimś jego koszmarnym snem, wytworem jego wyobraźni, czymś, co działo się tylko w jego głowie, jednak za każdym razem gdy patrzył na pełną spokoju twarz, nadal nieprzytomnej studentki pojmował, że to nie było tylko jego wyobrażenie, jak naiwnie sądził wytwór jego dość wybujałej wyobraźni, lecz rzeczywistość, w której musiał żyć i przeżywać co dzień to samo, wciąż zadręczać się myślami czy pytaniami, w których pytał sam siebie, na które na ironie losu i tak nie znał odpowiedzi.
    Bo skąd mógłby wiedzieć kiedy się obudzi, kiedy wyrwie się z tego stanu, w którym tkwiła od dłuższego czasu. Jeśli lekarze nie wiedzieli kiedy się rozbudzi to jak on mógłby wiedzieć, kiedy jego siostra otworzy w końcu oczy i wróci do nich wszystkich oraz do niego. Czuł się, jakby ją tracił. Mimo że jej stan był stabilny i wydawać się mogło, że nic nie mogło zagrażać jej życiu, to jednak czuł się niezwykle paskudnie. Uczucia, które mu towarzyszyły, bezradności, niemocy czy poczucia, że zupełnie nic nie może zrobić, były dla niego niezwykle denerwujące, bo dosłownie czuł się jak wtedy gdy mógł tylko przyglądać się powolnej śmierci swojej matki, nie mogąc zupełnie nic zrobić, by jej pomóc, a na myśl o uratowaniu jej mógł porzucić swoje wszelkie chęci, bo tak naprawdę nie było żadnej wiary, że przeżyje.
    Los zapisał jej powolny wyrok śmierci, który sumienie wykonywał i w końcu ją zabrał od niego, lecz póki została mu odebrana, zdradziła swój największą tajemnicę. Sekret, który okazał się dla niego nie tyle wstrząsający coś wręcz niedorzeczny.
    Jednak gdy zdecydował się odzyskać zaginioną siostrę, nie było to dla niego łatwym zadaniem, ponieważ musiał się liczyć z wieloma trudnościami czy problemami, jednak jego pragnienie na zapewnienie tej nastolatce normalnego domu i zaparcie w swój wyznaczony cel było na tyle silne, że nie było dla niego istotne, jaką ciężką i wyczerpującą drogę musiał przejść na drodze sądowej, to jednak ten trud był tego wart.
    Odzyskał siostrę, a teraz po latach czuł, jakby powoli ją tracił.
    Miał wrażenie, że patrzy na powolną śmierć i bał się chwili, że straci i ją w swoim życiu. Jedyną rodzinę, jaka mu pozostała, bo nie potrafił już mieć takiej ufności do ojca po pogardach, czy szyderstwach z jego strony, które doświadczył po tym gdy walczył o Julie. a na nim musiał wymusić zrzeczenie się praw rodzicielskich. Gdy on dowiedział się, że chce adoptować siostrę. niechciane przez niego dziecko był wściekły. Uznał go za ignoranta, bo zamiast zainteresować się przyrodnią siostrą. to próbuje odnaleźć jakiegoś bachora, jak ją nazwał. Jednak nie zamierzał tego słuchać i jednak brnąć do swojego celu, który osiągnął i mógł pokochać tę dziewczynę i zapewnić jej wszystko, co potrzebowała.
    A teraz po latach patrzył bezradnie na nieprzytomne ciało i chociaż miał nadzieje, że się obudzi to jednak w jego sercu, pojawił się strach, że jej nie odzyska.
    Co jednak było najsmutniejsze i wręcz przerażające, to że teraz był bezradny wobec stanu swojej ukochanej siostry. Nie mógł nic zrobić prócz przyglądania się i obserwowania jej. Wręcz drżał nadal na myśl o słowach lekarza, który wspomniał, że cudem można nazywać to, że ona w ogóle przeżyła tak poważny wypadek.
    Za każdym razem gdy zamykał oczy, widział spojrzeniem swojej wyobraźni zdjęcia zmiażdżonego motocykla. Bo inaczej nie można było tego nazwać, to był wręcz paskudny widok, dwukołowiec wręcz złożył się jak harmonijka na drzewie i nie potrafił sobie wyobrazić lęku i wręcz strachu Julii gdy straciła panowanie na motocyklu i momentu gdy wręcz jechała prosto w pień jednego z drzew, uderzając w nie z ogromnym impetem. To musiało być wręcz przeraźliwe przerażające. Jak wynikało ze słów lekarza, który się nią zajmował, ludzie takich wypadków zazwyczaj nie przeżywają a jeśli już dotrą do szpitala, umierają po kilku godzinach. Dlatego nazwanie niemożliwe jest to, że mija już trzeci tydzień, a Julia nadal żyje. Wspierana przez urządzenia, które monitorowały jej funkcje życiowe, można było zobaczyć, jak jej serce nadal bije, jednak wciąż się nie budziła. Od paru tygodni tkwiła w stanie ciągłej śpiączki i nie było nawet widoku na to, by się rozbudziła. Jednak po tak poważnym wypadku nie jestem zaskoczeniem, że wciąż tkwi w nieświadomości. Jej organizm utracił wiele krwi i musiał się zregenerować, pomimo dobrych rokowań wciąż tkwił w niepokoju, że może coś złego się stać. Po wielu badaniach i prześwietleniach, co chyba najważniejsze, nie dostrzeżono żadnych złamań kręgosłupa, co wręcz przyjął z nieukrywaną ulgą, bo jego koszmarna wizja się jednak nie sprawdzi, jednak nie oznaczało, że mogą, nie pojawić się inne powikłania po przebudzeniu ze śpiączki i tego się najbardziej teraz obawiał.
    — W normalnych okolicznościach pewnie bym zażartował, że ma wreszcie czas się wyspać — skomentował Anthony, mimo że nie było mu absolutnie do śmiechu.
    Widział spojrzeniu oczu starszego Bennington, który wręcz spojrzał na niego ostro, a on podszedł bliżej, nawet się tym nie przejmując.
    — To nie jest zabawne Tony — skomentował rozdrażniony Chester.
    — A myślisz, że mi jest do śmiechu? — spytał z ogromną powagą Brown — Wcale mnie nie bawi to, że Julia leży od trzech tygodni w śpiączce, a ja czy ty nie możemy zupełnie nic zrobić.
    Zapadło między mężczyznami chwila cisza, która przerywana była jedynie pracą maszyn, które pracowały w tle. Chester ponownie uchwycił zziębniętą dłoń swojej siostry w lekkim uścisku i popatrzył na spokojną twarz. Pragnął w końcu ujrzeć, jak otwiera swoje bladoniebieskie spojrzenie, które tak bardzo przypomniało mu spojrzenie oczu swojej ukochanej mamy, jednak ona nadal śniła, a na jej ustach znajdowała się maseczka, która pomagała jej oddychać. Podłączona do ekranu nad nią śniła ubrana w jedną z jej piżam, które przywiozła Alice na zmianę, przebrana potem przez pielęgniarki, które troskliwie się nią zajmowały.
    — Czemu to jej musiało się wydarzyć? — rzucił nagle Anthony — Czy ona naprawdę nie zasługuje na spokój, jak nie firma, to teraz to…
    Momentalnie zamilkł gdy zobaczył jak Chester, spogląda zaskoczony w jego kierunku. Słysząc coś, zupełnie czego się nie spodziewał, wręcz miał przeczucie, że Tony coś ukrywa na temat Julii i to dlaczego wspomniał o jej stronie.
    — Anthony? — spytał z powagą, zwracając się ku niemu — O czy ty mówisz? Czy jest coś, o czym nie wiem, a powinien? — zalał go gronem pytań — I co ma związek z tym jej firma?
    — To ty nic nie wiesz? — spytał zaskoczony drugi z mężczyzn.
    — Ale o czym?
    Anthony nie odpowiedział od razu przez moment, zastanawiał się, czy mówić mu o tym co się stało, a raczej o tym, że Julia z początkiem roku straciła swoją stronę w dość nadal dla niego tajemniczy sposób. Starał się ją przywrócić, nawet po tym gdy od niej wyjechał, ale coś było w tym dziwnego, że nie mógł dostać się do kodu. To wyglądało jak na robotę specjalisty na czarnym rynku, on jako osoba, która miała swoje doświadczenie, nigdy nie widziała, by strona ot, tak znikała i nie można było, jej uzyskać nawet wchodząc do oprogramowania, to było naprawdę dziwne.
    Westchnął cicho, jednak decydując się mu powiedzieć prawdę:
    — Julia straciła stronę — oznajmił.
    — Co!? — spytał zaskoczony — Ale jak…?
    — Sam chciałabym to wiedzieć. To wygląda na precyzyjną robotę, bo nawet mi osoby z doświadczeniem informatycznym nie udało się tego odkręcić. Nie mam pojęcia, co się stało, jednak straciła stronę oraz Instagrama, pisała do Supportu, ale oni nic nie wiedzą na ten temat. Powiedzmy sobie szczerze. Starałem się to odkręcić, ale nie wiem, kto w tym maczał palce, ale to wygląda, jakby ktoś celowo napadł na jej stronę i ją usunął bezpowrotnie.
    — Czemu nic nie wspomniała na ten temat?
    — Bo dowiedziała się tak naprawdę na parę dni przed wypadkiem, a sam wspomniałeś, że odkąd widzieliście się przed świętami do czasów, aż tutaj trafiła, nie widziałeś się, z nią więc mogła ci tego zwyczajnie nie zdążyć, powiedzieć — tłumaczył mężczyzna — Jednak nie wiem, kto to mógł zrobić.
    Zamilkł, bo nadal uważał to za dziwne. Nie sądził, by Clark maczał w tym palce, to nie były jego metody. Nawet gdyby chciał jej zaszkodzić i usunąć stronę zrobiłby to już dawno, a tak w tej kwestii zupełnie nic nie robił i jak uważał, to nie były jego metody, on gdy się pojawia, faktycznie zagraża Julii, jednak w sposób fizyczny więc raczej nawet, by go w tej kwestii nie posądzać. Nie miał za wiele możliwości obstawiania, kto to mógłby zrobić, kto celowo chciałaby jej zaszkodzić. To naprawdę było bardzo dziwne.
    Najpierw utraciła stronę, potem ktoś majstrował przy hamulcach w jej motorze, co zostało już potwierdzone przez policje. Po szczegółowym przypatrzeniu się maszynie dostrzeżono nacięcie na linkach hamulca jakimś ostrym przedmiotem, co doprowadziło do faktycznego jej wypadku. Gdy policja przejrzała monitoring, dostrzeżono dziwną postać, oczywiście była ona zamaskowana, jednak po postawie trudno było śledczym powiedzieć czy był to mężczyzna, czy kobieta, dobrze się ukrył pod za dużym ubraniem oraz kominiarką. Zdjęli odciski palców jedynie Julii, bo nie zostały zostawione inne, bo napastnik był przygotowany i nawet nie dotknął maszyny. przeciął linki dość ostrym i prawdopodobniedługim narzędziem, tak bynie pozostawić po sobie poszlak i to było zaskakujące. Ktoś, kto uszkodził jej maszynę. działał naprawdę precyzyjnie, by policja nie trafiła na jego ślad.
