Saturday, January 24, 2026

SERIA 2 TOM: 1 - ROZDZIAŁ 11

    — Nie możemy podjąć za siebie ostatecznej decyzji. Jesteśmy w stanie, ci doradzić co według nas jest najlepsze, jednak nie mamy aż takiego wpływu na to co ostatecznie się zdecydujesz…
    Od czasu rozmowy z dziewczętami minęły prawie dwa dni, a ona wciąż tkwiła w rozterce. Miała niezwykły dylemat, co powinna zrobić i jeśli miałaby być szczera, nie sądziła, że ta sytuacja będzie jej aż tak mocno ciążyła. Wciąż w niej tkwiły obawy, lęk wręcz strach przed tym, że gdy zdecyduje się dać mu kolejną szansę, znowu poczuje zawiedzenie, gdy okaże swoją nie lojalność i zupełnie jak przed laty wytknie jej sztylet między łopatki.
    Było to niezwykle bolesne doświadczenie, które przeżyła, bo jednak gdyby zapytano ją komu ufa, bezgranicznie bez żadnego zawahania się wymieniła, by jego oraz Anthony’ego jako osoby, którym mogłaby powierzyć najgorszych i najmroczniejszy sekret. Mogło to wydawać się teraz dziwne, że takim zaufaniem obdarzyła własnego brata gdy przez wiele lat zupełnie się nie znali.
    Fakt, jednak jej ufność nie wzięła się z nikim wszystko, na co pracowali, tworzyło się przez lata i sprawiło, że tak była w niego po części zapatrzona. W końcu prawdę, mówiąc gdyby nie on, nie o tyle odzyskała rodzinę, ale nie poznałaby prawdę, która ją tak męczyła. Gdy wciąż jako mała dziewczynka zadawała sobie pytanie co się z nimi stało, dlaczego jej nie kochali. Były to bardzo bolesne pytania, które raniło serce kilkulatki, potem po latach dowiedziała się o złożoności swojej krótkiej przeszłości. O fałszywych i niezwykle przebiegłych działaniach jej przeklętego ojca, który sprawił, że gardziła nim jeszcze bardziej. Prócz niego taką pogardą traktowała jedynie gnoja, który i również zniszczył jej życie. Nie mogła powiedzieć, który był gorszy, bo oboje byli tak samo wyrachowani i pozbawienie jakiekolwiek empatii w jej kierunku.
    On był jednak inny. Sam przyznał, że chciał się z tego wycofać w pewnej chwili, jednak nie podał się i nie zrezygnował. Zrobił to nie tylko dla niej, ale dla siebie, bo mu zaczęło zależeć. Ona nie odpowiadała temu co wyczynili ich rodzice. Nie sądziła jednak, że po paru latach to wszystko runie.
    Dosłownie padnie niczym domek z kart.
    Straciła brata, na którym jej zależało. Jedyną rodzinę, jaką posiadała. Boli aż do dziś, mimo że próbowała się odciąć, lecz w ostatnim czasie było to dla niej tak mocno uciążliwe sam aspekt tęsknoty, którą odczuwała, ale także większego zrozumienia jego żalu i poczucia wyrzutów sumienia.
    Odkąd zrozumiał własne błędy, inni mówili jej o tym, że mocno się za to winił, jak bardzo ją zawiódł. Mimowolnie przypomniała sobie jedną z rozmów z Alice:
    — Wiem, że jesteś na niego zła — mówiła starsza kobieta, gdy szły jednym z dość zatłoczonych chodników blisko centrum miasta. — Mało powiedziane wręcz wściekła na niego — mówiła i upiła łyk swojej mrożonej kawy. — Nie mogę jednak powiedzieć ci, że nagle on o wszystkim zapomniał, żyje jak dawniej i wcale nie przejmuje się tym, że z własnej bezmyślności stracił swoją siostrę, bo bym skłamała.
    Odwróciła się do niej i spojrzała dość przenikliwym wzrokiem, gdy ona pośpieszyła z wyjaśnieniami:
    — Wiem, co o nim myślisz — uprzedziła ją, zanim zdążyła nawet się odezwać. — I ja go nie bronię i ty dobrze o tym wiesz. Uważam, że zachował się po prostu wstrętnie. Zresztą to był główny powód, dlaczego od niego odeszłam — stwierdziła wprost.
