Sunday, December 8, 2024

IV 08 (P.2) — JAK PRZEDŁUŻYĆ JEGO POBYT

    — Po raz kolejny zbagatelizowała pani moje słowa! — grzmiał rozwścieczony do granic możliwości mężczyzna — Odkąd panią przyjąłem, muszę zmagać się z brakiem z pani strony kompetencji! — grzmiał.
    Zdążyła jednie mrugnąć oczami, gdy zobaczyła, jak zamaszystym ruchem unosi dłoń, by po krótkiej chwili uderzyć nią o krawędź biurka, przed którym stał. Trzask miał sprawić by się zlęknęła czy po prostu wystraszyła, jednak ona nawet nie drgnęła. Siedziała, wciąż przed nim wyprostowana spoglądając w oczy szefa, który przed paroma minutami wziął ją na przysłowiowy dywanik.
    Czy była zaskoczona?
    W pewnym stopniu tak, bo nie rozumiała czemu, miałaby pójść na rozmowę w cztery oczy z jej pracodawcom, bo, prawdę mówiąc, nie przypominała sobie, by zrobiła cokolwiek w ostatnim czasie złego, by być dosłownie zbesztana przez swojego kierownika, co wręcz uznał za świętą formą wyładowania swojej frustracji, wrzeszcząc na nową pracownicę, która nadal nie rozumiała, czemu musi słuchać jego wybuchu.
    — Czy może pan mi wyjaśnić, z jakiego powodu od pięciu minut zachowuje się pan jak rozwścieczony lew? — spytała z powagą i może nie powinna być tak bezpośrednia, jednak chciała w końcu się dowiedzieć, czemu musi wysłuchiwać pretensji i wyrzutów w swoim kierunku.
    Od paru minut wciąż było jej wytykane, jak bardzo kiepskim była pracownikiem, wręcz dało się wyczuć w jego merytorykę, że żałował tego, że zatrudnił ją, chociażby na ten okres próbny. Może wprost tego nie powiedział, jednak czasami można było wiele wyczytać między słowami, a ona wręcz wyczuwała niechęć w swoim kierunku nie od dziś, ale od dłuższego czasu.
    Oboje wręcz nie przepadali za sobą, ścinali się w kilku kwestiach i nie jednokrotnie ich wymiany słowne kończyły się mocną wymianą argumentów, która wręcz podpadła pod kłótnie. Bo nie potrafiła wręcz pozwolić sobie na to, by bez powodu ją opluwano i szukano, chociażby drobnostki, by się do niej przyczepić, a właśnie to robił pan Denis, z którym teraz musiała się mierzyć.
    Przyszła do firmy, bo wcześniejszym telefonie od niego i gdy tylko pojawiła się, została do niego wezwana. Nie rozumiała, w jakim celu, bo tak naprawdę nie dawno zakończyła wraz z zespołem projekt dla klienta, który był bardzo zadowolony z efektu ich kampanii, a ona zrobiła wszystko by zadbać o dobrą oprawę graficzną. Nie bez powodu studiuje ten kierunek i mimo że dużo lepiej czuje się w tworzeniu obrazów to jednak i ta forma sztuki nie była jej obca i naprawdę się starała, by spełnić stawiane przed nimi oczekiwania.
    — Naraziła pani naszą dział, wręcz firmę na kompromitacje! — wrzeszczał.
    — Niby dlaczego? — rzuciła wojowniczo, wychylając się w jego kierunku — Czyli od ponad pięciu minut wysłuchuje pana pretensjonalnego głosu, bo musiał pan znaleźć sobie kozła ofiarnego, na którym się pan wyżyje!? — powiedziała, podnosząc się i patrząc w jego kierunku, bardzo niezadowolonym spojrzeniem.
    — Niech sobie pani ze mną nie pogrywa, bo to ode mnie pani przyszłość w tej firmie oraz branży! — próbował ją bezskutecznie straszyć, co wręcz wydało się wręcz nieśmiesznym dla niej żartem.