    W dalszym ciągu prowadzono śledztwo i przesłuchano wiele osób w tym również jej byłego i jego żonę jednak oni uznali, że nie mogli o niczym wiedzieć, bo jak mówili, że wyjechali. Oczywiście ich alibi potwierdzili rodzice jego żony, a inni również nie mieli powodu do tego, by coś takiego zrobić, więc śledztwo tkwiło w miejscu, a Julia wciąż leżała nieprzytomna. Mimo że przewidywano że jeśli się przebudzi i lekarze pozwolą zostanie przesłuchana to jednak kwestia tego kiedy się wybudzi spędzała sen z powiek.
    — Ona na to nie zasługuje — odezwał się nagle Anthony — Życie ją zbyt okrutnie doświadcza, od samego początku nie miała łatwo — westchnął.
    — Wiem — westchnął Chester, ponownie na nią spoglądając i delikatnie przecierając kciukiem jej ściśniętą dłoń — Może nie znam jej całe życie — mówił, nie odsuwając spojrzenia od spokojnej twarzy młodej dziewczyny — Jednak co mogę powiedzieć o niej, co wręcz oddaje naszą matkę, to że żadna z nich nie potrafi się poddawać. Nasza mama przeżyła dwa miesiące dłużej, niż początkowo jej zakładano i gdyby i młoda się poddała, to nie walczyłaby od kilku tygodni. Uparta jest jak z resztą każdy w tej rodzinie — dodał z delikatnym uśmiechem, chociaż nie było mu absolutnie do śmiechu.
    Tak naprawdę nigdy nie mówił tego na głos. Zbyt dobrze znał podejście siostry do ich rodziców. Pomijając kwestie Johna, ale co do Sary nadal miała ogromny żal i było to widoczne, że owszem pomogła się im odnaleźć w jakimś małym stopniu jednak niezrozumienie i złość względem tego, że została porzucona i ją nie odnalazła, była ogromna i nawet nie próbował zmienić jej postrzegania, bo sam uważał za karygodnie zachowanie ich rodziców. Nie zasługiwała na takich los, jaki doświadczyła od najmłodszych lat. Jednak to, co widział w wielu sytuacjach to, fakt, że ona była wręcz młodszą wersją ich mamy. Nie tylko pod względem wyglądu, bo Julia niemal była jak skóra zdjęta z matki prócz tak naprawdę niewielkich szczegółów, które mogły świadczyć, kto jest jej ojcem, to jednak w większości przypadku młoda Bennington była praktyczną kopią swojej nieżyjącej matki, charakter również po niej odziedziczyła, była bardzo zajadła, buntownicza, ale co ważne walcząca o swoje czy bliskich, na którym jej zależało. Może i miała temperament bardzo wybuchowy, zupełnie jak on ale była pełna troski i ciepła. Emfatyczność było czymś, co ją charakteryzowało, a szczególności odnośnie swoich bliskich czy dzieci niesprawiedliwie pokrzywdzonych przez okrutny los. Widział doskonale na przestrzeni lat, jak jej zależało na nim gdy coś się stało, czy Mike gdy jeszcze z nim była. Wykazała się ogromem uczuć i opiekuńczości względem innych a jej słabość do pomocy małym dzieciom wręcz wzruszała, jednak nie był zaskoczony. Wychowała się, w bidulu wie, jakie jest tam życie i chce, chociaż na chwile rozweselić dzieciaki. Mogła być zwariowaną młodą dziewczyną, jednak miała dobre serce. Nawet jeśli nastawiono go przez jej opiekunów, że jest trudnym przypadkiem, jak ją nazwali, co jest obrzydliwe to jednak gdy sama wyjaśniła jak tam żyła i co robiła i wiedział, że właśnie wykazując się pragnieniem obrony Anthony’ego, pomogła mu i się zaprzyjaźnili to, jednak ukazuje inny obraz dziewczyny, która jak sama mówiła, przeciwstawiała się choremu systemowi.
    A teraz mógł tylko czekać, co było naprawdę denerwujące.
    — Akurat z tym się zgodzę Chester, ona nie umie się poddawać — usłyszał nad sobą jego głos — Miała wiele bardzo ciężkich upadków i z każdego z nich umiała, się podnieś, teraz pozostaje, nam tylko wiara, że w końcu wróci do nas powrotem.
    Niespodziewanie Chester, który nadal trzymał dłoń swojej siostry w ciepłym uścisku, poczuł lekki uścisk na swojej ręce i mogło mu się to wydawać, wręcz posunąć się do stwierdzenia, że sobie tylko to wyobraził, jednak mimowolnie jego spojrzenie powędrował na splecione dłonie, a on ujrzał, jak palce dziewczyny poruszają się i tym razem to nie było tylko złudzenie. Po krótkiej chwili dało się wręcz usłyszeć cichy pomruk, który wydobył się z jej ust jednak stłumiony przez maseczkę tlenową, którą miała założoną na ustach.
    — Widziałeś!?
    Bennington podekscytowany zwrócił się do przyjaciela dziewczyny, który spoglądał w oszołomieniu na to jak porusza lekko głową jej mina była zbyt wymowna, by pomylić z inną. Oboje patrzyli jak najbliższa ich sercu kobieta, zaczyna się budzić na ich oczy. Po kilku tygodniach uwięziona w otchłani swojego umysłu powracała do nich. Wracała do świata rzeczywistego.
    Moment, którego myśleli, że w ogóle się nie doczekają, jednak pan jej życia zdecydował się nad nią zlitować i uwolnić z tej pułapki, w której tkwiła od dłuższego czasu, mimo że nie było to dla niej przyjemne. Widzieli, jak powoli uchyla swoje oczy, lecz przymyka je natychmiastowo pod wpływem oślepiającego światła. Mrużyła przez dłuższą chwilę swoje spojrzenie, aż w końcu widzieli, jak otwiera szerzej oczy i zwraca ku nim swoje oczy:
    — Witaj z powrotem Śpiąca Królewno — odezwał się pełen ulgi Brown.
    Jednak ona nie była w stanie nic powiedzieć. Rurka w jej tchawicy skutecznie nie pozwalała jej mówić. Był to moment gdy starszy Bennington nacisnął na jeden z guzików, by przywołać do nich lekarzy czy pielęgniarki. Z każdą chwilą Julia zaczęła poruszać się niespokojnie na łóżku, była bardzo zdezorientowana i nie rozumiała co się wokół niej dzieje:
    — Spokojnie młoda — powiedział uspokajająco Chester — Jesteś w szpitalu, zaraz pojawi się lekarz.
    Nie dało się ukryć, że na jej twarzy pojawiła się wręcz panika i zaczyna próbować coś mówić, jednak nadal nie mogła, coś skutecznie odbierało jej mowę. Spoglądała oszołomiona na dwójkę najbliższych jej mężczyzn i czuła się ogłupiała, o ile mogła, rozejrzała się wokół siebie, a widok szpitalnych murów sprawił, że jeszcze bardziej czuła się ogłupiała i niezrozumiała jednak po jej głowie kłębiło się tylko jedna myśl i jedno nazwisko.
    Ricardo.
    Zanim jednak zaczęła panikować co i tak zdarzało się w jej wypadku niezwykle rzadko, usłyszała skrzypienie drzwi, a wkrótce przed swoim łóżkiem prócz Chestera i Anthony’ego dostrzegła starszego lekarza oraz dwie pielęgniarki po trzydziestce.
    Nic z tego nie rozumiała.
    W jej głowie zaczęły kłębić się wiele pytań, jednak jedno ją najbardziej dręczyło.
    Co się stało?
    Niby tak bardzo banalne, które nie mogło dziwić, jednak niczego nie rozumiała. Nic nie pamiętała, co wydarzyło się, zanim straciła przytomność. W jej głowie panowała zupełna pustka, tak jakby nagle wycięto jakiś fragment jej życia, by potem, przebudzić się leżąc w szpitalnej sali i zobaczyć obok siebie zmartwione twarze Chestera i Anthony’ego.
    — Proszę zachować spokój pani Bennington, zaraz umożliwimy pani normalnie oddychać i zrobimy badania ale zanim to — potem zwrócił się bezpośrednio do dwóch mężczyzn, mówiąc: — Czy mogliby panowie wyjść, chciałabym zbadać pacjentkę. Pozwolę panom wejść gdy pielęgniarki pomogą ją ogarnąć.
    Oboje spojrzeli na siebie jednocześnie mimo niechęci, starszy Bennington wstał i razem z przyjacielem siostry wyszli z Sali, zostawiając dziewczynę sam na sam z personelem medycznym.
    Czy poczucie ulgi, jaką oboje poczuli w tej samej chwili, sprawiła, że pewien ciężar spadł z ich ramion?
    Owszem.    
    Mogło się teraz wydawać, że nie mają za wiele już strapień, bo już nie musieli się martwić czy przeżyje, jednak nadal pozostaje kwestia tego, jak ona to wszystko zniesie. Jak ona się czuje to, było raczej kluczowe pytanie i najbardziej co wręcz przerażało, czy wynikną jakieś powikłania, które będą mieć wpływ na dalsze życie. Mogli się teraz jedynie zastanawiać.
    — Z jednej strony trochę poczułem ulgi, że odzyskała przytomność, ale z drugiej nadal się martwię — przyznał szczerze Anthony.
    — Mam to samo zdanie, boję się, że jednak może coś wyniknąć, co może zniszczyć jej życie. Nawet jeśli kręgosłup nie został złamany, to po takim wypadku ciężko powiedzieć, że wyjście bez całkowitego szwanku było możliwe.
    — Sam słyszałeś policja i lekarze są zgodni, że tylko cud ją uratował, chociaż nie wierzę w takie rzeczy, to jednak można to nazywać takim określeniem, zwłaszcza gdy wiemy, jak maszyna się złożyła na pół — powiedział Anthony — Ale nadal mnie zastanawia, kto to zrobił. Bo nie jestem przekonany, że to Clark, on tak nie działa.
    — Sam bym chciał to wiedzieć — dodał nieco sfrustrowany muzyk — Nie darowałabym temu kto śmiał doprowadzić moją siostrę do tak poważnego wypadku. Nie ważne, jakie musiałabym, ponieś konsekwencje, zabiłbym skurwysyna, który się dopuścił przecięcia hamulców. To mogło ją zabić!
    I owszem w tej chwili się zwyczajnie odgrażał, jednak uważał, że osoba, która dopuściła się takiego przestępstwa, zasługuje na najgorszą karę. Jego siostra otarła się o śmierć i pragnął tego, nie obchodziło go, kto to był. Pragnął, by trafił na długie lata do więzienia.
    Jego nieco chaotyczne rozmyślenia zostały nagle przerwane przez szelest otwierających się drzwi. Momentalnie odwrócił się w ich kierunku i zobaczył medyka, który wyszedł z sali z dość neutralną miną. Nie wydawać się jednak niczym zaniepokojonym, jednak on czuł napięcie i obawiał się tego co powie:
    — Po wstępnych badaniach wydaje się, że pana siostra ma się całkiem dobrze — odezwał się starszy mężczyzna — Oczywiście nie potrafi sobie przypomnieć zdarzeń z wypadku, jednak potrzebuje czasu z czasem ta chwilowa amnezja, zniknie, a ona sobie przypomni o wszystkim. Ogólnie nie uskarża się na zbyt wielki ból. Oczywiście zatrzymamy ją na obserwacji, bo teraz może nie czuć nic żadnego cierpienia, może się jednak coś rozwinąć potem. Wykonamy jeszcze szczegółowe badania i będziemy mieć ją cały czas na oku, jednak wydaje się, że już nic poważnego nie zagraża jej życiu — wyjaśnił medyk.
    — Czyli jesteśmy na dobrej drodze?