    Gdy spoglądała na to z perspektywy czasu, absolutnie nie uważała tej decyzji za niezwykle bezmyślną i pozbawioną wad czy podjęta pod wpływem chwili. Owszem została tak podjęta to oczywiste, jednak nadal uważała, że to było najbardziej i najrozsądniejsza rzecz, jaką mogła zrobić i absolutnie jej nie żałowała.
    Owszem wybaczyła mu, bo uważała, że człowiek ma prawo popełnić mnóstwo błędów, potyka się, na swojej doradzę i również się zmienia, bo twierdzenie, że nikt się nie zmienia, było niezwykle krzywdzące. Czasami potrzebny jest dłuższy czas i zrozumienie przez daną osobę sytuacje by przeżyła wewnętrzny wstrząs i zaczęła podejmować inne decyzje, które mogły być racjonalniejsze i właśnie tak spoglądała na swojego partnera.
    Zawalił sprawę, ale przeżył szok i pojął, że został bezmyślnie wrobiony w kłamstwa przyjaciela, który szczerze go przeprosił za oszukiwanie go w tak nikczemny sposób. Wyjawił również, co go skłoniło do szerzenia kłamliwej narracji i jego działania stały się bardziej zrozumiałe, chociaż nadal nie powiedział wszystkiego, bo widać było, że coś ukrywa, jednak nie dociekał i nie starał się naciskać.
    Istotniejsze było to, że w końcu porozmawiali szczerze i wyjaśnili sobie tę sytuację.
    — Alice, nie zrozum mnie źle — zaczaja się po krótkiej chwili ciszy, która między nimi zapanowała. — Rozumiem, że starasz się go zrozumieć jako partnera, widzę, że również nie podobało ci się jego zachowanie, jednak to nadal boli — wyznała szczerze i popatrzyła przed siebie, gdzie mogła ujrzeć wielu spacerujących czy to turystów czy mieszkańców wokół dość znanych miejsc w mieście — Czy jednak jestem gotowa mu przebaczyć? Czy zdołałam zapomnieć o tym, że przez własnego brata wylądowałam w więzieniu? Nie będę cię okłamywać. Na chwilę obecną moja odpowiedzieć brzmi nie. Nie jestem w stanie wymazać z pamięci tego aspektu, że on przyczynił się do tego, że tak tkwiłam.
    — Julio ja wcale nie zamierzam tego podważać. Był kretynem i głupcem i to fakt i absolutnie masz prawo być zła jednak chce również byś wiedziała, że on faktycznie żałuje tego co narobił i byś zwyczajnie miała tego świadomość. Co z tym dalej zrobisz, to wyłącznie zależy od ciebie — powiedziała spokojnie. — W końcu i tak pokutuje za swoje występki — skomentowała z lekkim rozbawieniem w głosie.
    — To zabrzmi nieco abstrakcyjnie, ale mówi się, że każdy skazany ma prawo do ostatniego słowa. — odezwała się, nawiązując metaforycznie do tamtych zdarzeń. — On mi ich nie dał, dlatego obecnie nie widzę szans, by to naprawić. Czy naprawdę byłam aż tak przebiegłą pozbawioną skrupułów osobą, by dopuścić się takiej rzeczy? — spytała wprost.
    — Z mojego punktu widzenia nie.
    — Alice wiem, nie byłam krystaliczne czysta, bo mój pierwszy chłopak ten przeklęty demon mnie prawie uzależnił od narkotyków. Można powiedzieć, że brałam przez jakiś czas, nie byłam aniołeczkiem. — wyznała, wprost czując na sobie jej zaskoczone spojrzenie. — Nigdy jednak bym nie miała odwagi uśmiercić człowieka. Nawet Mike — zapewniła. — Męczy mnie to, że w pewnym aspekcie on milczy i nic nie chce powiedzieć, bo wtedy wyjaśniłoby wiele nieporozumień. Próbuje go do tego nakłonić, bo wiele osób by zrozumiało moje niepokojące i dziwne zachowanie, jednak nie zrobię tego, póki on się nie przełamie. To, co działo się, na trasie miało drugie dno, a ja zostałam zdeklarowana do milczenia, chociaż uważam, że na takie tematy absolutnie nie powinno się nabierać wody w usta. Powinno się mówić głośno i uświadamiać ludzi, że takie rzeczy się dzieją i nie pobłażać takiemu zachowaniu. — powiedziała z wyczuwalną determinacją w głosie. — Co mogę jednak zrobić, gdy napotykał na jego opór i niechęć? Zupełnie nic i to, jest najgorsze.