    — Czy może w końcu mi pan wyjaśnić swoje zarzuty w moim kierunku, bo póki co słyszę, że jestem najgorszą rzeczą, co spotkało tę firmę? — odezwała się bardzo pewna siebie.
    Mogła się pohamować i ugryźć się w język, bo w końcu to po części od niego zależy jej dalsza przyszłość tutaj, jednak jeśli miała być szczera. Nie widzi swoich dalszej pracy tutaj, może i zespół ją zaakceptował i pomógł się jej wdrożyć to jednak główną, przeszkodą był właśnie on. Kierownik działu marketingu, pod którym była, a raczej jego wręcz niechęć i bardzo arogancki stosunek do niej. Nie cierpiała ludzi, wręcz gardziły takim typem osób, które uważają, że pomiatanie przez innych nie tylko połaskoczę ich kruche ego, jednak w przypadku właśnie jego będzie traktować, jednego ze swoich pracowników jak totalnego śmiecia sprawi, że to będzie motywować czy sprawi, że zbuduje trwalszy zespół. Nie zamierzała pozwolić sobie na to, by on śmiał wręcz plunąć jej w twarz, ganić ją i wręcz atakować z błahego powodu tylko przez swój brak sympatii do niej. Nie oczekiwała, że od razu ją polubi jednak on nie wykazywał również czegoś tak podstawowego jak szacunek do drugiej osoby w tym przypadku do niej.
    — O pani ostatni projekt, klient…
    — Był usatysfakcjonowany z osiągnięcie przez nasz zespół efektu — weszła mu w słowo — I nie miał absolutnie żadnych uwag do wizualizacji graficznej. Jasno stwierdził, że spełniliśmy jego oczekiwania — rzuciła z diabolicznym uśmiechem, by wbić szpile Denisowi, który wręcz rozjuszył się jeszcze bardziej — I zamiast tego, by być zadowolonym ze współpracy swojego zespołu i tego, że sprostaliśmy zadaniu pod każdym względem, pan dzień później wzywa mnie do firmy tylko po to, by wyładować na mnie swoją złość. Czy pan jest poważny? Naprawdę uważa pan ze gnojenie nowego pracownika stawia pana w dobrym świetle? Ja mogę znaleźć pracę gdzie indziej jednak, z chęcią zgłoszę, władzą wyżej niż zachowuje się pan w stosunku do mnie, bo nie pozwolę sobie, by mnie tak traktowano! Może i jestem szarym pracownikiem, ale nie będę siedzieć cicho gdy jawnie mnie się obraża i ja wiem, do czego pan podąża, ale to tylko pana pokazuje w złym świetle, bo ja spełniam warunki, które stawia przede mną firma jak i projekty klientów, z którymi agencja nawiązuje współpracę. Absolutnie nie mam sobie nic do zarzucenia, jednak widocznie pan we mnie chce mieć takiego kozła ofiarnego, którym będzie pomiatać. Absolutnie nie zamierzam sobie na to pozwolić! Żaden facet z kruchym ego nie będzie mną pomiatał nawet jeśli miałabym stracić pracę! — zagrzmiała, opierając dłonie na krawędzi biurka gdy widziała jego wręcz zaciętą minę — Nie zamierzam pana wręcz moralizować, bo widać, że jest pan korporacyjnym szczurem, który musi kogoś podgryzać, ale nie mnie, ja sobie na to nie pozwolę. A co do projektu, to jeśli klient do tej pory nie złożył zażalenia, to znaczy, że osiągnęli zamierzony sukces, a panu radzę zastanowić się nad wartościami, jakimi pan się obecnie wykazuje — powiedziała wręcz z drwiącym uśmiechem.
    — Obiecuje pani, że gdy tylko skończy się pani okres próby, będę pierwszą osobą, która zadzwoni, by poinformować o nie przedłużeniu umowy a teraz won! — zagrzmiał, wskazując na drzwi.
    — Z czystą przyjemnością. Nie zamierzam tkwić w jednym pomieszczeniu z takim buccem!