    — Nie chce aż tak bardzo hiperbolizować, jednak proszę być dobrej myśli — odparł medyk — Mogę panowie do niej wejść jak pielęgniarki, już wyjdą. Zapewne ma ona wiele pytań do panów, nie będę wam utrudniał. Gdyby coś się działo, proszę mnie wołać jak uprzednio — zwrócił się do nich.
    Kiwnęli delikatnie głowami, na co lekarz lekko skinął w odpowiedzi i widzieli, jak odchodzi, by zająć się swoimi innymi pacjentami. A oni czekali z niecierpliwością na wyjście dwóch kobiet. Widzieli, jak opuszczają sale, po krótkiej chwili wręcz zostawiając im otwarte drzwi, by mogli wejść do środka.
    Nie zawahali się ani przez moment, weszli do środka gdzie zastali Julie, leżącą na łóżku została odłączona od maszyny, która monitorowała jej bicie serca, jednak po jej minie można od razu było zobaczyć, że jest czymś mocno przejęta. W chwili gdy usłyszała ich kroki, poderwała swoje spojrzenie i niemal od razu się odezwała:
    — Powiecie mi co się stało? — pytała nieco zachrypniętym głosem — Co ja tutaj robię? — spytała nieco wystraszona.
    Oboje podeszli do niej, a Chester usiadł na poprzednim miejscu i spojrzał na nią z troską, jednak to Anthony odezwał się jako pierwszy:
    — Miałaś wypadek — oznajmił.
    — Co!? — spytała zaskoczona.
    — Przed trzema tygodniami wpadłaś na drzewo, jadąc motocyklem — wyjaśnił spokojnie Bennington.
    Momentalnie zobaczyli jak, jej twarz wręcz pobladła ze strachu i przerażania, nie odezwała się ani przez moment nawet nie przerywając, a on kontynuował:
    — Wpadłaś na drzewo, prawdopodobnie straciłaś panowanie nad kierownicą. Ktoś majstrował przy twoim motocyklu i przeciął linki hamulca.
    — Nie… Co!? — pytała zdumiona — Ale ja niczego nie pamiętam — wykrztusiła ogłupiała.
    — Nic?
    Nie odpowiedziała od razu na jego pytanie, przez chwile siedziała w milczeniu, a oni widzieli, jak przez dłuższą chwilę się zastanawia, bez wyraźnego skutku stara się sobie przypomnieć co się działo, jednak w jej głowie panowała pustka, prócz jednej rzeczy, jaką pamiętała.
    — Jedyne co sobie przypominam, to jak stałam przed lustrem i robiłam zdjęcie dla Ricardo… — momentalnie zamarła, a w jej oczach zobaczyli wyraźną panikę i strach — Ricardo! — zawołała i wręcz wystraszona spojrzała na nich — Dzwoniliście do niego, powiecie mi, że on tutaj jest — mówiła błagalnym tonem.
    — Kto to jest Ricardo? — zapytał wprost Anthony.
    — Spotykam się z nim…
    — Chwileczkę młoda — przerwał jej nagle Chester — Czy to nie jest ten facet, z którym cię widziałem przed świętami?
    W następnej chwili zobaczyli, jak przytaknęła i zwraca się ku niemu:
    — Błagam, pobiedzicie mi, że on tutaj jest — prosiła.
    Milczenie oznaczało tylko jedną odpowiedzieć:
    — Chester proszę cię, daj mi telefon, muszę do niego zadzwonić, on się pewnie zamartwia o mnie — prosiła — Właściwie jaki jest dziś dzień?
    — Jedenastego lutego — odezwał się Anthony
    Na ironie losu obudziła się w dzień urodzin swojego byłego faceta, jednak ta myśl nawet nie przeszła jej przez głowę, ponownie zwróciła się do brata wręcz z błaganiem wymalowanym na twarzy:
    — Proszę cię Chester, chce tylko do niego zadzwonić…
    Po krótkiej chwili wahania wyjął telefon i poddał młodej dziewczynie, która bez trudu go odblokowała i od razu weszła i wystukała numer do ukochanego i przyłożyła smarthona do ucha, czekała dosłownie moment gdy po drugiej stronie usłyszała głos Hiszpana, który się odezwał po hiszpańsku:
    — Słucham, kto mówi? — zapytał z powagą.
    — Ricardo?
    — Julio? To ty? — pytał zaskoczony, a w jego tonie głosu można było usłyszeć wyraźną ulgę — Czemu nie dawałaś znaku życia!? Od miesiąca próbowałem się z tobą skontaktować! Gdzie jesteś.
    — Ricardo miałam wypadek…
    Rozdzieleni kochankowie wkrótce mieli się połączyć.

Monday, December 2, 2024

IV 02 (P.2) — PRÓBOWAŁ JĄ ZABIĆ

.    Pchnął mocniej ramieniem, dość ciężkie mosiężne ciemne drzwi studia nagraniowego, będąc w naprawdę znakomitym humorze, jednak jak nie czuć się nieszczęśliwy, bo tak znakomitym rozpoczęciu poranka. Spędzone w towarzystwie swojej ukochanej żony, mimowolnie kącik jego ust poderwał się ku górze na samą myśl o ukochanej, którą zostawił w domu wraz z jej małoletnią córką i mimo tego, że nie chciał wychodzić do pracy, to jednak umówił się dziś z chłopakami na nagrania i jednak nie chciał ich zawieść.
    Byli umówieni na dzisiejszą sesję nagraniową i chciał ją prędko stworzyć by móc powrócić do domu i spędzić więcej czasu z ukochaną i na ironie losu jej córką.
    Tak naprawdę nie sądził jeszcze ten rok temu, że jego życie potoczycie się w takim kierunku. Przed kilkunastoma miesiącami był zaręczony z byłą narzeczoną i uważał, że wręcz nie mógł wymarzyć sobie lepszej kandydatki na swoją przyszłą żonę, żył w przekonaniu o tym, że nikt nie daje mu takiej radości jak ona. Nikogo tak bardzo nie kochał jak właśnie tej młodziutkiej dziewczyny i pomimo dzielącej ich różnicy wieku ona zdawała się zupełnie mu nie przeszkadzać, jednak mógł teraz z perspektywy czasu powiedzieć, że ogromnie się mylił.
    Zrozumiał to w momencie gdy nie potraktowała go na tyle poważnie, uznając go wręcz za ignoranta, gdy on wręcz lękał się, wręcz panicznie bał się o jej życie. Ona wolała to zbagatelizować i uznać za przesadę to, że zwyczajnie się o nią martwił i pragnął dla niej jak najlepiej. Miał wrażenie, jakby zdeptała całe jego zatroskanie tylko dlatego by poczuć głupią dawkę adrenaliny.
    Poczucie dawki epinefryny było dla niej o wiele bardziej znaczące poczucie tego smaku skoku, który towarzyszył jej podczas wyścigów niż zadbanie o swoje bezpieczeństwo. Mógł zrozumieć wiele, jednak nie to, że jego jeszcze wtedy narzeczona dla głupiego sportu wolała ryzykować własnym życiem. Kolejne tygodnie, pogłębiającego się przez nich konfliktu sprawiły, że ukazały jej wręcz brak jakiekolwiek dojrzałości czy zrozumienia.
    I nadal nie uważał, że zrobił źle, odbierając jej kluczyki do motocykla.
    Mimo że powiedział jej, że się mylił i popełnił głupotę, to tak naprawdę nadal uważał, że była to jedna z lepszych decyzji, jakie mógłby podjąć, by ją zwyczajnie uchronić, skoro ona tego nie robiła, wolała być na tyle bezmyślna i wręcz głupia i uważać, że to on był pozbawiony wszelkich skrupułów, złodziejem, który według niej posunął się o krok za daleko, zabierając coś, przez co wręcz ryzykowała życiem.
    Teraz uważał, że walczenie o przyszłość ich związku było skrajną głupotą, bo ona nie zaprzestała swojego niebezpiecznego życia, a on pragnął już partnerki, która na życie spogląda w sposób dojrzały i przyszłościowy z planami na założenie rodziny i właśnie to wreszcie mógł poczuć przy swojej obecnej żonie i tak doskonale zdawał sobie sprawę, co w przeszłości ich podzieliło, jednak oboje uznali po długiej rozmowie, że nie byli wtedy gotowi na tak poważny związek, na jaki się porwali.
    Obecnie byli dwojgiem dojrzałych ludzi, którzy pragnęli i wręcz chcieli wspólnej przyszłości razem. Nawet ten prędki ślub nie stanowił problemu czy sprawiał, że zrobił to pod wpływem impulsu, dopiero teraz zrozumiał, że jest szczęśliwy.
    Taylor była wierna jak nigdy przedtem i widział w niej zupełnie inną osobę niż tą, którą porzucił przed paroma laty. Tak naprawdę wydorośla z tych głupich hulanek tak jak on i tak samo jak on myślała o powiększeniu ich rodziny. Nawet jeśli teraz miała nieślubne dziecko, raczej nie stanowiło to problemu, bo mała Summer była naprawdę kochanym i uroczym urwisem, która skradła jego serce i mimo że nie było to jego dziecko, nie zamierzał robić, z tego powodu wyrzutów swojej żonie.
    Radowała go myśl, a raczej to, co powiedziała o poranku Taylor, że jest gotowa na to by w końcu, mogli powiększyć rodzinę. Perspektywa czy nawet wizja bycia w niedługim czasie rodzicem niezwykle go radowało, bo marzył o tym od paru lat. Teraz wiedział, że jego największym życiowym błędem było związanie się z dziewiętnastolatkom gdy on powoli dobijał trzydziestki. Byli z zupełnie dwóch innych światów i wchodzili w inne etapy życia, jednak żył w mylnym przekonaniu ze związek z młodą Bennington był dla niego dobry, lecz takim po prostu nie był.
    Wszedł do studia nagraniowego i niemal stanął w miejscu zaskoczony widokiem jedynie dwóch kolegów, z kapeli co go wręcz zdumiało. Rozejrzał się po studiu, szukając innych chłopaków a szczególnie głównego wokalisty, jednak jego nigdzie nie dostrzegł. Momentalnie zwrócił się w stronę Brada oraz Roberta, którzy cicho dyskutowali na jakimś temat, dobiegły go wręcz szczępki ich rozmowy:
    — Ale jak to mogło się stać…? — dobiegł go zaskoczony głos perkusisty — Przecież ona dbała o tę maszynę. Nie jeździła jak szaleniec…
    — Wspominał, że policja nadal ustala szczegóły — mówił pełnym zatroskania głosem główny gitarzysta zespołu — Tak naprawdę przed dwoma godzinami skończyli ją operować, więcej mają ustalić badania…
    Nic z tego zupełnie nie rozumiał, o czym oni rozmawiali.
    Jakie badania, jaka operacja i właściwie o kim oni teraz rozmawiają. Tak naprawdę czuł się zagubiony, słysząc słowa wręcz wyrwane, z głębszego kontekstu jednak dało się wyczuć w powietrzu coś dziwnego. Niepokojącego i to go zaskoczyło, szczególnie to, że nigdzie nie było reszty zespołu, pomimo że już wszyscy powinni być na miejscu. Czuł się bardzo zdezorientowany i zupełne nic nie rozumiał, co się dzieje.
    — Cześć — odezwał się w końcu momentalnie, zwracając na siebie uwagę dwojga jego przyjaciół.
    Widział jak Rob oraz Brad jednoczenie spoglądają w jego kierunku, co wręcz od razu dało się wyczytać, z ich twarzy to ujrzał, że są czymś poważnie zmartwieni i to jeszcze bardziej go zgubiło.