    — Powiedz mi, czy ta sprawa jest powiązanaz jego była?    
Nie odpowiedziała od razu, lecz delikatnie przytaknęła, nim odpowiedziała:
    — Owszem, ale nie mogę nic powiedzieć. Obiecałam, że będę siedzieć cicho, teraz zaczynam żałować złożonej mu obietnicy.

    Westchnęła cicho, spoglądając na leżący tuż przed jej ręką telefon, którym delikatnie kręciła na stole, trzymając palec na wygaszonym ekranie, wciąż czując ogrom niepewności i mierząc się z wątpliwościami, które nią targały. Mogła wykonać jeden telefon, zanim zdecydowałaby się na to, by odblokować jego numer. Od prawie dwóch lat nie miała z nim absolutnie żadnego kontaktu, o ile go nie spotkała przypadkowo na mieście czy gdy wpadał do Mike, a ona niepoinformowana wpadła nieoczekiwanie do niego i natykała się na niego.
    On nie mógł skontrować się z nią przez żadne źródła, czy to telefon, czy media społecznościowe. Zabezpieczyła się na tyle, by nie mógł nigdzie do niej pisać ani dzwonić dlatego nawet głupie życzenia na urodziny czy święta, przed którymi nawet jeśli ich razem nie spędzali to, wysyłali sobie życzenia i prezenty, by nie zapomnieć o sobie, lecz nawet tego nie było. Oczywiście on pewnie by wysłał, ale gdy stał sobie sprawę, że nie zna jej dokładnego adresu, wiedział jedynie, że mogła, mieszkać w okolicach gdzie mieszkał Mike, praktycznie nie mógł tego zrobić. Swojemu partnerowi zakazała przekazywać cokolwiek przez siebie. Jeśli by odebrał ona, by tego nie przyjęła.
    Patrzyła bezmyślnie w tego smarthona i zastanawiała się, co ma zrobić. Czy faktycznie zadzwonić i poprosić go o spotkanie? Czy była gotowa przede wszystkim emocjonalnie na ten krok, który mógł tak wiele zmienić? W końcu gdy to zrobi, już nie będzie żadnego odwrotu.
    — I co ja mam zrobić? — pytała samej siebie.
    Pełni frustracji skryła twarz w dłoniach i opadła na oparcie kanapy głośno wzdychając i czując się rozdarta pomiędzy chęcią spotkania i rozmowy, a również obaw, które gdy pragnienie spotkania stawało się silniejsze, nagle powracały obawy, które się w niej tliły. To nie było jedynie małe nieporozumienie, jednak aspekt, który mocno w nią uderzył i słowa, których nikt by nie chciał usłyszeć, żadna siostra od brata było to dotkliwe gdy pozna się ich wzajemną historię.
    Usiadła powrotem wciąż z bezradnością wymalowaną na twarzy. Musiała podjąć to ostateczną decyzję, ale nie potrafiła. Wciąż zadawała sobie pytania, czy gdy to zrobi, pożałuje tego? Pytanie, które tak mocno ją drażniło i doprowadzało do istnego szaleństwa.
    Może w tej sytuacji był im potrzebny mediator, by się dogadali, jednak ona nie chciała angażować w to osób trzecich, nie chciała rozmawiać przez kogoś o problemach, o których widzieli ich przyjaciele, jednak jeśli miała z nim pomówić, to wolała to zrobić na osobności i bez nikogo.    
    — Może tego pożałuje, ale… — wymruczała, gdy spoglądała jak po schodkach, które dostawione były do kanapy wspina się Junka i dokończyła swoją myśl: — Chyba pora zakopać topór wojenny.
