Sunday, January 19, 2025

IV 37 (P.2) — NIECH MYŚLĄ ŻE TO PRAWDA

    — Pan sobie ze mnie żartuje!? — rzucił niezwykle wściekłym i sfrustrowanym głosem młody Hiszpan.
    Poderwał się z krzesła, na którym do tej pory siedział, spoglądając na jego z funkcjonariuszy, z którym rozmawiał. Czy mógł nazwać to złudnym darem losu, czy przekleństwem, jednak mężczyzna, z którym rozmawiał, znał jego ojczysty, język bardzo dobrze i mógł wyjaśnić mu okoliczności sprawy, a raczej, dlaczego jego ukochana została przez nich zatrzymana?
    Wydawało się to dla niego tak absurdalnie oburzające, że nie chciał dopuścić do siebie myśli, że obecnie jego żona, która wyszła, by spotkać się z własnym bratem, bo miała odebrać jedną rzecz, której się zawieruszyła w jego rzeczach, teraz siedzi za kratami więziennych murów, będąc jedyną oskarżoną w sprawie próby zabójstwa.
    Tak naprawdę gdy dowiedział się kogo, niby próbowała zabić, zupełnie nic z tego nie rozumiał. Owszem dyskutowała z nim na temat tego faceta, jednak tłumaczyła i mówiła, że byli jedynie znajomymi, którzy widywali się od czasu do czasu na wzgląd na to, że była siostrą jednego, z nich więc była zapraszana na spotkania z grupą bardziej prywatnie.
    Sam doskonale pamiętam, jak poszedł wraz z nią na urodziny Chestera, bo zabrała go jako osobę towarzyszącą i wydawać się mogło, że miała z zespołem całkiem dobry kontakt, oczywiście pomijając kwestie dość napiętej sytuacji, między nią a jednym z nich jak się potem okazało, był to Shinoda.
    Obserwował wszystko z boku i może nie rozumiał, o czym rozmawiają, jednak mógł od razu dostrzec, że to ona nie wchodziła w żadne konflikty, a raczej została zaczepianą przez kobietę, która zapewne była partnerką tego faceta i jego samego. Wykazywała się jednak sporą dawką zdrowego rozsądku i zamiast wdawać się z nimi w głupią pyskówkę, która i tak by za wiele nie dała, praktycznie ich zbyła, jednak sama przyznała, że nie chciała psuć przyjęcia rodzinnego brata i to się ceniło.
    To oni wyraźnie mieli do niej jakiś problem, o którym zupełnie nie wiedział.
    Oczywiście miał świadomość, że coś przed nim ukrywała, dali sobie jednak na tyle swobody, by nie mówić o czymś, czego zwyczajnie nie chcieli zdradzać, jednak dało się wyczuć, że coś poróżniło jak i Julie tak i Michaela, bo jeśli miała dosyć dobry kontakt z resztą kapeli, lecz nie z nim, to co mogło się tak naprawdę wydarzyć.
    Tego po prostu nie wiedział i nawet nie trudził się w dumaniu, czy zastanawianiu się co mogło się stać. Nie miał pojęcia o wydarzeniach z jej życia przed ich poznaniem prócz tych, których ona sama mu nie zdradziła, więc jeśli między nimi był jakiś konflikt, ona tego po prostu mu nie powiedziała.
    Szanował to w pełni, bo on sam zachowywał pewne rzeczy dla siebie i nie oznaczało, to, że wzajemnie sobie nie ufali, bo potrafili sobie zaufać jak mało kto. Umieli po prostu zachować pewne aspekty poprzedniego życia dla siebie.
    Jednak nie wydawało mu się, wręcz było mało prawdopodobnie, co on nawet myślał, wręcz nie było możliwe, by nagle ich tarcia były na tyle silne, by doprowadzić Julie do stanu, w którym byłaby w stanie nawet kogoś skrzywdzić. Było to wręcz nierealistyczne, bo jedynie siły gdzie używała tego na siłowni, by się wyładować na sprzęcie do tego przeznaczonym, a w łóżku gdy wykazywała, się dominacją nie była nawet brutalna, bo sam tego po prostu nie chciał. Oboje znali umiar i ograniczali się jedynie do klapsów czy zniewolenia dłoni w kajdanki. Nie używali innej formy przemocy, bo nie było to zbyt podniecające może dla kogoś tak, jednak dla niego czy Julii zwyczajnie to nie pociągało i nie sprawiło, że byliby w stanie to zrobić.