    — Gdzie jest reszta zespołu? — zapytał wprost — Przede wszystkim gdzie jest Bennington!? — dodał nieco ostrzejszym głosem — Mieliśmy nagrywać dziś…
    — Chester dziś nie przyjdzie do studia — oznajmił z powagą Delson.
    — Słucham!? — odezwał się oburzony — Czy on sobie kpi!? — pytał wręcz wściekły — Jesteśmy w trakcie nagrań, a on śmie robić sobie wolne, nie informując o tym — wręcz grzmiał.
    Nie było to wręcz podobne do niego. Pracował z nim od wielu lat jednak nigdy Bennington nie doprowadzał do takiej sytuacji by nie informował go o tym czy się nie pojawi. Uważał, że mieli na tyle dobry kontakt, że powinien, chociaż coś mu wspomnieć na ten temat, że zdecydował się wręcz porzucić ważne nagrania, o których doskonale wiedział, że są ważne i istotne i powinien na nich być, bo głównie na aspektach wokalnych chcieli się dziś skupić, a on tak po prostu mówi, że się nie pojawi.
    Widział jak obaj mężczyźni po jego wybuchu frustracji, wymieniają się wręcz porozumiewawczymi spojrzeniami, co jeszcze bardziej zbiło go w tym momencie z tropu. Coraz bardziej czuł się poddenerwowany tą całą sytuacją, bo wręcz gołym okiem było widać, że oni wiedząc coś, o czym on nie miał bladego pojęcia i to jeszcze bardziej go frustrowało. Spojrzał to na jednego to na drugiego wyczekująco i wręcz w jego spojrzeniu było widać ponaglenie.
    — Chester do ciebie nie pisał? — spytał zdziwiony Robert.
    — Jeśli próbuje się czegoś od was dowiedzieć, to raczej nie. Od piątku nie miałem z nim kontaktu — przyznał.
    Owszem ten weekend spędził jedynie z żoną i jej córką i nie żałował absolutnie tych dwóch, dlatego na ten czas po prostu wyłączył telefon, by nikt nie śmiał im przerwać wręcz rodzinnej sielanki.
    — I tak pewnie by mu nic nie powiedział.
    Mimo że te słowa Brad skierował do najmłodszego z nich, to jednak on poczuł, się jakby to był wręcz pocisk wymierzony w jego kierunku. Wręcz zazgrzytać zębami, bo tak naprawdę czuł jakby, coś przed nim ukrywali, co nie było podobne, już był gotowy otworzyć usta i powiedzieć na głos, że mu się to nie podoba gdy gitarzysta zwrócił się w jego kierunku, mówiąc:
    — Chester jest w szpitalu — oznajmił stanowczo.
    — Co!?
    Momentalnie zbladł, bo tego najmniej się spodziewał. Jednak nie rozumiał, czemu on o niczym nie wiedział, dlaczego jego najbliższy przyjaciel wylądował na szpitalnym łóżku, myślał, że pomimo wszystko, co się wydarzało i rozstania z jego siostrą tą są w miarę dobrych relacjach i powiedziałby mu, że potrzebuje pomocy, a nie ukrywał to przed nim.
    — Czemu…?
    — Mike jemu nic się nie stało — przerwał mu w pół zdania Rob — On jest tam z powodu Julii.
    Zamilkł, bo tego najmniej się spodziewał, może i nie darzył już tej dziewczyny takimi sami uczuciami jak dawniej nawet jeśli ma być to kwestia czysto koleżeńska i w niej mieli ze sobą niezbyt dobry kontakt to jednak gdy to usłyszał, to poczuł momentalnie, jakby spadł na niego jakiś ciężki głaz, pod którym wręcz się mógł mentalnie ugiąć.
    Nie sądził, by trafiła tam z błahego powodu, gdyby tak faktycznie było, nie widziałby tego, aby Brad czy Rob byli na tyle poważni, na jakich obecnie wyglądają, a na ich twarzach pojawiało się zmartwienie, to musiało się stać coś naprawdę poważnego, lecz nie wiedział jeszcze co, jednak wkrótce został wręcz zbombardowany przez słowa, które padły:
    — Julia miała wypadek — oznajmił Rob.
    — Podejrzenia są, że straciła kontrolę nad maszyną podczas jazdy, bo motor wylądował na drzewie wręcz pozwijany w rulon, a ona sama spadła z niego i upadła do rowu. Przez kilka godzin operowali ją, bo miała krwotok w mózgu. Policja podejrzewa, że ktoś mógł przeciąć linki hamulca, bo dostrzeżono po pierwszych oględzinach charakterystyczne nacięcia na nich.
    — Czy… czy ona…? — nie potrafił wręcz wykrztusić słowa.
    Pomimo swojej ogromnej niechęci do niej w ostatnim czasie to jednak nigdy nie życzył jej śmierci. Wręcz tego zwyczajnie nie chciał. Jednak momentalnie go zmroziło, gdy przez jego umysł przeszła wręcz niepokojąca myśl, a raczej wspomnienie pewnej rozmowy z żoną. Poczuł się, jakby na moment odebrano, mu dech w piersi. Nawet nie zdawał sobie sprawę, jak nagle pobladł na twarzy.
    — Ona żyje, jednak jej stan jest poważny wręcz ciężki — tłumaczył Brad, a on czuł, jak z każdym jego słowem traci grunt pod nogami.
    Wręcz z każdą chwilą gdy do jego umysłu powracały wspomnienia, starał się usilnie je od siebie wręcz odepchnąć. Jednak ona powracała do niego niczym bumerang, a fala obrazów z tamtego wieczora gdy rozmawiał z bliską, sobie osobą wręcz sprawiała, że był o krok od osunięcia się o podłogę.
    Pomimo nieporozumień, sprzeczek czy kłótni, nawet odmiennych poglądów czy tego co ich rozdzieliło. On naprawdę nie wyobrażał sobie dnia by coś lub ktoś odebrał życie jego dawnej narzeczonej. Pomimo tego, jaki miał do niej żal, nie uważał, by zasługiwała na to, by stracić życie, każdy na nie zasługiwał.
    Momentalnie w swojej głowie usłyszał te przeklęte słowa, które padły z ust bliskiej mu obecnie osoby:
    — Nie zamierzam pozwalać, by jakaś główniara, ingerowała w nasz związek, jeśli nadal będzie, się wtrąca, zastosuje wobec niej mniej delikatne metody…
    — Mike strasznie pobladłeś czy wszystko dobrze? — nagle głos Roba sprowadził go do rzeczywistości.
    Potrząsnął głową, starając się, jak tylko mógł nie dopuścić do siebie myśli, że ona faktycznie to zrobiła! Posunęła się do czegoś, czego on nawet nie brał, pod uwagę nawet nie chciał tego! Nie mógł wręcz o tym myśleć, że kobieta, której do tej pory ufał, ośmieliła się wręcz próbować pozbawić kogoś życia w tym przypadku Julie. Nie chciał o tym myśleć.
    — Jak to się stało? — spytał wręcz szeptem — W jakim jest stanie? — spojrzał wręcz nagląco na przyjaciół.
    — Jak mówiłem, jest w bardzo poważnym stanie. Przed dwoma godzinami skończyli ją operować. Miała krwotok wewnętrzny, który lekarze go zatamowali. Doktor jeszcze tego nie potwierdzili ani nie wykluczyli, ale Chester boi się, że Julia jeśli jej stan nie pogorszy się w kolejnych godzinach i jeśli się obudzi, może skończyć na wózku inwalidzkim ze złamanym kręgosłupem, albo urazem wewnętrznym. Jednak muszą to potwierdzić, w jakim stanie są organy oraz przede wszystkim kark czy nie został złamany. Mają je wykonywać lada chwila, więc wszystko się okaże, w jakim jest stanie.
    Czuł jak słowa jednego, z kolegów z kapeli odbiera wręcz mu mowę. Tego najmniej się spodziewał. Jeśli uważał, że ten poranek zaczął się dobrze, to w jednej chwili zmienił diametralnie zdanie.
    — Mike… — zaczął Rob.
    — Ja… ja muszę wrócić do domu — zaczął pośpiesznie się tłumaczyć — Zapominałem… zapomniałem tekstów — rzucił, powolnym krokiem się wycofując.
    — Mike… — odezwał się jeden z nich.
    Jednak nie usłyszał już nic więcej, znikając za ciemnymi drzwiami. Nie mógł zobaczyć tego jak dwoje przyjaciół wymienia się dość niezrozumiałym i wręcz zaskoczonym spojrzeniem. Oboje wydawali się nie rozumieć, zachowania ich najbliższego przyjaciela co było wręcz niepodobnego do niego. Jeszcze przed kilkoma tygodniami, wręcz nie chciał słyszeć nic na temat swojej byłej miłości, będąc całkowicie zapatrzonym w obecną żoną. Twierdząc, że młoda artystka jest w jakiś sposób uprzedzona do jego ukochanej i wręcz ją atakuje, podczas gdy młoda Bennington nie wykazywała się nawet żadnym zainteresowaniem wobec jego nowego związku.
    Doskonale widzieli, jak wręcz nie jest zainteresowana rozmową z dawnym kochankiem, gdy ten wręcz był wobec niej uszczypliwy i kąśliwy a ona jedyne czym się wykazywała do obrony i prostowaniem szczegółów, które Mike uwielbiał w ostatnim czasie przekłamywać.
    Może i będzie to nieco ubliżenie wobec ich przyjaciela, lecz to on bardziej nakręcał ten nic niepotrzebny spór. Julia miała prawo z nimi się bawić czy spędzać z nimi czas i jak uważała jego żona, że nie powinna się mieszać do ich towarzystwa, jednak tak naprawdę każdy widział to, że Taylor bezczelnie wykazuje się arogancją i zbytnią wyższością nad nimi a przede wszystkim nad siostrą Chestera, bo znała ich wcześniej, a ją traktowała jak intruza, który był zbędny w ich grupie i nie znaczyła wiele. Jednak prawda była inna, to właśnie młoda Bennington miała większe prawo przebywać w ich towarzystwie, tak naprawdę ona nie narzucała się zbytnio, jednak owszem miała prawo być wraz, z nimi, bo doskonale każdy widział jak bardzo Julia jak i Chester są ze sobą związani a oni sami traktowali ją jako przyjaciółkę. Taylor nagle wtargnęła do ich życia i towarzystwa i zaczęła mieszać i uznawać się za kogoś ważniejszego tylko dlatego, że jest żoną ich przyjaciela, ale każdy z nich miał partnerki, które nie były tak bezczelne w swoim zachowaniu. Oni byli grupką przyjaciół, którzy dobrze się ze sobą bawili, a wraz z resztą chłopaków tworzyli zespół, jednak nie odnosili się, z tym że są znani na całym świecie i na wiele mogą sobie pozwolić. Mieli normalne podejście do życia.
    Tymczasem on wręcz wypadł z wytwórni, wbiegając na parking i w pośpiechu podbiegł do swojego samochodu. Otworzył z rozmachem drzwi i zamknął je z trzaskiem, wkładając między czasie kluczyki do stacyjki. Czuł, jak jego ręce drżą. Nie potrafił opanować swoich emocji, pomimo że próbował. To, co właśnie usłyszał, wyprowadziło go z równowagi, jednocześnie czuł wręcz przerażenie na myśl, że Julia jest w tak poważnym stanie i co mogło wręcz usłyszeć w między słowami, to że cudem można nazywać to, że przeżyła tak poważne spotkanie z koroną drzew i ześlizg ze ścigacza jednocześnie czuł się spanikowany, mając naprawdę ogromną nadzieję, że Taylor nie zrobiła tego, o czym w tej chwili myślał.
