Saturday, April 12, 2025

V 17 — WYNOŚ SIĘ

    Słyszała głos.
    Taki spokojny i cichy, a zarazem przepełniony sennością. Ton głosu, który był jej tak bliski, dobiegł ją jakby w oddali. Docierały do niej te pierwsze dźwięki i z każdą chwilą miała poczucie, że stają one się coraz głośniejsze, niemal wyraźniejsze co sprawiało, że pragnęła coraz bardziej podążać w tym kierunku.
    Ta barwa ją wiodła, za każdym razem gdy jej nie mogła usłyszeć, tak bardzo chciała ją znowu ją słyszeć.
    Dotyk.
    Tak znajomy i ciepły, a zarazem wydawał się tak bardzo jej odległy. Czuła jakby podążała we właściwym kierunku, jednak potrzebowała tego przewodnika, tego, który w końcu pomoże wyprowadzić ją z tego mglistego świata, w którym tkwiła od dłuższego czasu. Czuła się już nim potwornie zmęczona, chciała tam powrócić, jednak coś nie pozwalało jej tego zrobić, gdy próbowała się zbliżyć, czuła jakby niewidzialną ścianę, w którą mocno uderzała, jednak teraz, mimo że szła tą samą drogą, nie czuła, by coś ją zatrzymywało.
    Nie napotkała po raz kolejny ten kolejnej bariery, czy możliwe, że w końcu pozwolono jej się wyrwać z tych odmętów, z tej ogarniającej ją pustki i móc wrócić do rzeczywistości? Tkwienie tutaj było koszmarem, w którym co jakiś czas powracały do niej wspomnienia, których tak panicznie się bała. Siedząc skulona, widziała przed sobą niczym slajdy przewijającego się przed oczami tego demonicznego miejsca, tego co w nim przeżyła.
    Kuliła się ze strachu za każdym razem, jak to dostrzegała swój własny wizerunek, pokaleczonym przez psychopatę, widziała czarne krwiaki na swoim ciele. Miała ochotę płakać, ale nie mogła, widząc tego kata tuż nad sobą.
    Strach przenikał jej serce niczym ostry sztylet. Głupotą byłoby uznanie, że nie mogła się niczego lękać, widząc te straszne obrazy, które wyświetlały się na projektorze. To nie było normalne by wykazywała się odwagą gdy jaj ciałem wstrząsał dreszcz panicznych obaw.
    Gdyby mogła, zapewne uroniła kilka łez, lecz nic nie mogła wypłynąć spod jej oczu.
    Potrzebowała dłuższego czasu, by zrozumieć, że więzi ją jej własny umysł, z którego bezskutecznie starała się wyrwać, jednak teraz w końcu zaniknęła ta blokada i czy w końcu może się stąd wyrwać.
    Idąc tą ścieżką, słyszała pewne odgłosy:
    — Ona się budzi.
    Znała ten głos, wręcz puściła się biegiem, by w końcu wyrwać się z tej otaczającej ją przenikliwej mgły, by po krótkiej chwili dosłyszeć inny równie znaną jej barwę głosu, do której tak bardzo chciała się przedrzeć.
    — Nie sądzę, pewnie znowu dręczą ją koszmary — powiedział zasmuconym głosem.
    Gdy sen tych słów do niej dotarł, poczuła jeszcze większe pragnienie, by do niego się dostać. Nie zamierzała już pozostać bierną i gdy z każdą chwilą odgłosy, które ją otaczały, stawały się wyraźniejsze, wiedziała, że jest na dobrej drodze.
    Kurczowo ścisnęła dłoń, która wciąż ją trzymała, jakby dając znak, że tutaj jest, by dać im znak, że tutaj jest, że do nich wraca. Czuł jak ktoś delikatnie kciukiem, głaszcze wierzch jej ręki, po czym lekko je zaciska, jakby zrozumiał jej nieświadomy przekaz. To wystarczyło, by ją zmotywować, by nie zaprzestała podążać we właściwym kierunku.
    — Miałeś racje — dobiegł ją znowu ten sam ton głosu tym razem o wiele będący o wiele szczęśliwszym — Budzi się — dodał bardziej uradowany — Bella słyszysz mnie? — zapytał już ją bezpośrednio.