    Nie była nawet osobą agresywną, bo może miała czasami dość ostry język i bywała uszczypliwa, to jednak miała szacunek wobec innych, dlatego ciężko było mu uwierzyć dla niego w te głupoty, które wygadywał jeden z funkcjonariuszy, którzy prowadzili jej sprawę.
    — Absolutnie nie — powiedział porucznik, który siedział przed nim — Pańska żona jest obecnie jedyną podejrzaną, na chwilę obecną zbieramy dowody z miejsca zbrodni i wyczekujemy na polepszenie się stanu poszkodowanego jeśli oczywiście do tego dojdzie, będziemy go przesłuchiwać. Obecnie jesteśmy w fazie ustalania i zbierania materiałów dowodowych, jednak sytuacja pańskiej żony nie wygląda za ciekawie — przyznał szczerze.
    — Rozmawialiście z nią? Szczerze ostatnią osobą, jaką można było posądzić, o zrobienie krzywdy była Julia. Ona nie jest agresywna, może podchodzi z bidula, ale nigdy nie była osobą przemocą, wręcz się tego brzydziła. Nie jestem w stanie uwierzyć, że ona byłaby w stanie zrobić komuś krzywdę — mówił, nie kryjąc swojego zdumienia.
    — Mogę zrozumieć pana frustracje, jednak to nasza praca i musimy wykonywać swoje obowiązki, prócz niej na miejscu przestępstwa, nie było nikogo innego, niedaleko niej był nóż, którym prawdopodobnie chciano pozbawić życia pana Shinody…
    — Ale jakim by miała powód!? — zastanawiał się na głos.
    — Rozmawiając z żoną pokrzywdzonego oraz bratem pańskiej żony, oraz kolegami oboje podtrzymują tłumaczenie, że mogło być to spowodowane zazdrością o pana Michaela…
    — Co!? — wybuchł nagle — Pan chyba żartuje.
    Czuł jak kącik jego ust, nagle podrywa się do góry w dość ironicznym uśmiechu, bo nie uznał tego tłumaczenia za wiarygodne, wręcz najbardziej szaloną i zabawną rzecz, jaką kiedykolwiek mógłby usłyszeć. Nie o fakt, utrzymania, że jego żona mogłaby wykazywać się takim dość nieżyczliwym zachowaniem względem kogoś, a raczej w związku z facetem, z którym nie była w zbytnio dobrych stosunkach a o sam fakt.
    — Absolutnie nie. Może to wydawać się panu dość nie poważne, jednak są przypadki, w którym zabijano czy w jakiś inny sposób uszkodzono czyjeś ciało, właśnie na wzgląd czegoś, co wydaje się taką nieoczywistą rzeczą. Ja rozumiem, że jest to dla pana dość szokujące, jednak musimy zbadać wszelkie okoliczności sprawy, nawet coś tak bardzo prostolinijnego jak właśnie poczucie zazdrości.
    — Ale… — zaczął, bo nie chciał i nie zamierzał w to uwierzyć — Bo po co jej to było? — zastanawiał się na głos. Jesteśmy ze sobą od paru miesięcy, małżeństwem prawie dwa…
    — Rozmawiając z panem Benningtonem, wspomniał, że pana żona oraz pan Shinoda w przeszłości byli parą mało tego, byli zaręczeni przez kilka miesięcy.
    Patrzył wręcz w oszołomieniu na mężczyznę, który siedział przed nim i wręcz do niego nie docierało, co właśnie powiedział. Nie zdziwiło go, że właśnie odkrył jedną z tajemnic swojej żony, bardziej był zdumiony tym, że dowiedział się, co tak naprawdę łączyło jego ukochaną z tamtym facetem. Najmniej chyba by się spodziewał, że dowie się o niej takiej rzeczy.
    Czy czuł się oszukany? Nie chciał tego ujmować w taki sposób, ponieważ wiedział, że każdy ma inną historię, dlatego nie zamierzał się o to złościć, jednak nie potrafił jakoś połączyć w głowie obrazu Julii, która byłaby właśnie z poszkodowanym muzykiem. Może to było tylko jego odczucie, ale uważał, że naprawdę wiele ich dzieli, zbytnia różnica charakterów czy osobowości albo po prostu próbował sobie to wmówić, nie dowierzając w to co uwierzył.
