— Wybacz, że tak późno — przepraszał ją tuż, po tym, gdy otworzyła mu drzwi, a on wszedł z kilkoma dwoma siatkami zakupów z jakieś lokalnej restauracji — Zagadałem się z Chesterem i…
Nie słuchała go dalej, jednak czuła momentalnie jak jej ramiona się napinają, na dźwięk imienia swojego brata. Nadal targały nią emocje, gdy tylko padało jego imię, co wydawało się mocno kuriozalną sytuacją, zwłaszcza że sama powróciła do panieńskiego nazwiska.
Nie zamierzała kłamać, wciąż czuła do niego ogromną złość, czy mogła to porównywać do nienawiści? Raczej do dystansu i niechęci względem niego. Wciąż pamiętała jego słowa, tak bolesne i krzywdzące i można było uznać, że przecież starał się ją za to przeprosić, porozmawiać z nią, a to ona świadomie go odrzucała.
To fakt.
Jednak nadal uważała to za niezwykle bolesne i krzywdzące to, w jaki sposób zachował się w stosunku do niej. Mogłaby przymknąć oko na jego występki w studiu i może prędzej by mu to wszystko przebaczyła, jednak ogromnie na jej obecnej urazy wynikało to, co powiedział jej, gdy była za kratkami.
Chociaż starała się o tym nie myśleć, gdy w jakikolwiek sposób wpadała wzmianka o nim, to jednak te obrazy wciąż wydawały się tak bardzo żywe, mimo że od tych zdarzeń minął już prawie rok. Nadal w niej tkwiło bolesne poczucie, że nie była dla niego nikim istotnym czy wartościowym. Nic bardziej nie raniło niż uznanie ją za błąd, do którego porównywał ją ten skurwysyn John, który był jedynie dawcą zasranych plemników.
Obrzydliwy hipokryta, który pozbył się problemów w postaci jej, by po paru latach spłodzić kolejne dziecko swojej obecnej partnerce i na ironię losu okazało się, że to córka, którą uwielbiał.
Odruchowo zacisnęła, palce w pieść, na samo wspomnienie tego człowieka i jego dziecka. Nie nigdy nie przyznała się do tego, że ma przyrodnią siostrę a teraz, wręcz unikała mówienia o tym, że ma brata, który się jej świadomie wyrzekł.
Dla jednych jej zachowanie mogło być porównywane do rozdzierania ran z przeszłości, jednak dla niej to absolutnie tak nie wyglądało. Poczucie zawodu na osobie, która obiecywała o nią dbać i ją wspierać i deklarował się, że są dla siebie jedyną rodziną, rozdziera twoje serce, gdy słyszysz coś takiego padające wprost z jego ust.
Odebrała od Michaela jedną z reklamówek i podeszła do kuchennej wyspy i zaczęła wyciągać tekturowe pudełka, w której skrywało się jedzenie dla nich obojga. Dało się niemal wyczuć zapach dobrej włoskich potraw, które wprost uwielbiała. Nie ograniczała się do jednej kuchni, wiedziała, że pomimo że ich rodzina kuchnia jest smaczna i nie chodziło jej o głównie jakieś fastfoodowe rzeczy, bo amerykańska kuchnia była zupełnie inna od wszystkich sieciówek, to jednak lubiła poznawać wciąż nowe smaki. Jednak największym faworytem była kuchnia hiszpańska czy włoska i nie chodziło tutaj tylko o pizze.
— Nadal jesteś na niego cięta — usłyszała nagle jego pytanie.
Zamarła w momencie, gdy otwierała jedno z pudełek. Niemal od razu dało się wyczuć, jak atmosfera wokół nich gęstnieje, a w powietrzu dało się wyczuć mocne napięcie z jej strony. Spojrzał na nią z nie ukrywaną obawą.
Owszem doskonale wiedział, gdzie tkwi źródło ich problemów. W sumie był powodem, dlaczego stosunki między nimi tak mocno się zepsuły, więc jeśli miałby powiedzieć, gdzie to się zaczęło, to musiałby wskazać swoją kłótnię z Taylor i konsekwencje tuż po tym, więc tak można by, ująć był tym źródłem, jednak potem zrozumiał, że jednak problem tkwił w tym, co jego przyjaciel powiedział własnej siostrze, gdy tkwiła zamknięta z jego powodu w więzieniu i gdy przyjrzał się bardziej jej postawie, mógł wręcz zrozumieć, że nadal to ma ogromny wpływ na tak dość spięta ta relacja między nimi.
— A jak uważasz? — zapytała go wprost.
Widział, jak opiera swoje dłonie na krawędzi połyskującego blatu i spogląda w jego stronę. Spoglądał, jak mruży oczy, gdy na niego spogląda i to spojrzenie tak wiele mu mówiło. Z niepewnością podszedł do niej i stanął tuż z boku kuchennej wysypy i powiedział:
— Nie sądzisz, że warto byłoby z nim porozmawiać? — spytał z ostrożnością.