    Zrozumiał dopiero teraz, że był idiotą, kreując ten głupi plan zemsty wobec swojej byłej partnerki. Miało za jego mściwością przemawiać to, że ona atakuje jego obecną ukochaną podczas gdy teraz w końcu do niego dotarło, to że to on był tą osobą, która wykazywała się złośliwością wobec niej, bo tak naprawdę po raz pierwszy wykazał się wobec niej nie uprzejmością, tylko dlatego, że przez przypadek na niego wpadła. Mógł to po prostu olać, ale on wykazał się niezwykle dziecinnym zachowaniem.
    Miał naprawdę ogromną wiarę, że gdy przyjedzie do domu i zapyta Taylor o to, ona temu wszystkiemu zaprzeczy. Wręcz czuł jak po jego ciele przebiega zimny dreszcz gdy do jego głowy nasunęła się myśl, że ona by to potwierdziła. Nie chciał znowu się, na niej zawieś, dlatego pokładał taka ogromną nadzieję w tym, że ona temu wszystkiemu zaprzeczy.
    Wyjechał spod wytwórni, mając w głowie totalny bałagan, wręcz huragan myśli, który nie pozwalał mu na wytchnienie. Nie rozumiał czemu, zaczął czuć strach, obawy, które nie powinny mu towarzyszyć, jakich cichy głosik z tyłu głowy wręcz błagał go, by tam nie wracał, by się zawrócił. Jednak on pragnął się dowiedzieć czy jego żona posunęła się do usiłowania zabójstwa Julii. Wręcz z trudem przełknął ślinę gdy po jego głowie wręcz przetoczyła się ta jedna wręcz spanikowana myśl.
    Zaczął wręcz przeklinać korki, w które wpadł, bo jego jedynym celem było, dostanie się do domu. Nagle po całym samochodzie rozbrzmiał dźwięk spokojnej melodii jego telefonu, który wcisnął do lewarka. Kątem oka zobaczył, imię: „Brad”, jednak zignorował to, nie zamierzał rozmawiać z kumplem, bo spodziewał się, o comoże zapytać jednak nie zamierzał się teraz tłumaczyć chciał jedynie teraz porozmawiać z Taylor.
    Moment gdy wjechał w końcu na ulice, na której mieszkał, zajęło mu około godziny, nie spędził sobie wręcz wyzwisk w kierunku innych kierowców, którzy wręcz miał wrażenie, że specjalnie jadą tak wolno by bardziej, go zdenerwować i nie mógł dostać się do domu. Moment gdy wjechał na podjazd swojego domu, był chwilą jednocześnie niepewności oraz frustracji i obaw co może usłyszeć. Wierzył, że Taylor nie zrealizowała tego głupiego punktu. Nie wiedział, o czym on głupi myślał gdy godził się na ten jeden punkt z listy, jak mogą uprzykrzyć życie jego byłej narzeczonej, już wtedy gdy jego ukochana to zaproponowała, powinna zapalić mu się czerwona lampka i opamiętać nie tylko siebie, ale ją by do takiej skrajności się nie posuwali, ale nie zrobił tego, za późno reagował, powinien wybić ten pomysł z głowy Taylor już na samym początku.
    Jakim on był idiotka, by podżegać do próby zabicia kogoś a szczególnie dziewczyny, która kiedyś mu była bliska. Nie był takim tyranem i skurwysynem jak Kent. Wyrzuty sumienia wręcz zaczęły go dręczyć i nie zamierzał ich w żaden sposób unikać.
    Był głupkiem i wprost się przyznawał do tego.
    Jeden moment wystarczył, by się przebudził z tego zaślepienia, by bruździć Julii w życiu gdy praktycznie z nią się nie widywał i ona nawet nie ingerowała do jego życia. Idiotyzmem było twierdzenie, że ona zagraża Taylor podczas gdy ona żyła własnym życiem. Odcięła się wręcz od niego po zerwaniu.
    Zaparkował i nawet nie zabierając z pojazdu kluczyków, wyszedł szybko z samochodu i niemal biegiem podszedł do drzwi wejściowych i nacisnął na klamkę, która ustąpiła. Od wejścia zaczął nawoływać.
    — Taylor! — zawołała w głąb — Taylor!
    — Co tu robisz? — zapytała schodząca z piętra kobieta, która uśmiechnęła się na jego widok — Miałeś być późnej — przypomniała sobie jego słowa ze śniadanie.
    — Powiedz, że tego nie zrobiłaś! — rzekł wręcz prędkim głosem.
    — Mike skarbie, przede wszystkim uspokój się i potem powiedz, co się stało — powiedziała ze spokojem i podeszła do niego delikatnie kładąc mu dłoń na ramieniu, nadal nie opuszczał jej dobry humor.
    Nie spodziewał się tego, że to diametralnie się zmieni w przeciągu kilku kolejnych chwil.
    Nie odpowiedział jednak z trudem, złapał oddech, starając się, jak tylko mógł, opanować swój oddech i umysł. Potrzebował znacznie więcej czasu, by się uspokoić na tyle, by znowu zwrócić się do żony.
    — Taylor błagam cię, powiedz mi, że niczego nie zrobiłaś.
    — Mike nadal nie rozumiem, o co ci chodzi — rzekła, a na jego twarzy można było zobaczyć wyraźne niezrozumienie.
    — Julia… Julia miała wypadek — powiedział na jednym oddechu — Podejrzenia są, że ktoś przeciął linkę w hamulcu jej motocykla, proszę cię powiedz mi ze niczego nie zrobiłaś — zaczął wręcz mówić błagalnym głosem.
    Jednak jej reakcji zupełnie się nie spodziewał, zamiast od razu odrzucić, potencjalne oskarżenia w jej kierunku on zobaczył, jak na jej ustach pojawia się bardzo szyderczy uśmiech, czego nie widział u niej od dawna. Widział, jak jej spojrzenie wręcz było przepełnione jadem i złośliwością, jakiej nie widział od dawna. Patrzył, jak w jednej chwili splotła dłonie pod swoimi piersiami, a z jej ust nie schodził ani przez moment ta wręcz kpiąca radość, co jeszcze bardziej go niepokoiło.
    — Taylor… — zaczął powoli, a w jego tonie dało się wręcz wyczuć prośbę.
    Tak bardzo chciał, by to, co podejrzewał, o czym zaczął wręcz być przekonany, że się wydarzyło, jednak jego mina wręcz ten obrzydliwe paskudny uśmiech coraz bardziej utwierdził go w najgorszych obawach, jakie głębiły się w jego głowie.
    — Mike, kochanie, myślisz, że jak inaczej byśmy się jej pozbyli. Ona staje na drodze do naszego szczęścia.
    Jej głos był wręcz przepełniony czystym jadem. Miał wrażenie, że wręcz syczy gdy to mówi. Widział, potem jak podchodzi do niego z nonszalancją i przechodzi wokół niego, a on czuł, jak serce podskakuje mu do gardła. Miał odczucie, że zaczęła wokół niego krążyć jak wąż, który powoli zaciskał się na ofierze, by po krótkiej chwili ją zgładzić. Nie miał pojęcia, dlaczego nagle zaczęła się tak zachowywać, czemu jego ciałem wręcz wstrząsnął, niekodowany dreszcz a on coraz bardziej zaczął się bać.
    — A jak myślisz kochanie? — powiedziała z drwiącym uśmiechem.
    Momentalnie poczuł jak koniuszkiem bardzo ostrego paznokcia, przejechała wzdłuż jego brody, niemal raniąc go do krwi. Zacisnął zęby, by zignorować to, gdy on patrzył w oczy swojej żony, którą obecnie nie poznawał. Nie było tą samą kobietą co przy śniadaniu pełną troski i emfatyczności, teraz miał wrażenie, jakby patrzył w wężowe oczy, co go jeszcze bardziej niepokoiło.
    — Taylor, kurwa ona jest w szpitalu w stanie krytycznym! — rzucił ostro — Ona mogła, zginął…!
    — Trafiłaby tam, gdzie jej miejsce a ja miałabym cię tylko dla siebie — powiedziała wręcz z obrzydliwym uśmiechem, chwytając go za skraj koszulki i przyciągając z brutalnością do siebie.
    — To był głupi pomysł! Nie powinniśmy nawet o tym myśleć! — odezwał się pewnie pomimo ogarniającego go strachu.
    Nie wiedział czemu, jednak nagle atmosfera nagle się zmieniła. Czuł wręcz w powietrzu coś niepokojącego, a on, pomimo że starał się, jak mógł, być spokojnym nie potrafił opanować swojego lęku, który owładnął jego ciałem.
    — Wręcz przeciwnie skarbie — mówiła wręcz obrzydliwe przesłodzonym głosem, w którym jednak dało się wyczuć jakby czuła się dumna z tego co zrobiła — To był wręcz doskonały pomysł. Teraz się pomęczy, zanim zdechnie — rzekła z obrzydliwością.
    — Taylor ja to muszę, zgłosi...
    Nie był w stanie dokończyć nawet słowa, gdy niespodziewanie poczuł, jak po jego twarzy wręcz rozniósł się ogromny wręcz paraliżujący ból, który wręcz go oszołomił. Początkowo zupełnie nie zrozumiał, co się stało, jednak w następnej chwili przyłożył dłoń do pulsującego policzkach, czuł jak w kącikach jego oczu, zbierają się mu łzy.
    — Czemu to zrobiłaś!? — spytał z pretensją w głosie — Taylor, to poważna sprawa, mogłaś ją zab…
    To trwało dosłownie sekundy, a on miał wrażenie jakby trwały długie minuty. Nie miał pojęcia kiedy stracił wręcz grunt pod nogami, a w następnej chwili mógł wręcz obserwować pochylającą się nad nią żonę, a na jej twarzy zobaczył wręcz czystą wściekłość, nieokiełznaną i niebezpieczna co można wręcz było dostrzec w jej oczach. Czuł, jak traci oddech, jakby coś mocno zakleszczyło się wokół jego krtani, nie pozwalając mu złapać oddechu w piersi. Z każdą chwilą zaczął robić się siny, a nad sobą zobaczył uniesioną twarz kobiety, która tak diametralnie się zmieniła, z łagodnej i pogodnej trzydziestoparolatki w istnego potwora, który nad nim wisiał.
    — Posłuchaj mnie teraz kochanie — powiedziała z naciskiem na ostatnie słowa, jeszcze mocniej przyciskając swoje palce do jego tchawicy. — Koniec udawania całej tej szopki i udawania! — dodała wręcz z odrażającym uśmiechem — Grasz teraz według moich zasadach Mike — mówiła, nie pozwalając mu nawet nabrać oddechu.
    Z każdą chwilą miał wrażenie, że się zaczyna dusić. Ona wydawała się. jakby nie zamierzała poluźnić uścisku, a jej zaciśnięta pieść w powietrzu. nie zwiastowała niczego dobrego.
    — Teraz mnie posłuchasz ty niewartościowy śmieciu! — zagrzmiała. mówiąc wręcz ostrym głosem — Zapewne przyjdą tutaj gliny. jednak ty niczego nie wiesz — mówiąc. każde słowa jeszcze bardziej zabierała mu dech — Rozumiesz!? Niczego nie widzieliśmy ani nie wiemy o tej sprawie zupełnie nic, albo… — w następnej chwili wręcz uderzyła go prosto w twarz — Chyba że chcesz, by któryś z twoich przyjaciół trafił za kratki — dodała, uśmiechając się z podłością. Może wrobimy. no nie wiem, braciszka tej szmaty — rzekła z zastanowieniem.