    Chwyciła leżący na stoliku telefon i go odblokowała. Wchodząc w aplikacje kontaktów, nie musiała długo szukać, bo jego imię było wręcz na początku i tak długiej listy numerów, jakie posiadała. Gdy miała odkwitnąć opcje Odblokuj, czuła jak jej palec się zachwiał, jakby jakiś natrętny głosik z tyłu głowy krzyczał na nią, by tego nie robiła, jednak był on zagłuszony przez echo innych.
    W końcu jednak zrobiła to.
    Praktycznie po ponad dwóch latach przywróciła aktywność jego numeru. Nie wiele myśląc, nacisnęła na słuchawkę i przystawiła telefon do ucha. Czuła jak serce w jej piersi zaczyna mocniej bić gdy usłyszała dźwięk nawiązującego się połączenia. Z każdą mili sekundą miała poczucie, jakby serce chciało wyskoczyć z jej klatki piersiowej. Moment gdy dobiegł ją, tak znajomy głos po drugiej stronie był chwilą, której jednocześnie najbardziej się obawiała z drugiej, musiała się z nią mierzyć.    
    — Julio? — spytał wręcz zaskoczony i zdumiony. — Czy…
    — Owszem, to ja — przyznała, przerywając mu w pół słowa. — I zanim nie zaczniesz dociekać, nie robię sobie teraz żartów. Dzwonię w poważnej sprawie, a raczej mogę ją tak nazwać jeśli chodzi o… — urwała, bo to słowo uparcie nie chciało przejść przez jej gardło. — O… nas — wydusiła w końcu.
    — Słucham — jego słowa były krótkie i zdawkowe jednak absolutnie nie chciał się narażać.
    Wystarczająco namieszał w ich relacjach, by teraz zachowywać się skrajnie niedojrzali. Czekał na ten telefon od dłuższego czasu, a w ostatnim czasie zaczął tracić nadzieje, że w ogóle go doczeka. Wątpił, bo rozumiał rozgoryczenie i żal, jaki odczuwała Julia, w tym aspekcie bardzo przypomniała matkę, która również nie potrafiła łatwo zapominać i przebaczać. Gdy ktoś poważnie jej się naraził pierwszy lepszy przykład, ojciec nigdy nie potrafiła tego wybaczyć i wcale nie było to zaskakujące. Sam miał o to żal do ojca i był na niego wściekły, w tej sytuacji, to on był tym który namieszał w ich relacji i absolutnie brał to na klatę.
    Nikogo w tym nie widział prócz siebie.
    — Chce się z tobą spotkać — wyrzuciła w końcu, z siebie jednak starała się brzmieć poważnie. — Najlepiej na neutralnym gruncie — dorzuciła.
    — Czy spotkanie na mieście będzie dla ciebie wystarczające? — zapytał, chociaż czuł niepewność jej reakcji. — Najlepiej w twojej ulubionej kawiarni — zasugerował jej.
    — Będzie to chyba najlepsze miejsce — przyznała. — Chyba nie muszę tłumaczyć ci, o czym chce z tobą pomówić.
    — Nie — odparł spokojnie. — i tak się dziwie, że się przełamać i mnie w końcu odblokowałaś.
    Sama jestem zaskoczona — pomyślała mimowolnie. Sama nie wierzyła w to co robiła, jeszcze kilka miesięcy temu była tak bardzo przekonana, że nigdy nie znajdzie w sobie, chociaż odrobinę empatii, by się z nim spotkać a co dopiero pogodzić. Wydawało się to jak nierealistyczny sen, ale on dział się naprawdę.
    — Sama się sobie dziwię — przyznała szczerze. — Może chyba zdołałam przeboleć to co nas poróżniło, jednak właśnie chce pomówić z tobą na ten temat, ale dopiero gdy się spotkamy — dokończyła.
    — Napisz mi dokładnie kiedy, tym razem nie schrzanię tego — przyznał w końcu.
    — Z kim rozmawiasz?
    Poderwała głowę gdy nagle tuż nad sobą usłyszała dość znajomy głos. Zobaczyła tuż nad sobą Michaela, który stał przed nią o dziwo, nawet nie kwapił się z pukaniem czy dzwonieniem do drzwi, jednak w swoich ramionach trzymał bukiet pięknych różowo — fioletowe róże, które były utworzone w piękną wiązankę.