Nie spodziewał się, jaka może być jej reakcja. Praktycznie mógł się po niej spodziewać wszystkiego. Ona jednak, zamiast wybuchnąć, popatrzyła na niego takim gniewnym wzrokiem, że drgnął pod jego wpływem lekko przestraszony. Rzadko widywał u niej aż tak rozgniewany wyraz twarzy, jak teraz. Zawsze, gdy tak się dzieje, musi ją mocno, coś zdenerwować czy podirytować.
— A o czym mam z nim niby rozmawiać? — spytała w nieco drwiący sposób — On już podjął decyzje ponad rok temu! — podkreśliła nieco głośniejszym tonem — Michael, naprawdę potrafię zrozumieć wiele i przebaczyć jednak czegoś takiego!? To nie jest przyjemne ani miłe, gdy twoja własna rodzina, twój pieprzony brat — powiedziała mocno zbulwersowana — Zamiast pozwolić ci wyjaśnić sytuacje, przedstawić to z mojej perspektywy, uznał, że nie warto, bo i tak dopisze część swojej historii, zamiast posłuchać faktów. Mogę wiele przebaczyć, ale nie to, gdy patrząc mi prosto w oczy, przyznał, że jednak błędem, który popełnił, było szukanie mnie i adopcja — zamilkła na moment starając się przełknąć gule w gardle.
Zamrugała pośpiesznie by odpędzić od siebie łzy, które zaczęły napływać do jej oczu. Nie chciała się rozpłakać ponownie z tą świadomością, która tak bardzo ją dobijała. Wolała nie wracać do jego tematu, jeśli to nie było koniecznie.
— Tym razem to ty nie chcesz go posłuchać — zauważył ze słusznością — Nawet w szpitalu…
— Mike! — przerwała mu raptownie, uderzając dłonią o kant blatu — Postaw się w mojej sytuacji i spójrz na to z mojej osobistej perspektywy. Zauważmy fakt, że każdy widział, co wygadywałeś wobec mnie swego czasu i każdy się temu dziwił, ale pomijamy to, jak starałam się to ignorować, bo, prawdę mówiąc, skupiłam się na swoim prywatnym życiu. Chester doskonale to widział. Potem sytuacje podczas trasy, gdy ja ci wręcz dupę ratowałam. Umówmy się, że gdyby nie ja pewnie wiele razy byś nawet na scenie nie wystąpił, bo tak cię katowała. Czy naprawdę jestem aż tak złą osobą, by odpowiadać za próbę morderstwa ciebie, gdy ja się starałam pomóc? Argumenty były tak słabe, ale on w to uwierzył. Jak? Nie mam pojęcia. I owszem zdarzało mi się komuś obić twarz, nie jestem bez winy i przyznaje się do tego — powiedziała, unosząc lekko ręce — Ale nigdy absolutnie nie życzyłam nikomu śmierci nawet temu diabłów. Nie wiem, co siedziało wtedy w jego głowie, jednak powinien zrozumieć, że nigdy nie byłam taką osobą, która mogłaby posunąć się do tego, co mnie oskarżono. Nie jestem ideałem Mike — powiedziała, starając się brzmieć nieco spokojnie — Owszem bywam nadpobudliwa i czasami działam, zamiast pomyśleć. Jednak zabicie kogoś zwłaszcza ciebie. Mnie zależało na tym, byś uwolnić się od kobiety, która była twoim oprawcom, nie chciałam, byś cierpiał, nawet jeśli między nami nie było dobrze.
Słuchał jej i, prawdę mówiąc, nie mógł uwierzyć, jak bardzo zmarnował swoją szansę i przepaści ich dalszą przyszłość. Owszem Julia miała swoje wady i doskonale je znał i je w pełni akceptował jednak trafić na tak w pełni empatyczną i uczuciową dziewczynę, która po takich przejściach nie trafiła na ulice, a wręcz wykazywała się współczuciem wobec innych, takie osoby mają traumy na lata, a ona często wykorzystywała swoje źle momenty do tego, by przekuć je w osobisty sukces. Potrafiła tak wiele rzeczy przepracować i nauczyć się z nimi żyć przed tym porwaniem a teraz wróciła do tego, co było. Jednak wiedział, że znowu stanie się tą dawną Julią czuł to i to w niej mu zawsze imponowało, że znalazła w sobie siłę do walki i mimo że podupadła teraz to i tak czuł, że może jeszcze pokazać, na co ją stać.