    Pomimo tego, że wręcz nie mógł oddychać, zebrał w sobie siły i starał się ruszyć, jednak ona skutecznie go ponownie zablokowała, wręcz chwytając jego głowę i z mocnym impetem uderzając nią o drewnianą podłogę. Momentalnie poczuł ogromne mdłości, a przed jego oczami pojawiły się mroczki.
    — Chyba nie muszę wyjaśniać więcej skarbie? — dodała, uśmiechając się uroczo — Teraz czas grać na moich zasadach, ty nic nie wiesz. Masz udawać, że dopiero się o nim dowiedziałeś. Piśniesz o mnie słowem, a gorzko tego pożałujesz, a to tylko mała prezentacja… — rzuciła ostro.
    W następnej chwili ponownie poczuł mocne uderzenia i pomimo że w końcu poluźniła uścisk i mógł złapać oddech, to jednak był zaledwie początek jego koszmaru, który właśnie się rozpoczął, gdy musiał brać na siebie kolejne ciosy zadawane przez kobietę, której do tej pory kochał. Myślał, że się zmieniła, jednak to były jedynie stworzone przez nią pozory.
    Grała mistrzowsko swoją rolę teraz mogła zdjąć maskę

Sunday, December 1, 2024

IV 01 (P.2) — NA MOMENT JEGO SERCE SIE ZATRZYMAŁO

    Los Angeles.
    Metropolia znana na całym świecie. Nie było osoby, która nie słyszałaby o słynnym mieście sław potocznie nazywany miastem aniołów. Niby tak bardzo trywialna nazwa jednak utkwiła w głowach wielu ludzi. Słynna ze światowej sławy gwiazd nie tylko filmu, biznesu czy muzyki. Amerykańska śmietanka show — biznesu znajdowała tutaj swoje miejsce. Odbywające się tutaj największe wydarzenia kulturalne oraz sportowe. Jednak skrywająca swoją ciemniejszą stronę. Widok bezdomności, na której ulicach nie były widziane w pięknych zdjęciach w przeglądarkach społecznościowych jednak całkowicie świadoma w umysłach mieszkańców, którym życie się powiodło, świadomi, że żyli i ci, którym się nie udało. Często zadłużeni, którzy nie mogli się uporać z kredytami lub często osoby uzależnione od wielu substancji. Mroczniejsza strona miasta, którą widać było również za dnia. Widok tak powszechny, że nie dziwił już nikogo a szczególności mieszkańców miasta, którzy za dnia wiedli swoje zwyczajne życie, zajmując się swoimi obowiązkami, dbając o własne sprawy, nie zwracali uwagę na tę nieco przyćmioną stronę tego miasta, jednak co mogli zrobić. Był to problem miasta, którym powinni zająć się radni, którzy są wybierani, przez nich jednak oni o to nie zadbali i wielu już przywykło do widoku namiotów nawet na tych słynnych ulicach. Wiedli swoje zwyczajne życie.
    Spotkać można było tutaj nie tylko mnóstwo turystów czy mieszkańców, ale również gwiazdy znane ze szklanego ekranu czy ulubionych artystów muzycznych, w których muzykę uwielbiali się zasłuchiwać.
    To tutaj odbywały się najbardziej prestiżowe wydarzenia kulturalne.
    Miasto za dnia żyło swoim własnym rytmem wręcz można posunąć się do stwierdzenia, że pędziło w przód, nie zatrzymując się ani na moment i zdawać się mogło że gdy nad miastem zapanowywał zmrok, tętno zwalniało, ruch robił się słabszy, a wiele osób odpoczywała wieczorami w swoich domach, czy ogrodach ciesząc się ciepłymi wieczornymi godzinami, by potem przyszykować się do snu i pozwolić sobie odpłynąć w ramionach pana wszelkich mar sennych.
    Lecz nawet gdy miasto otulał płaszcz nocy, metropolia zaczynała żyć bardziej imprezową stroną. Wielu klubowiczów stawało w ogromnych kolejkach przed lokalnymi klubami by móc wejść do środka i móc się pobawić, to właśnie, gdy panował zmrok, zaczynały się także wiele imprez, gdzie często były widziane gwiazdy.
    Mówiło się, że to miasto nigdy nie spało!
    I pewien sposób można to tak ująć, jednak była również ta część osób, które odpoczywały po pracowitym i bardzo męczącym dla nich dniu. Na nic im były wieczorne zabawy gdy ich jedynym pragnieniem było. by położyć się do łóżka, często przy boku ukochanej osoby i po prostu zasnąć, by nabrać energii przed zbliżającym się dniem. Światła w mieszkaniach pogasły nic nie mogło zaburzyć spokojnej harmonii, która w nich panowała.
    I tak mogło się wydawać, że i taki spokój trwał jednym z rodzinnych domu. Domowa pupilka, piękna suczka goldena retriwera, spała spokojnie na swoim ulubionym legowisku, który rozłożony był w sypialni jej ukochanego właścicielka, który podobnie jak ona śnił spokojnym snem, a w jego ramionach odpoczywała pewna trzydziestu parolatka.
    Zdawało się ze nic nie mogło zakłócić panujące tutaj spokoju. Panującą wokół nich ciszę przerywało jedynie ciche pochrapywanie ukochanej suczki gospodarza domu. Nikt nie spodziewał się, że ten niemal harmoniczny spokój zostanie nagle brutalnie przerwany.
    Śniąca w ramionach mężczyzny kobieta odwróciła się delikatnie przez sen i mruknęła cicho pod nosem, a na jej ustach można było dostrzec, jak skrada się uśmiech, nie była świadoma, że za krótki moment ten słodki sen zostanie jej przerwany.
    Niespodziewanie po całej sypialni rozbrzmiał głośny dźwięk przychodzącego połączenia, który zakłócił spokój, zrywając domowników na równe nogi. Suczka warknęła niezadowolona gdy irytujący hałas zbudził ją ze snu. Śniąca do tej pory para została wyrwana ze snu.
    — Która godzina? — wyjęła cicho kobieta, nie otwierając nawet oczu.
    Pragnęła usilnie powrócić znowu w ramiona pana wszelkich snów, jednak czując pod sobą ruchy swojego partnera, który chwycił stojący na półce elektroniczny zegarek, zwrócił go w swoim kierunku, z małą trudnością odczytał litery na budziku, które wskazywały parę minut po bardzo wczesnej godzinie.
    — Trzecia rano — odparł zaspanym głosem mężczyzna.
    Z małą trudnością odnalazł swój dzwoniący telefon w ciemności i z nie małą trudnością chwycił go i wyciągnął go przed siebie tylko po to, by spojrzeć na ciąg kilku cyferek, których nigdy w życiu nie widział. Ktoś po drugiej stronie usilnie próbował się z nim skontaktować, bo nie odkładał słuchawki ani przez moment.
    — Nie znam tego numeru — wyznał do swojej partnerki która leżała wtulona w jego klatkę piersiową.
    — To nie odbieraj i rozłącz — mruknęła niezadowolona — I pójdźmy spać! — mówiła zbywająco.
    Jednak młody mężczyzna czuł, że nie powinien tego robić. Nie powinien słuchać sugestii swojej partnerki, coś z tyłu głowy zaczęło mu mówić, żeby odebrał ten telefon, bo może on być bardzo ważny. Nagle zaczął czuć dziwny niepokój, co wręcz było zaskakująco dziwne, bo nie miał powodu do zmartwień. Patrzył przez krótką chwilę na numer, który nadal dzwonił. Irytując przy tym psinkę oraz jego ukochaną.
    Nie wiele się zastanawiając, nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha, po krótkiej chwili po drugiej stronie rozbrzmiał formalny kobiecy głos:
    — Dzień dobry czy rozmawiam z kimś z rodziny pani Julii Bennington?
Poczuł, jak wręcz momentalnie oblewa go zimny pot i pomimo że leżącej na niej Alice poderwał się do góry, czując wręcz obezwładniający go niepokój. Kątem oka mógł dostrzec jedynie ruch z boku, a wkrótce można, było rozbłysnęło światło, z lampki nocnej, którą zapaliła po swojej stronie.
    — Z kim rozmawiam? — zapytał wręcz z niepokojem i czającym się w jego głosie przerażeniem.
    — Dzwonię ze szpitala Centinela Medical Center. Dzwonię w sprawie pani Bennington czy jest pan dla niej kimś z rodziną? — zapytała ponownie.
    Jego wręcz pierwsza myśl, która przeszła po jego głowie było:
    Co się stało z Julią? Czemu trafiła do szpitala?
    Poczuł momentalnie przerażenie gdy do jego umysłu zaczęła przedzierać się wręcz przerażająca myśl, że mogło jej się coś stać. Starał się nie panikować, jednak było to trudne gdy dobiegł go głos prawdopodobnie pielęgniarki, która dzwoniła do niego w środku nocy. To wcale nie wróżyło niczemu dobremu a paskudne przeczucie, które zaczęło go dręczyć, wcale nie polepszało tego stanu i nie pozwalało się mu uspokoić.
    — Jestem jej bratem — odpowiedział pośpiesznie i w pół mroku dostrzegł wręcz przerażenie na twarzy ukochanej — Chester Bennington, czy coś się stało mojej siostrze? — dociekał.
    Pytanie zaczęły go dręczyć, bo tak naprawdę nie widział się z Julią od paru tygodni, mimo że mieli ze sobą kontakt, to nie mieli okazji się spotkać i pogadać od momentu gdy wyjechała do Hiszpanii na święta. Wspominała mu o tym, że się tam wybiera gdy zapytał o plany na nadchodzące Boże Narodzenie i nadmieniła, że wróci po Nowym Roku.
    Nie wiedział kiedy wróciła, jednak nie musiał się domyśleć, że jest w mieście jednak teraz, co go wręcz przerażało to fakt, że dzwonią do niego, z ośrodka medycznego a on bał się, co usłyszy.
    — Pragnę pana poinformować, że pana siostra miała wypadek…
    — Co!? — zawołał z niedowierzaniem.
    Spojrzenie oczu młodej kobiety, która siedziała tuż przy nim, było wręcz przepełnione strachem i niepokojem. Doskonale się dogadywała z jego siostrą, nie bez powodu w końcu mieszkały blisko siebie i zwyczajnie się zaprzyjaźniły, bo mieszkały po sąsiedzku. Sam fakt, że to dzięki niej oni mogli się poznać, że znalazła tego jedynego. Mężczyznę, z którym już snuła plany na wspólną przyszłość, gdyby nie ona nie poznałaby tak fantastycznej osoby, tak charakterystycznej, pełnego energii faceta, który potrafił, miał mieć niewyparzony język zupełnie, jak jego siostra jednak nadrabiał swoją charyzmom jednak, co chyba było najważniejsze, był czułym, pełnym troskliwości facetem, który kochał ją bez pamięci. I on odnalazł miłość swojego życia, z którą pragnął się zestarzeć.
    — Pani Julia trafiła do nas po tym jak wpadła rozpędzona na motorze na drzewo i upadła do pobliskiego rowu. Przyjechała do nas z krwotokiem wewnętrznym, obecnie jest operowana, czy może się pan pojawić? — zapytała rzeczowym tonem starsza kobieta.
    — Będę za pół godziny! — rzucił w odpowiedzi.