    — Daj jej chwilę — upomniał go drugi z mężczyzn — Potrzebuje chwili, by się przebudzić — zauważył słusznie.
    — Ale przynajmniej do nas wraca…
    Zebrała się na odwagę i powoli postarała się uchylić jedno z oczu, prędko jednak musiała je zmrużyć, gdy poraził ją dziwny poblask jasności. Czuła jakby coś tkwiło pod jej nosem, jednak mogła z czasem zrozumieć gdy docierały do jej nozdrzy podmuchy świeżego tlenu, że musiała mieć coś na wzór wąsów tlenowych. Odzyskiwała coraz bardziej świadomość, a ją dobiegł dźwięk pikających tuż nad nią urządzeń.
    Ponownie postarała się uchylić jedno z oczu, jednak niczego nie dostrzegła.
    Spróbowała znowu przymknąć i otworzyć na nowo, jednak jedyne co ujrzała to zamglone obrazy przed sobą. Serce w jej piersi zaczęło bić coraz mocniej, a ona czuła, jak panikuje, gdy ponownie bezskutecznie nie udała się próba dostrzeżenie obrazów wyraźnych konturów. Wszystko się rozmazywało.
    — Bella? — ktoś obok niej był, ale nie mogła go dostrzec.
    Nawet nie dostrzegła tego momentu gdy powoli spod jej powiek, zaczęły sączyć się łzy, jednak one ginęły w czymś, co było przyłożone do jej twarzy.
    — Co… co się dzieje? — wyszeptała cicho.
    — Julio, proszę, uspokój się — poprosił ten sam głos — To ja Ricardo, nie masz czego się bać — próbował ją uspokoić.
    Ona jednak nie zwróciła większej uwagi na jego słowa, bo ogarnęła ją przemożna chęć strachu i wręcz paniki gdy pojęła powagę sytuacji. Próbowała bezskutecznie coś ujrzeć, jednak rozmywało się to we mgle i zaczęła się tego bać, jak tylko mogła. To ją wręcz przerażało, wokół siebie słyszała różne dźwięki, odgłosy, rozmowy, ale nie mogła niczego wyraźnie zobaczyć.
    — Ja… ja niczego… nie widzę — powiedziała wręcz pełnym drżenia głosem.
    Mogła tylko ujrzeć, kontury postaci, które jednocześnie spojrzały na siebie, lecz nie mogli dojrzeć wręcz strachu, które pojawił się w ich oczach. Lekarze ostrzegali ich, że muszą się liczyć z tym, że gdy się przebudzi, dowiedzą się znacznie więcej w tym, czy jej wzrok był uszkodzony, czego się obawiano, teraz gdy słyszeli wprost z jej ust, że nie mogła dostrzec ich, mimo że byli zupełnie obok siebie, to sprawiło, że poczuli przenikliwe chłód, który ich przeszył, który nie zwiastował niczego dobrego.
    — Wezwij lekarzy — powiedział z powagą Ricardo.
    Anthony bez słowa podszedł do panelu, gdzie mogli wezwać medyków czy pielęgniarki i wcisnął jeden z przycisków i ponownie zwrócił się w kierunku Julii, po której mogli dostrzec tylko po jednym z jej oczu przejmujące ją uczucia. Większość jej twarzy pokrywały opatrunki, które skrywały poważne rany po dość mocnym kwasie.
    — Señorita proszę, zachowaj spokój — prosił ją.
    — Ale… ale co się dzieje? — pytała głęboko wystraszonym głosem — Ja nie… ja nie widzę!
    Oboje jednocześnie zobaczyli, jak spod jej powieki popłynęły łzy i nie byli ani trochę zaskoczeni, że była tak bardzo przestraszona. Każdy w takiej sytuacji czułby się podobnie, gdyby okazało się, że nie mógł ujrzeć dobrze nawet najbliższych, wokół niej osób to nie było dosyć przyjemne uczucie.
    Medycy ostrzegali ich, że muszą się liczyć z tym, że jest duża możliwość tego, że wzrok dziewczyny będzie w jakimś stopniu uszkodzony. Większa część jej twarzy była poparzyła, a część tej kwasu mogła wedrzeć się pod rogówkę oka i mogła spodobać spustoszenie w jej spojrzeniu.