    Chwytając swoją torbę, wręcz wyszła wściekła do granic możliwości z biura, z dość mocnym hukiem zatrzaskując drzwi biura. Nie wiele się zastanawiając, po prostu skierowała się do wyjścia, mając zwyczajnie ochotę stąd wyjść, po drodze słyszała rozmowy szarych pracowników, którzy komentowali, zapewnię jej kłótnie z kierownikiem. Jednak nie przysłuchiwała się jej nawet, po prostu powędrowała w stronę jednej z przeszklonych drzwi i gdy tylko stanęła przy nich, nacisnęła guzik. Widziała, jak maszyna jedzie ku niej, wkrótce drzwi się rozsunęły, a ona wsiadła do środka w niezbyt dobrym humorze wręcz paskudnym.
    Wcisnęła guzik parteru i oparła się o pobliską, ścianę myśląc, jak bardzo ostatnie tygodnie były dla niej stresujące pod względem pracy. Jeśli miała być szczera, odkąd prowadziła, swoją stronę i firmę ona nie przyniosła, jej tyle powodów do chęci rzucenia tego jak właśnie pracowanie w tej agencji, która przynosiła jej dużo stresu i nerwów. A głównie przez tego zarozumiałego dupka, który doprowadzał ją do szaleństwa.
    Mogła teraz zrozumieć każdą osobę, która narzeka na swoje miejsce pracy, bo sama teraz ogromnie marudziła, jak beznadziejne miejsce wybrała. Jednak oni jako piersi odpowiedzieli na jej aplikacji i pragnąć coś złapać poszła tutaj, ale teraz szczerze tego żałowała. I jeśli miała być szczera to nawet jeśli ją zwolnią, wcale nie będzie niepocieszona.
    Pracę znajdzie się zawsze, nawet pójście na kasę do jakiegoś fast fooda wydawała się lepszą opcją niż praca z pełnym bucowości szefem. Wkrótce wyszła z windy i przeszła prędkim krokiem przez hol i wyszła na zewnątrz, czując na swojej twarzy promienie przedpołudniowego słońca. Nasunęła okulary, które wsunęła we włosy i mrucząc pod nosem, poszła w kierunku samochodu:
    — Ominęłam zajęcia przez tego zarozumiałego dupka! — wściekała się.
    Weszła do samochodu i z dozą frustracji rzuciła torebkę na siedzenie, wręcz z obrzydzeniem spoglądając na szklany budynek tuż przed nią. Z małą trudnością wsunęła kluczyki do stacyjki i miała już je przekręcił gdy usłyszała dźwięk dzwonka w swoim telefonie. Sięgnęła po torbę, w której zaczęła szukać, w końcu odnalazła dzwoniące urządzenie i gdy tylko spostrzegła zdjęcie Ricardo, poczuła, jak się odpręża, a stres powoli mijał.
    Odebrała niemal od razu, przykładając telefon do ucha:
    — Cześć piękna Señorita — dobiegł ją jego spokojny głos po drugiej stronie — Jak tam pogawędka z szefem?
    Jęknęła zirytowana, nawet nie odpowiadając. Nie była w stanie otworzyć nawet ust gdy usłyszała ponownie jego głos.
    — Wyczuwam frustracje przeplataną wściekłość i chęcią skrzywdzenia kogoś — oznajmił, wręcz idealnie opisując jej odczucia, mimo że nie widział jej od rana.
    — Owszem, nienawidzę tego gnoja! — pomstowała — Wiesz czemu, mnie wezwał ten idiota!? — rzuciła dość ostrym głosem.
       — Chyba się domyślam — skomentował gdy tylko usłyszał furie w jej głosie.
    — Jak ja mam z nim współpracować!? — denerwowała się — To zapatrzony w swoje przekonania bufon, który chce we mnie mieć kozła ofiarnego no co za podły typ. Co on sobie myśli, że ja sobie na to pozwolę? — mówiła wściekle, nie potrafiąc już pohamować swoich bardzo negatywnych odczuć — Absolutnie nie! Gdyby nie ta umowa, którą podpisałam, z nimi już dawno by mnie tutaj nie było! Gnój przez ponad dziesięć minut beształ mnie bez powodu, bo uznał, że zajebiście jest przypierdolić się do mnie, argumentując to, że jestem najgorszym pracownikiem, jakiego mieli! A wszystko sprowadziło się do ostatniego projektu, z którego klient był zadowolony on nie! Jak ja nienawidzę takich ludzi! — wyrzucała z siebie.