    — Nie wiedział pan o tym? — stwierdził policjant gdy zobaczył jego zaszokowaną minę.
    Pokręcił w zaprzeczeniu głową i w tej kwestii absolutnie nie kłamał. Nie zdradziła mu tego jednak jeśli miała powód ku temu.
    — Mówił, dlaczego się rozstali?
    — Z tego co udało nam się ustalić, to pan Shinoda, oszukał pana żonę. Mieli bardzo trudny czas po zaręczynach, który nie przetrwali, dodatkowo z tego co się udało nam ustalić, doszło do zdrady. Pan Michael spędził noc z obecną małżonką, co było bezpośrednim powodem tego, że pani Bennington go zostawiła.
    Gdy tego słuchał, cała sytuacja dla niego nabierała więcej sensu. Jeśli faktycznie słowa, które porucznik mówił, były prawdą, to Julia nie miała najmniejszego powodu do tego, by posunąć się do takiego czynu. Tym bardziej argumentacja jej przyjaciół i brata wydawała się kuleć. Jaka osoba, która byłaby zdradzona przez kiedyś ukochaną osobę, wykazywałaby się zazdrością o niego, podczas gdy całkowicie skupiła się na związku z nim.
    — To nie ma sensu — odezwał się nagle.
    — Co pan ma na myśli? — padło pytanie z ust śledczego.
    — Po co Julia miałaby próbować zabić swojego byłego, który tak perfidnie ją oszukał? Nie wiem ile minęło czasu od zerwania gdy spotkaliśmy się ponownie, jednak nie wyglądała na osobę, która była zbyt przejęta poprzednim związkiem.
    — Rozumiem pana frustracje i nie chce pan pogodzić się z myślą, ale wszystko ustalimy. Na chwile obecna próbujemy dostrzec do kamer monitoringu. Mój operacyjny partner przegląda materiały dostarczone przez ochronę budynku. Jeśli wyjdzie na niej, że pani Julia niczego nie zrobiła, zostanie zwolniona na chwilę obecną, zatrzymaliśmy ją w areszcie do wyjaśnienia sprawy. Prosiłabym, żeby postarał się pan załatwić dla niej adwokata na wszelki wypadek.
    — Czyli ją oskarżacie!? — wybuchł.
    — Dla dobra sprawy i podejrzanej radzę to zrobić.
    — Czy mogę się z nią spotkać przynajmniej?
    — Musi pan ustalić to z adwokatem oraz prokuratorem czy się na to zgodzi i nie zaszkodzi sprawie. My nie mamy takich możliwości — powiedział.
    — Nie wierzę, jednak by moja żona byłaby w stanie kogoś zabić! — rzucił.
    Wkrótce jednak obaj powstali i funkcjonariusz odprowadził go do drzwi swojego gabinetu, w którym siedzieli od dłuższej chwili i uścisnął mu dłoń i powiedział:
    — Będziemy się z panem kontaktować w razie gdyby coś nowego się pojawiło — zapewnił.
    Spojrzał na niego po raz ostatni, zanim wyszedł z gabinetu. Naprawdę nie docierało do niego, to co właśnie usłyszał. Nie tylko to, że dowiedział się kilku tajemnic z życia jego ukochanej, jednak bardziej dla niego było niezrozumiałe postawienie jej w stan oskarżenia. Mało możliwe, że tak długo tłamsiła w sobie chęć do zemsty, by faktycznie ją dokonać. Było to tak mało prawdopodobnejak to, że tutaj w Los Angeles pojawi się śnieg w lecie. Widział jej wyraźną niechęć i dystans wobec Michaela, może nie było to kilka spotkań a jedno, jednak gdyby faktycznie byłą tak mściwa, to by to zauważył, a nawet jak ją poznał wydawała się nawet zapomnieć o tym co się wydarzyło.