    Uciszyła go gestem dłoni i zwróciła się ponownie do brata i powiedziała:
    — Napisze wieczorem kiedy mam czas, na razie muszę kończyć — skróciła.
    — Pewnie.
    Wiedział, że głupstwem było rozwlekanie rozmowy, bo nawet nie wiedzieli, o czym rozmawiać. Nim nie wyjaśnią swoich spraw to ich dyskusje, będą pozbawione dawnej głębi. Nie ukrywał, jednak że brakowało mu takich zwyczajnych głupich dyskusji z nią, nawet na nic nieznaczące tematy jednak wiele minie niż póki do tego wrócą.
    Pożegnałasię krótko i rozłączyła się, po czym odrzuciła telefon na stolik i wstałaby przywitać się z ukochanym, który tuż po tym gdy dostał namiętnego całusa, wręczył jej bukiet, który przyniósł, a ona popatrzyła na niego zdziwiona i zagadnęła:
    — A to z jakiej okazji? — zdziwiła się.
    — Musi być okazja? — zapytał wprost. — Nie mogę swojej dziewczynie kupić kwiatów bez żadnej specjalnego wydarzenia? — pytał. — Poza tym aż szkoda takiej ślicznotce nie kupić kwiatów — dokończył.
    Uśmiechnęła się z czułością i w podziękowaniu go pocałowała. Owszem widziała, że lubił kupować kwiaty bez żadnej okazji i mimo że wielokrotnie powtarzała, że nie musiał tego robić, to wcale go to nie powstrzymywało. Dla niego nie był to wielki koszt a zawsze był miłym gestem gdy dostawała swoje ukochane kwiaty nie licząc na żadną okazję. Sama również starała się nawet drobnymi gestami okazywać mu uczucia. On w zamian uwielbiał gdy coś piekła i mógł zjadać jej słodkości, nie było to wiele, ale dla niego znaczyło wiele. Szczególnie gdy robiła je specjalnie dla niego.
    — Więc z kim rozmawiałaś, jeśli można wiedzieć? — powtórzył swoje pytanie gdy oboje podeszli do kuchni.
    Wyjęła z jednej z wyższych szafek flakon, który tam stał i podsunęła pod kran i gdy włączyła wodę, odwróciła się i popatrzyła na niego, mówiąc:
    — Z Chesterem — odparła spokojnie.
    — Co? — spytał z niedowieszeniami. — Przecież jeszcze kilka dni temu krzyczałaś na mnie, że nigdy się z nim nie pogodzisz.
    — To racja Mike — powiedziała z powagą, stając przy kuchennej wyspie gdzie leżały kwiaty, które chwyciła.
    Ujęła spięte razem różyczki i wsunęła ich nóżki do wody i popatrzyła na niego, nim zaczęła je poprawiać i dokończyła:
    — Długo jednak ostatnio myślałam nad tą sytuacją i przyznam szczerze, że chyba doszłam do momentu gdy nie chce mieć już tak skłóconych relacji. Wiem, że od dłuższego czasu ty czy Alice mogliście mi o tym, że faktycznie się zmienił. Sam pomniałeś też ze chłopacy nie są w stanie sobie darować tego, co zrobili. I mogę oczywiście dalej się gniewać, frustrować się czy pyszczyć, że nigdy się z nimi nie pogodzę, ale chyba doszłam do momentu w którym… — umilkła na moment.
    — Zaczęło ci ich brakować?
    Przytaknęła, mimo że same słowa nie chciały jej przejść przez gardło, były one jak najbardziej adekwatne co całej sytuacji. Tak przez wiele miesięcy była zła, czy wściekła, a potem po prostu rozgoryczona, ale teraz chyba doszła do punktu, gdzie byłaby w stanie im przebaczyć i dać kolejną szansę.
    Potrzebowała czasu, by się otrząsnąć po tym, wszystkim i w końcu nastąpiła chwila, gdzie chciała w końcu naprawiać ich relacje.