    — Nic gorszego niż bycie popychadłem w oczach szefostwa — skomentował.
    — A żebyś wiedział. Nikt nie miał do mnie zarzutów, tylko wyłącznie on i naprawdę długo potrafię się hamować, jednak ja od początku widzę, że on mnie tutaj nie chce i specjalnie prowokuje te wszystkie sytuacje, by doprowadzić do tego, by nie doszło do podpisania długotrwałej umowy. Jednak jeśli miała być szczera, wolałabym trafić na zmywak do McDonalda, niż dłużej pracować dłużej z tym zadufanym w sobie dupkiem! I w sumie dobrze, że pokazuje już na okresie próbnym, swoją prawdziwą twarz przynajmniej mam powód do przemyśleć czy chce tutaj dalej pracować. W sumie to już mnie zapewnił, że mnie zwolnią, więc czym ja się przejmuje — rzuciła.
    I mimo że jeszcze wczoraj deklarowała się, że nie powie Ricardo o swoich przypuszczeniach odnośnie pracy, to jednak ta sytuacja wytrąciła ją z równowagi i nie potrafiła poskromić swojego napadu słownictwa. Najwyraźniej potrzebowała się komuś wygadać, a żeon zadzwonił i wiedział, że jej sytuacja w firmie nie jest ciekawa to wiedziała ze jak nikt inny ją zrozumie.
    — Naprawdę to powiedział? — spytał nagle.
    — Owszem. Umowę i tak mam do końca maja więc muszę się z nim przemęczyć jednak wzbiera we mnie rządza zemsty. Nikt absolutnie nikt nie będzie mną w taki sposób pomiatał. Może parę lat temu nie zwróciłabym na to uwagi, ale teraz to ja znam swoją cholerną wartość i umiejętności i nikt mnie nie będzie ubliżał — niemal miała ochotę splunąć na samą myśl.
    I owszem parę lat temu wręcz nie kłóciłaby się z tym facetem w tak zajadły, sposób, przekonana o swojej wartości oraz swojej pracy, teraz gdy ona zupełnie się zmieniła, nie pozwoli sobie dłużej na takie taktowanie! Nie cierpiała takiego zachowania tak bardzo, bo to było wręcz wykazanie się brakiem poczucia uszanowania drugiej osoby.
    — Więc co zamierzasz dalej?
    — Prawdopodobnie będę szukała czegoś nowego. Dobra jadę na zajęciach, a potem wrócę, to zastanowimy się nad naszym problemem — rzekła, przekręcając kluczyk w stacyjce.
    — Dobra do zobaczenia Señorita.
    Rozłączyła się z nim nawet nie patrząc na telefon gdy zaczęła wyjeżdżać z parkingu spod agencji co robiła wręcz z czystą radością, że ten ogromny przeszkolony budynek znika z jej oczu. Miała teraz tylko jeden cel, jechać na uczelnie, by zdążyć przynajmniej na ostatnie dwie godziny dzisiejszych zajęć. Tak naprawdę nie potrzebnie przyjeżdżała tutaj, bo tylko czuła, że zmarnowała czas, który mogła poświęcić na uczelni.
    Tak bardzo nienawidziła korporacji, a teraz była zmuszona wręcz w jednej z niej pracować, by mieć w miarę dobrą wypłatę, tylko to sprawiało, że podjęła z nimi umowę lepsze wynagrodzenie niż w sieci fastfoodowa, teraz tak naprawdę wolała już pracować w tym barze szybkiej obsługi niż użerać się z takim chamstwem ze strony szefostwa.