    Jednak również dziwiło go, wręcz zdumiało, go fakt, że to jej własny brat ją wydał w łapska policji. Do czego sam się z resztą przyznał Anthony. Uwierzył, że faktycznie mogłaby wina, nie mając na to absolutnie żadnych dowodów. Jaka rodzina odwraca się od bliskich w takich momentach, zwłaszcza że wiedział, że Julia miała tylko jego jako rodzinę i widać było, że strasznie jej zależało na ich więzi, zapewne teraz czuła się rozgoryczona i zdradzona przez niego. Sam miał brata i siostrę i mimo że bywały lepsze i gorsze chwile to nie wierzył, by którykolwiek z nich się od niego odwrócił w chwili gdyby najbardziej ich potrzebował.
    Teraz mógł jedynie tak naprawdę czekać i próbować zabiegać o spotkanie z Julią w areszcie. Do czego zamierzał dążyć. Nie odpuści tak tego. Zrobi wszystko, by dojść do źródła prawdy i uwolnić ukochaną z tego paskudnego miejsca.

✫★✫


    Ten specyficzny zapach, zaczął przedzierać się przez jego nozdrza, wdzierając się brutalnie do jego umysłu. Z każdą chwilą budził się coraz bardziej, słyszał każdy odgłos, który przedzierał się do niego, szmer, odgłos przejeżdżających samochodów, gwaru miasta, słyszał głośne rozmowy, które do niego docierały, lecz nic z nich nie rozumiał, jednak w jego głowie panował istny chaos, nad którym nie potrafił zapanować.
    Poczucie, że za moment wręcz rozsadzi mu głowę, było czymś nie znośnym, z czym nie mógł sobie poradzić. Miał wrażenie, jakby w jego głowie utkwiła bomba, która bez ostrzeżenia wybuchła. Przymusił się wręcz, do delikatnego poruszeniem jednym z palców, gdy na drugim wyczuł plastikowy przedmiot, który miał na nim zaciśnięty jednak ten maleńki ruch sprawił, że zaczął go odczuwać jeszcze boleśniej.
    Nic z tego jednak nie rozumiał, co się wokół niego działo, jedynie ten hermetyczny zapach, który tak bardzo kojarzył mu się ze szpitalnymi murami, sprawił, że w jego głowie pojawiło się pytanie.
    Co ja tutaj robię?
    Dręcząca go myśl, która nie pozwalała o sobie zapomnieć, pragnął wiedzieć, co się dzieje, powrócić wspomnieniami do wydarzeń sprzed momentu gdy stracił przytomność, jednak panowała zupełna pustka, a on czuł, jakby był pozbawiony, czegoś jakieś ważnego elementu.
    Jednak czy chciał otwierać oczy?
    Tak błahe na pozór pytanie, jednak w nim wywarło wiele sprzeczności. Zapach, który tak bardzo kojarzył z pewną osobą, sprawił, że nie chciał nawet dawać znaku życia. Aromat tak silnych perfum, które były zbyt znajome i przywoływały na myśl jego największy koszmar. Demona w ludzkim ciele.
    Nigdy nie sądził, że może kogoś tak bardzo się obawiać, jednak musiał zmienić całkowicie swoje priorytety. Wcześniej uważał jedynie ją, za pozbawioną moralności i wierności kobietę, teraz stała się kimś, przez którego obawiał się własnego cienia.
    Strach był uczuciem, które towarzyszyło mu każdego dnia.
    Gdy tylko mógł, nie wracał chętnie do domu, by nie spotkać właśnie jej! Małżonki, dla której tak wiele stracił. Starał się, jak tylko mógł, zachować spokój, nie drgnąć ani przez moment by wciąż wierzyła, że jest nieprzytomny a prawdę mówiąc, powoli odzyskiwał przytomność z każdą chwilą obrazy ostatnich dni gdy był świadomy, wracały. Pamiętając o nich, widząc je oczami własnej wyobraźni, tym bardziej utwierdził się w przekonaniu, że jednym z lepszych rzeczy, jakie zrobi to dalej, będzie udawać, żenie odzyskał przytomności.
    Nie oczekiwał, jednak tego co się wydarzy, była zbyt bystra, by nie dostrzec nikłego, lecz wyraźnego oznaki, że leżący przy niej mężczyzna już nie śpi. Nie tkwi, we własnym umyślę, po tym, gdy znowu stał się jej ofiarą.
    Czy tego żałowała?