    Nie czekając na odpowiedź, po prostu się rozłączył i wręcz pośpiesznie odrzucił od siebie narzutkę i wręcz pośpiesznie wstał z łóżka, czując nadal na sobie spojrzenie oczu swojej ukochany, która spoglądała na niego z przerażeniem, niezrozumieniem i niepokojem.
    — Chester…? — zaczęła powoli, jednak nie była w stanie dokończyć, jednak w nikłym świetle sączącej się z zapalonej przez nią lampki mogła dostrzec na jego twarzy przejęcie i wręcz strach.
    To wręcz było niepodobne do niego. Rzadko widywała go aż tak pobladłego ze strachu i z niepokoju. Ostatnim razem gdy zobaczyła u niego tak ogromne wręcz zmartwienie było wtedy gdy jego siostra miała wypadek podczas wyścigów, który ostatecznie nie okazał się taki groźny, na jakiego wyglądał. Mimo że starał się ukryć przed nią swoje zmartwienie i niepokój nie potrafił, gdy mknące przez jego umysł niespokojne myśli nie pozwalały mu odetchnąć i wciąż głowił się, co mogło się stać.
    — Julia miała wypadek — przerwał jej, mówiąc bardzo prędko — Jadę do niej! — oznajmił.
    — Co!? — spytała wręcz oszołomiona.
    Zamarła w jednej chwili gdy dotarło do niej znaczenie jego słów. Tego najmniej się spodziewała. Nie była gotowa na to, jednak kto mógłby się spodziewać, że ktoś z bliski trafi do szpitala. Widziała, jak w pośpiechu się ubiera, nawet nie przejmując się tym, jak wygląda, lecz to nie miało znaczenie gdy jego jedynym i usilnym pragnieniem było jak najprędzej dostać się do placówki medycznej i dowiedzenie się co się stało z jego siostrą.
    — Jadę z tobą…!
    Niemal zupełnie jak jej partner poderwała się, z łóżka nieomal się potykając przy wstawianiu, jednak widziała momentalnie jak Chester, odwraca się w jej kierunku, zakładając prędko spodnie, mówiąc:
    — Nie! — powiedział stanowczo.
    — Dlaczego? — spytała, nie rozumiejąc jego sprzeciwu — Przecież wiesz, że Julia jest dla mnie jak przyjaciółka, czemu mi tego zabraniasz? — pytała niezrozumiale.
    Widziała jak chwyta
    Oboje wręcz w środku nocy zostali w
    — Czemu? — spytała zaskoczona, a jednocześnie zdziwiona, jego stanowczą odmową.
    — Alice skarbie doskonale cię rozumiem, że chcesz jechać ze mną, jednak proszę cię o jedno przysługę — momentalnie zwrócił się w stronę swojej dziewczyny, która patrzyła na niego nadal zaskoczona, a także wystraszona o los jego młodszej siostry.
    Można było wręcz powiedzieć, że mogły nazywać się przyjaciółkami. Mieszkały praktycznie drzwi dalej od siebie i często się spotykały. Ironią sytuacji było to, że to właśnie dzięki niej, oni mogli się spotkać. Można powiedzieć, że stała się ich swatką, mimo że nie zrobiła wiele, bo tak naprawdę tylko ich sobie zapoznała, sama znając zaledwie kilka minut swoją nową sąsiadkę, lecz mimo to, zainicjowała spotkanie, które potem przerodziło się między nimi, czas pokazał, jednak że połączyło ich coś znacznie silniejszego niż zwyczajna przyjaźń.
    — Jedź do mieszkania Julii. Zapasowe klucze powinnaś znaleźć w pierwszej szufladzie komody przy wyjściu. Powinny jeszcze działać bez karty magnetycznej. Proszę cię, pojedz do niej i zabierz od niej Junkę i koty i przywieś ich do nas, a potem możesz przyjechać — poprosił swoją partnerkę — Ja pojadę, do szpitala i wszystkiego się dowiem — rzekł, zakładając na siebie podkoszulek — Sam mam wiele pytań — mówił nieco zlęknionym głosem.
    I mogłoby mu się zarzucić, że nie powinien tak przeżywać, ale to był absurd! Jak miał się nie martwić o swoją siostrę, tak naprawdę nie miał pojęcia, co się mogło wydarzyć. Miał szczątkowe informacje. Tak naprawdę od momentu jej powrotu do miasta nie widział się, z nią dlatego tym bardziej był zaskoczony, co się mogło stać.
    Można było zarzucić wiele Julii, jednak nie wykazywała się skrajną ignorancją i wręcz nieodpowiedzialnością. Zdawała sobie z ryzykowności sportu, w jakim się udzielała jednak gdy działali w kontrolowanych warunkach i przestrzegali, zasad nic złego się nie wydarzyło. Sama przyznała, że liderzy ich ekipy są byłymi zawodowcami, nie są głupcami i mają pojęcia jak bezpiecznie jeździć by nikt, z ich przyjaciół nie uległ wypadkowi. Nie wspominając o jeździe po drogach publicznych tutaj, nie można było się do niczego przyczepić. Julia kochała się ścigać, ale ceniła swoje życie i nie sądził, by celowo cokolwiek zrobiła, by doprowadziła świadomie do wypadku.
    Nie miała nawet powodu do tego, by robić sobie jakąkolwiek krzywdę czy to świadomą, czy też nie. Może i codziennie miała obawy do niepokoju przez swojego niebezpiecznego byłego chłopaka, który obiecał jej i sobie zemścić się na niej jednak w zwyczajnym życiu nie wydawała się, żeby zmagać się z problemami. Wiodła szczęśliwe życie. Zaczęła trzeci rok, zaczęła pisać swoją pracę licencjacką, a na pracę nie miała co narzekać, bo robiła to co kocha. Przyjaciele stali za nią murem. Jedyne co mogło się zawalić w jej życiu to życie uczuciowe jednak i ono wydawać się mogło, że również zaczęło się jej układać. Mimo że minął już prawie rok od zerwania z Michaelem, to jednak mógł zobaczyć pod koniec ubiegłego roku, że wokół niej kręcił się jakiś nowy chłopak i wydawała się być tak samo szczęśliwa jak wtedy gdy jej poprzedni związek nie przechodził kryzysu.
    Odrzucał, wręcz myśl, że mogłaby zrobić sobie coś złego i to celowo.
    Wybiegł niemal jak burza z domu, w pośpiechu zabierając z wieszaka kluczyki do samochodu. Gdy wsiadał do pojazdu, jego jedynym pragnieniem było, dostanie się do szpitala i dowiedzenie się czegokolwiek o stanie zdrowia jego siostry. To już nie były żarty. Pomimo że jego sercem targały ogromny strach, który wręcz dręczył jego umysł najgorszymi wyobrażeniami. Wizjami, które wręcz nie chciał dopuścić do siebie. Mimo że czuł, jak jego serce drży z obawy, czuł się wręcz podobnie jak wtedy gdy jego matce pozostało tylko kilka dni życia, mimo że był świadom, że nic nie jest w stanie jej pomóc, to tym razem obawy o życie jedynej bliskiej mu osoby były wręcz przerażające.
    Mimo że wyobraźnia podsuwała mu obrazy umierającej siostry, wręcz starał się o tym nie myśleć. Dopiero teraz zaczęło do niego docierać, wyobrażenia jak poważny mógł być to wypadek, skoro ona wręcz uderzyła w drzewo i spadła z motocykla.
    Pomimo panującej wokół ciemności, skupił się na drodze, by jak najprędzej dotrzeć do szpitala, który był jego celem, a w głowie tak wiele pojawiało się pytań i dręczących myśli. Wciąż niepokoiło go ta jedno pytanie:
    Co się mogło stać?
    Ono nie dawało jej wręcz spokoju ani żadnego wytchnienia.
    Po prawie czterdziestu minutach drogi dojechał do szpitala, który był jego celem. Bez trudu odnalazł wolne miejsce, które było wiele na ogromnym parkingu. Wyjmują kluczyki ze stacyjki i jedyne, co zdołał w pośpiechu zabrać to telefon i wręcz wyszedł pośpieszenie z samochodu i odszedł, zamykając go jednym kliknięciem.
    Wbiegł do środka, gdzie na ostrym dyżurze zobaczył kilka osób w tym dwie, które stały przy recepcji. Może i był w tej chwili, bardzo chamski wręcz egoistyczny jednak podbiegł do lady i zwrócił się do kobiety, która obsługiwała pewną starszą kobietę, która trzymała się za opuchniętą rękę, która wyglądała na pierwszy rzut oka na złamaną.
    — Przepraszam, przywieziono tutaj moją siostrę Julie…
    — Proszę zaczekać…
    — Pani nie rozumiem. Przywieziono tutaj moją siostrę po wypadku, chce dowiedzieć się, gdzie ona jest — mówił już nieco bardziej rozzłoszczonym głosem.
    Starsza kobieta westchnęła i spojrzała na niego z niezadowoleniem, mówiąc:
    — Nazwisko? — spytała dość ostrym i nieuprzejmym tonem.
    — Bennington, Julia Bennington — rzucił pośpiesznie.
    Nie był zaskoczony wręcz opryskliwym podejściem kobiety w mundurku. Sam nie wykazał się ogładą, ale gdy w grę w chodziło życie jego siostry, nie miał żadnych skrupułów, to chodziło jego najbliższą osobę, o której zupełnie nic nie wiedział prócz tego, że uległa wypadkowi, to wręcz oczywiste, że był cholernie zdenerwowany i pragnął, jak najprędzej dowiedzieć się gdzie ona jest.
    — Pani Bennington … — zaczęła powoli kobieta, zaglądając do komputera — Jest na bloku operacyjnym. Nic więcej nie wiem — wyjaśniła.
    — Pan Bennington?
    Niespodziewanie za sobą usłyszał dość nieznajomy kobiecy głos, który słyszał pierwszy raz w życiu. Powoli odwrócił się przez ramię, by zobaczyć tuż przed sobą parę funkcjonariuszy policji. Pomimo braku umundurowania, to jednak w oczy rzucały się ich odznaki, które spoczywała na ich piersiach. Zawieszone na dość grubym sznureczku. Widział, jak kobieta podnosi plakietkę, a on wtedy mógł zobaczyć zdjęcie oraz nazwisko policjantki wraz ze dość wysokim stopniem, jej partner operacyjny również pokazał swoją odznakę, ukazując swoje dane.
    — Porucznik Richardson i sierżant Sharp — przestawiła ich wzajemnie — Jak rozumiem, jest pan z rodziny pani Bennington?
    — Owszem, jestem jej bratem — przyznał szczerze.
    Wzajemnie odeszli kawałek dalej by mieć nieco więcej przestrzeni do rozmowy oraz nieco więcej prywatności. On przez moment spoglądał na dwójkę funkcjonariuszy z nadzieją, że w końcu dowie się czegoś więcej niż, jedynie te wręcz miał poczucie, że tak naprawdę nie wiele wie. Podarowano mu wręcz ochłapy informacji, a on bał się o swoją siostrę coraz bardziej, bo tak naprawdę nie wiedział, w jakim była stanie.
    Perspektywa i świadomość tego, że teraz mogła walczyć o życie na stole operacyjnym, wręcz sprawiało, że drętwiał z przerażenia i obaw. Strachu, który wypełniło jego serce i umysł, który wręcz podsuwał mu najbardziej skrajne wyobrażenia, które próbował przez ostatnią godzinę odsunąć od siebie.
    Nie panikować.