    — Sami chcielibyśmy to wiedzieć Julio — odezwał się jej wieloletni przyjaciel.
    — Tony? — dało się słyszeć zaskoczenie w jej głosie, gdy tylko go usłyszała.
    — Tak to ja, jestem tutaj tylko ja i Ricardo i nie nikt więcej — zapewnił ją.
    — Czy…?
    — Nie, nie ma go tutaj — zapewnił ją.
    Nie musiała nawet pytać, by wiedział, kogo ma na myśli. Zrozumiał to na tyle dobrze, że ideacja praktycznie była znikoma. Znali się zbyt dobrze by nie domyślić się co ta druga osoba myśl, w tym przypadku zrozumiał, o kogo jej chodzi, a raczej o pewnego zdrajcę, którego nie chciała oglądać, a on nie zamierzał go absolutnie do niej wpuszczać.
    Ona teraz będzie potrzebowała spokoju i ciszy, a nie kłócenia się z facetem, który tak bardzo ją zranił. Nie potrafił nazwać go już jej bratem, nie po tym gdy sam się jej wyparł. Może to wydawać się być drobiazgowe, jednak wystarczyło się domyśleć, by pojąć, że mimo że dopiero co wyrwała się ze śpiączki, nie miała chęci się z nim rozmawiać.
    — Nie…
    — Bella, oboje o tym wiemy i możesz być pewna, że go tutaj nie ma, teraz proszę, skup się na tym, by odpoczywać. Za krótki moment przyjdą…
    Nie był w stanie dokończyć swojej myśli, bo dało się słyszeć skrzypienie drzwi. Odwrócił się w tamtym kierunku i zobaczył lekarza prowadzącego Julie w asyście drugiego, a tuż za nimi można było zobaczyć dwie pielęgniarki, które miały pomóc.
    — Kiedy się przebudziła? — zapytał medyk, spoglądając na dwójkę mężczyzn.
    — Dosłownie przed dwoma minutami — odpowiedział Anthony.
    Starszy mężczyzna podszedł bliżej i zwrócił się bezpośrednio do nich, zanim przystąpił do badania pacjentki, która byłą dla nich dość ciężkich przypadkiem. W swojej karierze spotkał się z wieloma dość poważnymi przypadkami, jednak ta dziewczyna pomimo wielu obrażeń, jakie doświadczyła, wręcz cudem przeżyła te najgorsze dni, gdzie mogła zatrzymać się jej akcja serca. Śniła przez kilka tygodni jednak spodziewali się ze prędko się nie przebudzi teraz mogli zobaczyć ją wystraszoną tam, gdzie nie było opatrunków.
    — Ale… — zaczął powoli Tony.
    — Zapewniam panów, że nic waszej przyjaciółce i partnerce się nie stanie. Pragniemy ją przebadać. Czy…
    — Ja nie widzę! — nagle wyrwał się jej spanikowany głos.
    Dało się słyszeć ciche westchnięcie z ust Madisona i popatrzył znacząco na dwoje mężczyzn którzy trwali przy łóżku dość młodej dziewczyny.
    — Proszę panów o wyjście. Zostaniecie poproszeni powrotem już po wywiadzie z pacjentką — po czym zwrócił się do Hiszpana — Czy może zaczekać pan za drzwiami? — zapytał po hiszpańsku.
    — Czy jest to konieczne?
    — Zapewniam pana, że tak, muszę ją zbadać, a pana wezwę potem — zapewnił.
    Popatrzył po raz ostatni na Julie i przytaknął delikatnie, po czym zwrócił się do niej:
    — Za moment wrócę — zapewnił ją.
    Po krótkiej chwili wyczuła, jak poluźnił ich uścisk, a ona wręcz niechętnie to przyjęła.
    — Gdzie…?
    — Wrócę skarbie — uspokoił ją — Będę tuż za drzwiami…
    Wkrótce obaj mężczyźni pomimo niechęci opuścili sale, zostawiając dziewczynę samą z personalem.