    Skupiła się jednak na drodze i po kilkunastu minutach dojechała pod swoją uczelnię. Zaparkowała na jednym z wolnych miejsc, chwyciła swoje rzeczy, widząc, że ma dziesięć minut do rozpoczęcia zajęć i wyszła. W pośpiechu go zamknęła, po czym dość szybkim biegiem ruszyła na drugi kraniec kampusu, gdzie mieli zajęcia. Miała nadzieje, że zdąży, bo nie chciała akurat tych ćwiczeń opuszczać.
    Dosłownie weszła na salę w momencie gdy rozbrzmiał dźwięk rozpoczynających się zajęć a ona znalazła wolne miejsce koło swoich znajomych, z którymi się szeptem przywitała. Zapytana przez jedną z dziewczyn czemu nie było jej wcześniej, napisała na skrawku papieru krótkie wyjaśnienia, po czym skupiła się na wykładzie, który już trwał.
    Nie dało się ukryć, że przez swój miesięczny pobyt w szpitalu miała sporo rzeczy do nadrobienia i mimo że cześć już ogarnęła to, jednak kwestia jej pracy licencjackiej nadal tkwiła na początku i rozpisce, jednak głównej części nawet nie rozpoczęła i to ją wręcz doprowadzało do szaleństwa, bo zamiast skupić się właśnie na tym, bo jej umysł zaprzątały wręcz inne myśli. Wciąż musiała mierzyć się z kolejnymi zmartwieniami, chociaż zdarzyło się, że miała ochotę to wszystko rzucić, to jednak umiała znaleźć w sobie na tyle siły i samodyscypliny, by dążyć do swoich celów. Nie istotne, że na swojej drodze musiała mierzyć się z przeszkodami a czy w jej życiu kiedykolwiek było dobrze na dłuższą metę w końcu po latach pozbawionych większych zmartwień prócz tego, że Clark czyha na jej życie, one się pojawiły.
    Obecnie dodatkowo była strapiona kwestią pobytu Ricardo w kraju. Bo od praktycznie początku lutego siedział tutaj na wizie turystycznej, powoli zbliżała się połowa kwietnia i z początkiem maja będzie musiał wyjechać i nawet jeśli tego nie sprawdzają woli, żeby on uniknął kłopotów gdyby musiał wyjechać i wrócić znowu. Tak naprawdę nigdy nie było wiadomo, na jakich ludzi z urzędu imigracyjnego się trafi i to obecnie spędzało jej sen z powiek. Przez te dwa miesiące tak naprawdę już nauczyli się żyć ze sobą a on sam pomimo firmy, którą prowadził w Hiszpanii, zbytnio się tutaj zadomowił.
    Odblokowała tablet i wpisała interesującą ją frazę. Wkrótce wyskoczyły jej odpowiedzi.
    — Wizja małżeńska? — usłyszała tuż obok siebie zdziwiony głos Daphne, z którą chodziła na zajęcia — Czemu ciekawi cię ta kwestia?
    — Nie istotne — mruknęła i zakryła skoroszytem swój tablet.
    — Chyba nie koniecznie skoro przeglądasz artykuły, umożliwiające pozostanie w naszym kraju na dłużej komuś spoza. Kim on jest? — zapytała wprost.
    — A co cię to tak interesuje Daphne powinnaś zająć się sobą — odparła kąśliwe na uwagę przyjaciółki ze studiów.
    — Widać, że coś ukrywasz, ale nie chcesz zdradzić. Czekaj czy to nie chodzi o tego faceta, który przyjechał po ciebie w grudniu po zajęciach? — zasugerował.
    — Daphne uwielbiam cię wprost, ale proszę, cię nie wciskaj nosa, w nie swoje sprawy.