    Mogła wręcz prychnąć pod nosem i uznać, że żal jest ostatnim, co mogła odczuć względem niego. Może ich coś łączyło gdy byli jeszcze nastolatkami, teraz prócz odrazy i niechęci do niego, nie czuła do niego zupełnie nic.
    Małżeństwo od początku dla niej było jasną formą, dla niego złudnym poczuciem, że znowu go pokochała, bo uwierzył w jej maskaradę. Zagrała idealnie wręcz swoją rolę a on pozostał tak samo nawiany jak przed laty więc nawet za wiele nie musiała się starać. Wystarczyło pograć przejętą i zatroskaną dawną dziewczynę, która zrozumiała swoje błędy, a on dał uwieść się tym podłym manipulacją.
    — To zabawne Michaelu — odezwała się na głos.
    Nie była na tyle durna, doskonale wiedziała, że ją słyszy. Nie było sensu już udawać. Jeśli naprawdę sądził, że to uchroni go przed nią, niezwykle się mylił. Potrafiła być podle zajadła i osiągnąć własny cel. Właściwie to zrobiła, a on ułatwił jej tylko zadanie.
    — Za każdym razem, ta pieprzona zdzira ratuje twój zasrany tyłek — powiedział wręcz z kpiną — A ty dalej wykazujesz się bezbłędnym posłuszeństwem — dorzuciła niezwykle szyderczo.
    Milczał, wciąż z mocno przymkniętymi powiekami, nie chcąc spojrzeć na twarz kobiety, której tak go brzydziła. Wywoływała okrutny wstręt, o którym pragnął zwyczajnie zapomnieć, jednak jej obecność sprawiało, że przypominał sobie o tej niechęci względem niej.
    — Nawet teraz… — kontynuowała swój jednostronny monolog — Tobie pomogła, ale swoich czterech liter nie uratuje — rzuciła przepełnionym kpiną głosem.
    — Coś ty jej zrobiła…? — wydusił, pomimo która rurki tkwiła w jego przełyku.
    Czuł, że ta dyskusja podąża w zupełnie nieoczekiwaną stronę, zbagatelizował swój stan, własny ból, zdrowie. Nie miało to teraz takiego znaczenia, gdy sens, a raczej podtekst jej wypowiedzi. Może wydawał się taki nieszkodliwy, jednak czuł wręcz przesycony od jadu jej tonu głosu, który był zbyt charakterystyczny, by uznać, że jest wręcz mylący.
    — No wreszcie mój drogi mężu — odezwała się, spoglądając wprost na niego.
    Widząc spojrzenie jej zielonych oczu, poczuł, jak coś w żołądku mu się wywróciło, powstrzymał wręcz odruch wymiotny na jej widok. Obrzydzała go i nienawidził jej jednocześnie,
    — Obudziłeś się śpiący królewiczu — zadrwiła — Powinneś dostać teraz w mordę, ale nie chce mieć kłopotów w szpitalu, bo nie mam pewnej naiwniaczki, która ślepo ci pomoże. Głupia smarkula, która myśli, że była w stanie ci pomóc — powiedziała, wręcz plując na podłogę.
    — Coś ty…
    — Nie wysilaj się kochanie — podkreśliła — Jesteś osłabiony — dodała, z posądza słodyczą w głosie — Nie wolno ci się przemęczać! — dodała, kłamiąc, jak tylko mogła.
    Patrzył na nią, czując wręcz wzbierającą w nim panikę. Ona nie przejmowała nim, nie robiła tego! Od razu była wręcz wyczuwalna fałszywość w jej głosie, której nie starała się nawet ukryć.
    Nie miało to nawet sensu, bo oboje znali prawdę o ich związku, który nie istniał. Był to jedynie układ i pozorne granie małżeństwa przed innymi, wewnątrz było totalną ruiną z poczuciem strachu i lęku przez muzyka, który wpakował się w najbardziej chory układ, jaki mógł.
    Przez wiele lat żył w szczęśliwym związku, jednak swoimi dość głupimi działaniami stracił wszystko. Wpakował się w coś, co myślał, że będzie mieć przyszłość, ale jak bardzo się pomylił, wystarczyło tylko to zobaczyć.
    — Zanim wezmę lekarza, mamy sobie coś do powiedzenia!