— Może i popełnił błąd i źle cię oceniał, ale…
— Niesłusznie mnie posądził to owszem, ale uznanie, że jednak błędem było sprowadzanie mnie, to jest po prostu przykre — dodała z pojedynczymi łzami w oczach — Zrozum, nic bardziej nie boli, niż usłyszenie od kogoś tak bliskiemu twojemu sercu, że jednak lepiej było, jak gniłabym, teraz pewnie gdzieś na ulicy i odnalezienie mnie. Cholera ja go naprawdę kochałam i… — urwała na moment, mimo że do tej pory tego głośno nie potrafiła przyznać, to te słowa cisnęły się jej na usta — I nadal kocham, ale boli mnie jego postępowanie i nie potrafię przebaczyć mu tego, co zrobił. Na chwilę obecną nie widzę, spodoba na to, byśmy się dogadali czy nawet po rozumowali.
— Jednak nadal uważam, że powinnaś dać mu możliwość wytłumaczenia się — próbował z nią negocjować — Nie wydaje ci się to mocno dziwne, że ze mną gadasz i próbujesz naprawić stosunki, a myśl o Chesterze dostajesz, delikatnie rzecz ujmując szału?
Chwyciła między czasie pudełko ze swoim jedzeniem i podeszła do kanapy gdzie odpoczywała Junka oraz Jay i usiadła na drugim wolnym krańcu. Nawinęła na widelec makaron, który po krótkiej chwili wciągnęła, a ona widziała, jak dołącza do niej Michael ze swoim obiadem i stawia go na stoliku i siada lekko pochylony na fotelu tuż obok niej.
— Sytuacja między tobą a nim można tak ująć diametralnie się różnicy. Ty owszem zrobiłeś wiele krzywych akcji czy to pod jej wpływem, czy również nie, tak i mnie oszukałeś, ale nic bardziej mnie nie zabolało niż to, co wydatował Rivera. No cudownie usłyszeć tuż po tym, gdy uratowało się jego kumplowi życie, że oskarża mnie o to. Nie zaprzeczam, oboje po części jesteście winni temu, co się stało. Jednak po prostu…
Zamilkła, bo nie mogła odnaleźć słów, by określić to, co miała w tej chwili na myśli. Mogło to być mocno obłudne z jej strony, jednak nie potrafiła pozbyć się tego żalu w kierunku do własnego brata, co zupełnie nie wybiegało Michaela, bo może i przyjęła jego przeprosiny, ale co do pewnych kwestii nadal ma do niego pretensje.
W takim razie, po co się z nim odbuduje relacje?
Właśnie w tym tkwiło całe sedno, że nie planowała rozwijać w dalszym ciągu ich stosunków, ale to stało się naturalnie. Przychodził częściej, gdy chciał zabrać Junkę na spacer, gdy ona mogła być nieco zwolniona z tego obowiązku, sam widząc, jak mocno dla niej niekomfortowe jest, wychodzenie uznał, że z przyjemnością będzie ją brał, bo i tak wychodził ze swoim psem. Zaczęli gadać i stało się to tak bardzo normalne, że na przestrzeni tych ostatnich tygodni jak nie miesięcy mieli coraz lepszy kontakt.
— Mike, jeśli uznam, że chce z nim pomówić, to zadzwonię do niego. Na chwilę obecną nie widzę tej możliwości i wolałabym, być to uszanował — zwróciła się do niego, biorąc kolejny kęs makaronu i pogroziła nieco być pobudzonym od sosu, widelcem w jego kierunku wciąż trzymając go, nad pudełkiem mówiąc — I nie życzyłabym sobie, byś zdradzał mu gdzie, aktualnie mieszkam. Na chwilę obecną wiedzą nieliczne osoby i wolała, bym byś to uszanował, jeśli nie chcesz, bym się znowu pogniewała — stwierdził.
— Nie zamierzam — odparł z westchnieniem.
Mógł stwierdzić, że nie rozumiał jej podejścia, jednak jeśli miał być szczery, rozumiał jej urazę. Sam nie miał za dobrych relacji z rodzicami czy fakt, że jego własna siostra zerwała kontakt z rodziną i również miał wiele zgrzytów między sobą i potrafił pojąć, że miała wobec brata po prostu żal. Sam miał taki wobec rodziców, którzy z dnia na dzień go zostawili, jednak potrzebował czasu, by im przebaczyć.
Najwyraźniej również oni potrzebują również tego samo, a co najważniejsze potrzebują czasu.
Skupiony na swoich myślach nie dostrzegł, że kawałek lasagne, którą się napił spadła ponownie do kartonika i dopiero to go wybudziło z lekkiej zadumy oraz dźwięk powiadomienia telefonu Julii, która odstawiła swoje jedzenie i sięgnęła po niego i gdy tylko spojrzała na ekran, jęknęła marudnie.
— Znowu poprawki — marudziła.