    — Anthony do jasnej cholery! — po korytarzu rozniósł się bardzo rozwścieczony muzyka — Mam prawo się z nią zobaczyć!
    — Nawet nie próbuj używać tego argumentu — wszedł mu niepodziewanie w zdanie.
    Był już zupełnie zmęczony zachowaniem tego człowieka, od momentu gdy Julia przebudziła się, minęło kilka dni, oczywiście on nie informował go o tym. Nie miał, pojęcia jak się dowiedział, jednak nie dało się ukryć, że w ostatnim czasie wykazywał się namolnością i jeszcze większą upierdliwością, pragnąc się zobaczyć się z osobą, którą tak łatwo ocenił i sam wręcz wydał w ręce sprawiedliwości.
    I owszem to były jego uprzedzenia, jednak doskonale również wiedział, że jego przyjaciółka zwyczajnie nie chciała go widzieć. Rozmawiał z nią na ten temat i kategorycznie odmówiła wpuszczenia kogokolwiek prócz niego i swojego męża. Nadal miała ogromny żal do muzyka i można stwierdzić, że takie wydarzenia zmieniają postrzeganie i myślenie i tutaj owszem można było się zgodzić, jednak na chwilę obecną sama powiedziała, ze nie jest gotowa go zobaczyć.
    Ona sama nie czuła się dobrze, nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Wydarzenia mocno wpłynęły na jej umysł i nigdy nie widział jej tak bardzo przybitej wręcz przygnębionej jak obecnie. Nie chciał spekulować ani snuć domysłów, bo od tego są specjaliści, z którymi ma wkrótce porozmawiać na temat swojego stanu psychicznego jednak przeżycia z tamtego miejsca wywoływały u niej tramę i można to dostrzec.
    Zaczęła unikać dotyku nawet własnego męża, co było wręcz przypomnieniem tego, jaka była jako nastolatka, niezwykle cicha i skryta i wycofana teraz miał poczucie, że pomimo swojej dorosłości spogląda na tę samą dziewczynę co przed paroma laty i absolutnie nie zamierzał mówić, że było to złe, bo byłby zupełnym głupcem, zwłaszcza że domyślał się jaki koszmar tam musiała przejść.
    Strach i liczne obawy były wręcz czymś, z czym musiała się zmagać w ostatnie dni prócz oczywistych zdrowotnych symptomów.
    — Proszę, zależy mi na tym — błagał.
    — Chester zrozum to w końcu, tym razem to nie ja decyduje — powiedział z głębokim westchnieniem — Ona nie chce cię widzieć! — powiedział po raz kolejny, starając mu się to wręcz wbić do głowy.
    — Kłamiesz! — stwierdził ostro — Nie opuszczę tego miejsca, dopóki sama mi tego nie powie.
    — Jak ja ci mam w końcu wytłumaczyć, że Julia wyraźnie podkreśliła. Ty i ta twoja ekipa nie macie się do niej zbliżać! Zamiast to uszanować i dać jej po prostu spokój, zwłaszcza że go naprawdę dużo potrzebuje, to przychodzisz tutaj i domagasz się widzenia z nią — mówił cierpliwie — Pomijając moje własne uprzedzenia w stosunku do ciebie, jednak teraz działał w jej imieniu, a ona po prostu nie chce widzieć twojego zakłamanego tyłka! — powiedział bardzo stanowczym głosem.
    Widział jak kręci głową, jakby w ogóle nie chciał mu wierzyć. Jednak o ile wcześniej powstrzymywał go, bo tak po prostu chciał i domyślał się, że młoda artystka nie zechce go widzieć to tym razem, miał jedynie jej potwierdzenie, że własny brat jest tutaj bardzo niemile widziany.
    — Chce to usłyszeć prosto od niej! — odezwał się twardo Rivera.
    Czując się zupełnie zrezygnowany jego nachalnością, zwrócił się do niego, mówiąc:
    — Zaczekaj tutaj — zaznaczył, podkreślając, że ma nigdzie nie iść — Pomówię z nią i zobaczę czy zapragnie się zobaczyć z takim zdradzieckim dupkiem — nie oszczędził sobie dość kąśliwej uwagi w jego kierunku.
