— Skok — powiedziała ze spokojem do swojej małej psiej przyjaciółki gdy tylko wskoczyła na kolejną przeszkodę.
Patrzyła, jak bez trudu wdrapuje się na kolejny słupek, merdając szczęśliwa ogonem. Mimo że wykazywała się radością, to ona miała się na baczności i miała ku temu powód. Wciąż rozglądała się uważnie wokół siebie, by tylko dostrzec jakiekolwiek zagrożenie i, mimo że można uznać, że grupka pewnych gimnazjalistów nie powinna być powodem jej strachu czy nawet niepokoju to jednak byli.
Nie zamierzali poprzestać na swoich atakach, wręcz w ostatnim czasie stały się one bardziej dotkliwe. Zwłaszcza gdy dowiedzieli się, pod jakim numerem mieszkała i byli uporczywi nie tylko na dworze gdy wychodziła z małą na dwór, ale również gdy myślała, że jest w swojej bezpiecznej strefie. Miejscu, gdzie nie powinna mieć strapień, mieszkaniu, które było jej ostatnią oazą spokoju jednak ta grupka, bo było również były w niej dwie dziewczynki, uznali za zabawne robić sobie głupie żarty z niej.
Można powiedzieć, że powinna winić rodziców o to, w jaki sposób ich wychowują, jednak doskonale wiedziała, czemu uznali, że ona będzie idealną ofiarą ich głupich dowcipów czy nawet żartowanie i wyśmiewania jej a wystarczyło zaledwie na nią spojrzeć, by zrozumieć, czemu te dzieciaki uznały ją za obiekt drwin.
— Bardzo dobrze — rzuciła do Junki, i mimo że chciała wykrzesać z siebie, chociaż odrobinę radości, wcale jej nie odczuwała.
Nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że od dłuższego czasu była obserwowana, albo popadała już w paranoje, jednak nie mogła pozbyć się tego dziwnego poczucia, które towarzyszyło jej od dłuższego czasu, ktoś jej się przygląda i to nie chodziło o tę grupkę dzieciaków, z którymi była w dość napiętych stosunkach, bo oni wcale się nie ukrywali, jawnie się jej ukazywali, nie jednokrotnie ją zaczepiając, czy uznając, że idealną zabawą będzie szturchanie patykiem jej małej suczki czy, co gorsza, gdy stwierdzą, że fajnie jest porzucać w nich kamieniami, co zdarzało się dość często.
Jak nigdy nie mówiła złych słów na żadne dziecko czy nastolatków, bo jednak uważała, że takie młode osoby jednak nie są niczemu winne to teraz na język, cisnęły jej się same obelgi pod ich adresem, szczególnie wtedy gdy krzywdzili Junkę. Nie uważała, że ona była kimś istotnym, bardziej bolał ją fakt, że cierpi na tym ona. Była w tym wszystkim niewinna i mimo że starała się ich poganiać, na nie wiele się to zdało.
Ale w przypadku tego poczucia obserwacji nie mogła pozbyć się tego wrażenia, doskonale wiedziała, jak bardzo wtedy bywała zaniepokojona wręcz przestraszona gdy w tyłu jej głowy pojawiały się myśli, że pewien skurwysyn mógł ją śledzić.
Można nazwać ją paranoiczką, że po prostu przesadzała, że pewnie ktoś rzucił spojrzenie w jej kierunku i nic się wielkiego nie stało. Jednak gdy przez lata ma się poczucie, że ktoś cię z ukrycia śledzi to nie jest łatwe potem wyzbyć się od tak tego wrażenie.
A wszystko przez dawnego oprawcę, który tkwił za kratami, więc raczej nie było możliwe, by wyszedł. Nadal tkwił w więzieniu o zaostrzonym rygorze, przez brutalność swoich czynów i próbę zabójstwa wykazano, że powinien być trzymany pod ścisłym nadzorem, również co wykazały badania psychiatryczne. Nie uznano jednak go za osobę chorą, na całe sczepcie, bo wtedy jego obrońca mógł wnioskować o obniżenie kary, ale był po prostu ćpunem pragnący jedynie zemsty na niej.
Na szczęście ten rozdział się zakończył, ale czyżby tak było, gdy musiała się mierzyć z konsekwencjami tego co jej zrobił? Ona naprawdę pragnęła zakończyć ten etap we własnym życiu, jednak nie potrafiła.