Była już przemęczona obecnym projektem, nad którym siedziała, ponieważ klient był bardzo kapryśny, jeśli delikatnie mogła rzecz ująć. Wciąż miał jakieś pretensje odnośnie do tego, co tworzyła dla niego wraz z zespołem. Był to bardzo kłopotliwy klient, jak słyszała od ludzi, z grupy jeden gorszy, na jakich mogli znowu trafić. Współpracował z nimi wcześniej, jednak zawsze miał miliony wymagań, które musieli, spełni, tworzyli wciąż poprawki do ukończonych rzeczy i sądząc, że mu się spodoba, on kręcił nosem, a oni znowu musieli poprawić projekt.
— Czym ty się w ogóle zajmujesz? — spytał nagle z zainteresowaniem Mike.
Na moment przestała pisać wiadomość, którą pisała i spojrzała na niego. Zobaczyła na jego twarzy ciekawość. Zawahała się przez moment, bo była wręcz pewna, że mówiła mu o swoje pracy, jednak sądząc po jego minie chyba, jednak jej się to wydawało.
— Nie mówiłam ci? — zdziwiła się, odkładając telefon na stolik tuż po wysłaniu wiadomości.
Widział jak delikatnie kręci głową w zaprzeczeniu, gdy uchwyciła pudełko jeszcze z ponad połową jedzenia i znowu oparła się o oparcie kanapy i powiedziała:
— Pracuje dla pewnej agencji reklamowej — wyjaśniła szybko — Jestem grafikiem.
— Jesteś zadowolona, ale tak szczerze — zapytał, spoglądając na nią.
Była dość zaskoczona tym, że pragnie poznać prawdę. Nie mówiła temu nikomu, bo nie miała praktycznie komu, jednak przez moment zawahała się, czy mu to mówić w końcu odpuściła i stwierdziła.
— Praca marzeń to, to nie jest — stwierdziła wprost — Ale jednak muszę za coś utrzymywać dom i tych futrzaków — dodała i skinęła głową w stronę odpoczywających zwierzaków.
— A myślałaś, by wrócić…
— Mike do czego? Strona jest martwa, moje nazwisko w sieci jest mocno krytykowane, z nie wiem jakiego powodu więc do czego mam powrócić? — zapytała poważnie.
Jednak gdy padły jej ostatnie słowa, dostrzegła jego dziwne dość zachowanie. Przyjrzała mu się uważnie i wyglądał na mocno speszonego, co jeszcze bardziej ją zaintrygowało. Widziała, momentalnie jak odwraca wzrok, unikając jej, co jeszcze bardziej wzbudziło w niej ciekawość i pytania.
— Mike? — ponownie odłożyła kartonik na stolik i zwróciła się do niego — Czy masz mi coś do powiedzenia?
Nie miała pojęcia czemu, ma takie dziwne przeczucia, które z każdą chwilą nasiliło się, coraz bardziej jednak jego postawa wcale nie zagłuszała jej niepokojących myśli i zaczęła mieć wrażenie, że jakby coś wiedział na ten temat, ale teraz bał się do tego przyznać.
— Co nagadałeś na mój temat? — spytała wprost, nie zamierzając obwijać tego w słodkie słówka.
— Same głupoty — stwierdził wprost — Nie wiem, co mnie naszło, chyba byłem zły i napisałem, co nie powinnam — powiedział.
Spodziewał się krzyków czy wrzasków, jednak zamiast tego, jego dobiegło jej ciche westchnienie. Tak przyczynił się do zepsucia jej reputacji w sieci. Mógł się przyznać do tego i mimo że nie wiedział, co go naszło, to nie miał absolutnie nic na swoje usprawiedliwienie. Był po prostu złośliwy i chciał jej dopiec, jak się widać udało. Wystarczyło przejrzeć jej media społecznościowe, jak została zasypana niepochlebnymi i nieracjonalnymi komentarzami.
— Więc teraz sam widzisz, nie mam do czego wracać. Moje życie kręci się wokół domu i pracy, bo nawet ze studiów mnie wywali, ale tutaj sama jestem sobie wina, a raczej temu skurwysynowi i porwaniu — przerwała nagle ciszę i w jej głosie nie dało się dostrzec, żadnych pretensji jednak czuł, że miała żal wobec niego.
Zniszczył jej tak dobrze poukładane życie i mimo że nie przyczynił się do tego, że wypisali ją z listy studentów, to jednak przez jego głowę przemknęła pewna myśl. Skoro tak wiele rzeczy zepsuł to, czemu nie mógł tego naprawić. Miał taką możliwość i realny wpływ by chociaż częściowo wróciła do tego, co miała.
Nie sądził, by obecna praca i życie było dla niej w pełni zadowalające. Miał pewien cel na przyszłe dni jak nie tygodnie i nie zamierzał odpuszczać, zanim tego nie osiągnie!
Czas przywrócić jej dobre imię!
No comments:
Post a Comment