    Nie było to jednak łatwe, gdy chodziło o życie bardzo bliskiej mu osoby. Nie potrafił i nie chciał wyobrażać sobie momentu, że musiałby się pogodzić z jej śmiercią. Nie dopuszczał tego do siebie! Wierzył, że Julia przeżyje! Miał nadzieje, że operacja się powiedzie, mimo że tak naprawdę mógł tylko czekać, to jedyne co mu pozostało.
    — Panie Bennington chcielibyśmy porozmawiać o wypadku pana siostry — zaczęła kobieta.
    — Co się właściwie stało? — w końcu wyrzucił z siebie dręczące go wciąż pytanie.
    — Z naszych pierwszych ustaleń oraz oględzin miejsca zdarzenia, prawdopodobnie pana siostra straciła panowanie nad maszyną, która uderzyła w drzewo i wręcz złamał się w pół. Pana siostra została znaleziona w pobliskim rowie nieprzytomna — tłumaczył sierżant Sharp.
    Pobladł jak tylko mógł gdy słuchał wyjaśnień jednego z funkcjonariuszy. Nie potrafił sobie wręcz wyobrazić, żeby Julia nagle straciła panowanie nad pojazdem. Ona była bardzo ostrożna, to było wręcz niedorzeczne, by nagle dziewczyna, która jeżdżąc na drogach publicznych, przestrzegała wszelkich zasad, nagle zapomniała o tym wszystkim.
    — To są na razie nasze podejrzenia, bo musimy bliżej przyjrzeć się maszynie pani Bennington, jednak nasi technicy na miejscu zdarzenia dostrzegli charakterystyczne nacięcia na linkach hamulca…
    — Co!? — zagrzmiał nagle, nie pozwalając kobiecie, dokończyć — Czy wy sugerujecie, że ktoś mógłby specjalnie majstrować przy motocyklu mojej siostrze, by doprowadzić do wypadku? — pytał zupełnie oszołomiony.
    — Owszem panie Bennington — rzekł sierżant — Być może nasze wnioski się nie sprawdzą, jednak przecięcia były zbyt znajome dla oczu naszych techników, które widują przy takich sytuacjach. Pomimo że zabraliśmy maszynę na oględziny i sprawdzenie jej w laboratorium wolimy być pewni naszych podejrzeć, to jedynie nasze spekulacje, ale jednak musimy zapytać pana. Czy w otoczeniu pańskiej siostry istnieje jakieś osoby które źle by jej życzyła, czy była z kimś skonfliktowana na tyle, by ktoś pragnąłby dopuszczać się zamachu na jej życie?
    Zamilknął.
    Zastanawiał się przez chwile, tak naprawdę do głowy przychodziło mu jedynie jedna potencjalna osoba, która mogłaby w znaczny sposób jej zaszkodzić, bo wręcz sama tego pragnęła, odgrażała się jej, że to zrobi. Jednak w ostatnim czasie jej stosunki z Michaelem nie były zbyt dobre, jednak nie uważał, by on mógłby w jakikolwiek sposób jej zaszkodzić.
    Owszem można było wyczuć, że ma ogromny żal do Julii, że zdecydowała się z nim zerwać. Tak naprawdę odrzuciła jego zaręczyny. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego przyjaciel kochał ją do szaleństwa. Nie był jednak wariatem by tak naprawdę przez pryzmat swojego niezadowolenia i po części zazdrości mógłby czyhać na jej życie. To była skrajna głupota. Może i w ostatnim czasie ich kontakty były bardzo napięte, jednak nie było to aż tak poważne, by uważać, że Shinoda pragnąłby zrobić jej coś złego. Zwłaszcza teraz gdy uparcie przekonuje ich wszystkich, że gdy ułożył sobie ponownie życie z byłą żoną, wiedzie wreszcie szczęśliwe i perspektywy na życie, wspólnie snując plany na przyszłość.
    — Więc? — spytała pani sierżant.
    — Jest pewna osoba, która od lat zagraża mojej siostrze — odezwał się, tak naprawdę nie zamierzając kryć osoby, która wręcz poluje na jego siostrę.
    On już dawno powinien trafić za kratki, jednak początkowo Julia bała się powiedzieć o wszystkim. Złożyć niezwykle obciążające zeznania na policje, potem gdy oskarżyła go o jedną z napaści. Prędko się z tego wymigał. Do tej pory nie mieli pojęcia jak to możliwe, że wypuszczono go wolno, skoro to on przyczynił się do pobicia Julii oraz Michaela. I właśnie tego ona cały czas się bała, że jeśli powie o wszystkich jego występkach, nie potraktują tego na tyle poważnie by zająć się tą sprawą.
    — Jedyna osoba, która przychodzi mi na myśl, to jej były chłopak — rzekł z pewnością w głosie — Clark Kent od lat wręcz na nią poluje. Nikt inny nie przychodzi mi na myśl.
    — Czy jest ktoś prócz niego, kto jest skonfliktowany z panią Julią, czy ktoś pragnąłby jej zaszkodzić.
    Przez chwile się zawahał, nie mając pewności czy powinien, mówić jednak w końcu rzekł:
    — Jedyną osobą, z którą ma niezbyt dobre relacje w ostatnim czasie to jej również były narzeczony jednak nie uważam by ich sprzeczki kierowane tak naprawdę żelem po tym jak moja siostra zostawiła mojego przyjaciela był aż takim powodem by on pragnąłby jej śmierci. On taki nie jest a kilka kłótni z powodu konfliktu interesów jeśli mogę się tak wyrazić nie jest powodem do podejrzewania go o coś tak poważnego jak spowodowanie wypadku. Raczej obstawiałbym Kenta.
    — Jednak dla pewności sprawdzimy obojga panów. Czy może poddać pan nazwisko ewentualnie adres zamieszkania jej byłego narzeczonego?
    — Mówiłem, że raczej nie jest to możliwe…
    — Jednak wolimy się upewnić. Nazwisko? — zapytała porucznik Richardson.
    — Shinoda, Michael Shinoda — powiedział z westchnień.
    Po krótkiej chwili poddał im adres przyjaciela, nadal powątpiewając w cały sens wypytywania go, czy sprawdzenia. Może i obecnie po części go bronił, jednak nie sądził, że Mike byłby zdolny do wyrządzenia jej krzywdy. Nawet gdy oboje się ze sobą sprzeczali gdy jeszcze ze sobą byli nigdy nie śmiał, nawet podnieś na nią ręki, mimo że nie raz ostro się kłócili.
    Funkcjonariusze pożegnali się, ówcześnie dając mu numer do siebie i prosząc by dał im znać gdy dowie się więcej, w jakim stanie jest Julia. On nie wiele się zastanawiał, potem wręcz ruszył biegiem pod blok operacyjny, obawiając się wręcz najgorszego. Mimo że starał się jak mógł nie panikować, to nie potrafił uspokoić swoich obaw, które miał. Bo tak naprawdę teraz mógł tylko czekać.
    Właśnie w tym wszystkim to było najgorsze oczekiwanie. Stanie pod drzwiami na salę operacyjną i chodzenie w kółko i zastanawiając się co się tam dzieje, w jakim stanie jest Julia. Tak wiele miał teraz obaw i lęków, które go dręczyły, a on nie potrafił się uspokoić. Spacerował wokół, a gdy słyszał, chociażby szelest podrywał głowę, by spojrzeć czy jakiś lekarz nie wychodzi z Sali, przed którą czekał, jednak od bardzo długiego czasu stał samotnie, tutaj nie wiedząc, co się dzieje za podwójnymi drzwiami.
    Nie miał pojęcia, jak długo tam wręcz, koczował w końcu, przysiadł na jednym, z plastikowych krzeseł, kryjąc twarz w dłoniach, mając nadzieje, że w końcu kto do niego wyjdzie i powie mu co z jego jedyną siostrą i tak świadomie tak mówił. Nie potrafił uznać swojej przyrodniej siostry, nigdy nawet tak jej nie traktował. Bękarta swojego ojca z kochanką nigdy nie nazwie kimś więcej niż jedynie bachorem. Nie była jego rodziną, jego jedyną siostrą była Julia i to na niej mu zależało. To ona oraz Alice były najważniejszymi kobietami w jego życiu.
    Po śmierci matki pomimo smutku i niewątpliwego żalu do Sary otrzymał coś, a raczej kogoś wyjątkowego. Pomimo że przy pierwszych spotkaniach wyszedł, z propozycją zaadoptowania jej nie mając pewności czy dobrze robi, to jednak teraz po latach nie żałował absolutnie tej decyzji, a teraz martwił się, wręcz bał się, że może ją stracić.
    Naprawdę tego nie chciał!
    Nie potrafił sobie wyobrazić tego, że mógłby się z nią pożegnać. Nie chciał wręcz tego dopuścić do siebie.
    Niespodziewanie dobiegł go szum oraz odgłos kroków.
    Bez przekonania podniósł głowę, a on zobaczył, jak drzwi do bloku operacyjnego otwierają się, a przez nie wychodzi nieco starszy medyk. Miał na sobie ubrania tuż po operacyjne i mimo że ściągnął fartuch i obmył dłonie i twarz nadal miał na sobie ten kombinezon, nawet stetoskopu nie miał założonego. Widząc, jak podąża w jego kierunku, momentalnie wstał gdy medyk stanął tuż przed nim:
    — Pan z rodziny pani Bennington? — zapytał spokojnie.
    — Tak jestem jej bratem, Chester Bennington — uścisnął dłoń mężczyzny, którą do niego wyciągnął — Co z moją siostrą?
    Medyk westchnął cicho, po czym odpowiedział:
    — Operacja była bardzo długa i skomplikowana, pani Julia doświadczyła krwotoku wewnętrznego mózgu.
    — Co!? — spytał jeszcze bledszy.
    — Udało nam się nad tym zapanować. Obecnie stan pana siostry jest poważny, ale stabilny. Przewieźliśmy ją, na odział intensywnej opieki medycznej, by móc ją obserwować. Obecnie raczej nic nie zagraża jej życiu, jednak wolimy się upewnić, że przez kolejne godziny nic się nie wydarzy. Na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie powiedzieć więcej po badań, którenam pokażą, czy doświadczyła większych uszkodzeń.
    — Czy… czy jest możliwe, że ma uszkodzony kręgosłup, czy krwotok nie sprawi, że stanie się osobą potrzebującą stałej opieki? — pytał, czując, jak serce wali mu w piersi.
    To były jego największe obawy, których wręcz panicznie się bał. I nie chodziło o to ze nie zapewni jej stałej opieki, a raczej jak to wpłynie na młodą artystkę
    — Nie chce pana martwić, jednak jak wspomniałem rozleglejsze badania, pozwolą nam więcej zobaczyć, w jakim jest stanie zdrowia. Proszę jednak być dobrej myśli. — wyjaśnił medyk — Muszę być z panem szczery osoby po tak poważnym wypadku, ich nie przeżywają, pana siostra miała dużo szczęścia, że została znaleziona w porę i mogliśmy prędko zareagować.
    — Czyli pozostało teraz tylko czekanie? — zapytał chwiejnym głosem.
    — Owszem, jednak jak mówiłem, proszę być dobrej myśli. Pana siostra jest młoda i zapewne ma dla kogo walczyć — lekarz położył lekko dłoń na jego ramieniu w pokrzepiający sposób, po czym uśmiechnął się nieznacznie.
    Nie wiele już mówiąc, odszedł, by powrócić do swoich obowiązków a on z cichym westchnieniem opadł na pobliskie krzesło, opuszczając głowę i próbując się uspokoić.
    Początek roku nie zaczął się dobrze dla rodzeństwa Benningtonów.