    Drgnął zlękniony, słysząc, wręcz jak jej głos staje się lodowaty, pełen wrogości i niechęci do niego. Popatrzył na nią, z trudem przełykając ślinę. Spoglądał jak jej oczy powoli się zwężając to było zbyt znajome gdy wpadła w szał czy furie. Widział, jak podnosi się z krzesła, na którym do tej pory siedziała i pochyla się nad nim z tym jadowitym uśmiechem.
    — Posłuchaj mnie mój drogi mężu — powiedziała niskim głosem, który wręcz sprawiał, że zląkł się jeszcze bardziej.
    Chociaż bardzo pragnął się odsunąć, to jednak jego ciało odmawiało posłuszeństwa. Wbił się w puch poduszek, na których do tej pory leżał. Spoglądał na wręcz niebezpiecznie zwężone oczy, które nie wróciły niczego dobrego.
    — Nie będziemy siebie oszukiwać wzajemnie — rzuciła ostrym głosem — Doskonale wiemy oboje, co się stało, jednak… — ucięła w pewnej chwili, uśmiechając się wręcz w szaleńczy sposób — Gdy tylko przyjdą tutaj policjanci — zaczęła go instruować — Grzecznie zeznasz, że zaatakowała cię ta podła szmata!
    — Nie! — sprzeciwił się.
    Mógł mieć luki w pamięci, nie móc przypomnieć sobie całego zdarzenia, jednak jedno, do czego wręcz był pewny, to, że nigdy nie oskarży kogoś, kto nie był winny o coś, czego nie zrobił.
    Ta myśl momentalnie sprawiła, że w jego głowie pojawił się jakby alarm, który go ostrzegł. Mimo targających go obaw popatrzył na nią i wydusił:
    — Gdzie ona jest!?
    — Tam, gdzie jest jej miejsce! — wysyczała — Mike, skarbie, chyba nie muszę ci przypominać, że jeśli nie zrobisz tego co ci każe, ktoś inny chętnie się nią zaopiekuje — dodała, wręcz uśmiechając się w tak podły i nikczemny sposób, że lęk był jedynie delikatnym określeniem, panicznego strachu, który przez niego przemknął.
    — Nie zrobicie tego! — powiedział wręcz z przerażeniem.
    Każdego dnia mógł jedynie żałować, tego dnia, gdy wdawał się w ten głupi układ. Nie powinien tego robić! A jednak zgodził się ubabrać siebie po same uszy nie tylko w związku z nią, a także tajemnicą, którą dzielił z nią.
    — Mike wiesz doskonale, że owszem zrobię to! Nie zawaham się ani przez moment, chyba że… — urwała nagle i spojrzała na niego swoim przenikliwym spojrzeniem, które w niego wlepiła — Wykażesz się i grzecznie zeznasz, tak jak ci każe!? — dodała w iście szatańskim uśmiechem.
    Przymknął powieki, czując się zupełnie pokonany. Mógł dalej stawiać opór, jednak doskonale wiedział, że im dłużej by to robił, tym gorzej by się to dla niego skończyło. Pomimo tego, że pragnął dobra dla swojej byłej dziewczyny, to aktualnie stał się po raz kolejny zdrajcą i zadziała wbrew własnemu sumieniu.
    Jego wcześniejsze obietnice, że nie ukaże kogoś, kto nigdy nie przyczynił się do jakieś przestępstwa, lgnęło niczym domek z kart, który wytrwale się buduje, a on w pewnej chwili pada pod wpływem jednego nieostrożnego ruchu.
    W jego przypadku tym złym położeniem kolejnej karty z talii był nawiany uwierzenie Taylor, a jeśli miał to bardziej sprecyzować, to moment gdy pod wpływem tego zasranego alkoholu wylądował w nią w łóżku, mógł nie pamiętać tej nocy, jednak poranek pamiętał zbyt dobrze.
    — Więc jak będzie…? — odezwała się wręcz z cichym sykiem — Będziesz grzecznym chłopcem? — szydziła wprost z niego.
    Wzdrygnął się na ostatnie słowo, jednak wiedział, że nie mógł odmówić. Czując się pokonany, delikatnie przytaknął głowę, godząc się na układ, przez który znienawidzi sam siebie i nie będzie nawet zdumiony gdy to właśnie jego dawna miłość poczuje do niego pogardę.



No comments:

Post a Comment