    — Mogę kłamać, ale rzeczywiście taka jest prawda — powiedziała, opierając dłonie na blacie. — Wiem, że czasami moje zachowanie było nad na wyrost, ale…
    — Nie było Julio — powiedział uspokajającym głosem. — Każdy ma prawo czuć złość czy rozgoryczenie, ty również. Owszem każdy tutaj zawinił w mniejszym czy większym stopniu. Wiemy oboje, od czego to się zaczęło i absolutnie biorę to na siebie. Nie będę tego absolutnie się wypierał, bo wiem, że namieszałem, jednak najbardziej wkurza mnie, że wy na tym u cierpliście ty i Chester podzieliłem was — przyznał.
    — To fakt, ale wiesz, w czym tkwi problem — spojrzała na niego, sugestywnie opierając się łokciami, na przedszkolnej trafili.
    — Wiem — powiedział zrezygnowany. — Ale Julio ja…
    — Mike nie zmuszam cię, byś mówił o tym wszem wobec, ale przynajmniej trochę rozjaśnił sytuacje między swoimi najbliższymi. Mają prawo wiedzieć, co się tam stało i zmieni to wiele dla mnie. Bo zrozumieją moje postępowanie. Ja wiem, że się boisz i wstydzisz. I cholera nikt to jest na twoim miejscu czy gdy ja byłam w podobnej sytuacji, nie ma prawa odczuwać wyrzutów sumienia. Nie my zawiniliśmy a oni. Dlatego Mike nie zmuszam cię, byś poszedł z tym na policje, lecz byś chociaż pozwolił mi wyjawić, czemu tak się zachowywałam. Zresztą nie robiłam nic złego.
    Zapadła między nimi chwila ciszy. On wiedział, że mówi prawdę jednak wciąż bał się przyznać do tego co się działo. Obawiał się odbioru swoich znajomych i jak zaczną go postrzegać. Mimo że zgadzał się z każdym jej słowem w tym aspekcie, to nadal strach w nim pozostał. Może jednak pora było przyznać się, co tak naprawdę wtedy zaszło.
    — Julio wiem, ale ja się boję — powiedział z poczuciem winny.
    — Mike — powiedziała ze stanowczością.
    Spojrzał na nią, a w jego oczach dostrzegła obawę. Pomimo już mijających dłuższego czasu od tamtych zdarzeń nadal w nim to głęboko siedziało. I nie była zaskoczona. Ona sama długo nie potrafiła zapomnieć o tym jak ją prześladowano i niszczono.
    — To są twoi przyjaciele, oni cię nie wyśmieją — powiedziała ze spokojem. — Nikt kto jest dojrzałym człowiekiem, nie uzna tego za powód do żartów — próbowała go uspokoić. Wyszła za blatu i podeszła do niego i stanęła tuż przed nim i popatrzyła w głąb jego oczu nim, powiedziała:
    — Ja również miałam podobne podejście, również się bałam, ale gdyby nie Tony, który dosłownie pomógł mi wyjść z tamtego bagna, pewnie by mnie tutaj nie było. Nigdy byś mnie nie poznał, bo pewnie dawno bym nie żyła. Dlatego nie uważam tego, za powód do wstydu raczej powinno się ludzi uświadomić, że takie rzeczy się dziejami nie tylko kobiety padają ofiarami przemocowców, ale również mężczyźni swoich destrukcyjnych partnerek.
    Zapadła między nimi chwila ciszy, która dla niego była moment, w którym w końcu podjął decyzje, która była naprawdę poważna. Mimo swojego strachu w końcu przytaknął głową i powiedział:
    — Dobrze — odezwał się w końcu. — Nie musisz już w tej kwestii milczeć, ale w okręgu tylko naszych przyjaciół. Nie chce, by świat się dowiedział o tym, że… — jego głos zadrżał i nie był w stanie mówić dalej.
    — Mike — odezwała się nagle.
    Uchwyciła go dłońmi za twarz i zwróciła ku sobie i wręcz zmusiła do tego, by spojrzał w głąb jego oczy. Gdy była pewna, że skupił na nią swoją uwagę, dodała:
    — Nikt się nie dowie poza nami. Obiecuje — zapewniła.
    Patrzyłna nią z niepewnością, lecz po krótkiej chwili wręcz przylgnął do niej, a ona wyczuła, jak jego ciało drży. Pozwoliła mu się w siebie wtulić.

 

 

No comments:

Post a Comment