    Wycofał się ostrożnie do sali, gdzie leżała jego wieloletnia przyjaciółka. Przymknął za sobą drzwi i podszedł bliżej łóżka i położył dłonie na jego oparciu i dopiero po krótkiej chwili zobaczył, jak Ricardo na moment przestaje mówić i zwraca się w jego stronę.
    — Co się dzieje? — spytał z powagą.
    — Julio — zwrócił się do leżącej na łóżku dziewczyny.
    Widziała, jak wiodła wzrokiem w jego kierunku. Po wstępnych badaniach udało się w małym stopniu przywrócić jej wzrok. Zastosowano pewną terapię, która pozwoliła jej znowu zobaczyć, jednak nie była ona na tyle skuteczna, by całkowicie wyleczyć jej uszkodzone spojrzenie, od tego momentu została zmuszona do noszenia okularów czy soczewek, które skorygują jej wzrok, o ile mogła normalnie, patrzeć to spojrzenie nie było już takie idealne jak przed wypadkiem.
    Oczywiście mocno przeżyła, tak znaczą utratę wzroku, to oczywiste jednak lekarze zapewnili ją, że po wprowadzeniu leczenia czy potem gdy zacznie nosić okulary, czy soczewki będzie mogła wieść całkiem normalne życie również dali jej nadzieje, że będzie mogła wrócić spowotem do jazdy samochodem, ale wciąż jest podawana terapii, która pomaga i są dobre rokowania.
    — Słucham? — zapytała z powagą i spokojem tak niepodobnym do niego.
    — On tutaj jest — oznajmił.
    Widział niesmak w spojrzeniu oczu dziewczyny, gdy zrozumiała sens jego słów, wyrzuciła po krótkiej chwili:
    — Prosiłam, cię byś go wyrzucił — rzuciła nieco ostrzejszym głosem.
    — Myślisz, że nie próbowałem? — zapytał, zwracając się do niej — Jest nieugięty, nie chce odejść — dodał.
    Niestety doskonale wiedziała, że bycie bardzo upartym, on jak i niestety również ona mieli po ich pieprzonym ojcu, więc zdawała sobie sprawę, że jednak próby wygonienia go z placówki na nic się nie zdadzą, pomimo że Anthony wykazywał się ogromną cierpliwością.
    Nie miała jednak absolutnie chęci się z nim widzieć, jednak zdawała sobie sprawę, że jednak musiała stawić mu czoła mimo swojej niechęci i powiedzieć mu prosto w twarz, że ma po prostu się wynosić. Niech Michaela sobie odwiedza jeśli to robi, jednak u niej miał się nie pokazywać.
    — Poproś go — zwróciła się do przyjaciela.
    — Ale… — zaczął powoli.
    — Niestety sama muszę się go pozbyć — jej głos, pomimo że mogło się wydawać spokojny i opanowany można było uznać, że nie przeżyła wiele.
    Było to jednak złudne przekonanie, ponieważ, ona w taki sposób dragowała każdą krzywdę. Rzadko płakała, krzyczała czy po prostu wykazywała się agresją. Ona często przeżywała to sama w sobie, chociaż nie jednokrotnie uroniła przy nich łzy, jednak wiedzieli, że ona potrzebuje tego.
    Widziała, jak przyjaciel wychodzi na moment, po czym znika za ścianką, która oddzielała, pokój od wejścia by po krótkiej chwili wrócił wraz z jej bratem. Zmierzyła go spojrzeniem i, prawdę mówiąc, nie dostrzegła w nim żadnej zmiany prócz tego, że wyglądał na jeszcze bardzo zmęczonego. Gdy tylko spojrzała w jego oczy, dostrzegła w nich wręcz przerażenie, jednak po raz pierwszy widział ją od czasu odnalezienia. Nie zdawał sobie sprawę o tak znaczących ranach na jej ciele. Widziała, jak otwiera usta gotów coś powiedzieć.
    — Julio… — zaczął.
    — Posłuchaj mnie Chester — przerwała mu jednak raptownie — Powiem to raz a wyraźnie — odezwała się wręcz bardziej groźnym głosem — Nie życzę sobie twoich odwiedzin, nie chce, byś mnie nękał, czy nachodził Ricardo i Anthony’ego!