Nie umiała, a wystarczyło, tylko by spojrzała w swoje własne odbicie, by zrozumieć, że nie będzie to tak łatwe wyzbyć się tej dawnej przeszłości i zacząć żyć od nowa. Sama terapia nie pozwalała jej ruszyć dalej, bo musiała wszystko przepracować, podczas niej jednak wiedziała, że ona jest jej potrzebna. Musiała się wygadać, przegadać wszystko wraz z Camilą. Musiałą ją nauczyć radzić sobie z tym co było, by mogła pójść naprzód.
Czy jednak tego pragnęła, z jednej strony nie?
Ale dlaczego?
Wszystko kryło się w głębi jej serca i duszy, a raczej jej panicznego strachu co przyniosą jej kolejne miesiące czy lata, jaką będzie osobą. Czy powinna pójść dalej? Obawy, które wydawały się tak bardzo abstrakcyjne, jednak miały w swoje ukryte leki, z którymi wciąż walczyła. I to było w tym najgorsze, by mogła ruszyć się z miejsca, musiała pokonać tkwiący w niej niepokój.
Jednak z innej perspektywy.
Tęskniła, brakowało jej starej Julii, którą była przed tymi wszystkimi zdarzeniami. Mocno ją kochała, uwielbiała wtedy tak bardzo siebie, bo wtedy była tą prawdziwą sobą. Nie zakłamaną dziewczyną, która musiała kryć wiele swoich odczuć i emocji wewnątrz siebie, ale mogła ukazać swoją prawdziwą twarz bez żadnej nałożonej na nią maski.
Teraz czuła jakby znowu wróciła do samego początku, do momentu gdy musiała udawać, grać kogoś, kim nie była. Tuszować własne zmartwienia, kłamać i oszukiwać, by nie dostrzeżono w niej tej wrażliwej dziewczyny, którą była. Owszem mimo swojej pewności, charakteru, który był dość ostry i nieuległy, miała w sobie ogrom empatii i uczuciowości, którą potrafiła obdarować najbliższe osobę które potrafiły to w niej ujrzeć.
Wciąż słyszała od pewnej osoby, że jest lustrzanym odbiciem swojej matki. Praktycznie jest jej młodszą kalką, nie tylko z wyglądu, ale osobowości. Nieugięta i uparta, która potrafiła postawić na swoje. Takimi określeniami ją również opisywano, jednak teraz praktycznie wszystko to było tylko reliktem przeszłości, tym kim naprawdę kiedyś była.
Nagły hałas momentalnie wyrwał ją ze swoich przemyśleć, a ona z obawą rozejrzała się wokół siebie. Była tak przewrażliwiony na każdy, chociaż małe skrzypienie liści, czuła jak serce w jej piersi zaczyna mocniej bić, obawiając się, że znowu ujrzy tych dzieciaki. Jednak liczyła, że zdąży wrócić z Junką do domu, zanim ci nie wrócą ze szkół.
Trzymając mocniej obroże małej psinki, spojrzała za siebie i wydawało się, że nie było nic podejrzanego. Nie ujrzała w zasięgu swojego wzroku żadnego z tych nastolatków, jednak jej uwagę skupiła się na postaci, która szła w oddali, a przed nią zobaczyła dość dużego czworonoga w biało ciemnym umaszczeniu.
Miała już wzruszyć ramionami i uznać, że to pewnie jakiś sąsiad tak jak ona wyszedł z psem na spacer i już chciała odwracać głowę gdy ujrzała jak psiak, który niuchał do tej pory w trawie, poderwał głowę i miała przez chwile wrażenie, jakby spoglądnął w ich stronę.
Myślała z początku, że jej się to przewidziało, jednak zobaczyła, jak w następnej chwili zaczął biec w jej stronę niemal ciągnąć za sobą swojego właściciela, który wydawał się mocno zaskoczony. Słyszała jak woła za swoim czworonogiem.
— Jay! Gdzie mnie ciągniesz!? — wołał męski głos.
Jay?
Im bliżej widziała zmierzającego ku niej psa, widziała coraz bardziej charakterystyczną budową dla husky syberyjskich. Spiczaste uszy, małe ciemne oczka, tak charakterstyczyne znajome ciemno jasne umaszczenie.
To nie mógł być on!
To jedno zdanie pojawiło się w jej głowie gdy na myśl nasunęła się jej tylko jedna osoba, która miała dokładnie psa tej rasy, a jego pupil miał dokładnie, tak samo się wabił. Momentalnie poczuła jak Junka zeskakuje z jednej z przeszkód, na której robiła z nią trening i wręcz wybiega w stronę psiaka, który gnał do nich.