    Nie chodziła o to, że uważała to za skrajnie nie uprzejmie, jednak sama nie do końca była pewna czy chce powiedzieć Ricardo o tej możliwości, bo będzie to w jakiś sposób zobowiązujące dla nich obojga i dość poważną decyzją, którą musieli, by podjąć. Z racji na to, że mógłby często wyjechać i nie być zmartwiony o to czy następnym razem wpuszczą go do kraju, tutaj będzie mógł mieć praktycznie równe prawa co ona jako obywatelka kraju. Oczywiście poza kwestiami wyborczymi. Jednak resztę praw miałby na równi z nią. Widząc, że Daphne straciła nią zainteresowanie, delikatnie odchyliła skoroszyt i spojrzała na już zgaszony wyświetlacz tabletu. Jednym ruchem odblokowała, go patrząc na artykuł i westchnęła niezwykle cicho, patrząc na kwestie wizowe. Była możliwość również zdobycia Zielonej Karty w losowaniu, jednak to jest dość długotrwały proces, który zajmuje ponad dwa lata, a dopiero w październiku mógłby się zgłosić do loterii. Ponownie opuściła zeszyt i oparła głowę na zgiętej dłoni. Tak naprawdę nie planowała jeszcze wychodzić za mąż i sama nie wiedziała jak obierze to jej partner gdy to mu powie, lecz ze wszystkich opcji, jakie mieli, wychodziło jedynie kwestia ślubu z nią jako obywatelką amerykańską. 
    Musiała jednak z nim poważnie na ten temat porozmawiać. Nie chciała, by ta decyzyjność zależała wyłącznie od niej, ale by i on miał coś do powiedzenia i tak naprawdę wspomniał co on myśli na ten temat.
    Przez resztę zająć tak naprawdę nie mogła się dostatecznie skupić, wciąż będąc myślami przy artykule, którym czytała i rozmowie, którą miała odbyć ze swoim chłopakiem tuż po powrocie.
    W końcu gdy mogła już być wolna po dwóch godzinach zajęć, nawet nie zatrzymała się by pogadać ze znajomymi jednak od razu skierowała się do wyjścia, z głową wciąż pochłoniętą myślami. Gdy wsiadła do samochodu, wybiła godzina szesnasta na zegarach, a ona dopiero teraz poczuła się głodna, bo nie jadła praktycznie od rana. Wybrała się jednak do pobliskiego restauracji z kanapkami, by zjeść coś na szybko. Zamówiła jak zdrowszą wersję z szynką i serem podpiekanym jednak wypełnioną mnóstwem warzyw i zwyczajną niesłodzoną zimną herbatę skierowała się od razu na osiedle.
    Była na tyle głodna ze całą kanapkę pochłonęła, nie pozostawiając ani odrobiny. Nie przywykła jeść w samochodzie jednak czuła taką sytość ze nie mogła się już pohamować. Po ponad godzinie w końcu dojechała na swoje osiedle, bo wpadła oczywiście jak zawsze w korek, co było wręcz zbyt znajome dla tego miasta, by o tej godzinie nie było tłoczno. Jednak gdy wjechała na teren osiedla, marzyła tylko by już być w domu i porozmawiać z Ricardo i przede wszystkim usiąść do pisania pracy licencjackiej. Dziś planowała posiedzieć do nocy i nagonić niczym innym nie chciała się zajmować.
    Wjechała na parking i zaparkowała na swoim miejscu i spojrzała na motocykl, który stał obok i mimowolnie się uśmiechnęła, gdy go zobaczyła, może początkowo jak spodziewał się Ricardo była na niego zła za tak drogi prezent, bo naprawdę nie lubiła aż takich drogi podarunków, jednak powrót do wyścigów było czymś, czego potrzebowała.
    W końcu stanęła w windzie i wcisnęła numer najwyższego piętra. Po paru sekundach znalazła się na górze. Przechodząc przez korytarz, zerknęła mimowolnie na drzwi do mieszkania Alice i pomyślała, że bardzo dawno jej nie widziała. Miała wrażenie, jakby już na stałe się przeprowadziła do Chestera albo jej się po prostu zdaje. Albo żyli na podobnych zasadach jak ona z Michaelem tuż przed zaręczynami, że mimo że miała swoje mieszkanie to częściej była u niego niż u siebie. Kwestią czasu będzie, jak się ostatecznie do niego wyniesie.