    — Są dla ciebie ważniejsi?
    — Sam sobie zgotowałeś taki los Rivera — rzuciła wręcz ze wściekłością — Nigdy nie dałam ci powodu, byś się na mnie zwiódł. Gdy ja ratowałam twojego wieloletniego przyjaciela, ty wolałeś posądzić mnie o próbę zabójstwa. Prosiłam cię w więzieniu, byś mnie wysłuchał, przypomnij mi, co wtedy do mnie powiedziałeś — powiedziała z naciskiem.
    — Julio…
    — Mów! — niemal zagrzmiała.
    W sali nagle zapanowała chwila dość głębokiej i niezręcznej ciszy. Kiedyś byli bardzo oddanym sobie rodzeństwem, nie pozwolili, by ktokolwiek obrazić drugiego. Łącząca ich zażyłość była niezwykle silna. Stworzyli wieść, o której wielu mogło pozazdrościć, teraz dzieliła ich ogromna przepaść. Rów, który wręcz był wykopany przez niego, bo ona nie poczuwała się do tego, by czuć się winną zaistniałej sytuacji, gdy ona za jego plecami robiła tyle dobrego, a sam uznał ją za winną złego stanu przyjaciela.
    — Gadaj! — wręcz syknęła na niego.
    — Jak mam ci uwierzyć — mruknął wręcz przez mocno zaciśnięte zęby — Dowody świadczą przeciwko tobie. Nie było nic, co mogło wybronić się z tej sytuacji, bo wszelkie zgromadzone rzeczy oraz zeznania nie przemawiały na twoją korzyść — sparafrazował swoje własne słowa, które pokierował tamtego pamiętnego dnia.
    — I?
    — Nie chce tego mówić — próbował się bronić.
    Ona jednak pozostała nieugięta. Mogła przejść wiele, jednak nie zapomniała krzywd jej wyrządzonych nieważne czy teraz tego teraz ktoś żałować, czy nie, a on nie był wyjątkiem od reszty.
    — Rivera! — jej ton głosu wręcz przeszył wszystkich na wskroś.
    Nigdy nie widzieli jej w tak zajadłym stanie. Widzieli ją wiele razy zdenerwowaną czy wkurzoną, a nawet wściekłą jednak by wykazywać się taką negatywnością, to jedynie ten skurwysyn mógł przebić zachowanie jej własnego brata.
    — Nie każ mi tego mówić! — błagał.
    Ona jednak pozostała nieustępliwa. Patrzyła na niego takim spojrzeniem, jakby pragnęła go tutaj na miejscu pozbawić życia. Widząc, że jednak nie zdoła ją ułagodzić, zwiesił delikatnie głowa i powiedział:
    — Wyrzekam się ciebie — te słowa wręcz nie chciały mu przejść przez gardło.
    — Czy ja muszę to tłumaczyć? — zapytała nagle — Nie chce cię tutaj widzieć Rivera! Nie chciałam tego nigdy mówić, ale sam powiedziałeś ojciec, miał racje w stosunku do ciebie, wracaj do swojego dawnego życia i po prostu zamknij ten rozdział nazywany mną — powiedziała.
    — Ale Julio…
    — Nie będę ci zakazywać widzenia z Michaela, a tutaj masz się nie pokazywać, bo jeśli znowu cię tutaj zobaczy albo Anthony czy Ricardo już nie będę ich hamować i spiorą ci twarz. A Tony wręcz jest chętny, by to zrobić — skinęła w stronę przyjaciela — Przykro mi, odzyskałeś mnie, ale również straciłeś. W taki sposób odpłaciłeś mi za to, że MIke nadal wtedy żył i uwierzyłeś rzeczywistemu sprawy. Co za hipokryzja — mruknęła pod koniec — Uważam naszą rozmowę za zakończona.
    Nie wyszedł jednak od razu, przez krótką chwilę stał tak i wpatrywał się w nią w chwili gdy ona odwróciła spojrzenie od niego. Widząc, jak Anthony podchodzi, zaczął się wycofywać.
    Stracił ukochaną siostrą z własnego błędu.






No comments:

Post a Comment