— Junka stój! — próbowała ją zatrzymać.
Było jednak już za późno, oba psiaki zaczęły wokół siebie krążyć i obwąchiwać się czym tylko potwierdziło jej podejrzenia i tego czego się najbardziej obawiała, a jednocześnie nie chciała do siebie dopuścić.
— Jay…
Mężczyzna, który w końcu podbiegł do nich, chciał upomnieć swojego psa, ale dostrzegł widok, który ona obserwowała od dłuższej chwili gdy oba psiaki witały się ze sobą po dość długiej rozłące, bo praktycznie ponad dwa lata siebie nie widziały i mimo tego bez żadnego problemu się rozpoznały.
— Jay, co ty typ… Chwileczkę… — urwał momentalnie.
Próbowała odwrócić wzrok, wręcz go zignorować, nie dać po sobie poznać, że faktycznie to była ona. Wciąż stała z założonym na swoją głowę kapturem, pomimo że na termometrach było ponad osiemdziesiąt stopni Fahrenheita. Raczej nikt o zdrowych zmysłach nie chodzi w taki upał w długich ubraniach, to jedynie ona pragnąca ukryć swój wygląd przed resztą świata.
Nie istotne było dla niej to, że czuła się dosyć niekomfortowo, a pot spływał po jej ciele. Nie miało to zupełnie znaczenia, zawsze mogła się umyć po spacerze, jednak nie zamierzała swojej brzydoty ujawniać światu.
— Julia — powiedział wręcz z pewnością w głosie.
Wahała się przez dłuższy moment czy odpowiedzieć, podczas gdy ich zwierzaki cieszyły się, że się widzą, ona jednak postanowiła grać i nie zdradzić swojej tożsamości, mimo że od razu wiedziała, że to absurdalne szczególnie spoglądając na reakcje psów, a jej były doskonale zdawał sobie sprawę, jak wyglądała jej suczka.
— Musiał mnie pan z kimś pomylić — odpowiedziała bez żadnych emocji i z ogromnym chłodem.
Ujrzała kątem oka znad ciemnych oprawek okularów, jak spogląda w jej kierunku z taką, miną jakby przed momentem uznała go za totalnego wariata. Patrzyła, jak powoli robi parę kroków w przód ku niej, ona jakby odruchowo odsunęła się od niego.
— Proszę mnie zostawić w spokoju! — powiedziała surowo ciągnąć delikatnie za smycz Junkę by dać jej znać, że wychodzą.
Ona jednak zdawała się zignorować jej polecenie, bo zbyt była zachwycona spotkaniem, z psim przyjacielem a ona czuła, jak traci grunt pod nogami. Jednak jedna rzecz zaczęła ją mocno intrygować.
Co on tutaj robił?
Przecież nikomu nie zdradzała swojego nowego adresu zamieszkania, wręcz nie rozmawiała z nim od momentu tamtej pamiętnej rozmowy w szpitalnym ogrodzie. Zablokowała go, gdzie tylko mogła. Zerwała z nim kontakt z człowiekiem, który był dla niej bardzo fałszywym i zakłamanym człowiekiem.
— Julio, dokąd próbujesz uciec? Przecież wiem, że to ty — mówił, jednak widząc jak próbuje uciec zatrzymał się.
— Mówiłam, musiał mnie pan z kimś pomylić! — wycedziła w jego kierunku.
Może i grała teraz kompletnego głupka, jednak nie miała chęci z nim rozmawiać, wręcz go widzieć a teraz wręcz stał, jej na doradzę. Widziała po mowie jego ciała, że chętnie by chciał z nią podyskutować, jednak ona nie miała takich planów. Musiała prędko stąd iść nie tylko na wzgląd na niego, ale by ci gówniarze ją nie dostrzegli.
I może to była tylko wmówią, jednak on był jedną, z których osób naprawdę nie chciała spotkać.
Wyminęła go bez słowa i bez żadnego słowa podeszła do Junki, którą momentalnie chwyciła w swoje ramiona. Widząc to Jay zaczął na nią warczeć i widać, że nie był zadowolony jej ruchem, a sama Junka zaczęła na nią złowieszczo poszczekiwać, a ona szepnęła cicho do niej:
— Koniec spaceru na dziś — powiedziała spokojnie do suczki, która zaczęła ujadać.
Nie zastanawiając się wiele, pognała pośpiesznym krokiem w stronę chodnika, a tuż za sobą słyszała nawoływania Mike:
— Julio, stój! — krzyczał za nią.