    Podeszła do swoich drzwi i nacisnęła na klamkę, która była zamknięta. Nacisnęła na dzwonek by dać znać, że wróciła i wkrótce usłyszała jak zamki się odblokowały a ją powitał widok uradowanej Junki, która głośno szczekała i merdała ogonkiem na jej widok oraz Ricardo ubranego w zwyczajną koszulę, którą podwiną rękawy i odpiął pierwsze guziki.
    — Ale przystojniak mnie powitał — powiedziała na powitanie, gdy wokół swoich stóp czuła krzątającą się Junkę, która tuż po wejściu wzięła na ręce i zaczęła drapać pod pyszczkiem.
    — Witaj Bella — rzekł i objął ją w pasie, całując na powitanie — Nadal wściekła?
    — Już dużo mniej — odparła zgodnie z prawdą, bo zajęcia na ironie losu pozwoliły jej się opanować — Mam dużą ochotę skrzywdzić tego palanta, ale się hamuje, bo muszę dla niego pracować — mówiła gdy weszli w głąb mieszkania.
    — Akurat trafiłaś na kompletne zero. Sam nie szanuje takiego zachowania, bo uważam, że to najgorsze podejście do pracownika. Trafiłaś na idiotę, który wykorzystuje swoje stanowisko i to, że jesteś nowa w zespole, to wyładowuje się na tobie.
    — Tutaj się z tobą absolutnie zgodzę Señor, jednak jak ci mówiłam przez telefon. Nie pozwolę sobie na to, by jakiś palant mną pomiatał. Zapewne resztę zespołu pochwalił na mnie, wyładował swoją frustrację, ale kwestie tego pana pomińmy — rzekła spokojnie.
    Odstawiła Junkę na podłogę, lecz ona ani na moment nie opuściła jej na krok gdy podeszli do salonu i w końcu usiedli. Tym razem Cindy wykorzystała okazje i wręcz jednym susem wpadła na jej kolano, co spotkało się z niezadowoleniem Junki, która wdrapała się po schodkach tuż przy kanapie i przez chwile obie wojowały i zaczepiały się jednak wkrótce uległy, a mała psinka położyła się tuż obok. Patrzyli na to z uśmiechami, zanim ona przeszła do głównego tematu i myśli, z którą się mierzyła od dobrej chwili.
    Spoważniała momentalnie gdy tylko spojrzała na Ricardo, który widząc jej wręcz stanowczy wyraz twarzy, wykazał się równie podobną reakcją i zapytał:
    — Znalazłaś sposób? — spytał, wręcz jakby czytając w jej myślach, o czym chciała z nim pomówić.
    Przytaknęła delikatnie głową, głaszcząc Cindy po grzbiecie. Momentalnie zaczęła głośno mruczeć zadowolona, że to ona tym razem zwyciężyła i zyskała uwagę swojej ukochanej pani.
    — Tak — powiedziała spokojnie — Tak naprawdę są dwa sposoby legalne, by tutaj przebywać. Oczywiście mógłbyś dalej żyć na wizie turystycznej, jednak oboje wiemy, że chcesz i będziesz wręcz zmuszony wyjeżdżać do kraju, by prowadzić interesy i tak, jedni celnicy mogą na to nie zwrócić uwagi a inni tak i nie wiadomo, na kogo trafisz. Również nie wiadomo, na jakich ludzi w urzędzie imigracyjnym się trafi. Jest kilka sposób, jednak dla ciebie są dwa sposoby jeden to loteria wizowa.
    — A ona nie odbywa się dopiero na przełomie października i listopada i czeka się kilka miesięcy na wyniki? — spytał, chcąc się jedynie upewnić co do swoich domysłów.
    — Tak, wyniki są zawsze ogłaszane w maju. Jednak nie wiadomo czy twój numer zostanie wtedy wylosowany — zaznaczyła — Nawet jeśli by się tak stało to również proces imigracyjny, trwa od paru miesięcy do ponad roku, nigdy nie wiadomo.
    — Raczej ta kwestia odpada, jest bardzo długotrwała — zauważył słusznie — Inna metoda?