Jednak ona go zupełnie zignorowała i przyśpieszyła bardziej kroku, pragnął jak najprędzej dostać się do własnego mieszkania, już nie było dla niej istotne, to skąd on się w ogóle tutaj wziął. Pytanie, które tak ją dręczyło, nie miało znaczenia w tej chwili, pragnęła jedynie jak najprędzej znaleźć się w swoim czterech kątach i mimo że Junka próbowała ją zaczepiać i pokazać, że się jej to nie podoba, wręcz pragnęła, wrócić do Jaya to jednak nie zamierzała reagować.
— Julio! — słyszała za sobą jego głos i poszczekiwanie psa.
Wbiegła do środka i szybko pognała do jednej z wind i widząc, jak otwierają się drzwi do jednej z nich i wysiada z niej, jakieś starsze maleństwo prędko wpadła do środka, wciskając ówcześnie guzik, by uniknąć spotkania z nim.
Miała nadzieje, że uda się jej uniknąć ich jednak zobaczyła w następnej chwili jak Jay wpada do środka i niemal blokuje zamykające się wejście. Z każdą chwilą czuła jak jej serce zaczyna bić bardziej i ruchem dłoni próbowała odgonić hsuky’ego, który jednak pozostał nieugięty, a jego właściciel wręcz dobiegł w następnej chwili i przytrzymując drzwi, zwrócił się do niej:
— Dlaczego uciekasz? — spytał wprost — Przecież widzę, że mnie rozpoznałaś!
— Mówiłam! — zniecierpliwiła się, mocniej wciskając guzik, pragnąc ich wygonić — Musiałam mnie pan z kimś pomylić.
Udało się, jej stopą odsunął psa z przejścia jak, a Michael sam zabrał dłoń, woląc uniknąć zmiażdżenia. Gdy widziała, maleńką szparę usłyszała po raz ostatni jego głos:
— Wiem Jay, ona jest uparta — dało się słyszeć jego ciche westchnienia.
Po krótkiej jednak chwili winda ruszyła w górę i lekki ugryzienie Junki sprawiło, że syknęła cicho i spojrzała na nią niezadowolona i powiedziała:
— Nie wolno tak robić — skarciła ją.
Odstawiła ją powrotem na ziemie, by mogła już normalnie chodzić. Wkrótce jednak dojechały na ostatnie piętro i wychodząc na korytarz, wyjęła, z kieszeni bluzy klucze do mieszkania i podeszła do drzwi.
Gdy tylko weszła do środka, wypuściła Junkę ze smyczy jednak ona nieco obrażona odeszła od niej i nie żebrując jak zawsze po spacerze o jakieś smaczek. A ona westchnęła cicho i odrzuciła smycz na bok i zaczęła się zastanawiać czemu w życiu, miała takiego pecha.
Nie lubiła narzekać, jednak w ostatnim czasie miała powody do marudzenia, jednak teraz o, tyle że nie czuła się rozgoryczona a sfrustrowana i wściekła. Bo mimo wszystkiego, co przeszła z nim podczas porwania, absolutnie to nie sprawia, że przebaczyła mu wszystkie wcześniejsze krzywy i niesprawiedliwości względem niej.
Miała do niego wciąż ogromny żal i jedni by uznali, że powinna schować dumę do kieszeni i przestać zachowywać się jak rozkapryszone dziecko, jednak to nie chodzi o to, do czego można było porównać jej niechęć do niego, ale o niesprawiedliwość.
Przeszli piekło to fakt, ale nadal nie przebaczyła mu w żadnym stopniu jego kłamstw, których oszustw się dopuścił. Czuła jakby w taki sposób podziękował jej za tą troskę za jej opiekę nad nim samym i czuła się po prostu niesprawiedliwe potraktowana i nawet jeśli wiedziała, czym się kierował, co go motywowało do tego, by tak się zachowywać, to nie on musiał spędzić kilka tygodni w areszcie.
Nie był oskarżony o usiłowanie zabójstwa, a co najważniejsze nie odwróciła się od niego osoba, na której tak mu zależało. To była metafora tego jak zniszczył jej relacje z własnym bratem, bo może gdyby nie poddany presji własnej żony nie zdecydował się, dalej siać dezinformacji na jej temat to może Rivera, nie wykazał się takim egoizmem i brakiem empatii względem niej.
Oboje byli tak samo winni, jak nie jeden był gorszy od drugiego.
No comments:
Post a Comment