    Zamilkła na moment nic nie mówiąc, jednak pomiędzy nimi można było wyczuć napięcie, które jednak uleciało w momencie gdy powiedziała:
    — Ślub z obywatelem Ameryki — oznajmiła.
    Widziała, jak spogląda na nią zdumiony i zaskoczony jednocześnie, bo chyba nie tego się spodziewał. Patrzyła, jak podrywa się z siedzenia i przechadza się dość niespokojnie po salonie gdy odezwała się ponownie.
    — Wtedy będziesz mógł się ubiegać o wizę małżeńską. Oczywiście wtedy będziesz mógł mieć prawie równe prawa wraz z moimi jednak poza oczywiście wyborczymi je się uzyskuje dopiero gdy stanie się obywatelem kraju. Innych kwestii bardziej legalnych po prostu nie znam, bo są jedynie wizy tymczasowe, małżeńska i zielona karta umożliwiają legalny pobyt i zdobycie numeru weryfikacyjnego i na legalną pracę czy prowadzenie działalności. Nie znam innych sposób — rzekła potem.
    — W sumie nie powinnam być zaskoczony. U nas jest podobnie — rzekł z zadumą gdy nagle się zatrzymał i spojrzał na nią — Jednak u nas można dopiero obywatelstwo uzyskać po dziesięciu latach mieszkania na terenie kraju. Owszem domyślałem się, że może nam pomóc jedynie kwestia małżeńska jednak czy chcemy oboje się na to zgodzić. W końcu to dość poważne zobowiązanie.
    Nie odpowiedziała od razu, lecz między nimi zapadła chwila ciszy, zanim się odezwała:
    — Ricardo ja naprawdę cię kocham i zrobię wszystko dla ciebie i nawet jeśli musiałabym za ciebie, wyjść zrobiłabym to. Kwestia ślubu jest formalna, by po prostu ułatwić sprawy urzędowe a tobie jednocześnie wyjazdy z kraju. Jest też możliwość sponsoringu przez pracodawcę, jednak to od razu odpada, bo ty sam prowadzisz firmę, więc nie brałam tego pod uwagę. Jeśli chcemy to dość, szybko załatwić zostaje jedynie małżeństwo i stanie się o taką wizę przez ciebie — tłumaczyła.
    Ich kraj był dość specyficzny, mimo że stworzony z imigrantów, którzy tutaj przybyli to jednak gdy ktoś tutaj chce zamieszkać na stałe, musi spełnić szereg dość wymagających formalności. By legalnie się tutaj mógł, zatrzymać jedynie mogła się takimi, opcjami posłużyć.
    — I tak wiem, że mówi się zęby kwestia małżeństwa, była przemyślna i zazwyczaj one są zabierane po kilku latach, związku w naszym przypadku praktycznie rok się znamy i jesteśmy kilka miesięcy…
    — A czy takie sytuacje Bella się nie zdarzają? — wciął się w jej monolog.
    — To racja zdarzają, jednak chyba nas obojga ta kwestia zaskoczyła — odparła prędko — Jednak pytanie nadal pozostaje czy się na to decydujemy, czy jednak żyjemy na odległość? I nie musimy od razu myśleć, że skoro będziemy małżeństwem, nie musimy mieć od razu dzieci.
    — No nie Julio, ja sam obecnie nie jestem gotów do zostania ojcem, chce najpierw rozwinąć bardziej firmę.
    — Ja sama też tego nie chce. Owszem chce je mieć, jednak najbardziej mi zależy teraz by skończyć studia i znaleźć w miarę normalną pracę więc na razie o kwestii powiększania rodziny nie myślę — powiedziała spokojnie — Ja mam małą rodzinkę — skomentowała z uśmiechem, spoglądając na kotkę i suczkę, które przy niej leżały, by ponownie na niego spojrzeć — Więc to tylko będzie kwestia formalna byś mógł tutaj legalnie być.
    — Chyba nie mamy innej opcji — powiedział z lekkością.
    Momentalnie w jego głowie pojawiła się myśl
    Czas poszukać pierścionka zaręczynowego na świecie.

No comments:

Post a Comment